Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą B2ST. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą B2ST. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 grudnia 2014

Dziewczyna Gangstera: Przepowiednia się spełniła Rozdział 28 THE END





Pomimo, że minął już okrągły miesiąc od zamieszkania Białego Kła w rezydencji Kikwang'a, to wciąż poszukiwali Dongwoon'a, by wszystko zakończyć. Kiedy wszyscy razem siedzieli w salonie i obmyślali nowy plan, nagle do pomieszczenia wpadł Seungho. Wszyscy spojrzeli się na niego oczekując jego wieści. Wtedy Joon zapytał:

- I jak? Informacja potwierdzona? - przytaknął zdyszany. Nie mogli w to uwierzyć. Poczuli ulgę i szczęście. Wreszcie udało im się odnaleźć kryjówkę Dongwoon'a.
- Więc jak? - podskoczył podekscytowany Kikwang - Biały Kieł znów wkracza do akcji? - zapytał oczekując odpowiedzi od lidera. Wszyscy spojrzeli się pytająco na Joon'a.
- A jak myślisz? - odpowiedział mu pytaniem na pytanie z lekkim uśmieszkiem. Wszyscy już wiedzieli jaka jest odpowiedź uśmiechając się znacząco.
- I to ja rozumiem stary! Biały Kieł znów wkracza do gry! - przybili sobie piątkę.
- Czy ja dobrze usłyszałam? - zapytała zaskoczona matka Kikwang'a, która w tym momencie stanęła w progu - Szykujecie się na nową akcję? Po tym wszystkim?!
- Mamo... odnaleźliśmy w końcu kryjówkę Dongwoon'a. Możemy go zaatakować, a on nawet się nie zorientuję. Nie możemy się teraz wycofać - po tych słowach stała bez słowa. Po krótkiej ciszy powiedziała:
- Chodźcie za mną... wszyscy - odwróciła się i zaczęła iść, a reszta ruszyła za nią. Szli przez długi korytarz pełen pięknych obrazów. Nagle skręcili w prawą stronę, lecz napotkał ich ślepy zaułek. Kobieta nagle się zatrzymała i odwróciła gwałtownie.
-  Nie możecie przez cały czas się ukrywać i uciekać. Musicie działać. Los dał wam szansę na zakończenie tego wszystkiego. Nie zmarnujcie tej szansy - po chwili wcisnęła nos rzeźby do środka, a ściana się otworzyła. Za nią znajdował się bardzo jasny, oszklony pokój z mnóstwem broni i ładunków wybuchowych. Byli zachwyceni tym widokiem. Nigdy jeszcze nie widzieli w jednym miejscu tyle broni.
- Mamo, skąd to wszystko masz?
- Uzbierało się przez kilkanaście lat. Wiedziałam, że kiedyś nadejdzie dzień w który ci się to wszystko przyda. Wiedziałam, że podążysz naszą ścieżką.
- ... Skąd?
- Jesteś zupełnie jak swój ojciec - nagłe łzy napłynęły jej do oczu. Spojrzała się na niego zaszklonymi oczami i uśmiechając się rzekła - Byłby z ciebie dumny - W tym momencie Kikwang'owi zachciało się płakać.
- Dobra, mamy broń, znamy miejsce, ale nie mamy planu - powiedziała Hyuna. Wszyscy spojrzeli się na Mir'a.
- Dlaczego się na mnie tak patrzycie?
- Bo ty zawsze podsuwasz jakiś pomysł - wyjaśnił Hyunseung.
- W tym momencie nic nie wymyślę.
- Pozwól, że ci pomogę - zaoferował się Seungho uderzając go w głowę.
- Ała! Zgłupiałeś do reszty?! To... Mam pomysł - cały dzień układali plan oraz szykowali się na akcję. Gdy nastał wieczór, a każdy z nich był już uzbrojony z zakrytymi twarzami do połowy czarnymi chustami, Biały Kieł wskoczył do jednego z aut i od razu pojechali w wyznaczone miejsce. Zaparkowali auto trochę dalej od budynku. Był to jeden z najwyższych, szklanych wieżowców w stolicy. Wielka korporacja. Weszli do budynku obok.  Pojechali windą na szczyt budynku. Gdy byli już na samej górze, jeszcze wbiegli schodami na dach.
- I co teraz? - zapytał Hyuseung.
- Skaczemy - wyjaśnił Mir. Jeden po drugim z chustami na twarzach rozpędzali się i przeskakiwali z dachu na dach. Po schodach zbiegli na dół i będąc już w środku zaczęli ostrożnie szukać Dongwoon'a. Idąc pustym korytarzem usłyszeli jakieś kroki. Stukot obcasów o podłogę. Wszyscy stanęli w gotowości. Przechodziła obok niska, drobna Koreanka ubrana  w białą koszulę i długą, czarną spódnicę. Miała okulary na nosie i spięte w koka włosy. Seungho złapał ją i mocno trzymając, żeby nie uciekała, zasłonił jej usta dłonią. Przestraszona wpatrywała się w Białego Kła.
- Nie krzycz, a nie zginiesz, rozumiesz? - zapytał Joon. Przytaknęła - Wiesz gdzie jest Dongwoon? - przytaknęła - Masz nas do niego zaprowadzić i bez żadnych ucieczek, rozumiesz? - przytaknęła. Seungho puścił ją, a ona zaczęła iść prowadząc ich przez korytarz. Nagle stanęli przed wielkimi, drewnianymi drzwiami.
- To tutaj - rzekła. Hyoseung kopnął w drzwi otwierając je. Wszyscy wbiegli do środka wymierzając w Dongwoon'a broń. Nagle zorientowali się, że wbili się na jakąś konferencję międzynarodową. W wielkiej sali siedzieli przy stołach przedstawiciele różnych krajów, a obok Dongwoon'a stała Gayoon.
- Och, Joon... co za miła niespodzianka. Dobrze cię znowu widzieć. Kikwang? Wyszedłeś z kicia? Jestem pod wrażeniem. Brawo!... Panie i panowie, oto przed wami Biały Kieł - wszyscy byli w szoku.
- Idziesz z nami Dongwoon! - krzyknął Seungho.
- Hyymm... nie. Nie chce mi się.
- Jesteś tego taki pewien? - zapytała Hyuna.
- Wy naprawdę nie jesteście świadomi tego w co się właśnie wpakowaliście? - zapytał rozbawiony - Przed wami Francja, Włochy, Hiszpania, Meksyk, Rosja, Chiny, Japonia, RPA oraz Arabia Saudyjska - nikt nie wiedział o co chodzi oprócz Joona, który dopiero się zorientował.
- O kurwa... - wszyscy przedstawiciele wraz z swoją załogą wyciągnęli broń i wymierzyli w stronę Białego Kła.
- Zły dzień sobie wybraliście. Jak zawsze macie pecha - wszyscy otworzyli ogień, a Biały Kieł zaczął chować się za szafami i stołami odpowiadając ogniem z ukrycia. Rozpoczęła się wielka strzelanina przy której zmarło kilka osób.
- Dongwoon! - zawołał Kikwang - Widzę, że z Yakuzy nikt nie przybył! Co? Znowu cię zignorowali? To w końcu normalne! Nigdy nie byli po twojej stronie! Ale chyba już się do tego przyzwyczaiłeś, prawda?! - zaczął się śmiać.
- Zamknij się! - krzyknął zdenerwowany. Nagle przestraszona Gayoon, która schowała się pod biurkiem dotknęła swojego pistoletu i spojrzała się na Dongwoon'a.
- Niech wszyscy przestaną strzelać! - krzyknęła Gayoon - Albo go zabiję! - wszyscy spojrzeli się na nią, jak jedną ręką trzyma za kołnierz Dongwoon'a, a w drugiej trzyma pistolet przyłożony do jego głowy. Wstrzymali ogień.
- Zdrajczyni! Jak mogłaś?! Ty suko!
- Zamknij się! Zawsze cię nienawidziłam! Od dłuższego czasu czekałam, jak wreszcie Biały Kieł przyjdzie po ciebie i cię zabiję. Joon... przepraszam cię za to, że cię zraniłam. Tak bardzo mi przykro z tego powodu. Nigdy na ciebie nie zasługiwałam. Przepraszam cię za wszystko. A dziś nadszedł dzień wolności! - wyciągnęła z kieszeni granat i strzeliła w rurę z gazem robiąc w niej dziurę. Gaz zaczął z niego uchodzić - Uciekajcie! - otworzyła granat i wsadziła go sobie w usta rozstawiając ręce na boki z przechyloną głową do tyłu.
- Przez okno! - krzyknął Mir. Cały Biały Kieł wyskoczył przez okno z ostatniego piętra. Po chwili nastąpił wybuch. Lecieli w dół widząc jak budynek rozlatuje się na kawałki. Nagle każdy z nich wyciągnął z kieszeni automatyczny pistolet z liną i strzelili w budynek, dzięki czemu liny wbiły się w ściany, a oni w padli przez okna do środka. Każdy z nich wpadł przez inne okno, do innych pomieszczeń oraz pięter. Ściany oraz sufit zawalały się, a ogień rozprzestrzeniał się po budynku w błyskawicznym tępię. Nagle pod wieżowiec podjechały radiowozy na wieść, że Biały Kieł jest w środku, a tuż po nich przyjechały karetki i straż pożarna.

  Mir przechodząc przez rozwalone ściany omijając ognia szukał pozostałych. Nagłe usłyszał jakieś krzyki.
- Pomocy! Niech mi ktoś pomoże!
- Seungho?! Gdzie jesteś?!
- Podążaj za moim głosem! - Mir zaczął biec potykając się o wszystko. Nagle zobaczył zasypanego przyjaciela pod stertą gruzu.
- Seungho! - podbiegł szybko.
- Jak dobrze, że mnie znalazłeś. Wyciągnij mnie spod tego.
- Jasne - Mir zaczął ściągać z Seungho cegły, kawałki szła oraz tynk. Trujące opary roznosiły się w powietrzu, było coraz goręcej, a ognia wciąż przybywało. Gdy odkrył już przyjaciela zobaczył, że jego ręka leży przygnieciona pod wielkimi kawałkami sufitu. Mir próbował je ściągnąć, lecz na próżno.
- Nie dam rady. Są za ciężkie.
- Idź Mir.
- Co?
- Powiedziałem idź.
- Mam cię tutaj zostawić samego?
- Ratuj się. Mnie i tak już nie uratujesz. Budynek zaraz się zawali. Musisz uciekać.
- Nie zostawię cię tutaj samego, rozumiesz? Jesteś moim przyjacielem. Nie dam ci zginąć, rozumiesz? - łzy napłynęły mu do oczu.
- Musisz żyć Mir! Uciekaj stąd!
- Nie! Nie zostawię cię! Jeżeli masz zginąć, to zginiemy razem! Jesteś moim przyjacielem! Jesteś bratem - płakał siłując się z kawałkami gruzu przygniatającego rękę Seungho. Tym czasem Hyuna leżała w budynku pod stertą gruzu nie mogąc się ruszać ledwo co oddychając.
- Pomocy! -krzyczała - Słyszy mnie ktoś? - nagle zobaczyła z daleka leżącego Hyoseung'a pod gruzem.
- Hyoseung! Oppa! Słyszysz mnie? Odezwij się! - chłopak nie ruszał się. Nagle łzy napłynęły do ich oczu widząc przygniecionego ukochanego, a wśród nich wszędzie był ogień.
- Hyuna? - wyszeptał na tyle głośno, że to usłyszała.
- Hyoseung! Słyszysz mnie?! Tutaj jestem! - chłopak ledwo co podniósł głowę do góry i spojrzał się na dziewczynę.
- Skarbie - powiedział - Nie mogę się ruszyć - rozpłakała się.
- My tu zginiemy oppa.
- Wiem.
- Nie chcę umierać.
- Nie umrzemy. Przeżyjemy to. Jak wyjdziemy z tego... to czy... wyjdziesz za mnie? - nie spodziewała  się tego. Uśmiechnęła się przez łzy szczęśliwa.
- Tak, oppa. Chcę przeżyć z tobą całe moje życie.
- Kocham cię.
- Ja też cię kocham - w tym momencie mogli wyciągnąć tylko do siebie ręce i dotknął się jedynie koniuszkami palców.
- Boję się.
- Nie masz czego. Jestem przy tobie. Jak z tego wyjdziemy, to zamieszkamy razem z daleka od miasta w dużym domu. Skończysz studia, tak jak zawsze tego chciałaś i będziemy mieć gromadkę dzieci - płakała jeszcze bardziej, bo wiedziała, że tego nie dożyje.
 
  Tym czasem już brudna i kulejąca Zinger wędrowała wśród rozwalonych pomieszczeń unikając ognia.
- Yoseob! - krzyczała rozpaczając, lecz nawet nic nie usłyszała. Była na pierwszym piętrze. Pod wszystkimi. Nagle przez wybite okno usłyszała skomlenie. Zmęczona podeszła powoli do okna i zobaczyła leżącego na ziemi Yoseoba. Kiedy wszyscy wyskoczyli z powrotem do budynku, dzięki liną, lina Yoseoba przerwała się w połowie lotu i spadł na beton. Przerażona ledwo wybiegła z budynku i podbiegła do ukochanego.
- Yoseob! Oppa! - rzuciła się przed nim na kolana - Skarbie wszystko w porządku? Co się stało? Spadłeś? - przytaknął. Łzy napłynęły jej do oczu - Możesz się ruszać? Podniosę cię. Muszę cię stąd zabrać - podczas próby podniesienia ukochanego, Yoseob jęknął z bólu. Nie mógł się ruszać. Wszystkie jego kości były połamane.
- Nie mogę cię tutaj tak zostawić. Potrzebujesz lekarza. Wezwę pomoc - już miała ruszyć, lecz złapał ją za dłoń i zatrzymał, jakby nalegał, żeby została - Słyszałam karetkę. Muszą być za budynkiem. Pobiegnę szybko po lekarza i zaraz wrócę, rozumiesz? - jedyną władającą ręką wciąż ją mocno trzymał za dłoń i patrzył się na nią dziwnym wzrokiem.
- Nie martw się oppa. Będziesz żyć, rozumiesz? Wszystko będzie dobrze, zobaczysz - łzy napłynęły mu do oczu. Kiedy to zobaczyła rozpłakała się jeszcze bardziej - Nie, nie. Proszę nie płacz. Wiem o czym teraz myślisz. Nie umrzesz, rozumiesz? Będziesz żyć. Ty musisz żyć - pocałowała go swymi brudnymi od popiołu ustami - Będzie dobrze. Nie patrz się tak na mnie. Nie możesz mnie zostawić! - nagle krew wypłynęła mu z ust. Najprawdopodobniej kości przebiły jego wnętrzności.
- Nie! Yoseob, skarbie - wycierała krew dłonią, lecz jej wciąż narastało. W pewnym momencie swoją prawą ręką dotknął swojej lewej piersi, a następnie powolnym ruchem ledwo dotknął jej lewej piersi.
- Ja też cię kocham Yoseob - uśmiechnęła się przez łzy.
- Ręce do góry! - usłyszeli za plecami Zinger z daleka. Był to policjant wymierzający pistolet w dziewczynę, lecz Zinger nawet się nie poruszyła. Wciąż uśmiechnięta głaskała zakrwawiony policzek ukochanego patrząc jak dławi się własną krwią. Pomimo tego, że umierał czuł się szczęśliwy, że mógł z nią być. Usłyszeli ponownie krzyk:
- Ręce do góry bo strzelam!
- Tak bardzo cię kocham oppa - nagle można było usłyszeć strzał. Kula przebiła klatkę piersiową dziewczyny na wylot. Przez uderzenie wygięła się w łuk do tyłu od strzału. Zerknęła na spływającą krew po jej ciele, a następnie spojrzała na wpatrujące się w nią oczy ukochanego.
- Będziemy żyć... ukochany - wyszeptała i po chwili upadła nieżywa na zmarłe ciało ukochanego.



 Hyosung ranna przechodziła przez korytarze szukając wyjścia. Była na trzecim piętrze.
- Hyosung? - usłyszała za sobą.
- Mama? - zapytała zdziwiona widząc matkę z złamaniem otwartym - Mamo! - podbiegła do niej - O mój boże! Co ty tutaj robisz?
- Wiedziałam, że tutaj będziecie. Nie pamiętasz co ci wcześniej powiedziałam? ... To, że was dopadnę... ale nie dlatego wbiegłam do płonącego budynku. Szukałam cię. Bałam się o ciebie... przepraszam. Przepraszam cię za wszystko.
- Ja też cię przepraszam. Nie chciałam cię skrzywdzić. Przecież wiesz, że cię kocham.
- Też cię kocham Hyosung. Jesteś moją córką.
- Musimy stąd uciekać. Ten budynek się zaraz zawali.
- Masz rację - złapała matkę pod pachę i zaczęła iść w stronę schodów, lecz przez ogień schody rozwaliły się - Nie ma schodów. Nie wyjdziemy stąd. I co teraz? - za nimi znajdowało się okno. Hyosung podeszła wraz z matką pod okno. Japonka wychyliła się i zobaczyła straż pożarną.
- Hej! Tutaj! Pomocy! - zaczęła krzyczeć. Strażacy rozłożyli wielki, dmuchany materac.
- Nie damy rady was zabrać! Musicie skakać! - Hyosung posadziła matkę na parapecie.
- Nie skoczę bez ciebie.
- Nie martw się mamo. Skoczę zaraz po tobie - wypchnęła matkę. Pani Jeon wylądowała bezpiecznie na dmuchanym materacu.
- Hyosung! Teraz ty! - już miała wyskoczyć, lecz nagle usłyszała jakieś wołanie o pomoc. Był to Joon. Nie mogła go tam zostawić. Wróciła się, pomimo tego, że wiedziała, że może zginąć.
- Changsun! Changsun, gdzie jesteś?! - krzyczała ranna idąc między ogniem.
- Hyosung! - podbiegł do dziewczyny przytulając ją - Myślałem, że cię nie znajdę.
- Gdzie reszta?
- Nie wiem. Nikogo nie spotkałem.
- Musimy iść. Budynek zaraz się zawali. Tam za oknem czeka pomoc. Musimy uciekać.
- Biegnijmy - już mieli ruszać, gdy nagle ogień ich otoczył, a w podłodze zrobiła się jedna, wielka dziura - I co teraz?
- Nie wiem. Tam niczego nie ma?
- Schody się zawaliły.
- Jesteśmy w pułapce.
- Spłoniemy żywcem.
- Przepraszam cię Hyosung za to, że cię w to wpakowałem.
- Nie przepraszaj mnie. To nie twoja wina. Ja sama chciałam przystąpić do Białego Kła, pomimo twojego sprzeciwu, ale się nie posłuchałam.
- Mogłem wtedy coś zrobić. Nie pozwolić ci.
- Ale stało się. Nie odmienimy tego. Musisz wiedzieć, że i tak niczego nie żałuję. Niczego bym nie zmieniła. Nawet tego, że umrzemy.
- Już ci mówiłem, że jeżeli mamy umrzeć, to razem. Kocham cię.
- Ja też cię kocham Joon - złączyli się w pocałunku, a budynek zawalił się na nich. Z wieżowca została tylko kupa gruzu.

 Załamana matka Jeon rozpłakała się krzycząc z rozpaczy za swoją córką. Przez cały miesiąc strażacy szukali zwłok wśród zawalonego budynku, lecz nic nie znaleźli. Lekarze stwierdzili, że zanim budynek się zawalił przez szybkość narastającego ognia zdążyli się wcześniej usmażyć i zostać popiołem. Nikt nigdy nie znalazł ciał członków Białego Kła.

 Tego samego miesiąca, podczas poszukiwań, daleko za miastem Seul odbył się pogrzeb Zinger i Yoseob'a. Na pogrzeb przybyli wszyscy znajomi wraz z resztą Białego Kła. Wszyscy wyszli z tego cało. Gdy wieżowiec się zawalił, Yakuza zdążył ich stamtąd zebrać zanim zajęła się tym policja i straż pożarna. Yakuza jest ogromnym gankiem działającym na całym świecie nawet w Seulu. Kiedy dowiedzieli się, że Biały Kieł jest w niebezpieczeństwie od razu rzucili się im na ratunek. Nikt nie wie, że przeżyli. Jedynie na ciele Kikwang'a zostały duże blizny po poparzeniach, a Seungho stracił rękę. Wszyscy opłakiwali Zinger i Yoseob'a. Postanowili, że pochowią ich razem. Gdy pogrzeb się skończył Seungho, Mir, Hyuna, Kikwang, Hyoseung, Joon oraz Hyosung w czarnych strojach odchodzili spacerem.
- A więc nikt nie wie, że przeżyliśmy - powiedział Seungho.
- Co teraz zrobimy? - zapytała Hyuna.
- Nic -odrzekł Joon - Wreszcie mamy święty spokój. Teraz możemy w końcu zająć się własnym życiem. To koniec - wszyscy odeszli w swoją stronę żegnając się na koniec.

 
 "Widzę długie i szczęśliwe życie u ukochanego z młodych lat i dwójkę dzieci "
 
" Widzę... ognisty wieczór, który zakończy wszystko. W dalekiej przyszłości ten dzień nastąpi, będziesz smutna, lecz twój smutek przerodzi się w radość i miłość."
 
"Widzę... więzienie i gruz. Czeka cię długie i szczęśliwe życie, lecz niebezpieczne. Nadejdzie dzień w który zakończy się wszystko co złe. "
 
"Stracisz rzecz, która jest dla ciebie bardzo ważna i niezbędna do życia."
 
"Umrzesz młodo, ale szczęśliwie."



















KONIEC








*****************
Przyznaję się bez bicia, że kiedy pisałam ten ostatni rozdział, to pisałam go przez łzy. Za bardzo się do nich przyzwyczaiłam. Mam nadzieję, że się podobało i będziecie czytaj dalsze moje opowiadania.

















































































































































poniedziałek, 20 października 2014

Dziewczyna Gangstera Rozdział 27 "To umrzemy razem"

 Zostawili autobus na ulicy i dalszą drogę odbyli pieszo. Kikwang zabrał ich do swojej rezydencji. Zapadła już noc i zaczął padać deszcz.
- Daleko jeszcze? - zapytał Hyunseung.
- Zaraz będziemy na miejscu - odpowiedział. Nagle zobaczyli dom Kikwang'a. Podeszli do drzwi, a Koreańczyk zadzwonił do drzwi.  Po chwili drzwi się otworzyły, a w nich stanął lokaj ubrany w piżamę.
- Kikwang?! - spojrzał się zaskoczony na zmokniętego młodzieńca.
- Możemy wejść? - mężczyzna spojrzał się na resztę.
- Jeszcze pytasz? Wejdźcie do środka - wpuścił ich do środka domu. Nagle pojawiła się starsza , pulchna, biała kobieta pytając:
- Mamy gości? - kiedy spojrzała się na Kikwang'a zaniemówiła, a po chwili rzuciła się na niego szczęśliwa. Była to pokojówka - Kikwang, skarbie! Jak dobrze cię znowu widzieć w domu! - przytuliła chłopaka. Nagle usłyszeli na schodach...
- Co tu tak głośno?! Dlaczego wy...? - kobieta stanęła jak wryta - Kikwang?
- Cześć mamo - zbiegła ze schodów i przytuliła syna - Tak bardzo się cieszę, że znowu cię widzę. Bałam się, że cię straciłam. Tęskniłam.
- Ja za tobą też tęskniłem mamo.
- Co tu tutaj robisz?... Uciekłeś?
- Ja ci mogę wszystko wytłumaczyć...
- Czy oni brali udział w ucieczce?
- Oni mi pomogli uciec.
- No nieźle. Jestem z was dumna.
- Mamo, nie mamy gdzie się podziać.
- Nie martwcie się niczym. Ja się wszystkim zajmę. Gabriela, zabierz młodzież do ich pokoi i daj im czyste, suche ubrania. Nie chcę, żeby się przeziębili.
- Dobrze proszę pani. Chodźcie ze mną. Pokaże wam, gdzie będziecie spać - wszyscy udali się za starszą kobietą oprócz Kikwang'a, który poszedł wraz z swoją matką.  Dziewczyny spały osobno, a chłopcy osobno. Spali w dużych, jasnych, bogatych pokojach z dużymi, miękkimi łóżkami. Każdy z osobna wziął prysznic i przebrali się w ciepłe piżamy, a mokre, brudne ubrania zabrała Gabriela, która je uprała i wystawiła na całą noc do suszenia.
 Następnego dnia, kiedy wyspali się i obudzili w pięknych pokojach, zobaczyli, że na szafach leżą ich czyste, suche ubrania oraz talerze z ciepłymi posiłkami i gorąca herbata. Tak bardzo cieszyli się na ten widok. Mała rzecz, a może tak cieszyć. Kiedy zjedli śniadanie, ubrali się i mniej więcej ogarnęli, wyszli z swych pokoi i zaczęli zwiedzać rezydencję, która była piękna. Matka Kikwang'a dorobiła się na rabunkach za młodu.
 Cały dzień odpoczywali i bawili się. Grali w różne gry, wygłupiali się, biegali po całym domu ganiając się nawzajem, bawili się w berka, chowanego, bo w końcu i tak nie mogli nigdzie wychodzić, a nudziło im się, więc zaczęli się zachowywać, jak dzieci. W końcu nastała pora obiadu. Wszyscy zasiedli przy dużym, drewnianym, długim stole przykrytym białym obrusem i zastawiony porcelanową zastawą. Jedzenie było przepyszne. Składało się z dwóch ciepłych dań, przystawek oraz deseru. Nie zapominając o herbacie i gorącej czekoladzie z bitą śmietaną. Po obiedzie postanowili wyjść na dwór za dom. Seungho znalazł starą piłkę do nogi. Od razu przypomnieli sobie stare, dobre czasy, kiedy jeszcze chodzili razem do gimnazjum i nie musieli się niczym przejmować. Dziewczyny postanowiły, że też zagrają, pomimo, że nie potrafią. Grali godzinami, aż do wieczoru przy czym świetnie się bawili. Gra ta bardziej przypominała wygłupy, niż prawdziwą grę w piłkę nożną. Cieszyli się chwilą, bo jak dobrze zauważyli one szybko odchodzą.
 Wieczorem po kolacji usiedli wszyscy razem w salonie przy rozpalonym kominku i włączonej, wolnej muzyce, która koiła i rozluźniała i zmęczone ciała. Zinger siedziała wtulona w Yoseoba, Hyuna wtulona w Hyunseung, a Hyosung w Joon'a. Mir widząc wszystkie trzy zakochane pary, powiedział:
- Czuję się samotny patrząc na was - odwrócił głowę w stronę Seungho i posłał mu oczko. Ten widząc to powiedział:
- Nawet się nie waż - wszyscy się zaśmiali. Natomiast Kikwang cały czas patrzył się na szczęśliwą Hyosung z Joon'em i cieszył się. Po chwili Joon zapytał się Hyosung:
- Mogę prosić do tańca?
- Pewnie - uśmiechnęła się. Złapali się za ręce i stanęli na środku salonu. Przytulili się do siebie i zaczęli powoli tańczyć.
- Joon...
- Tak?
- Boje się.
- Nie potrzebnie.
- A co, jeżeli będzie gorzej?
- Mieszkamy teraz w bogatej rezydencji świetnie się przy tym bawiąc z najlepszymi przyjaciółmi. Jesteśmy tutaj wszyscy razem, cali, zdrowi i bezpieczni. Nie masz się czego bać. Po prostu ciesz się chwilą, póki możesz.
- Masz rację. Nie mam się na razie czego obawiać. Tylko, że...
- Co?
- FBI nie da nam spokoju. Moja matka nie spocznie, dopóki nas nie złapie. Wiecznie nie będziemy tutaj bezpieczni.
- Dopóki ty i ja będziemy razem nic nam się nie stanie.
- A co jeżeli umrzemy?
- To umrzemy razem - pocałował ją czule w usta obejmując jej drobną twarz swymi dłońmi.

*************
Przepraszam, że takie krótkie, ale nie dałam rady nic więcej napisać, a obiecałam, że napiszę. Źle się czuję i jestem chora to dlatego.

sobota, 11 października 2014

Dziewczyna Gangstera Rozdział 26 "Więzienie"

 " Wyrok w imieniu Korei Południowej, sąd okręgowy po rozpoznaniu sprawy Lee Kikwang'a uznaje go za winnego zarzucanego mu czynu i wymierza mu karę dożywocia."
 
 
 
2 lata później
 
 
 
 
 Przez ostatnie dwa lata, Biały Kieł przesiadywał na jednej z Japońskich wsi w celu wyszkolenia nowicjuszy. Podczas ich pobytu u Hiroshiego sensei i jego córki Aiko wiele się wydarzyło. Mianowicie Hyosung i Changsun wreszcie poddali się miłości, a Zinger i Yoseob podczas święta świetlików wyznali wzajemnie sobie uczucia, które uciszali przez kilka lat. Hiroshi sensei w dość krótkim czasie wyszkolił Hyosung, Hyunę i Hyunseung'a, ponieważ doszły ich słuchy, że FBI namierza położenie Białego Kła w Japonii. Dla dobra sensei'a i całej wioski, postanowili, że zakończą trening na tym etapie i odejdą wracając z powrotem do Seulu. Syn szefa japońskiego gangu, Yakuza pomógł im przepłynąć przez morze bez żadnych problemów. Gdy udało im się wrócić do Korei od razu kupili bilety na pociąg, który natychmiast po ich powrocie zawiózł ich do stolicy. Nie wiedząc, gdzie się podziać, wynajęli trzy pokojowe mieszkanie w centrum z widokiem na miasto z ostatnich pieniędzy, jakie mieli. Kiedy przespali się pierwszą noc w swoim nowym mieszkaniu, następnego dnia, Joon wraz z Yoseob'em i Mir'em pojechali do klubu, który wcześniej należał do Joon'a. Budynek został zamknięty i oznaczony. Weszli do środka i zmierzali w kierunku swojej dawnej kryjówki. Przejrzeli wszystko. W środku nie było niczego.
- Zabrali wszystko - powiedział Mir.
- A co z sejfem? - zapytał Joon.
- Pusto.
- Kurwa... zostaliśmy z niczym. Nie ma pieniędzy, ani broni - nagle Yoseob zareagował na ostatnie słowo. Zaczął się dziwnie rozglądać po pustym pomieszczeniu. Podszedł do jednej z ścian i wcisnął kafelek, który posłużył jako guzik. Nagle cała ściana, jakby się otworzyła, a za nią znajdowało się małe pomieszczenie z białymi, podświetlanymi pułkami, a na nich znajdowała się broń.
- Zapasowa broń? - zapytał zdziwiony Mir.
- Całkiem o tym zapomniałem - rzekł Joon - Może jednak nie zostaliśmy z niczym?
- Wciąż w dobrym stanie - napisał.
- Myślisz, że wystarczy ? - zapytał Mir.
- Tak, musi. Myślę, że damy radę. Uda się. Bierzcie broń i pakujcie do walizek.
 Przez ostatni tydzień, Biały Kieł szykował się do nowej akcji. Postanowili zrobić zamach na więzienie.
 Po tym tygodniu, wieczorem Zinger ubrała się w seksowną, czerwoną, skąpą sukienkę , którą oczywiście wcześniej ukradła w drogim sklepie z pomocą Seungho, kory powyłączał kamery i czujniki. Wystrojona pojechała na dyskotekę i wkradła się na piętro dla vipów. Tam spotkała starszego mężczyznę, ubranego w specjalny, policyjny uniform wyższej rangi. Był on jej ofiarą. Zalotnie przywitała się z nim i spędzili razem noc w klubie. Upijając go, wrzuciła mu tabletkę gwałtu do alkoholu i czekała jak zacznie działać. Kiedy widziała, że robi się lekko oszołomiony wyszeptała mu parę zboczonych rzeczy i łapiąc go za rękę zabrała go do męskiej ubikacji. Gwałtownie wrzucił ją do pustej kabiny i zaczął ją dotykać całując po szyi. W momencie, kiedy wkładał dłonie pod jej sukienkę stracił przytomność.
- No w końcu - powiedziała do siebie. Szybko go złapała i posadziła na muszli, a następnie zaczęła go przeszukiwać. W końcu znalazła jego portfel w którym znajdowały się dokumenty, pieniądze i przepustka - Jest! - zabrała portfel i wybiegła z klubu zmierzając w stronę mieszkania. Weszła do środka i widząc wszystkich zgromadzonych w salonie pokazała im portfel. Ucieszyli się.
 Następnego dnia z rana, Joon i Yoseob pojechali do więzienia i zaczęli go oglądając z każdej strony robiąc budynkowi zdjęcia telefonem.
- Zrobiłeś? - zapytał. Yoseob przytaknął - Wracamy. Nie ma czasu - cały dzień szykowali się na nadchodzące wydarzenie. Wieczorem tego samego dnia, Zinger podkradła się na tyły zabudowanego budynku. Wspięła się sprawnie po drzewie na samą górę i rozejrzała się jak wygląda obecna sytuacja.
- Dziewczyny, słyszycie mnie? - zapytała przez mikrofalówkę.
- Głośno i wyraźnie - odpowiedziała Hyuna. 
- Idźcie na zachodnią stronę. Tam jest pusto.
- Zgoda - Hyuna wraz z Hyosung podbiegły na zachodnią część, metalowego płotu, gdzie kombinerkami wycięły dziurę, by wejść na teren więzienia. Pierwsza przeczołgała się Hyosung, a następnie podniosła płot do góry, by Hyuna mogła sprawnie się przedostać na drugą stronę. Szybko podbiegły do budynku chowając się za jedną ze ścian, by nie zauważono z wierzy.
- Dziewczyny, odbiór.
- Tak?
- Dwóch mężczyzn spaceruje po boisku. Są blisko was. Uważajcie.
- Zrozumiano - Hyosung powoli wychyliła się za ściany, by mniej więcej sprawdzić ich położenie. Zinger cały czas dokładnie obserwowała całe zdarzenie. Zobaczyła, jak dwaj mężczyźni idą w ich stronę z bronią. Miał już ich ostrzec, ale za późno. Było tylko słychać dźwięk wystrzeliwanej broni.
- Dziewczyny? Dziewczyny! Wszystko w porządku? Odezwijcie się - odpowiedziała jej tylko cisza. Zastanawiała się co się tam stało. Nagle za budynku wyszła Hyuna z Hyosung przebrane w uniformy ochrony, które były troszkę za duże. Kamień spadł jej z serca. Obydwie trzymając broń w rękach szły w stronę wejścia do środka. Nagle zobaczyły, jak pod bramę podjeżdża kuloodporny autobus który prowadził Yoseob. Zatrzymał się przed bramą i podał   przepustkę, dzięki której mógł wjechać na teren więzienia. Przepustka została zatwierdzona i oddana, a następnie brama się otwarła. Yoseob podjechał pod budynek. Drzwi autobusu otworzyły się, a z niego wysiadł Hyunseung, Seungho i Joon'em. Dziewczyny przykuły im nadgarstki i jeden za drugim szedł posłusznie do środka.
- Gdzie ich uniformy? - zapytała kobieta w recepcji widząc jak wchodząc do środka.
- Jeszcze ich nie mają. Dopiero co przyjechali - powiedziała Hyuna
- Skąd?
- Tej informacji na nie podano. Mamy ich tylko tutaj wprowadzić do tymczasowej celi.
- Dobra, pierwsze drzwi po lewej. Zaraz do was ktoś przyjdzie i się wszystkim zajmie. Zostaną pobrane odciski palców i odebrane rzeczy  - przytaknęły.
- Idziemy! Nie obijać się! - wydarła się na nich Hyuna i szybko zaprowadziły ich do tymczasowej celi w której mieli czekać na uniformy. Weszli do środka i zamknęli drzwi.
- Za mocno wykręciłaś mi nadgarstki - marudził Joon do Hyosung.
- Przepraszam. Bardzo boli?
- To mnie kręci.
- Debil! - uderzyła go w głowę.
- Skupcie się! - zareagował Seungho.
- Rozkujcie nas - Hyuna wyciągnęła klucze i rozkuła im nadgarstki.
- Hyunseung, masz mapę? - zapytał Seungho.
- W kieszeni.
- Udało wam się? - zapytała Hyosung.
- Mir włamał się do komputera i wydrukował mapę budowy więzienia. Dzięki niej będziemy wiedzieć w którym kierunku się udać - wyjaśnił Joon.
- Dobra, bierzemy się za robotę - ogłosiła Hyuna. Seungho stanął na stół i wyciągając nóż z kieszeni odkręcił śrubki z kratki i wszedł do środka klimatyzacji. Po chwili pomógł wskoczyć Joon'owi i Hyunseung'owi.
- Uważajcie na siebie chłopcy - powiedziała Hyosung
- Hyunseung oppa, nie daj się złapać, proszę.
- Nie martw się skarbie. Wrócę, obiecuję- wyszły z pomieszczenia i napotkały się z mężczyzną, który miał zająć się chłopakami. Zaskoczone zatrzymały się.
- Przyszedłem do nowy więźniów.
- Więźniów? - zapytała zdziwiona Hyuna.
- Jakich więźniów?
- Dostałem zgłoszenie, że przybyli nowi więźniowie przez was przyprowadzonych. Musze przejść przez selekcję.
- Tam nie ma żadnych więźniów - rzekła Hyuna.
- Jak to? - zapytał zaskoczony po czym wszedł do środka i zobaczył puste pomieszczenie z otwartą klimatyzacją - Uciekli!
- Przecież przyjaciółka mówiła, że więźniów nie ma.
- Co?! - Hyosung zamachnęła się i uderzyła mężczyznę z całej siły z pięści w twarz, przez co cofnął się do tyłu, a krew popłynęła mu z nosa. Próbował jej oddać, lecz Hyuna złapała go za rękę, wykręciła go i uderzyła nim o ścianę przez co stracił przytomność. Ściągnęły z niego marynarkę i rozdzierając ją na pół związały mu ręce i nogi, a skarpetką zatkały usta po czym zostawiły go w środku zamykając drzwi. Tym czasem Seungho, Joon i Hyunseung szli gęsiego na czworaka przez ścianą wentylację. Starali się iść powoli i po cichu, żeby nikt ich nie usłyszał, że są w środku.
- Hyunseung, wyciągnij mapę i mów w którą stronę iść - rzekł Joon. Chłopak wyciągnął z kieszeni mapę i wyznaczał im drogę.  Skręcili w prawo, a następnie w lewo, gdzie napotkali roztaj dróg.
- W którą teraz?
- Seungho, ty idziesz w prawo, a ja z Joon'em w lewo.
- Który szyld? - zapytał Seungho.
- Drugi.
- Widzimy się później. Nie dajcie się zabić - rozstali się. Kawałek drogi dalej Hyunseung zaglądając do środka przez szyld wentylacyjny, zauważył, że pomieszczenie jest puste, więc ściągną szyld i wskoczył do środka, a Joon zabierając mapę poszedł dalej. Hyunseung przystawił krzesło do klamki, żeby nikt nie wszedł do środka. Usiadł przed monitory kamer. Tym czasem Seungho znalazł drugi szyld wentylacyjny, lecz niestety w środku było dwóch mężczyzn. Powoli ściągnął kratkę i wskoczył do środka. Podszedł do jednego od tyłu i skręcił mu kark, a drugiego zastrzelił. Zrzucił ochroniarza z krzesła i usiadł. Było to miejsce z którego zarządzało się wszystkimi celami i z którego miało się widok na wszystkie te cele.
 
* Mogłem ich nie zabijać... trudno. ( Seungho)*
 
Wcisnął jeden z guzików powodując, że wszystkie cele nagle się otworzyły. Zdziwieni więźniowie powoli zaczęli wychodzić z swoich celi. Wśród nich był także Kikwang. Nagle usłyszeli pisk włączającego się radia.
- Bóg dał wam drugą szansę. To czas, żebyście zmienili swoje życie. Czas rewolucji i buntu. Jesteście wolni.
- Seungho? - zapytał sam siebie zdziwiony Kikwang spoglądając na okno siedziby. Zauważając przyjaciela uśmiechnął się. Po chwili przybiegli ochroniarze.
- Wracać do swoich celi! - więźniowie rozpoczęli bunt rzucając się na ochroniarzy. Każdy bił się z każdym. Chłopak zaczął uciekać.
- Kikwang! - usłyszał znajome wołanie. Odwrócił się i zobaczył biegnącą w jego stronę dziewczynę.
- Hyosung? - rzuciła mu się w ramiona.
- Jak dobrze znów cię zobaczyć.
- Co się tutaj dzieje?
- Przyszliśmy cię uwolnić. Masz - podała mu broń - i chodź - złapała go za rękę i zaczęła biec. Wbiegli na jeden z korytarzy - Oppa! - krzyknęła. Nagle szyld wentylacyjny spadł na
 ziemię, a w suficie zobaczyli twarz Joon'a.
- Szybko po mnie przyszliście.
- Lepiej później niż wcale - wisząc z sufitu podał mu ręce - Za wysoko - Hyosung nachyliła się i składając dłonie wystawiła je, żeby na nie wskoczył.
- Żartujesz?
- Nie mamy innego wyjścia. Wskakuj!
- Jestem za ciężki.
- Zamknij się wreszcie i wskakuj! Nie mamy czasu! - Kikwang niepewnie staną na dłoniach Japonki i chwycił się rąk przyjaciela, następnie Joon łapiąc go wciągnął go na górę.
- Dobra, teraz ty - rzekł Joon. Nagle usłyszał strzały zmierzone w kierunku Hyosung, które trafiły w jej lewe ramię odrzucając ją do tyłu - Hyosung! - pobiegła szybko trochę dalej chowając się za ścianą i mocno złapała się za krwawiące ramię.
- Nic mi nie jest!
- Wszystko w porządku?
- To nic takiego! - wyciągnęła pistolet i strzeliła w kierunku policjantów - Uciekajcie!
- A co z tobą?!
- Mi nic nie będzie! Dam sobie radę! Uciekajcie! Szybko, póki jeszcze czas! Będę was osłaniać! - zaczęli uciekać, a policja słysząc ludzi nad sobą zaczęli do nich strzelać robiąc dziury w tekturowym suficie. W tym momencie wychyliła się i jednego z nich zastrzeliła. Drugi widząc martwego kolegę z pracy strzelił w stronę dziewczyny. Nagle stracił amunicję. Japonka wyskoczyła próbując go zastrzeli, lecz ona też straciła amunicję. Przerażony wziął nogi za pas. Wtedy podbiegła do niego i podskakując do góry kopnęła go w plecy. Odbił się od ściany. Złapała go za rękę i przerzuciła przez ramię. Nagle podbiegł kolejny. Uderzyła go z łokcia w brzuch przez co schylił się z bólu. Wykręciła mu ręce zastawiając się jego ciałem. Policja zamiast jej zastrzeliła swojego kolegę. Wyciągnęła z jego kieszeni pistolet i postrzeliła dwóch pozostałych. Z bólu oparła się o ścianę i trzymając się za ramię próbowała zatrzymać cieknącą krew. Po chwili usłyszała kolejne strzały. Zmęczona wymierzyła broń przed siebie. Wybiegła Hyuna. Odetchnęła z ulgą.
- Hyosung! - podbiegła do przyjaciółki - Jesteś ranna.
- Prawie bym cię zabiła.
- Wybacz - oderwała kawałek materiału z koszuli martwego mężczyzny i zawinęła jej ramię ściskając mocno ranę. Syknęła z bólu - Przepraszam. Spotkałaś Kikwang'a?
- Tak, Joon go zabrał. Mam nadzieję, że nic im się nie stało - tym czasem Kikwang i Joon uciekali wentylacją.
- Wiesz którędy idziemy?
- Tak, teraz w lewo - wyskoczyli pierwszy, lepszym wyjściem.
Znaleźli się w dużym pomieszczeniu, gdzie przesiadywało czterech policjantów z FBI.
- Pani Jeon?!
- Changsun?!
- No nie! Znowu kurwa ona?!
- Strzelać! - rozkazała, a trzech pozostałych wykonało polecenie. Szybko schowali się za kanapą.
- Co ona tutaj robi?
- Nie mam pojęcia - rzekł Joon.
- Nie sądziłem, że znowu się zobaczymy.
- Przecież jesteśmy przyjaciółmi. Jesteś dla mnie jak brat, Kikwang- nagle usłyszeli za sobą, jak ktoś wpada do środka i zaczyna strzelać. Była to Zinger z Hyuną. Hyuna złapała za krzesło i uderzyła panią Jeon z całej siły w głowę przez co straciła przytomność.
- W samą porę. Skąd wiedziałyście, że tutaj jesteśmy? - zapytał Changsun.
- Hyunseung obsługuje kamery - rzekła Hyuna. Obydwoje się odwrócili i spojrzeli na kamerę, która była zwrócona w ich kierunku i pomachali do niej.
- Kikwang oppa, witaj znowu w drużynie  - powiedziała ucieszona Zinger.
- Też was dobrze widzieć - uśmiechnął się.
- Gdzie Hyosung?
- Poszła z Seungho po Yoseob'a - powiedziała Hyuna - Idziemy - wybiegli biegnąc w stronę wyjścia. Pod budynkiem stał autobus, którym wcześniej przyjechali. Weszli do środka i odjechali. Nagle za nimi wybiegła matka Hyosung.
- Zatrzymać ich! Nie dajcie im uciec! Zamknąć bramę! Szybko! - jeden z ochroniarzy słysząc polecenie szefowej zaczął biec w kierunku budki i wcisnął guzik. Brama powoli zaczęła się zamykać.
- Nie zdążymy! - krzyknął Seungho.
- Zdążymy! - odpowiedział mu Hyunseung - Prawda? - odwrócił się w stronę Yoseoba, który skupiony przyspieszył. Udało im się w ostatniej chwili miażdżąc bramę.
- Nie! - krzyknęła oburzona pani Jeon. Zaczęła biec za autobusem i już miała strzelać, kiedy nagle zobaczyła ranną Hyosung. Zatrzymała się.
- Udało się skarbie! Tak się cieszę! - krzyknęła szczęśliwa Zinger całując w policzek Yoseob'a.
- Mnie coś ominęło? - zapytał Kikwang Joona - Joon? - odwrócił się nie słysząc odpowiedzi. Zobaczył swojego przyjaciela siedzącego obok rannej ukochanej.
- Wszystko w porządku? Bardzo boli?
- Nie, troszeczkę.
- Tak bardzo się o ciebie bałem. Myślałem, że cię stracę.
- Mnie się tak łatwo nie pozbędziesz - zaśmiała się.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też - po chwili pocałowali się, a Kikwang widząc tą cała scenę stał jak zamurowany. Nie sądził, że doczeka się takiego widoku, że oni jednak będą razem. Jednak pomimo tego uśmiechnął się czując szczęście przyjaciół.

*********
Podobało się? Mam nadzieję, że częściej będziecie komentować moje ff. Przepraszam, ale nie dałam wczoraj rady napisać o exo. Od teraz każdy nowy rozdział "Just say you love me" będzie w każdą niedzielę.

 

poniedziałek, 6 października 2014

Dziewczyna Gangstera Rozdział 25 "Świetliki"

  Nagle zadzwonił dzwonek na lekcje. Wszyscy uczniowie weszli do klasy i usiedli na swoje miejsca. Po chwili weszła do sali nauczycielka, mówiąc:
- Dzień dobry - wszyscy na jej widok od razu wstali i przywitali się - Usiądźcie. Teraz sprawdzę obecność, dobrze? - przytaknęli. Jakieś dwie minuty później, ktoś zapukał do drzwi - Proszę wejść! - zakomunikowała. Drzwi otworzyły się, a w nich stanął młody, czarno włosy, trzynastoletni chłopak. Od razu zwrócił uwagę reszty klasy. Chłopak podszedł bez żądnego słowa do biurka nauczycielki i wręczył jej kartkę.
- Co to jest? -zapytała. Wzięła kartkę i szybko ją przeczytała - Ach! To ty jesteś tym nowym uczniem, prawda? - przytaknął - Posłuchajcie teraz wszyscy. To jest nowy uczeń i wasz nowy kolega w klasie. Nazywa się Yang Yoseob. Yoseob jest niemową, więc proszę was o wyrozumiałość. Mam nadzieję, że się razem zaprzyjaźnicie i pomożecie nowemu koledze zaaklimatyzować się w nowej szkole.
- Dobrze - odpowiedziała chórem klasa.
- Yoseob, znajdź sobie jakieś miejsce i usiądź proszę - chłopak rozejrzał się i zauważył wolne miejsce na samym końcu klasy przy oknie. Od razu tam usiadł - Jesteś pewien, że właśnie tam chcesz siedzieć? - zapytała troskliwie. Przytaknął - No dobrze. Rozpakuj się i zaczynamy lekcje - uśmiechnęła się po czym napisała temat na tablicy. Na przerwie, chłopak zwracał sobą uwagę innych przez to, że jest nowy.  
- Dziwny jest ten nowy - powiedział Seungho.
- Dlaczego? - zapytał Kikwang
- Cały czas siedzi sam i izoluje się od innych - rzekł Mir.
- Trudno mu będzie zawrzeć jakieś znajomości, jeżeli będzie się tak zachowywał - wyjaśniła Jieun.
- Raczej trzeba go zrozumieć. Jest tutaj nowy i nikogo nie zna. W dodatku nie mówi, więc mu jest tym bardziej trudno - powiedział Changsun.
- Mam pomysł! - zakomunikował Dong woo - Może zaprośmy nowego na piłkę nożną? - zaproponował, lecz wszyscy chłopcy zaprotestowali - No, ale dlaczego nie?
- Po co kogoś nowego brać do drużyny? - zapytał Mir.
- A co jak nie umie grać? To zły pomysł - rzekł Seungho.
- A mi się ten pomysł podoba - powiedział Changsun - Nie dowiemy się, jak z nami nie zagra. Nic złego się nie stanie, jak dołączy do nas nowy do drużyny. Powinno być fajnie.
- No to jak? Idziemy go zapytać? - zapytał Dong woo.
- Pewnie. Idziecie z nami chłopaki? - zapytał. Przytaknęli z niechęcią i od razu podeszli do nowego siedzącego samemu na ławce. Z daleka było widać jego zaskoczenie, lecz z uśmiechem przytaknął. Po lekcjach wszyscy zebrali się na szkolnym boisku w strojach do gry i zaczęli grać. Zinger z Jieun siedziały tym czasem na miejscach widowni i oglądały jak grają przyjaciele.
- Co sądzisz o tym nowym? - zapytała z ciekawością Jieun.
- A co mogę o nim sądzić? Wydaje się być sympatyczny.
- Podoba ci się?
- Co?!
- Podoba ci się!
- Nie prawda!
- Prawda~! Widzę jak się czerwienisz - zaśmiała się.
- Jak możesz?!
- Oj no nie złość się tak. Tak tylko pytam. Powinnaś do niego zagadać.
- A co jak nie uda mi się z nim właśnie pogadać?
- Oj daj spokój! Jakoś musi się komunikować z innymi, prawda?
- No tak...
- Więc co ci szkodzi?
- Wstydzę się.
- Nasza Hana się zauroczyła~
- Nienawidzę cię za to.
- Hahaha! - widać było, że Yoseob dobrze się bawił z chłopakami. Dwie godziny później wszyscy poszli pod prysznic. Kiedy chłopak był już umyty i ubrany, zabrał swoje rzeczy i wyszedł. Nagle zobaczył uciekającą w powietrzu kartkę, a za nią biegnącą trzynastoletnią Hanę. Po chwili karta ta utknęła na drzewie, a zawiedziona Hana stanęła przed nim nie wiedząc jak go stamtąd ściągnąć. W tym momencie Yoseob wkroczył do akcji. Podszedł do drzewa na którym utknęła kartka i wspiął się na górę.
- Uważaj na siebie - powiedziała Hana, lecz Yoseob sprawnie sobie z tym poradził, po czym zszedł z drzewa i podał dziewczynie odzyskaną zgubę.
- Dziękuję - powiedziała u kłaniając się - Ty jesteś Yoseob? Ten nowy, prawda? - zapytała, lecz jedynie uśmiechając się przytaknął - Ja nazywam się Jung Hana, ale wszyscy mówią do mnie Zinger. Miło mi cię poznać - uśmiechnęła się. Nagle chłopak zaczął jej coś pokazywać w języku migowym - Przepraszam, ale nic nie rozumiem. Niestety, nie znam języka migowego. Przykro mi - po chwili wyciągnął z plecaka kartkę i długopis. Zaczął coś pisać.
- Mi ciebie też miło poznać. Chodzimy razem do klasy, prawda? - napisał na kartce.
- Tak, prawda.
- Wiedziałem, że cię skądś kojarzę. Widziałem cię w klasie.
- Jak podoba ci się nasza szkoła? Ludzie tutaj są dla ciebie mili?
- Szkoła jest całkiem fajna, ale wciąż się jeszcze w niej gubią, a ludzi tutaj jeszcze za dobrze nie znam niestety.
- Nie martw się. Na pewno poznasz jeszcze wszystkich. Dzisiaj już poznałeś chłopaków i mnie, prawda?
- No tak, też prawda. Powiedziałabyś mi trochę coś o waszej paczce?
- Więc, Mir jest najgłupszy z nas wszystkich. Cały czas by tylko jadł i się wygłupiał, ale trzeba przyznać, że jest zabawny. Seungho jest najstarszy z nas wszystkich. Ma lekki dystans do ludzi i na początku może się wydawać zimny i oschły, ale tak naprawdę jest bardzo miły i sympatyczny. Można się z nim śmiało dogadać. Changsun i Dong woo są jak dwie krople wody. Są najlepszymi przyjaciółmi. Znają się od małego. Ich rodzice bardzo dobrze się znają. Obydwoje są bardzo fajni i z chęcią pomagają innym. Są bardzo gadatliwi i towarzyscy. Jieun może wydawać się być zarozumiała i wredna, ale jest fajna.
- A ty?
- Ja?... hymm... Nie umiem za bardzo siebie opisać, ale mam nadzieję, że lepiej się poznamy i wtedy będziesz wiedział jaka naprawdę jestem - nagle podbiegli do nich reszta grupy.
- Zinger! Idziesz?! - krzyknął Kikwang
- Tak! Już do was dołączam!... muszę już iść. To do jutra.
- Do jutra - Yoseob już miał iść w przeciwną stronę, kiedy nagle zatrzymał go Changsun.
- A ty gdzie idziesz? Nie chcesz iść z nami na miasto?
- A mogę? - napisał.
- Pewnie, że tak. Chodź z nami. Będzie fajnie - od tamtego momentu Yoseob dołączył do ich nienormalnej zgrai i stali się najlepszymi przyjaciółmi.


 - Dzisiaj jest święto świetlików! - krzyknął Mir.
- Co to jest święto świetlików? - zapytał Hyunseung.
- Święto świetlików to stare, japońskie święto, które jest zawsze świętowane na wsiach i w małych miasteczkach - wyjaśniła Hyosung.
- Będzie mnóstwo jedzenia!
- Stragany, różne zabawy - mówiła Zinger.
- Fajerwerki - napisał Yoseob.
- Takie święta zawsze świętuje cała wioska. Jest całkiem fajnie - rzekł Seungho.
- Zbierają się wszystkie rodziny, przyjaciele oraz zakochani - powiedział Joon patrząc się na Hyosung, która uśmiechnęła się do niego.
- A co wy się tak do siebie uśmiechacie? - zapytała Zinger - Czyżby coś się wydarzyło?
- Mieliśmy wam później o tym powiedzieć, ale ja i Joon jesteśmy parą.
- Co?! - krzyknęli chórem.
- Od kiedy? - zapytał Hyunseung.
- Od wczorajszego wieczoru - wyjaśnił Changsun.
- Wiedziałam, że w końcu będziecie razem! - krzyknęła ucieszona Hyuna - Wiedziałam, że jesteście sobie przeznaczeni! To takie romantyczne~ Wasze serce połączyły się razem i BUM! Eksplozja miłości - wszyscy zaczęli się śmiać.  Wieczorem wszyscy przebrali się w tradycyjne kimono, a dziewczyny spięły włosy i piękne koki. Kiedy wszyscy byli już gotowi to udali się razem w stronę wioski. Już z daleka można było usłyszeć grającą muzykę. Rzeczywiście wszystko wyglądało niesamowicie. Różne stragany, kolorowe lampiony, grająca muzyka, zapach pysznego jedzenia unoszące się w powietrzu.
- O! Wróżby! - krzyknęła Hyuna - Chodźcie, zrobimy sobie - każdy z nich po kolei miał wybrać patyczek i po kolei wrzucać go do ognia. Na początku była podekscytowana Hyuna. Wybrała podłużny patyczek i wrzuciła go do ogniska. Starsza kobieta obserwowała jak pęka patyczek.
- Widzę długie i szczęśliwe życie u ukochanego z młodych lat i dwójkę dzieci - następna była Zinger.
- Widzę... ognisty wieczór, który zakończy wszystko. W dalekiej przyszłości ten dzień nastąpi, będziesz smutna, lecz twój smutek przerodzi się w radość i miłość - kolejna była Hyosung.
- Widzę... więzienie i gruz. Czeka cię długie i szczęśliwe życie, lecz niebezpieczne. Nadejdzie dzień w który zakończy się wszystko co złe.
- Yoseob! Seungho! Mir! Chodźcie zróbcie sobie wróżbę - powiedziała Zinger.
- Nie dzięki. Nie wierzę w takie rzeczy - powiedział Mir.
- To chociaż wy. Co wam szkodzi? - po krótkich przekonaniach dziewczyn w końcu Seungho i Yoseob zgodzili się. Pierwszy z nich był Seungho.
- Stracisz rzecz, która jest dla ciebie bardzo ważna i niezbędna do życia.
- Nie rozumiem.
- Penis! - krzyknął Mir.
- Jak ja cię zaraz zabiję ty mały gnoju! - zdenerwowany rzucił się na Mir'a.
- Teraz ty Yoseob - zachęciła go Zinger. Chłopa wybrał patyczek i wrzucił go do ognia.
- Hymmm... umrzesz młodo, ale szczęśliwie - przestraszył się.
- To już brzmi niebezpiecznie - powiedziała Hyuna.
- Pewnie i tak one się nie spełnią, więc nie ma co się martwić - powiedział Joon.
- O nie! Zapomniałam zabrać z domu pieniędzy - powiedziała Hana - Muszę się wrócić.
- Jest już ciemno. Przez las sama nie pójdziesz. Jest niebezpiecznie - powiedziała Hyosung.
- Niebezpiecznie? Nie takie rzeczy się robiło.
- Yoseob z tobą pójdzie - powiedział Changsun - Razem będzie wam raźniej.
- No dobra. To co, idziemy? - zapytała. Przytaknął - No to my idziemy. Zaraz wrócimy. Nie czekajcie na nas - a gdzieś tam w tle Seungho dusił Mir'a. Yoseob wziął latarkę i poszli w kierunku ciemnego lasu. Las nocą wydawał się być przerażający. Szli blisko siebie świecą latarką przed siebie. Nagle usłyszeli jakiś szelest w krzakach.
- Co to było? - zapytała przestraszona Hana.
- Boisz się? - napisał.
- Ja? Chyba sobie żartujesz! Słyszałeś to? Coś tam jest! - schowała się za plecami przyjaciela. Po chwili z krzaków wybiegł zając.
- To tylko zając - odetchnęła z ulgą. Yoseob zaśmiał się - Nie śmiej się ze mnie! - uderzyła go w ramię przez co latarka upadła i wyłączyła się. Zapadła ciemność, a krzyk Zinger zadzwonił w ich uszach. Chłopak szybko podniósł latarkę i włączył ją świecą na przyjaciółkę, która stała skulona ze strachu.
- Może ja wezmę ją - podał jej do ręki urządzenie. Poszli dalej rozmawiając - Pamiętasz jak pytałeś się mnie czy się z tobą umówię, a ja wtedy się zgodziłam? Można teraz powiedzieć, jakbyśmy byli na... randce - spojrzał się na nią będąc w szoku. Uśmiechnęła się zawstydzona.
- Pamiętasz jak się poznaliśmy? - napisał.
- Jak mogłabym zapomnieć? Pomogłeś mi zdjąć z drzewa mój referat na angielski. Pomagając mi skaleczyłeś się wtedy w kolano.
- Zorientowaliśmy się dopiero jak byliśmy w kawiarni.
- Tak, to prawda. Jieun na widok twojej krwi zemdlała. To było zabawne - zaśmiali się - Tęsknię za nią. Tak dużo nas dzieliło.
- Nie mogę uwierzyć, że to wszystko się tak skończyło. To przykre. Mając trzynaście lat nie wiedzieliśmy, że życie tak bardzo nas rozdzieli.
- Chciałabym, żeby wróciły tamte czasy. Czasy w których razem się śmialiśmy i bawiliśmy. Wy graliście w piłkę nożną na boisku, a ja z Jieun malowałyśmy paznokcie. Kiedy Dong woo był nierozłączny z Changsunem. Kiedy Kikwang wszystkim dokuczał robiąc razem z Mirem innym psikusy. Czasy w których byliśmy jeszcze dziećmi i przyjaźniliśmy się. Wszystko się zmieniło.
- Nie wszystko.
- Naprawdę? Co takiego?
- Wciąż mnie zawstydzasz - zaśmiała się radośnie - Lubię cię.
- Co? N-naprawę? - przytaknął. Przystanęła będą w szoku. Stanęła naprzeciwko Yoseoba - Wiesz co jeszcze się nie zmieniło?... To... że wciąż jesteś moją szkolną miłością - przełknęła nerwowo ślinę. Chłopak złapał ją za ręce przez co świecili na swoje twarze. Byli wpatrzeli w siebie. Nagle zaczęli się powoli zachylać w swoich kierunkach. Kiedy ich twarze dzieliły milimetry światło latarki zgasło. Po krótkiej chwili pojawił się mały świetlik, który powoli latach wokół nich, a za nim pojawiło się tysiące innych świetlików, które rozświetliły ich złączone usta.

niedziela, 21 września 2014

Dziewczyna Gangstera Rozdział 24 " Pocałunek"

  Każdego dnia ciężko trenowali. Dzień w dzień. Od świtu do nocy. Biegali, skakali, wspinali się, pływali, medytowali. Sensei wciąż ćwiczył ich wytrzymałość, siłę fizyczną, jak i ducha, lecz nie sztuki walki, aż w końcu Hyoseung zapytał się podczas obiadu:
- Kiedy zaczniemy się uczyć sztuk walki?
- W swoim czasie - odpowiedział spokojnie.
- To znaczy kiedy?
- Kiedy będziecie na to gotowi - codziennie pytał się senseia:
- Kiedy zaczniemy walczyć?
- Jak będziecie gotowi - następnego dnia.
- Jesteśmy już gotowi.
- Jeszcze nie.
- A teraz?
- Nie.
- A teraz?
- Nie.
- Już?
- Nie.
- Już?
- Jeszcze nie - pytał tak każdego dnia.
- Już?
- Mniej gadania, więcej roboty - po tych kilku dniach, sensei postanowił, że jego uczniowie zaczną pomagać innym. Na przykład pomagali przy transporcie drewna do budowy domu. Drewniane belki znajdowały się w lesie przy rzece, a dom, który miał zostać zbudowany znajdował się po drugiej stronie rzeki. Ich zadaniem było przenieś drewniane belki na drugą stronę rzeki. Dobierali się po dwie osoby. Brali po jednej belce i kładli je na swoje ramiona. Przechodząc na drugą stronę, woda sięgała im do ramion. W dodatku było to z samego rana przy wietrzej pogodzie, więc fale uderzały o ich ciała. Kilka razy się potykali i wylądowywali pod wodą z osłabnięcia. Pracowali tak przez pół dnia. Przez kolejne pół dnia pomagali przy budowie domu. Następnego dnia, pomagali w wiosce, kiedy przyjechała ciężarówka z skrzyniami. Każdy z osobna wyciągał skrzynię z pojazdu i zanosił ją do sklepu, a na koniec jeszcze pomagali przy odpakowywaniu skrzyń. Innym razem zaś pomagali przy budowie mostu podczas burzowej nocy. Mimo ciężkiej pracy, która niesamowicie ich wykańczała cała trójka, zaczęła w końcu rozumieć, jak ich czyny dużo znaczą dla innych. Mimo tego, że byli zmęczenie pocieszał ich fakt, że ludzie są im za to wdzięczni i dziękują im z uśmiechniętą twarzą, a nawet częstują ich różnymi smakołykami. Kolejnego dnia sensei ćwiczył ich wzrok. Każdy z nich stał pomiędzy dwoma belkami, które miały po bokach dwa, rozgrzane pręty. Mieli stać w miejscu nie ruchomo i podążać wzrokiem za rozbijanym wahadełkiem, który stał przed każdym z nich. Mieli to zrobić w taki sposób, żeby wciąż widzieć wahadełko, które się coraz bardziej rozbujało i nie oparzyć nagrzanymi prętami, które były na wysokości ich skroni. Niestety, czym wyżej wahadełko się  rozbujało, tym mniej je widzieli stojąc w miejscu i odruchowo przekręcali głowy oparzając się. Ćwiczyli to każdego dnia. Tym czasem Zinger udała się z Yoseobem do wioski, by kupić kilka produktów. Kiedy kupili to co trzeba, spacerkiem wracali do domu. Przez całą drogę  rozmawiali. Yoseob napisał:
- Jak z twoją nogą?
- Już wszystko dobrze. Szybko się zagoiła.
- To dobrze, że z twoją nogą już w porządku.  Martwiłem się.
- Niepotrzebnie oppa. To przecież nie pierwszy raz. Za każdym razem daję sobie radę.
- Ale ja po prostu nie lubię patrzeć, jak dzieje ci się krzywda. Jesteś taką osobą, która zawsze się w coś wmiesza, dlatego się martwię.
- Chyba nie myślisz, że jestem ciamajda i trzeba się o mnie martwić, bo inaczej się zabiję, prawda?
- Nie, oczywiście, że nie. Po prostu zależy mi na twoim zdrowiu - byli już na miejscu. Przeszli przez bramę i podeszli pod dom. Zinger wzięła zakupy i już miała wchodzić do środka, kiedy Yoseob zatrzymał ją łapiąc za ramię. Zdziwiona odwróciła się i zapytała:
- O co chodzi? - zaczął coś pisać. Po chwili zaczerwienił się i pokazał jej kartkę zastawiając nią swoją twarz. Poddenerwowany czekał na jej odpowiedź.
- Pewnie. Miło by było się spotkać - otworzył szeroko oczy nie wierząc, że się zgodziła. Wyjrzał za kratki, a dziewczyna szybko go pocałowała w rozgrzany policzek - Lubię cię - rzekła po czym weszła do domu zostawiając chłopaka będącego w szoku. Nastał już wieczór. Joon przeszedł się do szopy, gdzie wciąż trenowała Hyuna z Hyoseungiem i Hyosung.
- Koniec trenigu - powiedział otwierając drzwi. Cała trójka odetchnęła. Hyuna i Hyoseung marudzili wychodząc z szopy o tym, jak bardzo ich bolą twarze.
- Jak ci poszedł trening? - zapytał podchodząc do Hyosung.
- Ciężko - odpowiedziała pokazując mu małe ranki na skroniach.
- Chodź, coś na to poradzimy - dziewczyna usiadła na schodach czekając na przyjaciela, który po chwili przyniósł jej małą miseczkę z zimną wodą. Usiadł obok niej i zamoczył ścierkę w lodowatej wodzie po czym przyłożył ją do skroni przyjaciółki. Syknęła z bólu.
- Przepraszam.
- Nie szkodzi - wzięła z jego ręki ścierę dotykając jego palców i sama robiła sobie okłady. Nagle spojrzała się na rozgwieżdżone niebo - Piękna noc, prawda? - zapytała rozmarzona. W tym momencie przypomniał sobie wcześniejszą rozmowę z senseiem. Spojrzał się na niebo, a potem na twarz dziewczyny.
- Tak - odpowiedział cicho z uśmiechem na twarzy - Pamiętasz, jak się poznaliśmy?
- Jak mogłabym nie pamiętać? Myślałeś, że jesteś najprzystojniejszy.
- Bo jestem - zaśmiała się.
- Biegałeś wtedy za mną.
- Taa... to były dobre czasy. Jeszcze za nim to wszystko się zaczęło.
- Tak, było fajnie. Myślisz, że te czasy mogły by powrócić? Czasu w których śmialiśmy się i przejmowaliśmy się jutrem.
- Myślę, że tak.
- Zmieniłeś się od momentu, kiedy powiedziałeś mi, kim naprawdę jesteś. A ja właśnie w tym momencie zrozumiałam, że... nie ważne... Wiedziałam, że w końcu ci się znudzę.
- Nie znudziłaś mi się. Cały czas lubię cię tak bardzo, jak i na początku.
- Naprawdę? - kiwnął głową. Uśmiechnęła się.
- Tęsknie za czasami, kiedy mi się narzucałeś. Strasznie mnie wtedy denerwowałeś, ale teraz jak sobie o tym przypomnę, to... nawet było zabawnie. Gdybym tylko mogła, cofnęłabym się w czasie, żeby cię powstrzymać od twojego postanowienia.
- Dlaczego? Nie pasuje ci nasza przyjaźń?
- Pasuje mi, ale... bardzo mi na tobie zależy. Darzę cię od pewnego czasu silnym uczuciem, którego nie byłam na początku świadoma, aż do czasu, kiedy przestałeś za mną biegać. Teraz... bardzo cię potrzebuję oppa.
- Więc, ty mnie...? - kiwnęła głową. Spuszczając ją schowała wzrok - Proszę... powiedz to.
- Kocham cię - podniosła głowę do góry i spojrzała się na chłopaka po tych słowach. Nagle Joon pocałował ją w usta. Była zaskoczona jego czynem. Po chwili  rzekł:
- Ja nigdy nie przestałem cię kochać - znów się pocałowali, lecz tym razem obydwoje odwzajemnili pocałunek. Changsun przysunął ją do siebie mocno przytulając, a Hyosung objęła jego twarz swymi drobnymi dłońmi.

***********
Wybaczcie, że to takie krótkie.

piątek, 12 września 2014

Dziewczyna Gangstera Rozdział 23 "Trening"

 Obolały Joon leżał na łóżku bez koszulki z opatrunkiem na ciele. Obok niego siedział starzec zmieniając mu opatrunek.
- Twoja rana nie wygląda za dobrze - powiedział - W takim stanie, powinieneś teraz odpocząć.
- N-nie mogę, ja...
- Nie możesz cały czas walczyć... nie martw się o nich. Są bezpieczni tutaj. Teraz... czas odpocząć Changsun.
- Masz rację - oparł głowę o poduszkę. Starzec ugniótł i wymieszał razem kilka, dziwnych roślin w miseczce na zieloną papkę. Zawartość miski nałożył na ranę, a następnie zawinął ją nowym bandażem.
- Stara, japońska medycyna jest najlepsza na wszelkie dolegliwości. To ci pomoże. Rana powinna się szybko zagoić, ale nie twierdzę, że nie będzie blizny.
- Dziękuję - wyszeptał zmęczony.
- Wypij to - wręczył mu do ręki kubek z płynem. Joon upił trochę z kubka po czym się skrzywił.
- Ohydne!
- Lekarstwa nie muszą być dobre. One mają pomagać i leczyć. Wypij to, a twoje ciało szybciej wyzdrowieje. Nabierze odporności i dostarczy witamin do organizmu. Pij - Koreańczyk spojrzał się z obrzydzeniem na napój i szybko go wypił trzema, dużymi łykami.
- Już - oddał kubek. Japończyk zaśmiał się i zabierając kubek wyszedł z pokoju zamykając drzwi. Nagle podbiegła do niego Hyosung pytając się:
- Co z nim?
- Wszystko w porządku. Wyzdrowieje. Zrobiłem mu opatrunek i dałem lekarstwo. Teraz odpoczywa. Lepiej mu nie przeszkadzajmy. Wiele przeszedł i musi teraz się z tym wszystkim przespać.
- Rozumiem... - Japończyk zostawił dziewczynę na korytarzy i poszedł w swoją stronę, a Hyosung wciąż patrzyła się z żalem na zamknięte drzwi. Pięć minut później, wszyscy spotkali się na tarasie oprócz Joon'a.
- A więc tak... - zaczął starzec - Moja posiadłość jest dosyć duża, więc szybko powtórzę dla przypomnienia. Na samym przodzie przed bramą mieszkam ja. Za domem znajdują się kolejne, dwa domki. Po prawej nocleg dla mężczyzn. Po lewej dla kobiet. Każda chata ma swoją własną łazienkę. Wszystkie posiłki będziemy jeść razem wspólnie wtedy, kiedy ja wyznaczę na to porę. To, że jesteście tutaj, żeby się schować przed FBI, nie oznacza od razu, że macie tutaj wakacje. Na pewno wiecie, dlaczego Changsun wybrał akurat to miejsce, prawda? - wszyscy przytaknęli oprócz pozostałej trójki - Będziemy wspólnie trenować jak za dawnych dobrych czasów. Nowych trzeba wyszkolić tak dobrze, jak i was, by potrafili sami sobie dać radę w momencie zagrożenia.  Nauczę was wszystkiego co sam potrafię i wiem. Kolacja jest za półtorej godziny, lepiej się nie spóźnijcie. A teraz idźcie się rozgościć. Hyoseung, Seungho, Yoseob i Mir poszli do prawego domku, a Zinger, Hyuna i Hyosung do lewego. Kiedy weszli do środka, zobaczyli typowy, drewniany wystój. Domki są podzielone na cztery pokoje z pojedynczymi łazienkami. Każda z dziewcząt zajęły sobie pokój. Każdy pokój był całkowicie drewniany z białymi, zasuwanymi drzwiami i z pojedynczym oknem. Po prawej stronie znajdował się materac z pościelą, a po lewej stolik z szafą. Na stolikach leżały ręczniki, szlafroki oraz zwyczajne, japońskie ubrania w które ubierają się zwyczajni obywatele wsi. Każda z nich po kolei wzięła prysznic, a następnie przebrała się w nowe, świeże, czyste ubranie i nowe buty. Kiedy były gotowe wyszły z chaty i poszły w kierunku domku starca. Z daleka zobaczyły idących chłopców, którzy również byli czyści i przebrani. Otworzyli zasuwane drzwi i zobaczyli niski, drewniany, duży stół na którym znajdowało się pełno jedzenia. Usiedli na poduszkach przy stole i czekali, jak się zjawi Japończyk. Po chwili do jadali wszedł mężczyzna wraz z młodą Japonką.
- Cześć wszystkim~! - przywitała się - Jak my się dawno nie widzieliśmy. Dobrze znowu was zobaczyć - uśmiechnęła się. Reszta na widok dziewczyny uśmiechnęła się i przywitała - A to kto to? - zapytała.
- Nowi - rzekł Mir.
- To jest Hyosung, Hyuna i Hyosung - wskazał Seungho - Hyuna i Hyosung są Koreańczykami, a Hyosung jest Japonką.
- Naprawdę? Miło mi was poznać - uśmiechnęła się. Od razu wzbudzała sympatię w całej trójce - Ja jestem Aiko. Córka Hiroshi sensei.
- Aiko... koniec tej czułości. Przynieść kolację.
- Ach! No tak! Pewnie jesteście głodny po podróży. Już przyniosę - powiedziała radośnie i wyszła z jadali zmierzając w kierunku kuchni.
- Dobrze, że przyszliście i nie spóźniliście się.
- Sensei... gdzie Joon? - zapytała Zinger.
- Joon śpi w pokoju. Jego rany jeszcze się nie zagoiły, więc musi dużo odpoczywać i nie za bardzo się przemęczać, żeby szybko wyzdrowiał - po chwili wróciła Aiko z talerzami pełnymi jedzenia.
- Smacznego - powiedziała po czym wszyscy zaczęli nakładać na swoje talerze posiłek. Po godzinie, kiedy wszyscy już zjedli Hiroshi powiedział:
- Jutro wszyscy spotykamy się o 6:00 rano.
- O 6:00?!
- Coś nie tak Mir? Czyżbyś się jeszcze nie przyzwyczaił?
- Ale o 6:00?
- Tak, o 6:00
- A nie możemy o innej godzinie?
- 6:00 godzina ci nie odpowiada?
- Nie za bardzo.
- Skoro tak, to spotkamy się o 5:00 rano. Teraz ci pasuje? Czy chcesz jeszcze o innej godzinie pobudkę?
- Nie, nie trzeba.
- Dobrze, a więc... spotykamy się jutro rano o 5:00.
- Świetnie głupku - powiedział Seungho, a Yoseob uderzył go w głowę.
- Idźcie już spać, jeżeli nie wstać na trening niewyspani. Jeżeli chodzi o nowych. Cenie sobie punktualność, czyli żadnego spóźniania się, zrozumiano? - zapytał. Cała trójka przytaknęła.
- Dobrze, możecie iść - podziękowali, ukłonili się i wyszli na dwór zasuwając drzwi. Chłopcy udali się w prawą stronę, a dziewczyny w lewą.
- On zawsze taki jest? - zapytała Hyuna.
- Hiroshi sensei? Tak, zawsze. Jest dość wymagającym nauczycielem. Jest bardzo dobry w tym co robi, ale pomimo tego, że wydaje się być zimny i oschły to tak naprawdę jest bardzo miły i sympatyczny. Teraz tak udaje przed wami - Zinger zastawiła telefon na 4:30 i wszystkie natychmiast udały się do swoich pokoi spać. Gdy nastąpiła godzina 4:30 pierwsza która wstała to Zinger. Od razu budziła pozostałe dziewczyny. Miały pół godziny, żeby szybko się ogarnąć i pójść na dwór, gdzie będzie czekał sensei. Kiedy były już gotowe, poszły na wyznaczone miejsce. O równej 5:00 rano sensei zjawił się za domem. Czekali tam na niego już wszyscy oprócz Mir'a. Nagle z budynku wybiegł Mir podbiegając do reszty.
- Przepraszam - powiedział zdyszany.
- spóźniłeś się. Pięćdziesiąt pompek.
- Co?!
- Szybko! Rób! - Mir położył się na gołej ziemi i zaczął robić pompki - Jeżeli nie zrobisz tego dokładnie, tak jak należy to tylko zmarnujesz nas cenny czas, który powinien być przeznaczony na trening.
- Jeszcze się nie nauczyłeś Mir? - zapytała Zinger.
- Zawsze się spóźniasz i zawsze musisz robić z rana pompki - rzekł Seungho. Gdy Mir skończył przeszli w końcu do treningu.
- Dziś zaczniemy od zwykłej, zdrowej rywalizacji. Widzicie tamtą górę? - zapytał - Na jej szczycie znajdują się trzy czerwone wstęgi. Waszym zadaniem jest wbiec na szczyt tamtej góry i przechwycić wstęgę zanim zrobi to ktoś inny. Wszystkie ruchy dozwolone oprócz używania różnorodnej broni. Ma to być sprawiedliwa rywalizacja. Jest was czworo, więc jedna osoba zostanie bez wstęgi. Osoba, która przegra dostanie odpowiednią karę. Zaznaczam również, że pierwsza osoba z wstęgą, która przybiegnie z powrotem do punktu startu jest zwolniona z dzisiejszego treningu. Natomiast wasza pozostała trójka zostanie tutaj ze mną i będzie robić coś innego, ale o tym to zaraz. Czy wszystko jest zrozumiałe? - przytaknęli.
- Dobrze, a więc... start! - zdezorientowana czwórka spojrzała na siebie po czym zaczęła biec - Wy na początek zrobicie dziesięć okrążeni wokół domu, dwieście brzuszków i pięćdziesiąt pompek. Zaczynajcie. Biegnijcie - ruszyli. Po dziesięciu o krążeniach zmęczeni zaczęli robić brzuszki. Następnie wykończeni zrobili pompki. Wszystko było to takie nieporadne. Ledwo i wolno co biegli po czterech o krążeniach, nie pełne brzuszki oraz było wiele upadów przy pompkach. Tym bardziej u dziewczyn, kiedy nie potrafiły unieść się na rękach. Robili to tak wolno, że w końcu przybiegła Zinger z wstęgą. Wręczyła ją nauczycielowi. Następnie przybiegł Seungho, a tuż po nim Mir. Ostatni przybiegł Yoseob.
- Przegrałeś - powiedział .Po chwili chłopak stał na prawej nodze pochylając się do przodu. Jego lewa noga była uniesiona do tyłu, a ręce na boki. Na jego głowie oraz dłoniach znajdowały się miski z wodą. Musiał stać w tej pozycji przez określony czas nie wylewając wody.
- Zobaczcie, jak Yoseob spokojnie stoi. Nie trzęsie się, nie buja. Nawet woda w miskach nie porusza się .Utrzymał równowagę i wydobył z siebie swój wewnętrzy spokój. Ćwiczenie to nie tylko ćwiczy umysł, ale i także mięśnie nóg oraz rąk - wyjaśnił sensei do nowych - Wy również tak zaczniecie. Aiko! Przynieś więcej misek z wodą! Zinger, pomóż jej - po chwili cała trójka stała z rozstawionymi, ugiętymi nogami i rozłożonymi rękami na bokach. Na ich głowach stały miski z wodą a w dłoniach trzymały kolejne miski z wodą. Na początku całkiem dobrze im to szło, lecz po minucie zaczęły ich boleć nogi i trząść rękę, a woda kołysał się w naczyniach. Powtarzali tą czynność kilka razy, a reszta ćwiczyła sztuki walki oprócz Zinger, która siedziała w kuchni z Aiko. W końcu nastąpiła godzina śniadania. Zinger pomogła Aiko w przyszykowaniu posiłku. Zmęczenia usiedli przy stole i zjadali się śniadaniem. Po śniadaniu od razu wrócili do treningu kontynuując go truchtem po lesie i polach. Biegali tak, aż do czasu obiadu. Po obiedzie rozpoczęli ćwiczenia z medytacji. Wieczorem wszyscy zmęczeni udali się do swoich domków. Wzięli kąpiele i wyprali swoje ubrania wywieszając je potem na sznurku na podwórku.  Następnego dnia, dziewczyny wstały o godzinie 6:00. Miały pół godziny, żeby ogarnąć się i udać się na kolejny trening. Cała trójka miała niezłe zakwasy. Bolały ich wszystkie mięśnie. Tego dnia również mieli wycisk. Biegali, skakali, ćwiczyli medytację, równowagę, robili brzuszki, pompki, zawieszali się rękami na drzewie i wytrzymywali, rozciągali się. Robili tak przez kolejne dwa, może trzy dni. Tym czasem Joon odpoczywał w pokoju obserwując potajemnie swoich przyjaciół jak ciężko trenują. Po trzech dniach po południu, kiedy ćwiczyli równowagę. Postawili dwie beczki naprzeciwko siebie, lecz w pewnej odległości. Położyli bardzo długą i wąską, lecz grubą belkę przez którą musieli przechodzić z rozłożonymi rękami na boki trzymając w dłoniach dwa, małe, drewniane wiaderka wypełnione wodą. W pewnym momencie przyszedł czas na Hyosung. Weszła na beczkę i wzięła w dłonie wiaderka. Rozłożyła ręce na nogi i weszła na belkę. Oddychała przez usta powoli idąc przed siebie. Przypominała sobie to, co sobie obiecywała oraz to co innym obiecała. Obiecała, że da z siebie wszystko, że będzie ciężko pracować, że zrobi wszystko, żeby móc chronić innych, a w szczególności Joon'a. Kiedy była już na środku belki podniosła głowę do góry i zobaczyła stojącego w drzwiach Joona podpierającego się na kulach.
- Joon? - zapytała głośno przez co straciła równowagę i spadła na ziemię oblewając się wodą. Wszyscy odwrócili się i zobaczyli swojego szefa. Z radością zaczęli się go pytać o to jak się czuje. Japonka szybko wstała z podłogi i podbiegła do chłopaka rzucając mu się w ramiona.
- Jak dobrze, że wróciłeś. Jak się czujesz?
- Mokro mi.
- Och! Przepraszam.
- Nie szkodzi - uśmiechnęli się do siebie - Jak im idzie?
- Jeszcze sporo nauki i ciężkiej pracy przed nimi. To dopiero pięć dni treningu.
- Jestem ci bardzo wdzięczny sensei za to wszystko i dziękuję - starzec jedynie się uśmiechnął.
- Dobrze, że już zdrowiejesz. Koniec pogaduszek. Wracamy do treningu. Cały dzień trenowali na terenie posiadłości, a Joon siedział na drewnianych schodach obserwując przyjaciół. Hyosung tym razem pomimo bólu i zmęczenia dawała z siebie wszystko, by pokazać Joon'owi jak dobrze sobie radzi, lecz nie zawsze dawało to dobre skutki. Wieczorem po wspólnej kolacji wszyscy wrócili do swoich domów. Wzięli prysznic i robili pranie. Tym razem obowiązek prania ubrań dziewcząt przypadło na Hyosung. Wzięła wszystkie brudne i zakurzone ciuchy, włożyła je do koszyka i wyszła na dwór. Nalała wody do wiadra, wlała do niego płyn do prania i zaczęła prać w rękach. Tym czasem Joon przechodził z jednego pomieszczenia do drugiego poprzez taras. Z daleka zobaczył piorącą ubrania Hyosung. Stanął, oparł się o drewnianą barierę i wpatrywał się w nią. Zobaczył to Hiroshi. Spojrzał się na Joona, potem na Hyosung, a następnie znów na Joona. Podszedł do niego.
- Piękna noc, prawda? - zapytał.
- Sensei?!... przestraszyłeś mnie.
- Ty i strach?
- Nigdy!
- Haha!
- Tak, to prawda. Piękną mamy dzisiaj noc.
- Ale nie tak piękną, jak ona? - zdziwiony spojrzał się na starca, a następnie na przyjaciółkę i powiedział:
- Tak. Ona swą urodą przyćmiewa nawet najpiękniejszą noc czy dzień.
- Znacie się dobrze?
- Aż za bardzo.
- Więc co cię powstrzymuje?
- ... Nie wiem.
- Strach?
- Możliwe.
- Czego się boisz?
- Że ją stracę. Tego... że przy mnie nie będzie bezpieczna, że w końcu ją przez to stracę.
- Zauważ, że ona również jest w tym problemie... zagrożeniu, jak reszta. Ma potencjał, jest silna i wytrwała. Uważnie słucha i jest miła oraz uprzejma. Potrzebujesz jej, a ona potrzebuje ciebie. Nie wmawiaj sobie, że będą przy niej stracisz ją lub narazisz na niebezpieczeństwo. Miłość jest czymś pięknym i to właśnie ona może sprawić, że się uda. Doskonale cię znam i wiem jaki jesteś. Jestem pewien, że dałbyś radę ją obronić, zaopiekować się nią nie narażając ją na niebezpieczeństwo. Jesteście poszukiwani przez policję i FBI. Wasze twarze widnieją w wiadomościach. Jej matka jest w FBI. Straciła wszystkich i wszystko. Teraz... w tym momencie potrzebuje ciebie najbardziej.
- A co jeżeli nie dam rady?
- Dasz radę, a nawet jeżeli nie... tego nie wiesz. Jeżeli naprawdę ci na niej zależy, kochasz ją to po prostu odważ się zaryzykować. Czym jest życie bez ryzyka? Ale ty to raczej powinieneś to wiedzieć, prawda? Dobrej nocy. Dobranoc.
- Dobranoc.
- A i jeszcze jedno.
- Tak?
- Dobrze znów widzieć cię uśmiechniętego.

wtorek, 26 sierpnia 2014

Dziewczyna Gangstera Rozdział 21 " Japonia"

Kiedy Hyosung wraz z Zinger dojechały do opuszczonego budynku, który bardziej przypominał na opuszczoną halę. Zatrzymały się. Pierwsza wysiadła Hyosung, przechodzą na drugą stronę auta otworzyła drzwi i pomogła Koreance wysiąść.
- Masz skręconą kostkę. Ledwo co chodzisz, a prowadzisz samochód. Jak ty to robisz? - zapytała.
- No cóż, jestem jedyna w swoim rodzaju - zaśmiała się. Nagle oślepiło ich światło latarki wydobywające się z budynku. Był to Seungho. Spojrzał się na dziury w samochodzie i zapytał:
- Niech zgadnę. Mama?
- Nie pytaj - odpowiedziała po czym zabrała przyjaciółkę do środka, a Seungho zabrał plecak z pojazdu. W środku czekała już na nich reszta. Było ciemno i czekała ich zimna noc. Mir rozpalił w środku małe ognisko, dzięki któremu mogli chociaż trochę się ogrzać. Hala była duża i ciemna i brdna. Wszędzie były porozwalane jakieś papiery i kartony. Wszyscy siedzieli przygnębieni przy ognisku. Hyunseung przytulał zapłakaną Hyunę, Yoseob zajmował się obolałą kostką Zinger, a Joon siedział słaby trzymając się za ranę.
- Nigdy bym nie przypuszczał, że kiedykolwiek stracimy kogoś z drużyny - powiedział Mir.
- Kikwang w więzieniu, a Jieun... nie żyje - wyszeptała Hyuna.
- Kto by pomyślał, że będziemy mieć... zdrajcę - powiedziała Zinger.
- Przepraszam cię Hyosung - powiedział Seungho.
- Za co?
- Za to, że źle cię oceniłem. Za wszystko przepraszam.
- Doskonale rozumiem twoją reakcję. Do gangu przyłączyły się trzy, obce wam osoby o których nigdy nie słyszeliście i nagle okazuje się, że macie na karku FBI. A co najlepsze, ktoś przez cały czas podaje im informacje o Kle. Na twoim miejscu też bym obstawiała nowe osoby zamiast przyjaciół. Nie przepraszaj, każdy mógłby się pomylić. Ale i tak doceniam twoje przeprosiny - uśmiechnęła się.
- J-ja też... chciałbym cię... przeprosić - mówił powoli z bólu Joon - Nie powinienem był się tak zachować.
- Nie przepraszaj. Chciałeś dla nich jak najlepiej.
- Zgadza się.
- Od tych wszystkich emocji zgłodniałem - oznajmił Mir łapiąc się za brzuch.
- Ty zawsze jesteś głodny - powiedział Seungho. Wszyscy się zaśmiali, a Mir strzelił fochem. Nagle Yoseob zaczął grzebać w swoim plecaku. Po chwili wyciągną z niego kilka zupek chińskich i wołowinę.
- Skąd ty to masz? - zapytał Hyunseung na co mu odpisał na kartce.
- Kupiłem - a wszyscy zaśmiali się przez co znów napisał - Naprawdę. Mogę twój nóż Mir?
- Pewnie - wyciągnął go z kieszeni i dał przyjacielowi. Chłopak wziął kawałek kartonu i położył na nim kawał, zapakowanej wołowiny. Wyciągnął ją z opakowania i zaczął kroić.
- Ja pójdę po jakieś patyki, żeby zrobić stojak - rzekł Hyunseung.
- Pójdę z tobą - odrzekł Mir. Kiedy stojak był już zrobiony, a wołowina upiekła się nabita na patyku, wszystkie, wygłodniałe nastolatki zaczęły się zajadać mięsem. Yoseob nałożył każdemu po kawałku na kawałkach kartonów. Hyosung zauważyła, że Joon wciąż źle się czuł i nawet nie tknął jedzenia.
- Wszystko w porządku oppa? Jak się czujesz? - zapytała z troską w głosie.
- Nie najlepiej.
- Dlaczego nie jesz? Musisz coś zjeść.
- Nie mam siły. Później zjem, jak odpocznę - oparł się o ścianę i powoli przysypiał.
- Tylko nie śpij! - potrząsnęła nim.
- Ała! Co ty robisz? Przecież nie umrę.
- A co jeżeli tak? Nie możesz umrzeć. Jak my sobie damy radę bez ciebie?... Jak ja sobie dam radę? Zabiłabym się, gdybyś umarł.
- Nawet... tak nie mów.
- Ale to prawda... Nie potrafiłabym żyć bez ciebie - spojrzała mu się w oczy - D-daj. Obejrzę ranę - podniosła mu koszulkę do góry - Ty wciąż krwawisz. Musimy coś zrobić.
- Nigdzie nie jedziemy. Nie będziemy się bardziej narażać - zastanawiała się co zrobił. Po chwili wpadła na pomysł. Wyciągnęła z swojego plecaka drugą i jedyną koszule na przemian. Rozdarła ją obwiązała nią ciało przyjaciela mocno zawiązując na ranie.
- Aaaach! - krzyknął z bólu.
- Przepraszam, ale muszę mocno zawiązać. Wcześniejszy materiał się już do tego nie nadawał - zauważyła, że Changsun robił się już blady i było mu zimna. Natychmiast ściągnęła z siebie bluzę i okryła nią szefa gangu.
- D-dlaczego? - zapytał. Wzięła nóż oraz jego posiłek  pokroiła go na małe kawałeczki, a następnie wzięła jedną do ręki i powiedziała:
- Powiedz "aaa".
- D-dlaczego?
- No... zrób "aaa".
- Dlaczego to robisz?
- Nie możesz tego po prostu tego zrobić?! - zdenerwowała się, a jej oczy zaszkliły się - Przecież... już ci mówiłam... Nie potrafiła bym bez ciebie żyć - uroniła jedną łzę. Chłopak powoli otworzył usta i pozwolił się nakarmić przez Japonkę. Kiedy wszystko zjadł powiedział:
- Dziękuję ci... Hyosung... za wszystko - Japonka uśmiechnęła się i usiadła obok niego kładąc jego głowę na swoim lewym ramieniu. Następnego dnia, Hyosung otworzyła oczy i zobaczyła całą załogę śpiącą na podłodze starej, opuszczonej hali. Światło wpadało przez duże, wybite okna do środka, a zapach przypieczonego mięsa jeszcze unosił się w powietrzu. Miała nadzieje, że to wszystko było tylko złym snem i zaraz obudzi się w swoim miękkim łóżku w swoim ciepłym, przytulnym pokoju, lecz niestety rzeczywistość do niej dotarła. Odwróciła głowę i spojrzała się na śpiącego obok niej Joon'a. Był cały blady i miał sińce pod oczami. Przestraszona zaczęła nim potrząsać.
- Oppa?... - nie reagował - Oppa? - nadal nic - Oppa! Obudź się! - łzy napłynęły jej do oczu. Po chwili otworzył oczy.
- Oppa, ty żyjesz! - ucieszyła się.
- A umarłem?
- Tak mnie przestraszyłeś - przytuliła się do niego - Myślałam... myślałam, że ty...
- Ty już lepiej nie myśl - wyszeptał z wykończenia. Źle się czuł, ale wciąż miał siłę na żarty.
- A ty jak zawsze swoje - zaśmiał się po czym zakaszlną.
- Wiesz która jest godzina? - wyciągnęła telefon z kieszeni.
- Dziesiąta.
- Musimy się zbierać. Czas na nas. Obudź resztę.
- Zgoda - wstała i zaczęła budzić wszystkich po kolei. Kiedy już wszyscy się obudzili, jeszcze przez chwilę razem posiedzieli, żeby lepiej dojść do siebie. Nagle Hyosung zapytała:
- Joon... czy zanim udamy się w drogę, mogę jeszcze coś zrobić przed wyjazdem?
- Co chcesz zrobił? - jakąś godzinę później w więzieniu, Kikwang siedział na swoim metalowym łóżku. Nie mogąc w to wszystko uwierzyć podszedł do umywalki i przemył w niej twarz. Nagle usłyszał za placami:
- Masz gościa - powiedział ochroniarz po czym odszedł. Kikwang odwrócił się i zdziwiony podszedł do metalowej kraty.
- Hyosung? Co ty tutaj robisz?
- Przyszłam cię odwiedzić. Co u ciebie? Jak się czujesz?
- Hehe! Bywało lepiej... Lepiej mów co u was. Jak z resztą? Złapali ich?
- Nie, na szczęście nie.
-To dobrze.
- Zinger skręciła kostkę, a Joon został poważnie zraniony.
- Co z nim?
- Postrzelili go w brzuch.
- Cholera... wyjdzie z tego?
- Nie mam pojęcia, ale nie najlepiej wygląda. Czuje się coraz gorzej.
- Rozumiem... - załamał się przecierając twarz dłonią - A co z resztą?
- Cali i zdrowi.
- To dobrze, że chociaż tyle.
- Jieun nie żyje.
- Co?
- Doowoon ją zabił.
- A to skurwiel! - uderzył pięścią w ścianę.
- Jest jeszcze coś.
- Co takiego?
- Wyjeżdżamy.
- Wyjeżdżacie?
- Tak, do...
- Wiem gdzie. Joon już to od jakiegoś czasu planował, ale to dobrze. Musicie się ratować. Jeszcze nie wszystko stracone. Tam nauczą was wszystkiego.
- Nas?
- Ciebie, Hyunę i Hyunseung'a. To jedyna nadzieja, żebyście się wzmocnili. Obiecaj mi, że dasz z siebie wszystko i nie poddasz się tak łatwo.
- Obiecuję oppa.
- Weź to- wyszeptał wręczając jej przez kraty kartę.
- Co to jest?
- Weź to i udajcie się do portu. Tam znajdziecie statek "Japan export" z rybami.
- Ryby?
- Tak, tylko udajcie pod ten adres, a wszystko będzie dobrze. Ja i tak za niedługo stanę przed sądem.
- Wyciągnę cię z tego.
- Nie, nie możesz. Musisz ratować siebie i resztę.
- Nie mogę cię tutaj tak po prostu zostawić.
- Dla mnie i tak nie ma już nadziei na ratunek.
- Ale, oppa...
- Musisz żyć. Nie wiem co bym zrobił, gdybym dowiedział się, że stała ci się krzywda. Za bardzo mi na tobie zależy. Teraz już idź. Nie ma czasu. Musicie się sprężyć, jeżeli chcecie się stąd szybko wynieść.
- D-dobrze - łzy napłynęły jej do oczu.
- Weź tą kartę z adresem i zaopiekuj się Joon'em. To... mój najlepszy przyjaciel. Wiele mu zawdzięczam.
- Nie martw się o niego. Zaopiekuję się nim - nagle wyciągnął rękę, złapał ją za koszulkę i pociągnął w stronę krat, a następnie ją pocałował, a łza popłynęła mu po policzku. Zaskoczona dziewczyna po chwili zamknęła oczy i odwzajemniła pocałunek.
- Kocham cię - wyszeptał, kiedy ich twarze dzieliły jedynie kraty. Zaniemówiła.
- Nie wiesz nawet, jak bardzo chciałabym cię teraz przytulić.
- Idź już stąd zanim będzie za późno.
- D-dobrze, oppa. Nigdy o tobie nie zapomnę - cmoknęła go jeszcze szybko na pożegnanie i pobiegła. Wsiała w taksówkę i pojechała do hali tam dała kartkę Joon'owi. Wszyscy już spakowani wsiedli do auta i pojechali na wyznaczony adres. Jechali tak z półtorej godziny, aż w końcu znaleźli się na miejscu. Zaparkowali na porcie po czym szukali statku. Zobaczyli duży, bogaty statek  z napisem" Japan export".
- To tutaj? - zapytała Hyuna.
- Nie wydaje mi się. Mówił, że to statek z rybami.
- Ej, ludzie. Spójrzcie tam - Hyunseung wskazał na stary, mały, drewniany statek pełen ryb z napisem "Japan export". Szybko podbiegli w tamtą stronę. Hyosung zobaczyła starego rybaka.
- To chyba właściciel tego statku - Zinger podbiegła do mężczyzny.
-  Proszę pana!... Przepraszam, że przeszkadzam, ale dostaliśmy adres z ...
- Przykro mi, ale nie mówię za dobrze po Koreańsku. Jestem Japończykiem - wtedy Hyosung wkroczyła z swym ojczystym językiem.
- Dzień dobry panu - ukłoniła się - Przepraszam, że przeszkadzamy, ale mamy do pana pewną prośbę. Musimy koniecznie udać się do Japonii i ...
- Przykro mi, ale nie wiem o czym ty mówisz. Przecież nie mogę tak po prostu was przetransportować do Japonii. To nielegalne.
- Dostaliśmy tutejszy adres i kazali nam zgłosić się do pana.
- Aaa! O to chodzi. To trzeba było tak od razu, ale naprawdę mi przykro. Nie mogę was przetransportować. Już prawie nie ma miejsca na statku. Nie jesteście jedynymi ludźmi, którzy stąd uciekają.
- Kazał nam do pana przyjść Kikwang.
- Kikwang?
- Tak. Jesteśmy jego przyjaciółmi.
- Biały Kieł?
- Zgadza się.
- Więc jednak coś się z nim stało? Mówił mi, że przyjdziecie... Wskakujcie. Zawiozę was.
- Możemy wejść. Powiedział, że nas zawiezie - oznajmiła reszcie i wszyscy weszli do środka. Schowali się pod statkiem, gdzie znajdowali się inni ludzie. Do Japonii płynęli cały dzień i cała noc, a z Joon'em było coraz gorzej. Kiedy dotarli już na miejsce do statku weszło kilku ubranych w garnitury mężczyzn, ale w tym momencie Joon zemdlał z osłabienia.

wtorek, 19 sierpnia 2014

Dziewczyna Gangstera Rozdział 20 "Zdrada"

- Co za drań! - krzyknął Joon uderzając pięścią o ścianę. Wszyscy przejęci i poddenerwowani siedzieli w kryjówce.
- Kto by pomyślał, że to właśnie będzie Doowoon - powiedział Mir.
- Wciąż chce  twojej śmierci... Changsun - rzekła Jieun.
- Co on knuje? - zapytał ironicznie zamyślony Kikwang.
- Jestem ciekaw skąd bierze wszystkie informacje od nas - powiedział Seungho. Zapadła cisza.
- Myślicie, że pomiędzy nas jest zdrajca? - zapytała Zinger. Wszyscy od razu zareagowali.
- To absurd! Niby kto byłby w stanie coś takiego zrobić? - zapytała Hyuna.
- Hyosung... - odpowiedziała poważna Jieun.
- Hyosung? - zapytał zdziwiony.
- Sami pomyślcie. Tamten facet ją rozpoznał. Od razu kiedy na nią spojrzał wiedział kim jest.
- Podejrzewasz mnie o to, że pracowałabym dla FBI?!
- Ja nie podejrzewam... ja jestem tego pewna - zdenerwowana Hyosung podeszła do dziewczyny i podniosła ją za kołnierz.
- Nigdy bym was nie zdradziła, rozumiesz?!
- Wow! Nowa się zdenerwowała. I co teraz? Uderzysz mnie?
- Taki mam zamiar.
- Nie jesteś w stanie tego zrobić.
- Jesteś tego pewna?
- Jak najbardziej... - Hyosung zamachnęła się ręką i uderzyła Jieun z otwartej ręki przez co, aż odrzuciło jej głowę na bok. Złapała się z bólu za swoje czerwone, pieczące, lewe policzko - Silna jesteś... ale musisz pamiętać... że nie jesteś tu jedyną, silną kobietom - Jieun popchnęła Hyosung tak mocno, że nie mogła złapać równowagi i przez siłę popchnięcia poleciała na ścianę mocno w nią uderzając. Jieun podbiegła do niej i z całej siły przyparła ją do ściany - Nie z takimi osobami sobie w życiu radziłam - Hyosung spojrzała się na dziewczynę i uderzyła ją głową w głowę przez co z bólu odskoczyła od niej łapiąc się dłonią za czoło. Hyosung zaatakowała ją. Zamachnęła się prawą ręką, by uderzyć Jieun w głowę, lecz zrobiła unik. Następnie zamachnęła się lewą ręką, by uderzyć ją w brzuch, lecz i tym razem zrobiła unik. Nagle Jieun uderzyła Japonkę z pięści w twarz. Tak mocno, że Japonka przewróciła się, a krew płynęła jej z wargi. Na widok własnej krwi wytarła ją i zdenerwowana kopnęła ją w prawy piszczel przez co Jieun przewróciła się. Gdy upadła na podłogę, Hyosung podniosła się stojąc na kolanach i oddała jej. Uderzyła Koreankę z pięści w twarz przez co krew spłynęła z jej nosa.
- Ty suko!... Widzicie co ona mi zrobiła?! To zdrajca! Zdradziła nas wszystkich! Zastanówcie się wreszcie! Przystąpiła do nas. Niby po co? Przecież ma tak dobrze w domu... Przystąpiła do Białego Kła, a tu nagle dowiadujemy się, że jej matka jest z FBI. Przypadek? Nie sądzę. Dowiaduje się wszystkiego o nas, a potem mówi swojej matce. Ten mężczyzna zapewne również kłamie! Wymyślili sobie, że za tym wszystkim stoi Doowoon w razie przypadku, gdybyśmy go złapali,byśmy się nie zorientowali się, że za tym wszystkim tak naprawdę stoi Hyosung. Niby kogo pierwszego FBI miała zdjęcia z Białego Kła? Oczywiście Kikwang'a. A kto był na początku na randce z Hyosung? Równierz Kikwang. Przypadek? Kto był kolejny na liście? Seungho, Zinger i oczywiście Yoseob. Ci którzy na początku również byli mojego zdania i chcieli się pozbyć z Białego Kła Hyosung. Kolejny przypadek? Gdyby Hyosung odeszła od nas, FBI miałoby wielkie straty. No bo kto by zbierał na nasz temat informacje? ... Więc co zrobiła Hyosung? Podała zdjęcia tych trzech osób, którzy jej tu nie chcieli, by siebie uratować i zostać. Stali się dla niej przeszkodą, więc postanowiła się ich pozbyć zanim oni pozbędą się jej - dla reszty te słowa nabrały sensu - To ona za wszystkim stoi. Zdradziłaś nas.
- Hyosung... to prawda? - zapytał Kikwang.
- Nie, nigdy bym wam tego nie zrobiła. Nie zdradziłabym was! Ja również jak wy nie dawno się o wszystkim dowiedziałam. O tym, że moja mama jest w FBI. Musicie uwierzyć mi na słowo, ja nic złego nie zrobiłam. FBI również mi jak i wam depcze po piętach. W dzisiejszej sytuacji musimy razem współpracować, zamiast szukać nie potrzebnie winnych i zdrajców. Musimy złapać Doowoon'a, zanim dowie się o nas więcej.
- Hyosung - odezwał się Joon - W słowach Jieun jest trochę sensu.
- Co? Wierzysz jej?! Sądzisz, że byłabym w stanie to zrobić?!
- Nie wiem, ale...
- Ale?
- Na dzień dzisiejszy... muszę zawiesić twoją działalność w dotychczasowych akcji.
- Że co?!
- Nie możesz tego zrobić! - krzyknęła Hyun'a - Hyosung nie zrobiłaby nam tego. Wiem o tym. Znam ją. Joon zrozum, że...
- Już postanowiłem Hyuna!
- Ale, ale...
- Zobaczymy, czy FBI dalej będzie zdobywać informacje o nas, kiedy Hyosung nic nie będzie wiedziała. Zrozum, to dla dobra nas wszystkich.
- Rozumiem - odrzekła Hyosung.
- Czas już na ciebie - Hyosung spojrzała się na wszystkich i wyszła wracając do domu. Włóczyła się ciemnymi ulicami, aż wreszcie dotarła do domu.
- Wróciłam~! - ściągnęła buty i zawiesiła bluzę na wieszaku.
- Cześć skarbie~! - krzyknęła matka z kuchni - Dobrze, że już wróciłaś. Czas już na kolację.
- Nie jestem głodna. Idę do swojego pokoju - nagle zauważyła ranę i zaschniętą krew na wardze dziewczyny
 - Jesteś ranna! Co się stało?
- Nic.
- Kto ci to zrobił? Masz jakieś problemy?
- Nie. Mogę już wrócić do swojego pokoju?
- Przecież wiesz, że możesz mi o wszystkim powiedzieć, prawda? Zawsze cię wysłucham.
- Ale nie tym razem. Potknęłam się i uderzyłam. To naprawdę nic takiego, zrozum, że nic mi nie jest, ok?!  - zdenerwowana wbiegła po schodach na górę i zamknęła się w swoim pokoju. Rzuciła się na łóżko i zaczęła płakać. Przez kolejne dwa dni Hyosung nie miała z nikim kontaktu, ani nie przychodziła do kryjówki Białego Kła. Cały czas siedziała w domu i uczyła się. W końcu po tych dwóch dniach znów zaczęła myśleć o tym co się stało ostatnio i o tym co jej wczoraj wieczorem mówiła Hyuna przez telefon.
- Hyuna mówiła, że dzisiaj po południu Biały Kieł ma kolejną akcję i dzięki niej schwytają Doowoon'a Tylko szkoda, że nie mogła mi nic więcej powiedzieć. Ale co ja mogłabym zrobić? I tak nie mogłabym za wiele - mówiła do siebie. Nagle do jej pokoju weszła jej matka.
- Skarbie właśnie wychodzę do pracy. Wrócę wieczorem.
- Coś się stało? Nigdy nie wychodzisz o tej porze do pracy.
- Ale to nagłe wezwanie. Nic takiego, nie martw się. Wrócę wieczorem na kolację. Pa~
- Cześć - drzwi się zamknęły.

* A co jeżeli to Jieun stoi za tym wszystkim? To by miało sens. Za każdym razem, kiedy policja i FBI namierzają gang, ja pierwsza się o tym dowiaduję i uprzedzam o tym nasz gang. To przeze mnie FBI jeszcze nie złapało Białego Kła. A teraz kiedy mnie zawieszono w akcjach nie mogę o niczym wiedzieć, więc nie będę w stanie im pomóc. Zrobiła to specjalnie! Matka pewnie przed chwilą dowiedziała się, gdzie się znajdują. Są w niebezpieczeństwie! Muszę ich ratować! (Hyosung)*
 
Hyosung zbiegła na dół i włożyła buty - Tato! Ja wychodzę! Idę spotkać się z Hyuną! Wrócę później, pa~! - wybiegła szybko z domu i zaczęła biec w stronę centrum. Zauważyła przejeżdżającą, pustą taksówkę, więc ją zawołała, wsiadła do niej i pojechała do kryjówki. Tym czasem cały Biały Kieł oprócz Kikwang'a, który pilnował zakładnika, pojechali do rezydencji Doowoon'a, lecz w środku nikogo nie było, a na drzwiach wisiała kartka z napisem:
" Jestem za domem w pracowni."
 
 
 
 Wszyscy udali się za rezydencję i weszli do małego, białego domku przy zdobionego kwiatami. Weszli do środka z wyciągniętą bronią, lecz w środku nikogo nie było. 
- Uciekł? - zapytał Hyosung.
- Nie wydaje mi się - powiedział Mir. Zaczęli rozglądać się, nagle Yoseob coś zauważył. Ściągnął dywan z podłogi, który zakrywał metalową klapę. Otworzył je i zobaczyli drewniane schody zmierzające w dół ku ciemności.
- To już wiemy, gdzie się podział - rzekł Seungho. Zeszli po kolei po schodach w dół. Zobaczyli długi, kamienny korytarz rozświetlany słabymi żarówkami. Przeszli się wzdłuż niego, po czym zobaczyli ogromną halę. W niej znajdowała się wszelaka broń i pojazdy. Na jednej z tablicy były przyczepione zdjęcia członków gangu oraz mapa z zaznaczoną drogą do kryjówki Kła.
- No proszę, a kogo ja tu widzę? - usłyszeli męski głos za sobą. Wszyscy się odwrócili i wyciągnęli broń widząc Doowoon'a.
- Doowoon! Ty draniu! Pracujesz dla FBI?! - krzyknął zdenerwowany Changsun.
- Radziłbym wam lepiej opuścić broń, jeżeli chcecie, żeby nic wam się nie stało.
- Grozisz nam? Jesteś tylko jeden - powiedział Mir.
- Nie sądzę - nagle z różnych zakamarków wyłoniła się policja, która wymierzała w ich kierunku broń.
- To pułapka! - krzyknęła przestraszona Hyuna.
- Zgadłaś. Wszystko potoczyło się tak, jak był zaplanowane. Nie poradziłbym sobie sam, gdyby między wami nie było zdrajcy. Prawda Jieun?
- Jieun?! - krzyknęli chórem .
- Zdrajca to takie surowe słowo - powiedziała Jieun i podeszła do Doowoon'a.
- Zdradziłaś nas! - krzyknął Sengho.
- Mówisz, jakby to był pierwszy raz - zaśmiała się.
- Dlaczego? - zapytała Zinger - Ufaliśmy ci!
- Dlaczego? To chyba oczywiste, że dla pieniędzy... i narkotyków.
- Macie szczęście, że przymknęła na to oko - rzekła pani Jeon stojąca z drugiej strony - Changsun... nigdy bym się nie spodziewała, że mógłbyś być tak złym człowiekiem zdolnym do tak strasznych czynów. Założyciel Białego Kła, kto mógłby się tego spodziewać? I ty Hyuna? A jednak miałam rację co do ciebie. Ty i twój chłopak... Opuście broń i poddajcie się! Jesteście aresztowani w imieniu prawa między narodowego! Zostaniecie postawieni przed sądem i zostanie wam wymierzona sprawiedliwość! W końcu odpowiecie za wszystkie wasze jak do tej pory przestępstwa! Wszystko co powiecie może zostać wykorzystane przeciwko wam.
- O nie! My się nie damy tak po prostu złapać - powiedział Joon i zaczęli strzelać. W tym momencie Hyosung wpadła do kryjówki Kła.
- Hyosung?! Co ty tutaj robisz? Nie możesz być tutaj - powiedział Kikwang.
- Przyszłam was wszystkich ostrzec. Gdzie pozostali?
- Na akcji o której nie powinnaś wiedzieć.
- Są w niebezpieczeństwie! Musimy im pomóc!
- Co się stało?
- To Jieun was zdradziła, nie ja!
- O czym ty mówisz?
- Dzięki temu, że moja matka jest w FBI mogłam was za każdym razem ostrzec, kiedy was namierzali, dlatego was jeszcze nie schwytali. Jieun mówiła to wszystko specjalnie, żebyście odwrócili się ode mnie i nie miała dostępu do wszystkiego. FBI zaraz złapie Białego Kła!
- Musimy ich ratować! - nagle do kryjówki wpadła policja. Kikwang zaczął strzelać, lecz sam został trafiony.
- Hyosung! Bierz broń i uciekaj stąd!
- Ale oppa... - złapali ich. Czterech mężczyzn przygwoździło Kikwanga do podłogi uniemożliwiając mu ruszanie się, a piąty z nich chwycił Hyosung  - Puszczaj mnie!
- Na mnie i tak już za późno! Musisz ratować resztę! Tylko w tobie nadzieja! Są w rezydencji Doowoon'a! Uciekaj! Szybko! - zamachnęła się uderzyła policjanta tyłem głowy w twarz przez co z bólu puścił ją. Odwróciła się i uderzyła go z pięści w brzuch przez co się schylił, a następnie kopnęła go kolanem w twarz przewracając się. Reszta zaczęła strzelać w jej kierunku. Szybko schowała się za sofą. Zauważając czarne kluczyki Kikwang'a na szafce sięgnęła po nie. Wyskoczyła za sofy i zaczęła strzelać postrzelając jednego z nich i wybiegając z kryjówki. Biegła wzdłuż korytarz zakrywając głowę przed postrzałami. Wybiegła do kasy, gdzie czekała reszta policjantów strzelająca w jej kierunku. Uciekała schylona pomiędzy maszynami do gier, aż w końcu wybiegła do klubu. Przebiegając pomiędzy ludźmi uciekła tylnymi drzwiami. Podbiegła do czarnego motoru, wsiadła na niego i nie umiejąc na nim jeździć odpaliła go i pojechała do rezydencji. Wyskoczyła z motoru i podbiegła do drzwi i wbiegła do środka wymierzając pistoletem, lecz w środku było cicho. W tym momencie zauważyła w lustrze odbijające się drzwi na których widniała kartka. Podeszła do nich i przeczytała jej zawartość biegnąc w stronę małego domku. Wbiegła do środka i zobaczyła otwartą klapę. Zeszła na dół i ostrożnie przeszła się wzdłuż korytarza. Nagle usłyszała strzały. Powoli weszła do hali i zobaczyła strzelających do siebie ludzi. Ostrożnie weszła na górę po metalowych schodach, które znajdowały się obok niej tuż przy ścianie. Z góry doskonale widziała całą sytuację. Wszyscy chowali się za autami strzelając do siebie. Zobaczyła postrzelonego Joon'a i nie mogącą chodzić Zinger. Prawdopodobnie miała złamaną kostkę. Po chwili zauważyła również Doowoon'a z Jieun.
- Wiedziałam - zauważyła również swoją matkę. Nie wiedziała co robić. Było ich za wiele, a Biały Kieł tracił siły. Nagle zauważyła metalowe rury, które zawierały nieszkodliwy gaz. Było ich mnóstwo i były wszędzie. Wszystkie prowadziły do jednej, dużej maszyny. Nagle wpadła na pomysł. Zeszła z schodów i podbiegła do maszyny. Joon wraz z Seungho zauważyli ją. Zastanawiali się co ona tutaj robi i co zamierza. Nagła złapała za jedną z rozstawionych broni i uderzała w urządzenie, aż w końcu wysiadło i wszystkie rury rozerwało, a gaz zapełnił całą halę. W tym momencie Biały Kieł miał szansę uciec niezauważalnie, a Doowoon złapał Jieun i rzekł:
- To już koniec naszej współpracy, moja droga... Jak mogłaś zdradzić przyjaciół? Zawładnęła tobą chęć do pieniędzy i narkotyków, a ta chęć cię zniszczyła. Brzydzę się tobą, dlatego to koniec. Już nie jesteś mi potrzebna.
- Co masz na myśli mówiąc, że to koniec? - objął ją do siebie po czym skręcił jej kark.
- Nie pozwólcie im uciec! - krzyknęła pani Jeon. Wszyscy uciekli wybiegając stamtąd. Wsiedli do auta i odjechali. Hyosung jechała cały czas za nimi na motorze. Policja włączyła syreny i pojechała za nimi w pościg. Nagle Zinger wraz z Mirem wychylili się przez okno i zaczęli strzelać w radiowozy. Mir przestrzelił koła dom radiowozom przez co wpadły pościg i uderzyły w siebie blokując przejazd innym. Zgubili ich. Pojechali do opuszczonego budynku za miastem. Weszli do niego i odpoczęli.
- Changsun oppa! Wszystko dobrze? - zapytała.
- Tak, to tylko mała ranka.
- Ty krwawisz. Musimy jechać do szpitala.
- Nie możemy.
- Dlaczego?
- Policja oraz FBI doskonale wie, że jesteśmy ranni, więc na pewno będą przeszukiwać wszystkie szpitale w mieście - wyjaśnił Mir.
- Nigdzie nie jesteśmy teraz bezpieczni - powiedział Hyunseung. Wszyscy przytaknęli.
- Co tu tutaj robisz Hyosung? Skąd wiedziałaś jak nas znaleźć? - zapytał Yoseob.
- Hyuna powiedziała mi, że dzisiaj chcecie dorwać Doowoon'a, więc wszystkiego się domyśliłam, że to pułapka.
- Hyuna... złamałaś zasady - powiedział siedzący i krwawiący na podłodze Joon.
- Przepraszam.
- W tym przypadku... daruję ci.
- A co z Kikwang'iem?! Musimy go ratować! - krzyknęła Zinger.
- Za późno. Chciałam was ostrzec, więc pojechałam do kryjówki i tak spotkałam oppę. Po chwili wpadła policja i go zgarnęła, a mi powiedział gdzie jesteście i kazał uciekać - zdenerwowani załamali się.
- Co teraz zrobimy? Nigdzie nie jesteśmy teraz bezpieczni - powiedział Mir.
- Musimy znaleźć sobie inne miejsce - powiedziała Hyosung.
- Musimy stąd uciec - powiedział Joon - Wyjechać stąd. Sprawy się skomplikowały, a nowi nie są jeszcze wyszkoleni.
- Co chcesz przez to powiedzieć? Czy masz zamiar ich...? - zaczął Seungho, lecz mu przerwał.
- Tak, jedziemy do Tokyo.
- Tokyo?! - krzyknęła zdziwiona cała trójka.
- Tak i nawet wiem ,kto może teraz nam pomóc - w nocy Hyuna wraz z Seungho pojechała do swojego domu. Weszła do środka i po cichy poszła do swojego pokoju. Szybko się spakowała do małego plecaka zabierając tylko najważniejsze rzeczy. Miała już wychodzi, lecz zobaczyła swoje rodzinne zdjęcie i się rozpłakała. Postanowiła, że napisze im list pożegnalny w którym ich za wszystko przeprosi i za wszystko podziękuję oraz wyzna, że należy do Białego Kła. Tym czasem Hyosung pojechała drugim autem z Zinger do swojego domu. Po chichy weszła do środka, kiedy rodzice już spali. Wbiegła do pokoju i zabrała najważniejsze rzeczy. Kiedy miała już wychodzić z domu usłyszała:
- Hyosung?
- Mama?
- Gdzie byłaś?
- Nie mogę ci powiedzieć.
- Jak o nie możesz mi powiedzieć? Dlaczego się spakowałaś? Uciekasz?
- Mamo, ty tego nie zrozumiesz. To bardziej skomplikowane niż myślisz - kobieta podeszła do niej i siłą zerwała jej prawy rękaw odkrywając tatuaż.
- Wiedziałam. Należysz do Białego Kła. Jesteś przestępcą.
- Mamo, ja... - uderzyła ją w twarz.
- Zawiodłam się na tobie skarbie.
- Przepraszam...
- Przystąpiłaś samowolnie czy cię do tego zmuszono?... Odpowiedź!
- ...Samowolnie.
- Nie rozumiem jak mogłaś?!... Ale się martw się. Jakoś z tego wybrniemy.
- Co?
- Pomogę ci. Usuniemy tatuaż. Nikt się o tobie nie dowie.
- Nie!
- Jak to nie?!
- Odchodzę mamo.
- Nie możesz! Nie zrobisz tego!
- Owszem, zrobię!
- Wiesz, że jeżeli to zrobisz, będę musiała cię zamknąć?
- Wiem, ale nie mogę zostawić przyjaciół i stchórzyć.
- Co chcesz zrobić?
- To koniec. Od teraz... nie traktuj mnie jak swoją córkę. Stałyśmy się wrogami, więc nic tu po mnie.
- Ach, tak?... Dobrze. Postępuj jak uważasz! Ale musisz wiedzieć, że zrobię wszystko, żeby was dopaść! - Hyosung tak po prostu wyszła z domu - Obiecuję! Obiecuję... że pewnego dnia was dopadnę... Dopadnę również i ciebie. Znajdę was wszędzie! Nie uciekniecie przede mną, rozumiesz?! Nie jesteś już moją córką! Wyrzekam się ciebie, rozumiesz?! Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego! Jesteś hańbą dla naszej rodziny!... Zrobię wszystko... Wszystko! ...Nawet gdybym musiała cię zabić... to dotrzymam obietnicy - Wyciągnęła z kieszeni pistolet i z łzami w oczach wymierzyła w córkę, która wsiadała do auta.
- Będę czekać - odpowiedziała matce po czym wsiadła do środka i odjechały. Kobieta rozpłakała się i zaczęła strzelać w auto, aż w końcu zniknęło jej z oczu.