Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Just love me. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Just love me. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 października 2016

EXO: Just say you love me Rozdział 45 KONIEC

  Był chłodny wieczór. W jednym z Pekińskich apartamentów, Amanda leżała w swojej różowej koszuli nocnej na czerwonej, aksamitnej pościeli. Jej długie, ciemne włosy rozłożyły się na poduszce. Jej oddech był ciężki. Wiła się z przyjemności, gdy jej ukochany całował ją po szyi i dotykał zachłannie jej ud i pośladki ściskając je.

* Od kilku miesięcy mieszkam z Luhanem w Chinach. Jest cudownie żyjąc razem. Czuję się przy nim wolna, nie musząc nikomu usługiwać. Nikt nie bije, nikt nie ocenia, nikt nie ośmiesza. Mimo tego, wciąż podąża za mną uczucie, którego nie potrafię się pozbyć. Uczucie, które nie daje w nocy spać i ściska gardło podduszając. To strach. Paniczny strach przed złapaniem nas. W Korei wciąż jest prowadzone śledztwo dotyczące śmierci Fenga, a my tak po prostu uciekliśmy. Zniknęliśmy w Chinach z dala od wszystkich z Korei.Złapią nas. Wiem to. Nie uciekniemy od tego. To się stanie wcześniej czy później. " Amanda"*

  Łzy zalały jej duże oczy. Sapiący Luhan bez koszulki podciągnął się i zobaczył jak roni łzy.
- Co się dzieję? - zapytał z troską w głosie martwiąc się o ukochaną. Odgarnął swoją drobna, bladą dłonią jej długie włosy z jasnej twarzy.
- Z-złapią nas Luhan...
- Nie pozwolę na to.
- Zorientują się i będzie po nas.
- Jesteśmy z dala od Korei.
- To nic nie zmienia - mówiła już panicznym tonem, aż popłynęły jej łzy.
- Ciii~... - przystawił palec do jej ust - Będzie dobrze... obiecuję - uśmiechnął się troskliwie do niej przejeżdżając kciukiem po jej dolnej wardze - Zaufaj mi - przytaknęła jedynie, a on  czule ją pocałował muskając jej wargi. Wszedł w n ią gwałtownie i niespodziewanie przez co wygięła się pod nim z rozkoszy w łuk. Spędzili razem upojną noc wbijając paznokcie w swoje ciała i przekrzykując uderzenia łóżka o ścianę.

* Od pewnego czasu zauważyłam, że z Luhanem  dzieję się coś dziwnego. Stał się bardzo blady. Często się męczy. Wygląda na chorego, lecz jego męska duma nie pozwala mu na przyznanie się do słabości. Do lekarza też nie pójdzie, bo po co? "Przecież nic mi nie jest". Z dnia na dzień widzę, jak czuje się coraz gorzej. Przez to rezygnuje z koncertów, spotkań z fanami, konferencje. Widzę, że cierpi. Znajduję jego włosy na poduszce. On sam z bólem patrzy na siebie w lustro. Tak bardzo chciałabym mu pomóc. Kupuję mu witaminy, których nie chce brać, więc jestem zmuszona dodawać je do jego jedzenia. Parę dni później zabrał mnie do restauracji. Włożyłam czarną, długą sukienkę. Dobrze widzieć go znów uśmiechniętego. Piliśmy wino i śmialiśmy się, jakby problemy zniknęły. Tego wieczoru... oświadczył mi się. Byłam tak szczęśliwa. Czułam, że zaczyn am życie od nowa. Tak bardzo pragnęłam i do tej pory pragnę... założyć z nim rodzinę. Dziś siedzę przy nim w szpitalu. Biedny, osłabiony leży na łóżku z maską tlenową na ustach. Nasze splecione dłonie odznaczały się pierścionkami zaręczynowymi. Luhan... ma raka odziedziczonego. Urodził się z nim, lecz dopiero teraz się aktywował. Kiedy wróciłam od domu po zakupach na obiad zastałą mnie cisza. Znalazłam go nieprzytomnego w salonie na podłodze. Luhan przestał pracować mimo, że bardzo chciał. Nie pozwoliłam mu. Opiekowałam się nim w domu, by nabrał sił. Tylko ja pracowałam, a jego niemrawy szef od czasu do czasu przelewał jakieś pieniądze Luhanowi na konto za chorobowe. Potrzebowaliśmy pieniędzy na leczenia. Robiłam wszystko co w mojej mocy, żeby było jak najlepiej. "Amanda"* 


 Mijały tak miesiące, Luhan  zawiesił działalność i przestawał się pokazywać, jako gwiazda. Lekarze w szpitalu tylko ich wykorzystywali, gdyż Luhan  jest sławny. Coraz droższe badania i zabiegi. Opłaty za każdy dzień w szpitalu. Amanda któregoś dnia dostała pismo do domu o powrócenie do wojska. Była załamana, bo nie może w takim stan ie zostawić Luhana i wyjechać do wojska. Wszystko gromadziło się w jednym czasie. Jedyne pocieszenie w tym wszystkim było takie, że płatne.Amanda cały dzień zachowywała się inaczej. Nie wiedziała, jak mu o tym powiedzieć.

 - Co ci jest? - Zapytał Luhan widząc jak stoi przy garach załamana.
 - Nic... 
 - Przecież widzę... - Przytulił ją od tyłu - Przepraszam 
 - Za co? 
 - Sprawiam ci same kłopoty
 - Nawet tak nie mów
 - Taka prawda... nie tak wyobrażałem sobie nasze wspólne życie
 - Wiem, ze jest inaczej, ale damy rady - Spojrzała mu w oczy - Nie przejmuj się tak tym. Będzie dobrze. Nigdy cię nie zostawię.
 - Chodzi o coś jeszcze, prawda?
 - C-co?
 - Widzę to po tobie...
 - Wydaje ci się - Zaśmiała się nerwowo wracając do naczyń.
 - To, że jestem chory, nie oznacza, że jestem głupi. Powiem mi wreszcie, bo zaczynam się martwić.
 - Dostałam pismo z wojska
 - J-jak to?
 - Dostałam wezwanie do wojska... przecież... miałam mieć tylko szkolenie... a okazało się, że na własne życzenie dostałam się do wojska - Ścisnęła pięści i popłynęła jej łza, po czym pokazała mu wezwanie. Luhan wziął od niej dokument i przeczytał. Nastała cisza.
 - ... Jedź...
 - O czym ty mówisz?
 - To twój obowiązek... po resztą widziałaś ile ci pieniędzy zapłacą? Wystarczy na opłacenie wszystkiego - Patrzyła na niego z zaszklonymi oczami.
 - Nie zostawię cię - Przytuliła go mocno. Zaczął głaskać ją po głowie.
 - Dam sobie przecież radę. To tylko trzy miesiące, będzie dobrze. Będziemy dzwonić do siebie codziennie - Przytaknęła tuląc się do niego. W następnym tygodniu spakowała się i ubrała w mundur. Luhan  odwiózł ją na lotnisko i na pożegnanie pocałował. Minęły jej trzy miesiące w wojsku. Codziennie do niego dzwoniły, by wiedzieć czy wszystko w porządku. Miało być lepiej, a stało się tylko gorzej. Szczęśliwa wylądowała na lotnisku, lecz Luhan nie przyjechał po nią. Pojechała więc taksówką do domu mając pewne obawy.

 - Skarbie już wróciłam~! - Przywitała ja cisza. Przestraszona zaczęła go szukać po domu wołając jego imię, lecz nie było go w domu - Kurwa! - Zostawiła rzeczy w domu i w mundurze pojechała do szpitala. Znalazła go tam leżącego na łóżku - L-luhan... - Miał maskę tlenową przy ustach i wyłysiał - S-skarbie... - Podeszła. Odwrócił głowę i uśmiechnął się na jej widok.
 - Cześć skarbie
 - Dlaczego mi nie powiedziałeś?
 - Nie chciałem cię martwić
 - Więc wolałeś bym przyjechała do pustego domu i bała się że cię... - Nie dokończyła zdania - Głupolu~!  - Przytuliła go mocno - Tak się stęskniłam~ 
 - Ja za tobą też
 - Od jak dawna tu leżysz?
 - Z jakiś miesiąc, miałem chemioterapię
 - Czuję, że będzie dobrze. Zobaczysz - Uśmiechnęła się do niego. Nie odwzajemnił uśmiechu.
 - Amanda... chciałbym wziąć z tobą ślub.
 - J-ja z tobą też - Dotknął jej policzka. Zamknęła oczy i wtuliła się w jego bladą dłoń.
 - Ale nie wiem czy ja w ogóle... - Przerwała mu.
 - Nie musisz dokańczać.
 - Dożyję...
 - Nie mów tak
 - Taka prawda
 - Będzie dobrze
 - A jak nie będzie? - Na stałą chwila ciszy - Dobrze wiesz, że tak może się stać... proszę... kup sobie suknię ślubną... jeszcze dzisiaj
 - Dzisiaj? Nie rozumiem 
 - Chcę wziąć z tobą ślub jak najszybciej, zanim ja...
 - Nie dojdzie do tego... ale kupię ją.
 - Na jutro
 - To musiałabym ją już dzisiaj kupić. Czemu akurat na jutro?
 - Z-zobaczysz... proszę cię... kup ją dzisiaj i przyjdź w niej jutro... chcę cie w niej zobaczyć
 - No... n o dobrze, przyjdę - Uśmiechnęłam się - Jeżeli to ma cię uszczęśliwić - Pocałowała go czule w usta - Zrobię dla ciebie wszystko - Rozmawiali jeszcze jakiś czas wtuleni w siebie i pojechała do salonu z sukniami. Trochę jej to zajęło, lecz kupiła tą, która jej przypadła najbardziej do gustu.
 Długa, biała suknia z wcięciem w talii puszczona od pasa w dół. Ramiączka były po bokach, więc odkrywały jej ramiona.
 Następnego dnia, przyjechałam do niego w sukni ślubnej z spiętymi włosami w wysoki kok. Zawstydzona i poddenerwowana tym, jak zareaguje, wzięła głęboki oddech i weszła do jego sali uśmiechnięta. Łóżko było puste i pościelone. Stałą zdezorientowana nie wiedząc co się stało. Patrząc na puste łózko nie potrafiła się ruszyć. Jej serce zaczęło szybko bić. Po chwili do pokoju weszła pielęgniarka. Powiedziała jedynie:
 - Proszę za mną - I wyszła. Amanda przełknęła głośno ślinę i poszła za pielęgniarką, która wyprowadziła ją z szpitala za budynek. Kobieta nie odpowiadała Amandzie na pytania. Gdzie Luhan ? Co się z nim stało? Dlaczego nie jest w swoim pokoju? Gdzie mnie pani prowadzi? Kobieta nic nie mówiła, jedynie szła przed siebie. W ogrodzie za szpitalem mogła dostrzec siedzącą postać na wózku inwalidzkim z maską tlenową. To był Luhan. Przejęta tym, że nagle zniknął z swojego pokoju zaczęła biec w jego kierunku. Po chwili usłyszała muzykę. Zatrzymała się. To była ślubna, kościelna melodia.
 -C-co? - Zapytała sama siebie nie wiedząc co się dzieje. Chińczyk na jej widok szeroko się uśmiechnął.
 - Amanda - Wypowiedział jej imię i wzruszył się - Wyglądasz... tak pięknie...
 - Co się dzieję? Nie mów, że... - Przyszedł ksiądz pod ich ślubny łuk ozdobiony różami. Widząc to popłynęły jej łzy. Luhan zorganizował bardzo małe, skromne wesele, który robi personel szpitala dla chorych osób, które nie mogą wyjść z szpitala, a są w ciężkich przypadkach. Patrzyli sobie zakochani w oczy, aż wreszcie powiedziała "Tak". Kto by przypuszczał, że zwykłe słowo " Tak", może wywołać tyle szczęścia i wzruszenia. Resztę dnia spędzili razem na łóżko szpitalnym w swoich ramionach. Opowiadał jej, jak kiedyś zorganizuje dla niej kolejne wesele, bogate i huczne wesele. Zaproszą wszystkich i będą bawić się do rana. Wyjadą na miesiąc miodowy i będą żyć spokojnie... z dziećmi. Tak bardzo chciała w to wszystko wierzyć. Obiecała mu, że będzie przy nim do końca ich dnia.
 Codziennie do niego przyjeżdżała do szpitala i się nim zajmowała. Gdy trzeba było, pomagała mu się umyć czy go nakarmiła.
 Jakiś czas później lekarze pozwolili mu wrócić z nią do domu. Tak bardzo się cieszyła, że będą mogli razem spać w spólnym łóżku. Od tamtego dnia, nie pozwoliła na to, żeby to ona pierwsza zasnęła. Kładła się z nim do łóżka i wtulona w niego pilnowała jego serca.
 - Nigdy cię nie zostawię - Wyszeptała przeczesując jego jasne włosy dłonią - Będę przy tobie do końca naszych dnia - Łzy napłynęły do jej oczu i pocałowała go w czoło czule.
 Minęło kilka miesięcy. Luhanowi poprawiło się. Miał więcej siły. Mógł już więcej robić samodzielnie.
 Minął kolejny miesiąc, a Amanda dostała kolejne, płatne wezwanie. Luhan zapewniał ją, że wszystko będzie w porządku i da sobie radę. Odwiózł ją na lotnisko i pożegnali się w namiętnym pocałunku.
 Tym razem inaczej się to zaczęło. Luhan znów wrócił do szpitala, a do obozu Amandy w Iraku przyjechała Koreańska policja wraz z generałem. Podeszli do niej, gdy ta stała w swoim mundurze,

 * Każdego dnia myślałam o Luhanie jeszcze intensywniej, kiedy znów trafił do szpitala, a przecież, już było tak dobrze. Kiedy tylko wrócę do Chin, znów się nim  zajmę. Proszę poczekaj na mnie skarbie. Nagle zauważyłam, że w obozie powstało zamieszanie. Zainteresowana odwróciłam się i zobaczyłam, że w moim kierunku idzie koreańska policja z generałem. 
 - To ty jesteś Amanda?  - zapytał przełożony. Nie wiedziałam za bardzo co się dzieję. Przytaknęłam.
 - Co się stało?  - Po chwili chcieli zakuć mi ręce w kajdanki - O co chodzi?! - Przestraszyłam się i zaczęłam wyrywać.
 - Zostaje pani aresztowana pod zarzutem brania udziału w morderstwie pana Fenga - Czyli to się jednak stało. Przeszłość nas jednak dopadła. Dowiedzieli się, że to my. Rozpłakałam się - Nie! - Zaczęłam krzyczeć wyrywając się. Obezwładnili mnie rzucając na piasek. Przepraszam Luhan. Za wszystko cię przepraszam. Nagle wszyscy gwałtownie przestali isę ruszać. Podniosłam głowę i zobaczyłam, że mężczyzna, który właśnie próbował mnie skuć dostał w głowę. Co się znowu to odpierdala?! Usłyszałam tylko krzyk, że napadli na nasz obóz i wszyscy rzucili się na broń. Ja również. Złapałam za karabin i rzuciłam isę w ucieczkę. Szybko, żeby tylko gdzieś się skryć i strzelać z ukrycia. Walczyłam z jakąś godzinę, ale nie na długo. Przerażały mnie ciała moich koleżanek. Tak bardzo mnie rozpraszały, że dostałam. Tak, dostałam kulką prosto w pierś. Nie mogąc złapać oddechu złapałam isę za ranę, a moja dłoń była cała w krwi. Dostałam drugi raz, a całe moje życie przeleciały mi przed oczami pełne łez. A co z moją przyszłością? Co z Luhanem? Skarbie... a miałam cię nigdy nie opuścić, aż do końca naszych dni... przecież obiecałam..."Amanda"* 

* Odkąd trafiłem do szpitala miałem złe przeczucia. Czułem, że z dnia na dzień mam coraz mniej siły. Czuję, że nie pociągnę tak dłużej, a obok mnie nie ma Amandy. Może nawet dobrze. Może nawet lepiej. Niech nie patrzy na to, jak umieram. Za dużo przeżyła przeze mnie. Za często doprowadzałem ją do płaczu przez mój stan. Tak bardzo chciałbym ją teraz przeprosić. Któregoś dnia w nocy, kiedy nadal leżałem w szpitalu, a Amanda jeszcze n ie wróciła z Iraku usłyszałem w swoim pokoju jakieś kroki. Zignorowałem to myśląc, że może pielęgniarka znowu przyszła. Nagle poczułem czyjąś rękę na swoim policzku. Otworzyłem oczy i zobaczyłem ją. Moją Amandę, która uśmiechała się do mnie.
- Co ty tu robisz?  - Zapytałem nie dowierzając.
 - Napadli na nasz obóz w Iraku.
- Puścili was wcześniej?
- T-tak skarbie.
- Co ci się stało w pierś?
- Postrzelili mnie, ale to nic . Lekarz już mnie opatrzył - Nagle pomogła mi wstać - Chodź ze mną.
- Gdzie? 
- Tam, gdzie będziemy wreszcie szczęśliwy. 
 - Myślałem, że już nigdy cię nie zobaczę - Pocałowałem ją z utęsknieniem. Odwzajemniła bez namysłu - Obiecałam ci, że nigdy cię nie zostawię, aż do końca naszych dni.
- Tak cię kocham
- Wiesz, że ja ciebie też. Dlatego wróciłam - Złapała mnie za rękę i wyprowadziła z pokoju " Luhan "*

 Następnego dnia do szpitala przyjechał Kris. Od niedawna odnowił z Luanem i Amandą kontakt i kiedy dowiedział się o chorobie Luhana i że teraz leży w szpitalu, postanowił od niego pojechać w odwiedziny. Dowiedział się, że dzień wcześniej Amanda zmarła. Bał się od niego jechać z taką nowiną. Załamie się przecież. Zapukał do drzwi i wszedł od środka. Zobaczył, że Luhan  jeszcze śpi. Usiadł obok niego i patrzył jak spokojnie śpi uśmiechnięty.
- Luhan~ - Dotknął jego ramienia i szturchnął go delikatnie, żeby się obudził, ale ten nie ruszył się. Złapał go za nadgarstek, a łzy nabrały się do jego oczu, ale uśmiechnął się, pomimo tego, że płynęły po jego policzkach. 
 - Przyszła po ciebie prawda? Już nie musisz się męczyć Luhan... idź z nią

wtorek, 3 maja 2016

EXO: Just say you love me Rozdział 44

Dziękuję za wszystkie anonimowe hejty. Dawno się tak nie śmiałam ^^


* Zastanawiam się, co powinnam zrobić? Powinnam zostać z chłopakami czy lepiej rozwijać się w kierunku wojskowym? A może powinnam zostać w wytwórni i zadebiutować? Wszystko już mi się miesza w głowie. Zawsze marzyłam o tym by wstąpić do wojska. Teraz mam szansę, kiedy pójdę na szkolenie. Praca ochroniarza w sejmie na dobrych warunkach to po prostu cud, a debiut w girlsbandzie nigdy nie był moim marzeniem. Po co mi sława skoro mogę spełniać marzenia na własnych warunkach? A exo? Jak to wujek powiedział, "są już dorośli i dadzą sobie radę". Patrząc na nich czasami w to wątpię. Spędziliśmy razem naprawdę świetne chwile. Ale czy to na pewno jest moje przeznaczenie? Mam całe życie z nimi mieszkać i ich chronić? To wspaniali przyjaciele, ale z czasem założą rodziny i wyprowadzą się. Może wujek ma jednak racje. Może czas wydorośleć i iść własną drogą?   Następnego dnia miałam wolne. Od razu zasiadłam do komputera i wypełniłam formularz zgłoszeniowy na szkolenie po czym go wysłałam. Następnie pojechałam na motorze do swojej wytwórni w którym jestem trainee. Opuściłam zespół i zrezygnowałam z dalszej nauki w tej wytwórni. Jeszcze tego samego dnia dostałem email od jednostki... przyjęli mnie. *





Wieczorem, Amanda leżała z Luhanem na łóżku odpoczywając.
- Luhan... m-muszę ci coś powiedzieć... ja... - Chińczyk przerwał jej.
- Ja pierwszy mam ci coś do powiedzenia... odchodzę z zespoły - Zdziwiona, aż usiadła na łóżku
- C-co?!... Odchodzisz?! Ale, jak to?
- Przemyślałem wszystko i chcę odejść. Kris dobrze postąpił. W takich warunkach nie da się żyć. Nie mogę się przez SM rozwijać. Kiedy odejdę, ty też będziesz mogła odejść i zamieszkać ze mną w Chinach.
- Z-zamieszkać? - dostała delikatne rumieńce patrząc mu w oczy - Dobrze wiesz, że nie mogę... należę do Fenga.
- Nie mów tak.. - przerwała mu.
- Ale to prawda! ... Nie mam tyle pieniędzy, żeby złamać kontrakt - skuliła się załamana.
- Więc... odejdę z zespołu i zarobię na złamanie twojego kontraktu w Chinach.
- C-co? - Nie mogła uwierzyć własnych uszom. Spojrzała na niego zdziwiona.
- Będę kontynuować karierę w Chinach i pozwę SM za lata rasistowskiego poniżania.
 - Wiesz ile to pieniędzy? N-nie mogę, nie przyjmę ich.
- Chcę to zrobić dla ciebie... Amanda, ja cię kocham - zrobiła się czerwona, a jej serce szybko zabiło.
- Też cię kocham.
- Więc zgódź się i zamieszkaj ze mną w Chinach.
- Obiecujesz, że nie zapomnisz o mnie w Chinach i pomożesz mi się stąd wyrwać?
- Obiecuję - Namiętnie go pocałowała w usta. Od razu odwzajemnił jej pocałunek. Ich języki oplatały się w pocałunku. Luhan zaczął muskać jej delikatną szyję. Cicho posapywała przechylając głowę do tyłu. Lizał ją napierając czubkiem języka na szyję. Jęknęła cicho:
- Ah! L-luhan... - spędzili razem upojną noc w zaciszu sypialni.

 Następnego dnia, Amanda opowiedziała o wojsku Luhanowi, kiedy naga leżała w jego objęciach pod białą pościelą. Nie miał nic przeciwko, lecz bał się, że w wojsku może coś się jej stać.
- Oj głuptasie~ Co może się stać? Przecież nie ma skarbie wojny - pocałowała go czule w usta.

 Jakiś czas później Amanda oznajmiła Fengowi o przyjęciu do wojska i o trzy miesięcznym szkoleniu. Nie miał nic przeciwko, gdyż zawsze ją wspierał w edukacji. Tydzień później spakowała się do wojska żegnając z najbliższymi.
- Nie zapomnij o mnie Luhan.
- Nigdy o tobie nie zapomnę... wrócę i zabiorę cię do siebie.
- Obiecujesz?
- Obiecuję - Kiedy tylko przekroczyła bramę wojska w mundurze poczuła się jak w domu. Poczuła, że wreszcie spełnia marzenia. Trzy długie, zimne i ciężkie miesiące w wojsku. Dali jej nieźle w kość, ale nie poddawała isę i nie okazywała słabości. Nie dała się złamać, pomimo, że nie raz próbowali.
 Podczas tych trzech miesięcy wiele się zmieniło. Luhan tak jak mówił, pozwał SM i wrócił do Chin do swojej rodziny, której od dawna nie widział. Łzy szczęścia popłynęły z jego jelenich oczu. Kontynuował swoją karierę w Chinach. Występował w reklamach, sesjach zdjęciowych oraz śpiewał.
 Od razu został przyjęty z otwartymi rękami do Chińskiego show biznesu. Na nowo podziwiany i szanowany nie jako członek Exo, a jako Luhan. Po tych trzech miesiącach Amanda wyszła z obozu. Jedyna osoba która przyjechała żeby ją powitać był Feng. Od razu kiedy zobaczyła trzydziestoletniego mężczyznę w garniturze przy swoim sportowym samochodzie od razu odechciało jej się żyć.  Nie widziała się z Luhanem już pół roku. Oczywiście miała z nim kontakt, czasami dzwonił do niej, ale tylko czasami. Z czasem coraz rzadziej tłumacząc się, że ma mało czasu. Wieczory spędzała przy telefonie czekając jak wreszcie odbierze słuchawkę lub oddzwoni. W końcu telefon leżał sam przy łóżku nie tknięty przez nikogo. Zaczęła tracić nadzieję, że kiedykolwiek wróci. Dni wyglądały tak samo, monotonne. Wstawała rano, zjadała śniadanie, ubierała się, jechała do wytwórni, pracowała do samej nocy, wracała z zespołem do dormu, brała prysznic, zjadała kolację, szykowała się do spania i kładła się spać. Wstała, ubierała się, śniadanie, praca, kolacja, prysznic i spać. Któregoś dnia, stojąc pod salą treningową jak zwykle to bywało ktoś ją zawołał po mieniu. Odwróciła głowę i nie mogła uwierzyć własnym oczom. Pojedyncza łza popłynęła po policzku.
- L-luhan...
- Cześć skarbie... obiecałem - rozpłakała się ze szczęścia i podbiegła szybko do niego rzucając się w jego ramiona.
- Myślałam, że już o mnie zapomniałeś.
- Nigdy - Pocałował ją czule okazując całą swoją miłość do niej. Od razu go odwzajemniła mocno z tęsknotą - Chodźmy stąd.
- Gdzie?
- Do Fenga, zerwiesz z nim umowę.
- C-co? Naprawdę?
- Mam na zerwanie kontraktu.
- A-ale nie mogę teraz. Jestem w pracy.
- Oj no przestań~ Zależy ci na takiej pracy? Odejdź ze mną - zaśmiała się kiedy ciągnął ją za rękę.
- To słodkie~ Ale nie mogę tak odejść w środku dnia w dodatku nie mówiąc nikomu.
- Kto tak powiedział? - przerzucił ją przez ramię i zabrał ze sobą.
- Luhan! Opuść mnie na dół~!
- Hmmm... nie? - zaśmiałem się.
- Kiedy ty tak przypakowałeś? - Zdziwiła się po czym wyszliśmy tak z wytwórni gdzie był tłum fanów - Ludzie patrzą
- Niech patrzą - "Wrzucił" ją do samochodu po czym odjechali. Po pewnym czasie znaleźli się pod rezydencją Fenga. Amanda bardzo bała się zerwania kontraktu. Nie wiedziała, jak Feng zareaguję na to po tylu latach.
- Spokojnie Amanda - wziął jej dłoń do swojej - Będzie dobrze... zobaczysz - uśmiechnął się. Przytaknęła odwzajemniając uśmiech i wzięła głęboki oddech po czym wysiadła z auta i podeszła do drzwi rezydencji. Zapukała w nie kilkukrotnie. Nagle otworzyły się, a nich stanął Feng
- Amanda? - zdziwił isę - Co ty tutaj robisz? Nie powinnaś być o tej porze w pracy? - zwrócił uwagę na samochód - Z kim przyjechałaś?
- To nie ważne teraz Feng. Musimy poważnie porozmawiać.
- O czym?
- O naszym kontrakcie - przymrużył brwi kiedy tylko usłyszał to słowo. Nigdy nie chciał rozmawiać na temat kontraktu. Kiedy tylko zaczynała, on od razu ją uciszał
- Wejdź - wpuścił ją do środka mówiąc lekko zdenerwowanym głosem po czym zamknął drzwi - A więc? - podniósł nieco ton głosu. Tym razem ją nie uciszy. Tym razem ją  nie przestraszy.
- Odchodzę.
- Co powiedziałaś?
- To co usłyszałeś... odchodzę Feng - Zaśmiał się.
- Nie masz szans, żeby odejść. Żeby zerwać kontrakt trzeba mieć kupę kasy, którą nie dysponujesz.
- Mylisz się - pokazał mu pieniądze.
- S-skąd masz tyle pieniędzy?! - Był wyraźnie w szoku.
- To już nie twoja sprawa.
- Ukradłaś je?
- Że co?! Bierzesz mnie za złodzieja?!
- Nigdy by normalnie tylu pieniędzy nagle nie zarobiła! Skąd je masz?
- To już nie twój interes , bo zrywam kontrakt.
- Nie możesz.
- Jak to nie mogę?
- Spędziliśmy razem tyle pięknych lat, nie możesz nagle tak po prostu odejść!
- Piękne lata? Chyba sobie żartujesz! Odchodzę czy tego chcesz czy nie - ominęła go i sięgnęła po klamkę chcąc wyjść z rezydencji, lecz nagle złapał ją za ramię zatrzymując - Puść mnie.
- Zostaniesz tutaj.
- Powiedziałam... zostaw mnie i nigdy więcej nawet nie dotykaj! - wyrwała się z jego uścisku. Gdy tylko chciał wyjść od nagle ją popchnął na ścianę i uderzył w twarz z pięści.
- Nigdy więcej nie opuścisz tej rezydencji! ZOSTANIESZ TU ZE MNĄ DO USRANEJ ŚMIERCI! - Jego źrenice się powiększyły. Krzyczał śliniąc się, aż pluł śliną
- Jesteś pojebany! ZDYCHAJ PSIE! - Zamachnęła się i chciał uderzyć go w twarz, lecz ten łapał jej rękę i wykręcił.
- ZDECHNIEMY TU RAZEM! - Wpadając w szał zaczął okładać ją pięściami po twarz.
 Luhan czekał na Amandę w samochodzie. Zaczął się denerwować, że tak długo nie wraca. Przestraszył się, że mógł zrobić jej krzywdę. Wysiadł z samochodu i podszedł do budynku. Zapukał parę razy w drzwi, ale nikt nie otwierał
- LUHAN!!!  - Usłyszał przeraźliwy krzyk ukochanej. Wbiegł do środka i zobaczył ją zakrwawioną na podłodze i podduszaną przez Fenga, który nawet nie wrócił uwagi na młodego Chińczyka. Luhan wiedział, że jest słabszy od Fenga i nie da sobie z nim rady. Przerażony widział, jak Amanda z ledwości się już porusza. Chłopak wziął z butelkę. Uderzył go z pięści w twarz, a po chwili uderzy butelką roztrzaskując ją na jego twarzy. Feng przez uderzenie upadł,  jego twarz zaczęła krwawic. Spojrzał z mordem w oczach na Luhana. Chłopak nie potrafił się powstrzymać.
- NIGDY WIĘCEJ JEJ NIE DOTKNIESZ ŚMIECIU!! - Zaczął dźgać Fenga butelką na oślep po jego ciele, a na końcu poderżnął mu gardło. Krew chlapała na wszystkie strony z Fenga po czym upadł na ziemię bez ruchu.
- NIE! FENG!  - Przerażona Amanda wstała - Czy ty wiesz co właśnie zrobiłeś?! Zabiłeś go! Boże!
- Ktoś musiał...
- Zamkną nas Luhan, zdajesz sobie z tego sprawę?!
- Pozbędziemy się dowodów - mówił cały czas ze spokojem w głosie patrząc na zakrwawione ciało mężczyzny.
- J-jak chcesz to zrobić? - Po pewnym czasie stali naprzeciwko płonącej rezydencji. Wpatrywali isę jak ogień pożera cały budynek nie zostawiając z niego nic.
- To już koniec - Powiedział łapiąc ją za rękę.
- Nie... to dopiero początek - Spojrzała mu w oczy.





sobota, 2 stycznia 2016

EXO: Just say you love me Rozdział 43

- Amanda! - krzyknął przestraszony Tao wpadając szybko do pokoju i  budząc dziewczynę.
- Co?- zapytała zaspana nie odrywając się od łóżka.
- Kris! On zniknął!
- C-co ty bredzisz? - podniosła się siadając na łóżku i przecierając oczy.
- No przecież ci mówię! Yifan gdzieś poszedł! Nie ma go! Zabrał ze sobą rzeczy - W tym momencie przypomniała sobie co się stało w nocy.

* Więc... to jednak nie był sen?... Co mam teraz zrobić? Tao przecież się załamię (Amanda)* 



 - Spokojnie Tao. Na pewno da się to jakoś wytłumaczyć. Pewnie, gdzieś... pojechał.
- To, to i ja wiem! Ale gdzie on jest?! I dlaczego wyjechał bez słowa?! To nie jest w jego stylu! 
- Yifan jest już dorosły i wie co robi. Da sobie radę.
- C-co masz na myśli? 
- To co powiedziałam.
- Jesteś za spokojna. Normalnie to zaczęłabyś krzyczeć i go szukać przeklinając przy tym. 
- Tao, ja po prostu...
- Amanda! - przybiegł Baekhyun - KRISA PORWALI! - Tao słysząc to zasłabł. 
- Tao! - krzyknęła przestraszona Amanda podbiegając do nieprzytomnego rapera - W porządku? - ocuciła go. Baekhyun stał jak wryty. 
- T-tak. C-co się stało? - zapytał łapiąc się za głowę - Usłyszałem coś dziwnego.
- Że Krisa porwali - powtórzył piosenkarz. Chińczyk zemdlał.
- BAEKHYUN! 
- No co? 
- Sam dobrze wiesz, że Tao jest bardzo delikatny. Pomóż mi go podnieść - obydwoje złapali go za ręce i nogi po czym położyli na jej łóżku. 
- A tak na poważnie to co z Krisem?
- Nie mam pojęcia. 
- Co się stało z Krisem? - zapytał Lay stojąc w drzwiach. 
- Dlaczego wszyscy pytają się mnie?
- Bo jesteś naszym ochroniarzem - odpowiedział Lay. 
- Co z tego?
- Dziwnie się zachowujesz - powiedział Baekhyun. 
- D-dlaczego? 
- Amanda! - usłyszeli głos Suhego na korytarzu, który zmierzał w ich kierunku. 
- Kolejny...
- Jak nas pilnujesz, co?! 
- To nie moja wina, że Kris zniknął! 
- Ty odpowiadasz za nasze bezpieczeństwo. Na tym polega twoja praca - po chwili wszyscy przyszli do jej pokoju wypytując do Krisa. Byli okropnie głośno. Kłócili się przekrzykując nawzajem.
- ZAMKNĄĆ SIĘ! - krzyknęła nie mogąc znieść ich głosów. Ucichli - Chcecie wiedzieć gdzie jest Kris?! - zapytała zdenerwowana głośno nie wytrzymując presji.





* Yifan, jak mogłeś odejść zostawiając wszystko mnie? (Amanda)* 



- Zapytajmy o to menadżera - wszyscy przytaknęli i zdeterminowali już mieli iść do jego pokoju, gdy nagle sam do nich przyszedł.
- Yifan wyjechał w nocy do rodziny. Nie wróci z nami do Korei - chłopcy byli w szoku. Rozumieli to, że pojechał do rodzinny. Ale zastanawiali się dlaczego tak nagle, czemu w nocy bez pożegnania, czemu nikomu o niczym nie powiedział nawet nic nie wspomniał. Czuli, że jest coś nie tak, ale doskonale wiedzieli, że menadżer nic im nie powie. Za dobrze go znali. 
 Po pewnym czasie wrócili do Korei bez Krisa. Jak zawsze wierni fani przywitali ich na lotnisku. Od razu zauważyli, że brakuje jeszcze jednej osoby. Wypytywali się gdzie jest Kris, ale nikt nie umiał nic powiedzieć. Wybuchł dyskucja w internecie na temat zniknięcia rapera. Minął tydzień, a chłopak nie wrócił nawet nie zadzwonił. Z nikim się nie skontaktował. Chłopcy parę razy próbowali się do niego dodzwonić, ale bez skutku. Zaczynali się o niego bać, a wytwórni nic nie chciał powiedzieć przez co sprawa stawała się jeszcze bardziej dziwna i tajemnicza. 
 Minął kolejny tydzień i nadal zero  Krisa. Zaczynali się zastanawiać czy może coś się stało. Tao, jak najlepszy przyjaciel Yifan'a nie mógł spać ani się skoncentrować przez ciągłe myśli o przyjacielu. Bał, że coś się stało. Ciągle go to męczyło. Minął tyle pytać i zero odpowiedzi. Jedyną osoba która o wszystkim wiedziała była Amanda, lecz dała słowo, że nie powie nic chłopakom. Nie mogła patrzeć na to jak Tao cierpi. 
 Następnego dnia, SM wreszcie ogłosiło, że Kris odszedł z zespołu pozywając wytwórnię z złe traktowanie. Chłopcy na wieści nie wiedzieli co powiedzieć. Po prostu ich zatkało. Byli smutki i jednocześnie zdenerwowani. Nie rozumieli tego dlaczego nic nie powiedział, ani nawet nie odezwał się. Martwili się o niego,a on tak po prostu odszedł bez słowa. Czuli do niego nienawiść i wstręt. Nie chcieli go widzieć na oczy. 
Jak mógł nas zdradzić? 


,,Nie na widzę go!" 


,,Zawsze chodziło mu tylko o pieniądze. "


,,Pieprzony księciunio! "


,,Jak zawsze myśli tylko o sobie. "


,, Zrobił to przed trasą... egoista"


  Z ust idoli padło wiele słów. W nocy po treningu cały zespół wyszedł z wytwórni chcąc wrócić do dormu. Na ich twarzach widniało zmęczenie, smutek, frustracja, gniew. Fani witali ich przed budynkiem dodając otuchy i wspierając ich. Z spuszczonymi głowami wsiedli do vana. Amanda cały czas podążała za nimi. Zaglądając do pojazdu zauważyła, że nie ma jednej osoby.

- Gdzie Tao? - zapytała.
- Może został jeszcze w środku - powiedział Kai. Nagle usłyszeli ich piosenkę z budynku,a dokładnie partię Krisa. Melodia wydobywał się z otwartego okna na drugim piętrze. Po chwili można było usłyszeć głośną rozpacz.

* Tao... (Amanda)*

 - Idę po niego... Nie czekajcie na nas - oznajmiła po czym zamknęła drzwi od vana i wróciła do wytwórni. Weszła do windy i pojechała na drugie piętro. Kiedy tylko wyszła z windy poszła do drzwi z których wydobywała się muzyka. Nie pewnie weszła do środka pomieszczenia i zobaczyła siedzącego przy stole Tao z opuszczoną głową. Zamknęła drzwi i bez słowa zamknęła również okno po czym zasłoniła je firankami. Wyłączyła głośną muzykę i podeszła bez słowa do chłopaka. Chińczyk podniósł głowę i czerwonymi, podpuchniętymi, zapłakanymi oczami spojrzał się na nią. 
- Och, Tao... - rzekła  zatroskanym głosem. Chłopak rozpłakał się jeszcze bardziej i rzucił się w jej ramiona. Przez ciężar ciała chłopaka przewrócił się z nim na podłogę. Tao mocno się do niej przytulił płacząc w ramię. Amanda głaskała go po włosach. 
- Dlaczego? ... Dlaczego on to zrobił?! Mówił, że zawsze będziemy się przyjaźnić! Że nigdy mnie nie zostawi! Okłamał mnie! Jak mógł?! ... Cała ta rodzina, to jedno, wielkie kłamstwo! Zostawił nas! Zostawił mnie! Nienawidzę go! - Amanda rozpłakała się, kiedy Tao wypłakiwał te słowa w jej ramię. Przytuliła go mocniej.
- Ciii... - uspokajała go - Wszystko będzie dobrze... musi. 


 Następnego dnia, Amanda spotkała się z swoim wujkiem, menadżerem exo w kawiarni. 
- Witaj wujku - przytulił go - Chciałeś się ze mną widzieć
- Witaj, tak to prawda. Proszę, usiądź, musimy porozmawiać - usiedli przy stoliku i zamówili kawę. Amanda zaczęła się bardzo przejmować tym spotkaniem. Nie wiedziała co się dzieje. 
- Coś się stało?
- Wiesz, mój dobry kolega potrzebuje dodatkowego pracownika ... ochroniarza w sejmie. 
- C-co? - była zaskoczona.
- Praca od poniedziałku do piątku. Bardzo dużo płacą, płatne chorobowe, nawet, jak zajdziesz w ciąże to nadal będziesz miała zachowaną pracę - nie była zbytnio zadowolona - Nie podoba ci się ta oferta?
- Podoba, tylko... co z chłopakami? Co z exo?
- No, nie będziecie już razem pracować. To już dorośli faceci, dadzą sobie radę. Zastanów się.,. drugi raz taka okazja może się nie trafić. Wystarczy tylko, jak zrobisz kilku miesięczne szkolenie w wojsku. Jak dobrze pamiętam zajmuje to ok. dwa może trzy miesiące. 
- No nie wiem.
- Zastanów się nad tym na spokojnie. Dobrze, jakbyś na wszelki wypadek jednak zrobiła to szkolenie nawet, jeżeli nie podejmiesz się tej pracy. Wiesz, dodatkowe kwalifikacje od razu jesteś przyjęta do wojska. 
- Na prawdę?
- No oczywiście. Wiem, że martwisz się o chłopców. Rozumiem to, ale nie możesz z nimi siedzieć całe życie. Każdy z was w końcu rozpocznie swoją własną drogę. Kariera, podróże, rodzina. 
- Może... może masz rację. Podejmę się tego szkolenia. 


***********
Wybaczcie, że takie krótkie. Wyszłam z pracy. Mam nadzieję, że się podobało. Następny rozdział już 6.01


czwartek, 3 września 2015

EXO: Just say you love me Rozdział 41

- Jak to wracasz do Polski?!... To żart?
- Niestety nie, oppa - załamał się łapiąc za głowę - Przepraszam, miałam ci o tym już wcześniej powiedzieć.
- Że co?! Wiesz już o tym od jakiegoś czasu?! Od jak dawna?
- Od paru dni.
- I mi wcześniej o tym nie powiedziałaś?!
- Nie wiedziałam jak... proszę cię, nie złość się.
- Nie złość się? Nie złość się?!... Jak mam się kurwa nie złościć?! CO?! JAK?! ... Jak zaraz całe moje życie przewróci się do góry nogami... Dlaczego? To przez rodziców? Porozmawiam z nimi, może pozwolą ci zostać.
- To nie przez nich, ja... ja złamałam kontrakt.
- Co?
- To dlatego też nie zadebiutowałam z Amandą.
- Zaraz... co ty zrobiłaś?
- Po prostu jestem z tobą.
- Złamałaś zakaz umawiania się? - przytaknęła.
- To moja wina, gdybym tylko wiedział...
- Nie obwiniaj się. To nie twoja wina. To ja byłam za mało ostrożna. Sądziłam, że nas nikt nie zauważy.
- Może... może da się to jeszcze jakoś naprawić?
- Nic się już nie da. Miałam rozmowę z szefem. To jest również ustalone przez twojego CEO. Obydwoje twierdzą, że jesteś razem w nieodpowiednim czasie, że teraz jest to za bardzo nie bezpieczne i najlepiej będzie, jak wrócę do Polski.
- Najlepiej?Dla kogo? Chyba tylko dla nich. Jak zawsze myślą tylko o sobie.
- I tak już nic nie zrobimy. Nie jestem już trainee. Wyrzucili mnie z wytwórni. Rodzice dostali nakaz deportacji do kraju.
- Co za skurwysyny! Jak mogli to zrobić?! - zdenerwowany uderzył o kierownicę.

 Tym czasem Amanda pod przykrywką udała się w stronę BigHit, by wszystko wytłumaczyć. Idąc między budynkami zaczepiły ją trzy dziewczyny.
- Czego? -odezwała się Amanda.
- Ty jesteś Amanda? - zapytała jedna.
- Z kimś mnie chyba pomyliłaś.
- To ona! Widziałam jej tatuaże! - krzyknęła druga. Amanda od razu je zakryła.
- Dajcie mi spokój. Nie mam ochoty się z wami... - nie zdążyła do kończyć, gdyż jedna z nich uderzyła ją w twarz.
- NIE MASZ PRAWA SPOTYKAĆ SIĘ Z KOOKIEM! ROZUMIESZ?! KIM TY NIBY JESTEŚ?! - wydzierała się na cały głos.
- CO DO KURWY NĘDZY JEST Z WAMI NIE TAK?! JESTEŚCIE POPIERDOLONE!
- ZAMKNIJ SIĘ! - uderzyła ją drugi raz. Nagle miała ją uderzyć kolejny raz, lecz Amanda złapała ją za ręce i uderzyła dziewczynę głową w czoło. W tym momencie podbiegła do niej druga dziewczyna próbując ją uderzyć. Amanda zrobiła unik i uderzyła nastolatkę w brzuch przez co przewróciła się. Trzecia stała przestraszona nie wiedząc co zrobić. Amanda wytarła krew spod wargi, założyła kaptur i poszła. Wtedy przestraszona nastolatka widząc pobite koleżanki wyciągnęła z kieszeni paralizator. Jedna z nich leżąc na ziemi krzyknęła: Na co jeszcze czekasz?! Zrób to w końcu!
 Amanda słysząc to odwróciła się wiedząc, że zaraz przestraszona kizia będzie próbowała ją uderzyć. Dziewczyna szybko przyłożyła paralizator do jej szyi. Kopnięta prądem upadła na ziemię. Pozostałe dziewczyny wstały z ziemi i ogarnęły się.
- Nadal jesteś taka pewna siebie? - zapytała z pogardą. Obolała Amanda spojrzała się na nią i rzekła szeptem: Szmata... . Od razu pożałowała swoich słów. Koreanka kopnęła dziewczynę w brzuch. W tym momencie cała trójka zaczęła kopać leżącą Amandę. Kopały ją po plecach, nogach, klatce piersiowej, głowie. Amanda doskonale wiedziała, że nie ma teraz żadnych szans. Po prostu skuliła się w kłębek i przyjmowała kopniaki.  A co w tym wszystkim najśmieszniejsze i najgorsze? Że to wszystko działo się tuż za wytwórnią BigHit.
- Jeszcze raz zbliżysz się do naszego Jungkook'a, a zginiesz, rozumiesz? ... Będziesz wyła z bólu jak nigdy dotąd... zdziro. Idziemy! - zostawiły ją zakrwawioną na mokrej ulicy. Drżącą ręką chciała dosięgnąć telefon, który okazał się zniszczony. Najwyraźniej, kiedy była kopana, telefon również oberwał. Położyła się na plecach patrząc na czarne niebo i nie mając sił, żeby wytrzeć z siebie krew.
- Życie... jest... bez sensu - wyszeptała i zamknęła oczy zostawiając swoje życie losowi.

 Parę godzin później siedziała na krześle w wytwórni dając się opatrzyć przez Jungkook'a. Przyjechała również policja, która porozmawiała z dziewczyną.
- Dobrze, że znalazł cię ochroniarz.
- Szkoda że za późno... jak już sobie poszły. Nie wierzę, że tak łatwo się dałam! - syknęła z bólu.
- Przepraszam, ale muszę cię opatrzyć. Masz całą twarz w ranach. Nie ruszaj się - zaczął wacikiem przeczyszczać jej pikniętą skroń - Przepraszam cię.
- Nie potrzebnie. Jeżeli przyprowadzisz mi kiedyś do domu taką pojebuskę to pamiętaj, że nie ręczę za siebie!
- Nie martw się noona, nigdy  z nikim takim nie będę.
- No mam nadzieję! Nakopię ci wtedy bardziej do dupy niż sobie to wyobrażasz - zaśmiał się - Masz to szybko wyjaśnić, bo nie mam zamiary być dłużej twoją dziewczyną - uśmiechnęła się pokazując zakrwawione zęby.
- Będziesz musiała jeszcze przepłukać usta.
- Dlaczego?
- Kopnęła cię któraś w usta? Chyba pękły ci dziąsła.
- To nie dziąsła... to ząb. Chyba mi wyleci.
- GDZIE ONA JEST?! - usłyszeli na korytarzu.Nagle do sali wbiegł Luhan.
- Oppa?... - łzy popłynęły mu po policzkach na widok dziewczyny.  Miała przeciętą wargę i skroń, dużą ranę na głowie oraz pojedyncze, niewielkie rany na twarzy wywołane różnymi śmieciami leżącymi na ulicy. Jej piękne, porcelanowa skóra była zakrwawiona.
- Co one ci zrobiły?! - podbiegł szybko do niej nie wiedząc jak ją objąć,żeby nie zrobić kolejnej krzywdy - Skarbie... - po chwili wypluła coś.
- Wypadł mi ząb  - powiedziała, a gęsta ślina wymieszana z krwią ciągnęła się za zębem.
- Nie martw się. Naprawimy to - mówił szybko - Wkręcimy ci nowy. Jaki tylko będziesz chciała. Kupię ci takich nawet z tysiąc, żebyś była szczęśliwa, naprawdę - kolejna łza popłynęła mu po policzku.
- Ne płocz - zaczęła sobie plenić. Wytarł łzę.
- To... to silniejsze ode mnie, kiedy cię taką widzę. B-boli cię coś?
- Tylko palujesz - zaśmiała się.
- Jak możesz żartować w takim momencie? - zaśmiał się - Jedziemy do szpitala.
- Nie, nyc mi nie jest.
- Dobry wieczór, przepraszam, że dopiero teraz przyszedłem, ale jeszcze rozmawiałem z policją i zaprowadziłem ich do siedziby z kamerami - przyszedł CEO wytwórni, szef BTS - Tak bardzo mi przykro, że tak się stało. Obiecuję, że się tym zajmę. Jutro z samego rana wyjaśnię całą tą sytuację z wymyślonym związkiem. Dobrze by było, gdybyś ty Jungkook też się wypowiedział na ten temat.
- Tak, rozumiem.
- Dzękuje panu baldzo.
- Nie dziękuj, nie możemy tego tak zostawić.
- Oppa...
- Tak? - od razu zareagował Luhan.
- Zabierz mnie do domu.
- Jasne - pomógł się jej podnieść po czym wyszli i pojechali do dormu. Kiedy tylko dotarli na miejsce, Luhan pomógł Amandzie wysiąść z auta i zaprowadził ją do środka. Wszyscy już byli w swoich pokojach. Wzięła gorący prysznic i przebrała się w piżamę. Tym czasem Luhan czekał na nią przed łazienką. Kiedy tylko wyszła spojrzał na jej czystą twarz w ranach.
- Nie musiałeś na mnie czekać.
- Po prostu martwię się - wziął w swoją dłoń jej policzek delikatnie dotykając koniuszkiem kciuka jej przeciętą wargę - Jak ząb?
- Powoli zaczynam się przyzwyczajać - Delikatnie i czule pocałował ją w zranioną usta. Syknęła z bólu.
- Przepraszam.
- Nie szkodzi. Ja... pójdę już do siebie. Za dużo wrażeń jak na dziś.
- Pewnie, idź odpocznij.
- Dobranoc oppa.
- Dobranoc - uśmiechnął się i odprowadził ją wzrokiem do salonu. Niestety, przyglądał się temu Sehun przez lekko uchylone drzwi dotykając swego mokrego policzka.

 Następnego dnia, Amanda obudziła się z sińcem pod okiem przez co cały czas nosiła okulary.Jak obiecał CEO BigHit wytłumaczył całą sytuację, że między nimi nic nie ma, Amanda jest jedynie dla Jungkook'a siostrą. Opowiedział również o wczorajszym zdarzeniu, które odbyło się za wytwórnią, a mianowicie o pobiciu Amandy przez fanki BTS. Powiedział również, że policja przeprowadza śledztwo odnośnie tej sprawy i posiadają wizerunki trzech dziewczyn uwiecznionych na kamerach, które odpowiedzą za napad w sądzie.
 W SM chłopcy przejęci pobiciem Amandy od razu się nią zajęli wypytując o wszystko. Chanyeol nawet popłakał się nie mogąc w to wszystko uwierzyć. Przytulił ją mocno twierdząc, że nikt nie ma prawa jej skrzywdzić. Sehun nawet nie zareagował. Siedział po prostu cicho czasem zerkając na dziewczynę.
 Tego dnia, całe exo trenowało przygotowując się do combacku, a Amanda stała i pilnowała za zamkniętymi drzwiami sali treningowej. Dwie godziny później, nagle Kris gwałtownie wybiegł zdenerwowany z sali.
- Yifan! - pobiegła zaskoczona za nim - Co się stało?
- Mam już kurwa dość takiego pierdolonego traktowania w tej wytwórni!
- Poczekaj... - złapała go za ramię, lecz wyrwał się.
- Zostaw mnie! - nawet się nie zatrzymał po prostu szedł szybkim krokiem dalej. Zdezorientowana wróciła do sali treningowej. Kiedy podbiegła do otwartych drzwi, zobaczyła, że zdenerwowany trener uderzył Tao w tył głowy.
- Ty pieprzony Chinolu! Mógłbyś się bardziej postarać!
- EJ! Co tu się wyrabia?! - od razu zareagowała wchodząc do sali.
- To nie twój interes! Wynoś się stąd!
- Jakim prawem ich tak traktujesz?! CO?!
- Nie słyszałaś co do ciebie powiedziałem?! WYNOŚ SIĘ! -już miał podnieść na nią rękę, kiedy nagle za nią złapał i powiedział: Mnie możesz uderzyć, ale jej nie masz prawa nawet dotknąć!
Przystawiła swój pistolet do skroni trenera.
- Jestem ochroniarzem exo i moim zadaniem jest dbać o ich bezpieczeństwo. Więc jeżeli będę musiała to przestrzelę ci tą pustą głowę. Niech im tylko włos z głowy spadnie, a obiecuję, że nie ręczę za siebie.
- Amanda! Co ty wyprawiasz?! - krzyknął stojąc w drzwiach jej przyszywany wujek, menadżer exo wraz z asystentem CEO.
- Zostaw go! Odstaw tą broń!
- Amanda - odezwał się Xiumin - Nic na to nie poradzisz.
- To nie fair...
- To się nie zmieni - wzięła głęboki oddech i schowała pistolet.
- Idziesz ze mną do CEO -odezwał się asystent. Pewnym krokiem wyszła z sali treningowej.
 Kilka godzin później, Amanda pojechała z Natalią i jej rodzicami na lotnisko.
- Nie wierzę, że w tym momencie się żegnamy - powiedziała delikatnie Amanda z łzami w oczach.
- Ja też, jeszcze tyle miałyśmy zrobić.
- Z takiego głupiego powodu.
- Nic na to nie poradzisz.
- Już to dziś słyszałam.
- Widziałaś Kai'a?
- To jeszcze się z nim nie pożegnałaś?
- Wczoraj rozmawiałam, a dzisiaj rano wysłałam sms, że wyjeżdżam. Myślałam, że przyjdzie.
- Nie martw się, pewnie go coś zatrzymało po drodze.
- Pewnie masz rację.
- To... do zobaczenia?
- Pewnie... w końcu jak siostry.
- To prawda.
- Do zobaczenia.
- Do zobaczenia - przytuliły się mocno - Będę za tobą tęsknić.
- A ja za tobą mocniej - Natalia wzięła walizkę i wraz z rodzicami machając Amandzie odeszła. Parę minut później Amanda spotkała zdyszanego chłopaka.
- Kai?
- Gdzie Natalia?!
- Już poszli. Wsiedli niedawno do samolotu.
- Co?! Spóźniłem się.
- Zadzwoń do niej - chłopak wyciągnął telefon i zadzwonił.
- Masz wrócić, rozumiesz?! Nie ważne kiedy. Masz po prostu wrócić. Będę na ciebie czekał. Kocham cię pamiętaj o tym.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

EXO: Just say you love me Rozdział 38

- Noona~! - usłyszeli głos Jungkook'a w przedpokoju. Przestraszona szybko odepchnęła od siebie Luhan'a i zakładając spodnie zobaczyła jak drzwi od salonu się otwierają, a w nich stanął Jungkook. Na szczęście dziewczyna zdążyła się ubrać w ostatniej chwili. Piosenkarz widząc stojącą na środku salonu siostrę krzyknął rzucając się jej na szyję:
- Noona! Nic ci nie jest? Wszystko w porządku? - panikował.
- Co ty tutaj robisz?
- Sehun hyung zadzwonił do mnie i mi wszystko powiedział - spojrzał na Lulu i zdenerwowany krzyknął - Wyjdź stąd! Nie widzisz, że rozmawiam z siostrą?! - spojrzeli się oboje na niego zszokowani postawą chłopaka - Eee... to znaczy... przepraszam hyung - zawstydził się - czy mógł byś na chwilę nas zostawić samych? Chciałbym z nią porozmawiać - ukłonił się nisko.
- Emm... spoko - wstał i wyszedł zamykając za sobą drzwi.
- Na pewno wszystko w porządku? Sehun hyung mówił, że przyjechała karetka.
- Tak, ale wszystko już jest dobrze.
- Miałaś lekką hipotermię.
- Już mi lepiej.
- Kulałaś na nogę.
- Tak, ale przeszło.
- Musisz wypoczywać.
- Jestem wypoczęta. Naprawdę nic mi nie jest.
- Musisz się połóżyć.
- Jongkook! - zamilkł. Wzięła głęboki oddech - Nic mi nie jest - mówiła powoli - Ok?
- Ok - odpowiedział spokojnie - Po prostu martwię się o ciebie.
- Wiem - uśmiechnęła się delikatnie przytulając do siebie brata.
- Więc, skoro już lepiej się czujesz, to może pójdziemy na miasto coś zjeść? Dawno się nie widzieliśmy.
- Jesteś ostatnio taki zapracowany. Ciągłe treningi, spotkania z fanami, występy. Dobrze się czujesz? Nie przemęczasz się?
- Spokojnie, to nie wygląda tak źle jak to sobie wyobrażasz.
- Nie kłam. Mieszkam z dwunastką idoli. Ciągle są napastowani.
- Ale to exo.
- No też prawda.
- No więc jak? Idziemy?
- Poszłabym z tobą, ale dzisiaj nie mogę. Chłopcy chcą spędzić ze mną czas i coś tam kupili. Właśnie szykują kolację i ... - spojrzał się na nią smutno - Tylko mi tu nie udawał. Nie działa na mnie mina zbitego pieska.
- Bling bling~ !
- Daj mi pięć minut - przebrała się, uczesała i była gotowa do wyjścia.
- A ty gdzie? - zapytał Kai.
- Wybaczcie, ale dawno nie widziałam się z bratem. Idziemy na miasto, wrócę później.
- O nie droga panno! - wyskoczył Baekhyun w różowym fartuszku - Nigdzie nie idziesz! Zostajesz w domu! Nie jesteś jeszcze w dobrej formie, żeby gdziekolwiek wychodzić. A co jak po drodze zasłabniesz lub co gorsza... ZEMDLEJESZ?
- Ale to prawie to samo - zwrócił mu uwagę Tao z kuchni.
- Cicho nie rozmawiam z tobą! A ty dziewczyno zostajesz w dormie czy ci się to podoba czy nie, rozumiesz?Chociaż jednego dnia zjedzmy wszyscy razem kolację i udawajmy, że jesteśmy szczęśliwą, kochającą się rodziną, zgoda?!
- A jemu co? - zapytała.
- Dostał opieprz w wytwórni - wytłumaczył Chen mówiąc z kuchni.
- Nie możemy innego dnia poudawać rodzinę tylko akurat dzisiaj?
- Tak myślałem, że będziesz stawiała opór. Kris zanieś ją do kuchni.
- Że co?!
- No ale... - zaczął.
- Żadne ale! Już!
- Dobra, dobra. Uspokój się wreszcie.
- Ty mnie nawet nie dotykaj! - powiedziała do Yifan'a, który zaczął się do niej zbliżać.
- Nie histeryzuj. Myślisz, że mi się to podoba? Odkąd dostał opieprz do wszystkich się czepia i ciągle się drze.
- Az tak źle z nim? - wyszeptała.
- Przechodzi załamanie nerwowe. Nie wytrzymał presji - wyszeptał - A teraz chodź.
- Po moim trupie - już ją miał podnieś do góry, gdy nagle złapała go za rękę i przerzuciła przez ramię.
- T-to może ja już sobie pójdę. Odezwę się. Pa - wybiegł z dormu.
- Kookie! Czekaj! ... Świetnie! Widzicie co narobiliście? Przestraszyliście go.
- Chyba ty go przestraszyłaś - rzekł Kris leżąc na podłodze.
- Zamknij się - kopnęła go w udo i poszła do kuchni.
- Widzę, że już wyzdrowiałaś - pod czas kolacji atmosfera zrobiła się trochę sztywna i nerwowa. Chłopcy byli wykończeni fizycznie jak i psychicznie, aż żal było na nich patrzeć. Wykończeni i zapracowani. Czuła, że dzisiejszego dnia musi zająć się porządnie chłopakami, by jakoś wstali wypoczęci następnego dnia. Kto się nimi zajmie jak nie ona? Kto inny obdarzy ich wsparciem jak nie ona? Oczywiście, są jeszcze exo-l, ale one nie są przy nich, kiedy potrzebują pomocy chociażby w dormie. Kiedy już po części zjedli i niektóre talerze stały puste na stole, Kyungsoo już miał wstać i je wszystkie pozbierać, kiedy nagle wstała Amanda zbierając szybko brudne talerze.
- Zajmę się tym, usiądź - uśmiechnęła się delikatnie. Odwzajemnił uśmiech i usiadł z powrotem. Zabrała talerze i podeszła do zlewu myjąc je po kolei.
- Pomogę ci - rzekł Suho.
- Nie trzeba, dam sobie radę.
- Chciałbym z tobą porozmawiać o wczorajszym wieczorze - wyszeptał tak, że tylko ona słyszała. Wtedy przypomniała sobie jak niechcący przyłapała Suhego w kuchni z Siwon'em.
- Nie ma o czym mówić -wyszeptała.
- Nie chcę, żebyś miała o mnie złe zdanie. Chciałbym to wyjaśnić.
- Przecież nie musisz się mi tłumaczyć. To twoje życie. Raczej nie powinno mnie interesować to z kim sypiasz.
- Ale tak głupio wyszło.
- Posłuchaj, nie ważne z kim byś sypiał ja i tak nie zmienię o tobie zdania. Jesteś moim przyjacielem, będę cię akceptować takiego jakim jesteś i raczej to się nie zmieni, więc nie martw się - uśmiechnęła się.
- Dziękuję.
- Nie masz za co. Tak postępują przyjaciele. Akceptują siebie nawzajem i wspierają we wszystkim. Idź usiądź z resztą.
- Jesteś świetna - po kolacji Amanda postanowiła, że sama zajmie się sprzątaniem, a resztę wyśle do swoich sypialni, by wypoczęli. Zaparzyła im rumianki oraz melisę, zaniosła tabletki przeciwbólowe, nasenne i uspokajające. Kiedy tylko wszystko im zapewniła spięła włosy, włożyła fartuszek i zajęła się sprzątaniem po kolacji. Zmywała naczynia, chowała jedzenie, myła podłogi oraz robiła małe pranie. W pewnym momencie usłyszała, jak ktoś wychodzi z jednego z pokoi i rozmawia z kimś przez telefon. Był to Kris.
- Nie,nie... no niestety... ciężko, źle nas traktują, mam dość...chyba masz rację... myślę nad odejście z SM... poczekaj wyjdę na zewnątrz, bo ktoś jeszcze usłyszy.




 * Co?! Kris chce odejść z SM?! Ale jeżeli odejdzie z wytwórni to i jednocześnie odejdzie z exo. Tak po prostu zostawi chłopaków? Denerwuje mnie ten człowiek, ale nie życzę mu źle. Nie chcę, żeby odchodził, ani nikt inny. Mam nadzieję, że to tylko tymczasowe jego przemyślenia i szybko zmieni zdanie. (Amanda)* 



Gdy skończyła poszła do łazienki wziąć prysznic. Następnie przebrała się w piżamę, po kremowała nogi maścią i udała się do salonu. W przedpokoju było cicho i spokojnie jak nigdy. Najwyraźniej byli bardzo zmęczeni, a leki im pomogły i ich uspokoiły. Siedząc na rozłożonej kanapie z kubkiem gorącej herbaty zobaczyła, że ktoś do niej przyszedł. 
- Chanyeol? Nie śpisz? 
- Nie mogę zasnąć - powiedział zmęczonym głosem - Mogę usiąść?
- Pewnie. Chcesz herbaty?
- Nie, dziękuję. Masz może jeszcze tabletki nasenne? 
- Jasne, już ci daję - wstała i szybko ruszyła do apteczki, która znajdowała się w kuchni. Przyniosła chłopakowi szklankę wody i tabletkę - Masz, po tym poczujesz się lepiej.
- Dziękuję - wziął do ręki lekarstwo i szklankę po czym ją połknął popijając wodą - Mogę cię o coś zapytać?
- Pytaj. 
- Skąd masz rany na nogach i biodrach?
- C-co?
- Wczoraj jak niosłem cię na rękach widziałem, że jesteś pokaleczona i sina. Co ci się stało? 
- To nic takiego.
- Kto ci to zrobił?
- Nikt.
- Nie kłam.
- I tak tego nie zrozumiesz.
- Przecież wiesz, że możesz mi o wszystkim powiedzieć.
- Ale nie teraz... w swoim czasie może się dowiesz. 
- Wiem, że może się boisz, ale chcę ci pomóc.
- Dowiesz się w swoim czasie. 
- Czemu jesteś taka dla mnie zimna? Chcę dobrze. To, że się z tobą przespałem pod wpływem alkoholu nie oznacza od razu, że jesteś mi obojętna, rozumiesz?! - zdenerwowany wyszedł z salonu wracając do swojego pokoju. 



* Cały czas ich tylko ranię. Co mam robić? (Amanda)*


 Następnego dnia w wytwórni Amanda jak zwykle stała przed drzwiami sali ćwiczeń w której znajdowali się chłopcy. W pewnym momencie na korytarz wyszedł Luhan. Spojrzał się na dziewczynę i zapytał:
- Jak tam?
- Nie chce mi się już tutaj stać.
- Więc chodź ze mną - złapał ją za rękę.
- Gdzie?
- Gdzieś gdzie nas nikt nie zobaczy - zaczerwieniła się - N-nie mogę. Muszę tu stać i pilnować.
- Tylko na chwilę. Daj mi pięć minut. Będziemy tylko za rogiem - mówił prowadząc Amandę za rękę. Stojąc z nią za ścianą za rogiem oparł ją o ścianę patrząc jej w oczy. 
- C-co ty robisz?
- Zdaje mi się, że wczoraj czegoś nie dokończyliśmy. 
- Nie podchodź do mnie. 
- Bo co? - zaśmiał się.
- Zrobię ci krzywdę.
- Obydwoje dobrze wiemy, że i tak nie podniesiesz na mnie ręki - objął ją w pasie. 
- Nic z tego nie wyjdzie. To się nam nie uda. Nie kocham cię.
- Sama siebie okłamujesz, prawda? - spojrzała się na siego jasne, pełne usta przełykając nerwowo ślinę i ciężko oddychając. Przybliżył się jeszcze bardziej. Przypomniała sobie co mówił jej Feng o nie swataniu się z innymi i rozkochiwaniu w sobie chłopaków z exo. Przestraszyła się.
- Oppa - jej głos zadrżał pod naciskiem ciała chłopaka - Boję się jak to się skończy.
- Może to i bardzo dobrze - pocałował ją namiętnie w usta. 



wtorek, 19 maja 2015

EXO: Just say you love me Rozdział 37

- Amanda?! - krzyknął przestraszony i zaskoczony Siwon. Suho słysząc to od razu odepchnął od siebie chłopaka i szybko się zasłonił.
- C-co ty tu robisz?! - zapytał szybko przestraszony Suho - Myślałem, że później wrócisz do dormu - z wytrzeszczonymi oczami stała jak sparaliżowana nie potrafiąc w tym momencie nic zrobić. Była w szoku.
- Przepraszam - rzuciła szybko słowem i kulejąc uciekła do łazienki. Siwon zauważając to zapytał się Suhego.
- Nic jej nie jest?
- Właśnie też zauważyłem, poczekaj - lider podszedł do drzwi łazienki łapiąc za klamkę. Drzwi były zamknięte - Wszystko w porządku? - zapytał przez drzwi.
- T-tak.
- Kulejesz.
- To nic takiego. Potknęłam się po drodze, kiedy wracałam do dormu i teraz trochę kostka mnie boli.
- Na pewno?
- Tak, spokojnie.
- No dobrze - piosenkarz odszedł od drzwi. Postanowiła wziąć prysznic, by to wszystko z siebie zmyć. Pot, krew i jego zapach. Powolnymi ruchami zaczęła ściągać z siebie ubrania zaczynając od koszulki. Następnie ściągnęła stanik patrząc na siebie w lustrze załzawionymi oczami. Przełykając nerwowo ślinę zauważyła przedostające się sińce spod spodni na biodrach. Spuściła głowę w dół patrząc jak jej spodnie zaczynają zmieniać kolor na czerwony. Ostrożnie sycząc z bólu zdjęła je z siebie wchodząc naga pod prysznic. Odkręciła kurek, a ciepła woda zaczęła spływać bo jej zranionym ciele. Usiadła ostrożnie zalewając się łzami z bólu. Rozchyliła delikatnie nogi obserwując jak woda wokół niej zamienia się w krew, a skóra powoli zaczynała zmieniać kolor. Zaczynała się zastanawiać, dlaczego życie tak bardzo ją skrzywdziło. Powoli zaczynała tracić siły zasypiając pod prysznicem. Leżała pod nim tak długo, że przestała zwracać uwagę na to, że kończyła się ciepła woda.
 W pewnym momencie usłyszała huk w przedpokoju. Pomyślała, że pewnie chłopcy wrócili do dormu. Nawet nie wiedziała, jak długo śpi pod prysznicem, który nadal oblewał ją już zimną wodą. Była cała zmarznięta. Powoli zaczęła podnosić się na obolałe nogi podpierając się o ścianę. Jej twarz stała się blada. Wyraźnie słyszała głosy przyjaciół.
- A gdzie Amanda? - zapytał Chanyeol.
- Już półtorej godziny bierze prysznic - odpowiedział mu Suho.
- A sprawdzałeś czy się jej nic nie stało?
- Nie wpadłem na to - nagle usłyszała pukanie do drzwi.
- Amanda, w porządku? - zapytał swym ciepłym głosem Chanyeol.
- T-tak - powiedziała słabo po czym upadła na podłogę. Huk uderzającego jej nagiego ciała o kafelki rozniósł się echem.
- Amanda! - zareagował raper szarpiąc energicznie za klamkę. Nie mógł otworzyć drzwi. Pukał w nie z całej siły - Co się stało?! Amando, powiedz coś! - wpadł w panikę. Oprócz uderzającego strumienia wody nic nie usłyszał. Przestraszony zaczął kopać w drzwi wywarzając drzwi z nawiasów. Widząc nagą Amandę leżącą na podłodze podbiegł do niej rzucając się na kolana - Amando - odwróciła się patrząc mętnym wzrokiem na rapera.
- Chanyeol? - wyszeptała.
- Nie martw się. Wszystko będzie w porządku. Jestem przy tobie - szybkim ruchem zdjął ręcznik z wieszaka i zawijając w niego dziewczynę wziął ją na ręce i szybko zabrał do salonu. Reszta chłopaków zainteresowana hałasem na korytarzu zobaczyli wynoszącą z łazienki na rękach Chanyeol'a w pół przytomną Amandę.
- Co się stało?! - zapytała przerażony Tao, ale Chanyeol nic się nie odezwał. Jedynie wpadł do salonu pomagając jej usiąść na fotelu i okrywając ją ręcznikiem. Tym czasem, kiedy siedziała zmęczona  zakrywając swoje ciało ręcznikiem, Chanyeol rozkładał jej łóżko. Nagle do salonu wszedł Luhan.
- C-co jest? - Luhan usiadł obok niej - Co się dzieje Amando?  Co się stało? - wyszeptywała coś ledwie przez swoje blade usta trzęsąc się z zimna. Nachylił się nad nią, żeby lepiej usłyszeć. Wyszeptała mu do ucha.
- Feng - i wszystko stało się dla niego jasne. Był zdenerwowany i jednocześnie chciało mu się płakać, na myśl, że zrobił krzywdę kobiecie, którą kocha ponad wszystko.
- Jest wyziębiona. Trzeba ją ogrzać - rzekł raper kończąc rozkładać łóżko. Luhan wziął w ramiona Amandę i położył ją na łóżku okrywając ciepłą kołdrą.
- Nie wygląda to najlepiej. Dzwońmy po karetkę - powiedział szybko Luhan. Kilka minut później pod budynek podjechała na sygnale karetka. Sanitariusze weszli do dormu i wyprosili wszystkich z salonu zajmując się dziewczyną. Zajęło ich to nie całe dwadzieścia minut, po czym wyszli z salonu zostawiając Amandę samą w łóżku.
- Dziewczyna zemdlała pod prysznicem przez co pod wpływem zimnej wody dostała delikatnej hipotermii. Już się nią zajęliśmy, więc nie trzeba zabierać ją do szpitala. Jest stan zdrowia jest stabilny, lecz musi być pod stałą obserwacją. Gdyby dalej pojawiały się omdlenia, osłabienia,dreszcze czy zaczęły występować bóle lub różnego typu zmiany skóry, proszę ją natychmiast zawieść do szpitala. Na stoliku zostawiliśmy kartkę z wypisanymi lekami, które powinny zostać kupione w aptece. Nie są na receptę, więc nie powinny być problemy z kupnem. Teraz niech wypoczywa, niech się prześpi, ogrzeje, a jutro powinno być już o wiele lepiej.
- Dziękujemy bardzo - powiedział D.O. Chłopcy byli załamani tym co się stało. Nie rozumieli dlaczego tak nagle zemdlała.



* Biedna Amanda. To okropne widząc ukochaną osobę w takim stanie. Nie, wróć. Jaką ukochaną? Przecież wyraźnie mi powiedziała co o tym sądzi... Ach... przyjaciółka. Tak, przyjaciółka. Jest moją przyjaciółką i to najlepszą. Zemdlała pewnie przez ciągłą pracę. Gdybyśmy byli wcześniej w dormie, może by do tego nie doszło. (Sehun)*



* To dziwne, że tak nagle zemdlała. Przecież to na pewno nie przez to wcześniej widziała. Co za wstyd. Będę musiał jej jutro wszystko wytłumaczyć. Mam nadzieję, że teraz nie zmieni o mnie zdania. A co do zemdlenia, to pewnie przez tą nogę. Wróciła do dormu zapłakana kulejąc na jedną nogę. Założę się, że mnie okłamała. (Suho)*



* Te ślady na jej nogach. Wyglądały strasznie. Czyżby to przez nie zemdlała? Ale skąd one się pojawiły? Kto mógł jej to zrobić? Kto ją tak skrzywdził? Będę musiał jutro z nią koniecznie porozmawiać ( Chanyeol)*




 Następnego dnia, Amanda obudziła się czując się już o wiele lepiej. Otworzyła oczy wraz z pierwszym muśnięciem, ciepłych promieni słońca, które wpadały przez okno oświetlając pomieszczenie. Podniosła lekko głowę do góry sprawdzając, gdzie ma telefon. Sięgając po komórkę sprawdziła godzinę. Była już godzina jedenasta. Przestraszona, że zaspała do pracy, a co gorsza nie zawiozła chłopaków do wytwórni podniosła się gwałtownie.  Od razu pożałowała swojego nagłego podniesienia się. Jęknęła z bólu. Dopiero w tym momencie przypomniała sobie o całym wczorajszym zdarzeniu. To jak brała prysznic, to jak usłyszała głos Chanyeol'a i nagły huk. 



* Chanyeol zabrał mnie na rękach do salonu. O nie! Znowu widział mnie nagą! Co za wstyd! Chyba jak znowu go zobaczę, to spalę się ze wstydu... pewnie zauważył moje ślady na nogach i biodrach. (Amanda)*


 Odkryła się i spojrzała na swoje nagie ciało. Jej nogi oraz biodra były sine. Od razu było widać, że została pobita. Można to przynajmniej stwierdzić po pozostawionych śladach na skórze.
- Pewnie pojechali beze mnie - rzekła sama do siebie. Powolnym ruchem ściągnęła nogi z łóżka stawiając stopy na dywanie. Wzięła głęboki oddech i podpierając się o stolik powoli zaczęła wstawać sycząc z bólu. Kiedy tylko się jej udało postawiła pierwszy krok do przodu od razu upadając z bólu.
- Jeszcze raz - powoli wstała z powrotem i znów ruszyła do przodu przytrzymując się mebli - Weź się w garść Amando! - stanęła na równe nogi i mimo bólu ruszyła przed siebie wciąż kulejąc. Ubrała się w piżamę, a następnie ruszyła do łazienki się ogarnąć. Gdy tylko wyszła z łazienki, zjadła śniadanie, wypiła kawę i usiadła w salonie oglądając telewizję. Siedziała na niej, aż do godziny siedemnastej, kiedy chłopcy wrócili do dormu.
- Wróciliśmy~! - krzyknął radośnie Baekhyun. Od razu bez zastanowienia wszyscy weszli do salonu sprawdzić, jak czuje się przyjaciółka. Liczyli na to, że będzie dalej osłabiona leżała w łóżku. Jakie było ich zdziwienie, kiedy ujrzeli ją siedzącą na kanapie i oglądającą telewizję jakby nigdy nic. Od razu zaczęli się jej wypytywać jak się czuję, jak spędziła dzień itp.
- Po drodze wstąpiliśmy do apteki i kupiliśmy ci leki - powiedział Sehun.
- Kupiliśmy ci jakąś maść na nogę - powiedział Lay.
- Na nogę?! - od razu spanikowała. Bała się, że reszta również widziała jej sińce.
- Suho mówił, że wczoraj się przewróciłaś i teraz kulejesz - rzekł Kai.
- A no tak.
- Po drodze wstąpiliśmy do restauracji i kupiliśmy kolację do dormu - powiedział Xiumin - Nie martw się dla ciebie mamy wegetariańskie potrawy.
- Super. To idźcie do kuchni wszystko przygotować, a ja wezmę lekarstwa - przytaknęli i od razu wyszli. Kiedy tylko zamknęli drzwi od razu ściągnęła spodnie od piżamy. Siedząc w samych majtkach i koszuli nocnej zaczęła smarować zimną maścią obolałe nogi i biodra. W pewnym momencie wszedł Luhan. Spojrzała na niego przestraszona.
- Puka się idioto! - krzyknęła na niego zarumieniona, lecz zignorował to. Nie mógł oderwać wzroku od jej sinych ud. Przełknął nerwowo ślinę, aż serce go zabolało. Zamknął drzwi - C-co ty robisz? Widź!
- Więc Feng tak cię potraktował? - zamilkła. Usiadł obok niej - Bardzo boli?
- Troszeczkę - wyszeptała.
- Dlaczego ci to zrobił?
- Był na mnie zły.
- Za co?
- Praktycznie za wszystko co ostatnio zrobiłam - zawstydzona naciągała koszulę zakrywając biodra i unikając jego wzroku.
- Dlaczego w końcu od niego nie odejdziesz?
- Przecież już ci mówiłam. Nie mogę. Muszę czekać, aż w końcu kontrakt się skończy pomiędzy Fengiem, a moją wytwórnią. Za złamanie kontraktu musiałabym zapłacić karę umowną. Skąd wezmę 2 miliony dolarów? Ja... nie chcę tak dłużej żyć - łzy napłynęły jej do oczu - Dlaczego muszę być tak karana przez życie? - rozpłakała się - Czy ja tak dużo wymagam od życia? - nagle jedno z jej ramiączek zsunęło się okazując jej tatuaż na lewej łopatce

" Just say you love me" 

 Luhan widząc tatuaż spojrzał się ponownie na rozpłakaną twarz ukochanej. Nigdy nie zaznała prawdziwej miłości. Mimo, że odpycha innych od siebie, to bardzo pragnie czułości drugiej osoby. Chce być kochaną, ale i jednocześnie boi się miłości. Nachylił się nad nią i pocałował ją czule w policzek. Siedziała zaskoczona. Nie dochodziło do niej to co właśnie się stało. 
- Kocham cię - wyszeptał jej do ucha. Jego słowa, tak zwyczajne, a jednocześnie i niezwykłe w swojej prostocie, sprawiły, że przeszły ją dreszcze. Zawstydzona odwróciła głowę w jego stronę. On wykorzystując to pocałował ją w usta.

- Noona~! - usłyszeli głos Jungkook'a w przedpokoju.


*****
Zapraszam ponownie do wzięcia udziału w konkursie. Termin zgłoszeń trwa do 31 maja. :D 

czwartek, 16 kwietnia 2015

EXO: Just say you love me Rozdział 36

 - Nie podobało mi się ostatnio twoje zachowanie - powiedział Feng rozmawiając z Amandą, kiedy była w pracy. Siedziała przy stoliku z kubkiem kawy w stołówce.
- Wiem - odpowiedziała cicho.
- Zraniłaś mnie, zostawiłaś. Wiesz jak ja się teraz czuję? Wiesz jak powinnaś się teraz zachować?
- P-przepraszam - uległa mu, kolejny raz.
- Po pracy masz wrócić do domu.
- Tu jest mój dom.
- Znowu zaczynasz?!
- Nie możesz cały czas mnie tak traktować - powiedziała cicho, łamiącym się głosem.
- Ach... co ja powinienem teraz z tobą zrobić?... Jeżeli tak bardzo ci na tym zależy, to tym razem przymknę na to oko i... pozwolę ci tam zostać. Ale pamiętasz czego nie możesz zrobić?
- Tak... zakochać się.
- Dokładnie! Mam nadzieję, że będziesz tego przestrzegać. Jesteś ze mną, rozumiesz?
- Tak.
- Zobowiązuję cię kontrakt.
- Wiem.
- Więc pamiętaj o tym.
- Dobrze.
- Jak już dobrze wiesz, jestem partnerem z SM. Jeżeli złamiesz kontrakt, to nie pomogę im przy następnym comback'u, rozumiesz?
- ... Tak - miała łzy w oczach - Nie złamię kontraktu.
- Mam nadzieję, ale nie myśl sobie, że nie czeka cię kara za to co ostatnio zrobiłaś.
- Czy... m-musimy? - zająknęła się.
- No a jak myślisz?... Przyjdź dzisiaj, wieczorem o 19. Tylko nie spóźnij się.
- D-dobrze - rozłączył się. Stała tak przez chwilę na korytarzu zasłaniając usta z przerażenia. Bardzo bała się dzisiejszego wieczoru.
- To był Feng? - usłyszała za swoimi plecami.
- Luhan?!... przestraszyłeś mnie, nie skradaj się tak więcej.
- Przepraszam - przysiadł się.
- Tak, to był Feng.
- Wszystko w porządku?
- Dlaczego pytasz?
- Jesteś przestraszona.

* Dlaczego on musi mnie tak dobrze znać? (Amanda)* 

- Nie jestem, po prostu porozmawiałam z nim. Był trochę zły za to, że wróciłam do dormu, ale wszystko sobie już wyjaśniliśmy. Więc, jest już ok.
- To dobrze - Amanda szybko wyciągnęła z kieszeni małe lustereczko, by sprawdzić jak wygląda. Nie chciała, żeby Luhan zobaczył ją w złym stanie. Przeglądając się w lustereczku i poprawiając do i owo, kontem oka zauważyła, że Luhan przez cały ten czas uważnie się jej przyglądał nie odrywając od niej wzroku. Zarumieniła zawstydzając się. Chłopak zauważył to lekko się uśmiechając. W pewnym momencie schowała lustereczko do kieszeni i niepewnie spojrzała się na przyjaciela.
- Poczekaj chwilę - rzekł po czym nachylił się nad nią. Lewą ręką zaczął starannie, a zarazem delikatnie poprawiać jej włosy odgarniając je z twarzy, jakby bał się, że zaraz za mocno pociągnie kosmyk włosów.  Czuła jak opuszkami palców delikatnie dotyka jej twarzy. Nie potrafiła oderwać od niego wzroku. Gdy skończył, usiadł z powrotem i uśmiechając się lekko powiedział:
- Już... teraz cię ulizałem - od razu poprawił jej humor. Odwzajemniła uśmiech - Będę się już zbierał. Zaraz znowu zaczynamy trening.
- O-ok - uśmiechnął się.
- To do zobaczenia.
- Pa - odprowadziła go jeszcze jedynie wzrokiem, po czym spuściła głowę i zaczerwieniła się uśmiechając. Takie jedno, wielkie BECAUSE I'M HAPPY. Wstała już miała szczęśliwa iść dalej, kiedy nagle zobaczyła Jessice.
- Cześć Amanda - uśmiechnęła się.
- O! Cześć unnie. Co u ciebie?
- W porządku. Dużo pracy, jestem wykończona - spojrzała się dziwnie na Amandę.
- Coś nie tak?
- Czy ty... kręcisz z Luhanem?
- Co?! N-nie, no co ty. Ja i Luhan?
- Rumienisz się~ - złapała się za policzka - Po resztą widziałam was przed chwila, jak układał ci włosy, a ty patrzałaś się w niego jak w obrazek - uśmiechnęła się. Spuściła szybko głowę mówiąc:
- Nie jesteśmy razem.
- Ale podoba ci się... a ty, chyba podobasz się jemu. Zauważyłam, że nie tylko Luhan ma cię na oku. Sehun i chyba Chanyeol. Ostatnio dziwnie się zachowywał. Nie zdziwiłabym się, gdybyś podobała się jeszcze komuś z exo.
- Co masz na myśli?
-  Nie zrozum mnie źle. Oni są za tobą tylko dlatego, bo jesteś jedyną dziewczyną blisko nich. Mają zakaz na randki, to przynajmniej na tobie będą mogli się wyżyć. Jeżeli którykolwiek coś do ciebie poczuł, to tylko dlatego, bo nie mogą być z nikim innym. Taki humorek. Faceci są niewyżyci i potrzebują dziewczyn, dlatego mają  ciebie. Więc nigdy nie traktuj ich zalotów na poważnie, bo one same w sobie są jednym, wielkim kłamstwem. Sama się przekonasz, kiedy SM unieważni ich zakaz. Wtedy zobaczymy ilu z nich dalej będzie za tobą, kiedy będą mogli mieć inne, lepsze, sławne dziewczyny. Nie mówię tego, żeby zrobić ci na złość czy cię obrazić, ale taka jest prawda. Co tu ukrywać? Chcę cię po prostu ostrzec, byś nie była zaskoczona, kiedy to wszystko się w końcu skończy. Nie chcę, żebyś szła w moje ślady.
- Twoje ślady? 
- Kiedyś tak jak ty, byłam bardzo blisko z Super Junior, a teraz? Bądź ostrożna z uczuciami, bo możesz się zawieść. Trzymaj się - zabrała się i odeszła. 

* Co jeżeli Jessica unnie ma rację? Co jeżeli zachowanie Sehun'a, Chanyeol'a i Luhan'a jest tylko tym czasowo? Co jeżeli Luhan tak naprawę nic do mnie nie czuję i zachowuję się tylko tak, bo jestem jedyną dziewczyną, która jest blisko? Może ma jednak rację. Muszę być ostrożna. (Amanda)*

 Kiedy nadszedł wieczór, Amanda zebrała się i pojechała autobusem do rezydencji Feng'a. Przeszła się jeszcze kilka kroków i była przed jego domem. Poddenerwowana wzięła głęboki oddech i zadzwoniła do drzwi. Usłyszała kroki, które zbliżają się do drzwi, dźwięk przekręcającego się zamku w drzwiach. Po chwili otworzyły się, a przed nią stanął Feng. Nie witając się z nią z poważną miną powiedział jedynie:
- Wejdź - nie patrząc na niego zrobiła jak kazał. Weszła do środka i zamknęła drzwi.Czuła od niego alkohol. Ściągnęła buty oraz bluzę po czym udała się na górę do jego pokoju. 30-dziesto latek szedł cały czas za nią. 
- Rozbieraj się - powiedział chłodno. Przerażona robiła co kazał. Ściągnęła z siebie  koszulkę oraz spodnie ukazując mu się w bieliźnie.  Ściągnął z siebie biała koszulę, a następnie spodnie.
- Na łózko - stanęła na czworaka na łóżku tyłem do niego. Przed nią znajdowało się duże lustro, dzięki któremu wszystko widziała. Powoli podszedł do niej i zerwał z niej majtki po czym zakneblował  jej usta jej własną bielizną. Oddech jej drżał ze strachu. 
- Ręce - wystarczyło tylko jedno hasło, żeby położyła się na brzuchu i wystawiła ręce do przodu. Usiadł  w bokserkach na jej gołych pośladkach po czym nachylił się łapiąc jej nadgarstki i przywiązując je do łóżka. Zszedł z niej i stanął za nią łapiąc za pasek od spodni. Widząc, że w jego ręce jest już pasek, podniosła biodra do góry. Zamachnął się i uderzył ją pasem w tyłek. Syknęła z bólu. 
- To za to, że mnie okłamujesz - uderzył ją jeszcze raz tylko, że mocniej - To za to, że jesteś nie posłuszna - za każmy razem bił ją coraz mocniej - To za wyzywanie mnie... to za rozkochanie w sobie Sehun'a... za postawienie mi się... to za to, że uciekłaś - uderzał ją coraz mocniej przez co rozpłakała się - To za to, że chcesz ode mnie odejść! - w tym momencie zaczął bić ją z całej siły pozostawiając na jej ciele czerwone ślady. Uderzenie za uderzeniem, nie patrząc gdzie celuje. Bił ją po pośladkach, biodrach, plecach. Wyrywała się i wyła z bólu. Łzy płynęły jej strumieniami po policzkach - NIGDY WIĘCEJ MI SIĘ NIE SPRZECIWISZ, ROZUMIESZ?! - nagle wyrzucił pas za siebie, wbił palce w jej biodra i wysoko uniósł do góry. Zrzucił z siebie bokserki i wbił się w nią całym penisem brutalnie gwałcąc. Gwałtownie i szybko wchodził w nią mocno wbijając palce w jej ciało. Krzyczała i wyrywała się, lecz jej krzyk tłumiły jej własne majtki. Szybko skończył spuszczając się w niej. Padła wykończona i obolała na łóżko płacząc w poduszkę. 
- Nie płacz - powiedział surowo odwiązując ją. Usiadła na łóżku cała trzęsąc się - Co się mówi?
- Przepraszam, żałuję za to co zrobiłam. Już więcej tak nie zrobię.
- Obiecujesz?
- Tak, o-obiecuję.
- Pamiętaj, czego masz nie robić. Teraz się ubierz i zmykaj stąd. 
- D-dobrze - wyszedł z pokoju zostawiając ją samą. Rozmazana od płaczu zaczęła się ledwo ubierać. Powoli wyszła z pokoju zamykając drzwi. Kulejąc ledwo zeszła z schodów. Feng ubrany w spodnie i w rozpiętej koszuli siedział na kanapie paląc papierosa. Obserwował ją , jak kulejąc schodziła ze schodów. 
- Odwieź cię.
- Nie trzeba.
- To może zadzwonić po taksówkę?
- Dam sobie radę- mówiła cicho.
- Na pewno? 
- Przejdę się - włożyła buty i wyszła z rezydencji. Szła powoli do dormu nie mogąc ruszać nogami. Całą drogę płakała z bólu. Wracała do dormu półtorej godziny. Wiedziała, że o tej godzinie chłopcy na pewno już śpią, albo wyszli gdzieś, więc nie zobaczą ją w takim stanie. Kiedy była już na miejscu po cichu weszła do środka. Zobaczyła, że nie ma rzeczy chłopaków, więc pewnie gdzieśwyszli. Powolnym krokiem skierował się w stronę salonu przechodząc obok kuchni. Słysząc w niej jakieś dziwne jęki, zdziwiona zajrzała co się dzieję. Zobaczyła jak w niej Siwon ostro rżnie w dupę Suho, który jęczał z podniecenia. 
- O BOŻE! - krzyknęła przerażona.




środa, 8 kwietnia 2015

EXO: Just say you love me Rozdział 35

   Kolejne 15 minut, Amanda czekała przed rezydencją z swą walizką siedząc na krawężniku. Feng przez ten czas, ani razu nawet nie wyjrzał przez okno. Nagle podjechało auto w którym siedział menadżer exo. Przywitał się z nią, pomógł jej spakować walizkę do bagażnika, po czym wsiedli do auta i odjechali.
- Chanyeol powiedział ,żebym po ciebie przyjechał. Wracasz do dormu?
- Tak.
- A co z Feng'iem? Przecież ci zabronił się z nimi widywać. Pozwolił ci?
- Nie.
- Ale jak to? Pokłóciliście się?
- Postawiłam się mu. On nie może decydować całe życie za mnie. Nie jestem jakąś rzeczą, żeby traktował mnie w taki sposób - nagle wybuchła przerażona - Boże! Co ja zrobiłam?! Przecież on mnie pewnie teraz znienawidził. A jak mnie znienawidził, to już się do mnie nie odezwie, a co gorsza... wyrzuci mnie. Co ja teraz zrobię?!
- Przecież chciałaś, żeby kontrakt się w końcu skończył. Gdyby Feng teraz zerwał kontrakt, nie musiałabyś tak długo czekać. Wreszcie żyłabyś jak normalny człowiek, a nie jak niewolnica.
- Przez tyle lat żyłam z Fengiem. To on się wszystkim zajmował. Nie wiem czy bym nawet potrafiła normalnie żyć - parę minut później byli już na miejscu. Menadżer pomógł jej wyciągnąć bagaż z z bagażnika i wręczył jej do ręki jutrzejszy grafik exo - A co z szefem SM? Mogę tak po prostu wrócić?
- Tym się nie martw. Wszystkim się zajmę.
- Dziękuję.
- Dobrze widzieć cię w takim stanie.
- To znaczy?
- Zmieniłaś się. Zauważ, że w końcu zaczęłaś odczuwać więcej emocji, niż wcześniej. Chłopcy mają na ciebie dobry wpływ. Nawet częściej się uśmiechasz - na te słowa, aż się uśmiechnęła - No to do jutra. Do zobaczenia w pracy.
- Do zobaczenia wujku.
- Nie spóźnijcie się.
- Nie spóźnimy się.
- Amando... ja mówię na serio.
- No ok - zaśmiała się po czym kolejny raz się pożegnali. Złapała za walizkę, wzięła głęboki oddech i weszła do budynku. Wjechała windą na odpowiednie piętro bojąc się jak chłopcy zareagują na jej powrót. Bała się ,że będą na nią źli i nie będą chcieli jej widzieć. Podeszła do drzwi wejściowych dormu exo. Zapukała kilka razy w nie, ale nikt nie odpowiadał. Po chwili zapukała kolejny raz, ale również nic, dopóki drzwi same się nie uchyliły.
- Otwarte? - spytała cicho samą siebie. Złapała za klamkę i weszła ostrożnie do środka - Halo? - zawołała - Jest tu ktoś? - nagle z wszystkich stron wyskoczyli chłopcy krzycząc niespodzianka przestraszając dziewczynę.  Wyskoczyli z szafy, za drzwi, z spod dywanu, za lampy, a nawet... za niej.
- NIESPODZIANKA!
- C-co się dzieję? - pytała zdezorientowana.
- Chanyeol powiedział nam, że wracasz do dormu - wytłumaczył Tao.
- Więc postanowiliście mnie przestraszyć? - zapytała żartobliwie.
- Noo... nie zupełnie - rzekł Xiumin.
- Przyznajcie, chcieliście mnie  po prostu przestraszyć.
- No to też - powiedział Bekhyun.
- Ale to nie wszystko - dodał Lay - nagle z kuchni wyszedł D.O niosąc mały torcik z napisem: "Witaj w domu Amando". Dziewczyna widząc to nie wiedziała co powiedzieć. Zatkało ją. Torcik był czekoladowy z waniliową polewą, udekorowany połówkami truskawek i kolorowymi cukiereczkami. - T-to dla mnie?
- Wiem, że może nie wygląda najlepiej, ale trudno upiec tort w niecałe półgodziny - wytłumaczył Kyungsoo.
- Żartujesz sobie? Jest cudowny - wzruszyła się - Dziękuję.
- Zostawiłaś nas w najgorszym momencie - powiedział Lay z wyrzutem niszcząc całą atmosferę.
- Wiem i bardzo tego żałuję. Tęskniłam za wami.
- Tęskniłaś? - spytał zdziwiony Tao.
- Kim jesteś i co zrobiłaś z Amandą? - zapytał Chen.
- Pabo~!
- Podmienili ją w szpitalu - odrzekł Chanyeol. Zawstydzona spojrzała się na na chłopaka, który zaczął się głupkowato uśmiechać.
- My też za tobą tęskniliśmy. Potrzebowaliśmy cię, a ty odeszłaś - powiedział Sehun.
- Jeżęli mi pozwolicie, to obiecuję, że już nigdy was nie zostawię.
- Nie,nie,nie! - zaczął Lay - Tak się nie będziemy bawić. Prawa ręka na lewej piersi, lewa do góry - zrobiła tak jak kazał, lecz lewą rękę podniosła bardzo wysoko. Załamany widząc to złapał ją za lewą rękę i obniżył ją niżej - Suho włącz nagrywanie w telefonie i kameruj - Suho zrobił tak jak kazał. Nikt nie wiedział o co mu chodzi.
- Co ty robisz? - zapytała.
- Twoją obietnicę chcę mieć na nagraniu , żeby móc się później z tobą sądzić, jak nie dotrzymasz obietnicy. Będę miał dowód. A teraz powtarzaj za mną. Ja Amanda obiecuję, że nie opuszczę exo cokolwiek by się nie działo.
- Ja Amanda obiecuję, że nie opuszczę exo cokolwiek by się nie działo.
- Będę z nimi pracować i mieszkać do samego końca, dopóki wystarczy mi tchu.
- Będę z nimi pracować i mieszkać do samego końca, dopóki wystarczy mi tchu.
- Bo jesteśmy jak dzień i noc, miłość i samotność, życie i śmierć.
- Dobra wystarczy.
- Wszystko psujesz - zabrał telefon Suhemu zabierając go do pokoju, by przegrać go na laptopa.
- Proszę - D.O wręczył Amandzie torcik do rąk.
- Dziękuję - uśmiechnęła się. Nagle Kris podszedł do niej od tyłu łapiąc ją za głowę i wkładając ją w tort. Cała twarz Amandy była biało-czarna od ciasta. Wszyscy zamarli widząc to. Dziewczyna nic nie powiedziała, jedynie usłyszała za plecami jego słowa:
- Kusiło mnie, żeby to zrobić- odwróciła się do niego przez co zaczął się śmiać widząc całą jej twarz ubrudzoną ciastem. W tym momencie podskoczyła do góry uderzając go w twarz tym samym ciastem odpłacając mu się, aż tort przykleił się do jego twarzy. Wszyscy zaczęli się śmiać.
- Kusiło mnie, żeby to zrobić - zaczęła się śmiać - Przyznaj, tęskniłeś za mną.
- Po moim trupie - nagle nie wiadomo w którym momencie wszyscy zaczęli obrzucać się ciastem przez co wszystko było brudne. Jedynie Kyungsoo patrzył się na nich jak na idiotów cierpiąc z powodu tortu.
- D.O nie smutaj - powiedział ucieszony Kai obsmarowując twarz D.O ciastem.

 Następnego dnia, tak jak prawie zawsze musieli szykować się w ekspresowym tempie do pracy, bo znów... zaspali.
- Wstawać głąby! - budziła wszystkich po kolei. Oczywiście Sehun, któremu wcale się nie spieszyło odpowiedział jej tylko ,, Zostaw mnie i schowaj cycki, bo podgryzę". Czyżby nasz seksoholik Sehun znów w nocy marzył o dzikim seksie?
 Rozpędzonym vanem starali się jak najszybciej dojechać do SM. Oczywiście kto prowadził? Amanda nie umiejąca prowadzić.
- Uważaj na kota!
- Jakiego kota?!
- Nie ważne... - miało się wydawać, że znów wszystko wróciło do normy i będzie tak jak wcześniej. Ale czy na pewno?

" Oni są za tobą tylko dlatego, bo jesteś jedyną dziewczyną blisko nich. Mają zakaz na randki, to przynajmniej na tobie będą mogli się wyżyć. Jeżeli którykolwiek coś do ciebie poczuł, to tylko dlatego, bo nie mogą być z nikim innym. Taki humorek. Faceci są niewyżyci i potrzebują dziewczyn, dlatego mają  ciebie. Więc nigdy nie traktuj ich zalotów na poważnie, bo one same w sobie są jednym, wielkim kłamstwem. Sama się przekonasz, kiedy SM unieważni ich zakaz. Wtedy zobaczymy ilu z nich dalej będzie za tobą, kiedy będą mogli mieć inne, lepsze, sławne dziewczyny."



Wybaczcie mi, że to takie krótkie ale nie miałam czasu, żeby cokolwiek napisać, a obiecałam, że napiszę. Jestem po tylko trzech godzinach snu, więc prosiłabym o wyrozumiałość. Postaram się jeszcze w piątek napisać. Więc oczekujcie cierpliwie i jeszcze raz bardzo przepraszam.




















































































































































































































































poniedziałek, 6 kwietnia 2015

EXO:Just say you love me Rozdział 34

 Następnego dnia, zaspana Amanda otworzyła oczy budząc się w obcym pomieszczeniu. Zdziwiona przymrużyła oczy za bardzo nie wiedząc co się wczorajszej nocy wydarzyło. Podniosła się lekko do góry, lecz okropny ból głowy nie dawał jej spokoju. Złapała się za głowę i zaspanym głosem jęknęła do siebie cicho:
- Cholera, moja głowa - odwróciła się na prawy bok i ujrzała leżącego obok niej chłopaka, podpierającego głowę prawą ręką i z uśmiechem wpatrującego się w nią.
- Chanyeol? - zapytała jakby siebie nie wiedząc czy dobrze widzi. Czy to sen, czy zwidy, a może jednak leży obok niej.
- Jak ci się spało? - zapytał pogodnie swym ciepłym, niskim głosem po czym uśmiechnął się uroczo. Nagle dopiero dotarło do niej, że nie jest u siebie i leży naga z nagim Chanyeol'em.
- Aaaa! - przestraszona wybuchła krzykiem przez co spadła z łóżka.
- Nic ci się nie stało? - zapytał z troską przejmując się upadkiem dziewczyny - Wszystko w porządku?
- Nie patrz na mnie! - krzyknęła zażenowana ściągając szybko kołdrę z chłopaka i zawijając się nią.  Widząc roznegliżowanego Chanyeol'a, który nic sobie z tego nie robił, że leży nagi w łóżku, zawstydziła się, zakrywając jedną dłonią oczy, a drugą wciąż trzymając kołdrę.
- Ubierz się.
- Żartujesz? - zapytał zdziwiony.
- Powiedziałam, żebyś się ubrał. To nie była prośba! - mówiła z zasłoniętymi oczami.
- Wczoraj nie byłaś taka wstydliwa, jak dzisiaj. Twoje zachowanie jest urocze~
- Przestań tak mówić! ...Jak to wczoraj? Co się stało? Czy my...?
- Tak - przytakiwał uśmiechnięty
- Zrobiliśmy?
- Tak.
- Wczoraj?
- Tak.
- Jak to?! Nie, to nie możliwe.
- No wiesz, fakty mówią same za siebie - uśmiechnął się - Nic nie pamiętasz?
- Nie! Byłam na haju! - wcale mu to nie przeszkadzało. Dalej się uśmiechał. Można powiedzieć, że go trochę bawiła cała ta sytuacja. W pewnym momencie wstał z łóżka i podszedł do dziewczyny. W tym momencie spojrzała się na niego i zatrzymała ręką.
- Nie.
- Nie?
- Nie! Nie podchodź do mnie - zaczęła panikować.
- Chcę cię przytulić.
- Nie! Nie ma mowy! Nie podchodź do mnie!
- Czemu taka dla mnie jesteś~? - mówił roześmiany.
- Śmieszy cię to?!
- Bardzo.
- Palant! - próbował znowu ją przytulić, lecz krzyknęła ,,nie" i uciekła zawinięta w kołdrę, chowając się za stołem - Jak mogło do tego dojść?! - pytała przerażona.
- Spotkaliśmy się przypadkowo w klubie. Byłaś nieźle zjarana - zaśmiał się.
- Przestań się ze mnie śmiać! - zarumieniła się. Dla Chanyeol'a wyglądała tak niewinnie - I weź się w końcu ubierz, nie mogę na ciebie patrzeć.
- Wypraszam to sobie. Wczoraj jakoś ci to nie przeszkadzało - znów do niej podszedł, lecz ta znów wpadła w panikę.
- Nie podchodź -  uciekając przed nim, a że Koreańczykowi podobała się taka zabawa to jeszcze bardziej się z nią droczył i ścigał na około stołu.
- Przestań mnie ścigać!
- To przestań uciekać - uśmiechnął się stojąc z drugiej strony stołu zakryty nim od pasa w dół.
- Oj, przestań już się tak uśmiechać.
- Co mam poradzić na to, że się cieszę? Wyglądasz tak uroczo i niewinnie, kiedy jesteś zakłopotana.
- Wykorzystałeś mnie!
- Co?
- Dobrze wiedziałeś, że byłam pijana, a ty to wykorzystałeś.
- Sądzisz, że cię zgwałciłem?
- A nie?
- Nie upierałaś się. Nie mówiłaś nic, że nie chcesz.
- Mój język był bezwładny.
- Nie powiedziałbym tego. Tym bardziej, że całowałaś się ze mną.
- Nie świadomie!
- Daj spokój! Obydwoje dobrze wiemy, że ci się podobało.
- Co?!
- Wykrzyczałaś moje imię - uśmiechnął się zalotnie - Wiedziałaś, że to ja.
- Nie wiedziałam, że to się dzieję naprawdę. Myślałam, że mi się to śni.
- Śnisz czasem o mnie? - zapytam zdziwiony - No kto by pomyślał.
- Przestań! - zaczerwieniła się - I nie prawda!
- Ale czemu się złościsz? Stało się.
- Stało się?! Rozumiesz? Przespaliśmy się ze sobą! O boże, co ja teraz zrobię? - złapała się za głowę- Co my zrobimy? Przecież nikt nie może się o tym dowiedzieć.
- Dlaczego nie?
- Dlaczego? Czy ty wyobrażasz sobie co by się stało, gdyby inny dowiedzieli się o tym?! Idę wziąć prysznic, a ty się w końcu ubierz!
- Chyba nie chcesz wejść pod prysznic z kołdrą, prawda?
- Będę robiła co będę chciała - zrzuciła z siebie kołdrę i szybko weszła do środka. Rozbawiony chłopak poszedł za nią i złapał za klamkę, lecz drzwi były zamknięte.
- Zamknęłaś się?
- A jak myślisz?
- A co jak ci się coś stanie?
- No tak, masz rację. Utopię się w kiblu.
- Może potrzebujesz pomocy? Pomogę ci umyć plecy.
- Nie, dziękuję.
- No weź, umyję ci plecy.
- Dam sobie radę.
- Amanduś, skarbie~ - nic nie odpowiedziała. Przyłożyć ucho do drzwi i po chwili tego pożałował, gdyż Amanda uderzyła pięścią w drzwi przez co odskoczył szybko przestraszony. Wiedząc, ze i tak nic nie zdziała chociażby chciał, wziął kołdrę i poszedł się ubrać. Dziewczyna wskoczyła pod prysznic i odkręciła korek z ciepłą wodą. Ciepłę krople wody spływały po jej nagim, przestraszonym ciele. Zaczęła sobie powoli przypominać poprzednią noc. To jak Chanyeol ją dotykał, całował, jęczał i dyszał do ucha, kiedy namiętnie pochłaniał jej ciało. Na samom myśl o tym rozbolał ją brzuch. Kara się w myślach za to co zrobiła nieświadomie. Alkohol, trawka i jakieś tajemnicze tabletki typu narkotyki nie są dobrą mieszanką. Praktycznie niczego nie pamiętała z poprzedniej nocy. Oprócz głośnej muzyki, świateł, śmiechu i połowy seksu z Chanyeol'em, który i tak do końca do niej wtedy nie docierał. Co najgorsze, pomimo, że żałuje tego co zrobiła, to i tak uważa, że dużo lepiej było jej z nim w łóżku niż z Feng'iem.

* Co ja zrobiłam? Jaka ja jestem głupia. Jak mogłam? Pierwszy raz w życiu przytrafiło mi się coś takiego. Wcześniej też imprezowałam i zdarzało się, że nie pamiętała pewnych momentów z imprezy, ale nigdy nie obudziłam się w czyimś domu czy w hotelu, a tym bardziej obok jakiegoś chłopaka. Jakby się Feng o tym dowiedział to by mnie zabił. Zabiłby mnie i Chanyeol'a. Nawet Bóg mi za to nie wybaczy. Zrobiłam to przecież nieświadomie. Normalnie, to bym się nawet z nim nie przespała, ani z nikim innym kto nie jest moim chłopakiem. Znaczy, lubię Chanyeol'a. Jest przystojny, sympatyczny, zabawny, no ale bez przesady. Nie jesteśmy parą. Nie jestem puszczalska. Ach! Jak się teraz z tego wykaraskać?... Wciąż nie mogę uwierzyć w to, że to zrobiliśmy. Teraz Chanyeol jest moim drugim chłopakiem z którym to zrobiłam. Z pierwszą osobą z którą się przespałam był Feng i oprócz niego z nikim więcej tego nie zrobiłam, aż do teraz. 
 Jak mogło do tego dojść?! Zaraz, przypominam sobie coś...



Niech to szlak! Jak mogłeś mnie tak łatwo wyciągnąć z klubu?! Zabiję go za to! No zabiję! (Amanda)*

 Zdenerwowana Amanda wyszła spod prysznica, osuszyła się szybko i zawijając się ręcznikiem wyszła z łazienki. Nagle przed drzwiami zauważyła swoje ubrania złożone w kostkę. Podniosła je i wróciła z powrotem do łazienki ubrać się. Kiedy była już ubrana wróciła do rapera. Wchodząc do łazienki zdziwiona nie widziała żadnej obecności Chanyeol'a. Czyżby wyszedł, kiedy brała prysznic?
- Chanyeol? - zapytała. 
- Tu jestem - usłyszała niski głos idola. Zobaczyła go w łóżku otulonego kołdrą. 
 
- Co ty robisz? - zapytała zdenerwowana - Miałeś się ubrać - podeszła do niego bliżej.
- Ubrałem się. 
- Akurat - syknęła - Wychodzę!
- Gdzie ci się tak śpieszy kotek? - zapytał zaniepokojony.
- Nie mów tak do mnie! Nie jestem twoim cholernym kotkiem, rozumiesz?!  - zaczerwieniła się. 
- Nie złość się tak. Tylko się droczę z tobą - oparł głowę o lewą rękę. Patrzeli tak przez krótką chwilę na siebie bez słowa. Po chwili Chanyeol odezwał się:
- Kotek~ 
- Pabo! - już miała iść, gdy nagle Koreańczyk wynurzył się  i wciągnął ją szybko do łóżka przykrywając kołdrą. Przytulił ją mocno do siebie, żeby nie uciekła - Co ty robisz? Puść mnie! - zaczęła panikować czerwieniąc się. 
- Jesteś urocza jak się czerwienisz~ Pierwszy raz cię widzę taką zakłopotaną. Przeważnie jesteś poważna, twarda i chłodna, a teraz jesteś taka delikatna i urocza zawstydzając się. 
- Dlaczego mi to robisz? - wyjąkała cicho - Dlaczego doprowadzasz mnie do takiego stanu? Śmieszy cię to?
- Po prostu cię lubię. Tylko się z tobą droczę. To też dla mnie nowość, bo nigdy nie sądziłem, że zobaczę cię w takim stanie, a tym bardziej, że się z tobą prześpię. Też nie pamiętam tak jak ty połowy wczorajszej nocy. Za bardzo nie umiem się zachować, więc... wygłupiam się. Nie chcę zrobić ci przykrości, a jeżeli już zrobiłem, to przepraszam - puścił ją kładąc się obok niej na plecach. Dziewczyna odwróciła się do niego leżąc na boku.
- N-nie przepraszaj. Nie sprawiłeś mi, żadnej przykrości. 
- Nie martw się. Nikomu nie powiem. To będzie nasz mały sekrecik - spojrzał się na nią uśmiechając uroczo, a zarazem sekretnie odwracając się na bok w jej stronę. 
- Chanyeol...
- Tak? - przybliżył się do niej.
- Ogarnij pałę. 
- Ach, sorry - odsunął się szybko po czym zaczęli się śmiać. Amanda położyła się na plecach z lekkim uśmiechem patrząc na sufit, po czym Chanyeol patrząc się na nią pocałował ją w szyję. 
- C-cc-co co ty wyprawiasz? 
- No co? - pocałował ją drugi raz w policzek.
- Nie prześpisz się ze mną drugi raz.
- Szkoda - przytulił się do niej mocno zamykając oczy.
- ... słyszałeś co do ciebie mówię?
- Tak.
- Więc czemu mnie przytulasz?
- Bo chcę.
- A moje zdanie się nie liczy?
- Teraz?
- No...
- Raczej w to wątpię. 
- Molestujesz mnie. 
- Ja ci zaraz mogę pokazać jak się molestuje.
- Nie, dziękuję - powiedziała szybko z strachem w oczach.
- No właśnie, więc leż cicho.
- ... ciasno mi.
- Ale marudzisz. Masz problem. Dzisiaj będę cię jeszcze przytulał.
- Kto ci pozwolił?
- Ja sam. 
- Niewyżyty głupek.
- Kto jest niewyżytym głu...?! - uniósł głos podnosząc do góry. Kiedy spojrzał na jej twarz przypomniał coś sobie - Dlaczego odeszłaś?
- Słucham?
- Wyprowadziłaś się z dormu i przestałaś z nami pracować. Nie odezwałaś się nawet do nas. Nie mieliśmy z tobą żadnego kontaktu. Dlaczego?
- To skomplikowane.
- Możesz mi powiedzieć - źle się z tym czuła - Czy... to przez nas?
- Co? Nie. Nie obwiniajcie się za mnie. Po prostu... musiałam.
- Musiałaś?
- Nie miałam innego wyboru. Tak trzeba. 
- Miałaś jakieś problemy?
- Tak.
- Dlaczego z nikim o nich nie porozmawiałaś?
- Ich nie da się rozwiązać dzięki jednej rozmowie. Są bardziej skomplikowane niż może się wydawać. Nie da się ich rozwiązać tak po prostu - zapanowała niezręczna cisza - Idź się umyj.
- Twierdzisz, że śmierdzę?  - zaśmiał się.
- Tak...
- To feromony~ 
- Daj już spokój! - zaśmiali się.
- Dobra, idę. Zrób kawę. 
- Rozkazywać ci się zachciało. 
- Zamilcz kobieto!
- Osz ty ! - ponownie się zaśmiali. Kiedy Chanyeol wszedł do łazienki i było słychać dźwięk strumienia wody wydobywającego się z prysznica, Amanda kolejny raz rozmyślając nad wszystkim wstała w końcu z łóżka, by zrobi kawę. Raper po orzeźwiającej kąpieli wyszedł z łazienki bez koszulki w samym spodniach z mokrymi włosami i kroplami wody jeszcze spływającymi po jego jasnym ciele. W momencie, kiedy wszedł do pokoju nie zobaczył Amandy. Zdziwiony zaczął ją wołać, lecz nie słyszał odpowiedzi.  Na blacie stały dwa kubki z jeszcze nie zalaną kawą. Podszedł bliżej blatu i zobaczył nieprzytomną Amandę leżącą na podłodze. 
- Amando! - krzyknął przestraszony nie mogąc obudzić przyjaciółki. Parę minut później byli już w karetce, gdzie ratownicy przeprowadzali na dziewczynie pierwszą pomoc. Chłopak nie mógł pojąć co się stało. Dlaczego Amanda straciła przytomność i przestała oddychać? Jeszcze parę chwil temu dobrze się czuła. 
 W szpitalu lekarz przeprowadził całe przesłuchanie z Koreańczykiem, by lepiej dowiedzieć się co mogło się stać. Po rozmowie stwierdził, że Amanda przedawkowała te dziwne pigułki poprzedniego dnia w klubie. Może nic by się jej nie stało, gdyby nie mieszała tego z alkoholem. Od razu, kiedy przywrócili jej oddech przeprowadzili płukanie żołądka. Po dwóch, może trzech godzinach, Amanda leżała w jednej z sal na szpitalnym łóżku. Chanyeol od razu poszedł sprawdzić jak się czuję. Przez cały ten czas siedział w szpitalu i czekał na nią. 
- Jak się czujesz? - zapytał.
- Dziwnie. Co się stało?
- Straciłaś przytomność. Pamiętasz jeszcze, jak kupiłaś pigułki w klubie. 
- Przedawkowałam?
- Tak.
- Cholera! Dzień zapowiada się po prostu cudownie.
- Miałaś płukanie żołądka. 
- Jak to możliwe, że dopiero teraz źle się po nich poczułam? Przecież minęło tyle godzin.
- Pewnie organizm dopiero je strawił lub coś w tym stylu - nagle do sali wszedł lekarz.
- Jest już pani wypisana. Teraz po płukaniu żołądka wszystko będzie dobrze. Radziłbym nie przesadzać z jedzeniem, pić dużo wody i dużo wypoczywać.
- Dobrze, dziękuję - rzekła.
- Zawiozę cię do twojego domu - powiedział Chanyeol.
- N-nie, nie trzeba. Sama dam sobie radę.
- Nie mogę cię samą puścić w takim stanie.
- Nic mi nie jest.
- Daj sobie pomóc. Jak już tak bardzo nie chcesz, żebym cę odwoził, to chociaż zadzwonię po taksówkę dla ciebie.
- No dobrze - jakieś ok. 20 minut później podjechała taksówka pod szpital - Dziękuję ci bardzo Chanyeol za taksówkę. 
- Nie masz za co dziękować - uśmiechnął się szeroko. Odwzajemniła uśmiech. Już wsiadała do pojazdu, kiedy nagle ją zawołał:
- Amando.
- Tak?
- Chłopcy tęsknią za tobą. Wszyscy za tobą tęsknimy. Mam nadzieję, że szybko rozwiążesz swoje problemy i wrócisz - była w szoku po tych słowach. Po chwili odjechała żegnając się z przyjacielem. Gdy była już na miejscu weszła od razu do dormu i weszła na piętro do swojego pokoju. Szybko przebrała się w wygodną piżamę i wskoczyła do łóżka. Przypomniała sobie słowa Chanyeol'a:

,,Chłopcy tęsknią za tobą. Wszyscy za tobą tęsknimy. Mam nadzieję, że szybko rozwiążesz swoje problemy i wrócisz"

Bolało ją to, bo również za nimi tęskniła, pomimo, że tak bardzo chciała zapomnieć, a do końca nie potrafiła. Szybko rozwiązać swoje problemy? Nie wiedziała jak. Jak przekonać Feng'a by pozwolił jej wrócić do dormu, skoro sam kazał jej zapomnieć? Nagle przypomniała sobie, że coś schowała do szuflady. Wstała z łóżka i otwierając ją zobaczyła stare zdjęcie exo z debiutu, które miała zamiar wyrzucić, lecz nie miała odwagi. Spojrzała się na zdjęcie i wróciła z nim do łóżka zasypiając wtulona w nie.

*Przecież mieliśmy być rodziną, prawda? (Amanda)*


Wieczorem obudził ją Feng, który wrócił z ważnego spotkania. 
- Wstawaj śpiochu.
- Feng? - przetarła oczy- Cześć oppa. Dawno wróciłeś?
- Niedawno. Po drodze wstąpiłem do chińskiej restauracji i wziąłem nam po kolacji na wynos. 
- Nie jestem głodna. 
- Dobrze się czujesz? Nie wyglądasz za dobrze.
- Tak, dobrze. Jestem tylko trochę zmęczona.
- Coś się stało?
- Nie, nic. A miało się coś stać?
- Gdzie twój motor?
- Motor? - zapomniała go zabrać spod klubu - Powinien stać pod domem albo w garażu.
- Nie ma go.
- Zniknął?
- No nie wiem, ciebie się pytam... imprezowiczko.
- C-co?
- Odebrałem go po drodze spod klubu. 
- Oppa, ja...
- Co ty tam robiłaś?
- Nic takiego.
- Ile wypiłaś?
- Nie wiem nawet. Nie dużo.
- Miałaś nie pić.
- No tak, ale...
- Dobrze wiesz, że nie toleruję kiedy upijasz się do nieprzytomności.
- Nie upiłam się do nie przytomności! Skąd możesz to w ogóle wiedzieć?
- Pytasz jakbym cię nie znał. Widzę to po twojej twarzy. Tak się składa, że akurat z twojej można czytać jak z otwartej księgi. Co innego jak się napijesz, a co innego jak się upijesz.
- Przepraszam oppa...
- Nie szkodzi. Po prostu martwię się o twoje zdrowie. Chodź, zrobię ci chociaż kawy.
- Zgoda - zeszli na dół do kuchni. Amanda usiadła na wysokim stołku przy blacie, a Feng zabrał się za robienie kawy - Wiesz co, poczekaj. Jednak, wolałabym wodę.
- Wodę?
- Tak.
- Nieźle musiałaś się upić skoro pijesz teraz samą wodę - zaśmiał się - Jeszcze mi powiedz, że straciłaś przytomność, albo nie pamiętasz co się działo poprzedniej nocy.
- Nie no co ty - powiedziała szybko zawstydzona. Podał jej szklankę zimnej wody - Dziękuję - wypiła ją jednym tchem.
- Widzę, że nieźle chciało ci się pić - zaśmiał się. Po chwili zauważył jej smutną twarz - Coś się stało?
- Nie nic, tylko... chciałabym z tobą porozmawiać.
- Pewnie, porozmawiajmy. O czym chciałabyś ze mną porozmawiać.
- O exo.
- Exo? Myślałem, że już to załatwiliśmy.
- No tak, ale...
- Miałaś zapomnieć o nich. Już ci mówiłem, że oni dadzą sobie radę bez ciebie. Są już dorośli. Nie potrzebują cię 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu. Minęło już sporo czasu odkąd się z nimi nie widziałaś. Pewnie, już dawno o tobie zapomnieli. 


,,Chłopcy tęsknią za tobą. Wszyscy za tobą tęsknimy." 

- Nie.
- Co nie?
- Nie zapomnieli o mnie. Nie mogliby. My... jesteśmy rodziną. 
- Rodziną? 
- Tak. 
- Nie rozśmieszaj mnie. 
- Chcę wrócić do dormu exo.
- Że niby co?
- To co usłyszałeś. Chcę wrócić do exo. Chcę wrócić do chłopców, którzy stali się moją rodziną. Cały czas byli przy mnie, wspierali mnie, pomagali mi. Chcę znów z nimi pracować pomimo nienormalnego szefa i niesprawiedliwego pana Junsu. Chcę znów być ich ochroniarzem. Chcę ich chronić jak najdłużej tylko potrafię w SM. 
- Nie rozumiem. Czego ci brakuje tutaj? Co?! Daję ci wszystko czego tylko zapragniesz! Drogą biżuterie, markowe ciuchy, drogie kolacje czy wypadu do spa! Wszystko! 
- Nie tylko rzeczy materialne są ważne w życiu! Przyjaźń, miłość, życzliwość! To są najważniejsze i najcenniejsze rzeczy w życiu każdego człowieka, lecz nie każdy potrafi to docenić, tak jak ty! Dopiero przy nich zrozumiałam co te słowa naprawę znaczą! Wolę być biedna i szczęśliwa, niż bogata, mając wszystko i nieszczęśliwa!... Wychodzę - wyszła na górę do swojego pokoju. Feng sądził, że blefuje, lecz po kilku minutach w ekspresowym czasie zobaczyl na schodach ubraną i spakowaną Amandę.
- Co ty wyprawiasz? Gdzie ty idziesz? 
- Wracam do nich.
- Nie pozwalam!
- Nie możesz mi zabronić się z nimi widywać! Chcę robić to co kocham, a ja kocham być ochroniarzem exo!... Nie wyobrażam sobie żyć w inny sposób... Nie powstrzymasz mnie - już miała wychodzić, gdy nagle zapytał:
- Zakochałaś się w którymś z nich? - spojrzała na niego.
- ... Nie - wyszła trzaskając za sobą drzwiami. Nie mogła uwierzyć w to co właśnie zrobiła. Postawiła się Feng'owi i to tak na poważnie. Pierwszy raz, ale dziwne jest to, dlaczego ją nie powstrzymał? W tym momencie nie miało to znaczenia. Poczuła się w połowie wolna. Zmęczona i osłabiona zadzwoniła do Chanyeol'a.
- Halo? Chanyeol?... Załatwiłam już swoje problemy. Wracam do domu.