Upadła na ziemię, a krew popłynęła jej z nosa. Szarpany Sehun widząc to z ostatkiem sił uderzył z pięści w twarz Junsu przez co odsunął się od niego, a chłopak zasłabł.
- Sehun! - krzyknęła podbiegając szybko do niego na czworaka. Ujęła jego ciało w ramiona - Co pan wyprawia?! Oszalał pan?! Nie widzi pan w jakim on jest stanie?!
- Właśnie widzę! Jeżeli ma tyle siły, żeby mnie tak uderzyć, to i będzie miał siłę, żeby pracować! Wstawaj Sehun! - już miał do niego podejść i postawić słabego Sehuna na nogi, gdy nagle Amanda objęła go lewą ręką, a prawą wyciągnęła pistolet z kieszeni i wymierzyła w Junsu. Zaskoczony zatrzymał się - Nawet nie próbuj go dotknąć! Nie dam go skrzywdzić! Rozumiesz?! - Sehun cały czas obserwował Amandę nie mogąc nic zrobić. Junsu posunął się do przodu - Jeszcze jeden ruch, a obiecuję, że strzelę.
- Nie odważysz się.
- Chcesz się przekonać?
- Tak bardzo chcesz go bronić, a zapominasz, że to właśnie przez ciebie tutaj trafił. To twoja wina, że tutaj trafił. Tylko i wyłącznie twoja wina. W ogóle jakim prawem rozkochujesz ich w sobie? Zapominasz, gdzie twoje miejsce szmato?!
- N-nie... nie mów tak o niej. Nie masz prawa tak o niej mówić, rozumiesz? - mówił ledwo Sehun.
- Dlaczego wciąż ją bronisz? Po tym wszystkim co ci zrobiła?
- To, że nie odwzajemnia moich uczuć, nie oznacza od razu, że pozwolę na to, żeby ktoś ją poniżał czy krzywdził - serce jej zadrżało - Nie zabieraj go, proszę... daj mu chociaż jeszcze jeden dzień na odpoczynek - spojrzał się na nią srogo. Opuściła broń - Błagam.
- Nigdy bym nie sądził, że kiedykolwiek usłyszę te słowa od ciebie - zaśmiał się - Jeden dzień.
- Dziękuję - oburzony wyszedł z sali trzaskając drzwiami.
- Noona... - spojrzała się na niego - Dlaczego mnie bronisz?
- Bo ja... - nie skończyła zdania, gdyż Sehun wtulił się w nią mocno i zamykając oczy wywołał u niej przyjemną, gęsią skórkę na ciele - Musisz się położyć na łóżku i odpoczywać - chciała go oderwać od siebie, lecz za mocno był w nią wtulony, jakby bał się, że ucieknie - Sehun, proszę cię... - puścił ją i rękami próbował oprzeć się o łóżko. Pomogła mu się podnieść i usadziła go na łóżku. Nagle załapał ją za rękę i lekko pociągną do siebie ujmując jej twarz w dłonie. Nie sądziła, że tak postąpi. Jej oddech zrobił się cięży, kiedy ich twarze dzieliły milimetry.
- Nie rób tego... - położyła swoje dłonie na jego i ściągnęła je z swojej twarzy.
- Krwawisz - wyszeptał. Położył z powrotem prawą dłoń na jej policzku i kciukiem wytarł jej krew spod nosa po czym uśmiechnął się lekko.
- Muszę już iść.
- Wiem.
- Odpoczywaj. Do zobaczenia.
- Pa - wyszła z sali zamykając drzwi. Wzięła głęboki oddech i wyszła z szpitala. Kiedy dotarła do dormu nikogo jeszcze w nim nie było. Jakieś pół godziny później chłopcy wrócili. Luhan zastał Amandę siedzącą w kuchni i pijącą gorącą herbatę.
- Dawno wróciłaś? - zapytał.
- Z jakieś pół godziny temu - wzięła łyk herbaty.
- Nigdy bym nie sądził, że Sehun będzie do tego zdolny - przysiadł się.
- Ja też nie. Myślisz, że szybko z tego wyjdzie?
- Mam taką nadzieję. Czy ty... czujesz coś do niego?
- Nie, przecież gdybym go kochała i nie odrzuciła go, on nigdy by tego nie zrobił.
- Nie obwiniaj się za to.
- Tak bardzo się teraz o niego boję. Dlaczego w ogóle pytasz się mnie o coś takiego?
- Tak tylko... zapytałem. Pomyślałem, że może jednak zmieniłaś zdanie.
- Nie można się w kimś zakochać z dnia na dzień. A co? Chciałbyś, żebym coś do niego czuła?
- Znaczy, no wiesz... to raczej twój wybór. Nie powinienem ingerować w twoje uczucia - nagle spojrzał na jej nos - Co ci się stało z nosem?
- Nic, uderzyłam się.
- Zaczął ci puchnąć.
- Co?! - zaskoczona chciała go dotknąć.
- Nie dotykaj! - uderzył ją w dłoń - Poczekaj chwilę - wstał od stołu i zamoczył kawałek szmaty w lodowatej wodzie po czym usiadł obok niej - Może troszkę zaboleć - delikatnie przyłożył ją do jej twarzy. Syknęła - Przepraszam - rzekł po czym znów przyłożył jej zimny okład do nosa.
- Dziękuję - wzięła od niego okład łapiąc go za rękę. Zarumienił się lekko.
- Ale z ciebie ciamajda! - powiedział szybko - O co się uderzyłaś?
- Poślizgnęłam się w łazience i uderzyłam o umywalkę.
- Sierota, ale u ciebie to normalne.
- Ej...
- Jesteś urocza jak się naburmuszasz - uśmiechnął się kładąc dłoń na jej ramieniu. Spojrzała się na niego, potem na jego dłoń, następnie znów na niego. Zorientowała się co się dzieje. Odwzajemniła jedynie uśmiech. W pewnym momencie do kuchni wpadł wesoły Chanyeol.
- O ! Amanda! Już wróciłaś?
- Tak.
- Co ci się stało?
- Uderzyłam się.
- Pokaż - podbiegł do niej szybko spoglądając na nos - Ale spuchł. Bardzo cię boli? - zapytał z troską w głosie.
- Nie, teraz już nie. Luhan zrobił mi zimny okład.
- Moje ty biedactwo - ignorując całkowicie Luhana zrzucił go z krzesła i usiadł na jego miejscu - Ale nie masz gorączki? - przyłożył rękę do jej czoła.
- No... nie.
- Nie boli cię głowa? Nie kręci ci się w głowie?
- Uderzyłam się w nos, a nie w głowę.
- Ale i tak się martwię. Idziesz tam do nas?
- Ale teraz siedzę z ... - nawet nie dał jej skończyć, gdyż złapał ją za rękę i wyciągnął szybko z kuchni. Luhan jedynie zdenerwowany spojrzał się na nich jak wychodzą z kuchni. Następnego dnia, Sehun wyszedł z szpitala. Czuł się już lepiej. Dostał lekarstwa, więc automatycznie mógł dalej pracować. Przez ostatnie dni Amanda była coraz rzadziej w pracy i w dormie. Przez cały czas szykowała się wraz z Natalią na występ.
Dwa tygodnie później w wytwórni do której chodzi Amanda rozpoczęły się szykowania do wieczornego występu. Tego dnia mają wystąpić same znane zespoły wraz z exo. Specjalnie na tą okazję wzięła sobie wolne, żeby móc przyszykowywać się od samego rana. Wstała o szóstej rano, wzięła szybki prysznic, zjadła śniadanie, ubrała się w pierwsze lepsze ciuchy, związała włosy i wybiegła z dormu jadąc motorem do wytwórni. Tam trenowali do godziny piętnastej, a potem zjedli obiad. Następnie wzięła kolejny prysznic, uczesała włosy, przebrała się i wraz z innymi treinee, które miały wystąpić wyszła z budynku i wsiadła do osobnego vanu. Na miejsce jechali półtorej godziny. Na miejscu wypiła kawę i zrobili próbę generalną. Po próbie zaczęli szykować się do występu. Miały nawet własną garderobę. Prze chwilę czuła się jak gwiazda. Stylistki układały jej włosy, pomalowały, a na końcu ubrały w długie, seksowne, czarne sukienki. Amanda wraz z Natalią wyglądały zniewalająco. Na osobnym ekranie w garderobie mogły oglądać występy. Jakieś pół godziny później ktoś z personelu wszedł do środka i oznajmił, że zostało pięć minut. Wszyscy od razu szybko stanęli na równe nogi i wybiegli z garderoby zmierzając w stronę sceny. Gdy wszystko było już gotowe wyszli na scenę i rozpoczęły występ z mblaq.
Exo bardzo oczekiwali występu przyjaciółek, więc kiedy wyszły na scenę od razu zaczęli krzyczeć i gwizdać. Wyglądały cudownie i równie cudownie się poruszały. Było widać, że mają talent i smykałkę do show biznesu. Chłopcy byli zachwyceni występem. Kiedy tylko skończyli od razu wstali i zaczęli głośno klaskać. Przed występem dziewczyny odczuwały ogromny stres, ale kiedy tylko zaczęły występować stres znikł. Były w swoim żywiole.
Po występie, kiedy tylko zeszli ze sceny od razu zaczęli sobie gratulować, a mblaq pochwalili dziewczyny po czym od razu udały się do garderoby odpocząć. Jakąś godzinę później całe exo przyszło do dziewczyn z wielkimi bukietami kwiatów gratulując występu. Posiedzieli przez chwilę spędzając ten czas na rozmowie, a później musieli już się zbierać, więc pożegnali się. Dziewczyny przebrały się, zmyły makijaż i uczesały z powrotem. Następnie wyszły z garderoby i wychodząc z budynku wsiadły do van'a razem z mblaq, którzy zawołali trainee do siebie. Całą drogę rozmawiali o występie, żartowali i śmiali się. Po drodze van zawoził wszystkich do domu. Kiedy Amanda była już na miejscu, pożegnała się z wszystkimi i już miała wchodzić do bloku, kiedy nagle kogoś zauważyła.
- Jungkook?! Co ty tutaj robisz? - zapytała zaskoczona Amanda.
- Przyszedłem się z tobą spotkać. Nie zastałem cię w garderobie, więc pomyślałem, że tutaj cię spotkam. To dla ciebie - wręczył jej bukiet kwiatów.
- Naprawdę to dla mnie?
- Od zespołu. Widzieliśmy twój występ. Byłaś świetna.
- Dziękuję. To bardzo miłe z waszej strony.
- Przejdziemy się?
- Pewnie - uśmiechnęła się. Spacerowali po okolicy rozmawiając na różne tematy. Po pewnym czasie Amanda specjalnie zmieniła temat odnośnie rodzeństwa. Pytała się go o jego rodzeństwo po czym zaczęła opowiadać o swoim bracie.
- Pamiętasz dobrze swoje brata?
- Tak. Był naprawdę uroczym dzieckiem. Tak naprawdę to my... wychowaliśmy się w domu dziecka. Pewnego dnia, kiedy byliśmy jeszcze mali jakaś rodzina zaadoptowała mojego brata. Tak bardzo za nim płakałam. Do tej pory pamiętam, jak mnie wołał. Nie chciał mnie opuścić. Bardzo za nim tęsknie .
- To przykre. Współczuję.
- Ponoć byliśmy trochę do siebie podobni.
- Myślisz, że kiedyś odnajdziesz brata noona?
- Myślę, że tak. Wiesz co, znamy się już trochę i czasami imprezowaliśmy - zaśmiali się - I tak się zastanawiam, znaczy... ach, nie ważne.
- Co?
- Nie, nic.
- No powiedz.
- Nie, to głupie.
- Nad czym się zastanawiałaś?
- Wiesz... bardzo przypominasz mojego młodszego brata.
- Naprawę?
- Tak - uśmiechnęła się - Czym częściej się z tobą widzę, to tym częściej wydaje mi się, jakbyś nim był ale tak naprawdę mnie po prostu nie pamiętasz. Bo w końcu jak byś miał mnie pamiętać? Byliśmy wtedy tacy mali.
- To miłe, że przypominam i twojego brata, ale nie jestem nim.
- Nawet macie tyle samo lat. Dziwny zbieg okoliczności.
- To prawda.
- Pamiętam, że kiedy był mały, zrobił sobie poważną ranę na ramieniu. Została mu po tym blizna.
- Blizna? - zapytał zaskoczony.
- Tak, blizna. Rana ciężko się goiła... Czy ty...?
- Nie, no co ty. Nie mam żadnej blizny - zaśmiał się.
- Powiedziałbyś mi?
- Tak, pewnie. Dlaczego miałbym nie powiedzieć? - zapytał nerwowo.
- Pokaż mi ramiona.
- Że co?!
- Proszę.
- Żartujesz sobie noona, prawda?
- Nie.
- Nie będę ci ramion pokazywać.
- Jestem pewna, że jesteś moim bratem.
- Nie jestem. Nigdy nie byłem adoptowany.
- A co jeżeli jednak? Jesteś tego pewien na 100%?
- Tak, jestem. Po resztą rodzice w końcu by mi o tym powiedzieli.
- Proszę tylko na chwilkę.
- Nie.
- Tylko zerknę. Chcę się upewnić.
- Noona, ja tylko go przypominam. Nie jestem twoim bratem.
- Nic mi po nim nie zostało. Jedynie wspomnienia. Bardzo za nim tęsknię. Proszę cię. Na pewno masz bliznę.
- Dobrze - przełknął nerwowo ślinę niepewnie odkrywając ramiona. Była w szoku, kiedy je zobaczyła. Łzy napłynęły jej do oczu.
- To nie możliwe - na ramionach nic nie było.
- Mówiłem.
- Ale ja... byłam pewna, że ty... nie. Jaka ja głupia jestem. Przepraszam.
- Nic się nie stało.
- Tak bardzo cię przepraszam - rozpłakała się i uciekła do dormu.
- Amando! Noona! - wołał za nia, lecz nie odwróciła se. Zapłakana biegła przed siebie prosto do dormu. Wpadła do środka i zamknęła się w salonie płacząc w poduszkę. Kookie dzwonił do niej kilka razy, lecz nie odbierała telefonu. Chłopcy szybko dowiedzieli się co się stało. Już jakiś czas opowiadała im z podekscytowaniem, że jestem tego pewna. Nawet oni zaczynali w to wierzyć, bo przecież byli do siebie tacy podobni, podobni się uśmiechali. Było im ją bardzo szkoda. Wszyscy mili nadzieję, że w końcu odnalazła jedynego członka rodziny. Przez cały czas spała, nie wychodziła z salonu, nie jadła, nie piła, nie myła się tak przez kolejne trzy dni. Zaczynali się o nią poważnie martwić. Nie chciała się z nikim widzieć, ani z nikim rozmawiać. Wzięła tydzień wolnego i leżał w domu codziennie płacząc w poduszkę. Była załamana. Straciła wszystko w co wierzyła.
Parę dni później, kiedy wszyscy z exo udali się do pracy, Amanda ostała sama w dormie. Tego dnia wieczorem rozpadało się. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Ignorowała to oglądają dalej telewizje, lecz ten ktoś był bardzo nachalny i cały czas dobijał się do drzwi. W końcu zdenerwowana podeszła o drzwi i otworzyła je. Jakie było jej zdziwienie, kiedy zobaczyła w drzwiach zmokniętego Kookiego.
- Co ty tutaj robisz?
- Chciałem się z tobą zobaczyć. Dzwoniłem do ciebie i pisałem, ale nie odbierałaś. Nawet nie odpisałaś.
-Przepraszam cię za tamto. Nie wiem co mnie wtedy napadło, ale teraz nie mam siły, żeby rozmawiać. Wybacz, ale muszę jeszcze skoń...
- Miałem zabieg - przerwał jej szybko.
- O czym ty mówisz?
- Usunąłem bliznę z ramienia, kiedy miałem piętnaście lat.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MBLAQ. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MBLAQ. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 18 stycznia 2015
poniedziałek, 22 grudnia 2014
EXO: Just say you love me rozdział 24 cz.2
Amanda podniosła swoją zapłakaną twarz do góry i z krwią na ustach spojrzała się swoimi mętnymi oczami na chłopaków.
- Zwariowaliście do reszty?! - wrzasnął Tao.
- Nic ci nie jest? - podszedł do niej Minseok pomagając jej wstać z podłogi.
- Nie, nic - wstała i wytarła krew z brody.
- Amando ja... - zaczęli się tłumaczyć, lecz nie słuchała ich. Jedynie spojrzała się na dwójkę z urazem.Nic więcej nie mówiąc chwiejnym krokiem poszła do łazienki po czym się w niej zamknęła. Rękoma oparła się o umywalkę i spojrzała się na siebie w lustrze. Je policzka były całe mokre od łez i czarne od rozmazanego makijażu, oczy były zaczerwienione, rzęsy pokrojone od łez, a usta i broda czerwone od krwi. Delikatnie dotknęła rozciętego miejsca i syknęła z bólu. Odkręciła kurek i kilka razy przemyła twarz zimną wodą. Nie zakręcając wodę z mokrą twarzą zsunęła się na podłogę opierając się o ścianę. Parę minut później ktoś zapukał do drzwi. Był to Suho.
- Wszystko w porządku? - nie odezwała się - Bierzesz prysznic? - tym razem również nic nie powiedziała. Zapadła cisza, po chwili drzwi się otworzyły. Suho wszedł do środka i zamknął drzwi. Zakręcił kurek i usiadł na podłodze obok Amandy. Dziewczyna nawet nie zareagowała. Nie ruszając się dalej wpatrywała się w ścianę. Nagle rzekła:
- Nie chcę, żeby tak się działo.
- Wiem.
- Nie chcę, żebyście się przeze mnie kłócili.
- Wiem.
- Trzeba było się z wami nie zaprzyjaźniać. Byłoby łatwiej.
- Żałujesz tego?
- ... Nie - spojrzała się na lidera.
- Dlaczego odtrąciłaś Sehun'a?
- Nie potrafię być z kimkolwiek z was. Za bardzo was lubię, żeby pozwolić na to, by któryś z was później przeze mnie cierpiał. Nie zasługuję na któregokolwiek z was... jesteście dla mnie za dobrzy.
- Czy... to jest związane z Fengiem? - spojrzała się na niego zaskoczona.
- Skąd taki pomysł? Ktoś ci coś powiedział?
- Nie, po prostu wiem, że często się z nim widujesz i pomyślałem, że to może przez niego tak twierdzisz, że to przez niego odpychasz innych od siebie. To prawda? Mam rację?
- Poniekąd tak.
- Jesteście razem?
- Nie.
- Więc, co on takiego ci zrobił, że nikogo nie chcesz do siebie przyjąć?
- To długa historia. Nie chcę za bardzo... o niej mówić, przepraszam.
- Nie przepraszaj, to zrozumiałe.
- Co mam zrobić z chłopakami?
- Zrób to co uważasz za słuszne.
- Ale ja nie wiem co powinnam zrobić. Nie wiem co jest słuszne, a co nie w takiej sprawie.
- Kochasz któregoś z nich?
- ... Nie wiem.
- Jak to nie wiesz?
- No nie wiem.
- Kogoś się kocha albo nie. Nie można nie wiedzieć co się czuje do drugiej osoby.
- Ale ja nie wiem. Nie mam pojęcia.
- Więc posłuchaj co ci mówi serce i dopiero wtedy... zdecyduj co masz zrobić. Nie powinnaś się bać miłości. I tak masz wielkie szczęście, że nie musisz się ukrywać z swoimi uczuciami - posmutniał momentalnie.
- Ukrywać? - powtórzyła nie rozumiejąc o co mu chodzi.
- Chodzi mi o to, że masz wielkie szczęście, że jesteś hetero. W Azji homoseksualizm nie jest akceptowany. Takie osoby są wytykane, dlatego muszą się ukrywać.
- Suho, czy ty jesteś...? - nie dokończyła, ponieważ piosenkarz spojrzał się na nią i lekko uśmiechając się przytaknął.
Następnego dnia, po południu Amanda i Natalia trenowały w swojej wytwórni z MBLAQ do występu. Ciężko pracowały, żeby wszystko dobrze wyszło, lecz i tak co chwilę trener wytykał im wszystkie błędy, które postąpiły. Nie przejmowały się nimi, lecz bacznie ich wysłuchiwały i starały się, żeby następnym razem do nich nie dopuścić. Kiedy wreszcie miały chwilę przerwy i mogły się napić zimnej wody, Amanda robiła to z trudem.
- Co ci się stało unnie?
- Ale co?
- No z twoją wargą. Jest przecięta i spuchnięta, a brodę masz siną.
- A oto ci chodzi? To nic takiego.
- Kto ci to zrobił?
- Nikt, uderzyłam się tylko.
- Unnie! Nie okłamuj mnie, przecież widzę, że sama tego nie mogłaś sobie zrobić. Powiedz mi co się stało. Kto cię uderzył? Feng?
- Co?! Weź, przestań. Feng mnie nigdy w życiu nie uderzył.
- Więc kto? Powiedz mi unnie.
- Luhan i Sehun, ale to przez przypadek. Zrobili to niechcący.
- Jak to?
- Szkoda gadać. Oni... - nagle zadzwonił telefon Natalii.
- Poczekaj chwilę - odebrała - Halo? ... Cześć oppa~! Co u ciebie? - od razu się uśmiechnęła - Wszystko dobrze... Nie, nic. A co?... No pewnie... nie mogę się doczekać, to do zobaczenia oppa~ Pa~ - rozłączyła się po czym schowała telefon z powrotem do kieszeni i zaczęła skakać oraz krzyczeć z radości.
- Co się stało? - zapytała zdziwiona - Niech zgadnę... Kai?
- TAK! Zaprosił mnie na randkę!
- Naprawę?!
- TAK! - obydwie zaczęły się cieszyć - Dzisiaj po treningu ma podejść pod wytwórnię po mnie.
- To świetnie!
- Nie mogę się doczekać - rzekła zachwycona - Wracamy na salę?
- No jasne.
- Zwariowaliście do reszty?! - wrzasnął Tao.
- Nic ci nie jest? - podszedł do niej Minseok pomagając jej wstać z podłogi.
- Nie, nic - wstała i wytarła krew z brody.
- Amando ja... - zaczęli się tłumaczyć, lecz nie słuchała ich. Jedynie spojrzała się na dwójkę z urazem.Nic więcej nie mówiąc chwiejnym krokiem poszła do łazienki po czym się w niej zamknęła. Rękoma oparła się o umywalkę i spojrzała się na siebie w lustrze. Je policzka były całe mokre od łez i czarne od rozmazanego makijażu, oczy były zaczerwienione, rzęsy pokrojone od łez, a usta i broda czerwone od krwi. Delikatnie dotknęła rozciętego miejsca i syknęła z bólu. Odkręciła kurek i kilka razy przemyła twarz zimną wodą. Nie zakręcając wodę z mokrą twarzą zsunęła się na podłogę opierając się o ścianę. Parę minut później ktoś zapukał do drzwi. Był to Suho.
- Wszystko w porządku? - nie odezwała się - Bierzesz prysznic? - tym razem również nic nie powiedziała. Zapadła cisza, po chwili drzwi się otworzyły. Suho wszedł do środka i zamknął drzwi. Zakręcił kurek i usiadł na podłodze obok Amandy. Dziewczyna nawet nie zareagowała. Nie ruszając się dalej wpatrywała się w ścianę. Nagle rzekła:
- Nie chcę, żeby tak się działo.
- Wiem.
- Nie chcę, żebyście się przeze mnie kłócili.
- Wiem.
- Trzeba było się z wami nie zaprzyjaźniać. Byłoby łatwiej.
- Żałujesz tego?
- ... Nie - spojrzała się na lidera.
- Dlaczego odtrąciłaś Sehun'a?
- Nie potrafię być z kimkolwiek z was. Za bardzo was lubię, żeby pozwolić na to, by któryś z was później przeze mnie cierpiał. Nie zasługuję na któregokolwiek z was... jesteście dla mnie za dobrzy.
- Czy... to jest związane z Fengiem? - spojrzała się na niego zaskoczona.
- Skąd taki pomysł? Ktoś ci coś powiedział?
- Nie, po prostu wiem, że często się z nim widujesz i pomyślałem, że to może przez niego tak twierdzisz, że to przez niego odpychasz innych od siebie. To prawda? Mam rację?
- Poniekąd tak.
- Jesteście razem?
- Nie.
- Więc, co on takiego ci zrobił, że nikogo nie chcesz do siebie przyjąć?
- To długa historia. Nie chcę za bardzo... o niej mówić, przepraszam.
- Nie przepraszaj, to zrozumiałe.
- Co mam zrobić z chłopakami?
- Zrób to co uważasz za słuszne.
- Ale ja nie wiem co powinnam zrobić. Nie wiem co jest słuszne, a co nie w takiej sprawie.
- Kochasz któregoś z nich?
- ... Nie wiem.
- Jak to nie wiesz?
- No nie wiem.
- Kogoś się kocha albo nie. Nie można nie wiedzieć co się czuje do drugiej osoby.
- Ale ja nie wiem. Nie mam pojęcia.
- Więc posłuchaj co ci mówi serce i dopiero wtedy... zdecyduj co masz zrobić. Nie powinnaś się bać miłości. I tak masz wielkie szczęście, że nie musisz się ukrywać z swoimi uczuciami - posmutniał momentalnie.
- Ukrywać? - powtórzyła nie rozumiejąc o co mu chodzi.
- Chodzi mi o to, że masz wielkie szczęście, że jesteś hetero. W Azji homoseksualizm nie jest akceptowany. Takie osoby są wytykane, dlatego muszą się ukrywać.
- Suho, czy ty jesteś...? - nie dokończyła, ponieważ piosenkarz spojrzał się na nią i lekko uśmiechając się przytaknął.
Następnego dnia, po południu Amanda i Natalia trenowały w swojej wytwórni z MBLAQ do występu. Ciężko pracowały, żeby wszystko dobrze wyszło, lecz i tak co chwilę trener wytykał im wszystkie błędy, które postąpiły. Nie przejmowały się nimi, lecz bacznie ich wysłuchiwały i starały się, żeby następnym razem do nich nie dopuścić. Kiedy wreszcie miały chwilę przerwy i mogły się napić zimnej wody, Amanda robiła to z trudem.
- Co ci się stało unnie?
- Ale co?
- No z twoją wargą. Jest przecięta i spuchnięta, a brodę masz siną.
- A oto ci chodzi? To nic takiego.
- Kto ci to zrobił?
- Nikt, uderzyłam się tylko.
- Unnie! Nie okłamuj mnie, przecież widzę, że sama tego nie mogłaś sobie zrobić. Powiedz mi co się stało. Kto cię uderzył? Feng?
- Co?! Weź, przestań. Feng mnie nigdy w życiu nie uderzył.
- Więc kto? Powiedz mi unnie.
- Luhan i Sehun, ale to przez przypadek. Zrobili to niechcący.
- Jak to?
- Szkoda gadać. Oni... - nagle zadzwonił telefon Natalii.
- Poczekaj chwilę - odebrała - Halo? ... Cześć oppa~! Co u ciebie? - od razu się uśmiechnęła - Wszystko dobrze... Nie, nic. A co?... No pewnie... nie mogę się doczekać, to do zobaczenia oppa~ Pa~ - rozłączyła się po czym schowała telefon z powrotem do kieszeni i zaczęła skakać oraz krzyczeć z radości.
- Co się stało? - zapytała zdziwiona - Niech zgadnę... Kai?
- TAK! Zaprosił mnie na randkę!
- Naprawę?!
- TAK! - obydwie zaczęły się cieszyć - Dzisiaj po treningu ma podejść pod wytwórnię po mnie.
- To świetnie!
- Nie mogę się doczekać - rzekła zachwycona - Wracamy na salę?
- No jasne.
* Hehe, zapomniała. (Amanda)*
Gdy nastąpił już wieczór, a dziewczyny skończyły trening na dziś wyszły z wytwórni tylnym wyjściem. Czekał tam już na Natalię Kai.
- Cześć oppa~
- Cześć Nats. O! Amanda? Cześć! Myślałem, że już wcześniej skończyłaś.
- Cześć! Jutro dopiero wcześniej skończę. No to do zobaczenia - pożegnała się z nimi i odeszła. Nagle Kai wyciągnął za pleców czerwoną różę. Nats była zaskoczona.
- T-to... dla mnie? - zająkała się.
- Tak - uśmiechnął się szeroko - Jak szedłem tutaj to przechodziłem obok kawiarni i ją zobaczyłem. Od razu pomyślałem wtedy o tobie, więc ją kupiłem. Podoba ci się?
- Jest piękna. Dziękuję - pocałowała go w policzek - Jesteś kochany - uśmiechnęła się. W tym momencie Kai przyciągnął ją do siebie i czule pocałował w usta.
sobota, 13 grudnia 2014
Dziewczyna Gangstera: Przepowiednia się spełniła Rozdział 28 THE END
Pomimo, że minął już okrągły miesiąc od zamieszkania Białego Kła w rezydencji Kikwang'a, to wciąż poszukiwali Dongwoon'a, by wszystko zakończyć. Kiedy wszyscy razem siedzieli w salonie i obmyślali nowy plan, nagle do pomieszczenia wpadł Seungho. Wszyscy spojrzeli się na niego oczekując jego wieści. Wtedy Joon zapytał:
- I jak? Informacja potwierdzona? - przytaknął zdyszany. Nie mogli w to uwierzyć. Poczuli ulgę i szczęście. Wreszcie udało im się odnaleźć kryjówkę Dongwoon'a.
- Więc jak? - podskoczył podekscytowany Kikwang - Biały Kieł znów wkracza do akcji? - zapytał oczekując odpowiedzi od lidera. Wszyscy spojrzeli się pytająco na Joon'a.
- A jak myślisz? - odpowiedział mu pytaniem na pytanie z lekkim uśmieszkiem. Wszyscy już wiedzieli jaka jest odpowiedź uśmiechając się znacząco.
- I to ja rozumiem stary! Biały Kieł znów wkracza do gry! - przybili sobie piątkę.
- Czy ja dobrze usłyszałam? - zapytała zaskoczona matka Kikwang'a, która w tym momencie stanęła w progu - Szykujecie się na nową akcję? Po tym wszystkim?!
- Mamo... odnaleźliśmy w końcu kryjówkę Dongwoon'a. Możemy go zaatakować, a on nawet się nie zorientuję. Nie możemy się teraz wycofać - po tych słowach stała bez słowa. Po krótkiej ciszy powiedziała:
- Chodźcie za mną... wszyscy - odwróciła się i zaczęła iść, a reszta ruszyła za nią. Szli przez długi korytarz pełen pięknych obrazów. Nagle skręcili w prawą stronę, lecz napotkał ich ślepy zaułek. Kobieta nagle się zatrzymała i odwróciła gwałtownie.
- Nie możecie przez cały czas się ukrywać i uciekać. Musicie działać. Los dał wam szansę na zakończenie tego wszystkiego. Nie zmarnujcie tej szansy - po chwili wcisnęła nos rzeźby do środka, a ściana się otworzyła. Za nią znajdował się bardzo jasny, oszklony pokój z mnóstwem broni i ładunków wybuchowych. Byli zachwyceni tym widokiem. Nigdy jeszcze nie widzieli w jednym miejscu tyle broni.
- Mamo, skąd to wszystko masz?
- Uzbierało się przez kilkanaście lat. Wiedziałam, że kiedyś nadejdzie dzień w który ci się to wszystko przyda. Wiedziałam, że podążysz naszą ścieżką.
- ... Skąd?
- Jesteś zupełnie jak swój ojciec - nagłe łzy napłynęły jej do oczu. Spojrzała się na niego zaszklonymi oczami i uśmiechając się rzekła - Byłby z ciebie dumny - W tym momencie Kikwang'owi zachciało się płakać.
- Dobra, mamy broń, znamy miejsce, ale nie mamy planu - powiedziała Hyuna. Wszyscy spojrzeli się na Mir'a.
- Dlaczego się na mnie tak patrzycie?
- Bo ty zawsze podsuwasz jakiś pomysł - wyjaśnił Hyunseung.
- W tym momencie nic nie wymyślę.
- Pozwól, że ci pomogę - zaoferował się Seungho uderzając go w głowę.
- Ała! Zgłupiałeś do reszty?! To... Mam pomysł - cały dzień układali plan oraz szykowali się na akcję. Gdy nastał wieczór, a każdy z nich był już uzbrojony z zakrytymi twarzami do połowy czarnymi chustami, Biały Kieł wskoczył do jednego z aut i od razu pojechali w wyznaczone miejsce. Zaparkowali auto trochę dalej od budynku. Był to jeden z najwyższych, szklanych wieżowców w stolicy. Wielka korporacja. Weszli do budynku obok. Pojechali windą na szczyt budynku. Gdy byli już na samej górze, jeszcze wbiegli schodami na dach.
- I co teraz? - zapytał Hyuseung.
- Skaczemy - wyjaśnił Mir. Jeden po drugim z chustami na twarzach rozpędzali się i przeskakiwali z dachu na dach. Po schodach zbiegli na dół i będąc już w środku zaczęli ostrożnie szukać Dongwoon'a. Idąc pustym korytarzem usłyszeli jakieś kroki. Stukot obcasów o podłogę. Wszyscy stanęli w gotowości. Przechodziła obok niska, drobna Koreanka ubrana w białą koszulę i długą, czarną spódnicę. Miała okulary na nosie i spięte w koka włosy. Seungho złapał ją i mocno trzymając, żeby nie uciekała, zasłonił jej usta dłonią. Przestraszona wpatrywała się w Białego Kła.
- Nie krzycz, a nie zginiesz, rozumiesz? - zapytał Joon. Przytaknęła - Wiesz gdzie jest Dongwoon? - przytaknęła - Masz nas do niego zaprowadzić i bez żadnych ucieczek, rozumiesz? - przytaknęła. Seungho puścił ją, a ona zaczęła iść prowadząc ich przez korytarz. Nagle stanęli przed wielkimi, drewnianymi drzwiami.
- To tutaj - rzekła. Hyoseung kopnął w drzwi otwierając je. Wszyscy wbiegli do środka wymierzając w Dongwoon'a broń. Nagle zorientowali się, że wbili się na jakąś konferencję międzynarodową. W wielkiej sali siedzieli przy stołach przedstawiciele różnych krajów, a obok Dongwoon'a stała Gayoon.
- Och, Joon... co za miła niespodzianka. Dobrze cię znowu widzieć. Kikwang? Wyszedłeś z kicia? Jestem pod wrażeniem. Brawo!... Panie i panowie, oto przed wami Biały Kieł - wszyscy byli w szoku.
- Idziesz z nami Dongwoon! - krzyknął Seungho.
- Hyymm... nie. Nie chce mi się.
- Jesteś tego taki pewien? - zapytała Hyuna.
- Wy naprawdę nie jesteście świadomi tego w co się właśnie wpakowaliście? - zapytał rozbawiony - Przed wami Francja, Włochy, Hiszpania, Meksyk, Rosja, Chiny, Japonia, RPA oraz Arabia Saudyjska - nikt nie wiedział o co chodzi oprócz Joona, który dopiero się zorientował.
- O kurwa... - wszyscy przedstawiciele wraz z swoją załogą wyciągnęli broń i wymierzyli w stronę Białego Kła.
- Zły dzień sobie wybraliście. Jak zawsze macie pecha - wszyscy otworzyli ogień, a Biały Kieł zaczął chować się za szafami i stołami odpowiadając ogniem z ukrycia. Rozpoczęła się wielka strzelanina przy której zmarło kilka osób.
- Dongwoon! - zawołał Kikwang - Widzę, że z Yakuzy nikt nie przybył! Co? Znowu cię zignorowali? To w końcu normalne! Nigdy nie byli po twojej stronie! Ale chyba już się do tego przyzwyczaiłeś, prawda?! - zaczął się śmiać.
- Zamknij się! - krzyknął zdenerwowany. Nagle przestraszona Gayoon, która schowała się pod biurkiem dotknęła swojego pistoletu i spojrzała się na Dongwoon'a.
- Niech wszyscy przestaną strzelać! - krzyknęła Gayoon - Albo go zabiję! - wszyscy spojrzeli się na nią, jak jedną ręką trzyma za kołnierz Dongwoon'a, a w drugiej trzyma pistolet przyłożony do jego głowy. Wstrzymali ogień.
- Zdrajczyni! Jak mogłaś?! Ty suko!
- Zamknij się! Zawsze cię nienawidziłam! Od dłuższego czasu czekałam, jak wreszcie Biały Kieł przyjdzie po ciebie i cię zabiję. Joon... przepraszam cię za to, że cię zraniłam. Tak bardzo mi przykro z tego powodu. Nigdy na ciebie nie zasługiwałam. Przepraszam cię za wszystko. A dziś nadszedł dzień wolności! - wyciągnęła z kieszeni granat i strzeliła w rurę z gazem robiąc w niej dziurę. Gaz zaczął z niego uchodzić - Uciekajcie! - otworzyła granat i wsadziła go sobie w usta rozstawiając ręce na boki z przechyloną głową do tyłu.
- Przez okno! - krzyknął Mir. Cały Biały Kieł wyskoczył przez okno z ostatniego piętra. Po chwili nastąpił wybuch. Lecieli w dół widząc jak budynek rozlatuje się na kawałki. Nagle każdy z nich wyciągnął z kieszeni automatyczny pistolet z liną i strzelili w budynek, dzięki czemu liny wbiły się w ściany, a oni w padli przez okna do środka. Każdy z nich wpadł przez inne okno, do innych pomieszczeń oraz pięter. Ściany oraz sufit zawalały się, a ogień rozprzestrzeniał się po budynku w błyskawicznym tępię. Nagle pod wieżowiec podjechały radiowozy na wieść, że Biały Kieł jest w środku, a tuż po nich przyjechały karetki i straż pożarna.
Mir przechodząc przez rozwalone ściany omijając ognia szukał pozostałych. Nagłe usłyszał jakieś krzyki.
- Pomocy! Niech mi ktoś pomoże!
- Seungho?! Gdzie jesteś?!
- Podążaj za moim głosem! - Mir zaczął biec potykając się o wszystko. Nagle zobaczył zasypanego przyjaciela pod stertą gruzu.
- Seungho! - podbiegł szybko.
- Jak dobrze, że mnie znalazłeś. Wyciągnij mnie spod tego.
- Jasne - Mir zaczął ściągać z Seungho cegły, kawałki szła oraz tynk. Trujące opary roznosiły się w powietrzu, było coraz goręcej, a ognia wciąż przybywało. Gdy odkrył już przyjaciela zobaczył, że jego ręka leży przygnieciona pod wielkimi kawałkami sufitu. Mir próbował je ściągnąć, lecz na próżno.
- Nie dam rady. Są za ciężkie.
- Idź Mir.
- Co?
- Powiedziałem idź.
- Mam cię tutaj zostawić samego?
- Ratuj się. Mnie i tak już nie uratujesz. Budynek zaraz się zawali. Musisz uciekać.
- Nie zostawię cię tutaj samego, rozumiesz? Jesteś moim przyjacielem. Nie dam ci zginąć, rozumiesz? - łzy napłynęły mu do oczu.
- Musisz żyć Mir! Uciekaj stąd!
- Nie! Nie zostawię cię! Jeżeli masz zginąć, to zginiemy razem! Jesteś moim przyjacielem! Jesteś bratem - płakał siłując się z kawałkami gruzu przygniatającego rękę Seungho. Tym czasem Hyuna leżała w budynku pod stertą gruzu nie mogąc się ruszać ledwo co oddychając.
- Pomocy! -krzyczała - Słyszy mnie ktoś? - nagle zobaczyła z daleka leżącego Hyoseung'a pod gruzem.
- Hyoseung! Oppa! Słyszysz mnie? Odezwij się! - chłopak nie ruszał się. Nagle łzy napłynęły do ich oczu widząc przygniecionego ukochanego, a wśród nich wszędzie był ogień.
- Hyuna? - wyszeptał na tyle głośno, że to usłyszała.
- Hyoseung! Słyszysz mnie?! Tutaj jestem! - chłopak ledwo co podniósł głowę do góry i spojrzał się na dziewczynę.
- Skarbie - powiedział - Nie mogę się ruszyć - rozpłakała się.
- My tu zginiemy oppa.
- Wiem.
- Nie chcę umierać.
- Nie umrzemy. Przeżyjemy to. Jak wyjdziemy z tego... to czy... wyjdziesz za mnie? - nie spodziewała się tego. Uśmiechnęła się przez łzy szczęśliwa.
- Tak, oppa. Chcę przeżyć z tobą całe moje życie.
- Kocham cię.
- Ja też cię kocham - w tym momencie mogli wyciągnąć tylko do siebie ręce i dotknął się jedynie koniuszkami palców.
- Boję się.
- Nie masz czego. Jestem przy tobie. Jak z tego wyjdziemy, to zamieszkamy razem z daleka od miasta w dużym domu. Skończysz studia, tak jak zawsze tego chciałaś i będziemy mieć gromadkę dzieci - płakała jeszcze bardziej, bo wiedziała, że tego nie dożyje.
Tym czasem już brudna i kulejąca Zinger wędrowała wśród rozwalonych pomieszczeń unikając ognia.
- Yoseob! - krzyczała rozpaczając, lecz nawet nic nie usłyszała. Była na pierwszym piętrze. Pod wszystkimi. Nagle przez wybite okno usłyszała skomlenie. Zmęczona podeszła powoli do okna i zobaczyła leżącego na ziemi Yoseoba. Kiedy wszyscy wyskoczyli z powrotem do budynku, dzięki liną, lina Yoseoba przerwała się w połowie lotu i spadł na beton. Przerażona ledwo wybiegła z budynku i podbiegła do ukochanego.
- Yoseob! Oppa! - rzuciła się przed nim na kolana - Skarbie wszystko w porządku? Co się stało? Spadłeś? - przytaknął. Łzy napłynęły jej do oczu - Możesz się ruszać? Podniosę cię. Muszę cię stąd zabrać - podczas próby podniesienia ukochanego, Yoseob jęknął z bólu. Nie mógł się ruszać. Wszystkie jego kości były połamane.
- Nie mogę cię tutaj tak zostawić. Potrzebujesz lekarza. Wezwę pomoc - już miała ruszyć, lecz złapał ją za dłoń i zatrzymał, jakby nalegał, żeby została - Słyszałam karetkę. Muszą być za budynkiem. Pobiegnę szybko po lekarza i zaraz wrócę, rozumiesz? - jedyną władającą ręką wciąż ją mocno trzymał za dłoń i patrzył się na nią dziwnym wzrokiem.
- Nie martw się oppa. Będziesz żyć, rozumiesz? Wszystko będzie dobrze, zobaczysz - łzy napłynęły mu do oczu. Kiedy to zobaczyła rozpłakała się jeszcze bardziej - Nie, nie. Proszę nie płacz. Wiem o czym teraz myślisz. Nie umrzesz, rozumiesz? Będziesz żyć. Ty musisz żyć - pocałowała go swymi brudnymi od popiołu ustami - Będzie dobrze. Nie patrz się tak na mnie. Nie możesz mnie zostawić! - nagle krew wypłynęła mu z ust. Najprawdopodobniej kości przebiły jego wnętrzności.
- Nie! Yoseob, skarbie - wycierała krew dłonią, lecz jej wciąż narastało. W pewnym momencie swoją prawą ręką dotknął swojej lewej piersi, a następnie powolnym ruchem ledwo dotknął jej lewej piersi.
- Ja też cię kocham Yoseob - uśmiechnęła się przez łzy.
- Ręce do góry! - usłyszeli za plecami Zinger z daleka. Był to policjant wymierzający pistolet w dziewczynę, lecz Zinger nawet się nie poruszyła. Wciąż uśmiechnięta głaskała zakrwawiony policzek ukochanego patrząc jak dławi się własną krwią. Pomimo tego, że umierał czuł się szczęśliwy, że mógł z nią być. Usłyszeli ponownie krzyk:
- Ręce do góry bo strzelam!
- Tak bardzo cię kocham oppa - nagle można było usłyszeć strzał. Kula przebiła klatkę piersiową dziewczyny na wylot. Przez uderzenie wygięła się w łuk do tyłu od strzału. Zerknęła na spływającą krew po jej ciele, a następnie spojrzała na wpatrujące się w nią oczy ukochanego.
- Będziemy żyć... ukochany - wyszeptała i po chwili upadła nieżywa na zmarłe ciało ukochanego.
Hyosung ranna przechodziła przez korytarze szukając wyjścia. Była na trzecim piętrze.
- Hyosung? - usłyszała za sobą.
- Mama? - zapytała zdziwiona widząc matkę z złamaniem otwartym - Mamo! - podbiegła do niej - O mój boże! Co ty tutaj robisz?
- Wiedziałam, że tutaj będziecie. Nie pamiętasz co ci wcześniej powiedziałam? ... To, że was dopadnę... ale nie dlatego wbiegłam do płonącego budynku. Szukałam cię. Bałam się o ciebie... przepraszam. Przepraszam cię za wszystko.
- Ja też cię przepraszam. Nie chciałam cię skrzywdzić. Przecież wiesz, że cię kocham.
- Też cię kocham Hyosung. Jesteś moją córką.
- Musimy stąd uciekać. Ten budynek się zaraz zawali.
- Masz rację - złapała matkę pod pachę i zaczęła iść w stronę schodów, lecz przez ogień schody rozwaliły się - Nie ma schodów. Nie wyjdziemy stąd. I co teraz? - za nimi znajdowało się okno. Hyosung podeszła wraz z matką pod okno. Japonka wychyliła się i zobaczyła straż pożarną.
- Hej! Tutaj! Pomocy! - zaczęła krzyczeć. Strażacy rozłożyli wielki, dmuchany materac.
- Nie damy rady was zabrać! Musicie skakać! - Hyosung posadziła matkę na parapecie.
- Nie skoczę bez ciebie.
- Nie martw się mamo. Skoczę zaraz po tobie - wypchnęła matkę. Pani Jeon wylądowała bezpiecznie na dmuchanym materacu.
- Hyosung! Teraz ty! - już miała wyskoczyć, lecz nagle usłyszała jakieś wołanie o pomoc. Był to Joon. Nie mogła go tam zostawić. Wróciła się, pomimo tego, że wiedziała, że może zginąć.
- Changsun! Changsun, gdzie jesteś?! - krzyczała ranna idąc między ogniem.
- Hyosung! - podbiegł do dziewczyny przytulając ją - Myślałem, że cię nie znajdę.
- Gdzie reszta?
- Nie wiem. Nikogo nie spotkałem.
- Musimy iść. Budynek zaraz się zawali. Tam za oknem czeka pomoc. Musimy uciekać.
- Biegnijmy - już mieli ruszać, gdy nagle ogień ich otoczył, a w podłodze zrobiła się jedna, wielka dziura - I co teraz?
- Nie wiem. Tam niczego nie ma?
- Schody się zawaliły.
- Jesteśmy w pułapce.
- Spłoniemy żywcem.
- Przepraszam cię Hyosung za to, że cię w to wpakowałem.
- Nie przepraszaj mnie. To nie twoja wina. Ja sama chciałam przystąpić do Białego Kła, pomimo twojego sprzeciwu, ale się nie posłuchałam.
- Mogłem wtedy coś zrobić. Nie pozwolić ci.
- Ale stało się. Nie odmienimy tego. Musisz wiedzieć, że i tak niczego nie żałuję. Niczego bym nie zmieniła. Nawet tego, że umrzemy.
- Już ci mówiłem, że jeżeli mamy umrzeć, to razem. Kocham cię.
- Ja też cię kocham Joon - złączyli się w pocałunku, a budynek zawalił się na nich. Z wieżowca została tylko kupa gruzu.
Załamana matka Jeon rozpłakała się krzycząc z rozpaczy za swoją córką. Przez cały miesiąc strażacy szukali zwłok wśród zawalonego budynku, lecz nic nie znaleźli. Lekarze stwierdzili, że zanim budynek się zawalił przez szybkość narastającego ognia zdążyli się wcześniej usmażyć i zostać popiołem. Nikt nigdy nie znalazł ciał członków Białego Kła.
Tego samego miesiąca, podczas poszukiwań, daleko za miastem Seul odbył się pogrzeb Zinger i Yoseob'a. Na pogrzeb przybyli wszyscy znajomi wraz z resztą Białego Kła. Wszyscy wyszli z tego cało. Gdy wieżowiec się zawalił, Yakuza zdążył ich stamtąd zebrać zanim zajęła się tym policja i straż pożarna. Yakuza jest ogromnym gankiem działającym na całym świecie nawet w Seulu. Kiedy dowiedzieli się, że Biały Kieł jest w niebezpieczeństwie od razu rzucili się im na ratunek. Nikt nie wie, że przeżyli. Jedynie na ciele Kikwang'a zostały duże blizny po poparzeniach, a Seungho stracił rękę. Wszyscy opłakiwali Zinger i Yoseob'a. Postanowili, że pochowią ich razem. Gdy pogrzeb się skończył Seungho, Mir, Hyuna, Kikwang, Hyoseung, Joon oraz Hyosung w czarnych strojach odchodzili spacerem.
- A więc nikt nie wie, że przeżyliśmy - powiedział Seungho.
- Co teraz zrobimy? - zapytała Hyuna.
- Nic -odrzekł Joon - Wreszcie mamy święty spokój. Teraz możemy w końcu zająć się własnym życiem. To koniec - wszyscy odeszli w swoją stronę żegnając się na koniec.
"Widzę długie i szczęśliwe życie u ukochanego z młodych lat i dwójkę dzieci "
" Widzę... ognisty wieczór, który zakończy wszystko. W dalekiej przyszłości ten dzień nastąpi, będziesz smutna, lecz twój smutek przerodzi się w radość i miłość."
"Widzę... więzienie i gruz. Czeka cię długie i szczęśliwe życie, lecz niebezpieczne. Nadejdzie dzień w który zakończy się wszystko co złe. "
"Stracisz rzecz, która jest dla ciebie bardzo ważna i niezbędna do życia."
"Umrzesz młodo, ale szczęśliwie."
KONIEC
*****************
Przyznaję się bez bicia, że kiedy pisałam ten ostatni rozdział, to pisałam go przez łzy. Za bardzo się do nich przyzwyczaiłam. Mam nadzieję, że się podobało i będziecie czytaj dalsze moje opowiadania.
poniedziałek, 20 października 2014
Dziewczyna Gangstera Rozdział 27 "To umrzemy razem"
Zostawili autobus na ulicy i dalszą drogę odbyli pieszo. Kikwang zabrał ich do swojej rezydencji. Zapadła już noc i zaczął padać deszcz.
- Daleko jeszcze? - zapytał Hyunseung.
- Zaraz będziemy na miejscu - odpowiedział. Nagle zobaczyli dom Kikwang'a. Podeszli do drzwi, a Koreańczyk zadzwonił do drzwi. Po chwili drzwi się otworzyły, a w nich stanął lokaj ubrany w piżamę.
- Kikwang?! - spojrzał się zaskoczony na zmokniętego młodzieńca.
- Możemy wejść? - mężczyzna spojrzał się na resztę.
- Jeszcze pytasz? Wejdźcie do środka - wpuścił ich do środka domu. Nagle pojawiła się starsza , pulchna, biała kobieta pytając:
- Mamy gości? - kiedy spojrzała się na Kikwang'a zaniemówiła, a po chwili rzuciła się na niego szczęśliwa. Była to pokojówka - Kikwang, skarbie! Jak dobrze cię znowu widzieć w domu! - przytuliła chłopaka. Nagle usłyszeli na schodach...
- Co tu tak głośno?! Dlaczego wy...? - kobieta stanęła jak wryta - Kikwang?
- Cześć mamo - zbiegła ze schodów i przytuliła syna - Tak bardzo się cieszę, że znowu cię widzę. Bałam się, że cię straciłam. Tęskniłam.
- Ja za tobą też tęskniłem mamo.
- Co tu tutaj robisz?... Uciekłeś?
- Ja ci mogę wszystko wytłumaczyć...
- Czy oni brali udział w ucieczce?
- Oni mi pomogli uciec.
- No nieźle. Jestem z was dumna.
- Mamo, nie mamy gdzie się podziać.
- Nie martwcie się niczym. Ja się wszystkim zajmę. Gabriela, zabierz młodzież do ich pokoi i daj im czyste, suche ubrania. Nie chcę, żeby się przeziębili.
- Dobrze proszę pani. Chodźcie ze mną. Pokaże wam, gdzie będziecie spać - wszyscy udali się za starszą kobietą oprócz Kikwang'a, który poszedł wraz z swoją matką. Dziewczyny spały osobno, a chłopcy osobno. Spali w dużych, jasnych, bogatych pokojach z dużymi, miękkimi łóżkami. Każdy z osobna wziął prysznic i przebrali się w ciepłe piżamy, a mokre, brudne ubrania zabrała Gabriela, która je uprała i wystawiła na całą noc do suszenia.
Następnego dnia, kiedy wyspali się i obudzili w pięknych pokojach, zobaczyli, że na szafach leżą ich czyste, suche ubrania oraz talerze z ciepłymi posiłkami i gorąca herbata. Tak bardzo cieszyli się na ten widok. Mała rzecz, a może tak cieszyć. Kiedy zjedli śniadanie, ubrali się i mniej więcej ogarnęli, wyszli z swych pokoi i zaczęli zwiedzać rezydencję, która była piękna. Matka Kikwang'a dorobiła się na rabunkach za młodu.
Cały dzień odpoczywali i bawili się. Grali w różne gry, wygłupiali się, biegali po całym domu ganiając się nawzajem, bawili się w berka, chowanego, bo w końcu i tak nie mogli nigdzie wychodzić, a nudziło im się, więc zaczęli się zachowywać, jak dzieci. W końcu nastała pora obiadu. Wszyscy zasiedli przy dużym, drewnianym, długim stole przykrytym białym obrusem i zastawiony porcelanową zastawą. Jedzenie było przepyszne. Składało się z dwóch ciepłych dań, przystawek oraz deseru. Nie zapominając o herbacie i gorącej czekoladzie z bitą śmietaną. Po obiedzie postanowili wyjść na dwór za dom. Seungho znalazł starą piłkę do nogi. Od razu przypomnieli sobie stare, dobre czasy, kiedy jeszcze chodzili razem do gimnazjum i nie musieli się niczym przejmować. Dziewczyny postanowiły, że też zagrają, pomimo, że nie potrafią. Grali godzinami, aż do wieczoru przy czym świetnie się bawili. Gra ta bardziej przypominała wygłupy, niż prawdziwą grę w piłkę nożną. Cieszyli się chwilą, bo jak dobrze zauważyli one szybko odchodzą.
Wieczorem po kolacji usiedli wszyscy razem w salonie przy rozpalonym kominku i włączonej, wolnej muzyce, która koiła i rozluźniała i zmęczone ciała. Zinger siedziała wtulona w Yoseoba, Hyuna wtulona w Hyunseung, a Hyosung w Joon'a. Mir widząc wszystkie trzy zakochane pary, powiedział:
- Czuję się samotny patrząc na was - odwrócił głowę w stronę Seungho i posłał mu oczko. Ten widząc to powiedział:
- Nawet się nie waż - wszyscy się zaśmiali. Natomiast Kikwang cały czas patrzył się na szczęśliwą Hyosung z Joon'em i cieszył się. Po chwili Joon zapytał się Hyosung:
- Mogę prosić do tańca?
- Pewnie - uśmiechnęła się. Złapali się za ręce i stanęli na środku salonu. Przytulili się do siebie i zaczęli powoli tańczyć.
- Joon...
- Tak?
- Boje się.
- Nie potrzebnie.
- A co, jeżeli będzie gorzej?
- Mieszkamy teraz w bogatej rezydencji świetnie się przy tym bawiąc z najlepszymi przyjaciółmi. Jesteśmy tutaj wszyscy razem, cali, zdrowi i bezpieczni. Nie masz się czego bać. Po prostu ciesz się chwilą, póki możesz.
- Masz rację. Nie mam się na razie czego obawiać. Tylko, że...
- Co?
- FBI nie da nam spokoju. Moja matka nie spocznie, dopóki nas nie złapie. Wiecznie nie będziemy tutaj bezpieczni.
- Dopóki ty i ja będziemy razem nic nam się nie stanie.
- A co jeżeli umrzemy?
- To umrzemy razem - pocałował ją czule w usta obejmując jej drobną twarz swymi dłońmi.
*************
Przepraszam, że takie krótkie, ale nie dałam rady nic więcej napisać, a obiecałam, że napiszę. Źle się czuję i jestem chora to dlatego.
- Daleko jeszcze? - zapytał Hyunseung.
- Zaraz będziemy na miejscu - odpowiedział. Nagle zobaczyli dom Kikwang'a. Podeszli do drzwi, a Koreańczyk zadzwonił do drzwi. Po chwili drzwi się otworzyły, a w nich stanął lokaj ubrany w piżamę.
- Kikwang?! - spojrzał się zaskoczony na zmokniętego młodzieńca.
- Możemy wejść? - mężczyzna spojrzał się na resztę.
- Jeszcze pytasz? Wejdźcie do środka - wpuścił ich do środka domu. Nagle pojawiła się starsza , pulchna, biała kobieta pytając:
- Mamy gości? - kiedy spojrzała się na Kikwang'a zaniemówiła, a po chwili rzuciła się na niego szczęśliwa. Była to pokojówka - Kikwang, skarbie! Jak dobrze cię znowu widzieć w domu! - przytuliła chłopaka. Nagle usłyszeli na schodach...
- Co tu tak głośno?! Dlaczego wy...? - kobieta stanęła jak wryta - Kikwang?
- Cześć mamo - zbiegła ze schodów i przytuliła syna - Tak bardzo się cieszę, że znowu cię widzę. Bałam się, że cię straciłam. Tęskniłam.
- Ja za tobą też tęskniłem mamo.
- Co tu tutaj robisz?... Uciekłeś?
- Ja ci mogę wszystko wytłumaczyć...
- Czy oni brali udział w ucieczce?
- Oni mi pomogli uciec.
- No nieźle. Jestem z was dumna.
- Mamo, nie mamy gdzie się podziać.
- Nie martwcie się niczym. Ja się wszystkim zajmę. Gabriela, zabierz młodzież do ich pokoi i daj im czyste, suche ubrania. Nie chcę, żeby się przeziębili.
- Dobrze proszę pani. Chodźcie ze mną. Pokaże wam, gdzie będziecie spać - wszyscy udali się za starszą kobietą oprócz Kikwang'a, który poszedł wraz z swoją matką. Dziewczyny spały osobno, a chłopcy osobno. Spali w dużych, jasnych, bogatych pokojach z dużymi, miękkimi łóżkami. Każdy z osobna wziął prysznic i przebrali się w ciepłe piżamy, a mokre, brudne ubrania zabrała Gabriela, która je uprała i wystawiła na całą noc do suszenia.
Następnego dnia, kiedy wyspali się i obudzili w pięknych pokojach, zobaczyli, że na szafach leżą ich czyste, suche ubrania oraz talerze z ciepłymi posiłkami i gorąca herbata. Tak bardzo cieszyli się na ten widok. Mała rzecz, a może tak cieszyć. Kiedy zjedli śniadanie, ubrali się i mniej więcej ogarnęli, wyszli z swych pokoi i zaczęli zwiedzać rezydencję, która była piękna. Matka Kikwang'a dorobiła się na rabunkach za młodu.
Cały dzień odpoczywali i bawili się. Grali w różne gry, wygłupiali się, biegali po całym domu ganiając się nawzajem, bawili się w berka, chowanego, bo w końcu i tak nie mogli nigdzie wychodzić, a nudziło im się, więc zaczęli się zachowywać, jak dzieci. W końcu nastała pora obiadu. Wszyscy zasiedli przy dużym, drewnianym, długim stole przykrytym białym obrusem i zastawiony porcelanową zastawą. Jedzenie było przepyszne. Składało się z dwóch ciepłych dań, przystawek oraz deseru. Nie zapominając o herbacie i gorącej czekoladzie z bitą śmietaną. Po obiedzie postanowili wyjść na dwór za dom. Seungho znalazł starą piłkę do nogi. Od razu przypomnieli sobie stare, dobre czasy, kiedy jeszcze chodzili razem do gimnazjum i nie musieli się niczym przejmować. Dziewczyny postanowiły, że też zagrają, pomimo, że nie potrafią. Grali godzinami, aż do wieczoru przy czym świetnie się bawili. Gra ta bardziej przypominała wygłupy, niż prawdziwą grę w piłkę nożną. Cieszyli się chwilą, bo jak dobrze zauważyli one szybko odchodzą.
Wieczorem po kolacji usiedli wszyscy razem w salonie przy rozpalonym kominku i włączonej, wolnej muzyce, która koiła i rozluźniała i zmęczone ciała. Zinger siedziała wtulona w Yoseoba, Hyuna wtulona w Hyunseung, a Hyosung w Joon'a. Mir widząc wszystkie trzy zakochane pary, powiedział:
- Czuję się samotny patrząc na was - odwrócił głowę w stronę Seungho i posłał mu oczko. Ten widząc to powiedział:
- Nawet się nie waż - wszyscy się zaśmiali. Natomiast Kikwang cały czas patrzył się na szczęśliwą Hyosung z Joon'em i cieszył się. Po chwili Joon zapytał się Hyosung:
- Mogę prosić do tańca?
- Pewnie - uśmiechnęła się. Złapali się za ręce i stanęli na środku salonu. Przytulili się do siebie i zaczęli powoli tańczyć.
- Joon...
- Tak?
- Boje się.
- Nie potrzebnie.
- A co, jeżeli będzie gorzej?
- Mieszkamy teraz w bogatej rezydencji świetnie się przy tym bawiąc z najlepszymi przyjaciółmi. Jesteśmy tutaj wszyscy razem, cali, zdrowi i bezpieczni. Nie masz się czego bać. Po prostu ciesz się chwilą, póki możesz.
- Masz rację. Nie mam się na razie czego obawiać. Tylko, że...
- Co?
- FBI nie da nam spokoju. Moja matka nie spocznie, dopóki nas nie złapie. Wiecznie nie będziemy tutaj bezpieczni.
- Dopóki ty i ja będziemy razem nic nam się nie stanie.
- A co jeżeli umrzemy?
- To umrzemy razem - pocałował ją czule w usta obejmując jej drobną twarz swymi dłońmi.
*************
Przepraszam, że takie krótkie, ale nie dałam rady nic więcej napisać, a obiecałam, że napiszę. Źle się czuję i jestem chora to dlatego.
sobota, 11 października 2014
Dziewczyna Gangstera Rozdział 26 "Więzienie"
" Wyrok w imieniu Korei Południowej, sąd okręgowy po rozpoznaniu sprawy Lee Kikwang'a uznaje go za winnego zarzucanego mu czynu i wymierza mu karę dożywocia."
2 lata później
Przez ostatnie dwa lata, Biały Kieł przesiadywał na jednej z Japońskich wsi w celu wyszkolenia nowicjuszy. Podczas ich pobytu u Hiroshiego sensei i jego córki Aiko wiele się wydarzyło. Mianowicie Hyosung i Changsun wreszcie poddali się miłości, a Zinger i Yoseob podczas święta świetlików wyznali wzajemnie sobie uczucia, które uciszali przez kilka lat. Hiroshi sensei w dość krótkim czasie wyszkolił Hyosung, Hyunę i Hyunseung'a, ponieważ doszły ich słuchy, że FBI namierza położenie Białego Kła w Japonii. Dla dobra sensei'a i całej wioski, postanowili, że zakończą trening na tym etapie i odejdą wracając z powrotem do Seulu. Syn szefa japońskiego gangu, Yakuza pomógł im przepłynąć przez morze bez żadnych problemów. Gdy udało im się wrócić do Korei od razu kupili bilety na pociąg, który natychmiast po ich powrocie zawiózł ich do stolicy. Nie wiedząc, gdzie się podziać, wynajęli trzy pokojowe mieszkanie w centrum z widokiem na miasto z ostatnich pieniędzy, jakie mieli. Kiedy przespali się pierwszą noc w swoim nowym mieszkaniu, następnego dnia, Joon wraz z Yoseob'em i Mir'em pojechali do klubu, który wcześniej należał do Joon'a. Budynek został zamknięty i oznaczony. Weszli do środka i zmierzali w kierunku swojej dawnej kryjówki. Przejrzeli wszystko. W środku nie było niczego.
- Zabrali wszystko - powiedział Mir.
- A co z sejfem? - zapytał Joon.
- Pusto.
- Kurwa... zostaliśmy z niczym. Nie ma pieniędzy, ani broni - nagle Yoseob zareagował na ostatnie słowo. Zaczął się dziwnie rozglądać po pustym pomieszczeniu. Podszedł do jednej z ścian i wcisnął kafelek, który posłużył jako guzik. Nagle cała ściana, jakby się otworzyła, a za nią znajdowało się małe pomieszczenie z białymi, podświetlanymi pułkami, a na nich znajdowała się broń.
- Zapasowa broń? - zapytał zdziwiony Mir.
- Całkiem o tym zapomniałem - rzekł Joon - Może jednak nie zostaliśmy z niczym?
- Wciąż w dobrym stanie - napisał.
- Myślisz, że wystarczy ? - zapytał Mir.
- Tak, musi. Myślę, że damy radę. Uda się. Bierzcie broń i pakujcie do walizek.
Przez ostatni tydzień, Biały Kieł szykował się do nowej akcji. Postanowili zrobić zamach na więzienie.
Po tym tygodniu, wieczorem Zinger ubrała się w seksowną, czerwoną, skąpą sukienkę , którą oczywiście wcześniej ukradła w drogim sklepie z pomocą Seungho, kory powyłączał kamery i czujniki. Wystrojona pojechała na dyskotekę i wkradła się na piętro dla vipów. Tam spotkała starszego mężczyznę, ubranego w specjalny, policyjny uniform wyższej rangi. Był on jej ofiarą. Zalotnie przywitała się z nim i spędzili razem noc w klubie. Upijając go, wrzuciła mu tabletkę gwałtu do alkoholu i czekała jak zacznie działać. Kiedy widziała, że robi się lekko oszołomiony wyszeptała mu parę zboczonych rzeczy i łapiąc go za rękę zabrała go do męskiej ubikacji. Gwałtownie wrzucił ją do pustej kabiny i zaczął ją dotykać całując po szyi. W momencie, kiedy wkładał dłonie pod jej sukienkę stracił przytomność.
- No w końcu - powiedziała do siebie. Szybko go złapała i posadziła na muszli, a następnie zaczęła go przeszukiwać. W końcu znalazła jego portfel w którym znajdowały się dokumenty, pieniądze i przepustka - Jest! - zabrała portfel i wybiegła z klubu zmierzając w stronę mieszkania. Weszła do środka i widząc wszystkich zgromadzonych w salonie pokazała im portfel. Ucieszyli się.
Następnego dnia z rana, Joon i Yoseob pojechali do więzienia i zaczęli go oglądając z każdej strony robiąc budynkowi zdjęcia telefonem.
- Zrobiłeś? - zapytał. Yoseob przytaknął - Wracamy. Nie ma czasu - cały dzień szykowali się na nadchodzące wydarzenie. Wieczorem tego samego dnia, Zinger podkradła się na tyły zabudowanego budynku. Wspięła się sprawnie po drzewie na samą górę i rozejrzała się jak wygląda obecna sytuacja.
- Dziewczyny, słyszycie mnie? - zapytała przez mikrofalówkę.
- Głośno i wyraźnie - odpowiedziała Hyuna.
- Idźcie na zachodnią stronę. Tam jest pusto.
- Zgoda - Hyuna wraz z Hyosung podbiegły na zachodnią część, metalowego płotu, gdzie kombinerkami wycięły dziurę, by wejść na teren więzienia. Pierwsza przeczołgała się Hyosung, a następnie podniosła płot do góry, by Hyuna mogła sprawnie się przedostać na drugą stronę. Szybko podbiegły do budynku chowając się za jedną ze ścian, by nie zauważono z wierzy.
- Dziewczyny, odbiór.
- Tak?
- Dwóch mężczyzn spaceruje po boisku. Są blisko was. Uważajcie.
- Zrozumiano - Hyosung powoli wychyliła się za ściany, by mniej więcej sprawdzić ich położenie. Zinger cały czas dokładnie obserwowała całe zdarzenie. Zobaczyła, jak dwaj mężczyźni idą w ich stronę z bronią. Miał już ich ostrzec, ale za późno. Było tylko słychać dźwięk wystrzeliwanej broni.
- Dziewczyny? Dziewczyny! Wszystko w porządku? Odezwijcie się - odpowiedziała jej tylko cisza. Zastanawiała się co się tam stało. Nagle za budynku wyszła Hyuna z Hyosung przebrane w uniformy ochrony, które były troszkę za duże. Kamień spadł jej z serca. Obydwie trzymając broń w rękach szły w stronę wejścia do środka. Nagle zobaczyły, jak pod bramę podjeżdża kuloodporny autobus który prowadził Yoseob. Zatrzymał się przed bramą i podał przepustkę, dzięki której mógł wjechać na teren więzienia. Przepustka została zatwierdzona i oddana, a następnie brama się otwarła. Yoseob podjechał pod budynek. Drzwi autobusu otworzyły się, a z niego wysiadł Hyunseung, Seungho i Joon'em. Dziewczyny przykuły im nadgarstki i jeden za drugim szedł posłusznie do środka.
- Gdzie ich uniformy? - zapytała kobieta w recepcji widząc jak wchodząc do środka.
- Jeszcze ich nie mają. Dopiero co przyjechali - powiedziała Hyuna
- Skąd?
- Tej informacji na nie podano. Mamy ich tylko tutaj wprowadzić do tymczasowej celi.
- Dobra, pierwsze drzwi po lewej. Zaraz do was ktoś przyjdzie i się wszystkim zajmie. Zostaną pobrane odciski palców i odebrane rzeczy - przytaknęły.
- Idziemy! Nie obijać się! - wydarła się na nich Hyuna i szybko zaprowadziły ich do tymczasowej celi w której mieli czekać na uniformy. Weszli do środka i zamknęli drzwi.
- Za mocno wykręciłaś mi nadgarstki - marudził Joon do Hyosung.
- Przepraszam. Bardzo boli?
- To mnie kręci.
- Debil! - uderzyła go w głowę.
- Skupcie się! - zareagował Seungho.
- Rozkujcie nas - Hyuna wyciągnęła klucze i rozkuła im nadgarstki.
- Hyunseung, masz mapę? - zapytał Seungho.
- W kieszeni.
- Udało wam się? - zapytała Hyosung.
- Mir włamał się do komputera i wydrukował mapę budowy więzienia. Dzięki niej będziemy wiedzieć w którym kierunku się udać - wyjaśnił Joon.
- Dobra, bierzemy się za robotę - ogłosiła Hyuna. Seungho stanął na stół i wyciągając nóż z kieszeni odkręcił śrubki z kratki i wszedł do środka klimatyzacji. Po chwili pomógł wskoczyć Joon'owi i Hyunseung'owi.
- Uważajcie na siebie chłopcy - powiedziała Hyosung
- Hyunseung oppa, nie daj się złapać, proszę.
- Nie martw się skarbie. Wrócę, obiecuję- wyszły z pomieszczenia i napotkały się z mężczyzną, który miał zająć się chłopakami. Zaskoczone zatrzymały się.
- Przyszedłem do nowy więźniów.
- Więźniów? - zapytała zdziwiona Hyuna.
- Jakich więźniów?
- Dostałem zgłoszenie, że przybyli nowi więźniowie przez was przyprowadzonych. Musze przejść przez selekcję.
- Tam nie ma żadnych więźniów - rzekła Hyuna.
- Jak to? - zapytał zaskoczony po czym wszedł do środka i zobaczył puste pomieszczenie z otwartą klimatyzacją - Uciekli!
- Przecież przyjaciółka mówiła, że więźniów nie ma.
- Co?! - Hyosung zamachnęła się i uderzyła mężczyznę z całej siły z pięści w twarz, przez co cofnął się do tyłu, a krew popłynęła mu z nosa. Próbował jej oddać, lecz Hyuna złapała go za rękę, wykręciła go i uderzyła nim o ścianę przez co stracił przytomność. Ściągnęły z niego marynarkę i rozdzierając ją na pół związały mu ręce i nogi, a skarpetką zatkały usta po czym zostawiły go w środku zamykając drzwi. Tym czasem Seungho, Joon i Hyunseung szli gęsiego na czworaka przez ścianą wentylację. Starali się iść powoli i po cichu, żeby nikt ich nie usłyszał, że są w środku.
- Hyunseung, wyciągnij mapę i mów w którą stronę iść - rzekł Joon. Chłopak wyciągnął z kieszeni mapę i wyznaczał im drogę. Skręcili w prawo, a następnie w lewo, gdzie napotkali roztaj dróg.
- W którą teraz?
- Seungho, ty idziesz w prawo, a ja z Joon'em w lewo.
- Który szyld? - zapytał Seungho.
- Drugi.
- Widzimy się później. Nie dajcie się zabić - rozstali się. Kawałek drogi dalej Hyunseung zaglądając do środka przez szyld wentylacyjny, zauważył, że pomieszczenie jest puste, więc ściągną szyld i wskoczył do środka, a Joon zabierając mapę poszedł dalej. Hyunseung przystawił krzesło do klamki, żeby nikt nie wszedł do środka. Usiadł przed monitory kamer. Tym czasem Seungho znalazł drugi szyld wentylacyjny, lecz niestety w środku było dwóch mężczyzn. Powoli ściągnął kratkę i wskoczył do środka. Podszedł do jednego od tyłu i skręcił mu kark, a drugiego zastrzelił. Zrzucił ochroniarza z krzesła i usiadł. Było to miejsce z którego zarządzało się wszystkimi celami i z którego miało się widok na wszystkie te cele.
* Mogłem ich nie zabijać... trudno. ( Seungho)*
Wcisnął jeden z guzików powodując, że wszystkie cele nagle się otworzyły. Zdziwieni więźniowie powoli zaczęli wychodzić z swoich celi. Wśród nich był także Kikwang. Nagle usłyszeli pisk włączającego się radia.
- Bóg dał wam drugą szansę. To czas, żebyście zmienili swoje życie. Czas rewolucji i buntu. Jesteście wolni.
- Seungho? - zapytał sam siebie zdziwiony Kikwang spoglądając na okno siedziby. Zauważając przyjaciela uśmiechnął się. Po chwili przybiegli ochroniarze.
- Wracać do swoich celi! - więźniowie rozpoczęli bunt rzucając się na ochroniarzy. Każdy bił się z każdym. Chłopak zaczął uciekać.
- Kikwang! - usłyszał znajome wołanie. Odwrócił się i zobaczył biegnącą w jego stronę dziewczynę.
- Hyosung? - rzuciła mu się w ramiona.
- Jak dobrze znów cię zobaczyć.
- Co się tutaj dzieje?
- Przyszliśmy cię uwolnić. Masz - podała mu broń - i chodź - złapała go za rękę i zaczęła biec. Wbiegli na jeden z korytarzy - Oppa! - krzyknęła. Nagle szyld wentylacyjny spadł na
ziemię, a w suficie zobaczyli twarz Joon'a.
- Szybko po mnie przyszliście.
- Lepiej później niż wcale - wisząc z sufitu podał mu ręce - Za wysoko - Hyosung nachyliła się i składając dłonie wystawiła je, żeby na nie wskoczył.
- Żartujesz?
- Nie mamy innego wyjścia. Wskakuj!
- Jestem za ciężki.
- Zamknij się wreszcie i wskakuj! Nie mamy czasu! - Kikwang niepewnie staną na dłoniach Japonki i chwycił się rąk przyjaciela, następnie Joon łapiąc go wciągnął go na górę.
- Dobra, teraz ty - rzekł Joon. Nagle usłyszał strzały zmierzone w kierunku Hyosung, które trafiły w jej lewe ramię odrzucając ją do tyłu - Hyosung! - pobiegła szybko trochę dalej chowając się za ścianą i mocno złapała się za krwawiące ramię.
- Nic mi nie jest!
- Wszystko w porządku?
- To nic takiego! - wyciągnęła pistolet i strzeliła w kierunku policjantów - Uciekajcie!
- A co z tobą?!
- Mi nic nie będzie! Dam sobie radę! Uciekajcie! Szybko, póki jeszcze czas! Będę was osłaniać! - zaczęli uciekać, a policja słysząc ludzi nad sobą zaczęli do nich strzelać robiąc dziury w tekturowym suficie. W tym momencie wychyliła się i jednego z nich zastrzeliła. Drugi widząc martwego kolegę z pracy strzelił w stronę dziewczyny. Nagle stracił amunicję. Japonka wyskoczyła próbując go zastrzeli, lecz ona też straciła amunicję. Przerażony wziął nogi za pas. Wtedy podbiegła do niego i podskakując do góry kopnęła go w plecy. Odbił się od ściany. Złapała go za rękę i przerzuciła przez ramię. Nagle podbiegł kolejny. Uderzyła go z łokcia w brzuch przez co schylił się z bólu. Wykręciła mu ręce zastawiając się jego ciałem. Policja zamiast jej zastrzeliła swojego kolegę. Wyciągnęła z jego kieszeni pistolet i postrzeliła dwóch pozostałych. Z bólu oparła się o ścianę i trzymając się za ramię próbowała zatrzymać cieknącą krew. Po chwili usłyszała kolejne strzały. Zmęczona wymierzyła broń przed siebie. Wybiegła Hyuna. Odetchnęła z ulgą.
- Hyosung! - podbiegła do przyjaciółki - Jesteś ranna.
- Prawie bym cię zabiła.
- Wybacz - oderwała kawałek materiału z koszuli martwego mężczyzny i zawinęła jej ramię ściskając mocno ranę. Syknęła z bólu - Przepraszam. Spotkałaś Kikwang'a?
- Tak, Joon go zabrał. Mam nadzieję, że nic im się nie stało - tym czasem Kikwang i Joon uciekali wentylacją.
- Wiesz którędy idziemy?
- Tak, teraz w lewo - wyskoczyli pierwszy, lepszym wyjściem.
Znaleźli się w dużym pomieszczeniu, gdzie przesiadywało czterech policjantów z FBI.
- Pani Jeon?!
- Changsun?!
- No nie! Znowu kurwa ona?!
- Strzelać! - rozkazała, a trzech pozostałych wykonało polecenie. Szybko schowali się za kanapą.
- Co ona tutaj robi?
- Nie mam pojęcia - rzekł Joon.
- Nie sądziłem, że znowu się zobaczymy.
- Przecież jesteśmy przyjaciółmi. Jesteś dla mnie jak brat, Kikwang- nagle usłyszeli za sobą, jak ktoś wpada do środka i zaczyna strzelać. Była to Zinger z Hyuną. Hyuna złapała za krzesło i uderzyła panią Jeon z całej siły w głowę przez co straciła przytomność.
- W samą porę. Skąd wiedziałyście, że tutaj jesteśmy? - zapytał Changsun.
- Hyunseung obsługuje kamery - rzekła Hyuna. Obydwoje się odwrócili i spojrzeli na kamerę, która była zwrócona w ich kierunku i pomachali do niej.
- Kikwang oppa, witaj znowu w drużynie - powiedziała ucieszona Zinger.
- Też was dobrze widzieć - uśmiechnął się.
- Gdzie Hyosung?
- Poszła z Seungho po Yoseob'a - powiedziała Hyuna - Idziemy - wybiegli biegnąc w stronę wyjścia. Pod budynkiem stał autobus, którym wcześniej przyjechali. Weszli do środka i odjechali. Nagle za nimi wybiegła matka Hyosung.
- Zatrzymać ich! Nie dajcie im uciec! Zamknąć bramę! Szybko! - jeden z ochroniarzy słysząc polecenie szefowej zaczął biec w kierunku budki i wcisnął guzik. Brama powoli zaczęła się zamykać.
- Nie zdążymy! - krzyknął Seungho.
- Zdążymy! - odpowiedział mu Hyunseung - Prawda? - odwrócił się w stronę Yoseoba, który skupiony przyspieszył. Udało im się w ostatniej chwili miażdżąc bramę.
- Nie! - krzyknęła oburzona pani Jeon. Zaczęła biec za autobusem i już miała strzelać, kiedy nagle zobaczyła ranną Hyosung. Zatrzymała się.
- Udało się skarbie! Tak się cieszę! - krzyknęła szczęśliwa Zinger całując w policzek Yoseob'a.
- Mnie coś ominęło? - zapytał Kikwang Joona - Joon? - odwrócił się nie słysząc odpowiedzi. Zobaczył swojego przyjaciela siedzącego obok rannej ukochanej.
- Wszystko w porządku? Bardzo boli?
- Nie, troszeczkę.
- Tak bardzo się o ciebie bałem. Myślałem, że cię stracę.
- Mnie się tak łatwo nie pozbędziesz - zaśmiała się.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też - po chwili pocałowali się, a Kikwang widząc tą cała scenę stał jak zamurowany. Nie sądził, że doczeka się takiego widoku, że oni jednak będą razem. Jednak pomimo tego uśmiechnął się czując szczęście przyjaciół.
*********
Podobało się? Mam nadzieję, że częściej będziecie komentować moje ff. Przepraszam, ale nie dałam wczoraj rady napisać o exo. Od teraz każdy nowy rozdział "Just say you love me" będzie w każdą niedzielę.
*********
Podobało się? Mam nadzieję, że częściej będziecie komentować moje ff. Przepraszam, ale nie dałam wczoraj rady napisać o exo. Od teraz każdy nowy rozdział "Just say you love me" będzie w każdą niedzielę.
poniedziałek, 6 października 2014
Dziewczyna Gangstera Rozdział 25 "Świetliki"
Nagle zadzwonił dzwonek na lekcje. Wszyscy uczniowie weszli do klasy i usiedli na swoje miejsca. Po chwili weszła do sali nauczycielka, mówiąc:
- Dzień dobry - wszyscy na jej widok od razu wstali i przywitali się - Usiądźcie. Teraz sprawdzę obecność, dobrze? - przytaknęli. Jakieś dwie minuty później, ktoś zapukał do drzwi - Proszę wejść! - zakomunikowała. Drzwi otworzyły się, a w nich stanął młody, czarno włosy, trzynastoletni chłopak. Od razu zwrócił uwagę reszty klasy. Chłopak podszedł bez żądnego słowa do biurka nauczycielki i wręczył jej kartkę.
- Co to jest? -zapytała. Wzięła kartkę i szybko ją przeczytała - Ach! To ty jesteś tym nowym uczniem, prawda? - przytaknął - Posłuchajcie teraz wszyscy. To jest nowy uczeń i wasz nowy kolega w klasie. Nazywa się Yang Yoseob. Yoseob jest niemową, więc proszę was o wyrozumiałość. Mam nadzieję, że się razem zaprzyjaźnicie i pomożecie nowemu koledze zaaklimatyzować się w nowej szkole.
- Dobrze - odpowiedziała chórem klasa.
- Yoseob, znajdź sobie jakieś miejsce i usiądź proszę - chłopak rozejrzał się i zauważył wolne miejsce na samym końcu klasy przy oknie. Od razu tam usiadł - Jesteś pewien, że właśnie tam chcesz siedzieć? - zapytała troskliwie. Przytaknął - No dobrze. Rozpakuj się i zaczynamy lekcje - uśmiechnęła się po czym napisała temat na tablicy. Na przerwie, chłopak zwracał sobą uwagę innych przez to, że jest nowy.
- Dziwny jest ten nowy - powiedział Seungho.
- Dlaczego? - zapytał Kikwang
- Cały czas siedzi sam i izoluje się od innych - rzekł Mir.
- Trudno mu będzie zawrzeć jakieś znajomości, jeżeli będzie się tak zachowywał - wyjaśniła Jieun.
- Raczej trzeba go zrozumieć. Jest tutaj nowy i nikogo nie zna. W dodatku nie mówi, więc mu jest tym bardziej trudno - powiedział Changsun.
- Mam pomysł! - zakomunikował Dong woo - Może zaprośmy nowego na piłkę nożną? - zaproponował, lecz wszyscy chłopcy zaprotestowali - No, ale dlaczego nie?
- Po co kogoś nowego brać do drużyny? - zapytał Mir.
- A co jak nie umie grać? To zły pomysł - rzekł Seungho.
- A mi się ten pomysł podoba - powiedział Changsun - Nie dowiemy się, jak z nami nie zagra. Nic złego się nie stanie, jak dołączy do nas nowy do drużyny. Powinno być fajnie.
- No to jak? Idziemy go zapytać? - zapytał Dong woo.
- Pewnie. Idziecie z nami chłopaki? - zapytał. Przytaknęli z niechęcią i od razu podeszli do nowego siedzącego samemu na ławce. Z daleka było widać jego zaskoczenie, lecz z uśmiechem przytaknął. Po lekcjach wszyscy zebrali się na szkolnym boisku w strojach do gry i zaczęli grać. Zinger z Jieun siedziały tym czasem na miejscach widowni i oglądały jak grają przyjaciele.
- Co sądzisz o tym nowym? - zapytała z ciekawością Jieun.
- A co mogę o nim sądzić? Wydaje się być sympatyczny.
- Podoba ci się?
- Co?!
- Podoba ci się!
- Nie prawda!
- Prawda~! Widzę jak się czerwienisz - zaśmiała się.
- Jak możesz?!
- Oj no nie złość się tak. Tak tylko pytam. Powinnaś do niego zagadać.
- A co jak nie uda mi się z nim właśnie pogadać?
- Oj daj spokój! Jakoś musi się komunikować z innymi, prawda?
- No tak...
- Więc co ci szkodzi?
- Wstydzę się.
- Nasza Hana się zauroczyła~
- Nienawidzę cię za to.
- Hahaha! - widać było, że Yoseob dobrze się bawił z chłopakami. Dwie godziny później wszyscy poszli pod prysznic. Kiedy chłopak był już umyty i ubrany, zabrał swoje rzeczy i wyszedł. Nagle zobaczył uciekającą w powietrzu kartkę, a za nią biegnącą trzynastoletnią Hanę. Po chwili karta ta utknęła na drzewie, a zawiedziona Hana stanęła przed nim nie wiedząc jak go stamtąd ściągnąć. W tym momencie Yoseob wkroczył do akcji. Podszedł do drzewa na którym utknęła kartka i wspiął się na górę.
- Uważaj na siebie - powiedziała Hana, lecz Yoseob sprawnie sobie z tym poradził, po czym zszedł z drzewa i podał dziewczynie odzyskaną zgubę.
- Dziękuję - powiedziała u kłaniając się - Ty jesteś Yoseob? Ten nowy, prawda? - zapytała, lecz jedynie uśmiechając się przytaknął - Ja nazywam się Jung Hana, ale wszyscy mówią do mnie Zinger. Miło mi cię poznać - uśmiechnęła się. Nagle chłopak zaczął jej coś pokazywać w języku migowym - Przepraszam, ale nic nie rozumiem. Niestety, nie znam języka migowego. Przykro mi - po chwili wyciągnął z plecaka kartkę i długopis. Zaczął coś pisać.
- Mi ciebie też miło poznać. Chodzimy razem do klasy, prawda? - napisał na kartce.
- Tak, prawda.
- Wiedziałem, że cię skądś kojarzę. Widziałem cię w klasie.
- Jak podoba ci się nasza szkoła? Ludzie tutaj są dla ciebie mili?
- Szkoła jest całkiem fajna, ale wciąż się jeszcze w niej gubią, a ludzi tutaj jeszcze za dobrze nie znam niestety.
- Nie martw się. Na pewno poznasz jeszcze wszystkich. Dzisiaj już poznałeś chłopaków i mnie, prawda?
- No tak, też prawda. Powiedziałabyś mi trochę coś o waszej paczce?
- Więc, Mir jest najgłupszy z nas wszystkich. Cały czas by tylko jadł i się wygłupiał, ale trzeba przyznać, że jest zabawny. Seungho jest najstarszy z nas wszystkich. Ma lekki dystans do ludzi i na początku może się wydawać zimny i oschły, ale tak naprawdę jest bardzo miły i sympatyczny. Można się z nim śmiało dogadać. Changsun i Dong woo są jak dwie krople wody. Są najlepszymi przyjaciółmi. Znają się od małego. Ich rodzice bardzo dobrze się znają. Obydwoje są bardzo fajni i z chęcią pomagają innym. Są bardzo gadatliwi i towarzyscy. Jieun może wydawać się być zarozumiała i wredna, ale jest fajna.
- A ty?
- Ja?... hymm... Nie umiem za bardzo siebie opisać, ale mam nadzieję, że lepiej się poznamy i wtedy będziesz wiedział jaka naprawdę jestem - nagle podbiegli do nich reszta grupy.
- Zinger! Idziesz?! - krzyknął Kikwang
- Tak! Już do was dołączam!... muszę już iść. To do jutra.
- Do jutra - Yoseob już miał iść w przeciwną stronę, kiedy nagle zatrzymał go Changsun.
- A ty gdzie idziesz? Nie chcesz iść z nami na miasto?
- A mogę? - napisał.
- Pewnie, że tak. Chodź z nami. Będzie fajnie - od tamtego momentu Yoseob dołączył do ich nienormalnej zgrai i stali się najlepszymi przyjaciółmi.
- Dzisiaj jest święto świetlików! - krzyknął Mir.
- Co to jest święto świetlików? - zapytał Hyunseung.
- Święto świetlików to stare, japońskie święto, które jest zawsze świętowane na wsiach i w małych miasteczkach - wyjaśniła Hyosung.
- Będzie mnóstwo jedzenia!
- Stragany, różne zabawy - mówiła Zinger.
- Fajerwerki - napisał Yoseob.
- Takie święta zawsze świętuje cała wioska. Jest całkiem fajnie - rzekł Seungho.
- Zbierają się wszystkie rodziny, przyjaciele oraz zakochani - powiedział Joon patrząc się na Hyosung, która uśmiechnęła się do niego.
- A co wy się tak do siebie uśmiechacie? - zapytała Zinger - Czyżby coś się wydarzyło?
- Mieliśmy wam później o tym powiedzieć, ale ja i Joon jesteśmy parą.
- Co?! - krzyknęli chórem.
- Od kiedy? - zapytał Hyunseung.
- Od wczorajszego wieczoru - wyjaśnił Changsun.
- Wiedziałam, że w końcu będziecie razem! - krzyknęła ucieszona Hyuna - Wiedziałam, że jesteście sobie przeznaczeni! To takie romantyczne~ Wasze serce połączyły się razem i BUM! Eksplozja miłości - wszyscy zaczęli się śmiać. Wieczorem wszyscy przebrali się w tradycyjne kimono, a dziewczyny spięły włosy i piękne koki. Kiedy wszyscy byli już gotowi to udali się razem w stronę wioski. Już z daleka można było usłyszeć grającą muzykę. Rzeczywiście wszystko wyglądało niesamowicie. Różne stragany, kolorowe lampiony, grająca muzyka, zapach pysznego jedzenia unoszące się w powietrzu.
- O! Wróżby! - krzyknęła Hyuna - Chodźcie, zrobimy sobie - każdy z nich po kolei miał wybrać patyczek i po kolei wrzucać go do ognia. Na początku była podekscytowana Hyuna. Wybrała podłużny patyczek i wrzuciła go do ogniska. Starsza kobieta obserwowała jak pęka patyczek.
- Widzę długie i szczęśliwe życie u ukochanego z młodych lat i dwójkę dzieci - następna była Zinger.
- Widzę... ognisty wieczór, który zakończy wszystko. W dalekiej przyszłości ten dzień nastąpi, będziesz smutna, lecz twój smutek przerodzi się w radość i miłość - kolejna była Hyosung.
- Widzę... więzienie i gruz. Czeka cię długie i szczęśliwe życie, lecz niebezpieczne. Nadejdzie dzień w który zakończy się wszystko co złe.
- Yoseob! Seungho! Mir! Chodźcie zróbcie sobie wróżbę - powiedziała Zinger.
- Nie dzięki. Nie wierzę w takie rzeczy - powiedział Mir.
- To chociaż wy. Co wam szkodzi? - po krótkich przekonaniach dziewczyn w końcu Seungho i Yoseob zgodzili się. Pierwszy z nich był Seungho.
- Stracisz rzecz, która jest dla ciebie bardzo ważna i niezbędna do życia.
- Nie rozumiem.
- Penis! - krzyknął Mir.
- Jak ja cię zaraz zabiję ty mały gnoju! - zdenerwowany rzucił się na Mir'a.
- Teraz ty Yoseob - zachęciła go Zinger. Chłopa wybrał patyczek i wrzucił go do ognia.
- Hymmm... umrzesz młodo, ale szczęśliwie - przestraszył się.
- To już brzmi niebezpiecznie - powiedziała Hyuna.
- Pewnie i tak one się nie spełnią, więc nie ma co się martwić - powiedział Joon.
- O nie! Zapomniałam zabrać z domu pieniędzy - powiedziała Hana - Muszę się wrócić.
- Jest już ciemno. Przez las sama nie pójdziesz. Jest niebezpiecznie - powiedziała Hyosung.
- Niebezpiecznie? Nie takie rzeczy się robiło.
- Yoseob z tobą pójdzie - powiedział Changsun - Razem będzie wam raźniej.
- No dobra. To co, idziemy? - zapytała. Przytaknął - No to my idziemy. Zaraz wrócimy. Nie czekajcie na nas - a gdzieś tam w tle Seungho dusił Mir'a. Yoseob wziął latarkę i poszli w kierunku ciemnego lasu. Las nocą wydawał się być przerażający. Szli blisko siebie świecą latarką przed siebie. Nagle usłyszeli jakiś szelest w krzakach.
- Co to było? - zapytała przestraszona Hana.
- Boisz się? - napisał.
- Ja? Chyba sobie żartujesz! Słyszałeś to? Coś tam jest! - schowała się za plecami przyjaciela. Po chwili z krzaków wybiegł zając.
- To tylko zając - odetchnęła z ulgą. Yoseob zaśmiał się - Nie śmiej się ze mnie! - uderzyła go w ramię przez co latarka upadła i wyłączyła się. Zapadła ciemność, a krzyk Zinger zadzwonił w ich uszach. Chłopak szybko podniósł latarkę i włączył ją świecą na przyjaciółkę, która stała skulona ze strachu.
- Może ja wezmę ją - podał jej do ręki urządzenie. Poszli dalej rozmawiając - Pamiętasz jak pytałeś się mnie czy się z tobą umówię, a ja wtedy się zgodziłam? Można teraz powiedzieć, jakbyśmy byli na... randce - spojrzał się na nią będąc w szoku. Uśmiechnęła się zawstydzona.
- Pamiętasz jak się poznaliśmy? - napisał.
- Jak mogłabym zapomnieć? Pomogłeś mi zdjąć z drzewa mój referat na angielski. Pomagając mi skaleczyłeś się wtedy w kolano.
- Zorientowaliśmy się dopiero jak byliśmy w kawiarni.
- Tak, to prawda. Jieun na widok twojej krwi zemdlała. To było zabawne - zaśmiali się - Tęsknię za nią. Tak dużo nas dzieliło.
- Nie mogę uwierzyć, że to wszystko się tak skończyło. To przykre. Mając trzynaście lat nie wiedzieliśmy, że życie tak bardzo nas rozdzieli.
- Chciałabym, żeby wróciły tamte czasy. Czasy w których razem się śmialiśmy i bawiliśmy. Wy graliście w piłkę nożną na boisku, a ja z Jieun malowałyśmy paznokcie. Kiedy Dong woo był nierozłączny z Changsunem. Kiedy Kikwang wszystkim dokuczał robiąc razem z Mirem innym psikusy. Czasy w których byliśmy jeszcze dziećmi i przyjaźniliśmy się. Wszystko się zmieniło.
- Nie wszystko.
- Naprawdę? Co takiego?
- Wciąż mnie zawstydzasz - zaśmiała się radośnie - Lubię cię.
- Co? N-naprawę? - przytaknął. Przystanęła będą w szoku. Stanęła naprzeciwko Yoseoba - Wiesz co jeszcze się nie zmieniło?... To... że wciąż jesteś moją szkolną miłością - przełknęła nerwowo ślinę. Chłopak złapał ją za ręce przez co świecili na swoje twarze. Byli wpatrzeli w siebie. Nagle zaczęli się powoli zachylać w swoich kierunkach. Kiedy ich twarze dzieliły milimetry światło latarki zgasło. Po krótkiej chwili pojawił się mały świetlik, który powoli latach wokół nich, a za nim pojawiło się tysiące innych świetlików, które rozświetliły ich złączone usta.
- Dzień dobry - wszyscy na jej widok od razu wstali i przywitali się - Usiądźcie. Teraz sprawdzę obecność, dobrze? - przytaknęli. Jakieś dwie minuty później, ktoś zapukał do drzwi - Proszę wejść! - zakomunikowała. Drzwi otworzyły się, a w nich stanął młody, czarno włosy, trzynastoletni chłopak. Od razu zwrócił uwagę reszty klasy. Chłopak podszedł bez żądnego słowa do biurka nauczycielki i wręczył jej kartkę.
- Co to jest? -zapytała. Wzięła kartkę i szybko ją przeczytała - Ach! To ty jesteś tym nowym uczniem, prawda? - przytaknął - Posłuchajcie teraz wszyscy. To jest nowy uczeń i wasz nowy kolega w klasie. Nazywa się Yang Yoseob. Yoseob jest niemową, więc proszę was o wyrozumiałość. Mam nadzieję, że się razem zaprzyjaźnicie i pomożecie nowemu koledze zaaklimatyzować się w nowej szkole.
- Dobrze - odpowiedziała chórem klasa.
- Yoseob, znajdź sobie jakieś miejsce i usiądź proszę - chłopak rozejrzał się i zauważył wolne miejsce na samym końcu klasy przy oknie. Od razu tam usiadł - Jesteś pewien, że właśnie tam chcesz siedzieć? - zapytała troskliwie. Przytaknął - No dobrze. Rozpakuj się i zaczynamy lekcje - uśmiechnęła się po czym napisała temat na tablicy. Na przerwie, chłopak zwracał sobą uwagę innych przez to, że jest nowy.
- Dziwny jest ten nowy - powiedział Seungho.
- Dlaczego? - zapytał Kikwang
- Cały czas siedzi sam i izoluje się od innych - rzekł Mir.
- Trudno mu będzie zawrzeć jakieś znajomości, jeżeli będzie się tak zachowywał - wyjaśniła Jieun.
- Raczej trzeba go zrozumieć. Jest tutaj nowy i nikogo nie zna. W dodatku nie mówi, więc mu jest tym bardziej trudno - powiedział Changsun.
- Mam pomysł! - zakomunikował Dong woo - Może zaprośmy nowego na piłkę nożną? - zaproponował, lecz wszyscy chłopcy zaprotestowali - No, ale dlaczego nie?
- Po co kogoś nowego brać do drużyny? - zapytał Mir.
- A co jak nie umie grać? To zły pomysł - rzekł Seungho.
- A mi się ten pomysł podoba - powiedział Changsun - Nie dowiemy się, jak z nami nie zagra. Nic złego się nie stanie, jak dołączy do nas nowy do drużyny. Powinno być fajnie.
- No to jak? Idziemy go zapytać? - zapytał Dong woo.
- Pewnie. Idziecie z nami chłopaki? - zapytał. Przytaknęli z niechęcią i od razu podeszli do nowego siedzącego samemu na ławce. Z daleka było widać jego zaskoczenie, lecz z uśmiechem przytaknął. Po lekcjach wszyscy zebrali się na szkolnym boisku w strojach do gry i zaczęli grać. Zinger z Jieun siedziały tym czasem na miejscach widowni i oglądały jak grają przyjaciele.
- Co sądzisz o tym nowym? - zapytała z ciekawością Jieun.
- A co mogę o nim sądzić? Wydaje się być sympatyczny.
- Podoba ci się?
- Co?!
- Podoba ci się!
- Nie prawda!
- Prawda~! Widzę jak się czerwienisz - zaśmiała się.
- Jak możesz?!
- Oj no nie złość się tak. Tak tylko pytam. Powinnaś do niego zagadać.
- A co jak nie uda mi się z nim właśnie pogadać?
- Oj daj spokój! Jakoś musi się komunikować z innymi, prawda?
- No tak...
- Więc co ci szkodzi?
- Wstydzę się.
- Nasza Hana się zauroczyła~
- Nienawidzę cię za to.
- Hahaha! - widać było, że Yoseob dobrze się bawił z chłopakami. Dwie godziny później wszyscy poszli pod prysznic. Kiedy chłopak był już umyty i ubrany, zabrał swoje rzeczy i wyszedł. Nagle zobaczył uciekającą w powietrzu kartkę, a za nią biegnącą trzynastoletnią Hanę. Po chwili karta ta utknęła na drzewie, a zawiedziona Hana stanęła przed nim nie wiedząc jak go stamtąd ściągnąć. W tym momencie Yoseob wkroczył do akcji. Podszedł do drzewa na którym utknęła kartka i wspiął się na górę.
- Uważaj na siebie - powiedziała Hana, lecz Yoseob sprawnie sobie z tym poradził, po czym zszedł z drzewa i podał dziewczynie odzyskaną zgubę.
- Dziękuję - powiedziała u kłaniając się - Ty jesteś Yoseob? Ten nowy, prawda? - zapytała, lecz jedynie uśmiechając się przytaknął - Ja nazywam się Jung Hana, ale wszyscy mówią do mnie Zinger. Miło mi cię poznać - uśmiechnęła się. Nagle chłopak zaczął jej coś pokazywać w języku migowym - Przepraszam, ale nic nie rozumiem. Niestety, nie znam języka migowego. Przykro mi - po chwili wyciągnął z plecaka kartkę i długopis. Zaczął coś pisać.
- Mi ciebie też miło poznać. Chodzimy razem do klasy, prawda? - napisał na kartce.
- Tak, prawda.
- Wiedziałem, że cię skądś kojarzę. Widziałem cię w klasie.
- Jak podoba ci się nasza szkoła? Ludzie tutaj są dla ciebie mili?
- Szkoła jest całkiem fajna, ale wciąż się jeszcze w niej gubią, a ludzi tutaj jeszcze za dobrze nie znam niestety.
- Nie martw się. Na pewno poznasz jeszcze wszystkich. Dzisiaj już poznałeś chłopaków i mnie, prawda?
- No tak, też prawda. Powiedziałabyś mi trochę coś o waszej paczce?
- Więc, Mir jest najgłupszy z nas wszystkich. Cały czas by tylko jadł i się wygłupiał, ale trzeba przyznać, że jest zabawny. Seungho jest najstarszy z nas wszystkich. Ma lekki dystans do ludzi i na początku może się wydawać zimny i oschły, ale tak naprawdę jest bardzo miły i sympatyczny. Można się z nim śmiało dogadać. Changsun i Dong woo są jak dwie krople wody. Są najlepszymi przyjaciółmi. Znają się od małego. Ich rodzice bardzo dobrze się znają. Obydwoje są bardzo fajni i z chęcią pomagają innym. Są bardzo gadatliwi i towarzyscy. Jieun może wydawać się być zarozumiała i wredna, ale jest fajna.
- A ty?
- Ja?... hymm... Nie umiem za bardzo siebie opisać, ale mam nadzieję, że lepiej się poznamy i wtedy będziesz wiedział jaka naprawdę jestem - nagle podbiegli do nich reszta grupy.
- Zinger! Idziesz?! - krzyknął Kikwang
- Tak! Już do was dołączam!... muszę już iść. To do jutra.
- Do jutra - Yoseob już miał iść w przeciwną stronę, kiedy nagle zatrzymał go Changsun.
- A ty gdzie idziesz? Nie chcesz iść z nami na miasto?
- A mogę? - napisał.
- Pewnie, że tak. Chodź z nami. Będzie fajnie - od tamtego momentu Yoseob dołączył do ich nienormalnej zgrai i stali się najlepszymi przyjaciółmi.
- Dzisiaj jest święto świetlików! - krzyknął Mir.
- Co to jest święto świetlików? - zapytał Hyunseung.
- Święto świetlików to stare, japońskie święto, które jest zawsze świętowane na wsiach i w małych miasteczkach - wyjaśniła Hyosung.
- Będzie mnóstwo jedzenia!
- Stragany, różne zabawy - mówiła Zinger.
- Fajerwerki - napisał Yoseob.
- Takie święta zawsze świętuje cała wioska. Jest całkiem fajnie - rzekł Seungho.
- Zbierają się wszystkie rodziny, przyjaciele oraz zakochani - powiedział Joon patrząc się na Hyosung, która uśmiechnęła się do niego.
- A co wy się tak do siebie uśmiechacie? - zapytała Zinger - Czyżby coś się wydarzyło?
- Mieliśmy wam później o tym powiedzieć, ale ja i Joon jesteśmy parą.
- Co?! - krzyknęli chórem.
- Od kiedy? - zapytał Hyunseung.
- Od wczorajszego wieczoru - wyjaśnił Changsun.
- Wiedziałam, że w końcu będziecie razem! - krzyknęła ucieszona Hyuna - Wiedziałam, że jesteście sobie przeznaczeni! To takie romantyczne~ Wasze serce połączyły się razem i BUM! Eksplozja miłości - wszyscy zaczęli się śmiać. Wieczorem wszyscy przebrali się w tradycyjne kimono, a dziewczyny spięły włosy i piękne koki. Kiedy wszyscy byli już gotowi to udali się razem w stronę wioski. Już z daleka można było usłyszeć grającą muzykę. Rzeczywiście wszystko wyglądało niesamowicie. Różne stragany, kolorowe lampiony, grająca muzyka, zapach pysznego jedzenia unoszące się w powietrzu.
- O! Wróżby! - krzyknęła Hyuna - Chodźcie, zrobimy sobie - każdy z nich po kolei miał wybrać patyczek i po kolei wrzucać go do ognia. Na początku była podekscytowana Hyuna. Wybrała podłużny patyczek i wrzuciła go do ogniska. Starsza kobieta obserwowała jak pęka patyczek.
- Widzę długie i szczęśliwe życie u ukochanego z młodych lat i dwójkę dzieci - następna była Zinger.
- Widzę... ognisty wieczór, który zakończy wszystko. W dalekiej przyszłości ten dzień nastąpi, będziesz smutna, lecz twój smutek przerodzi się w radość i miłość - kolejna była Hyosung.
- Widzę... więzienie i gruz. Czeka cię długie i szczęśliwe życie, lecz niebezpieczne. Nadejdzie dzień w który zakończy się wszystko co złe.
- Yoseob! Seungho! Mir! Chodźcie zróbcie sobie wróżbę - powiedziała Zinger.
- Nie dzięki. Nie wierzę w takie rzeczy - powiedział Mir.
- To chociaż wy. Co wam szkodzi? - po krótkich przekonaniach dziewczyn w końcu Seungho i Yoseob zgodzili się. Pierwszy z nich był Seungho.
- Stracisz rzecz, która jest dla ciebie bardzo ważna i niezbędna do życia.
- Nie rozumiem.
- Penis! - krzyknął Mir.
- Jak ja cię zaraz zabiję ty mały gnoju! - zdenerwowany rzucił się na Mir'a.
- Teraz ty Yoseob - zachęciła go Zinger. Chłopa wybrał patyczek i wrzucił go do ognia.
- Hymmm... umrzesz młodo, ale szczęśliwie - przestraszył się.
- To już brzmi niebezpiecznie - powiedziała Hyuna.
- Pewnie i tak one się nie spełnią, więc nie ma co się martwić - powiedział Joon.
- O nie! Zapomniałam zabrać z domu pieniędzy - powiedziała Hana - Muszę się wrócić.
- Jest już ciemno. Przez las sama nie pójdziesz. Jest niebezpiecznie - powiedziała Hyosung.
- Niebezpiecznie? Nie takie rzeczy się robiło.
- Yoseob z tobą pójdzie - powiedział Changsun - Razem będzie wam raźniej.
- No dobra. To co, idziemy? - zapytała. Przytaknął - No to my idziemy. Zaraz wrócimy. Nie czekajcie na nas - a gdzieś tam w tle Seungho dusił Mir'a. Yoseob wziął latarkę i poszli w kierunku ciemnego lasu. Las nocą wydawał się być przerażający. Szli blisko siebie świecą latarką przed siebie. Nagle usłyszeli jakiś szelest w krzakach.
- Co to było? - zapytała przestraszona Hana.
- Boisz się? - napisał.
- Ja? Chyba sobie żartujesz! Słyszałeś to? Coś tam jest! - schowała się za plecami przyjaciela. Po chwili z krzaków wybiegł zając.
- To tylko zając - odetchnęła z ulgą. Yoseob zaśmiał się - Nie śmiej się ze mnie! - uderzyła go w ramię przez co latarka upadła i wyłączyła się. Zapadła ciemność, a krzyk Zinger zadzwonił w ich uszach. Chłopak szybko podniósł latarkę i włączył ją świecą na przyjaciółkę, która stała skulona ze strachu.
- Może ja wezmę ją - podał jej do ręki urządzenie. Poszli dalej rozmawiając - Pamiętasz jak pytałeś się mnie czy się z tobą umówię, a ja wtedy się zgodziłam? Można teraz powiedzieć, jakbyśmy byli na... randce - spojrzał się na nią będąc w szoku. Uśmiechnęła się zawstydzona.
- Pamiętasz jak się poznaliśmy? - napisał.
- Jak mogłabym zapomnieć? Pomogłeś mi zdjąć z drzewa mój referat na angielski. Pomagając mi skaleczyłeś się wtedy w kolano.
- Zorientowaliśmy się dopiero jak byliśmy w kawiarni.
- Tak, to prawda. Jieun na widok twojej krwi zemdlała. To było zabawne - zaśmiali się - Tęsknię za nią. Tak dużo nas dzieliło.
- Nie mogę uwierzyć, że to wszystko się tak skończyło. To przykre. Mając trzynaście lat nie wiedzieliśmy, że życie tak bardzo nas rozdzieli.
- Chciałabym, żeby wróciły tamte czasy. Czasy w których razem się śmialiśmy i bawiliśmy. Wy graliście w piłkę nożną na boisku, a ja z Jieun malowałyśmy paznokcie. Kiedy Dong woo był nierozłączny z Changsunem. Kiedy Kikwang wszystkim dokuczał robiąc razem z Mirem innym psikusy. Czasy w których byliśmy jeszcze dziećmi i przyjaźniliśmy się. Wszystko się zmieniło.
- Nie wszystko.
- Naprawdę? Co takiego?
- Wciąż mnie zawstydzasz - zaśmiała się radośnie - Lubię cię.
- Co? N-naprawę? - przytaknął. Przystanęła będą w szoku. Stanęła naprzeciwko Yoseoba - Wiesz co jeszcze się nie zmieniło?... To... że wciąż jesteś moją szkolną miłością - przełknęła nerwowo ślinę. Chłopak złapał ją za ręce przez co świecili na swoje twarze. Byli wpatrzeli w siebie. Nagle zaczęli się powoli zachylać w swoich kierunkach. Kiedy ich twarze dzieliły milimetry światło latarki zgasło. Po krótkiej chwili pojawił się mały świetlik, który powoli latach wokół nich, a za nim pojawiło się tysiące innych świetlików, które rozświetliły ich złączone usta.
niedziela, 21 września 2014
Dziewczyna Gangstera Rozdział 24 " Pocałunek"
Każdego dnia ciężko trenowali. Dzień w dzień. Od świtu do nocy. Biegali, skakali, wspinali się, pływali, medytowali. Sensei wciąż ćwiczył ich wytrzymałość, siłę fizyczną, jak i ducha, lecz nie sztuki walki, aż w końcu Hyoseung zapytał się podczas obiadu:
- Kiedy zaczniemy się uczyć sztuk walki?
- W swoim czasie - odpowiedział spokojnie.
- To znaczy kiedy?
- Kiedy będziecie na to gotowi - codziennie pytał się senseia:
- Kiedy zaczniemy walczyć?
- Jak będziecie gotowi - następnego dnia.
- Jesteśmy już gotowi.
- Jeszcze nie.
- A teraz?
- Nie.
- A teraz?
- Nie.
- Już?
- Nie.
- Już?
- Jeszcze nie - pytał tak każdego dnia.
- Już?
- Mniej gadania, więcej roboty - po tych kilku dniach, sensei postanowił, że jego uczniowie zaczną pomagać innym. Na przykład pomagali przy transporcie drewna do budowy domu. Drewniane belki znajdowały się w lesie przy rzece, a dom, który miał zostać zbudowany znajdował się po drugiej stronie rzeki. Ich zadaniem było przenieś drewniane belki na drugą stronę rzeki. Dobierali się po dwie osoby. Brali po jednej belce i kładli je na swoje ramiona. Przechodząc na drugą stronę, woda sięgała im do ramion. W dodatku było to z samego rana przy wietrzej pogodzie, więc fale uderzały o ich ciała. Kilka razy się potykali i wylądowywali pod wodą z osłabnięcia. Pracowali tak przez pół dnia. Przez kolejne pół dnia pomagali przy budowie domu. Następnego dnia, pomagali w wiosce, kiedy przyjechała ciężarówka z skrzyniami. Każdy z osobna wyciągał skrzynię z pojazdu i zanosił ją do sklepu, a na koniec jeszcze pomagali przy odpakowywaniu skrzyń. Innym razem zaś pomagali przy budowie mostu podczas burzowej nocy. Mimo ciężkiej pracy, która niesamowicie ich wykańczała cała trójka, zaczęła w końcu rozumieć, jak ich czyny dużo znaczą dla innych. Mimo tego, że byli zmęczenie pocieszał ich fakt, że ludzie są im za to wdzięczni i dziękują im z uśmiechniętą twarzą, a nawet częstują ich różnymi smakołykami. Kolejnego dnia sensei ćwiczył ich wzrok. Każdy z nich stał pomiędzy dwoma belkami, które miały po bokach dwa, rozgrzane pręty. Mieli stać w miejscu nie ruchomo i podążać wzrokiem za rozbijanym wahadełkiem, który stał przed każdym z nich. Mieli to zrobić w taki sposób, żeby wciąż widzieć wahadełko, które się coraz bardziej rozbujało i nie oparzyć nagrzanymi prętami, które były na wysokości ich skroni. Niestety, czym wyżej wahadełko się rozbujało, tym mniej je widzieli stojąc w miejscu i odruchowo przekręcali głowy oparzając się. Ćwiczyli to każdego dnia. Tym czasem Zinger udała się z Yoseobem do wioski, by kupić kilka produktów. Kiedy kupili to co trzeba, spacerkiem wracali do domu. Przez całą drogę rozmawiali. Yoseob napisał:
- Jak z twoją nogą?
- Już wszystko dobrze. Szybko się zagoiła.
- To dobrze, że z twoją nogą już w porządku. Martwiłem się.
- Niepotrzebnie oppa. To przecież nie pierwszy raz. Za każdym razem daję sobie radę.
- Ale ja po prostu nie lubię patrzeć, jak dzieje ci się krzywda. Jesteś taką osobą, która zawsze się w coś wmiesza, dlatego się martwię.
- Chyba nie myślisz, że jestem ciamajda i trzeba się o mnie martwić, bo inaczej się zabiję, prawda?
- Nie, oczywiście, że nie. Po prostu zależy mi na twoim zdrowiu - byli już na miejscu. Przeszli przez bramę i podeszli pod dom. Zinger wzięła zakupy i już miała wchodzić do środka, kiedy Yoseob zatrzymał ją łapiąc za ramię. Zdziwiona odwróciła się i zapytała:
- O co chodzi? - zaczął coś pisać. Po chwili zaczerwienił się i pokazał jej kartkę zastawiając nią swoją twarz. Poddenerwowany czekał na jej odpowiedź.
- Pewnie. Miło by było się spotkać - otworzył szeroko oczy nie wierząc, że się zgodziła. Wyjrzał za kratki, a dziewczyna szybko go pocałowała w rozgrzany policzek - Lubię cię - rzekła po czym weszła do domu zostawiając chłopaka będącego w szoku. Nastał już wieczór. Joon przeszedł się do szopy, gdzie wciąż trenowała Hyuna z Hyoseungiem i Hyosung.
- Koniec trenigu - powiedział otwierając drzwi. Cała trójka odetchnęła. Hyuna i Hyoseung marudzili wychodząc z szopy o tym, jak bardzo ich bolą twarze.
- Jak ci poszedł trening? - zapytał podchodząc do Hyosung.
- Ciężko - odpowiedziała pokazując mu małe ranki na skroniach.
- Chodź, coś na to poradzimy - dziewczyna usiadła na schodach czekając na przyjaciela, który po chwili przyniósł jej małą miseczkę z zimną wodą. Usiadł obok niej i zamoczył ścierkę w lodowatej wodzie po czym przyłożył ją do skroni przyjaciółki. Syknęła z bólu.
- Przepraszam.
- Nie szkodzi - wzięła z jego ręki ścierę dotykając jego palców i sama robiła sobie okłady. Nagle spojrzała się na rozgwieżdżone niebo - Piękna noc, prawda? - zapytała rozmarzona. W tym momencie przypomniał sobie wcześniejszą rozmowę z senseiem. Spojrzał się na niebo, a potem na twarz dziewczyny.
- Tak - odpowiedział cicho z uśmiechem na twarzy - Pamiętasz, jak się poznaliśmy?
- Jak mogłabym nie pamiętać? Myślałeś, że jesteś najprzystojniejszy.
- Bo jestem - zaśmiała się.
- Biegałeś wtedy za mną.
- Taa... to były dobre czasy. Jeszcze za nim to wszystko się zaczęło.
- Tak, było fajnie. Myślisz, że te czasy mogły by powrócić? Czasu w których śmialiśmy się i przejmowaliśmy się jutrem.
- Myślę, że tak.
- Zmieniłeś się od momentu, kiedy powiedziałeś mi, kim naprawdę jesteś. A ja właśnie w tym momencie zrozumiałam, że... nie ważne... Wiedziałam, że w końcu ci się znudzę.
- Nie znudziłaś mi się. Cały czas lubię cię tak bardzo, jak i na początku.
- Naprawdę? - kiwnął głową. Uśmiechnęła się.
- Tęsknie za czasami, kiedy mi się narzucałeś. Strasznie mnie wtedy denerwowałeś, ale teraz jak sobie o tym przypomnę, to... nawet było zabawnie. Gdybym tylko mogła, cofnęłabym się w czasie, żeby cię powstrzymać od twojego postanowienia.
- Dlaczego? Nie pasuje ci nasza przyjaźń?
- Pasuje mi, ale... bardzo mi na tobie zależy. Darzę cię od pewnego czasu silnym uczuciem, którego nie byłam na początku świadoma, aż do czasu, kiedy przestałeś za mną biegać. Teraz... bardzo cię potrzebuję oppa.
- Więc, ty mnie...? - kiwnęła głową. Spuszczając ją schowała wzrok - Proszę... powiedz to.
- Kocham cię - podniosła głowę do góry i spojrzała się na chłopaka po tych słowach. Nagle Joon pocałował ją w usta. Była zaskoczona jego czynem. Po chwili rzekł:
- Ja nigdy nie przestałem cię kochać - znów się pocałowali, lecz tym razem obydwoje odwzajemnili pocałunek. Changsun przysunął ją do siebie mocno przytulając, a Hyosung objęła jego twarz swymi drobnymi dłońmi.
***********
Wybaczcie, że to takie krótkie.
- Kiedy zaczniemy się uczyć sztuk walki?
- W swoim czasie - odpowiedział spokojnie.
- To znaczy kiedy?
- Kiedy będziecie na to gotowi - codziennie pytał się senseia:
- Kiedy zaczniemy walczyć?
- Jak będziecie gotowi - następnego dnia.
- Jesteśmy już gotowi.
- Jeszcze nie.
- A teraz?
- Nie.
- A teraz?
- Nie.
- Już?
- Nie.
- Już?
- Jeszcze nie - pytał tak każdego dnia.
- Już?
- Mniej gadania, więcej roboty - po tych kilku dniach, sensei postanowił, że jego uczniowie zaczną pomagać innym. Na przykład pomagali przy transporcie drewna do budowy domu. Drewniane belki znajdowały się w lesie przy rzece, a dom, który miał zostać zbudowany znajdował się po drugiej stronie rzeki. Ich zadaniem było przenieś drewniane belki na drugą stronę rzeki. Dobierali się po dwie osoby. Brali po jednej belce i kładli je na swoje ramiona. Przechodząc na drugą stronę, woda sięgała im do ramion. W dodatku było to z samego rana przy wietrzej pogodzie, więc fale uderzały o ich ciała. Kilka razy się potykali i wylądowywali pod wodą z osłabnięcia. Pracowali tak przez pół dnia. Przez kolejne pół dnia pomagali przy budowie domu. Następnego dnia, pomagali w wiosce, kiedy przyjechała ciężarówka z skrzyniami. Każdy z osobna wyciągał skrzynię z pojazdu i zanosił ją do sklepu, a na koniec jeszcze pomagali przy odpakowywaniu skrzyń. Innym razem zaś pomagali przy budowie mostu podczas burzowej nocy. Mimo ciężkiej pracy, która niesamowicie ich wykańczała cała trójka, zaczęła w końcu rozumieć, jak ich czyny dużo znaczą dla innych. Mimo tego, że byli zmęczenie pocieszał ich fakt, że ludzie są im za to wdzięczni i dziękują im z uśmiechniętą twarzą, a nawet częstują ich różnymi smakołykami. Kolejnego dnia sensei ćwiczył ich wzrok. Każdy z nich stał pomiędzy dwoma belkami, które miały po bokach dwa, rozgrzane pręty. Mieli stać w miejscu nie ruchomo i podążać wzrokiem za rozbijanym wahadełkiem, który stał przed każdym z nich. Mieli to zrobić w taki sposób, żeby wciąż widzieć wahadełko, które się coraz bardziej rozbujało i nie oparzyć nagrzanymi prętami, które były na wysokości ich skroni. Niestety, czym wyżej wahadełko się rozbujało, tym mniej je widzieli stojąc w miejscu i odruchowo przekręcali głowy oparzając się. Ćwiczyli to każdego dnia. Tym czasem Zinger udała się z Yoseobem do wioski, by kupić kilka produktów. Kiedy kupili to co trzeba, spacerkiem wracali do domu. Przez całą drogę rozmawiali. Yoseob napisał:
- Jak z twoją nogą?
- Już wszystko dobrze. Szybko się zagoiła.
- To dobrze, że z twoją nogą już w porządku. Martwiłem się.
- Niepotrzebnie oppa. To przecież nie pierwszy raz. Za każdym razem daję sobie radę.
- Ale ja po prostu nie lubię patrzeć, jak dzieje ci się krzywda. Jesteś taką osobą, która zawsze się w coś wmiesza, dlatego się martwię.
- Chyba nie myślisz, że jestem ciamajda i trzeba się o mnie martwić, bo inaczej się zabiję, prawda?
- Nie, oczywiście, że nie. Po prostu zależy mi na twoim zdrowiu - byli już na miejscu. Przeszli przez bramę i podeszli pod dom. Zinger wzięła zakupy i już miała wchodzić do środka, kiedy Yoseob zatrzymał ją łapiąc za ramię. Zdziwiona odwróciła się i zapytała:
- O co chodzi? - zaczął coś pisać. Po chwili zaczerwienił się i pokazał jej kartkę zastawiając nią swoją twarz. Poddenerwowany czekał na jej odpowiedź.
- Pewnie. Miło by było się spotkać - otworzył szeroko oczy nie wierząc, że się zgodziła. Wyjrzał za kratki, a dziewczyna szybko go pocałowała w rozgrzany policzek - Lubię cię - rzekła po czym weszła do domu zostawiając chłopaka będącego w szoku. Nastał już wieczór. Joon przeszedł się do szopy, gdzie wciąż trenowała Hyuna z Hyoseungiem i Hyosung.
- Koniec trenigu - powiedział otwierając drzwi. Cała trójka odetchnęła. Hyuna i Hyoseung marudzili wychodząc z szopy o tym, jak bardzo ich bolą twarze.
- Jak ci poszedł trening? - zapytał podchodząc do Hyosung.
- Ciężko - odpowiedziała pokazując mu małe ranki na skroniach.
- Chodź, coś na to poradzimy - dziewczyna usiadła na schodach czekając na przyjaciela, który po chwili przyniósł jej małą miseczkę z zimną wodą. Usiadł obok niej i zamoczył ścierkę w lodowatej wodzie po czym przyłożył ją do skroni przyjaciółki. Syknęła z bólu.
- Przepraszam.
- Nie szkodzi - wzięła z jego ręki ścierę dotykając jego palców i sama robiła sobie okłady. Nagle spojrzała się na rozgwieżdżone niebo - Piękna noc, prawda? - zapytała rozmarzona. W tym momencie przypomniał sobie wcześniejszą rozmowę z senseiem. Spojrzał się na niebo, a potem na twarz dziewczyny.
- Tak - odpowiedział cicho z uśmiechem na twarzy - Pamiętasz, jak się poznaliśmy?
- Jak mogłabym nie pamiętać? Myślałeś, że jesteś najprzystojniejszy.
- Bo jestem - zaśmiała się.
- Biegałeś wtedy za mną.
- Taa... to były dobre czasy. Jeszcze za nim to wszystko się zaczęło.
- Tak, było fajnie. Myślisz, że te czasy mogły by powrócić? Czasu w których śmialiśmy się i przejmowaliśmy się jutrem.
- Myślę, że tak.
- Zmieniłeś się od momentu, kiedy powiedziałeś mi, kim naprawdę jesteś. A ja właśnie w tym momencie zrozumiałam, że... nie ważne... Wiedziałam, że w końcu ci się znudzę.
- Nie znudziłaś mi się. Cały czas lubię cię tak bardzo, jak i na początku.
- Naprawdę? - kiwnął głową. Uśmiechnęła się.
- Tęsknie za czasami, kiedy mi się narzucałeś. Strasznie mnie wtedy denerwowałeś, ale teraz jak sobie o tym przypomnę, to... nawet było zabawnie. Gdybym tylko mogła, cofnęłabym się w czasie, żeby cię powstrzymać od twojego postanowienia.
- Dlaczego? Nie pasuje ci nasza przyjaźń?
- Pasuje mi, ale... bardzo mi na tobie zależy. Darzę cię od pewnego czasu silnym uczuciem, którego nie byłam na początku świadoma, aż do czasu, kiedy przestałeś za mną biegać. Teraz... bardzo cię potrzebuję oppa.
- Więc, ty mnie...? - kiwnęła głową. Spuszczając ją schowała wzrok - Proszę... powiedz to.
- Kocham cię - podniosła głowę do góry i spojrzała się na chłopaka po tych słowach. Nagle Joon pocałował ją w usta. Była zaskoczona jego czynem. Po chwili rzekł:
- Ja nigdy nie przestałem cię kochać - znów się pocałowali, lecz tym razem obydwoje odwzajemnili pocałunek. Changsun przysunął ją do siebie mocno przytulając, a Hyosung objęła jego twarz swymi drobnymi dłońmi.
***********
Wybaczcie, że to takie krótkie.
piątek, 12 września 2014
Dziewczyna Gangstera Rozdział 23 "Trening"
Obolały Joon leżał na łóżku bez koszulki z opatrunkiem na ciele. Obok niego siedział starzec zmieniając mu opatrunek.
- Twoja rana nie wygląda za dobrze - powiedział - W takim stanie, powinieneś teraz odpocząć.
- N-nie mogę, ja...
- Nie możesz cały czas walczyć... nie martw się o nich. Są bezpieczni tutaj. Teraz... czas odpocząć Changsun.
- Masz rację - oparł głowę o poduszkę. Starzec ugniótł i wymieszał razem kilka, dziwnych roślin w miseczce na zieloną papkę. Zawartość miski nałożył na ranę, a następnie zawinął ją nowym bandażem.
- Stara, japońska medycyna jest najlepsza na wszelkie dolegliwości. To ci pomoże. Rana powinna się szybko zagoić, ale nie twierdzę, że nie będzie blizny.
- Dziękuję - wyszeptał zmęczony.
- Wypij to - wręczył mu do ręki kubek z płynem. Joon upił trochę z kubka po czym się skrzywił.
- Ohydne!
- Lekarstwa nie muszą być dobre. One mają pomagać i leczyć. Wypij to, a twoje ciało szybciej wyzdrowieje. Nabierze odporności i dostarczy witamin do organizmu. Pij - Koreańczyk spojrzał się z obrzydzeniem na napój i szybko go wypił trzema, dużymi łykami.
- Już - oddał kubek. Japończyk zaśmiał się i zabierając kubek wyszedł z pokoju zamykając drzwi. Nagle podbiegła do niego Hyosung pytając się:
- Co z nim?
- Wszystko w porządku. Wyzdrowieje. Zrobiłem mu opatrunek i dałem lekarstwo. Teraz odpoczywa. Lepiej mu nie przeszkadzajmy. Wiele przeszedł i musi teraz się z tym wszystkim przespać.
- Rozumiem... - Japończyk zostawił dziewczynę na korytarzy i poszedł w swoją stronę, a Hyosung wciąż patrzyła się z żalem na zamknięte drzwi. Pięć minut później, wszyscy spotkali się na tarasie oprócz Joon'a.
- A więc tak... - zaczął starzec - Moja posiadłość jest dosyć duża, więc szybko powtórzę dla przypomnienia. Na samym przodzie przed bramą mieszkam ja. Za domem znajdują się kolejne, dwa domki. Po prawej nocleg dla mężczyzn. Po lewej dla kobiet. Każda chata ma swoją własną łazienkę. Wszystkie posiłki będziemy jeść razem wspólnie wtedy, kiedy ja wyznaczę na to porę. To, że jesteście tutaj, żeby się schować przed FBI, nie oznacza od razu, że macie tutaj wakacje. Na pewno wiecie, dlaczego Changsun wybrał akurat to miejsce, prawda? - wszyscy przytaknęli oprócz pozostałej trójki - Będziemy wspólnie trenować jak za dawnych dobrych czasów. Nowych trzeba wyszkolić tak dobrze, jak i was, by potrafili sami sobie dać radę w momencie zagrożenia. Nauczę was wszystkiego co sam potrafię i wiem. Kolacja jest za półtorej godziny, lepiej się nie spóźnijcie. A teraz idźcie się rozgościć. Hyoseung, Seungho, Yoseob i Mir poszli do prawego domku, a Zinger, Hyuna i Hyosung do lewego. Kiedy weszli do środka, zobaczyli typowy, drewniany wystój. Domki są podzielone na cztery pokoje z pojedynczymi łazienkami. Każda z dziewcząt zajęły sobie pokój. Każdy pokój był całkowicie drewniany z białymi, zasuwanymi drzwiami i z pojedynczym oknem. Po prawej stronie znajdował się materac z pościelą, a po lewej stolik z szafą. Na stolikach leżały ręczniki, szlafroki oraz zwyczajne, japońskie ubrania w które ubierają się zwyczajni obywatele wsi. Każda z nich po kolei wzięła prysznic, a następnie przebrała się w nowe, świeże, czyste ubranie i nowe buty. Kiedy były gotowe wyszły z chaty i poszły w kierunku domku starca. Z daleka zobaczyły idących chłopców, którzy również byli czyści i przebrani. Otworzyli zasuwane drzwi i zobaczyli niski, drewniany, duży stół na którym znajdowało się pełno jedzenia. Usiedli na poduszkach przy stole i czekali, jak się zjawi Japończyk. Po chwili do jadali wszedł mężczyzna wraz z młodą Japonką.
- Cześć wszystkim~! - przywitała się - Jak my się dawno nie widzieliśmy. Dobrze znowu was zobaczyć - uśmiechnęła się. Reszta na widok dziewczyny uśmiechnęła się i przywitała - A to kto to? - zapytała.
- Nowi - rzekł Mir.
- To jest Hyosung, Hyuna i Hyosung - wskazał Seungho - Hyuna i Hyosung są Koreańczykami, a Hyosung jest Japonką.
- Naprawdę? Miło mi was poznać - uśmiechnęła się. Od razu wzbudzała sympatię w całej trójce - Ja jestem Aiko. Córka Hiroshi sensei.
- Aiko... koniec tej czułości. Przynieść kolację.
- Ach! No tak! Pewnie jesteście głodny po podróży. Już przyniosę - powiedziała radośnie i wyszła z jadali zmierzając w kierunku kuchni.
- Dobrze, że przyszliście i nie spóźniliście się.
- Sensei... gdzie Joon? - zapytała Zinger.
- Joon śpi w pokoju. Jego rany jeszcze się nie zagoiły, więc musi dużo odpoczywać i nie za bardzo się przemęczać, żeby szybko wyzdrowiał - po chwili wróciła Aiko z talerzami pełnymi jedzenia.
- Smacznego - powiedziała po czym wszyscy zaczęli nakładać na swoje talerze posiłek. Po godzinie, kiedy wszyscy już zjedli Hiroshi powiedział:
- Jutro wszyscy spotykamy się o 6:00 rano.
- O 6:00?!
- Coś nie tak Mir? Czyżbyś się jeszcze nie przyzwyczaił?
- Ale o 6:00?
- Tak, o 6:00
- A nie możemy o innej godzinie?
- 6:00 godzina ci nie odpowiada?
- Nie za bardzo.
- Skoro tak, to spotkamy się o 5:00 rano. Teraz ci pasuje? Czy chcesz jeszcze o innej godzinie pobudkę?
- Nie, nie trzeba.
- Dobrze, a więc... spotykamy się jutro rano o 5:00.
- Świetnie głupku - powiedział Seungho, a Yoseob uderzył go w głowę.
- Idźcie już spać, jeżeli nie wstać na trening niewyspani. Jeżeli chodzi o nowych. Cenie sobie punktualność, czyli żadnego spóźniania się, zrozumiano? - zapytał. Cała trójka przytaknęła.
- Dobrze, możecie iść - podziękowali, ukłonili się i wyszli na dwór zasuwając drzwi. Chłopcy udali się w prawą stronę, a dziewczyny w lewą.
- On zawsze taki jest? - zapytała Hyuna.
- Hiroshi sensei? Tak, zawsze. Jest dość wymagającym nauczycielem. Jest bardzo dobry w tym co robi, ale pomimo tego, że wydaje się być zimny i oschły to tak naprawdę jest bardzo miły i sympatyczny. Teraz tak udaje przed wami - Zinger zastawiła telefon na 4:30 i wszystkie natychmiast udały się do swoich pokoi spać. Gdy nastąpiła godzina 4:30 pierwsza która wstała to Zinger. Od razu budziła pozostałe dziewczyny. Miały pół godziny, żeby szybko się ogarnąć i pójść na dwór, gdzie będzie czekał sensei. Kiedy były już gotowe, poszły na wyznaczone miejsce. O równej 5:00 rano sensei zjawił się za domem. Czekali tam na niego już wszyscy oprócz Mir'a. Nagle z budynku wybiegł Mir podbiegając do reszty.
- Przepraszam - powiedział zdyszany.
- spóźniłeś się. Pięćdziesiąt pompek.
- Co?!
- Szybko! Rób! - Mir położył się na gołej ziemi i zaczął robić pompki - Jeżeli nie zrobisz tego dokładnie, tak jak należy to tylko zmarnujesz nas cenny czas, który powinien być przeznaczony na trening.
- Jeszcze się nie nauczyłeś Mir? - zapytała Zinger.
- Zawsze się spóźniasz i zawsze musisz robić z rana pompki - rzekł Seungho. Gdy Mir skończył przeszli w końcu do treningu.
- Dziś zaczniemy od zwykłej, zdrowej rywalizacji. Widzicie tamtą górę? - zapytał - Na jej szczycie znajdują się trzy czerwone wstęgi. Waszym zadaniem jest wbiec na szczyt tamtej góry i przechwycić wstęgę zanim zrobi to ktoś inny. Wszystkie ruchy dozwolone oprócz używania różnorodnej broni. Ma to być sprawiedliwa rywalizacja. Jest was czworo, więc jedna osoba zostanie bez wstęgi. Osoba, która przegra dostanie odpowiednią karę. Zaznaczam również, że pierwsza osoba z wstęgą, która przybiegnie z powrotem do punktu startu jest zwolniona z dzisiejszego treningu. Natomiast wasza pozostała trójka zostanie tutaj ze mną i będzie robić coś innego, ale o tym to zaraz. Czy wszystko jest zrozumiałe? - przytaknęli.
- Dobrze, a więc... start! - zdezorientowana czwórka spojrzała na siebie po czym zaczęła biec - Wy na początek zrobicie dziesięć okrążeni wokół domu, dwieście brzuszków i pięćdziesiąt pompek. Zaczynajcie. Biegnijcie - ruszyli. Po dziesięciu o krążeniach zmęczeni zaczęli robić brzuszki. Następnie wykończeni zrobili pompki. Wszystko było to takie nieporadne. Ledwo i wolno co biegli po czterech o krążeniach, nie pełne brzuszki oraz było wiele upadów przy pompkach. Tym bardziej u dziewczyn, kiedy nie potrafiły unieść się na rękach. Robili to tak wolno, że w końcu przybiegła Zinger z wstęgą. Wręczyła ją nauczycielowi. Następnie przybiegł Seungho, a tuż po nim Mir. Ostatni przybiegł Yoseob.
- Przegrałeś - powiedział .Po chwili chłopak stał na prawej nodze pochylając się do przodu. Jego lewa noga była uniesiona do tyłu, a ręce na boki. Na jego głowie oraz dłoniach znajdowały się miski z wodą. Musiał stać w tej pozycji przez określony czas nie wylewając wody.
- Zobaczcie, jak Yoseob spokojnie stoi. Nie trzęsie się, nie buja. Nawet woda w miskach nie porusza się .Utrzymał równowagę i wydobył z siebie swój wewnętrzy spokój. Ćwiczenie to nie tylko ćwiczy umysł, ale i także mięśnie nóg oraz rąk - wyjaśnił sensei do nowych - Wy również tak zaczniecie. Aiko! Przynieś więcej misek z wodą! Zinger, pomóż jej - po chwili cała trójka stała z rozstawionymi, ugiętymi nogami i rozłożonymi rękami na bokach. Na ich głowach stały miski z wodą a w dłoniach trzymały kolejne miski z wodą. Na początku całkiem dobrze im to szło, lecz po minucie zaczęły ich boleć nogi i trząść rękę, a woda kołysał się w naczyniach. Powtarzali tą czynność kilka razy, a reszta ćwiczyła sztuki walki oprócz Zinger, która siedziała w kuchni z Aiko. W końcu nastąpiła godzina śniadania. Zinger pomogła Aiko w przyszykowaniu posiłku. Zmęczenia usiedli przy stole i zjadali się śniadaniem. Po śniadaniu od razu wrócili do treningu kontynuując go truchtem po lesie i polach. Biegali tak, aż do czasu obiadu. Po obiedzie rozpoczęli ćwiczenia z medytacji. Wieczorem wszyscy zmęczeni udali się do swoich domków. Wzięli kąpiele i wyprali swoje ubrania wywieszając je potem na sznurku na podwórku. Następnego dnia, dziewczyny wstały o godzinie 6:00. Miały pół godziny, żeby ogarnąć się i udać się na kolejny trening. Cała trójka miała niezłe zakwasy. Bolały ich wszystkie mięśnie. Tego dnia również mieli wycisk. Biegali, skakali, ćwiczyli medytację, równowagę, robili brzuszki, pompki, zawieszali się rękami na drzewie i wytrzymywali, rozciągali się. Robili tak przez kolejne dwa, może trzy dni. Tym czasem Joon odpoczywał w pokoju obserwując potajemnie swoich przyjaciół jak ciężko trenują. Po trzech dniach po południu, kiedy ćwiczyli równowagę. Postawili dwie beczki naprzeciwko siebie, lecz w pewnej odległości. Położyli bardzo długą i wąską, lecz grubą belkę przez którą musieli przechodzić z rozłożonymi rękami na boki trzymając w dłoniach dwa, małe, drewniane wiaderka wypełnione wodą. W pewnym momencie przyszedł czas na Hyosung. Weszła na beczkę i wzięła w dłonie wiaderka. Rozłożyła ręce na nogi i weszła na belkę. Oddychała przez usta powoli idąc przed siebie. Przypominała sobie to, co sobie obiecywała oraz to co innym obiecała. Obiecała, że da z siebie wszystko, że będzie ciężko pracować, że zrobi wszystko, żeby móc chronić innych, a w szczególności Joon'a. Kiedy była już na środku belki podniosła głowę do góry i zobaczyła stojącego w drzwiach Joona podpierającego się na kulach.
- Joon? - zapytała głośno przez co straciła równowagę i spadła na ziemię oblewając się wodą. Wszyscy odwrócili się i zobaczyli swojego szefa. Z radością zaczęli się go pytać o to jak się czuje. Japonka szybko wstała z podłogi i podbiegła do chłopaka rzucając mu się w ramiona.
- Jak dobrze, że wróciłeś. Jak się czujesz?
- Mokro mi.
- Och! Przepraszam.
- Nie szkodzi - uśmiechnęli się do siebie - Jak im idzie?
- Jeszcze sporo nauki i ciężkiej pracy przed nimi. To dopiero pięć dni treningu.
- Jestem ci bardzo wdzięczny sensei za to wszystko i dziękuję - starzec jedynie się uśmiechnął.
- Dobrze, że już zdrowiejesz. Koniec pogaduszek. Wracamy do treningu. Cały dzień trenowali na terenie posiadłości, a Joon siedział na drewnianych schodach obserwując przyjaciół. Hyosung tym razem pomimo bólu i zmęczenia dawała z siebie wszystko, by pokazać Joon'owi jak dobrze sobie radzi, lecz nie zawsze dawało to dobre skutki. Wieczorem po wspólnej kolacji wszyscy wrócili do swoich domów. Wzięli prysznic i robili pranie. Tym razem obowiązek prania ubrań dziewcząt przypadło na Hyosung. Wzięła wszystkie brudne i zakurzone ciuchy, włożyła je do koszyka i wyszła na dwór. Nalała wody do wiadra, wlała do niego płyn do prania i zaczęła prać w rękach. Tym czasem Joon przechodził z jednego pomieszczenia do drugiego poprzez taras. Z daleka zobaczył piorącą ubrania Hyosung. Stanął, oparł się o drewnianą barierę i wpatrywał się w nią. Zobaczył to Hiroshi. Spojrzał się na Joona, potem na Hyosung, a następnie znów na Joona. Podszedł do niego.
- Piękna noc, prawda? - zapytał.
- Sensei?!... przestraszyłeś mnie.
- Ty i strach?
- Nigdy!
- Haha!
- Tak, to prawda. Piękną mamy dzisiaj noc.
- Ale nie tak piękną, jak ona? - zdziwiony spojrzał się na starca, a następnie na przyjaciółkę i powiedział:
- Tak. Ona swą urodą przyćmiewa nawet najpiękniejszą noc czy dzień.
- Znacie się dobrze?
- Aż za bardzo.
- Więc co cię powstrzymuje?
- ... Nie wiem.
- Strach?
- Możliwe.
- Czego się boisz?
- Że ją stracę. Tego... że przy mnie nie będzie bezpieczna, że w końcu ją przez to stracę.
- Zauważ, że ona również jest w tym problemie... zagrożeniu, jak reszta. Ma potencjał, jest silna i wytrwała. Uważnie słucha i jest miła oraz uprzejma. Potrzebujesz jej, a ona potrzebuje ciebie. Nie wmawiaj sobie, że będą przy niej stracisz ją lub narazisz na niebezpieczeństwo. Miłość jest czymś pięknym i to właśnie ona może sprawić, że się uda. Doskonale cię znam i wiem jaki jesteś. Jestem pewien, że dałbyś radę ją obronić, zaopiekować się nią nie narażając ją na niebezpieczeństwo. Jesteście poszukiwani przez policję i FBI. Wasze twarze widnieją w wiadomościach. Jej matka jest w FBI. Straciła wszystkich i wszystko. Teraz... w tym momencie potrzebuje ciebie najbardziej.
- A co jeżeli nie dam rady?
- Dasz radę, a nawet jeżeli nie... tego nie wiesz. Jeżeli naprawdę ci na niej zależy, kochasz ją to po prostu odważ się zaryzykować. Czym jest życie bez ryzyka? Ale ty to raczej powinieneś to wiedzieć, prawda? Dobrej nocy. Dobranoc.
- Dobranoc.
- A i jeszcze jedno.
- Tak?
- Dobrze znów widzieć cię uśmiechniętego.
- Twoja rana nie wygląda za dobrze - powiedział - W takim stanie, powinieneś teraz odpocząć.
- N-nie mogę, ja...
- Nie możesz cały czas walczyć... nie martw się o nich. Są bezpieczni tutaj. Teraz... czas odpocząć Changsun.
- Masz rację - oparł głowę o poduszkę. Starzec ugniótł i wymieszał razem kilka, dziwnych roślin w miseczce na zieloną papkę. Zawartość miski nałożył na ranę, a następnie zawinął ją nowym bandażem.
- Stara, japońska medycyna jest najlepsza na wszelkie dolegliwości. To ci pomoże. Rana powinna się szybko zagoić, ale nie twierdzę, że nie będzie blizny.
- Dziękuję - wyszeptał zmęczony.
- Wypij to - wręczył mu do ręki kubek z płynem. Joon upił trochę z kubka po czym się skrzywił.
- Ohydne!
- Lekarstwa nie muszą być dobre. One mają pomagać i leczyć. Wypij to, a twoje ciało szybciej wyzdrowieje. Nabierze odporności i dostarczy witamin do organizmu. Pij - Koreańczyk spojrzał się z obrzydzeniem na napój i szybko go wypił trzema, dużymi łykami.
- Już - oddał kubek. Japończyk zaśmiał się i zabierając kubek wyszedł z pokoju zamykając drzwi. Nagle podbiegła do niego Hyosung pytając się:
- Co z nim?
- Wszystko w porządku. Wyzdrowieje. Zrobiłem mu opatrunek i dałem lekarstwo. Teraz odpoczywa. Lepiej mu nie przeszkadzajmy. Wiele przeszedł i musi teraz się z tym wszystkim przespać.
- Rozumiem... - Japończyk zostawił dziewczynę na korytarzy i poszedł w swoją stronę, a Hyosung wciąż patrzyła się z żalem na zamknięte drzwi. Pięć minut później, wszyscy spotkali się na tarasie oprócz Joon'a.
- A więc tak... - zaczął starzec - Moja posiadłość jest dosyć duża, więc szybko powtórzę dla przypomnienia. Na samym przodzie przed bramą mieszkam ja. Za domem znajdują się kolejne, dwa domki. Po prawej nocleg dla mężczyzn. Po lewej dla kobiet. Każda chata ma swoją własną łazienkę. Wszystkie posiłki będziemy jeść razem wspólnie wtedy, kiedy ja wyznaczę na to porę. To, że jesteście tutaj, żeby się schować przed FBI, nie oznacza od razu, że macie tutaj wakacje. Na pewno wiecie, dlaczego Changsun wybrał akurat to miejsce, prawda? - wszyscy przytaknęli oprócz pozostałej trójki - Będziemy wspólnie trenować jak za dawnych dobrych czasów. Nowych trzeba wyszkolić tak dobrze, jak i was, by potrafili sami sobie dać radę w momencie zagrożenia. Nauczę was wszystkiego co sam potrafię i wiem. Kolacja jest za półtorej godziny, lepiej się nie spóźnijcie. A teraz idźcie się rozgościć. Hyoseung, Seungho, Yoseob i Mir poszli do prawego domku, a Zinger, Hyuna i Hyosung do lewego. Kiedy weszli do środka, zobaczyli typowy, drewniany wystój. Domki są podzielone na cztery pokoje z pojedynczymi łazienkami. Każda z dziewcząt zajęły sobie pokój. Każdy pokój był całkowicie drewniany z białymi, zasuwanymi drzwiami i z pojedynczym oknem. Po prawej stronie znajdował się materac z pościelą, a po lewej stolik z szafą. Na stolikach leżały ręczniki, szlafroki oraz zwyczajne, japońskie ubrania w które ubierają się zwyczajni obywatele wsi. Każda z nich po kolei wzięła prysznic, a następnie przebrała się w nowe, świeże, czyste ubranie i nowe buty. Kiedy były gotowe wyszły z chaty i poszły w kierunku domku starca. Z daleka zobaczyły idących chłopców, którzy również byli czyści i przebrani. Otworzyli zasuwane drzwi i zobaczyli niski, drewniany, duży stół na którym znajdowało się pełno jedzenia. Usiedli na poduszkach przy stole i czekali, jak się zjawi Japończyk. Po chwili do jadali wszedł mężczyzna wraz z młodą Japonką.
- Cześć wszystkim~! - przywitała się - Jak my się dawno nie widzieliśmy. Dobrze znowu was zobaczyć - uśmiechnęła się. Reszta na widok dziewczyny uśmiechnęła się i przywitała - A to kto to? - zapytała.
- Nowi - rzekł Mir.
- To jest Hyosung, Hyuna i Hyosung - wskazał Seungho - Hyuna i Hyosung są Koreańczykami, a Hyosung jest Japonką.
- Naprawdę? Miło mi was poznać - uśmiechnęła się. Od razu wzbudzała sympatię w całej trójce - Ja jestem Aiko. Córka Hiroshi sensei.
- Aiko... koniec tej czułości. Przynieść kolację.
- Ach! No tak! Pewnie jesteście głodny po podróży. Już przyniosę - powiedziała radośnie i wyszła z jadali zmierzając w kierunku kuchni.
- Dobrze, że przyszliście i nie spóźniliście się.
- Sensei... gdzie Joon? - zapytała Zinger.
- Joon śpi w pokoju. Jego rany jeszcze się nie zagoiły, więc musi dużo odpoczywać i nie za bardzo się przemęczać, żeby szybko wyzdrowiał - po chwili wróciła Aiko z talerzami pełnymi jedzenia.
- Smacznego - powiedziała po czym wszyscy zaczęli nakładać na swoje talerze posiłek. Po godzinie, kiedy wszyscy już zjedli Hiroshi powiedział:
- Jutro wszyscy spotykamy się o 6:00 rano.
- O 6:00?!
- Coś nie tak Mir? Czyżbyś się jeszcze nie przyzwyczaił?
- Ale o 6:00?
- Tak, o 6:00
- A nie możemy o innej godzinie?
- 6:00 godzina ci nie odpowiada?
- Nie za bardzo.
- Skoro tak, to spotkamy się o 5:00 rano. Teraz ci pasuje? Czy chcesz jeszcze o innej godzinie pobudkę?
- Nie, nie trzeba.
- Dobrze, a więc... spotykamy się jutro rano o 5:00.
- Świetnie głupku - powiedział Seungho, a Yoseob uderzył go w głowę.
- Idźcie już spać, jeżeli nie wstać na trening niewyspani. Jeżeli chodzi o nowych. Cenie sobie punktualność, czyli żadnego spóźniania się, zrozumiano? - zapytał. Cała trójka przytaknęła.
- Dobrze, możecie iść - podziękowali, ukłonili się i wyszli na dwór zasuwając drzwi. Chłopcy udali się w prawą stronę, a dziewczyny w lewą.
- On zawsze taki jest? - zapytała Hyuna.
- Hiroshi sensei? Tak, zawsze. Jest dość wymagającym nauczycielem. Jest bardzo dobry w tym co robi, ale pomimo tego, że wydaje się być zimny i oschły to tak naprawdę jest bardzo miły i sympatyczny. Teraz tak udaje przed wami - Zinger zastawiła telefon na 4:30 i wszystkie natychmiast udały się do swoich pokoi spać. Gdy nastąpiła godzina 4:30 pierwsza która wstała to Zinger. Od razu budziła pozostałe dziewczyny. Miały pół godziny, żeby szybko się ogarnąć i pójść na dwór, gdzie będzie czekał sensei. Kiedy były już gotowe, poszły na wyznaczone miejsce. O równej 5:00 rano sensei zjawił się za domem. Czekali tam na niego już wszyscy oprócz Mir'a. Nagle z budynku wybiegł Mir podbiegając do reszty.
- Przepraszam - powiedział zdyszany.
- spóźniłeś się. Pięćdziesiąt pompek.
- Co?!
- Szybko! Rób! - Mir położył się na gołej ziemi i zaczął robić pompki - Jeżeli nie zrobisz tego dokładnie, tak jak należy to tylko zmarnujesz nas cenny czas, który powinien być przeznaczony na trening.
- Jeszcze się nie nauczyłeś Mir? - zapytała Zinger.
- Zawsze się spóźniasz i zawsze musisz robić z rana pompki - rzekł Seungho. Gdy Mir skończył przeszli w końcu do treningu.
- Dziś zaczniemy od zwykłej, zdrowej rywalizacji. Widzicie tamtą górę? - zapytał - Na jej szczycie znajdują się trzy czerwone wstęgi. Waszym zadaniem jest wbiec na szczyt tamtej góry i przechwycić wstęgę zanim zrobi to ktoś inny. Wszystkie ruchy dozwolone oprócz używania różnorodnej broni. Ma to być sprawiedliwa rywalizacja. Jest was czworo, więc jedna osoba zostanie bez wstęgi. Osoba, która przegra dostanie odpowiednią karę. Zaznaczam również, że pierwsza osoba z wstęgą, która przybiegnie z powrotem do punktu startu jest zwolniona z dzisiejszego treningu. Natomiast wasza pozostała trójka zostanie tutaj ze mną i będzie robić coś innego, ale o tym to zaraz. Czy wszystko jest zrozumiałe? - przytaknęli.
- Dobrze, a więc... start! - zdezorientowana czwórka spojrzała na siebie po czym zaczęła biec - Wy na początek zrobicie dziesięć okrążeni wokół domu, dwieście brzuszków i pięćdziesiąt pompek. Zaczynajcie. Biegnijcie - ruszyli. Po dziesięciu o krążeniach zmęczeni zaczęli robić brzuszki. Następnie wykończeni zrobili pompki. Wszystko było to takie nieporadne. Ledwo i wolno co biegli po czterech o krążeniach, nie pełne brzuszki oraz było wiele upadów przy pompkach. Tym bardziej u dziewczyn, kiedy nie potrafiły unieść się na rękach. Robili to tak wolno, że w końcu przybiegła Zinger z wstęgą. Wręczyła ją nauczycielowi. Następnie przybiegł Seungho, a tuż po nim Mir. Ostatni przybiegł Yoseob.
- Przegrałeś - powiedział .Po chwili chłopak stał na prawej nodze pochylając się do przodu. Jego lewa noga była uniesiona do tyłu, a ręce na boki. Na jego głowie oraz dłoniach znajdowały się miski z wodą. Musiał stać w tej pozycji przez określony czas nie wylewając wody.
- Zobaczcie, jak Yoseob spokojnie stoi. Nie trzęsie się, nie buja. Nawet woda w miskach nie porusza się .Utrzymał równowagę i wydobył z siebie swój wewnętrzy spokój. Ćwiczenie to nie tylko ćwiczy umysł, ale i także mięśnie nóg oraz rąk - wyjaśnił sensei do nowych - Wy również tak zaczniecie. Aiko! Przynieś więcej misek z wodą! Zinger, pomóż jej - po chwili cała trójka stała z rozstawionymi, ugiętymi nogami i rozłożonymi rękami na bokach. Na ich głowach stały miski z wodą a w dłoniach trzymały kolejne miski z wodą. Na początku całkiem dobrze im to szło, lecz po minucie zaczęły ich boleć nogi i trząść rękę, a woda kołysał się w naczyniach. Powtarzali tą czynność kilka razy, a reszta ćwiczyła sztuki walki oprócz Zinger, która siedziała w kuchni z Aiko. W końcu nastąpiła godzina śniadania. Zinger pomogła Aiko w przyszykowaniu posiłku. Zmęczenia usiedli przy stole i zjadali się śniadaniem. Po śniadaniu od razu wrócili do treningu kontynuując go truchtem po lesie i polach. Biegali tak, aż do czasu obiadu. Po obiedzie rozpoczęli ćwiczenia z medytacji. Wieczorem wszyscy zmęczeni udali się do swoich domków. Wzięli kąpiele i wyprali swoje ubrania wywieszając je potem na sznurku na podwórku. Następnego dnia, dziewczyny wstały o godzinie 6:00. Miały pół godziny, żeby ogarnąć się i udać się na kolejny trening. Cała trójka miała niezłe zakwasy. Bolały ich wszystkie mięśnie. Tego dnia również mieli wycisk. Biegali, skakali, ćwiczyli medytację, równowagę, robili brzuszki, pompki, zawieszali się rękami na drzewie i wytrzymywali, rozciągali się. Robili tak przez kolejne dwa, może trzy dni. Tym czasem Joon odpoczywał w pokoju obserwując potajemnie swoich przyjaciół jak ciężko trenują. Po trzech dniach po południu, kiedy ćwiczyli równowagę. Postawili dwie beczki naprzeciwko siebie, lecz w pewnej odległości. Położyli bardzo długą i wąską, lecz grubą belkę przez którą musieli przechodzić z rozłożonymi rękami na boki trzymając w dłoniach dwa, małe, drewniane wiaderka wypełnione wodą. W pewnym momencie przyszedł czas na Hyosung. Weszła na beczkę i wzięła w dłonie wiaderka. Rozłożyła ręce na nogi i weszła na belkę. Oddychała przez usta powoli idąc przed siebie. Przypominała sobie to, co sobie obiecywała oraz to co innym obiecała. Obiecała, że da z siebie wszystko, że będzie ciężko pracować, że zrobi wszystko, żeby móc chronić innych, a w szczególności Joon'a. Kiedy była już na środku belki podniosła głowę do góry i zobaczyła stojącego w drzwiach Joona podpierającego się na kulach.
- Joon? - zapytała głośno przez co straciła równowagę i spadła na ziemię oblewając się wodą. Wszyscy odwrócili się i zobaczyli swojego szefa. Z radością zaczęli się go pytać o to jak się czuje. Japonka szybko wstała z podłogi i podbiegła do chłopaka rzucając mu się w ramiona.
- Jak dobrze, że wróciłeś. Jak się czujesz?
- Mokro mi.
- Och! Przepraszam.
- Nie szkodzi - uśmiechnęli się do siebie - Jak im idzie?
- Jeszcze sporo nauki i ciężkiej pracy przed nimi. To dopiero pięć dni treningu.
- Jestem ci bardzo wdzięczny sensei za to wszystko i dziękuję - starzec jedynie się uśmiechnął.
- Dobrze, że już zdrowiejesz. Koniec pogaduszek. Wracamy do treningu. Cały dzień trenowali na terenie posiadłości, a Joon siedział na drewnianych schodach obserwując przyjaciół. Hyosung tym razem pomimo bólu i zmęczenia dawała z siebie wszystko, by pokazać Joon'owi jak dobrze sobie radzi, lecz nie zawsze dawało to dobre skutki. Wieczorem po wspólnej kolacji wszyscy wrócili do swoich domów. Wzięli prysznic i robili pranie. Tym razem obowiązek prania ubrań dziewcząt przypadło na Hyosung. Wzięła wszystkie brudne i zakurzone ciuchy, włożyła je do koszyka i wyszła na dwór. Nalała wody do wiadra, wlała do niego płyn do prania i zaczęła prać w rękach. Tym czasem Joon przechodził z jednego pomieszczenia do drugiego poprzez taras. Z daleka zobaczył piorącą ubrania Hyosung. Stanął, oparł się o drewnianą barierę i wpatrywał się w nią. Zobaczył to Hiroshi. Spojrzał się na Joona, potem na Hyosung, a następnie znów na Joona. Podszedł do niego.
- Piękna noc, prawda? - zapytał.
- Sensei?!... przestraszyłeś mnie.
- Ty i strach?
- Nigdy!
- Haha!
- Tak, to prawda. Piękną mamy dzisiaj noc.
- Ale nie tak piękną, jak ona? - zdziwiony spojrzał się na starca, a następnie na przyjaciółkę i powiedział:
- Tak. Ona swą urodą przyćmiewa nawet najpiękniejszą noc czy dzień.
- Znacie się dobrze?
- Aż za bardzo.
- Więc co cię powstrzymuje?
- ... Nie wiem.
- Strach?
- Możliwe.
- Czego się boisz?
- Że ją stracę. Tego... że przy mnie nie będzie bezpieczna, że w końcu ją przez to stracę.
- Zauważ, że ona również jest w tym problemie... zagrożeniu, jak reszta. Ma potencjał, jest silna i wytrwała. Uważnie słucha i jest miła oraz uprzejma. Potrzebujesz jej, a ona potrzebuje ciebie. Nie wmawiaj sobie, że będą przy niej stracisz ją lub narazisz na niebezpieczeństwo. Miłość jest czymś pięknym i to właśnie ona może sprawić, że się uda. Doskonale cię znam i wiem jaki jesteś. Jestem pewien, że dałbyś radę ją obronić, zaopiekować się nią nie narażając ją na niebezpieczeństwo. Jesteście poszukiwani przez policję i FBI. Wasze twarze widnieją w wiadomościach. Jej matka jest w FBI. Straciła wszystkich i wszystko. Teraz... w tym momencie potrzebuje ciebie najbardziej.
- A co jeżeli nie dam rady?
- Dasz radę, a nawet jeżeli nie... tego nie wiesz. Jeżeli naprawdę ci na niej zależy, kochasz ją to po prostu odważ się zaryzykować. Czym jest życie bez ryzyka? Ale ty to raczej powinieneś to wiedzieć, prawda? Dobrej nocy. Dobranoc.
- Dobranoc.
- A i jeszcze jedno.
- Tak?
- Dobrze znów widzieć cię uśmiechniętego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)