Translate

czwartek, 30 maja 2013

Dziewczyna Gangstera Rozdzia 6

Walentynki
 
 
 
Tydzień później miały odbyć się walentynki. Dzień zakochanych i nie tylko. Wszystkie dziewczyny w szkole były przejęte tym wspaniałym dniem, oprócz Hyosung, która traktowała ten dzień jak każdy inny. Hyuna jak co dzień przychodziła rano do domu państwa Jeon, by muc pójść wraz z przyjaciółką do szkoły.

- Papa mamo!

- Do widzenia Pani Jeon!

- Na razie dziewczyny! Miłego dnia w szkole! – po chwili weszła do środka i zamknęła drzwi.

- Jutro już są walentynki! Super! Już nie mogę się doczekać! – rzekła Hyuna.

- Które to są już wasze walentynki?

- Moje i Hyunseung’a? Już drugie. Dzisiaj wieczorem będę piekła dla niego tort czekoladowy z nadzieniem w kształcie serca. A ty? Będziesz piekła tort dla Joon’a?

- Co? Nie, no co ty! – zarumieniła się.

- Dlaczego?

- Bo to głupek! Denerwuje mnie! Myśli, że jak jest przystojny, zdolny, mądry i popularny to będzie mnie mieć na własność. O nie! Po moim trupie!

- Moim zdaniem powinnaś dać mu prezent. W końcu tak dużo dla ciebie zrobił. Kiedy się poznaliście powiedział profesorowi, że to on nas zatrzymał i nie dostaliśmy kary.

- To nic nie znaczy…

- Pomógł ci zdać z matematyki, kiedy zapomniałaś książki do historii ze szkoły, zabrał ją i oddał ci. Pomagał ci w treningach, poświęcił się dla ciebie, żeby ten zarozumiały półgłówek nie odebrał cię mu, przy tym złamał nogę i wybił sobie ramie. A to wszystko dla ciebie.

- Może i masz rację. Powinnam mu się odwdzięczyć. Kupię mu czekoladki. Chłopakom z drużyny też kupię.

- Zaraz, zaraz! Chyba nie chcesz mu kupić zwykłych czekoladek, prawda?

- Masz rację! Kupię mu czekoladki z nadzieniem.

- Czy ty tego nie rozumiesz? Chłopak się załamie, kiedy podarujesz mu zwykłe czekoladki. Tym bardziej kupione.

- Bałam się, że to powiesz. Więc, mam mu upiec tor?

- Zgadza się!

- Ale sama powiedziałaś, że prezent upieczony, a nie kupiony to oznaka kochania drugiej osoby. A ja nie kocham Changsun’a.

- Nie kochasz go, czy raczej starasz się ukryć fakt, że ci się podoba.

- Co ty wygadujesz? Oczywiście, że go nie kocham! Jak w ogóle mogłaś coś takiego wymyśleć?! On również mnie nie kocha. To są zwykłe zaloty, podrywy. Stara się, żeby każda dziewczyna za nim biegała, jak pies za kością. Ale ja nie jestem taka łatwa jak te wszystkie dziewczyny w naszej szkole. Nie dam się tak łatwo złapać w jego sidła.

- Zwyczajne zaloty od pokazywania miłości jeszcze potrafię rozróżnić. Który chłopak tak po prostu ze złamaną nogą i wybitym ramię chce grać dalej, tylko po to, żeby za wszelką cenę wygrać mecz dla dziewczyny?

- Powtórzę to kolejny raz, on nie jest we mnie zakochany. Robi to wszystko, ponieważ przyjaźnimy się. To wszytko.

- A jak chcesz wytłumaczyć pocałunek? – Japonka oniemiała.

- Ach! Nie przypominaj mi tego! Będę mieć trałme do końca życia… on jest typowym podrywaczem, który nie zniesie dnia bez podrywu.

- Czyżby? A słowo „Kocham cię!” albo ”Jesteś dla mnie ważna” nie wystarcza ci, żeby uwierzyć?

- Podrywacze powtarzają „ Dzień bez podrywu, to stracony dzień!”

- A ty wciąż swoje?

- Mówię jak jest! To nie możliwe, żeby się we mnie zakochał.

- Dlaczego? – nic nie odpowiedziała.

- A wracając do pocałunku… - próbowała dokończyć, lecz Hyosung przerwała jej mówiąc.

- Masz rację! Upiekę dla niego tor w kształcie serca, a to będzie tort z podziękowaniami, a nie z wyznawaniem miłości.

- Hyosung?

- Tylko, żeby czegoś sobie przypadkiem nie pomyślał. Nie mam zamiaru chodzić z podrywaczem.

- Hyosung?

- Wszystko mu przed tym wytłumaczę. A jeżeli chodzi o tor, to musi być pyszny. Przecież nie dam mu jakiegoś flaka, prawda?

* Ona robi wszystko, żeby uniknąć rozmowy o pocałunku. Pewnie nawęt mnie nie słucha, żeby nie usłyszeć słowa pocałunek” (Hyuna) *

- Masz rację on cię nienawidzi… nie lubię cię… dupa!... Hyosung to fujara… niedołężne dziecko… pomarańcz wyciągnięta z dupy twojego chomika… -  Hyosung nic nie odpowiedziała na zaczepki przyjaciółki. Wciąż gadała o torcie.

* Wiedziałam, że tak będzie. Nawet mnie nie słucha (Hyuna) *

- Przyjdź dzisiaj wieczorem do mnie do domu. Razem upieczemy najlepsze torty walentynkowe na świcie! – zaproponowała Kim.

- Tak! – tym czasem, jakaś tajemnicza osoba za krzaków podsłuchiwała całą rozmowę dziewczyn. Tego samego dnia, wieczorem. Hyosung przyszła do domuHyuny z składnikami do pieczenia ciasta. Wysypała mąkę do miski wraz z proszkiem do pieczenia, wbiły dwa jajka, wlały mleko, wsypały kakao i cynamon, zmiksowały, wlały do foremek i upiekły. Wyszły duże, śliczne, apetyczne serduszka. Na końcu polały je rozpuszczoną czekoladą, a gdy się wystudziły, napisały różowym lukrem swoje wyznania. Hyuna napisała „Kocham cię na zawsze Hyunseung *Hyuna*”. A Rossa napisała „Dziękuję za to, że jesteś przy mnie Chang Sun *Hyosung*”. Spakowały je do ślicznych, różowych pudełeczek. Następnego dnia, Hyuna i Hyonsung  przyszły do szkoły w pięknych sukienkach.

- Idę na salę gimnastyczną. Zaniosę czekoladki chłopakom, a później pójdę do sama wiesz kogo.

- Zgoda! Ja idę teraz do Hyunseung’a. Zadzwoń do mnie jak już wszystko załatwisz.

- Ok.! – Japonka udała się na salę gimnastyczną. Zobaczyła swych kolegów odpoczywających na podłodze.

- Cześć wszystkim!

- Cześć Hyosung! – wykrzyczeli hurtem. Kiedy wstali z podłogi, nie mogli uwierzyć własnym oczom. Wyglądała ślicznie. Byli ciekawi, dla kogo się tak wystroiła w walentynki?

- Mam coś dla was. Poczekajcie! – chłopcy nie wiedzieli o co jej chodzi. Nagle za drzwi wniosła kolorowe pudełeczka z czekoladkami.

- Szczęśliwych Walentynek!

- To dla nas? – spytał Lider.

- Tak, pudełeczko dla każdego! Jest tutaj może Lee Joon?

- Nie, a czemu pytasz? To dla niego się tak wystroiłaś? – spytał Changmin.

- Że co? Chyba cię coś opętało!

- Jasne!

- No to ja już będę się zbierać – tym czasem Hyuna po spotkaniu z ukochanym zadzwoniła do Japonkii, lecz cały czas włączała się poczta głosowa.

- Coś jest nie tak. Zadzwonię jeszcze raz.

- Nie martw się o nią. Pewnie jest teraz z Lee Joon’em.

- Mam złe przeczucia. Ona nigdy nie wyłącza komórki.

- Pewnie nie chce, żeby im przesadzano. Przy nim nic się jej nie stanie. Nie martw się.

- Tak, masz rację – kiedy szli razem korytarzem, zauważyli Joon’a... samego.

- Cześ wam!

- Cześć! A gdzie Hyosung? – spytał Hyunseung.

- Myślałem, że jest z wami.

- Na pewno jest w Sali gimnastycznej z chłopakami. Sprawdźmy tam – rzekła dziewczyna. Kiedy udali się na salę, Koreanka podeszła do Changmin’a i zapytała.

- Widziałeś może Hyosung?

- Tak, była tu niedawno wręczyć nam czekoladki.

- Wiesz, gdzie poszła?

- Nie, niestety. Wydaje mi się, że poszła się spotkać z Lee Joon’em. Była wystrojona i zawstydziła się, gdy ją spytałem, czy ten tort jest dla niego? Oczywiście wyparła się wszystkiego, jak to ona.

- Dawno poszła?

- Nie, jakieś pięć minut temu.

- Ok., dzięki! – wyszli z Sali i ustalali plan.

- Ja pójdę sprawdzić w damskiej toalecie i przy okazji przeszukam parter. Ty Hyunseung, przeszukaj piętro, a ty sprawdź na dziedzińcu. Gdzieś musi być. Wiedziałam, że coś się złego stało, kiedy włączała się poczta głosowa. Jeśli któreś z nas znajdzie coś, niech zadzwoni, ok.? – wszyscy udali się w swoją stronę. Koreanka przeszukała toaletę i parter, ale jej nie znalazła. Przy okazji cały czas dzwoniła do niej, lecz za każdym razem włączała się poczta głosowa. Hyunseung przejrzał piętro. Zaglądał do klas, pomieszczeń, lecz także jej nie znalazł. Joon też jejnie znalazł na dziedzińcu. Kiedy miał już wracać do środka, zauważył coś przed bramą szkoły. Podszedł sprawdzić co to takiego. Zobaczył otwarte, różowe pudełeczko, a w nim zdeptany, czekoladowy torcik w kształcie serca z napisem ,, „Dziękuję za to, że jesteś przy mnie Chang Sun *Hyosung*”. Widząc to, serce się krajało. Zdenerwowany krzyczał w niebo głosy. Wiedział, że stała jej się krzywda.  Nagle dostał sms z nieznanego numeru.

” Już nigdy nie zobaczysz swojej ukochanej.„ Wtedy do Hyuny zadzwonił telefon.

- Kto dzwoni? – zapytał chłopak.

- To Joon. Chyba ją znalazł – kiedy odebrała i powiedziała ,,halo” usłyszała tylko ,, Uprowadzili ją” Dziewczyna była w szoku. Nie mogąc wydusić żadnego słowa puściła telefon. Tym czasem gdzieś w zniszczonym, brudnym i opuszczonym budynku. Japonka z zasłoniętymi oczami, była przywiązana do krzesła. Nagle usłyszała stukanie butów o posadkę. Wiedziała, że ktoś wszedł do pomieszczenia.

- Kto tam jest?! – spytała przerażonym głosem.

- Znowu się spotykamy… piękna.

środa, 29 maja 2013

B.A.P My Dream Rozdział 18


Szybko podbiegła do niej Europejka. Lauren miała 161cm wzrostu. Nie była zbytnio szczupłą dziewczyną, ani też za gruba nie była. Była blondynką z włosami do ramion o zielonych oczach. Lauren była jej młodszą o rok przyjaciółka z Polski. Były nierozłączne. Można było powiedzieć, że było do siebie bardzo podobne. Możliwe, że ich podobny charakter zbliżył je do siebie. Sandra nie mogła uwierzyć własnym oczom.

- Jak my się dawno nie widziałyśmy! Tak się cieszę, że znowu będziemy razem! przytuliła ją z radości młodsza.

- Ja również! odwzajemnił uścisk Ale... skąd tu się wzięłaś?

-Pamiętasz, jak ci kiedyś mówiłam o tej organizacji założonej przez moich rodziców?

- Tak, więc wybraliście Koreę?

- Tak, to był mój pomysł! Specjalnie wybrałam ten kraj, żeby znowu móc się z tobą zobaczyć uśmiechnęła się Tak dawno się nie widziałyśmy. Mamy sobie tyle do opowiedzenia.

- Tak! Może pójdziemy do jakiejś kawiarni? Porozmawiamy jak za dawnych czasów.

- Zgoda! Sandra zabrała Lauren do jednej z kawiarni w centrum. Wchodząc do środka rozgościły się zasiadając do najbliższego stolika. Zamówiły po gorącej kawie i pysznych, czekoladowych cistach z orzechami. Przez cały wieczór wspominały dawne czasy. Śmiały się i uśmiechały. Lauren opowiedziała Sandrze wszystko co pozmieniało się w Polsce. Co działo się w szkole, na osiedlu, kto z kim zaczął chodzić, śmieszne akcje z kumplami itp.

- Niesamowite! Tyle rzeczy się działo, kiedy mnie nie było.

- To prawda! Ale koniec mojego gadania. Teraz ty opowiadaj. Co u ciebie? Jak w szkole?

- W szkole? Bardzo dobrze! U nas jest zupełnie inaczej niż w Polsce. Zupełnie inny program nauczania i te mundurki.

- Mundurki, które noszą Azjatki są cudowne! Ty też takie nosisz?

- Taki mój obowiązek.

- Chciałabym cię zobaczyć w takim mundurku. Nigdy cię jeszcze nie widziałam w spódniczce. Przez cały czas chodziłaś jedynie w spodniach.

- Bo nie lubiłam nosić spódniczek. Wciąż ich nie znoszę, ale jakoś mniej teraz zwracam na to uwagę. Można powiedzieć, że moje życie się całkowicie zmieniło odkąd tutaj jestem. A ja zmieniłam się razem z nim.

- To widać.

- Co?

- No, że się zmieniłaś. Nie chodzi mi tutaj o wygląd. Mimo tego, że schudłaś, ale chodzi mi o twój charakter i to jak się zachowujesz.

- To znaczy?

- Nigdy wcześniej nie widziałam cię taka szczęśliwą. Przez cały czas się uśmiechasz, co było rzadkością w Polsce. Przez cały czas byłaś ponura, skryta i było ci wszystko jedno. Teraz jak na ciebie patrzę to jakbym widziała zupełnie inną dziewczynę, naprawdę. Dobrze, że jednak wyjechałaś z Polki. Widzę, że dobrze ci to zrobiło.

- Tak powiedziała sama do siebie i uśmiechem.

*Rzeczywiście. Ostatnio, czuję się szczęśliwsza (Sandra)*

- A co tam z tym Jae Ri?

- Z jakim znowu Jae Ri?

- No tym w któryś się tak podkochiwałaś.

- A o niego ci chodzi. Wiesz... byłam z nim przez jakiś czas.

- Naprawdę? Super! Ale zaraz... jak to przez jakiś czas?

- Zerwaliśmy. A raczej to ja z nim zerwałam.

- Co? Dlaczego? Przecież on był takim twoim oczkiem w głowie.

- To prawda.

- Więc co się stało?

- Nie układało nam się zbytnio. Okazało się, że jednak nie pasujemy do siebie. Czasami tak bywa.

- Szkoda.

*No nie wiem czy taka szkoda(Sandra)*

- O! Teraz sobie przypomniałam! Pamiętasz jak pokazywałaś mi zdajcie swojego przyjaciela z dzieciństwa? No wiesz, tego o tyle starszego. Co mówiłaś, że jesteście dla siebie jak rodzeństwo.

- Tak, pamiętam. I co? była lekko zmieszana.

- Czy on przypadkiem nie miał na imię Yongguk?

- No tak.

- Nazywa się Bang Yongguk?

- Tak.

*Tylko nie mów, że go znasz(Sandra)*

- Wiesz, że widziałam go w internecie. On jest raperem w jednym z k-popowych boysband’ów. Nazywają się B.A.P.

- No... wiem. A ty skąd o tym wiesz?

*Tylko nie mów, że jesteś ich fanką. Proszę cię Boże!(Sandra)*

- Jak to skąd? Jestem ich fanką!

*Za co ty mnie tak każesz?! Za co?!(Sandra)*

-Naprawę?

- Tak, oni są niesamowici!

- To prawda. Wiesz co... powiem ci coś w sekrecie, ale obiecuj mi, że nikomu o tym nie powiesz. Zgoda?

- Przecież wiesz, że na mnie możesz zawsze liczyć. Wszystko zachowam w sekrecie, jak zawsze.

- Ok, więc wyszeptała Pracuję razem z nimi w wytworni.

- Że co?!

- Cicho! zaczęła ją uspokajać.

- Przepraszam. Naprawdę? kiwnęła głową znacząco.

- Ja nie mogę! Poznałaś ich?

- W końcu jeden z nich to mój przyjaciel z dzieciństwa. Jak mogłabym ich nie poznać osobiści? Jeszcze w dodatku pracujemy razem, więc proszę cię. O co ty mnie pytasz?

- Ale z ciebie szczęściara!

*Skąd ja to znam?(Sandra)*

- Jacy oni są?

- To naprawdę wspaniali ludzie. Są bardzo mili i zabawni. Przy nich nie da się nie nudzić. Zawsze pomogą ci w potrzebie, kiedy jej potrzebujesz. Są jak jedna, wielka, szczęśliwa rodzina. To prawda, że czasami sobie dokuczają nad wzajem i kłócą się wyzywając od najgorszych, ale przecie nikt nie jest idealny. Każdy ma swoje wady i zalety, prawda? Ale mimo tego są dla siebie jak bracia. A to jest piękne

- Jesteś blisko z chłopakami?

- W pewnym sensie.

- Jak to w pewnym sensie?

- Przekonasz się o wszystkim w swoim czasie.

- No wiesz co? Jak możesz się ze mną tak droczyć? Sandra wybuchła śmiechem.

- Wow! Naprawdę się zmieniłaś uśmiechnęła się. Przyjaciółka odwzajemniła uśmiech.

- Mam nadzieje, że szybko mi wszystko wytłumaczysz i wreszcie się dowiem skąd wzięło się to twoje szczęście. A może tym szczęściem jest ktoś, a nie coś? Sandra zawstydziła się i odwróciła głowę.

- Co? Naprawdę? Wiedziałam! Kto to jest? Mów mi natychmiast.

- Ale co takiego mam ci mówić? Już ci powiedziałam. Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie.

- Jesteś niedobra!

- Wiem i dobrze mi z tym! zaśmiała się. Następnego dnia, Sandra siedząc w ławce w szkole przepisywała zadanie z matematyki do zeszytu. Przypadkowo usłyszała rozmowę swoich kolegów z klasy.

- Ej! Słyszeliście o tym, że jest jakiś nowy uczeń w szkole?

- Nie. Pierwszy raz słyszę. Ciekawe kto to?

- Słyszałem, że ponoć to nowa uczennica z pierwszej klasy. Jest chyba z Ameryki czy jakoś tak.

- Kolejna biała dziewczyna w szkole?

- Na to wygląda.

- Ciekawe czy jest tak samo ładna jak...

- Cicho bądź, bo cię jeszcze usłyszy! przerwał mu szturchając go w ramię.

- Cisza tam! Żadnych rozmów na lekcji! upomniała ich nauczycielka. Wraz z dzwonkiem Sandra szybko wybiegła z klasy. Podekscytowana szybko podbiegła do planu zajęć wywieszonego na głównej tablicy szkoły. Znalazła numer Sali pierwszej klasy i pobiegła w jego stronę. Biegnąc tam zobaczyła nową uczennicę stojącą przed salą lekcyjną.

- Wiedziałam! krzyknęła podbiegając do dziewczyny Wiedziałam, że to będziesz ty! Czułam to!

- Sandra?! Ty też chodzisz do tej szkoły??

- Ale super! Będziemy chodzić razem do tej samej szkoły! Widziałaś już szkołę?

- Nie, jeszcze nie.

- To chodź, oprowadzę cię. Pokażę ci wszystko, gdzie co jest Sandra pokazała przyjaciółce gdzie znajdują się poszczególne sale lekcyjne, gdzie jest pokój nauczycielski, sekretariat, biblioteka, stołówka, prysznice, sala gimnastyczna, szatnia, boisko i o ogólnie całą szkołę.

- Jejciu! Duża ta szkoła. Nie wiem, czy następnym razem połapie się gdzie co jest.

- Nie przejmuj się. Przynajmniej będziesz wiedziała mniej więcej gdzie co jest. Mi nikt nie pokazywał szkoły, więc masz duże szczęście, że masz mnie tutaj. Co najlepsze, nie zgubisz się, bo będziemy cały czas trzymać się razem. Po dwóch godzinach lekcyjnych na długiej przerwie spacerowały na dworze obok boiska szkolnego.

- Sandra?

- Tak?

- Czy mi się wydaje czy ktoś przez cały czas za nami idzie? wyszeptała.

- Jak to? odwróciła się zdziwiona. Na widok chłopaka uderzyła się ręką w czoło. Przyjaciółka patrzyła się na nią niepokojąco.

- To Jae Ri.

- Jae Ri? Ten Jae Ri?

- Tak Lauren odwróciła si się spoglądając na chłopaka rzekła Ładniutki.

- Chodźmy stąd! złapała Lauen za ramię i pociągła za sobą.

- Sandra! zawołał ją. Zdenerwowana zatrzymała się i kazała Polce zaczekać na nią. Podeszła do chłopaka i rzekła.

- Czego znowu ode mnie chcesz?

- Mi też cię miło zobaczyć.

- Tak, tak. Streszczaj się. Czego chcesz? mimo że miała zdenerwowany głos i na taką wyglądała to w środku czuła się jak przestraszone, małe dziecko. Jej serce biło mocno niczym młot. Nikt normalny by tego nie dostrzegł. Oprócz Jae Ri.

- Czy mi się wydaje czy ty... boisz się?

- Co? Że ja? Niby czego?

- Niech pomyślmy...mnie? uśmiechnął się szyderczo. Nie był już tym samym chłopakiem co na początku, który błagał o litość i przebaczenie od jej strony. W tamtej chwili stał przed nią pewny siebie chłopak, który wiedział czego chce i nie miał zamiaru sobie tak po prostu odpuścić. Jego oczy już nie były zaszklone i nie było już w nich tyle miłości, którą ją darował za każdym razem, kiedy ją widział. Jego oczy nie wyrażały żadnych emocji.

- Chyba sobie żartujesz? Nie mam zamiaru się ciebie bać już nigdy więcej, rozumiesz?!

- To dobrze! Bo dziewczyna nie powinna bać się chłopaka z którym jest.

- Że co?!

- To co usłyszałaś. Nie ważne jest to, że już nie jesteśmy blisko siebie. Ważne jest to uczucie między nami istnieje. Jedynie to teraz widzę.