Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Just say you love me. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Just say you love me. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 października 2016

EXO: Just say you love me Rozdział 45 KONIEC

  Był chłodny wieczór. W jednym z Pekińskich apartamentów, Amanda leżała w swojej różowej koszuli nocnej na czerwonej, aksamitnej pościeli. Jej długie, ciemne włosy rozłożyły się na poduszce. Jej oddech był ciężki. Wiła się z przyjemności, gdy jej ukochany całował ją po szyi i dotykał zachłannie jej ud i pośladki ściskając je.

* Od kilku miesięcy mieszkam z Luhanem w Chinach. Jest cudownie żyjąc razem. Czuję się przy nim wolna, nie musząc nikomu usługiwać. Nikt nie bije, nikt nie ocenia, nikt nie ośmiesza. Mimo tego, wciąż podąża za mną uczucie, którego nie potrafię się pozbyć. Uczucie, które nie daje w nocy spać i ściska gardło podduszając. To strach. Paniczny strach przed złapaniem nas. W Korei wciąż jest prowadzone śledztwo dotyczące śmierci Fenga, a my tak po prostu uciekliśmy. Zniknęliśmy w Chinach z dala od wszystkich z Korei.Złapią nas. Wiem to. Nie uciekniemy od tego. To się stanie wcześniej czy później. " Amanda"*

  Łzy zalały jej duże oczy. Sapiący Luhan bez koszulki podciągnął się i zobaczył jak roni łzy.
- Co się dzieję? - zapytał z troską w głosie martwiąc się o ukochaną. Odgarnął swoją drobna, bladą dłonią jej długie włosy z jasnej twarzy.
- Z-złapią nas Luhan...
- Nie pozwolę na to.
- Zorientują się i będzie po nas.
- Jesteśmy z dala od Korei.
- To nic nie zmienia - mówiła już panicznym tonem, aż popłynęły jej łzy.
- Ciii~... - przystawił palec do jej ust - Będzie dobrze... obiecuję - uśmiechnął się troskliwie do niej przejeżdżając kciukiem po jej dolnej wardze - Zaufaj mi - przytaknęła jedynie, a on  czule ją pocałował muskając jej wargi. Wszedł w n ią gwałtownie i niespodziewanie przez co wygięła się pod nim z rozkoszy w łuk. Spędzili razem upojną noc wbijając paznokcie w swoje ciała i przekrzykując uderzenia łóżka o ścianę.

* Od pewnego czasu zauważyłam, że z Luhanem  dzieję się coś dziwnego. Stał się bardzo blady. Często się męczy. Wygląda na chorego, lecz jego męska duma nie pozwala mu na przyznanie się do słabości. Do lekarza też nie pójdzie, bo po co? "Przecież nic mi nie jest". Z dnia na dzień widzę, jak czuje się coraz gorzej. Przez to rezygnuje z koncertów, spotkań z fanami, konferencje. Widzę, że cierpi. Znajduję jego włosy na poduszce. On sam z bólem patrzy na siebie w lustro. Tak bardzo chciałabym mu pomóc. Kupuję mu witaminy, których nie chce brać, więc jestem zmuszona dodawać je do jego jedzenia. Parę dni później zabrał mnie do restauracji. Włożyłam czarną, długą sukienkę. Dobrze widzieć go znów uśmiechniętego. Piliśmy wino i śmialiśmy się, jakby problemy zniknęły. Tego wieczoru... oświadczył mi się. Byłam tak szczęśliwa. Czułam, że zaczyn am życie od nowa. Tak bardzo pragnęłam i do tej pory pragnę... założyć z nim rodzinę. Dziś siedzę przy nim w szpitalu. Biedny, osłabiony leży na łóżku z maską tlenową na ustach. Nasze splecione dłonie odznaczały się pierścionkami zaręczynowymi. Luhan... ma raka odziedziczonego. Urodził się z nim, lecz dopiero teraz się aktywował. Kiedy wróciłam od domu po zakupach na obiad zastałą mnie cisza. Znalazłam go nieprzytomnego w salonie na podłodze. Luhan przestał pracować mimo, że bardzo chciał. Nie pozwoliłam mu. Opiekowałam się nim w domu, by nabrał sił. Tylko ja pracowałam, a jego niemrawy szef od czasu do czasu przelewał jakieś pieniądze Luhanowi na konto za chorobowe. Potrzebowaliśmy pieniędzy na leczenia. Robiłam wszystko co w mojej mocy, żeby było jak najlepiej. "Amanda"* 


 Mijały tak miesiące, Luhan  zawiesił działalność i przestawał się pokazywać, jako gwiazda. Lekarze w szpitalu tylko ich wykorzystywali, gdyż Luhan  jest sławny. Coraz droższe badania i zabiegi. Opłaty za każdy dzień w szpitalu. Amanda któregoś dnia dostała pismo do domu o powrócenie do wojska. Była załamana, bo nie może w takim stan ie zostawić Luhana i wyjechać do wojska. Wszystko gromadziło się w jednym czasie. Jedyne pocieszenie w tym wszystkim było takie, że płatne.Amanda cały dzień zachowywała się inaczej. Nie wiedziała, jak mu o tym powiedzieć.

 - Co ci jest? - Zapytał Luhan widząc jak stoi przy garach załamana.
 - Nic... 
 - Przecież widzę... - Przytulił ją od tyłu - Przepraszam 
 - Za co? 
 - Sprawiam ci same kłopoty
 - Nawet tak nie mów
 - Taka prawda... nie tak wyobrażałem sobie nasze wspólne życie
 - Wiem, ze jest inaczej, ale damy rady - Spojrzała mu w oczy - Nie przejmuj się tak tym. Będzie dobrze. Nigdy cię nie zostawię.
 - Chodzi o coś jeszcze, prawda?
 - C-co?
 - Widzę to po tobie...
 - Wydaje ci się - Zaśmiała się nerwowo wracając do naczyń.
 - To, że jestem chory, nie oznacza, że jestem głupi. Powiem mi wreszcie, bo zaczynam się martwić.
 - Dostałam pismo z wojska
 - J-jak to?
 - Dostałam wezwanie do wojska... przecież... miałam mieć tylko szkolenie... a okazało się, że na własne życzenie dostałam się do wojska - Ścisnęła pięści i popłynęła jej łza, po czym pokazała mu wezwanie. Luhan wziął od niej dokument i przeczytał. Nastała cisza.
 - ... Jedź...
 - O czym ty mówisz?
 - To twój obowiązek... po resztą widziałaś ile ci pieniędzy zapłacą? Wystarczy na opłacenie wszystkiego - Patrzyła na niego z zaszklonymi oczami.
 - Nie zostawię cię - Przytuliła go mocno. Zaczął głaskać ją po głowie.
 - Dam sobie przecież radę. To tylko trzy miesiące, będzie dobrze. Będziemy dzwonić do siebie codziennie - Przytaknęła tuląc się do niego. W następnym tygodniu spakowała się i ubrała w mundur. Luhan  odwiózł ją na lotnisko i na pożegnanie pocałował. Minęły jej trzy miesiące w wojsku. Codziennie do niego dzwoniły, by wiedzieć czy wszystko w porządku. Miało być lepiej, a stało się tylko gorzej. Szczęśliwa wylądowała na lotnisku, lecz Luhan nie przyjechał po nią. Pojechała więc taksówką do domu mając pewne obawy.

 - Skarbie już wróciłam~! - Przywitała ja cisza. Przestraszona zaczęła go szukać po domu wołając jego imię, lecz nie było go w domu - Kurwa! - Zostawiła rzeczy w domu i w mundurze pojechała do szpitala. Znalazła go tam leżącego na łóżku - L-luhan... - Miał maskę tlenową przy ustach i wyłysiał - S-skarbie... - Podeszła. Odwrócił głowę i uśmiechnął się na jej widok.
 - Cześć skarbie
 - Dlaczego mi nie powiedziałeś?
 - Nie chciałem cię martwić
 - Więc wolałeś bym przyjechała do pustego domu i bała się że cię... - Nie dokończyła zdania - Głupolu~!  - Przytuliła go mocno - Tak się stęskniłam~ 
 - Ja za tobą też
 - Od jak dawna tu leżysz?
 - Z jakiś miesiąc, miałem chemioterapię
 - Czuję, że będzie dobrze. Zobaczysz - Uśmiechnęła się do niego. Nie odwzajemnił uśmiechu.
 - Amanda... chciałbym wziąć z tobą ślub.
 - J-ja z tobą też - Dotknął jej policzka. Zamknęła oczy i wtuliła się w jego bladą dłoń.
 - Ale nie wiem czy ja w ogóle... - Przerwała mu.
 - Nie musisz dokańczać.
 - Dożyję...
 - Nie mów tak
 - Taka prawda
 - Będzie dobrze
 - A jak nie będzie? - Na stałą chwila ciszy - Dobrze wiesz, że tak może się stać... proszę... kup sobie suknię ślubną... jeszcze dzisiaj
 - Dzisiaj? Nie rozumiem 
 - Chcę wziąć z tobą ślub jak najszybciej, zanim ja...
 - Nie dojdzie do tego... ale kupię ją.
 - Na jutro
 - To musiałabym ją już dzisiaj kupić. Czemu akurat na jutro?
 - Z-zobaczysz... proszę cię... kup ją dzisiaj i przyjdź w niej jutro... chcę cie w niej zobaczyć
 - No... n o dobrze, przyjdę - Uśmiechnęłam się - Jeżeli to ma cię uszczęśliwić - Pocałowała go czule w usta - Zrobię dla ciebie wszystko - Rozmawiali jeszcze jakiś czas wtuleni w siebie i pojechała do salonu z sukniami. Trochę jej to zajęło, lecz kupiła tą, która jej przypadła najbardziej do gustu.
 Długa, biała suknia z wcięciem w talii puszczona od pasa w dół. Ramiączka były po bokach, więc odkrywały jej ramiona.
 Następnego dnia, przyjechałam do niego w sukni ślubnej z spiętymi włosami w wysoki kok. Zawstydzona i poddenerwowana tym, jak zareaguje, wzięła głęboki oddech i weszła do jego sali uśmiechnięta. Łóżko było puste i pościelone. Stałą zdezorientowana nie wiedząc co się stało. Patrząc na puste łózko nie potrafiła się ruszyć. Jej serce zaczęło szybko bić. Po chwili do pokoju weszła pielęgniarka. Powiedziała jedynie:
 - Proszę za mną - I wyszła. Amanda przełknęła głośno ślinę i poszła za pielęgniarką, która wyprowadziła ją z szpitala za budynek. Kobieta nie odpowiadała Amandzie na pytania. Gdzie Luhan ? Co się z nim stało? Dlaczego nie jest w swoim pokoju? Gdzie mnie pani prowadzi? Kobieta nic nie mówiła, jedynie szła przed siebie. W ogrodzie za szpitalem mogła dostrzec siedzącą postać na wózku inwalidzkim z maską tlenową. To był Luhan. Przejęta tym, że nagle zniknął z swojego pokoju zaczęła biec w jego kierunku. Po chwili usłyszała muzykę. Zatrzymała się. To była ślubna, kościelna melodia.
 -C-co? - Zapytała sama siebie nie wiedząc co się dzieje. Chińczyk na jej widok szeroko się uśmiechnął.
 - Amanda - Wypowiedział jej imię i wzruszył się - Wyglądasz... tak pięknie...
 - Co się dzieję? Nie mów, że... - Przyszedł ksiądz pod ich ślubny łuk ozdobiony różami. Widząc to popłynęły jej łzy. Luhan zorganizował bardzo małe, skromne wesele, który robi personel szpitala dla chorych osób, które nie mogą wyjść z szpitala, a są w ciężkich przypadkach. Patrzyli sobie zakochani w oczy, aż wreszcie powiedziała "Tak". Kto by przypuszczał, że zwykłe słowo " Tak", może wywołać tyle szczęścia i wzruszenia. Resztę dnia spędzili razem na łóżko szpitalnym w swoich ramionach. Opowiadał jej, jak kiedyś zorganizuje dla niej kolejne wesele, bogate i huczne wesele. Zaproszą wszystkich i będą bawić się do rana. Wyjadą na miesiąc miodowy i będą żyć spokojnie... z dziećmi. Tak bardzo chciała w to wszystko wierzyć. Obiecała mu, że będzie przy nim do końca ich dnia.
 Codziennie do niego przyjeżdżała do szpitala i się nim zajmowała. Gdy trzeba było, pomagała mu się umyć czy go nakarmiła.
 Jakiś czas później lekarze pozwolili mu wrócić z nią do domu. Tak bardzo się cieszyła, że będą mogli razem spać w spólnym łóżku. Od tamtego dnia, nie pozwoliła na to, żeby to ona pierwsza zasnęła. Kładła się z nim do łóżka i wtulona w niego pilnowała jego serca.
 - Nigdy cię nie zostawię - Wyszeptała przeczesując jego jasne włosy dłonią - Będę przy tobie do końca naszych dnia - Łzy napłynęły do jej oczu i pocałowała go w czoło czule.
 Minęło kilka miesięcy. Luhanowi poprawiło się. Miał więcej siły. Mógł już więcej robić samodzielnie.
 Minął kolejny miesiąc, a Amanda dostała kolejne, płatne wezwanie. Luhan zapewniał ją, że wszystko będzie w porządku i da sobie radę. Odwiózł ją na lotnisko i pożegnali się w namiętnym pocałunku.
 Tym razem inaczej się to zaczęło. Luhan znów wrócił do szpitala, a do obozu Amandy w Iraku przyjechała Koreańska policja wraz z generałem. Podeszli do niej, gdy ta stała w swoim mundurze,

 * Każdego dnia myślałam o Luhanie jeszcze intensywniej, kiedy znów trafił do szpitala, a przecież, już było tak dobrze. Kiedy tylko wrócę do Chin, znów się nim  zajmę. Proszę poczekaj na mnie skarbie. Nagle zauważyłam, że w obozie powstało zamieszanie. Zainteresowana odwróciłam się i zobaczyłam, że w moim kierunku idzie koreańska policja z generałem. 
 - To ty jesteś Amanda?  - zapytał przełożony. Nie wiedziałam za bardzo co się dzieję. Przytaknęłam.
 - Co się stało?  - Po chwili chcieli zakuć mi ręce w kajdanki - O co chodzi?! - Przestraszyłam się i zaczęłam wyrywać.
 - Zostaje pani aresztowana pod zarzutem brania udziału w morderstwie pana Fenga - Czyli to się jednak stało. Przeszłość nas jednak dopadła. Dowiedzieli się, że to my. Rozpłakałam się - Nie! - Zaczęłam krzyczeć wyrywając się. Obezwładnili mnie rzucając na piasek. Przepraszam Luhan. Za wszystko cię przepraszam. Nagle wszyscy gwałtownie przestali isę ruszać. Podniosłam głowę i zobaczyłam, że mężczyzna, który właśnie próbował mnie skuć dostał w głowę. Co się znowu to odpierdala?! Usłyszałam tylko krzyk, że napadli na nasz obóz i wszyscy rzucili się na broń. Ja również. Złapałam za karabin i rzuciłam isę w ucieczkę. Szybko, żeby tylko gdzieś się skryć i strzelać z ukrycia. Walczyłam z jakąś godzinę, ale nie na długo. Przerażały mnie ciała moich koleżanek. Tak bardzo mnie rozpraszały, że dostałam. Tak, dostałam kulką prosto w pierś. Nie mogąc złapać oddechu złapałam isę za ranę, a moja dłoń była cała w krwi. Dostałam drugi raz, a całe moje życie przeleciały mi przed oczami pełne łez. A co z moją przyszłością? Co z Luhanem? Skarbie... a miałam cię nigdy nie opuścić, aż do końca naszych dni... przecież obiecałam..."Amanda"* 

* Odkąd trafiłem do szpitala miałem złe przeczucia. Czułem, że z dnia na dzień mam coraz mniej siły. Czuję, że nie pociągnę tak dłużej, a obok mnie nie ma Amandy. Może nawet dobrze. Może nawet lepiej. Niech nie patrzy na to, jak umieram. Za dużo przeżyła przeze mnie. Za często doprowadzałem ją do płaczu przez mój stan. Tak bardzo chciałbym ją teraz przeprosić. Któregoś dnia w nocy, kiedy nadal leżałem w szpitalu, a Amanda jeszcze n ie wróciła z Iraku usłyszałem w swoim pokoju jakieś kroki. Zignorowałem to myśląc, że może pielęgniarka znowu przyszła. Nagle poczułem czyjąś rękę na swoim policzku. Otworzyłem oczy i zobaczyłem ją. Moją Amandę, która uśmiechała się do mnie.
- Co ty tu robisz?  - Zapytałem nie dowierzając.
 - Napadli na nasz obóz w Iraku.
- Puścili was wcześniej?
- T-tak skarbie.
- Co ci się stało w pierś?
- Postrzelili mnie, ale to nic . Lekarz już mnie opatrzył - Nagle pomogła mi wstać - Chodź ze mną.
- Gdzie? 
- Tam, gdzie będziemy wreszcie szczęśliwy. 
 - Myślałem, że już nigdy cię nie zobaczę - Pocałowałem ją z utęsknieniem. Odwzajemniła bez namysłu - Obiecałam ci, że nigdy cię nie zostawię, aż do końca naszych dni.
- Tak cię kocham
- Wiesz, że ja ciebie też. Dlatego wróciłam - Złapała mnie za rękę i wyprowadziła z pokoju " Luhan "*

 Następnego dnia do szpitala przyjechał Kris. Od niedawna odnowił z Luanem i Amandą kontakt i kiedy dowiedział się o chorobie Luhana i że teraz leży w szpitalu, postanowił od niego pojechać w odwiedziny. Dowiedział się, że dzień wcześniej Amanda zmarła. Bał się od niego jechać z taką nowiną. Załamie się przecież. Zapukał do drzwi i wszedł od środka. Zobaczył, że Luhan  jeszcze śpi. Usiadł obok niego i patrzył jak spokojnie śpi uśmiechnięty.
- Luhan~ - Dotknął jego ramienia i szturchnął go delikatnie, żeby się obudził, ale ten nie ruszył się. Złapał go za nadgarstek, a łzy nabrały się do jego oczu, ale uśmiechnął się, pomimo tego, że płynęły po jego policzkach. 
 - Przyszła po ciebie prawda? Już nie musisz się męczyć Luhan... idź z nią

wtorek, 3 maja 2016

EXO: Just say you love me Rozdział 44

Dziękuję za wszystkie anonimowe hejty. Dawno się tak nie śmiałam ^^


* Zastanawiam się, co powinnam zrobić? Powinnam zostać z chłopakami czy lepiej rozwijać się w kierunku wojskowym? A może powinnam zostać w wytwórni i zadebiutować? Wszystko już mi się miesza w głowie. Zawsze marzyłam o tym by wstąpić do wojska. Teraz mam szansę, kiedy pójdę na szkolenie. Praca ochroniarza w sejmie na dobrych warunkach to po prostu cud, a debiut w girlsbandzie nigdy nie był moim marzeniem. Po co mi sława skoro mogę spełniać marzenia na własnych warunkach? A exo? Jak to wujek powiedział, "są już dorośli i dadzą sobie radę". Patrząc na nich czasami w to wątpię. Spędziliśmy razem naprawdę świetne chwile. Ale czy to na pewno jest moje przeznaczenie? Mam całe życie z nimi mieszkać i ich chronić? To wspaniali przyjaciele, ale z czasem założą rodziny i wyprowadzą się. Może wujek ma jednak racje. Może czas wydorośleć i iść własną drogą?   Następnego dnia miałam wolne. Od razu zasiadłam do komputera i wypełniłam formularz zgłoszeniowy na szkolenie po czym go wysłałam. Następnie pojechałam na motorze do swojej wytwórni w którym jestem trainee. Opuściłam zespół i zrezygnowałam z dalszej nauki w tej wytwórni. Jeszcze tego samego dnia dostałem email od jednostki... przyjęli mnie. *





Wieczorem, Amanda leżała z Luhanem na łóżku odpoczywając.
- Luhan... m-muszę ci coś powiedzieć... ja... - Chińczyk przerwał jej.
- Ja pierwszy mam ci coś do powiedzenia... odchodzę z zespoły - Zdziwiona, aż usiadła na łóżku
- C-co?!... Odchodzisz?! Ale, jak to?
- Przemyślałem wszystko i chcę odejść. Kris dobrze postąpił. W takich warunkach nie da się żyć. Nie mogę się przez SM rozwijać. Kiedy odejdę, ty też będziesz mogła odejść i zamieszkać ze mną w Chinach.
- Z-zamieszkać? - dostała delikatne rumieńce patrząc mu w oczy - Dobrze wiesz, że nie mogę... należę do Fenga.
- Nie mów tak.. - przerwała mu.
- Ale to prawda! ... Nie mam tyle pieniędzy, żeby złamać kontrakt - skuliła się załamana.
- Więc... odejdę z zespołu i zarobię na złamanie twojego kontraktu w Chinach.
- C-co? - Nie mogła uwierzyć własnych uszom. Spojrzała na niego zdziwiona.
- Będę kontynuować karierę w Chinach i pozwę SM za lata rasistowskiego poniżania.
 - Wiesz ile to pieniędzy? N-nie mogę, nie przyjmę ich.
- Chcę to zrobić dla ciebie... Amanda, ja cię kocham - zrobiła się czerwona, a jej serce szybko zabiło.
- Też cię kocham.
- Więc zgódź się i zamieszkaj ze mną w Chinach.
- Obiecujesz, że nie zapomnisz o mnie w Chinach i pomożesz mi się stąd wyrwać?
- Obiecuję - Namiętnie go pocałowała w usta. Od razu odwzajemnił jej pocałunek. Ich języki oplatały się w pocałunku. Luhan zaczął muskać jej delikatną szyję. Cicho posapywała przechylając głowę do tyłu. Lizał ją napierając czubkiem języka na szyję. Jęknęła cicho:
- Ah! L-luhan... - spędzili razem upojną noc w zaciszu sypialni.

 Następnego dnia, Amanda opowiedziała o wojsku Luhanowi, kiedy naga leżała w jego objęciach pod białą pościelą. Nie miał nic przeciwko, lecz bał się, że w wojsku może coś się jej stać.
- Oj głuptasie~ Co może się stać? Przecież nie ma skarbie wojny - pocałowała go czule w usta.

 Jakiś czas później Amanda oznajmiła Fengowi o przyjęciu do wojska i o trzy miesięcznym szkoleniu. Nie miał nic przeciwko, gdyż zawsze ją wspierał w edukacji. Tydzień później spakowała się do wojska żegnając z najbliższymi.
- Nie zapomnij o mnie Luhan.
- Nigdy o tobie nie zapomnę... wrócę i zabiorę cię do siebie.
- Obiecujesz?
- Obiecuję - Kiedy tylko przekroczyła bramę wojska w mundurze poczuła się jak w domu. Poczuła, że wreszcie spełnia marzenia. Trzy długie, zimne i ciężkie miesiące w wojsku. Dali jej nieźle w kość, ale nie poddawała isę i nie okazywała słabości. Nie dała się złamać, pomimo, że nie raz próbowali.
 Podczas tych trzech miesięcy wiele się zmieniło. Luhan tak jak mówił, pozwał SM i wrócił do Chin do swojej rodziny, której od dawna nie widział. Łzy szczęścia popłynęły z jego jelenich oczu. Kontynuował swoją karierę w Chinach. Występował w reklamach, sesjach zdjęciowych oraz śpiewał.
 Od razu został przyjęty z otwartymi rękami do Chińskiego show biznesu. Na nowo podziwiany i szanowany nie jako członek Exo, a jako Luhan. Po tych trzech miesiącach Amanda wyszła z obozu. Jedyna osoba która przyjechała żeby ją powitać był Feng. Od razu kiedy zobaczyła trzydziestoletniego mężczyznę w garniturze przy swoim sportowym samochodzie od razu odechciało jej się żyć.  Nie widziała się z Luhanem już pół roku. Oczywiście miała z nim kontakt, czasami dzwonił do niej, ale tylko czasami. Z czasem coraz rzadziej tłumacząc się, że ma mało czasu. Wieczory spędzała przy telefonie czekając jak wreszcie odbierze słuchawkę lub oddzwoni. W końcu telefon leżał sam przy łóżku nie tknięty przez nikogo. Zaczęła tracić nadzieję, że kiedykolwiek wróci. Dni wyglądały tak samo, monotonne. Wstawała rano, zjadała śniadanie, ubierała się, jechała do wytwórni, pracowała do samej nocy, wracała z zespołem do dormu, brała prysznic, zjadała kolację, szykowała się do spania i kładła się spać. Wstała, ubierała się, śniadanie, praca, kolacja, prysznic i spać. Któregoś dnia, stojąc pod salą treningową jak zwykle to bywało ktoś ją zawołał po mieniu. Odwróciła głowę i nie mogła uwierzyć własnym oczom. Pojedyncza łza popłynęła po policzku.
- L-luhan...
- Cześć skarbie... obiecałem - rozpłakała się ze szczęścia i podbiegła szybko do niego rzucając się w jego ramiona.
- Myślałam, że już o mnie zapomniałeś.
- Nigdy - Pocałował ją czule okazując całą swoją miłość do niej. Od razu go odwzajemniła mocno z tęsknotą - Chodźmy stąd.
- Gdzie?
- Do Fenga, zerwiesz z nim umowę.
- C-co? Naprawdę?
- Mam na zerwanie kontraktu.
- A-ale nie mogę teraz. Jestem w pracy.
- Oj no przestań~ Zależy ci na takiej pracy? Odejdź ze mną - zaśmiała się kiedy ciągnął ją za rękę.
- To słodkie~ Ale nie mogę tak odejść w środku dnia w dodatku nie mówiąc nikomu.
- Kto tak powiedział? - przerzucił ją przez ramię i zabrał ze sobą.
- Luhan! Opuść mnie na dół~!
- Hmmm... nie? - zaśmiałem się.
- Kiedy ty tak przypakowałeś? - Zdziwiła się po czym wyszliśmy tak z wytwórni gdzie był tłum fanów - Ludzie patrzą
- Niech patrzą - "Wrzucił" ją do samochodu po czym odjechali. Po pewnym czasie znaleźli się pod rezydencją Fenga. Amanda bardzo bała się zerwania kontraktu. Nie wiedziała, jak Feng zareaguję na to po tylu latach.
- Spokojnie Amanda - wziął jej dłoń do swojej - Będzie dobrze... zobaczysz - uśmiechnął się. Przytaknęła odwzajemniając uśmiech i wzięła głęboki oddech po czym wysiadła z auta i podeszła do drzwi rezydencji. Zapukała w nie kilkukrotnie. Nagle otworzyły się, a nich stanął Feng
- Amanda? - zdziwił isę - Co ty tutaj robisz? Nie powinnaś być o tej porze w pracy? - zwrócił uwagę na samochód - Z kim przyjechałaś?
- To nie ważne teraz Feng. Musimy poważnie porozmawiać.
- O czym?
- O naszym kontrakcie - przymrużył brwi kiedy tylko usłyszał to słowo. Nigdy nie chciał rozmawiać na temat kontraktu. Kiedy tylko zaczynała, on od razu ją uciszał
- Wejdź - wpuścił ją do środka mówiąc lekko zdenerwowanym głosem po czym zamknął drzwi - A więc? - podniósł nieco ton głosu. Tym razem ją nie uciszy. Tym razem ją  nie przestraszy.
- Odchodzę.
- Co powiedziałaś?
- To co usłyszałeś... odchodzę Feng - Zaśmiał się.
- Nie masz szans, żeby odejść. Żeby zerwać kontrakt trzeba mieć kupę kasy, którą nie dysponujesz.
- Mylisz się - pokazał mu pieniądze.
- S-skąd masz tyle pieniędzy?! - Był wyraźnie w szoku.
- To już nie twoja sprawa.
- Ukradłaś je?
- Że co?! Bierzesz mnie za złodzieja?!
- Nigdy by normalnie tylu pieniędzy nagle nie zarobiła! Skąd je masz?
- To już nie twój interes , bo zrywam kontrakt.
- Nie możesz.
- Jak to nie mogę?
- Spędziliśmy razem tyle pięknych lat, nie możesz nagle tak po prostu odejść!
- Piękne lata? Chyba sobie żartujesz! Odchodzę czy tego chcesz czy nie - ominęła go i sięgnęła po klamkę chcąc wyjść z rezydencji, lecz nagle złapał ją za ramię zatrzymując - Puść mnie.
- Zostaniesz tutaj.
- Powiedziałam... zostaw mnie i nigdy więcej nawet nie dotykaj! - wyrwała się z jego uścisku. Gdy tylko chciał wyjść od nagle ją popchnął na ścianę i uderzył w twarz z pięści.
- Nigdy więcej nie opuścisz tej rezydencji! ZOSTANIESZ TU ZE MNĄ DO USRANEJ ŚMIERCI! - Jego źrenice się powiększyły. Krzyczał śliniąc się, aż pluł śliną
- Jesteś pojebany! ZDYCHAJ PSIE! - Zamachnęła się i chciał uderzyć go w twarz, lecz ten łapał jej rękę i wykręcił.
- ZDECHNIEMY TU RAZEM! - Wpadając w szał zaczął okładać ją pięściami po twarz.
 Luhan czekał na Amandę w samochodzie. Zaczął się denerwować, że tak długo nie wraca. Przestraszył się, że mógł zrobić jej krzywdę. Wysiadł z samochodu i podszedł do budynku. Zapukał parę razy w drzwi, ale nikt nie otwierał
- LUHAN!!!  - Usłyszał przeraźliwy krzyk ukochanej. Wbiegł do środka i zobaczył ją zakrwawioną na podłodze i podduszaną przez Fenga, który nawet nie wrócił uwagi na młodego Chińczyka. Luhan wiedział, że jest słabszy od Fenga i nie da sobie z nim rady. Przerażony widział, jak Amanda z ledwości się już porusza. Chłopak wziął z butelkę. Uderzył go z pięści w twarz, a po chwili uderzy butelką roztrzaskując ją na jego twarzy. Feng przez uderzenie upadł,  jego twarz zaczęła krwawic. Spojrzał z mordem w oczach na Luhana. Chłopak nie potrafił się powstrzymać.
- NIGDY WIĘCEJ JEJ NIE DOTKNIESZ ŚMIECIU!! - Zaczął dźgać Fenga butelką na oślep po jego ciele, a na końcu poderżnął mu gardło. Krew chlapała na wszystkie strony z Fenga po czym upadł na ziemię bez ruchu.
- NIE! FENG!  - Przerażona Amanda wstała - Czy ty wiesz co właśnie zrobiłeś?! Zabiłeś go! Boże!
- Ktoś musiał...
- Zamkną nas Luhan, zdajesz sobie z tego sprawę?!
- Pozbędziemy się dowodów - mówił cały czas ze spokojem w głosie patrząc na zakrwawione ciało mężczyzny.
- J-jak chcesz to zrobić? - Po pewnym czasie stali naprzeciwko płonącej rezydencji. Wpatrywali isę jak ogień pożera cały budynek nie zostawiając z niego nic.
- To już koniec - Powiedział łapiąc ją za rękę.
- Nie... to dopiero początek - Spojrzała mu w oczy.





sobota, 2 stycznia 2016

EXO: Just say you love me Rozdział 43

- Amanda! - krzyknął przestraszony Tao wpadając szybko do pokoju i  budząc dziewczynę.
- Co?- zapytała zaspana nie odrywając się od łóżka.
- Kris! On zniknął!
- C-co ty bredzisz? - podniosła się siadając na łóżku i przecierając oczy.
- No przecież ci mówię! Yifan gdzieś poszedł! Nie ma go! Zabrał ze sobą rzeczy - W tym momencie przypomniała sobie co się stało w nocy.

* Więc... to jednak nie był sen?... Co mam teraz zrobić? Tao przecież się załamię (Amanda)* 



 - Spokojnie Tao. Na pewno da się to jakoś wytłumaczyć. Pewnie, gdzieś... pojechał.
- To, to i ja wiem! Ale gdzie on jest?! I dlaczego wyjechał bez słowa?! To nie jest w jego stylu! 
- Yifan jest już dorosły i wie co robi. Da sobie radę.
- C-co masz na myśli? 
- To co powiedziałam.
- Jesteś za spokojna. Normalnie to zaczęłabyś krzyczeć i go szukać przeklinając przy tym. 
- Tao, ja po prostu...
- Amanda! - przybiegł Baekhyun - KRISA PORWALI! - Tao słysząc to zasłabł. 
- Tao! - krzyknęła przestraszona Amanda podbiegając do nieprzytomnego rapera - W porządku? - ocuciła go. Baekhyun stał jak wryty. 
- T-tak. C-co się stało? - zapytał łapiąc się za głowę - Usłyszałem coś dziwnego.
- Że Krisa porwali - powtórzył piosenkarz. Chińczyk zemdlał.
- BAEKHYUN! 
- No co? 
- Sam dobrze wiesz, że Tao jest bardzo delikatny. Pomóż mi go podnieść - obydwoje złapali go za ręce i nogi po czym położyli na jej łóżku. 
- A tak na poważnie to co z Krisem?
- Nie mam pojęcia. 
- Co się stało z Krisem? - zapytał Lay stojąc w drzwiach. 
- Dlaczego wszyscy pytają się mnie?
- Bo jesteś naszym ochroniarzem - odpowiedział Lay. 
- Co z tego?
- Dziwnie się zachowujesz - powiedział Baekhyun. 
- D-dlaczego? 
- Amanda! - usłyszeli głos Suhego na korytarzu, który zmierzał w ich kierunku. 
- Kolejny...
- Jak nas pilnujesz, co?! 
- To nie moja wina, że Kris zniknął! 
- Ty odpowiadasz za nasze bezpieczeństwo. Na tym polega twoja praca - po chwili wszyscy przyszli do jej pokoju wypytując do Krisa. Byli okropnie głośno. Kłócili się przekrzykując nawzajem.
- ZAMKNĄĆ SIĘ! - krzyknęła nie mogąc znieść ich głosów. Ucichli - Chcecie wiedzieć gdzie jest Kris?! - zapytała zdenerwowana głośno nie wytrzymując presji.





* Yifan, jak mogłeś odejść zostawiając wszystko mnie? (Amanda)* 



- Zapytajmy o to menadżera - wszyscy przytaknęli i zdeterminowali już mieli iść do jego pokoju, gdy nagle sam do nich przyszedł.
- Yifan wyjechał w nocy do rodziny. Nie wróci z nami do Korei - chłopcy byli w szoku. Rozumieli to, że pojechał do rodzinny. Ale zastanawiali się dlaczego tak nagle, czemu w nocy bez pożegnania, czemu nikomu o niczym nie powiedział nawet nic nie wspomniał. Czuli, że jest coś nie tak, ale doskonale wiedzieli, że menadżer nic im nie powie. Za dobrze go znali. 
 Po pewnym czasie wrócili do Korei bez Krisa. Jak zawsze wierni fani przywitali ich na lotnisku. Od razu zauważyli, że brakuje jeszcze jednej osoby. Wypytywali się gdzie jest Kris, ale nikt nie umiał nic powiedzieć. Wybuchł dyskucja w internecie na temat zniknięcia rapera. Minął tydzień, a chłopak nie wrócił nawet nie zadzwonił. Z nikim się nie skontaktował. Chłopcy parę razy próbowali się do niego dodzwonić, ale bez skutku. Zaczynali się o niego bać, a wytwórni nic nie chciał powiedzieć przez co sprawa stawała się jeszcze bardziej dziwna i tajemnicza. 
 Minął kolejny tydzień i nadal zero  Krisa. Zaczynali się zastanawiać czy może coś się stało. Tao, jak najlepszy przyjaciel Yifan'a nie mógł spać ani się skoncentrować przez ciągłe myśli o przyjacielu. Bał, że coś się stało. Ciągle go to męczyło. Minął tyle pytać i zero odpowiedzi. Jedyną osoba która o wszystkim wiedziała była Amanda, lecz dała słowo, że nie powie nic chłopakom. Nie mogła patrzeć na to jak Tao cierpi. 
 Następnego dnia, SM wreszcie ogłosiło, że Kris odszedł z zespołu pozywając wytwórnię z złe traktowanie. Chłopcy na wieści nie wiedzieli co powiedzieć. Po prostu ich zatkało. Byli smutki i jednocześnie zdenerwowani. Nie rozumieli tego dlaczego nic nie powiedział, ani nawet nie odezwał się. Martwili się o niego,a on tak po prostu odszedł bez słowa. Czuli do niego nienawiść i wstręt. Nie chcieli go widzieć na oczy. 
Jak mógł nas zdradzić? 


,,Nie na widzę go!" 


,,Zawsze chodziło mu tylko o pieniądze. "


,,Pieprzony księciunio! "


,,Jak zawsze myśli tylko o sobie. "


,, Zrobił to przed trasą... egoista"


  Z ust idoli padło wiele słów. W nocy po treningu cały zespół wyszedł z wytwórni chcąc wrócić do dormu. Na ich twarzach widniało zmęczenie, smutek, frustracja, gniew. Fani witali ich przed budynkiem dodając otuchy i wspierając ich. Z spuszczonymi głowami wsiedli do vana. Amanda cały czas podążała za nimi. Zaglądając do pojazdu zauważyła, że nie ma jednej osoby.

- Gdzie Tao? - zapytała.
- Może został jeszcze w środku - powiedział Kai. Nagle usłyszeli ich piosenkę z budynku,a dokładnie partię Krisa. Melodia wydobywał się z otwartego okna na drugim piętrze. Po chwili można było usłyszeć głośną rozpacz.

* Tao... (Amanda)*

 - Idę po niego... Nie czekajcie na nas - oznajmiła po czym zamknęła drzwi od vana i wróciła do wytwórni. Weszła do windy i pojechała na drugie piętro. Kiedy tylko wyszła z windy poszła do drzwi z których wydobywała się muzyka. Nie pewnie weszła do środka pomieszczenia i zobaczyła siedzącego przy stole Tao z opuszczoną głową. Zamknęła drzwi i bez słowa zamknęła również okno po czym zasłoniła je firankami. Wyłączyła głośną muzykę i podeszła bez słowa do chłopaka. Chińczyk podniósł głowę i czerwonymi, podpuchniętymi, zapłakanymi oczami spojrzał się na nią. 
- Och, Tao... - rzekła  zatroskanym głosem. Chłopak rozpłakał się jeszcze bardziej i rzucił się w jej ramiona. Przez ciężar ciała chłopaka przewrócił się z nim na podłogę. Tao mocno się do niej przytulił płacząc w ramię. Amanda głaskała go po włosach. 
- Dlaczego? ... Dlaczego on to zrobił?! Mówił, że zawsze będziemy się przyjaźnić! Że nigdy mnie nie zostawi! Okłamał mnie! Jak mógł?! ... Cała ta rodzina, to jedno, wielkie kłamstwo! Zostawił nas! Zostawił mnie! Nienawidzę go! - Amanda rozpłakała się, kiedy Tao wypłakiwał te słowa w jej ramię. Przytuliła go mocniej.
- Ciii... - uspokajała go - Wszystko będzie dobrze... musi. 


 Następnego dnia, Amanda spotkała się z swoim wujkiem, menadżerem exo w kawiarni. 
- Witaj wujku - przytulił go - Chciałeś się ze mną widzieć
- Witaj, tak to prawda. Proszę, usiądź, musimy porozmawiać - usiedli przy stoliku i zamówili kawę. Amanda zaczęła się bardzo przejmować tym spotkaniem. Nie wiedziała co się dzieje. 
- Coś się stało?
- Wiesz, mój dobry kolega potrzebuje dodatkowego pracownika ... ochroniarza w sejmie. 
- C-co? - była zaskoczona.
- Praca od poniedziałku do piątku. Bardzo dużo płacą, płatne chorobowe, nawet, jak zajdziesz w ciąże to nadal będziesz miała zachowaną pracę - nie była zbytnio zadowolona - Nie podoba ci się ta oferta?
- Podoba, tylko... co z chłopakami? Co z exo?
- No, nie będziecie już razem pracować. To już dorośli faceci, dadzą sobie radę. Zastanów się.,. drugi raz taka okazja może się nie trafić. Wystarczy tylko, jak zrobisz kilku miesięczne szkolenie w wojsku. Jak dobrze pamiętam zajmuje to ok. dwa może trzy miesiące. 
- No nie wiem.
- Zastanów się nad tym na spokojnie. Dobrze, jakbyś na wszelki wypadek jednak zrobiła to szkolenie nawet, jeżeli nie podejmiesz się tej pracy. Wiesz, dodatkowe kwalifikacje od razu jesteś przyjęta do wojska. 
- Na prawdę?
- No oczywiście. Wiem, że martwisz się o chłopców. Rozumiem to, ale nie możesz z nimi siedzieć całe życie. Każdy z was w końcu rozpocznie swoją własną drogę. Kariera, podróże, rodzina. 
- Może... może masz rację. Podejmę się tego szkolenia. 


***********
Wybaczcie, że takie krótkie. Wyszłam z pracy. Mam nadzieję, że się podobało. Następny rozdział już 6.01


czwartek, 3 września 2015

EXO: Just say you love me Rozdział 41

- Jak to wracasz do Polski?!... To żart?
- Niestety nie, oppa - załamał się łapiąc za głowę - Przepraszam, miałam ci o tym już wcześniej powiedzieć.
- Że co?! Wiesz już o tym od jakiegoś czasu?! Od jak dawna?
- Od paru dni.
- I mi wcześniej o tym nie powiedziałaś?!
- Nie wiedziałam jak... proszę cię, nie złość się.
- Nie złość się? Nie złość się?!... Jak mam się kurwa nie złościć?! CO?! JAK?! ... Jak zaraz całe moje życie przewróci się do góry nogami... Dlaczego? To przez rodziców? Porozmawiam z nimi, może pozwolą ci zostać.
- To nie przez nich, ja... ja złamałam kontrakt.
- Co?
- To dlatego też nie zadebiutowałam z Amandą.
- Zaraz... co ty zrobiłaś?
- Po prostu jestem z tobą.
- Złamałaś zakaz umawiania się? - przytaknęła.
- To moja wina, gdybym tylko wiedział...
- Nie obwiniaj się. To nie twoja wina. To ja byłam za mało ostrożna. Sądziłam, że nas nikt nie zauważy.
- Może... może da się to jeszcze jakoś naprawić?
- Nic się już nie da. Miałam rozmowę z szefem. To jest również ustalone przez twojego CEO. Obydwoje twierdzą, że jesteś razem w nieodpowiednim czasie, że teraz jest to za bardzo nie bezpieczne i najlepiej będzie, jak wrócę do Polski.
- Najlepiej?Dla kogo? Chyba tylko dla nich. Jak zawsze myślą tylko o sobie.
- I tak już nic nie zrobimy. Nie jestem już trainee. Wyrzucili mnie z wytwórni. Rodzice dostali nakaz deportacji do kraju.
- Co za skurwysyny! Jak mogli to zrobić?! - zdenerwowany uderzył o kierownicę.

 Tym czasem Amanda pod przykrywką udała się w stronę BigHit, by wszystko wytłumaczyć. Idąc między budynkami zaczepiły ją trzy dziewczyny.
- Czego? -odezwała się Amanda.
- Ty jesteś Amanda? - zapytała jedna.
- Z kimś mnie chyba pomyliłaś.
- To ona! Widziałam jej tatuaże! - krzyknęła druga. Amanda od razu je zakryła.
- Dajcie mi spokój. Nie mam ochoty się z wami... - nie zdążyła do kończyć, gdyż jedna z nich uderzyła ją w twarz.
- NIE MASZ PRAWA SPOTYKAĆ SIĘ Z KOOKIEM! ROZUMIESZ?! KIM TY NIBY JESTEŚ?! - wydzierała się na cały głos.
- CO DO KURWY NĘDZY JEST Z WAMI NIE TAK?! JESTEŚCIE POPIERDOLONE!
- ZAMKNIJ SIĘ! - uderzyła ją drugi raz. Nagle miała ją uderzyć kolejny raz, lecz Amanda złapała ją za ręce i uderzyła dziewczynę głową w czoło. W tym momencie podbiegła do niej druga dziewczyna próbując ją uderzyć. Amanda zrobiła unik i uderzyła nastolatkę w brzuch przez co przewróciła się. Trzecia stała przestraszona nie wiedząc co zrobić. Amanda wytarła krew spod wargi, założyła kaptur i poszła. Wtedy przestraszona nastolatka widząc pobite koleżanki wyciągnęła z kieszeni paralizator. Jedna z nich leżąc na ziemi krzyknęła: Na co jeszcze czekasz?! Zrób to w końcu!
 Amanda słysząc to odwróciła się wiedząc, że zaraz przestraszona kizia będzie próbowała ją uderzyć. Dziewczyna szybko przyłożyła paralizator do jej szyi. Kopnięta prądem upadła na ziemię. Pozostałe dziewczyny wstały z ziemi i ogarnęły się.
- Nadal jesteś taka pewna siebie? - zapytała z pogardą. Obolała Amanda spojrzała się na nią i rzekła szeptem: Szmata... . Od razu pożałowała swoich słów. Koreanka kopnęła dziewczynę w brzuch. W tym momencie cała trójka zaczęła kopać leżącą Amandę. Kopały ją po plecach, nogach, klatce piersiowej, głowie. Amanda doskonale wiedziała, że nie ma teraz żadnych szans. Po prostu skuliła się w kłębek i przyjmowała kopniaki.  A co w tym wszystkim najśmieszniejsze i najgorsze? Że to wszystko działo się tuż za wytwórnią BigHit.
- Jeszcze raz zbliżysz się do naszego Jungkook'a, a zginiesz, rozumiesz? ... Będziesz wyła z bólu jak nigdy dotąd... zdziro. Idziemy! - zostawiły ją zakrwawioną na mokrej ulicy. Drżącą ręką chciała dosięgnąć telefon, który okazał się zniszczony. Najwyraźniej, kiedy była kopana, telefon również oberwał. Położyła się na plecach patrząc na czarne niebo i nie mając sił, żeby wytrzeć z siebie krew.
- Życie... jest... bez sensu - wyszeptała i zamknęła oczy zostawiając swoje życie losowi.

 Parę godzin później siedziała na krześle w wytwórni dając się opatrzyć przez Jungkook'a. Przyjechała również policja, która porozmawiała z dziewczyną.
- Dobrze, że znalazł cię ochroniarz.
- Szkoda że za późno... jak już sobie poszły. Nie wierzę, że tak łatwo się dałam! - syknęła z bólu.
- Przepraszam, ale muszę cię opatrzyć. Masz całą twarz w ranach. Nie ruszaj się - zaczął wacikiem przeczyszczać jej pikniętą skroń - Przepraszam cię.
- Nie potrzebnie. Jeżeli przyprowadzisz mi kiedyś do domu taką pojebuskę to pamiętaj, że nie ręczę za siebie!
- Nie martw się noona, nigdy  z nikim takim nie będę.
- No mam nadzieję! Nakopię ci wtedy bardziej do dupy niż sobie to wyobrażasz - zaśmiał się - Masz to szybko wyjaśnić, bo nie mam zamiary być dłużej twoją dziewczyną - uśmiechnęła się pokazując zakrwawione zęby.
- Będziesz musiała jeszcze przepłukać usta.
- Dlaczego?
- Kopnęła cię któraś w usta? Chyba pękły ci dziąsła.
- To nie dziąsła... to ząb. Chyba mi wyleci.
- GDZIE ONA JEST?! - usłyszeli na korytarzu.Nagle do sali wbiegł Luhan.
- Oppa?... - łzy popłynęły mu po policzkach na widok dziewczyny.  Miała przeciętą wargę i skroń, dużą ranę na głowie oraz pojedyncze, niewielkie rany na twarzy wywołane różnymi śmieciami leżącymi na ulicy. Jej piękne, porcelanowa skóra była zakrwawiona.
- Co one ci zrobiły?! - podbiegł szybko do niej nie wiedząc jak ją objąć,żeby nie zrobić kolejnej krzywdy - Skarbie... - po chwili wypluła coś.
- Wypadł mi ząb  - powiedziała, a gęsta ślina wymieszana z krwią ciągnęła się za zębem.
- Nie martw się. Naprawimy to - mówił szybko - Wkręcimy ci nowy. Jaki tylko będziesz chciała. Kupię ci takich nawet z tysiąc, żebyś była szczęśliwa, naprawdę - kolejna łza popłynęła mu po policzku.
- Ne płocz - zaczęła sobie plenić. Wytarł łzę.
- To... to silniejsze ode mnie, kiedy cię taką widzę. B-boli cię coś?
- Tylko palujesz - zaśmiała się.
- Jak możesz żartować w takim momencie? - zaśmiał się - Jedziemy do szpitala.
- Nie, nyc mi nie jest.
- Dobry wieczór, przepraszam, że dopiero teraz przyszedłem, ale jeszcze rozmawiałem z policją i zaprowadziłem ich do siedziby z kamerami - przyszedł CEO wytwórni, szef BTS - Tak bardzo mi przykro, że tak się stało. Obiecuję, że się tym zajmę. Jutro z samego rana wyjaśnię całą tą sytuację z wymyślonym związkiem. Dobrze by było, gdybyś ty Jungkook też się wypowiedział na ten temat.
- Tak, rozumiem.
- Dzękuje panu baldzo.
- Nie dziękuj, nie możemy tego tak zostawić.
- Oppa...
- Tak? - od razu zareagował Luhan.
- Zabierz mnie do domu.
- Jasne - pomógł się jej podnieść po czym wyszli i pojechali do dormu. Kiedy tylko dotarli na miejsce, Luhan pomógł Amandzie wysiąść z auta i zaprowadził ją do środka. Wszyscy już byli w swoich pokojach. Wzięła gorący prysznic i przebrała się w piżamę. Tym czasem Luhan czekał na nią przed łazienką. Kiedy tylko wyszła spojrzał na jej czystą twarz w ranach.
- Nie musiałeś na mnie czekać.
- Po prostu martwię się - wziął w swoją dłoń jej policzek delikatnie dotykając koniuszkiem kciuka jej przeciętą wargę - Jak ząb?
- Powoli zaczynam się przyzwyczajać - Delikatnie i czule pocałował ją w zranioną usta. Syknęła z bólu.
- Przepraszam.
- Nie szkodzi. Ja... pójdę już do siebie. Za dużo wrażeń jak na dziś.
- Pewnie, idź odpocznij.
- Dobranoc oppa.
- Dobranoc - uśmiechnął się i odprowadził ją wzrokiem do salonu. Niestety, przyglądał się temu Sehun przez lekko uchylone drzwi dotykając swego mokrego policzka.

 Następnego dnia, Amanda obudziła się z sińcem pod okiem przez co cały czas nosiła okulary.Jak obiecał CEO BigHit wytłumaczył całą sytuację, że między nimi nic nie ma, Amanda jest jedynie dla Jungkook'a siostrą. Opowiedział również o wczorajszym zdarzeniu, które odbyło się za wytwórnią, a mianowicie o pobiciu Amandy przez fanki BTS. Powiedział również, że policja przeprowadza śledztwo odnośnie tej sprawy i posiadają wizerunki trzech dziewczyn uwiecznionych na kamerach, które odpowiedzą za napad w sądzie.
 W SM chłopcy przejęci pobiciem Amandy od razu się nią zajęli wypytując o wszystko. Chanyeol nawet popłakał się nie mogąc w to wszystko uwierzyć. Przytulił ją mocno twierdząc, że nikt nie ma prawa jej skrzywdzić. Sehun nawet nie zareagował. Siedział po prostu cicho czasem zerkając na dziewczynę.
 Tego dnia, całe exo trenowało przygotowując się do combacku, a Amanda stała i pilnowała za zamkniętymi drzwiami sali treningowej. Dwie godziny później, nagle Kris gwałtownie wybiegł zdenerwowany z sali.
- Yifan! - pobiegła zaskoczona za nim - Co się stało?
- Mam już kurwa dość takiego pierdolonego traktowania w tej wytwórni!
- Poczekaj... - złapała go za ramię, lecz wyrwał się.
- Zostaw mnie! - nawet się nie zatrzymał po prostu szedł szybkim krokiem dalej. Zdezorientowana wróciła do sali treningowej. Kiedy podbiegła do otwartych drzwi, zobaczyła, że zdenerwowany trener uderzył Tao w tył głowy.
- Ty pieprzony Chinolu! Mógłbyś się bardziej postarać!
- EJ! Co tu się wyrabia?! - od razu zareagowała wchodząc do sali.
- To nie twój interes! Wynoś się stąd!
- Jakim prawem ich tak traktujesz?! CO?!
- Nie słyszałaś co do ciebie powiedziałem?! WYNOŚ SIĘ! -już miał podnieść na nią rękę, kiedy nagle za nią złapał i powiedział: Mnie możesz uderzyć, ale jej nie masz prawa nawet dotknąć!
Przystawiła swój pistolet do skroni trenera.
- Jestem ochroniarzem exo i moim zadaniem jest dbać o ich bezpieczeństwo. Więc jeżeli będę musiała to przestrzelę ci tą pustą głowę. Niech im tylko włos z głowy spadnie, a obiecuję, że nie ręczę za siebie.
- Amanda! Co ty wyprawiasz?! - krzyknął stojąc w drzwiach jej przyszywany wujek, menadżer exo wraz z asystentem CEO.
- Zostaw go! Odstaw tą broń!
- Amanda - odezwał się Xiumin - Nic na to nie poradzisz.
- To nie fair...
- To się nie zmieni - wzięła głęboki oddech i schowała pistolet.
- Idziesz ze mną do CEO -odezwał się asystent. Pewnym krokiem wyszła z sali treningowej.
 Kilka godzin później, Amanda pojechała z Natalią i jej rodzicami na lotnisko.
- Nie wierzę, że w tym momencie się żegnamy - powiedziała delikatnie Amanda z łzami w oczach.
- Ja też, jeszcze tyle miałyśmy zrobić.
- Z takiego głupiego powodu.
- Nic na to nie poradzisz.
- Już to dziś słyszałam.
- Widziałaś Kai'a?
- To jeszcze się z nim nie pożegnałaś?
- Wczoraj rozmawiałam, a dzisiaj rano wysłałam sms, że wyjeżdżam. Myślałam, że przyjdzie.
- Nie martw się, pewnie go coś zatrzymało po drodze.
- Pewnie masz rację.
- To... do zobaczenia?
- Pewnie... w końcu jak siostry.
- To prawda.
- Do zobaczenia.
- Do zobaczenia - przytuliły się mocno - Będę za tobą tęsknić.
- A ja za tobą mocniej - Natalia wzięła walizkę i wraz z rodzicami machając Amandzie odeszła. Parę minut później Amanda spotkała zdyszanego chłopaka.
- Kai?
- Gdzie Natalia?!
- Już poszli. Wsiedli niedawno do samolotu.
- Co?! Spóźniłem się.
- Zadzwoń do niej - chłopak wyciągnął telefon i zadzwonił.
- Masz wrócić, rozumiesz?! Nie ważne kiedy. Masz po prostu wrócić. Będę na ciebie czekał. Kocham cię pamiętaj o tym.

poniedziałek, 20 lipca 2015

EXO: Just say you love me Rozdział 40

   Następnego dnia z samego rana Amanda szykowała sobie kawę, by jakoś przetrwać kolejny dzień męczarni w SM. Zaspana w samej piżamie stała przed blatem i wsypywała rozpuszczalną kawę do filiżanki. W pewnym momencie poczuła na swojej tali obejmujące ją od tyłu męskie ręce. Na jej policzku pojawił się delikatny pocałunek i troskliwy głos Luhan'a pytający ,,Jak spałaś?".
- Amanda? - usłyszeli za sobą znajomy głos. Był to Tao. Dziewczyna na sam głos Tao uderzyła Luhan'a z łokcia w brzuch przez co z bólu odsunął się od niej udając, że nic się nie stało.
- Tak? - zapytała.
- Zrobiłabyś mi też kawę? - zapytał nie pewnie.
- Pewnie.
- D-dzięki – wyszedł z kuchni zdezorientowany z myślą, że jednak mu się wydawało. Jak to? Luhan i Amanda? Nie możliwe.
- Nikt nie może o nas wiedzieć – zwróciła się do Chińczyka – Gdyby to wyszło na jaw to...
- Wiem co by było – przerwał jej – Obydwoje mielibyśmy zrąbane życie. W końcu jestem w Exo. Nie mam prawa być z kimś i żyć szczęśliwie.
-Nie to miałam na myśli.
- Ale tego wymaga ode mnie showbiznes i... większość fanów. To byłoby dla ciebie zbyt niebezpieczne... Ale głowa do góry! Nie mam zamiaru z ciebie rezygnować, więc trzeba się zacząć przyzwyczajać – uśmiechnął się i pocałował ją w policzek – Damy radę. Idę się ubierać – wyszedł z kuchni.


Po pracy, Amanda udała się do swojej wytwórni w której była trainee. Po drodze spotkała trzy nastolatki, które zaczęły robić jej z ukrycia zdjęcia telefonem.
- Co wy robicie?
- Boże! Widzi nas.
- I słyszę... nie chodźcie za mną. Nie jestem idolem.
- Jeszcze nie.
- Nie możemy się doczekać debiutu Bad Girls unnie.
- Hę? - nie rozumiała o co im chodzi. Ignorując je weszła do budynku. Przebrała się w przymierzalni, spięła włosy i weszła do sali treningowej. Po chwili do sali przyszedł CEO wytwórni Wszyscy go przywitali u kłaniając się.
- Dzień dobry dziewczyny. Jak pewnie już wiecie z internetu ma zadebiutować nowy, hip-hop'owy girlsband pod nazwą ,, Bad Girls". Chciałbym, żeby cały debiutujący zespół poszedł teraz ze mną do sali, gdzie wszystkiego się dowiecie – trójka Koreanek wyszła za CEO. Wtedy Nats zwróciła się do Amandy.
- A ty nie idziesz?
- Po co?
- Przecież debiutujesz. Nie widziałaś w internecie zapowiedzi? Nawet na stronie głównej wytwórni jest ogłoszenie i na korytarzu plakat.
- J-jak to? A co z tobą?
- Mi się nie poszczęściło. Może innym razem.
- Jak to?!
- Amanda, idziesz?! - zawołała ją jedna z Koreanek.
- T-tak! Idę! ... przykro mi- przytuliła Natalię.


   Zdezorientowana pobiegła za dziewczynami myśląc o przyjaciółce. Weszła za resztą do sali i usiadła przy stole wraz z innymi dziewczynami. Zaczęli im przedstawiać cały projekt. Mówił o tym, że ma być to hip-hop'owy girlsband bez słodkich i uroczych motywów. Zadebiutują cztery dziewczyny w różnym wieku. Układ i piosenka mają być energiczne i agresywne. Są to dopiero początki, prace nad debiutem dopiero się rozpoczynaj, więc jeszcze wszystko przed dziewczynami. Zaplanowali dzień pierwszej sesji zdjęciowej i dzień zapoznania się z nową piosenką. Wyznaczyli im poszczególne terminu w które muszą się zmieścić.
Po dniu planowania, Amanda zastanawiała się nad tym wszystkim. Nie mogła uwierzyć w to, że wreszcie zadebiutuje. Może kiedy zadebiutuje i zostanie idolem tak jak i Luhan inny zaakceptują ich związek. Ale czy na pewno? A może będzie jeszcze gorzej?
Następnego dnia po pracy, Amanda umówiła się ze swoim bratem Jungkook'iem w wesołym miasteczku. Wreszcie mogli spędzić trochę czasu razem i jeszcze lepiej się poznać. Świetnie razem się bawili nie zwracając uwagi na innych. Rozmawiali o swoich zainteresowaniach, przeszłości, jak teraz im się układa i jakie mają plany. Nie mieli przed sobą żadnych sekretów, więc Amanda z łatwością zwierzyła się młodszemu bratu i powiedziała o Fengu, o swoim nowym związku z Luhan'em i debiucie. Kooki'e bardzo uważnie słuchał siostry nie dowierzając, że takie rzeczy miały w ogóle miejsce. Postanowił wspierać siostrę w jej nowej karierze idolki, w nowym związku i obiecał, że nikomu o tym nie powie nawet chłopakom z zespołu pomimo, że są razem blisko. Bardzo cieszyła się, że ma kogoś takiego jak Jungkook. Od razu zrobiło jej się lepiej na sercu, kiedy wygadała się bratu. Pod koniec dnia zjedli razem kolację, a następnie zawiozła chłopaka motorem pod jego dorm. Pożegnali się i wróciła do siebie.

   Następnego dnia, Amanda kiedy tylko weszła do SM zauważyła, że pracownicy wytwórni dziwnie się na nią patrzą, obserwują i rozmawiają o czymś patrząc się na nią. Czuła się z tym nieswoje, lecz nie pokazywała tego po sobie.





*Pewnie już się dowiedzieli o debiucie. (Amanda)*






   Ubrana w mundur ochroniarza z czarnymi, przeciwsłonecznymi okularami na nosie przechodziła przez korytarz nie mogąc odgonić się przed wzrokiem ludzi.

- Amanda! - usłyszała za swoimi plecami. Był to Luhan.
- Oppa?
- Musimy poważnie porozmawiać – spojrzał się na nią poważnie. Wyglądał na lekko zdenerwowanego. 
- O-ok – złapał ją za rękę i przeciągnął przez pół korytarza.
- Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś? 
- A-ale o czym?
- Nie udawaj głupiej! Ty już dobrze wiesz! - wyciągnął z kieszeni telefon i zaczął czegoś w nim szukać. Po chwili to znalazł i jej pokazał pytając – Jesteśmy razem dopiero dwa dni i już mnie zdradzasz z bratem? - zaśmiał się.
- Idioto! - uderzyła go w ramię – Nie strasz mnie tak więcej! Myślałam, że na prawdę coś się stało... zaraz, co?! Daj mi to! - wyrwała mu telefon z ręki przeglądając artykuł.
- I już mi rozkazuje. Musisz wiedzieć, że nie zrobisz ze mnie pantoflarza. Musimy ustalić pewne reguły...
- Cii! - zamknęła mu usta drugą ręką czytając dalej.





,,Jungkook z ,,Bangtan Boys" przyłapany na randce. Wczoraj maknae zespołu BTS został zauważony w wesołym miasteczku na randce z Amandą, przyszłą członkinią girlsbandu ,,Bad Girls" spod skrzydeł J. Tune Camp. Na zdjęciach widać, że Jungkook dobrze bawi się z Amandą. Obydwie wytwórnie jeszcze nie potwierdziły związku. Możemy jedynie czekać na potwierdzenie i życzyć nowej parze szczęścia. "



- No wiesz co? Z bratem byś się wstydziła.
- Zaraz oberwiesz... Teraz przynajmniej wiem czemu tak dziwnie się na mnie patrzą.
- Od kiedy wiesz, że zadebiutujesz?
- Od przed wczoraj. Przepraszam, że ci tego od razu nie powiedziałam, ale to wciąż do mnie nie dociera.
 -Nie będziemy już mieli dla siebie tyle czasu. Wyprowadzisz się.
- Jesteś zły?
- Nie, ale zaskoczony. Mimo to cieszę się, że ci się udało. Mam nadzieję, że zespół szybko stanie się popularny. Ciężko pracuj. Hwaiting!
- Nie strasz mnie.
- Hę?
- To straszne. Nie wiem czy się w ogóle do tego nadaję
- Świetnie śpiewasz.
- Ale śpiew to nie wszystko.
- Spokojnie, dasz radę. Przecież właśnie po to trenowałaś.
- Dobra, nie to jest teraz najważniejsze. Jeszcze nie zadebiutowałam, a już pierwszy skandal i to z własnym bratem. Muszę się z nim spotkać.
- Teraz to chodź na trening. Chłopcy już czekają – trzymając się za ręce poszli w stronę sali treningowej. Za każdym razem, kiedy ktoś ich mijał, szybko odsuwali się od siebie. Luhan już miał wejść do sali, kiedy drzwi nagle same się otworzyły.
- Amanda! Chodź! - wciągnął ją do środka Xiumin.
- Co jest?
- Słyszeliśmy, że debiutujesz – powiedział Lay – Kiedy?
- T-tego jeszcze nie wiem. Data nie jest jeszcze ustalona.
- Ale fajnie! Będziemy teraz razem występować na scenie! - ucieszył się Chanyeol przytulając dziewczynę.
- Trzeba to opić! - ogłosił Chen. Wszyscy się zgodzili.
- Będziemy pić tak długo, że będą nas musieli siłą odciągać od alkoholu, a kaca będziemy mieć jeszcze z dwa tygodnie. Jak mamy opić to porządnie – stwierdził Baekhyun.
- Słyszałem, że masz nowego chłopaka – powiedział Kai.
- Kazirodczy związek – dodał Sehun.
- Zboczeniec! - Powiedział Kris.
- Ja ci kurwa dam zboczeńca!
- Ja przynajmniej nie spotykam się z bratem
- Ciebie to nawet by nie zechciał rudy facet z jednym okiem. Wolałby już ruchać rurę klozetową.   
- Rurę klozetową? - powtórzył D.O?
- Nie wiem, zmęczona jestem. Dobra śmiejcie się do woli i zachowujcie gorzej od pięciolatków. Ja i tak muszę to wyjaśnić
- Koniec żartów. Robi się niebezpiecznie – powiedział Tao siedząc z tabletem na kolanach. Wszyscy ucichli.
- Co jest? - zapytał Sehun.
- Fani Jungkook'a grożą Amandzie śmiercią.


   Po wyjściu z wytwórni fani już czekali na nich przed drzwiami, lecz tym razem to Amanda była obiektem zainteresowania. Fani pytali się Amandy czy jest z Jungkook'iem i krzyczeli, żeby się od niego odwaliła. Ignorowała ich. W okularach przeciwsłonecznych ochraniała zespół pomagając chłopakom przedostać się bezpiecznie do van'a.

   Kai spotkał się wieczorem z Natalią pod jej wytwórnią. Zaparkował na podziemnym parkingu czekając na dziewczynę. Po chwili z windy wyszła Nats zmierzając w kierunku samochodu. Otworzyła drzwi i wsiadła do środka.
- Cześć oppa
- Cześć skarbie – pocałowali się – Jak ci minął dzień?
- Ciężko, dużo treningów i jeszcze test jutro mam.
- Zdążysz się nauczyć – przytaknęła smutno.
- Coś się stało? Jesteś jakaś smutna.
- Nie, nic.
- Słyszałem o debiucie. Przykro mi, że ci się nie udało, ale spokojnie, jeszcze zadebiutujesz, więc nie smuć się. Jak nie w tej wytwórni to w innej. Możesz przyjść do nas. Na pewno da się coś zrobić.
- To nie o debiut chodzi.
- Więc... o co?
- Oppa, ja... muszę odejść.
- Że co?
- Wracam do Polski.   

poniedziałek, 13 lipca 2015

EXO: Just say you love me Rozdział 39

Odepchnęła od siebie Luhan'a - Nie możesz się tak zachowywać. Co ty sobie wyobrażasz? Myślisz, że możesz tak po prostu wziąć mnie na bok i całować? Otóż nie! To wszystko dzieje się za szybko. Skąd w ogóle wiesz, że ja tego chce?

* Więc tak chcesz się bawić? Zgoda. Zobaczymy co teraz zrobisz (Luhan)* 


 Spojrzał się na nią i powiedział - AHA
- Co aha? 
- ... Nic - rzucił fochem i odszedł. Amanda zgłupiała. Nie tego się spodziewała.
- Obraziłeś się? 
- Nie ważne - wszedł do sali ćwiczeń po czym trzasnął drzwiami i zaczął się śmiać. 
- Ale... przecież... co to miało być? - Luhan cały dzień nie odzywał się do Amandy, nie przesiadywał z nią nawet na nią nie spojrzał.Nie przejmowała się tym zbytnio, bo wiedziała, że następnego dnia mu przejdzie, ale nie przeszło. Cały kolejny dzień ją ignorował i kolejny i kolejny. Strasznie się z tym czuła. Nie sądziła, że może ją to tak boleć. Nie wiedziała co zrobić, jak się zachowywać i czy w ogóle się odezwać, gdyż za każdym razem kiedy mówiła on tylko burknął coś pod nosem.

 Minęły kolejne trzy dni spędzone w ciszy. Obydwoje zajmowali się swoimi sprawami nie nawiązując ze sobą kontaktu. Po tych trzech długich i ciężkich dniach, menadżer przyszedł wieczorem do dormu Exo. Otworzyła mu drzwi Amanda w samej piżamie.
- Wujek?! Co ty tu robisz?
- Też cię miło widzieć. Włóż jakiś szlafrok i nie obnażaj się przed chłopakami - wszedł do środka - Wszyscy są w dormie? - zapytał po czym zamknęła drzwi.
- Tak, raczej tak.
- Raczej?
- Wszyscy są.
- Dobry wieczór chłopcy! - powiedział głośno i wyraźnie, by wszyscy dobrze go usłyszeli. Od razu wszyscy powychodzili ze swoich pokoi odrywając się od swoich poprzednich czynności. Przywitali się i ukłonili.
- Całe exo-m jest? - zapytał Krisa.
- Ta.
- Pakować się! Jutro z samego rana jedziemy do Chin.
- Chin?! - zapytał zaskoczony Xiumin z Chen'em.
- Co wyście tacy zdziwieni? Przecież po chińsku śpiewacie.
- No tak, ale trochę jesteśmy zdziwieni, bo tak nagle... - mówił Xiumin po czym mu przerwał.
- Będą przeprowadzone z wami wywiady, wystąpicie w telewizji, jakaś sesja też się trafi.
- Czyli standardowo - powiedział Kris.
- O której po nas przyjedziesz? - zapytała.
- Po nas? - powtórzył zaskoczony menadżer - Ty nie jedziesz.
- Jak to?!
- Tak to. Jedzie sam zespół.
- Ale ktoś musi zająć się exo-m.
- Exo-k też. To tylko dwa tygodnie. Damy sobie radę. Ty zostaniesz tutaj i będziesz dalej pracowała tak jak pracujesz.
- Stojąc przed drzwiami osiem godzin?
- Nie marudź. Sama chciałaś tą pracę. Przyjadę po chłopaków o piątej rano. Wszyscy o tej godzinie mają już stać przed budynkiem z walizkami. Rozumiesz Kris?
- Jasne.
- To wszystko co miałem do powiedzenia. Do jutra chłopaki - wyszedł, a wszyscy wrócili do swoich poprzednich zajęć oprócz Luhan'a i Amandy. Luhan z lekkim zmieszaniem i smutkiem w oczach spojrzał się na dziewczynę. Pierwszy raz od kilku dni na nią spojrzał. Jego wzrok przeszył ją od środka. Spuścił głowę i szybko wszedł do pokoju. Biorąc głęboki oddech oparła się o ścianę.

 Następnego dnia, wczesnym rankiem, kiedy było jeszcze ciemno na dworze, Amanda usłyszała jakieś stuki w przed pokoju. Zaspana wstała z łóżka i poszła sprawdzić co się dzieję. Wychodząc do przed pokoju światło od razu uderzyło ją w oczy.
- Obudziliśmy cię? - zapytał Tao.
- N-nie, spokojnie. Nie mogłam spać - zaspanymi oczami spojrzała na spakowanych chłopaków stojących przy wejściu - Wieliście wszystko? - zapytała - Nie zapomnieliście o niczym?
- Nie mamo - zaśmiał się Chen.
- Ha.ha.
- Idź spać - powiedział Lay.
- Do zobaczenia - powiedziała. Na jej słowa wszyscy się uśmiechnęli i pożegnali. Wyszli już prawie wszyscy oprócz jednej osoby, Luhan'a. Stanął w drzwiach i powiedział:
- Przemyśl to wszystko. Pa - po czym zamknął drzwi, a przez jego słowa dziewczyna nie mogą zasnąć. Cały dzień Amanda myślała. Nad nią, Luhan'em, jej uczuciach i Feng'iem. Czym dłużej nad tym myślała tym bardziej ją to dręczyło. Ciągle myślała o Luhanie. Nie mogła spać, jeść i ciągle była pobudzone oraz roztrzepana. Na samą myśl o nim bolał ją brzuch. Dawno tak się nie czuła. Jednego dnia myślała, że chce być z nim, drugiego, że lepiej będzie jak będzie trzymać się od niego z daleka. Jak będzie z nim to czy będzie szczęśliwa? Czy tego właśnie chce? A jak będą razem to jak będą razem spędzać czas? Co z resztą chłopków z exo? Powiedzieć o tym reszcie czy lepiej się ukrywać? Co na to jego fani i wytwórnia? Co się stanie kiedy Feng się o tym dowie? Przecież może odejść od Feng'a w każdej chwili ale skąd weźmie tyle pieniędzy, żeby unieważnić kontrakt? Pojawiało się coraz więcej pytań na które nie potrafiła odpowiedzieć. Co by było gdyby? Chyba najgorsza z możliwych pytań jakie człowiek zadaje sobie, gdy rozmyśla. Wtedy często pojawia się strach i wątpliwości czy na pewno powinienem to robić. Czy powinienem zaryzykować? A co jak będę żałować swojej decyzji?
 Minęły dwa ciężkie, nie przespany dla Amandy tygodnie bez Exo-m, bez Luhan'a. Na samą myśl, że po tym czasie znowu zobaczy Luhan'a bolał ją brzuch. Chłopcy jakby nigdy nic weszli do dormu.
- Cześć chłopcy, jak było?
- Praca jak praca - rzekł Kris.
- Gbur
- Nie co więcej luzu niż tutaj - powiedział Tao.
-Tylko w wybrane godziny praca, a reszta dnia wolna - powiedział Lay.
- To chociaż tyle dobrze - Luhan po prostu przeszedł obok niej z walizką i wszedł do pokoju.
- Nie rozmawiacie? - zapytał Chen.
- Nie, wydaje ci się - kolejną noc Amand nie mogła spać ,kiedy wszyscy już dawno zasnęli. Odwracała się z boku na bok.



* Dobra, idę (Amnda)* 




Stanęła przed pokojem Luhan'a, który dzielił go oczywiście także z innymi. Stanęła przed nimi i zamurowało ją. Nie wiedziała co robić. Spanikowała. 




* Amanda weź się w garść! Czego ty się boisz? Nie mam czego się bać. Ja niczego się nie boję (Amanda)* 



 Wzięła głęboki oddech, złapała za klamkę i delikatnie, po cichu uchyliła drzwi zaglądając do środka. Suho, Xiumin i Luhan już dawno smacznie spali. Po cichu weszła do środka i na palcach podeszła do Luhan'a. Szturchnęła go delikatnie szepcząc jego imię usiłując go jakoś obudzić, by innych nie obudzić. Widząc, ze to nic nie daje wzięła pomału książkę Suhego i zrzuciła ją na ciało Luhan'a. Ten przestraszony uderzeniem szybko się ocknął. 
- Co jest?!
- Ciiiii~ To ja - wyszeptała. 
- Co jest? - pytał zaspany.
- Musimy pogadać?
- Teraz? Która godzina? 
- Chodź - złapała go za rękę i szybko zaprowadziła do salonu zamykając drzwi. Zaspany stanął na środku i spojrzał się przymulony na dziewczynę. Zaczęła szybko czerwieniąc się i mówiąc:
- A więc, myślałam bardzo dużo przez te dwa ostatnie miesiące kiedy was nie było myślałam o tym wszystkim co się dzieje o tobie o tym co czuję i co powinnam zrobić strasznie mnie to męczyło to chyba były najgorsze dwa tygodnie mojego życie za każdym razem jak o tobie myślałam bolał mnie brzuch byłam pobudzona nie mogłam spać ani jeść nie wiem co się ze mną działo nie byłam wtedy sobą o to wszystko przez ciebie ty tak na mnie działasz teraz już wiem co czuję do ciebie i czego chce podjęłam już decyzję - zapadła cisza. 
- Co? 
- Nie rozumiesz co do ciebie mówię?! Naprawę chcesz żebym to w prost powiedziała?! Nie domyślasz się?! Aż tak głupi jesteś czy co?! Nie wiem! Mam ci to kurwa narysować?! - nagle pocałował ją szybko przez co się zamknęła. 
- Uspokoiła się już? - kiwnęła głową - Jesteś teraz już pewna tego?
- Chcę być z tobą bez względu na to co się stanie - pocałowała go w usta. Objęli się wzajemnie czując swoje ciepło. Czy Amanda postąpiła słusznie? To się okaże. 

*****
Przepraszam, że taki krótki i dopiero teraz, ale miałam weny. Postaram się następny rozdział napisać dłuższy. Mam nadzieję, że się podoba.




poniedziałek, 1 czerwca 2015

EXO: Just say you love me Rozdział 38

- Noona~! - usłyszeli głos Jungkook'a w przedpokoju. Przestraszona szybko odepchnęła od siebie Luhan'a i zakładając spodnie zobaczyła jak drzwi od salonu się otwierają, a w nich stanął Jungkook. Na szczęście dziewczyna zdążyła się ubrać w ostatniej chwili. Piosenkarz widząc stojącą na środku salonu siostrę krzyknął rzucając się jej na szyję:
- Noona! Nic ci nie jest? Wszystko w porządku? - panikował.
- Co ty tutaj robisz?
- Sehun hyung zadzwonił do mnie i mi wszystko powiedział - spojrzał na Lulu i zdenerwowany krzyknął - Wyjdź stąd! Nie widzisz, że rozmawiam z siostrą?! - spojrzeli się oboje na niego zszokowani postawą chłopaka - Eee... to znaczy... przepraszam hyung - zawstydził się - czy mógł byś na chwilę nas zostawić samych? Chciałbym z nią porozmawiać - ukłonił się nisko.
- Emm... spoko - wstał i wyszedł zamykając za sobą drzwi.
- Na pewno wszystko w porządku? Sehun hyung mówił, że przyjechała karetka.
- Tak, ale wszystko już jest dobrze.
- Miałaś lekką hipotermię.
- Już mi lepiej.
- Kulałaś na nogę.
- Tak, ale przeszło.
- Musisz wypoczywać.
- Jestem wypoczęta. Naprawdę nic mi nie jest.
- Musisz się połóżyć.
- Jongkook! - zamilkł. Wzięła głęboki oddech - Nic mi nie jest - mówiła powoli - Ok?
- Ok - odpowiedział spokojnie - Po prostu martwię się o ciebie.
- Wiem - uśmiechnęła się delikatnie przytulając do siebie brata.
- Więc, skoro już lepiej się czujesz, to może pójdziemy na miasto coś zjeść? Dawno się nie widzieliśmy.
- Jesteś ostatnio taki zapracowany. Ciągłe treningi, spotkania z fanami, występy. Dobrze się czujesz? Nie przemęczasz się?
- Spokojnie, to nie wygląda tak źle jak to sobie wyobrażasz.
- Nie kłam. Mieszkam z dwunastką idoli. Ciągle są napastowani.
- Ale to exo.
- No też prawda.
- No więc jak? Idziemy?
- Poszłabym z tobą, ale dzisiaj nie mogę. Chłopcy chcą spędzić ze mną czas i coś tam kupili. Właśnie szykują kolację i ... - spojrzał się na nią smutno - Tylko mi tu nie udawał. Nie działa na mnie mina zbitego pieska.
- Bling bling~ !
- Daj mi pięć minut - przebrała się, uczesała i była gotowa do wyjścia.
- A ty gdzie? - zapytał Kai.
- Wybaczcie, ale dawno nie widziałam się z bratem. Idziemy na miasto, wrócę później.
- O nie droga panno! - wyskoczył Baekhyun w różowym fartuszku - Nigdzie nie idziesz! Zostajesz w domu! Nie jesteś jeszcze w dobrej formie, żeby gdziekolwiek wychodzić. A co jak po drodze zasłabniesz lub co gorsza... ZEMDLEJESZ?
- Ale to prawie to samo - zwrócił mu uwagę Tao z kuchni.
- Cicho nie rozmawiam z tobą! A ty dziewczyno zostajesz w dormie czy ci się to podoba czy nie, rozumiesz?Chociaż jednego dnia zjedzmy wszyscy razem kolację i udawajmy, że jesteśmy szczęśliwą, kochającą się rodziną, zgoda?!
- A jemu co? - zapytała.
- Dostał opieprz w wytwórni - wytłumaczył Chen mówiąc z kuchni.
- Nie możemy innego dnia poudawać rodzinę tylko akurat dzisiaj?
- Tak myślałem, że będziesz stawiała opór. Kris zanieś ją do kuchni.
- Że co?!
- No ale... - zaczął.
- Żadne ale! Już!
- Dobra, dobra. Uspokój się wreszcie.
- Ty mnie nawet nie dotykaj! - powiedziała do Yifan'a, który zaczął się do niej zbliżać.
- Nie histeryzuj. Myślisz, że mi się to podoba? Odkąd dostał opieprz do wszystkich się czepia i ciągle się drze.
- Az tak źle z nim? - wyszeptała.
- Przechodzi załamanie nerwowe. Nie wytrzymał presji - wyszeptał - A teraz chodź.
- Po moim trupie - już ją miał podnieś do góry, gdy nagle złapała go za rękę i przerzuciła przez ramię.
- T-to może ja już sobie pójdę. Odezwę się. Pa - wybiegł z dormu.
- Kookie! Czekaj! ... Świetnie! Widzicie co narobiliście? Przestraszyliście go.
- Chyba ty go przestraszyłaś - rzekł Kris leżąc na podłodze.
- Zamknij się - kopnęła go w udo i poszła do kuchni.
- Widzę, że już wyzdrowiałaś - pod czas kolacji atmosfera zrobiła się trochę sztywna i nerwowa. Chłopcy byli wykończeni fizycznie jak i psychicznie, aż żal było na nich patrzeć. Wykończeni i zapracowani. Czuła, że dzisiejszego dnia musi zająć się porządnie chłopakami, by jakoś wstali wypoczęci następnego dnia. Kto się nimi zajmie jak nie ona? Kto inny obdarzy ich wsparciem jak nie ona? Oczywiście, są jeszcze exo-l, ale one nie są przy nich, kiedy potrzebują pomocy chociażby w dormie. Kiedy już po części zjedli i niektóre talerze stały puste na stole, Kyungsoo już miał wstać i je wszystkie pozbierać, kiedy nagle wstała Amanda zbierając szybko brudne talerze.
- Zajmę się tym, usiądź - uśmiechnęła się delikatnie. Odwzajemnił uśmiech i usiadł z powrotem. Zabrała talerze i podeszła do zlewu myjąc je po kolei.
- Pomogę ci - rzekł Suho.
- Nie trzeba, dam sobie radę.
- Chciałbym z tobą porozmawiać o wczorajszym wieczorze - wyszeptał tak, że tylko ona słyszała. Wtedy przypomniała sobie jak niechcący przyłapała Suhego w kuchni z Siwon'em.
- Nie ma o czym mówić -wyszeptała.
- Nie chcę, żebyś miała o mnie złe zdanie. Chciałbym to wyjaśnić.
- Przecież nie musisz się mi tłumaczyć. To twoje życie. Raczej nie powinno mnie interesować to z kim sypiasz.
- Ale tak głupio wyszło.
- Posłuchaj, nie ważne z kim byś sypiał ja i tak nie zmienię o tobie zdania. Jesteś moim przyjacielem, będę cię akceptować takiego jakim jesteś i raczej to się nie zmieni, więc nie martw się - uśmiechnęła się.
- Dziękuję.
- Nie masz za co. Tak postępują przyjaciele. Akceptują siebie nawzajem i wspierają we wszystkim. Idź usiądź z resztą.
- Jesteś świetna - po kolacji Amanda postanowiła, że sama zajmie się sprzątaniem, a resztę wyśle do swoich sypialni, by wypoczęli. Zaparzyła im rumianki oraz melisę, zaniosła tabletki przeciwbólowe, nasenne i uspokajające. Kiedy tylko wszystko im zapewniła spięła włosy, włożyła fartuszek i zajęła się sprzątaniem po kolacji. Zmywała naczynia, chowała jedzenie, myła podłogi oraz robiła małe pranie. W pewnym momencie usłyszała, jak ktoś wychodzi z jednego z pokoi i rozmawia z kimś przez telefon. Był to Kris.
- Nie,nie... no niestety... ciężko, źle nas traktują, mam dość...chyba masz rację... myślę nad odejście z SM... poczekaj wyjdę na zewnątrz, bo ktoś jeszcze usłyszy.




 * Co?! Kris chce odejść z SM?! Ale jeżeli odejdzie z wytwórni to i jednocześnie odejdzie z exo. Tak po prostu zostawi chłopaków? Denerwuje mnie ten człowiek, ale nie życzę mu źle. Nie chcę, żeby odchodził, ani nikt inny. Mam nadzieję, że to tylko tymczasowe jego przemyślenia i szybko zmieni zdanie. (Amanda)* 



Gdy skończyła poszła do łazienki wziąć prysznic. Następnie przebrała się w piżamę, po kremowała nogi maścią i udała się do salonu. W przedpokoju było cicho i spokojnie jak nigdy. Najwyraźniej byli bardzo zmęczeni, a leki im pomogły i ich uspokoiły. Siedząc na rozłożonej kanapie z kubkiem gorącej herbaty zobaczyła, że ktoś do niej przyszedł. 
- Chanyeol? Nie śpisz? 
- Nie mogę zasnąć - powiedział zmęczonym głosem - Mogę usiąść?
- Pewnie. Chcesz herbaty?
- Nie, dziękuję. Masz może jeszcze tabletki nasenne? 
- Jasne, już ci daję - wstała i szybko ruszyła do apteczki, która znajdowała się w kuchni. Przyniosła chłopakowi szklankę wody i tabletkę - Masz, po tym poczujesz się lepiej.
- Dziękuję - wziął do ręki lekarstwo i szklankę po czym ją połknął popijając wodą - Mogę cię o coś zapytać?
- Pytaj. 
- Skąd masz rany na nogach i biodrach?
- C-co?
- Wczoraj jak niosłem cię na rękach widziałem, że jesteś pokaleczona i sina. Co ci się stało? 
- To nic takiego.
- Kto ci to zrobił?
- Nikt.
- Nie kłam.
- I tak tego nie zrozumiesz.
- Przecież wiesz, że możesz mi o wszystkim powiedzieć.
- Ale nie teraz... w swoim czasie może się dowiesz. 
- Wiem, że może się boisz, ale chcę ci pomóc.
- Dowiesz się w swoim czasie. 
- Czemu jesteś taka dla mnie zimna? Chcę dobrze. To, że się z tobą przespałem pod wpływem alkoholu nie oznacza od razu, że jesteś mi obojętna, rozumiesz?! - zdenerwowany wyszedł z salonu wracając do swojego pokoju. 



* Cały czas ich tylko ranię. Co mam robić? (Amanda)*


 Następnego dnia w wytwórni Amanda jak zwykle stała przed drzwiami sali ćwiczeń w której znajdowali się chłopcy. W pewnym momencie na korytarz wyszedł Luhan. Spojrzał się na dziewczynę i zapytał:
- Jak tam?
- Nie chce mi się już tutaj stać.
- Więc chodź ze mną - złapał ją za rękę.
- Gdzie?
- Gdzieś gdzie nas nikt nie zobaczy - zaczerwieniła się - N-nie mogę. Muszę tu stać i pilnować.
- Tylko na chwilę. Daj mi pięć minut. Będziemy tylko za rogiem - mówił prowadząc Amandę za rękę. Stojąc z nią za ścianą za rogiem oparł ją o ścianę patrząc jej w oczy. 
- C-co ty robisz?
- Zdaje mi się, że wczoraj czegoś nie dokończyliśmy. 
- Nie podchodź do mnie. 
- Bo co? - zaśmiał się.
- Zrobię ci krzywdę.
- Obydwoje dobrze wiemy, że i tak nie podniesiesz na mnie ręki - objął ją w pasie. 
- Nic z tego nie wyjdzie. To się nam nie uda. Nie kocham cię.
- Sama siebie okłamujesz, prawda? - spojrzała się na siego jasne, pełne usta przełykając nerwowo ślinę i ciężko oddychając. Przybliżył się jeszcze bardziej. Przypomniała sobie co mówił jej Feng o nie swataniu się z innymi i rozkochiwaniu w sobie chłopaków z exo. Przestraszyła się.
- Oppa - jej głos zadrżał pod naciskiem ciała chłopaka - Boję się jak to się skończy.
- Może to i bardzo dobrze - pocałował ją namiętnie w usta. 



wtorek, 19 maja 2015

EXO: Just say you love me Rozdział 37

- Amanda?! - krzyknął przestraszony i zaskoczony Siwon. Suho słysząc to od razu odepchnął od siebie chłopaka i szybko się zasłonił.
- C-co ty tu robisz?! - zapytał szybko przestraszony Suho - Myślałem, że później wrócisz do dormu - z wytrzeszczonymi oczami stała jak sparaliżowana nie potrafiąc w tym momencie nic zrobić. Była w szoku.
- Przepraszam - rzuciła szybko słowem i kulejąc uciekła do łazienki. Siwon zauważając to zapytał się Suhego.
- Nic jej nie jest?
- Właśnie też zauważyłem, poczekaj - lider podszedł do drzwi łazienki łapiąc za klamkę. Drzwi były zamknięte - Wszystko w porządku? - zapytał przez drzwi.
- T-tak.
- Kulejesz.
- To nic takiego. Potknęłam się po drodze, kiedy wracałam do dormu i teraz trochę kostka mnie boli.
- Na pewno?
- Tak, spokojnie.
- No dobrze - piosenkarz odszedł od drzwi. Postanowiła wziąć prysznic, by to wszystko z siebie zmyć. Pot, krew i jego zapach. Powolnymi ruchami zaczęła ściągać z siebie ubrania zaczynając od koszulki. Następnie ściągnęła stanik patrząc na siebie w lustrze załzawionymi oczami. Przełykając nerwowo ślinę zauważyła przedostające się sińce spod spodni na biodrach. Spuściła głowę w dół patrząc jak jej spodnie zaczynają zmieniać kolor na czerwony. Ostrożnie sycząc z bólu zdjęła je z siebie wchodząc naga pod prysznic. Odkręciła kurek, a ciepła woda zaczęła spływać bo jej zranionym ciele. Usiadła ostrożnie zalewając się łzami z bólu. Rozchyliła delikatnie nogi obserwując jak woda wokół niej zamienia się w krew, a skóra powoli zaczynała zmieniać kolor. Zaczynała się zastanawiać, dlaczego życie tak bardzo ją skrzywdziło. Powoli zaczynała tracić siły zasypiając pod prysznicem. Leżała pod nim tak długo, że przestała zwracać uwagę na to, że kończyła się ciepła woda.
 W pewnym momencie usłyszała huk w przedpokoju. Pomyślała, że pewnie chłopcy wrócili do dormu. Nawet nie wiedziała, jak długo śpi pod prysznicem, który nadal oblewał ją już zimną wodą. Była cała zmarznięta. Powoli zaczęła podnosić się na obolałe nogi podpierając się o ścianę. Jej twarz stała się blada. Wyraźnie słyszała głosy przyjaciół.
- A gdzie Amanda? - zapytał Chanyeol.
- Już półtorej godziny bierze prysznic - odpowiedział mu Suho.
- A sprawdzałeś czy się jej nic nie stało?
- Nie wpadłem na to - nagle usłyszała pukanie do drzwi.
- Amanda, w porządku? - zapytał swym ciepłym głosem Chanyeol.
- T-tak - powiedziała słabo po czym upadła na podłogę. Huk uderzającego jej nagiego ciała o kafelki rozniósł się echem.
- Amanda! - zareagował raper szarpiąc energicznie za klamkę. Nie mógł otworzyć drzwi. Pukał w nie z całej siły - Co się stało?! Amando, powiedz coś! - wpadł w panikę. Oprócz uderzającego strumienia wody nic nie usłyszał. Przestraszony zaczął kopać w drzwi wywarzając drzwi z nawiasów. Widząc nagą Amandę leżącą na podłodze podbiegł do niej rzucając się na kolana - Amando - odwróciła się patrząc mętnym wzrokiem na rapera.
- Chanyeol? - wyszeptała.
- Nie martw się. Wszystko będzie w porządku. Jestem przy tobie - szybkim ruchem zdjął ręcznik z wieszaka i zawijając w niego dziewczynę wziął ją na ręce i szybko zabrał do salonu. Reszta chłopaków zainteresowana hałasem na korytarzu zobaczyli wynoszącą z łazienki na rękach Chanyeol'a w pół przytomną Amandę.
- Co się stało?! - zapytała przerażony Tao, ale Chanyeol nic się nie odezwał. Jedynie wpadł do salonu pomagając jej usiąść na fotelu i okrywając ją ręcznikiem. Tym czasem, kiedy siedziała zmęczona  zakrywając swoje ciało ręcznikiem, Chanyeol rozkładał jej łóżko. Nagle do salonu wszedł Luhan.
- C-co jest? - Luhan usiadł obok niej - Co się dzieje Amando?  Co się stało? - wyszeptywała coś ledwie przez swoje blade usta trzęsąc się z zimna. Nachylił się nad nią, żeby lepiej usłyszeć. Wyszeptała mu do ucha.
- Feng - i wszystko stało się dla niego jasne. Był zdenerwowany i jednocześnie chciało mu się płakać, na myśl, że zrobił krzywdę kobiecie, którą kocha ponad wszystko.
- Jest wyziębiona. Trzeba ją ogrzać - rzekł raper kończąc rozkładać łóżko. Luhan wziął w ramiona Amandę i położył ją na łóżku okrywając ciepłą kołdrą.
- Nie wygląda to najlepiej. Dzwońmy po karetkę - powiedział szybko Luhan. Kilka minut później pod budynek podjechała na sygnale karetka. Sanitariusze weszli do dormu i wyprosili wszystkich z salonu zajmując się dziewczyną. Zajęło ich to nie całe dwadzieścia minut, po czym wyszli z salonu zostawiając Amandę samą w łóżku.
- Dziewczyna zemdlała pod prysznicem przez co pod wpływem zimnej wody dostała delikatnej hipotermii. Już się nią zajęliśmy, więc nie trzeba zabierać ją do szpitala. Jest stan zdrowia jest stabilny, lecz musi być pod stałą obserwacją. Gdyby dalej pojawiały się omdlenia, osłabienia,dreszcze czy zaczęły występować bóle lub różnego typu zmiany skóry, proszę ją natychmiast zawieść do szpitala. Na stoliku zostawiliśmy kartkę z wypisanymi lekami, które powinny zostać kupione w aptece. Nie są na receptę, więc nie powinny być problemy z kupnem. Teraz niech wypoczywa, niech się prześpi, ogrzeje, a jutro powinno być już o wiele lepiej.
- Dziękujemy bardzo - powiedział D.O. Chłopcy byli załamani tym co się stało. Nie rozumieli dlaczego tak nagle zemdlała.



* Biedna Amanda. To okropne widząc ukochaną osobę w takim stanie. Nie, wróć. Jaką ukochaną? Przecież wyraźnie mi powiedziała co o tym sądzi... Ach... przyjaciółka. Tak, przyjaciółka. Jest moją przyjaciółką i to najlepszą. Zemdlała pewnie przez ciągłą pracę. Gdybyśmy byli wcześniej w dormie, może by do tego nie doszło. (Sehun)*



* To dziwne, że tak nagle zemdlała. Przecież to na pewno nie przez to wcześniej widziała. Co za wstyd. Będę musiał jej jutro wszystko wytłumaczyć. Mam nadzieję, że teraz nie zmieni o mnie zdania. A co do zemdlenia, to pewnie przez tą nogę. Wróciła do dormu zapłakana kulejąc na jedną nogę. Założę się, że mnie okłamała. (Suho)*



* Te ślady na jej nogach. Wyglądały strasznie. Czyżby to przez nie zemdlała? Ale skąd one się pojawiły? Kto mógł jej to zrobić? Kto ją tak skrzywdził? Będę musiał jutro z nią koniecznie porozmawiać ( Chanyeol)*




 Następnego dnia, Amanda obudziła się czując się już o wiele lepiej. Otworzyła oczy wraz z pierwszym muśnięciem, ciepłych promieni słońca, które wpadały przez okno oświetlając pomieszczenie. Podniosła lekko głowę do góry sprawdzając, gdzie ma telefon. Sięgając po komórkę sprawdziła godzinę. Była już godzina jedenasta. Przestraszona, że zaspała do pracy, a co gorsza nie zawiozła chłopaków do wytwórni podniosła się gwałtownie.  Od razu pożałowała swojego nagłego podniesienia się. Jęknęła z bólu. Dopiero w tym momencie przypomniała sobie o całym wczorajszym zdarzeniu. To jak brała prysznic, to jak usłyszała głos Chanyeol'a i nagły huk. 



* Chanyeol zabrał mnie na rękach do salonu. O nie! Znowu widział mnie nagą! Co za wstyd! Chyba jak znowu go zobaczę, to spalę się ze wstydu... pewnie zauważył moje ślady na nogach i biodrach. (Amanda)*


 Odkryła się i spojrzała na swoje nagie ciało. Jej nogi oraz biodra były sine. Od razu było widać, że została pobita. Można to przynajmniej stwierdzić po pozostawionych śladach na skórze.
- Pewnie pojechali beze mnie - rzekła sama do siebie. Powolnym ruchem ściągnęła nogi z łóżka stawiając stopy na dywanie. Wzięła głęboki oddech i podpierając się o stolik powoli zaczęła wstawać sycząc z bólu. Kiedy tylko się jej udało postawiła pierwszy krok do przodu od razu upadając z bólu.
- Jeszcze raz - powoli wstała z powrotem i znów ruszyła do przodu przytrzymując się mebli - Weź się w garść Amando! - stanęła na równe nogi i mimo bólu ruszyła przed siebie wciąż kulejąc. Ubrała się w piżamę, a następnie ruszyła do łazienki się ogarnąć. Gdy tylko wyszła z łazienki, zjadła śniadanie, wypiła kawę i usiadła w salonie oglądając telewizję. Siedziała na niej, aż do godziny siedemnastej, kiedy chłopcy wrócili do dormu.
- Wróciliśmy~! - krzyknął radośnie Baekhyun. Od razu bez zastanowienia wszyscy weszli do salonu sprawdzić, jak czuje się przyjaciółka. Liczyli na to, że będzie dalej osłabiona leżała w łóżku. Jakie było ich zdziwienie, kiedy ujrzeli ją siedzącą na kanapie i oglądającą telewizję jakby nigdy nic. Od razu zaczęli się jej wypytywać jak się czuję, jak spędziła dzień itp.
- Po drodze wstąpiliśmy do apteki i kupiliśmy ci leki - powiedział Sehun.
- Kupiliśmy ci jakąś maść na nogę - powiedział Lay.
- Na nogę?! - od razu spanikowała. Bała się, że reszta również widziała jej sińce.
- Suho mówił, że wczoraj się przewróciłaś i teraz kulejesz - rzekł Kai.
- A no tak.
- Po drodze wstąpiliśmy do restauracji i kupiliśmy kolację do dormu - powiedział Xiumin - Nie martw się dla ciebie mamy wegetariańskie potrawy.
- Super. To idźcie do kuchni wszystko przygotować, a ja wezmę lekarstwa - przytaknęli i od razu wyszli. Kiedy tylko zamknęli drzwi od razu ściągnęła spodnie od piżamy. Siedząc w samych majtkach i koszuli nocnej zaczęła smarować zimną maścią obolałe nogi i biodra. W pewnym momencie wszedł Luhan. Spojrzała na niego przestraszona.
- Puka się idioto! - krzyknęła na niego zarumieniona, lecz zignorował to. Nie mógł oderwać wzroku od jej sinych ud. Przełknął nerwowo ślinę, aż serce go zabolało. Zamknął drzwi - C-co ty robisz? Widź!
- Więc Feng tak cię potraktował? - zamilkła. Usiadł obok niej - Bardzo boli?
- Troszeczkę - wyszeptała.
- Dlaczego ci to zrobił?
- Był na mnie zły.
- Za co?
- Praktycznie za wszystko co ostatnio zrobiłam - zawstydzona naciągała koszulę zakrywając biodra i unikając jego wzroku.
- Dlaczego w końcu od niego nie odejdziesz?
- Przecież już ci mówiłam. Nie mogę. Muszę czekać, aż w końcu kontrakt się skończy pomiędzy Fengiem, a moją wytwórnią. Za złamanie kontraktu musiałabym zapłacić karę umowną. Skąd wezmę 2 miliony dolarów? Ja... nie chcę tak dłużej żyć - łzy napłynęły jej do oczu - Dlaczego muszę być tak karana przez życie? - rozpłakała się - Czy ja tak dużo wymagam od życia? - nagle jedno z jej ramiączek zsunęło się okazując jej tatuaż na lewej łopatce

" Just say you love me" 

 Luhan widząc tatuaż spojrzał się ponownie na rozpłakaną twarz ukochanej. Nigdy nie zaznała prawdziwej miłości. Mimo, że odpycha innych od siebie, to bardzo pragnie czułości drugiej osoby. Chce być kochaną, ale i jednocześnie boi się miłości. Nachylił się nad nią i pocałował ją czule w policzek. Siedziała zaskoczona. Nie dochodziło do niej to co właśnie się stało. 
- Kocham cię - wyszeptał jej do ucha. Jego słowa, tak zwyczajne, a jednocześnie i niezwykłe w swojej prostocie, sprawiły, że przeszły ją dreszcze. Zawstydzona odwróciła głowę w jego stronę. On wykorzystując to pocałował ją w usta.

- Noona~! - usłyszeli głos Jungkook'a w przedpokoju.


*****
Zapraszam ponownie do wzięcia udziału w konkursie. Termin zgłoszeń trwa do 31 maja. :D