Translate

niedziela, 30 lipca 2017

GOT7: "Kwiat Lotosu" Rozdział 4

  Dwa dni później Hanna wraz z panią Hyu przemierzała królewski korytarz. Przez ostatnie dwa dni unikała Jacksona. Bała się go spotkać po tamtym spotkaniu w nocy. Za każdym razem, gdy tylko przypominała sobie, jak byli blisko, serce jej szalało. Zastanawiała się czemu nagle tak się zmienił, czy żartował i czy faktycznie chciał ją pocałować. Z jej myśli wyrwała ją pani Hyo, która szybko zmusiła ją do ukłonu. Mijał ich Youngjae. Przywitał się z nimi po czym ich minął kaszląc. Hanna chciała go zapytać, czy wszystko w porządku, ale Hyo pociągnęła ją w swoją stronę. Po chwili książę koronny upadł.
- Youngjae! - Krzyknęła przerażona i podbiegła do niego rzucając się na kolana. Nie ruszał się. Nie wiedziała co zrobić.
- Zostaw księcia! - Odsunęła ją od mężczyzny.
- On się nie rusza! Książę! - Służba szybko się nim zajęła. Wezwali medyka, który sprawdził jego tętno. Pokiwał jedynie głową spuszczając wzrok. Koreanka nie mogła w to uwierzyć. Jeszcze przed chwilą szedł o własnych siłach, a teraz? Zakryła szybko usta zanosząc się łzami. Służba szybko zabrała Youngjae.




* Youngjae... Książe...On...On nie żyje. Jak? Jakim cudem? Dlaczego to się stało? "Hanna"*




 Zaszyła się w swoim pokoju. Krople spływały z jej delikatnych policzków na ziemie. Czuła, jak serce miało zaraz wyskoczyć jej z piersi. Nie mogła uspokoić oddechu. Dławiła się nim. Całe jej ciało się trzęsło. Zanosiła się w własne dłonie widząc przed sobą obraz martwego Youngjae. 




"Po prostu dużo się uśmiechaj, dobrze... siostrzyczko?"




 W pewnym momencie poczuła, jak obejmują ją ciepłe,silne ramiona. Przerażona odwróciła głowę i zobaczyła Jacksona.
- Jackson!- Odwróciła się szybko rzucając w jego ramiona. Mocno się wtuliła płacząc -Proszę powiedz mi... powiedz, że to nie prawda- Mówiła cicho zapłakanym głosem.
- Ciii... już dobrze- Mówił łagodnie niskim tonem- Nie płacz- Zdziwiło ją jego spokój. Przecież to jego starszy brak. Dlaczego jest taki spokojny wiedząc, że jego brat umarł.Po prostu padł na ziemię i umarł. Podniosła głowę do góry i spojrzała na jego spokojną twarz. Widząc go bez wyrazu od razu przestała płakać.
 - Jackson... - Wyszeptała jego imię patrząc na jego oczy pełne łez. Starał się zachować spokój mimo, że cierpi, by Hanna bardziej się nie rozpłakała. Usiadła z nim na podłodze wtulając go w siebie. Objęła jedną ręką jego ramie, a drugą głowę wtuloną w jej klatkę piersiową. Momentalnie mocno ją objął trzymając ją za materiał na plecach.  - Jestem przy tobie. Przy mnie możesz płakać.Nie zmuszaj się. To nic złego Jackson- Wyszeptała mu do ucha i pocałowała w czoło nie puszczając go z objęć. W pałacu panowała tak przerażająca cisza,że można było usłyszeć ciche skomlenie Jacksona.

  Przez pierwsze dni, jego śmierć była ukrywana. Po przebadaniu ciała księcia koronnego stwierdzono, że prawdopodobnie został otruty. Ta wiadomość wstrząsnęła wszystkich oprócz księcia Jb. On jako jedyny nie uronił łzy. Nie był przejęty. Cały czas zachowywał zimną krew twierdząc, że teraz czas myśleć o dobrze państwa i poddanych - Królestwo nie może panować bez księcia koronnego- Powiedział.  
   
  Dzień po ogłoszeniu śmierci Youngjae odbył się jego pogrzeb, które opłakiwało całe królestwo, lecz nie królewska rodzina. Musieli dzielnie stać przy kamiennym grobie nie raniąc ani łzy. Było to trudne dla Jacksona. Youngjae zawsze się nim opiekował. Był wzorem dla wielu. Chciał być silny. Silny, by potem móc okazać słabość jedynej kobiecie bliskiej jego sercu. Wieczorem po pogrzebie odbyła się ceremonia. Jb stał się nowym księciem koronnym. Kiedy tylko weźmie ślub będzie mógł wkrótce przejąć władze po ojcu. Sama ta myśl sprawiała podniecenie w Jb. Władza, to jest to, czego pragnął. Wiedział, że jest w stanie zrobić wszystko dlatego uczucia. 




* Jeszcze tylko zostałeś mi ty Jackson, mój głupiutki braciszku. Czas na ciebie "Jb"* 



Miesiąc później w mieście był organizowany festiwal świateł. Hanna co roku wybierała się w odświętnym hanboku do miasta, by miło spędzić festiwal. Pomiędzy Hanną i Jacksonem się zmieniło. Zbliżyła ich śmierć Youngjae. Wspierali się nawzajem i spotykali potajemnie wieczorami w altance. Patrzyli w niebo i rozmawiali. 
 - Więc... Youngjae został otruty? - zapytała
 - Tak...
 - Jesteś pewny?
 - Słyszałem co mówił medyk. Nikt nie może o tym wiedzieć Hanna.
 - Wiem Jackson... to straszne. Został zabity.
 - Śledztwo nadal trwa, ale nie znaleźli sprawcy.
 - Podejrzewasz kogoś?
 - Jb... -Słysząc to,aż usiadła.
 - Jb?! - Spojrzał na nią - To nie możliwe! Jb nie jest taki. Nie zrobiłby tego, tym bardziej nie zabiły własnego brata.
 - Skąd wiesz?
 - Skąd? P-przecież to oczywiste. To jego brat.
 - Widziałaś Jb? Nie uronił żadnej łzy. 
 - Może przeżywa śmierć Youngjae w inny sposób. 
 - Zawsze pragnął władzy. To nie jest pierwszy przypadek, kiedy brat morduje brata. 
 - Zawsze byłeś za Jb. Skąd ta nagła zmiana? 
 - Ostatnio dziwnie się zachowuje no i... niespodziewanie zaczął mówić o tobie.
 - O mnie? -Ucieszyła się - Co mówił~? - Nagle usiadł obok niej. 
 - Żartowałem - Zaśmiał się cicho.
 - Jesteś okropny! - Śmiał się dalej.


* Tak naprawdę, boję się, że i ciebie stracę. Co jeśli Jb mi ciebie odbierze? Co ja mam wtedy zrobić? Hanna proszę... nie podążaj za nim "Jackson" * 



- Oj już się tak nie złość. Jeszcze masz mnie~ 
- Pocieszenie...
- Jesteś kobietą bez uczuć wiesz? - Zaśmiała się i oparła głowę o jego ramie.
- Lubię się z tobą przekamażać. Jesteś taki zazdrosny o Jb.
- C-co? - Był zaskoczony



* Czyli wie, że coś do niej czuję? "Jackson"*



- Wiem, że chcesz być taki jak on. Dorównywać mu we wszystkim. Dlatego tak się starasz.




* Czyli nie wie "Jackson"*



- Zmieniając temat - Spojrzała na niego, gdy zaczął- Rodzice wybrali ci już kogoś?
- Nie.
- Idziesz na festiwal świateł?
- Tak,jak co roku- Uśmiechnęła się.
- Może... pójdziemy razem? - Pytał niepewnie.
- Przecież nie możesz.
- Przebiorę się i nikt nie zauważy.
- Robiłeś tak już?
- Wiele razy.
- W takim razie pójdę z tobą. Będzie miło- Zamknęła oczy. Jackson wpatrywał się w jej pełne usta. Nachylił się by ją pocałować, ale w ostatnim momencie zrezygnował. 

 Gdy nadszedł dzień festiwalu, Hanna stroiła się cały dzień.Chciała wyglądać jak najlepiej. Wieczorem spotkała się z Jacksonem na festiwalu. Poszła tam razem z Chaerin, która zawsze jej towarzyszyła. Panienka nie powinna sama przebywać w towarzystwie mężczyzny. Nawet jeśli to miałby być Jackson  - Wyglądasz pięknie - Zachwycił się nią, kiedy tylko ją zobaczył. 
- Dziękuję



* Wygląda tak uroczo,kiedy się zawstydza "Jackson"*



 Cały wieczór spędzili w trójkę. Tak w trójkę, bo Chaerin nieustąpywała ich na krok. Zaczęło to irytować Jacksona, więc ją wręcz wygonił  po jedzenie. Kiedy dziewczyna tylko podeszła do straganu, książę złapał za rękę panienkę i porwał w tłum.
 - Co ty robisz? Zgubimy ją
- O to chodzi - Cały czas trzymał jej drobna dłoń. Uśmiechnęła się widząc ich splecione palce. Ma tak dużą i ciepłą dłoń. Przyjemną w dotyku. Czuła, że mogłaby ją cały czas trzymać. Udali się do drzewa, które świeciło najjaśniej. Wszystkie budynki były ozdobione światłami. 
- Ładnie tutaj~ - Uśmiechnęła się. Przytaknął nie puszczając jej dłoni.
- Ojciec powiedział, że dzisiaj spełni moje i Jb życzenie. Nie ważne jakie by było.
- To cudownie~ O co chcesz poprosić?
- Chcesz wiedzieć?
-Pewnie- Uśmiechała się.
- Myślisz... że byłbym dobrym mężem?
- Na pewno. Wielkie szczęście dla żony mieć takiego męża. Mimo, że czasami żartuję z ciebie to jesteś naprawdę kochanym, troskliwym mężczyzną. Kogo chcesz poślubić? - Ich wzrok w tym momencie się ze sobą spotkał. Nie odpowiedział nic,ale znała odpowiedź - Jak to? - Zapytała zaskoczona. W tym momencie delikatnie i czule pocałował jej usta. Stała w bez ruchu. Nie wiedziała co się dzieję. Jego usta były takie cieple i miękkie. Oddała się chwili odwzajemniając pocałunek.

 Tym czasie w pałacu książę koronny od razu udał się do swojego ojca - Już wiem co chcę sobie zażyczyć.
- Słucham.
- Chcę poślubić panienkę Hannę.
 -Więc niech tak się stanie.


****
 Czekam na Waszą opinię ^^

sobota, 29 lipca 2017

B.A.P: ,,Czekam" Prolog

 Skarbie...
 Gdybyś tylko zdawał sobie sprawę ile dla mnie znaczysz. To jak się czuję, kiedy w środku nocy wchodzisz mi do łózka pijany, pachnący damskimi perfumami. Przez to, jak mnie całujesz śmierdzący fajkami i gumą do żucia, ustami lekko ubrudzonymi od czerwonej pomadki, której nigdy nie używałam. Chcę cię zatrzymać tylko dla siebie. Zawsze starałam się być silna. Tobie to odpowiadało. Od samego początku to planowałeś. Nie pozwalasz mi z tym skończyć. Mimo, że chcę się ruszyć, ty przytrzymujesz moje ręce. Mimo, że chcę krzyczeć, ty zakrywasz mi usta... nieświadomie
 Dlaczego musisz być taki młody? 
 Dlaczego musisz być taki zachłanny i egoistyczny?
 Dlaczego nie potrafisz odpuścić skoro liczą się tylko pieniądze?
 Odpychanie cię nie pomaga, bo i tak kończymy w tym samym miejscu. Sądziłam, że umiem powiedzieć ci "nie". Proszę, zostań tej nocy i bądź tylko mój. Nie sprzedawaj się więcej.

   Po długiej przerwie odwieszam bloga. Wiem, że być może nie będzie czytany, jak kiedyś,ale i tak będę kontynuować pisanie. Jutro będzie kolejny rozdział z GOT7, a w poniedziałek rozpocznę również pisanie nad nowym opowiadaniem.Będzie to prawdopodobnie dramat, ale bez żadnych Polek poznających zespół. Więc jutro lub jeszcze dziś prolog
Zapraszam chętnych ^^

piątek, 17 marca 2017

GOT7: "Kwiat Lotosu" Rozdział 3

  Następnego dnia w tym samym miejscu, w altance w ogrodzie królewskim siedziała przy mały, drewnianym stoliczku Hanna. Dalej ciężko się uczyła, tak, jak jej kazała Pani Hyo. Po drugiej stronie stawiku za drzewem stała postać. Był to Jackson wpatrujący się w młodą Koreankę, jak się uczy. Nie miał odwagi posiedzieć z nią w cztery oczy, a co dopiero powiedzieć jej co czuje.
 -Znowu ją podglądasz?
 - Zamknij się Jb... nie podglądam... obserwuję.
 - Za drzewa po drugiej stronie? - Młodszy książę prychnął
 - Czemu po prostu nie powiesz jej o swoich uczuciach?
 - To nie takie łatwe, jak ci się wydaje.
 - Czyżby? - Jb z rękami złożonymi do tylu zawrócił. Jackson obserwował co robi. Zobaczył, że idzie w stronę dziewczyny.



* Idioto! Co ty robisz?! A może... chce jej powiedzieć o mnie? "Jackson"*




 Młodszy brat zagryzł nerwowo dolna wargę przyglądając się całemu zdarzeniu. Książę powoli do niej podchodził. Panienka zauważyła, że obiekt jej westchnień idzie w jej stronę. Poddenerwowana udawała, że go nie widzi na siłę wpatrując się w zwoje. Słyszała kroki, które po chwili ucichły. Nie pewnie wyjrzała za zwoju. Jb siedział już przy stoliku patrząc na nią. Przełknęła nerwowo ślinę.
 - Słyszałem, że zaczęłaś uczyć się u Pani Hyo - Odezwał się po chwili ciszy. Jedynie przytaknęła patrząc w znaki na papierze - Szukasz męża? - Spojrzała nagle na niego.
 -T-tak...znaczy, mój ojciec szuka mi kandydata. Twierdzi, że to ten czas.
 -Kobiety w twoim wieku już wychodzą za mąż -Przytaknęła.
 - Dlatego się uczę. Mam wiele zaległości.
 - Nie masz czym się martwić - Zerwał kwiat rosnący tuż obok niego - Tak piękna kobieta, jak ty- Kontynuował zbliżając się do niej. Lewą ręką odgarnął jej czarne włosy za ucho i ozdobił je kwiatem. Koreanka wpatrywała się w niego z rumieńcem na porcelanowej skórze - Nie będzie miała problemu z znalezieniem odpowiedniego partnera - Aż delikatnie uchyliła różane usta z zdziwienia. Książę uśmiechnął się delikatnie łapiąc jej podbródek i zamykając usta.
 - CHWILA! - Rozniósł się krzyk Jacksona, który szybko do nich biegł widząc wszystko.





* Zabiję go! "Jackson"*
 
 
 
 
 
 Hannę z rytmu wybił biegnący chłopak.
 - Jackson? Co ty tu robisz?
 -No właśnie. Co ty tu robisz?
 - J-ja... - Zrobiło mu się głupio, bo przecież nie powie jej, że ją podglądał.
 - Coś się stało? - Zapytała - Tak tu biegłeś...
 - J-ja, nieeee. Nic takiego~ -Mówił potulnie - Jb idziemy! -Nagle zmienił ton patrząc na starszego brata zabójczym wzrokiem.
 - Coś się stało... braciszku? - Zaakcentował złośliwie ostatnie słowo.
 - Tak! Stało - Powiedział przez zęby. Jb prychnął pewny siebie i wstał - Mamy trening. Nie możemy się spóźnić. Idziemy...
 - Od kiedy ty taki punktualny i myślący o swoich obowiązkach, hm? - Kącik ust mu się podniósł
 - Ty...
 - Dobra, idziemy -Szturchnął go, żeby się ruszył - Do zobaczenia - Ucałował jej dłoń. Zarumieniła się z delikatnym uśmiechem
 -Do zobaczenia książę -Spojrzała na Jacksona, który zawstydził się. Cofnął do tylu i wpadł do stawiku -Jackson! - Krzyknęła przestraszona  i szybko wstała. Wynurzył się szybo z wody i wstał mając ją do pasa. Przetarł twarz z wody.
 -N-nic mi nie jest! Nic mi nie jest - Starszy brat prychnął widząc, jak z siebie robi debila. Jackson wszedł cały mokry na trawę.
 - Nic sobie nie zrobiłeś? - Zapytała zatroskana.
 - Spokojnie, tylko wpadłem do wody.
 - Czy ja zawsze musze się o ciebie martwić?! -Uderzyła go w ramię.
 - Ała! Ty...! Z-zaraz. Martwisz się o mnie? - Zapytał zaskoczony. Starszy widząc, co się szykuję, złapał brata za ramię i pociągnął
 - Idziemy! - Zabrał go stamtąd szybko. Hanna wróciła do zwojów z uśmiechem.
 
 
 
 
 
* Jb w końcu zaczął na mnie zwracać uwagę. Tylko co tu robił Jackson? " Hanna"*
 
 
 
 
 
 
  Godzinę później do Hanny przyszła Pani Hyo. Sprawdziła ile przeczytała oraz jej zapiski. Kazała jej iść za nią. Panienka zabrała wszystkie zwoje i cały czas szła za nią. Nagle weszliśmy na taras treningowy. Zobaczyła z daleka straż oraz walczącego Jb z Jacksonem na katany. Dziewczyna zbliżając się w ich stronę idąc cały czas za Panią Hyo patrzyła, jak trenują. Oczywiście, mają tylko przejść obok nich idąc dalej, ale dziewczyna wpatrywała się jak w obrazek w księcia Jb. Obaj chłopcy zauważyli ją. Jb, jak zawsze udawał, że jej nie widzi i ją ignoruje, a Jackson zapatrzył się w nią.
 
 
 
 
* Moje cudo... Jak można być tak pięknym? " Jakcson"*
 
 
 
 
 
 Jb widząc to wywrócił oczami. Robiąc mu na złość uderzył go w nogę przez co się przewrócił. Chciał tym gestem zrobić z niego większego idiotę, a z siebie tego lepszego w oczach dziewczyny.
 - Boże Jackon... - Westchnęła zrezygnowana cicho. Młodszy zdenerwował się i szybko wstał. Zrzucił z siebie górną część ubioru okazując swoje silne, umięśnione ciało. Ciemniejsza skóra zdobiła jego namiętne, uwydatnione, szerokie ramiona. Jego umięśnione plecy i sześciopak delikatnie mienił się przez pot. Agresywnie zaatakował brata walcząc z nim. Ta walka już nie wyglądała, jak trening. Tylko, jakby na serio zaczęli walczyć. Podczas gwałtownych ruchów chłopaka, było  idealnie widać jak pracują jego mięśnie. Hanna, aż stanęła w miejscu w szoku. Nigdy nie widziała księcia bez koszulki. Nie wiedziała, że Jackson ma tak piękne ciało. Ściskając zwoje, pierwszy raz w życiu, tak wpatrywała się w młodszego chłopaka. Jackson zauważył to. Uśmiechnął się od niej puszczając jej oczko, po czym wrócił do walki, chcąc pokazać się, jak od najlepszej strony. Hanna widząc ten gest zaczerwieniła się i wypuściła z wrażenia wszystkie zwoje. Spaliła się z wstydu i szybko sprzątała z podłogi zwoje. Pierwszy raz tak szybko biło jej serce na widok młodszego księcia.
 
 
 
 
* Pierwszy raz spojrzała na mnie w ten sam sposób co na Jb " Jackson"*
 
 
 
 
 
Wzięła wszystko i uciekła chowając gorące policzka. Dogoniła Panią Hyo i poszła z nią. Wieczorem Jb wiedział wraz z swoją matką, konkubiną w jej pokoju.
 
 - Musisz go zniszczyć rozumiesz? - Mówiła stanowczo jego matka.
 - Wiem o tym matko. Nie musisz mi tego tłumaczyć.
 - Więc... masz w ogóle zamiar coś z tym zrobić?
 - Jestem umówiony z kupcem na jutro. Ma dla mnie truciznę.
 - Cudownie~! - Powiedziała z zachwytem.
 -Długo nie pożyje... obiecuję ci to - Tym czasem Hanna już smacznie spała w swoim pokoju w rodzinnym domu. Nagle, coś stukało w jej małe okienko. Przebudziła się i spojrzała zaspanym wzrokiem w okienko. Zobaczyła, jak ktoś rzuca w nie kamyczki. Stanęła na skrzyni i uchyliła je. Niestety nie widziała kto jest po drugiej stronie.
 - Kto tam? - Zawołała nie pewnie.
 - To ja.
 - Jakcson?!
 - Ciii!
 - Co ty tu robisz?
 - Wyjdź do mnie - Zamrugała zaskoczona.
 - Chwila... - Wyszła w piżamie i płaszczu na dwór. Zaczęła się rozglądać - Jackson?
 - Tutaj - Zawołał za domu.
 - Co ty tam robisz? - Poszła w jego kierunku. Nagle chłopak objął ją. Spojrzała na niego zaskoczona, kiedy ten uśmiechał się - C-co ty robisz? 
 - Tule cię. Jest chłodno  - Odwróciła speszona wzrok.
 - Nie wygłupiaj się~!
 -Widziałaś dzisiaj jak walczę.
 - Nooo... coś tam widziałam.
 - Podobało ci się?
 - Jb był świetny~
 -Dobrze wiesz, że o siebie pytam~! - Zaśmiała się.
 - No... Byłeś, całkiem niezły.
 - Całkiem?
- Nawet ,nawet.
 - Widziałem, jak się zaczerwieniłaś - Uśmiechnął się szeroko. Przypomniała sobie go w akcji. Te mięsnie które widziała, właśnie ją obejmowały. Jeszcze ten jego uśmiech. Zarumieniła się momentalnie i zaczęła wyrywać.
- C-co? Nie prawda.
 - Co się tak wyrywasz?
 - Zostaw mnie~
- Nie wstydź się - Wymruczał i zaśmiał się cicho przyciągając ją do siebie. Odwróciła szybko głowę.
- Jackson to nie śmieszne!
- Spójrz na mnie -Powiedział spokojnym, niskim głosem. robiła co kazał. Patrzyli sobie w oczy, gdy księżyc oświetlał ich twarze..
 -Panienko! Co tu panienka robi z księciem?!
- Chaerin?! - Młoda dziewczyna szybko ją zabrała.
 
 
 
*********************
Cześć wszystkim! Jestem ciekawa czy podoba Wam się to opowiadanie i czy jest sens dalszego pisania. Czekam na Wasze komentarze ^^

 


poniedziałek, 13 marca 2017

OGŁOSZENIE!

Rozdział 3 GOT7"Kwiat Lotosu" już w piątek! ^^
O ile jest dalej czytany, bo jesli nie to nie bedzie dalej kontunuowany. Być może wtedy napiszę coś innego.
Póki co do piatku~! ^^

GOT7: "Kwiat Lotosu" Rozdział 2

- Że co?! - Zapytała zaskoczona Hanna. Siedziała wraz z rodzicami za domem w ogrodzie przy herbacie.
 - To co usłyszałaś - Powiedział ojciec - Czas cię wydać za mąż - Napił się herbaty z porcelanowej zastawy. Ich rozmowę od razu podłapały służące.
 - A-ale ojcze ja nie jestem gotowa na ślub - Mówiła przerażona.
 - Żadne ale...
 - Skarbie, zastanów się nad tym - Zaczęła mówić jej matka - Hanna nie jest gotowa na wyjście za mąż. Ma w głowie zabawy, zamiast małżeństwo.
 - Matka ma rację. Narobię rodzinie wstydu ojcze - Powiedziała szybko - Nic nie potrafię. To nie najlepszy pomysł.
 - Masz rację - Powiedział nagle po przemyśleniu - Nic nie potrafisz - Koreanka zagryzła nerwowo wargę i odwróciła wzrok - Więc się nauczysz... w pałacu - Spojrzała na niego z zdziwieniem
 - W pałacu? - Zapytała zaskoczona matka.
 -Tak.Jest tam pani Hyo, która zajmie się Hanną. Ktoś musi trzymać nad nią silna rękę, skoro w domu jest rozpieszczana. W tym czasie poszukamy ci z matka odpowiedniego kandydata.
 - Nie mogę sama? - Zapytała cicho.
 - Zanim ty kogoś poznasz to się zestarzejesz!
 - Pierwszy raz będę przebywać w pałacu - Powiedziała patrząc pusto w stolik - Będę często widywać... - Wyszeptała i uśmiechnęła się - Wiesz ojcze to jedna nie taki zły pomysł - Rodzice byli zaskoczeni.
 - Cieszę się Hanna, że jednak zmieniłaś zdanie -Przytaknęła z uśmiechem i napiła się herbaty. Generał od razu zabrał córkę do pałacu. Zachwycona rozglądała się i podziała wszystko, jak małe dziecko.Służące w pałacu od razu im się kłaniały. Spotykali starszą kobietę w pięknym hanboku. Stała wyprostowana z nienaganną postawą i poważnym wyrazem twarzy.
- Generale - Odezwała się kłaniając.
- Pani Hyo - Odezwał się mężczyzna. Młoda dziewczyna przyglądała się jej uważnie.


* Więc to jest pani Hyo? Wygląda dość... surowo... "Hanna" * 



 - To jest moja córka Hanna - Dziewczyna nie pewnie się ukłoniła. Pani Hyo spojrzała na nią z góry
 - Widzę dużo pracy przed nią...Ale proszę się nie martwić generale. Nauczę jej wszystkiego. Jeszcze będzie idealną kandydatką na żonę.
 - Tego własnie oczekuję- Hanna odwracając wzrok zauważyła, że ktoś ich obserwuje na schodach. Kiedy ci rozmawiali,Hanna powoli wycofała się do tyłu i poszła cichym krokiem za schody.Zauważyła, że cały czas podsłuchuje ich nie kto inny, jak książę Jackson.
 - Nikt cię nie nauczył, że nie ładnie podsłuchiwać? - Chłopak przestraszył się jej nie spodziewając się jej za nim - Jeszcze książę - Pokręciłam głową i założyła ręce na klatce piersiowej - Nie ładnie - Kącik jej ust się podniósł.
 - Nie strasz mnie tak więcej~! Chcesz, żebym dostał zawał? - Pytał oburzony.
 - Zawsze - Odpowiedziała mu tym samym co on jej dwa dni temu.
 - Aish!... Słyszałem... że ojciec wydaje cię za mąż - Odwrócił wzrok.
 - Źle słyszałeś. Ojciec chce mnie wydać. Jeszcze nie wydaje.
 - Wiadomo komu?
 - Jeszcze nie. Mówił, że poszuka mi z matką odpowiedniego kandydata.
 - Naprawdę? - Uśmiechnął się -Może to ja będę tym kandydatem.Co ty na to~? - Puścił jej oczko.
 - Głupku~! - Trzepnęła go w ramię - To nie jest śmieszne. Oni naprawdę chcą mnie wydać. Co jak to będzie jakiś stary dziad albo zboczeniec? J-ja się boję - Spojrzała na niego smutnym wzrokiem. Książę zamrugał szybko zaskoczony. Dotknął jej ramienia
 - Spokojnie Hanna. Będzie dobrze,zobaczysz.
 - Skąd mam mieć pewność?
 - Bo będę przy tobie - Spojrzała na niego zaskoczona delikatnie się rumieniąc - Zawsze. Póki będę przy tobie nic złego ci się nie stanie...Obiecuję - Zarumieniona patrzyła na niego. Wyraźnie ją zatkało.
 -Tutaj jesteś! - Powiedziała pani Hyo i uderzyła ją w tył głowy wachlarzem. Hanna syknęła z bólu łapiąc się za głowę. Kobieta pochyliła ją do skłonu - Nie możesz odzywać się do księcia nie pytana.Nawet nie możesz na niego spojrzeć, jeśli nie pozwoli, rozumiesz? -Mówiła stanowczo.
 - T-tak...
 - Wybacz książę za nią, że cię obraziła.
 - Nie szkodzi - Powstrzymywał śmiech.
 - Przeproś księcia! - Koreanka podniosła wzrok i spojrzała na Jacksona - Przepraszam książę...
 -Ale nic się nie stało panienko.



* Niech ona tylko odejdzie to go uduszę! " Hanna"*


- Idziemy! - Pani Hyo szarpnęła nią i zabrała ze sobą. Jackson z założonymi rękami opierając się ścianę patrzył, jak odchodzą.




* Obiecuję ci, że włos z głowy ci nie spanie, dopóki jestem przy tobie. Zrobię wszytko, żeby być najlepszym kandydatem. Nie zawiodę cię. "Jackson"* 



 - Nauczę cię wszystkiego co potrafi panienka z wyższych sfer. Rodzie wyraźnie cię rozpieścili i zaniedbali podstawowe obowiązki. Zaczniesz szyć, wykonywać mydełka. Ważne, żebyś o siebie dbała, a to jedne z częstych czynności panienek. Czytanie poezji, pisanie. Musisz nienagannie się poruszać i również nienagannie się zachowywać. Pamiętaj, nie możesz złamać jednego z "siedmiu grzechów ciężkich",  a mąż nie wyrzuci cię z domu.
- Siedem grzechów ciężkich?
- Pierwsze, brak posłuszeństwa wobec teściów. Drugie, niemożność poczęcia męskiego potomka. Trzecie, zdrada. Czwarte, zazdrość. Piąte, choroba dziedziczna. Szóste, gadulstwo i siódme, kradzież.
 - Rozumiem...
 - A z tego co wiem usta ci się nie zamykają. Mężczyźni tego nie lubią. Książę koronny idzie - Pochyliła ją. Stały razem, kiedy książę Youngjae przechodził obok wraz z służbą. Zatrzymał się i spojrzał na kobiety.
 -Hanna? -Zapytał. Dziewczyna podniosła się.
 - Witaj Youngjae -Pani Hyo odchrząknęła - Em... Książę koronny -Ukłoniła się, a książę zaśmiał się cicho. 
 - Widzę, że rozpoczęłaś nauki u pani Hyo.
 -Tak - Uśmiechnęła się.
 -Dawno się nie widzieliśmy. Dobrze cię znów zobaczyć.
 - Mi również dobrze cię ...znaczy księcia widzieć.
 - Jaka grzeczna się robi~ -Śmiał się - Właśnie szedłem do posłańca, by zaniósł ci prezent.
 -Prezent? Dla mnie?
 - Tak - Wyciągnął z kieszeni szaty pudełeczko - Ostatnio byłem poza murami pałacu i kupiłem ci to -Wzięła do reki prezent i uśmiechnęła się po sprawdzeniu zawartości.
 - Zielona herbata~ 
 - Wiem, ze ją uwielbiasz, a najchętniej pijesz tą z drugiej wioski.
 - Pamiętałeś książę.
 - Jak mógłbym zapomnieć -Uśmiechnął się szeroko - Piłaś ją dawno temu u mnie, kiedy jeszcze byłaś wstydliwa i nie potrafiłaś przyzwyczaić się do nowego miejsca. 
 - Jestem ci za wszystko wdzięczna.




* Dokładne pamiętam ten dzień. To były jedne z pierwszych dni tutaj. Nie potrafiłam się przyzwyczaić do nowego miejsca. Gdy się zgubiłam usiadłam załamana i popłakałam się. Strasznie tęskniłam za starym domem. Wtedy on mnie znalazł i wysłuchał. Dał mi do picia zielonej herbaty. 
 - Nie wiem, jak ci się odwdzięczyć.
 -Po prostu często się uśmiechaj, dobrze siostrzyczko? 
Wtedy jeszcze nie wiedziałam kim jest. Jakie było moje zdziwienie, że książę koronny, przyszły władca Korei nazwał mnie swoją siostrą. Mówił, bym to miejsce traktowała, jak mój dom, a ludzi tutaj, jak rodzinne. Tyle razy mi pomógł i zawsze chwalił mój uśmiech " Hanna"*




-Po prostu często się uśmiechaj, dobrze... siostrzyczko? - Uśmiechnęła się radośnie i przytaknęła. Książę z służbą poszli dalej. Znów dostała po głowie.
 - A to za co~?
 - Zero spoufalania się z księciami, a tym bardziej z księciem koronnym. Idziemy! - Zabrała ją do ogrodu. Usiadły w altance i kazała jej czytać książki. Za stawikiem stał Jackson obserwując Hanne. Tak się cieszył, że od teraz dziewczyna będzie mogła często przebywać w  pałacu. 
 -Co robisz? - Zapytał Jb, który akurat przechodził tamtędy. 
 - Ciiii~! - Książę zdziwił się - Nie przeszkadzaj mi.
 - Kogo tak podglądasz? - Spojrzał w tamtym kierunku i zerknął na zarumieniona twarz młodszego brata, który nie odrywał od niej wzroku -Podoba ci się?
 -To mało powiedziane.
 -To już wiem czemu tak za nią biegasz - Młodszy prychnął - Od kiedy ona przebywa w pałacu? Narobi samych problemów.
 - Rodzice chcą ją wydać za mąż. Będą szukać dla niej męża. Chciałbym... Ją poślubić. Sprawiłbym, że była by najszczęśliwszą kobietą na ziemi. 



* Mój braciszek chce poślubić taka kobietę? Wybrał dość... nie znośną kandydatkę. Mój brat ją chce, a ja zawsze mam to czego pragnie "Jb"*




***********
Rozdział miał być wczoraj, lecz miałam problemy z Internetem i nie dało rady go opublikować. Czekam na Wasze komentarze ^^





sobota, 29 października 2016

GOT7: "Kwiat Lotosu" Rozdział 1

  Pewna młoda dziewczyna w błękitno-różowym hanboku o mlecznej skórze z pełnymi ustami i długimi, ciemnymi włosami, spacerowała po dziedzińcu. Z przodu miała włosy spięte, a z tyłu puszczone. Od razu było widać, że to panienka z dobrego domu. Służba ją mijała witając się. Koreanka za każdym razem uśmiechała się szeroko i chodziła w kółku przed główną bramą do królestwa. Przed tą bramą dalej znajdowała się dalsza część stolicy. Wioska w której mieszkają chłopi, muzycy, sprzedawcy i wiele innych ludzi. Natomiast w królestwie znajdowała się jeszcze jedna brama. Wielka i ozdobna. Przeważnie zawsze zamknięta. Za nią znajdował się pałac króla.
 Wracając do naszej bohaterki, wciąż cały czas spacerowała, jakby na kogoś czekała. Nagle do królestwa przyjechał młodzieniec na koniu wraz z dwoma żołnierzami. Był to książę Jb. Syn króla Munseonga dynastii Joseon oraz królewskiej konkubiny Subin z klanu Pak. Dziewczyna widząc go szybko schowała się za krzakiem przykucając. Zachwycona nim obserwowała go, a jej serce szybciej biło.
 - Ładnie to tak podglądać Hanna? - Usłyszała za sobą głos i przestraszyła się. Zobaczyła kto to i kamień spadł jej z serca. Złapała się za pierś.
 - Aigoo~ Przestraszyłeś mnie głupku~ - Uderzyła go lekko w ramię
 - G-głupku? Jak nazywasz księcia?! - Oburzył się
 - Ciiii~ Bo jeszcze nas usłyszy - Wyszeptała wracając do podziwiania księcia.
 - Co za dziewucha~ - Naburmuszył się.
 - Nie zapominaj, że jestem od ciebie starsza Jackson - Jackson jest księciem. Synem króla Munseong i królewskiej konkubiny Subin, tak samo, jak jego starszy brat Jb. Zaczął ją przedrzeźniać.
 - Jackson~!
 - Jackson~!
 - Jesteś nie znośny - Prychnęła.
 - Lubię się z tobą po prostu przekomarzać - Szturchnął ją palcem w bok, aż podskoczyła. Znów uderzyła go w ramię, a ten udawał, że go bardzo boli.
 - Bardzo śmieszne - Udawała, że jest zła nie umiejąc zakryć to, jak bardzo ją rozśmiesza.
 - Nie wiem co ty widzisz w moim bracie...
 - Jest inteligenty, męski, przystojny, dostojny...
 - Wredny, zachłanny...
 - Oj Jackson~ - Zaśmiała się .
 - Chyba braci pomyliłaś - Poruszał brwiami.
 - Aish! - Odepchnęła go.
 - Chcesz, żeby znowu cię wyrzucili za podglądanie księcia?
 - A chcesz jeszcze żyć?
 - Grozisz księciu!
 - Straszne rzeczy.
 - Ty!
 - Uspokoicie się? - Za nimi stał książę Jb. Zmarli powoli się odwracając.
 - W-wasza wysokość - Powiedziała zaskoczona.
 - Do niego wasza wysokość, a ja to co?
 - Ty byś za dużo chciał
 - Cisza! - Zamilkli - Wstydziłbyś się Jackson wciągać panienkę w krzaki.
 - C-co? - Zapytał zaskoczony.
 - Zboczeniec.
 - To nie tak! - Jb poszedł, a Hanna zaśmiała się - Wyszedłem na zboczeńca.
 - Tutaj jest panienka! Wszędzie panienkę szu... - Podbiegła służąca. Zaniemówiła, kiedy zobaczyła Hannę z księciem w krzakach - Nie powinna panienka siedzieć w krzakach z księciem - Złapała ją za rękę i pociągnęła.
 - To nie tak Chaerin~
 - Jak potem generał panienkę za mąż wyda? Idziemy - Zabrała ją. Jackson wstał i otrzepał swoje szaty patrząc, jak służąca szybko zabiera Hannę od niego. Uśmiechnął się szeroko i poszedł cały czas myśląc o niej.

* Pamiętam, jak parę lat temu ją poznałem. Wszyscy się zgromadziliśmy w sali tronowej, gdyż król, mój ojciec miał przywitać generała Sado, rodzinę Seong. Stałem razem z moimi dwoma braćmi. Tak, jest nas trzech. Ja, mój straszy brat Jb i najstarszy z nas, książę koronny Youngjae. Syn królowej Wonbin. Staliśmy w trójkę z boku obok króla i jego żon. Do sali wszedł gwałtownie generał w swojej zbroi. Po chwili dołączyła do niego jego żona z córką. Wpatrywałem się w córkę generała, która w ogóle mi nie przypominała jego córki. Delikatna, spokojna Hanna. Ciężko było na nią nie patrzeć. Moje serce od razu szybko zabiło. Byłem nią tak zachwycony, że gdybym był zwierzęciem i miał ogon, oj merdał był. Chociaż w sumie... Wtedy Jb zasłonił mnie swoją szatą i powiedział: " Nie kompromituj się ". Jedynie zaczerwieniłem się przełykając nerwowo ślinę. Nagle odwróciła głowę i spojrzała na mnie. Uśmiechnąłem się, a ta zawstydzona spuściła wzrok. To było urocze. Wtedy zdałem sobie jednak sprawę, że nie spojrzała się na mnie tylko na Jb. Zawsze w cieniu starszego brata. Chciałbym, żeby kiedyś przestał być taki surowy i traktował mnie jak brata. A Hanna? By kiedyś chociaż raz spojrzała na mnie, jak patrzy na niego. "Jackson"* 


 - Nie możesz tak się szlajać po dziedzińcu i napastować księcia - Powiedziała matka Hanny czesząc jej włosy w Hanny pokoju.
 - Nie napastuję... ała! - Pociągnęła ją za włosy.
 - Musisz bardziej uważać. Jeszcze służba zacznie gadać i powstaną plotki. A jak powstaną plotki, to i też do pałacu dotrą. Jeszcze wyjdzie, że jesteś łatwa.
 - Ale ała!
 - Wybacz, rozczochrałaś się w tych krzakach... Powinnaś znaleźć sobie jakieś zajęcia zamiast biegać za księciami, A jak chcesz, żeby książę zwrócił na ciebie uwagę, to powinnaś być bardziej subtelna, a nie siedzieć w krzakach. 
 - To co ja mam zrobić?
 - Zrób dla niego prezent.
 - Prezent?
 - Mhm - Hanna, aż się uśmiechnęła. Złapała Chaerin za rękę i zabrała ją do wioski. Przespacerowałyśmy po bazarach wśród tłumu zwykłych ludzi.
 - Ale tak właściwie, to po co tu jesteśmy panienko? 
 - Po prezent dla księcia - Oglądała różne rzeczy.
 - Prezent? Dla księcia Jacksona, tak?
 - Księcia Jb 
 - Jb? Przecież panienka z Jacksonem siedziała w krza... - Przerwała jej.
 - Między nami nic nie ma.
 - Często do panienki przychodzi.
 - Znalazł sobie starszą siostrę i tak już zostało. Miło mi się z nim spędza czas. Jest uroczy, ale uwielbia mnie drażnić - Zaśmiała się - Kupię mu to! - Wzięła do swoich jasnych dłoni pudełeczko 
 - Myślisz, że mu się spodobają kadzidełka?
 - Sądzę, że tak - Uśmiechnęła się, a Hanna odwzajemniła uśmiech. 
 - Chodź, jeszcze tobie coś kupimy~ 
 - Mi?! Panienko ja nie mogę! - Ukłoniła się przestraszona.
 - Nonsens! Nikt nie musi wiedzieć, chodź - Zabrała ją na stoiska. Następnego dnia, książę Jackson udał się do domu rodziny Seong, żeby spotkać się z Hanną. Drzwi otworzyła mu służąca, mówiąc, że panienki nie ma. Poszła spotkać się z księciem Jb. 

* Zamrugałem szybko. Nie wiedziałem, że tak wcześnie poszła podglądać brata. *

Zaczął ją szukać i zobaczył, jak podeszła do jego brata. Schował się za kolumną, by przypadkiem go nie dostrzegli. Rozmawiają. . Zobaczył, że Hanna trzyma coś w rękach. Było to pudełeczko, które wczoraj kupiła. Przyglądał się dalej. Jb patrząc na nią bez wyrazu przyjął pudełko i zajrzał do środka. Jackson zastanawiał się co ona mu kupiła. Poczuł w sercu zazdrość. Zawsze chciał być jak jego starszy brat. Jb zamknął pudełeczko i spojrzał na nią po czym przyparł szybko do ściany. Zdziwiona patrzyła na niego z szeroko otworzonymi oczami. Wyszeptał jej coś do ucha i poszedł z prezentem. Stała tam jeszcze przez chwilę będąc w szoku. Po chwili uśmiechnęła się i poszła w kierunku Jacksona mijając go. Stał z założonymi rękami i podszedł do niej.
 - Co tu robisz? - Podskoczyła przestraszona.
 - Straszysz mnie! - Zaśmiał się, a ona uśmiechnęła pod nosem - Widzę, że chcesz, żebym kiedyś dostałą zawału. 
 - Zawsze - Powiedział to teatralnie i dumnie.
 - Głupek~ - Zaśmiała się
 - Po co poszłaś do mojego brata?
 - Chciałam się z nim spotkać.
 - Widziałem, jak mu coś dawałaś
 - Podglądasz mnie?! - Oburzyła się
 - Jaaaa? Nigdy - Prychnął i uśmiechnął się.
 - Dałam mu prezent... kadzidełka. 
 - Mi też być mogła coś dać~ - Udawał złego i spojrzał na nią z góry. Zaśmiała się.
 - A co byś chciał?
 - Ty tak na poważnie? - Był w szoku. Przytaknęła
 - Oooo, to teraz mam pole do popisu~ Hmmm... coś... co sama zrobisz.
 - Chcesz, żebym ci coś sama zrobiła? - Przytaknął z uśmiechem - Dobrze - Bardzo się ucieszył, lekko rumieniąc.

 * Idąc przed siebie usłyszałem kroki za sobą. Stanął, a kroki również ucichły. " Długo masz zamiar tak za mną chodzić?". Zapytałem i odwróciłem się widząc za sobą Hannę z pudełeczkiem w rękach. Szybko schowała je za siebie. Widać, że była zmieszana " Co tam masz?" Zapytałem, odpowiedziała zawstydzona, że nic. Wyglądała trochę, jakby żałowała, że w ogóle przyszła. Chciała się zawrócić " Stój". Mówiłem bez emocji. Nagle powiedziała " Przyniosłam coś dla księcia" Podała mi to pudełeczko. Wziąłem je do rąk. Najpierw spojrzałem na nie, a potem na nią. Westchnąłem i zajrzałem do środka. Kadzidełka... Serio? Chciałem jej to oddać, ale nagle zobaczyłem w oddali mojego młodszego brata. No tak, Jackson, Podniosłem jedną brew, zapytała" Coś nie tak? Nie podobają się?". Złapałem ją za ramie i przyparłem do ściany. Przestraszyła się, ale przybliżyłem się patrząc jej w oczy. Nie sądziła, że tak się zachowam. Wyszeptałem jej do uszka " Dziękuję". Zabrałem prezent i odszedłem uśmiechają się pod nosem. Spotkałem po drodze służącą i wepchnąłem jej prezent w ręce. " Pozbądź się tego". Przytaknęła i zabrała. Będę miał wszystko co zechce Jackson. N ie ważne co to będzie. Będzie moje. Tuż po tronie " JB"*


 Tuż po powrocie do domu, Hanna zastanawiała się co zrobić dla Jacksona. Zna go bardzo dobrze i wie, że jak nie zrobi coś dla niego, jak najszybciej, to będzie ją gnębił. Najlepiej, żeby prezent był praktyczny, skoro m a być ręcznie zrobiony. Przypominała sobie co najbardziej lubi robić Jackson. Miała pomysł. Kazała służącej przynieść tkaniny. Całą noc robiła dla niego prezent. Skończyła nad ranem. Starała się robić to jak najsolidniej potrafi. W końcu Jackson jest dla niej bliski. Zasnęła przy biurku. 
 Rano do jej pokoju przyszła Chaerin.
 - Panienko~ - Zaczęła ją budzić.
 - Hm? - Przebudziła się - Co się dzieje Chaerin?
 - Ma panienka gościa
 - To niech przyjdzie później - Chciała wrócić do spania. 
 - Ale to Jackson~ 
 - Jackson? - Usiadła i spojrzała na prezent - Myślisz, że mu się spodoba?
 - Jestem pewna - Uśmiechnęła się - Jest śliczne - Hanna przytaknęła z uśmiechem. Zapakowała prezent i wyszła do Jacksona. Usiedli na murku i podała mu prezent.
 - To dla mnie? Nie trzeba było~ 
 - Ale ty dowcipny~ Zaraz nic nie dostaniesz.
 - Nie,nie,nie,nie! - Wziął prezent i odpakował. Była to ręcznie robiona poduszka - Zrobiłaś mi poduszkę.
 - Tak... wiem, jak lubisz spać - Zmęczona oparła głowę na jego umięśnionym ramieniu - Robiłam go całą noc dla ciebie - Zamrugał szybko i spojrzał na nią zaskoczony. Starała się dla niego. Było to chociażby widać po tym, jak została zszyta poduszka. Lekko się zarumienił, gdy jej głowa leżała na jego ramieniu i uśmiechnął się.


***********
Oto pierwszy rozdział nowego opowiadania. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Czekam na komentarze. Chciałabym wiedzieć co o tym sądzicie^^

czwartek, 27 października 2016

GOT7: ,,Kwiat Lotosu" Prolog

 W 1392 koreański generał Yi Seong-gye, został wysłany do Chin z kampanią przeciwko dynastii Ming. Zamiast tego przyłączył się do Chińczyków i powrócił by obalić króla Goryeo i założyć nową dynastię. 
 W 1349 roku dynastia Joseon przeniosła stolicę do Hanseongu. Dawnej Hanyang. Dziś Seul.

 Kim jest Panienka w błękitno-różowym hanboku o mlecznej cerze z pełnymi ustami i długimi, ciemnymi włosami? Wywodzi się z szlachetnej, dobrej rodziny. Co ona tu robi? Codziennie obserwuję tego młodzieńca na koniu. 
 Widziałem jej przyszłość na czarnym, rozgwieżdżonym niebie, gdy po raz pierwszy złapała oddech, jako maleństwo pośród kwiatów lotosu. Widziałem ją w swym śnie. Piękna, poważana, najważniejsza kobieta w królestwie... we krwi. 
 Zwiść, zazdrość, gwałt, morderstwo... 
 Jak to możliwe, by jedna panienka miała tak duży wpływ na królestwo? Czy musi dojść do tragedii? Krew jednak zostanie wylana? Czym sobie zasłużyłaś na takie cierpienie? Czyli jednak miłość nie wystarcza... a może... Może to życie musi przynieść krew, strach, gwałt, by wreszcie przy ostatnim tchu nastał spokój? Odejście... Reinkarnacja...Śmierć... W każdym znaczeniu tego słowa. 
Niech żyje śmierć królowej!

poniedziałek, 17 października 2016

EXO: Just say you love me Rozdział 45 KONIEC

  Był chłodny wieczór. W jednym z Pekińskich apartamentów, Amanda leżała w swojej różowej koszuli nocnej na czerwonej, aksamitnej pościeli. Jej długie, ciemne włosy rozłożyły się na poduszce. Jej oddech był ciężki. Wiła się z przyjemności, gdy jej ukochany całował ją po szyi i dotykał zachłannie jej ud i pośladki ściskając je.

* Od kilku miesięcy mieszkam z Luhanem w Chinach. Jest cudownie żyjąc razem. Czuję się przy nim wolna, nie musząc nikomu usługiwać. Nikt nie bije, nikt nie ocenia, nikt nie ośmiesza. Mimo tego, wciąż podąża za mną uczucie, którego nie potrafię się pozbyć. Uczucie, które nie daje w nocy spać i ściska gardło podduszając. To strach. Paniczny strach przed złapaniem nas. W Korei wciąż jest prowadzone śledztwo dotyczące śmierci Fenga, a my tak po prostu uciekliśmy. Zniknęliśmy w Chinach z dala od wszystkich z Korei.Złapią nas. Wiem to. Nie uciekniemy od tego. To się stanie wcześniej czy później. " Amanda"*

  Łzy zalały jej duże oczy. Sapiący Luhan bez koszulki podciągnął się i zobaczył jak roni łzy.
- Co się dzieję? - zapytał z troską w głosie martwiąc się o ukochaną. Odgarnął swoją drobna, bladą dłonią jej długie włosy z jasnej twarzy.
- Z-złapią nas Luhan...
- Nie pozwolę na to.
- Zorientują się i będzie po nas.
- Jesteśmy z dala od Korei.
- To nic nie zmienia - mówiła już panicznym tonem, aż popłynęły jej łzy.
- Ciii~... - przystawił palec do jej ust - Będzie dobrze... obiecuję - uśmiechnął się troskliwie do niej przejeżdżając kciukiem po jej dolnej wardze - Zaufaj mi - przytaknęła jedynie, a on  czule ją pocałował muskając jej wargi. Wszedł w n ią gwałtownie i niespodziewanie przez co wygięła się pod nim z rozkoszy w łuk. Spędzili razem upojną noc wbijając paznokcie w swoje ciała i przekrzykując uderzenia łóżka o ścianę.

* Od pewnego czasu zauważyłam, że z Luhanem  dzieję się coś dziwnego. Stał się bardzo blady. Często się męczy. Wygląda na chorego, lecz jego męska duma nie pozwala mu na przyznanie się do słabości. Do lekarza też nie pójdzie, bo po co? "Przecież nic mi nie jest". Z dnia na dzień widzę, jak czuje się coraz gorzej. Przez to rezygnuje z koncertów, spotkań z fanami, konferencje. Widzę, że cierpi. Znajduję jego włosy na poduszce. On sam z bólem patrzy na siebie w lustro. Tak bardzo chciałabym mu pomóc. Kupuję mu witaminy, których nie chce brać, więc jestem zmuszona dodawać je do jego jedzenia. Parę dni później zabrał mnie do restauracji. Włożyłam czarną, długą sukienkę. Dobrze widzieć go znów uśmiechniętego. Piliśmy wino i śmialiśmy się, jakby problemy zniknęły. Tego wieczoru... oświadczył mi się. Byłam tak szczęśliwa. Czułam, że zaczyn am życie od nowa. Tak bardzo pragnęłam i do tej pory pragnę... założyć z nim rodzinę. Dziś siedzę przy nim w szpitalu. Biedny, osłabiony leży na łóżku z maską tlenową na ustach. Nasze splecione dłonie odznaczały się pierścionkami zaręczynowymi. Luhan... ma raka odziedziczonego. Urodził się z nim, lecz dopiero teraz się aktywował. Kiedy wróciłam od domu po zakupach na obiad zastałą mnie cisza. Znalazłam go nieprzytomnego w salonie na podłodze. Luhan przestał pracować mimo, że bardzo chciał. Nie pozwoliłam mu. Opiekowałam się nim w domu, by nabrał sił. Tylko ja pracowałam, a jego niemrawy szef od czasu do czasu przelewał jakieś pieniądze Luhanowi na konto za chorobowe. Potrzebowaliśmy pieniędzy na leczenia. Robiłam wszystko co w mojej mocy, żeby było jak najlepiej. "Amanda"* 


 Mijały tak miesiące, Luhan  zawiesił działalność i przestawał się pokazywać, jako gwiazda. Lekarze w szpitalu tylko ich wykorzystywali, gdyż Luhan  jest sławny. Coraz droższe badania i zabiegi. Opłaty za każdy dzień w szpitalu. Amanda któregoś dnia dostała pismo do domu o powrócenie do wojska. Była załamana, bo nie może w takim stan ie zostawić Luhana i wyjechać do wojska. Wszystko gromadziło się w jednym czasie. Jedyne pocieszenie w tym wszystkim było takie, że płatne.Amanda cały dzień zachowywała się inaczej. Nie wiedziała, jak mu o tym powiedzieć.

 - Co ci jest? - Zapytał Luhan widząc jak stoi przy garach załamana.
 - Nic... 
 - Przecież widzę... - Przytulił ją od tyłu - Przepraszam 
 - Za co? 
 - Sprawiam ci same kłopoty
 - Nawet tak nie mów
 - Taka prawda... nie tak wyobrażałem sobie nasze wspólne życie
 - Wiem, ze jest inaczej, ale damy rady - Spojrzała mu w oczy - Nie przejmuj się tak tym. Będzie dobrze. Nigdy cię nie zostawię.
 - Chodzi o coś jeszcze, prawda?
 - C-co?
 - Widzę to po tobie...
 - Wydaje ci się - Zaśmiała się nerwowo wracając do naczyń.
 - To, że jestem chory, nie oznacza, że jestem głupi. Powiem mi wreszcie, bo zaczynam się martwić.
 - Dostałam pismo z wojska
 - J-jak to?
 - Dostałam wezwanie do wojska... przecież... miałam mieć tylko szkolenie... a okazało się, że na własne życzenie dostałam się do wojska - Ścisnęła pięści i popłynęła jej łza, po czym pokazała mu wezwanie. Luhan wziął od niej dokument i przeczytał. Nastała cisza.
 - ... Jedź...
 - O czym ty mówisz?
 - To twój obowiązek... po resztą widziałaś ile ci pieniędzy zapłacą? Wystarczy na opłacenie wszystkiego - Patrzyła na niego z zaszklonymi oczami.
 - Nie zostawię cię - Przytuliła go mocno. Zaczął głaskać ją po głowie.
 - Dam sobie przecież radę. To tylko trzy miesiące, będzie dobrze. Będziemy dzwonić do siebie codziennie - Przytaknęła tuląc się do niego. W następnym tygodniu spakowała się i ubrała w mundur. Luhan  odwiózł ją na lotnisko i na pożegnanie pocałował. Minęły jej trzy miesiące w wojsku. Codziennie do niego dzwoniły, by wiedzieć czy wszystko w porządku. Miało być lepiej, a stało się tylko gorzej. Szczęśliwa wylądowała na lotnisku, lecz Luhan nie przyjechał po nią. Pojechała więc taksówką do domu mając pewne obawy.

 - Skarbie już wróciłam~! - Przywitała ja cisza. Przestraszona zaczęła go szukać po domu wołając jego imię, lecz nie było go w domu - Kurwa! - Zostawiła rzeczy w domu i w mundurze pojechała do szpitala. Znalazła go tam leżącego na łóżku - L-luhan... - Miał maskę tlenową przy ustach i wyłysiał - S-skarbie... - Podeszła. Odwrócił głowę i uśmiechnął się na jej widok.
 - Cześć skarbie
 - Dlaczego mi nie powiedziałeś?
 - Nie chciałem cię martwić
 - Więc wolałeś bym przyjechała do pustego domu i bała się że cię... - Nie dokończyła zdania - Głupolu~!  - Przytuliła go mocno - Tak się stęskniłam~ 
 - Ja za tobą też
 - Od jak dawna tu leżysz?
 - Z jakiś miesiąc, miałem chemioterapię
 - Czuję, że będzie dobrze. Zobaczysz - Uśmiechnęła się do niego. Nie odwzajemnił uśmiechu.
 - Amanda... chciałbym wziąć z tobą ślub.
 - J-ja z tobą też - Dotknął jej policzka. Zamknęła oczy i wtuliła się w jego bladą dłoń.
 - Ale nie wiem czy ja w ogóle... - Przerwała mu.
 - Nie musisz dokańczać.
 - Dożyję...
 - Nie mów tak
 - Taka prawda
 - Będzie dobrze
 - A jak nie będzie? - Na stałą chwila ciszy - Dobrze wiesz, że tak może się stać... proszę... kup sobie suknię ślubną... jeszcze dzisiaj
 - Dzisiaj? Nie rozumiem 
 - Chcę wziąć z tobą ślub jak najszybciej, zanim ja...
 - Nie dojdzie do tego... ale kupię ją.
 - Na jutro
 - To musiałabym ją już dzisiaj kupić. Czemu akurat na jutro?
 - Z-zobaczysz... proszę cię... kup ją dzisiaj i przyjdź w niej jutro... chcę cie w niej zobaczyć
 - No... n o dobrze, przyjdę - Uśmiechnęłam się - Jeżeli to ma cię uszczęśliwić - Pocałowała go czule w usta - Zrobię dla ciebie wszystko - Rozmawiali jeszcze jakiś czas wtuleni w siebie i pojechała do salonu z sukniami. Trochę jej to zajęło, lecz kupiła tą, która jej przypadła najbardziej do gustu.
 Długa, biała suknia z wcięciem w talii puszczona od pasa w dół. Ramiączka były po bokach, więc odkrywały jej ramiona.
 Następnego dnia, przyjechałam do niego w sukni ślubnej z spiętymi włosami w wysoki kok. Zawstydzona i poddenerwowana tym, jak zareaguje, wzięła głęboki oddech i weszła do jego sali uśmiechnięta. Łóżko było puste i pościelone. Stałą zdezorientowana nie wiedząc co się stało. Patrząc na puste łózko nie potrafiła się ruszyć. Jej serce zaczęło szybko bić. Po chwili do pokoju weszła pielęgniarka. Powiedziała jedynie:
 - Proszę za mną - I wyszła. Amanda przełknęła głośno ślinę i poszła za pielęgniarką, która wyprowadziła ją z szpitala za budynek. Kobieta nie odpowiadała Amandzie na pytania. Gdzie Luhan ? Co się z nim stało? Dlaczego nie jest w swoim pokoju? Gdzie mnie pani prowadzi? Kobieta nic nie mówiła, jedynie szła przed siebie. W ogrodzie za szpitalem mogła dostrzec siedzącą postać na wózku inwalidzkim z maską tlenową. To był Luhan. Przejęta tym, że nagle zniknął z swojego pokoju zaczęła biec w jego kierunku. Po chwili usłyszała muzykę. Zatrzymała się. To była ślubna, kościelna melodia.
 -C-co? - Zapytała sama siebie nie wiedząc co się dzieje. Chińczyk na jej widok szeroko się uśmiechnął.
 - Amanda - Wypowiedział jej imię i wzruszył się - Wyglądasz... tak pięknie...
 - Co się dzieję? Nie mów, że... - Przyszedł ksiądz pod ich ślubny łuk ozdobiony różami. Widząc to popłynęły jej łzy. Luhan zorganizował bardzo małe, skromne wesele, który robi personel szpitala dla chorych osób, które nie mogą wyjść z szpitala, a są w ciężkich przypadkach. Patrzyli sobie zakochani w oczy, aż wreszcie powiedziała "Tak". Kto by przypuszczał, że zwykłe słowo " Tak", może wywołać tyle szczęścia i wzruszenia. Resztę dnia spędzili razem na łóżko szpitalnym w swoich ramionach. Opowiadał jej, jak kiedyś zorganizuje dla niej kolejne wesele, bogate i huczne wesele. Zaproszą wszystkich i będą bawić się do rana. Wyjadą na miesiąc miodowy i będą żyć spokojnie... z dziećmi. Tak bardzo chciała w to wszystko wierzyć. Obiecała mu, że będzie przy nim do końca ich dnia.
 Codziennie do niego przyjeżdżała do szpitala i się nim zajmowała. Gdy trzeba było, pomagała mu się umyć czy go nakarmiła.
 Jakiś czas później lekarze pozwolili mu wrócić z nią do domu. Tak bardzo się cieszyła, że będą mogli razem spać w spólnym łóżku. Od tamtego dnia, nie pozwoliła na to, żeby to ona pierwsza zasnęła. Kładła się z nim do łóżka i wtulona w niego pilnowała jego serca.
 - Nigdy cię nie zostawię - Wyszeptała przeczesując jego jasne włosy dłonią - Będę przy tobie do końca naszych dnia - Łzy napłynęły do jej oczu i pocałowała go w czoło czule.
 Minęło kilka miesięcy. Luhanowi poprawiło się. Miał więcej siły. Mógł już więcej robić samodzielnie.
 Minął kolejny miesiąc, a Amanda dostała kolejne, płatne wezwanie. Luhan zapewniał ją, że wszystko będzie w porządku i da sobie radę. Odwiózł ją na lotnisko i pożegnali się w namiętnym pocałunku.
 Tym razem inaczej się to zaczęło. Luhan znów wrócił do szpitala, a do obozu Amandy w Iraku przyjechała Koreańska policja wraz z generałem. Podeszli do niej, gdy ta stała w swoim mundurze,

 * Każdego dnia myślałam o Luhanie jeszcze intensywniej, kiedy znów trafił do szpitala, a przecież, już było tak dobrze. Kiedy tylko wrócę do Chin, znów się nim  zajmę. Proszę poczekaj na mnie skarbie. Nagle zauważyłam, że w obozie powstało zamieszanie. Zainteresowana odwróciłam się i zobaczyłam, że w moim kierunku idzie koreańska policja z generałem. 
 - To ty jesteś Amanda?  - zapytał przełożony. Nie wiedziałam za bardzo co się dzieję. Przytaknęłam.
 - Co się stało?  - Po chwili chcieli zakuć mi ręce w kajdanki - O co chodzi?! - Przestraszyłam się i zaczęłam wyrywać.
 - Zostaje pani aresztowana pod zarzutem brania udziału w morderstwie pana Fenga - Czyli to się jednak stało. Przeszłość nas jednak dopadła. Dowiedzieli się, że to my. Rozpłakałam się - Nie! - Zaczęłam krzyczeć wyrywając się. Obezwładnili mnie rzucając na piasek. Przepraszam Luhan. Za wszystko cię przepraszam. Nagle wszyscy gwałtownie przestali isę ruszać. Podniosłam głowę i zobaczyłam, że mężczyzna, który właśnie próbował mnie skuć dostał w głowę. Co się znowu to odpierdala?! Usłyszałam tylko krzyk, że napadli na nasz obóz i wszyscy rzucili się na broń. Ja również. Złapałam za karabin i rzuciłam isę w ucieczkę. Szybko, żeby tylko gdzieś się skryć i strzelać z ukrycia. Walczyłam z jakąś godzinę, ale nie na długo. Przerażały mnie ciała moich koleżanek. Tak bardzo mnie rozpraszały, że dostałam. Tak, dostałam kulką prosto w pierś. Nie mogąc złapać oddechu złapałam isę za ranę, a moja dłoń była cała w krwi. Dostałam drugi raz, a całe moje życie przeleciały mi przed oczami pełne łez. A co z moją przyszłością? Co z Luhanem? Skarbie... a miałam cię nigdy nie opuścić, aż do końca naszych dni... przecież obiecałam..."Amanda"* 

* Odkąd trafiłem do szpitala miałem złe przeczucia. Czułem, że z dnia na dzień mam coraz mniej siły. Czuję, że nie pociągnę tak dłużej, a obok mnie nie ma Amandy. Może nawet dobrze. Może nawet lepiej. Niech nie patrzy na to, jak umieram. Za dużo przeżyła przeze mnie. Za często doprowadzałem ją do płaczu przez mój stan. Tak bardzo chciałbym ją teraz przeprosić. Któregoś dnia w nocy, kiedy nadal leżałem w szpitalu, a Amanda jeszcze n ie wróciła z Iraku usłyszałem w swoim pokoju jakieś kroki. Zignorowałem to myśląc, że może pielęgniarka znowu przyszła. Nagle poczułem czyjąś rękę na swoim policzku. Otworzyłem oczy i zobaczyłem ją. Moją Amandę, która uśmiechała się do mnie.
- Co ty tu robisz?  - Zapytałem nie dowierzając.
 - Napadli na nasz obóz w Iraku.
- Puścili was wcześniej?
- T-tak skarbie.
- Co ci się stało w pierś?
- Postrzelili mnie, ale to nic . Lekarz już mnie opatrzył - Nagle pomogła mi wstać - Chodź ze mną.
- Gdzie? 
- Tam, gdzie będziemy wreszcie szczęśliwy. 
 - Myślałem, że już nigdy cię nie zobaczę - Pocałowałem ją z utęsknieniem. Odwzajemniła bez namysłu - Obiecałam ci, że nigdy cię nie zostawię, aż do końca naszych dni.
- Tak cię kocham
- Wiesz, że ja ciebie też. Dlatego wróciłam - Złapała mnie za rękę i wyprowadziła z pokoju " Luhan "*

 Następnego dnia do szpitala przyjechał Kris. Od niedawna odnowił z Luanem i Amandą kontakt i kiedy dowiedział się o chorobie Luhana i że teraz leży w szpitalu, postanowił od niego pojechać w odwiedziny. Dowiedział się, że dzień wcześniej Amanda zmarła. Bał się od niego jechać z taką nowiną. Załamie się przecież. Zapukał do drzwi i wszedł od środka. Zobaczył, że Luhan  jeszcze śpi. Usiadł obok niego i patrzył jak spokojnie śpi uśmiechnięty.
- Luhan~ - Dotknął jego ramienia i szturchnął go delikatnie, żeby się obudził, ale ten nie ruszył się. Złapał go za nadgarstek, a łzy nabrały się do jego oczu, ale uśmiechnął się, pomimo tego, że płynęły po jego policzkach. 
 - Przyszła po ciebie prawda? Już nie musisz się męczyć Luhan... idź z nią

Witajcie ^^
 Dawno mnie tu nie było. 
 Nawet nie wiem czy macie nadal ochotę czytać moje opowiadania. 
 Nie byłam w stanie pisać. To był naprawdę ciężki okres w moim życiu. 
 Dziś prawdopodobnie w nocy, pojawi kolejny i możliwe, że ostatni rozdział EXO: Just say you love me.  Mam pomysł na kolejne opowiadanie. Mam już opracowaną fabułę. 
Mam do Was pytanie. Czy chcecie bym napisała pierwsze na blogu yaoi o tematyce hybryd człowieka i wilka? Czy kolejne opowiadanie hetero?

wtorek, 3 maja 2016

EXO: Just say you love me Rozdział 44

Dziękuję za wszystkie anonimowe hejty. Dawno się tak nie śmiałam ^^


* Zastanawiam się, co powinnam zrobić? Powinnam zostać z chłopakami czy lepiej rozwijać się w kierunku wojskowym? A może powinnam zostać w wytwórni i zadebiutować? Wszystko już mi się miesza w głowie. Zawsze marzyłam o tym by wstąpić do wojska. Teraz mam szansę, kiedy pójdę na szkolenie. Praca ochroniarza w sejmie na dobrych warunkach to po prostu cud, a debiut w girlsbandzie nigdy nie był moim marzeniem. Po co mi sława skoro mogę spełniać marzenia na własnych warunkach? A exo? Jak to wujek powiedział, "są już dorośli i dadzą sobie radę". Patrząc na nich czasami w to wątpię. Spędziliśmy razem naprawdę świetne chwile. Ale czy to na pewno jest moje przeznaczenie? Mam całe życie z nimi mieszkać i ich chronić? To wspaniali przyjaciele, ale z czasem założą rodziny i wyprowadzą się. Może wujek ma jednak racje. Może czas wydorośleć i iść własną drogą?   Następnego dnia miałam wolne. Od razu zasiadłam do komputera i wypełniłam formularz zgłoszeniowy na szkolenie po czym go wysłałam. Następnie pojechałam na motorze do swojej wytwórni w którym jestem trainee. Opuściłam zespół i zrezygnowałam z dalszej nauki w tej wytwórni. Jeszcze tego samego dnia dostałem email od jednostki... przyjęli mnie. *





Wieczorem, Amanda leżała z Luhanem na łóżku odpoczywając.
- Luhan... m-muszę ci coś powiedzieć... ja... - Chińczyk przerwał jej.
- Ja pierwszy mam ci coś do powiedzenia... odchodzę z zespoły - Zdziwiona, aż usiadła na łóżku
- C-co?!... Odchodzisz?! Ale, jak to?
- Przemyślałem wszystko i chcę odejść. Kris dobrze postąpił. W takich warunkach nie da się żyć. Nie mogę się przez SM rozwijać. Kiedy odejdę, ty też będziesz mogła odejść i zamieszkać ze mną w Chinach.
- Z-zamieszkać? - dostała delikatne rumieńce patrząc mu w oczy - Dobrze wiesz, że nie mogę... należę do Fenga.
- Nie mów tak.. - przerwała mu.
- Ale to prawda! ... Nie mam tyle pieniędzy, żeby złamać kontrakt - skuliła się załamana.
- Więc... odejdę z zespołu i zarobię na złamanie twojego kontraktu w Chinach.
- C-co? - Nie mogła uwierzyć własnych uszom. Spojrzała na niego zdziwiona.
- Będę kontynuować karierę w Chinach i pozwę SM za lata rasistowskiego poniżania.
 - Wiesz ile to pieniędzy? N-nie mogę, nie przyjmę ich.
- Chcę to zrobić dla ciebie... Amanda, ja cię kocham - zrobiła się czerwona, a jej serce szybko zabiło.
- Też cię kocham.
- Więc zgódź się i zamieszkaj ze mną w Chinach.
- Obiecujesz, że nie zapomnisz o mnie w Chinach i pomożesz mi się stąd wyrwać?
- Obiecuję - Namiętnie go pocałowała w usta. Od razu odwzajemnił jej pocałunek. Ich języki oplatały się w pocałunku. Luhan zaczął muskać jej delikatną szyję. Cicho posapywała przechylając głowę do tyłu. Lizał ją napierając czubkiem języka na szyję. Jęknęła cicho:
- Ah! L-luhan... - spędzili razem upojną noc w zaciszu sypialni.

 Następnego dnia, Amanda opowiedziała o wojsku Luhanowi, kiedy naga leżała w jego objęciach pod białą pościelą. Nie miał nic przeciwko, lecz bał się, że w wojsku może coś się jej stać.
- Oj głuptasie~ Co może się stać? Przecież nie ma skarbie wojny - pocałowała go czule w usta.

 Jakiś czas później Amanda oznajmiła Fengowi o przyjęciu do wojska i o trzy miesięcznym szkoleniu. Nie miał nic przeciwko, gdyż zawsze ją wspierał w edukacji. Tydzień później spakowała się do wojska żegnając z najbliższymi.
- Nie zapomnij o mnie Luhan.
- Nigdy o tobie nie zapomnę... wrócę i zabiorę cię do siebie.
- Obiecujesz?
- Obiecuję - Kiedy tylko przekroczyła bramę wojska w mundurze poczuła się jak w domu. Poczuła, że wreszcie spełnia marzenia. Trzy długie, zimne i ciężkie miesiące w wojsku. Dali jej nieźle w kość, ale nie poddawała isę i nie okazywała słabości. Nie dała się złamać, pomimo, że nie raz próbowali.
 Podczas tych trzech miesięcy wiele się zmieniło. Luhan tak jak mówił, pozwał SM i wrócił do Chin do swojej rodziny, której od dawna nie widział. Łzy szczęścia popłynęły z jego jelenich oczu. Kontynuował swoją karierę w Chinach. Występował w reklamach, sesjach zdjęciowych oraz śpiewał.
 Od razu został przyjęty z otwartymi rękami do Chińskiego show biznesu. Na nowo podziwiany i szanowany nie jako członek Exo, a jako Luhan. Po tych trzech miesiącach Amanda wyszła z obozu. Jedyna osoba która przyjechała żeby ją powitać był Feng. Od razu kiedy zobaczyła trzydziestoletniego mężczyznę w garniturze przy swoim sportowym samochodzie od razu odechciało jej się żyć.  Nie widziała się z Luhanem już pół roku. Oczywiście miała z nim kontakt, czasami dzwonił do niej, ale tylko czasami. Z czasem coraz rzadziej tłumacząc się, że ma mało czasu. Wieczory spędzała przy telefonie czekając jak wreszcie odbierze słuchawkę lub oddzwoni. W końcu telefon leżał sam przy łóżku nie tknięty przez nikogo. Zaczęła tracić nadzieję, że kiedykolwiek wróci. Dni wyglądały tak samo, monotonne. Wstawała rano, zjadała śniadanie, ubierała się, jechała do wytwórni, pracowała do samej nocy, wracała z zespołem do dormu, brała prysznic, zjadała kolację, szykowała się do spania i kładła się spać. Wstała, ubierała się, śniadanie, praca, kolacja, prysznic i spać. Któregoś dnia, stojąc pod salą treningową jak zwykle to bywało ktoś ją zawołał po mieniu. Odwróciła głowę i nie mogła uwierzyć własnym oczom. Pojedyncza łza popłynęła po policzku.
- L-luhan...
- Cześć skarbie... obiecałem - rozpłakała się ze szczęścia i podbiegła szybko do niego rzucając się w jego ramiona.
- Myślałam, że już o mnie zapomniałeś.
- Nigdy - Pocałował ją czule okazując całą swoją miłość do niej. Od razu go odwzajemniła mocno z tęsknotą - Chodźmy stąd.
- Gdzie?
- Do Fenga, zerwiesz z nim umowę.
- C-co? Naprawdę?
- Mam na zerwanie kontraktu.
- A-ale nie mogę teraz. Jestem w pracy.
- Oj no przestań~ Zależy ci na takiej pracy? Odejdź ze mną - zaśmiała się kiedy ciągnął ją za rękę.
- To słodkie~ Ale nie mogę tak odejść w środku dnia w dodatku nie mówiąc nikomu.
- Kto tak powiedział? - przerzucił ją przez ramię i zabrał ze sobą.
- Luhan! Opuść mnie na dół~!
- Hmmm... nie? - zaśmiałem się.
- Kiedy ty tak przypakowałeś? - Zdziwiła się po czym wyszliśmy tak z wytwórni gdzie był tłum fanów - Ludzie patrzą
- Niech patrzą - "Wrzucił" ją do samochodu po czym odjechali. Po pewnym czasie znaleźli się pod rezydencją Fenga. Amanda bardzo bała się zerwania kontraktu. Nie wiedziała, jak Feng zareaguję na to po tylu latach.
- Spokojnie Amanda - wziął jej dłoń do swojej - Będzie dobrze... zobaczysz - uśmiechnął się. Przytaknęła odwzajemniając uśmiech i wzięła głęboki oddech po czym wysiadła z auta i podeszła do drzwi rezydencji. Zapukała w nie kilkukrotnie. Nagle otworzyły się, a nich stanął Feng
- Amanda? - zdziwił isę - Co ty tutaj robisz? Nie powinnaś być o tej porze w pracy? - zwrócił uwagę na samochód - Z kim przyjechałaś?
- To nie ważne teraz Feng. Musimy poważnie porozmawiać.
- O czym?
- O naszym kontrakcie - przymrużył brwi kiedy tylko usłyszał to słowo. Nigdy nie chciał rozmawiać na temat kontraktu. Kiedy tylko zaczynała, on od razu ją uciszał
- Wejdź - wpuścił ją do środka mówiąc lekko zdenerwowanym głosem po czym zamknął drzwi - A więc? - podniósł nieco ton głosu. Tym razem ją nie uciszy. Tym razem ją  nie przestraszy.
- Odchodzę.
- Co powiedziałaś?
- To co usłyszałeś... odchodzę Feng - Zaśmiał się.
- Nie masz szans, żeby odejść. Żeby zerwać kontrakt trzeba mieć kupę kasy, którą nie dysponujesz.
- Mylisz się - pokazał mu pieniądze.
- S-skąd masz tyle pieniędzy?! - Był wyraźnie w szoku.
- To już nie twoja sprawa.
- Ukradłaś je?
- Że co?! Bierzesz mnie za złodzieja?!
- Nigdy by normalnie tylu pieniędzy nagle nie zarobiła! Skąd je masz?
- To już nie twój interes , bo zrywam kontrakt.
- Nie możesz.
- Jak to nie mogę?
- Spędziliśmy razem tyle pięknych lat, nie możesz nagle tak po prostu odejść!
- Piękne lata? Chyba sobie żartujesz! Odchodzę czy tego chcesz czy nie - ominęła go i sięgnęła po klamkę chcąc wyjść z rezydencji, lecz nagle złapał ją za ramię zatrzymując - Puść mnie.
- Zostaniesz tutaj.
- Powiedziałam... zostaw mnie i nigdy więcej nawet nie dotykaj! - wyrwała się z jego uścisku. Gdy tylko chciał wyjść od nagle ją popchnął na ścianę i uderzył w twarz z pięści.
- Nigdy więcej nie opuścisz tej rezydencji! ZOSTANIESZ TU ZE MNĄ DO USRANEJ ŚMIERCI! - Jego źrenice się powiększyły. Krzyczał śliniąc się, aż pluł śliną
- Jesteś pojebany! ZDYCHAJ PSIE! - Zamachnęła się i chciał uderzyć go w twarz, lecz ten łapał jej rękę i wykręcił.
- ZDECHNIEMY TU RAZEM! - Wpadając w szał zaczął okładać ją pięściami po twarz.
 Luhan czekał na Amandę w samochodzie. Zaczął się denerwować, że tak długo nie wraca. Przestraszył się, że mógł zrobić jej krzywdę. Wysiadł z samochodu i podszedł do budynku. Zapukał parę razy w drzwi, ale nikt nie otwierał
- LUHAN!!!  - Usłyszał przeraźliwy krzyk ukochanej. Wbiegł do środka i zobaczył ją zakrwawioną na podłodze i podduszaną przez Fenga, który nawet nie wrócił uwagi na młodego Chińczyka. Luhan wiedział, że jest słabszy od Fenga i nie da sobie z nim rady. Przerażony widział, jak Amanda z ledwości się już porusza. Chłopak wziął z butelkę. Uderzył go z pięści w twarz, a po chwili uderzy butelką roztrzaskując ją na jego twarzy. Feng przez uderzenie upadł,  jego twarz zaczęła krwawic. Spojrzał z mordem w oczach na Luhana. Chłopak nie potrafił się powstrzymać.
- NIGDY WIĘCEJ JEJ NIE DOTKNIESZ ŚMIECIU!! - Zaczął dźgać Fenga butelką na oślep po jego ciele, a na końcu poderżnął mu gardło. Krew chlapała na wszystkie strony z Fenga po czym upadł na ziemię bez ruchu.
- NIE! FENG!  - Przerażona Amanda wstała - Czy ty wiesz co właśnie zrobiłeś?! Zabiłeś go! Boże!
- Ktoś musiał...
- Zamkną nas Luhan, zdajesz sobie z tego sprawę?!
- Pozbędziemy się dowodów - mówił cały czas ze spokojem w głosie patrząc na zakrwawione ciało mężczyzny.
- J-jak chcesz to zrobić? - Po pewnym czasie stali naprzeciwko płonącej rezydencji. Wpatrywali isę jak ogień pożera cały budynek nie zostawiając z niego nic.
- To już koniec - Powiedział łapiąc ją za rękę.
- Nie... to dopiero początek - Spojrzała mu w oczy.





czwartek, 24 marca 2016

POWRÓT NA BLOGA PO MOJEJ DŁUUUGIEJ NIE OBECNOŚCI

Cześć Wszystkim~!

  Dawno mnie tu nie było. Przepraszam bardzo za swoją nie obecność. Ostatnio... jest bardzo źle ze mną. Zawsze jestem szczera z Wami, moim czytelnikami. Z wieloma z Was udało mi się nawet poznać, czego nie żałuję. Tym razem znów mam zamiar być z Wami szczera. Dobrze wiecie, że to nie pierwszy taki raz, że nagle zniknęłam i tłumaczyłam się tym, że jestem chora. Dziś mam zamiar Wam wyjawić mój mały sekret. Zaczynam chorować ... prawdopodobnie na anoreksję z ego co powiedziała mi moja psycholożka. W ciągu jednego miesiąca potrafiłam schudnąć 10kg. Przez to ciągle mdlałam i kręciło mi się w głowie nawet zdarzały mi się wymioty z głodu.
  Opuściłam się w szkolę przez nie chodzenie z wycieńczenia. Dużo włosów mi wypadł i musiałam je ściąć, a miałam takie długie. Nie chcę się nad sobą użalać przed Wami, tylko wytłumaczyć prawdziwy powód mojej nie obecności.

  Bardzo żałuje, ze nagle przestałam pisać. Nie potrafiłam się nawet skupić, mimo tego, że zaplanowałam całe opowiadanie wraz z zakończeniem. Jeszcze raz bardzo Was przepraszam.
 Planuję kontynuację bloga  już 26 tego miesiąca, czyli w tą sobotę.

 Mam nadzieję, że będziecie trzymać kciuki za mnie i za mojego bloga. Wasze komentarze bardzo dużo dla mnie znaczą. Bardzo znaczy dla mnie kontakt z Wami.

  Oczekujcie mnie w sobotę~
 Wasza Sandra

sobota, 2 stycznia 2016

EXO: Just say you love me Rozdział 43

- Amanda! - krzyknął przestraszony Tao wpadając szybko do pokoju i  budząc dziewczynę.
- Co?- zapytała zaspana nie odrywając się od łóżka.
- Kris! On zniknął!
- C-co ty bredzisz? - podniosła się siadając na łóżku i przecierając oczy.
- No przecież ci mówię! Yifan gdzieś poszedł! Nie ma go! Zabrał ze sobą rzeczy - W tym momencie przypomniała sobie co się stało w nocy.

* Więc... to jednak nie był sen?... Co mam teraz zrobić? Tao przecież się załamię (Amanda)* 



 - Spokojnie Tao. Na pewno da się to jakoś wytłumaczyć. Pewnie, gdzieś... pojechał.
- To, to i ja wiem! Ale gdzie on jest?! I dlaczego wyjechał bez słowa?! To nie jest w jego stylu! 
- Yifan jest już dorosły i wie co robi. Da sobie radę.
- C-co masz na myśli? 
- To co powiedziałam.
- Jesteś za spokojna. Normalnie to zaczęłabyś krzyczeć i go szukać przeklinając przy tym. 
- Tao, ja po prostu...
- Amanda! - przybiegł Baekhyun - KRISA PORWALI! - Tao słysząc to zasłabł. 
- Tao! - krzyknęła przestraszona Amanda podbiegając do nieprzytomnego rapera - W porządku? - ocuciła go. Baekhyun stał jak wryty. 
- T-tak. C-co się stało? - zapytał łapiąc się za głowę - Usłyszałem coś dziwnego.
- Że Krisa porwali - powtórzył piosenkarz. Chińczyk zemdlał.
- BAEKHYUN! 
- No co? 
- Sam dobrze wiesz, że Tao jest bardzo delikatny. Pomóż mi go podnieść - obydwoje złapali go za ręce i nogi po czym położyli na jej łóżku. 
- A tak na poważnie to co z Krisem?
- Nie mam pojęcia. 
- Co się stało z Krisem? - zapytał Lay stojąc w drzwiach. 
- Dlaczego wszyscy pytają się mnie?
- Bo jesteś naszym ochroniarzem - odpowiedział Lay. 
- Co z tego?
- Dziwnie się zachowujesz - powiedział Baekhyun. 
- D-dlaczego? 
- Amanda! - usłyszeli głos Suhego na korytarzu, który zmierzał w ich kierunku. 
- Kolejny...
- Jak nas pilnujesz, co?! 
- To nie moja wina, że Kris zniknął! 
- Ty odpowiadasz za nasze bezpieczeństwo. Na tym polega twoja praca - po chwili wszyscy przyszli do jej pokoju wypytując do Krisa. Byli okropnie głośno. Kłócili się przekrzykując nawzajem.
- ZAMKNĄĆ SIĘ! - krzyknęła nie mogąc znieść ich głosów. Ucichli - Chcecie wiedzieć gdzie jest Kris?! - zapytała zdenerwowana głośno nie wytrzymując presji.





* Yifan, jak mogłeś odejść zostawiając wszystko mnie? (Amanda)* 



- Zapytajmy o to menadżera - wszyscy przytaknęli i zdeterminowali już mieli iść do jego pokoju, gdy nagle sam do nich przyszedł.
- Yifan wyjechał w nocy do rodziny. Nie wróci z nami do Korei - chłopcy byli w szoku. Rozumieli to, że pojechał do rodzinny. Ale zastanawiali się dlaczego tak nagle, czemu w nocy bez pożegnania, czemu nikomu o niczym nie powiedział nawet nic nie wspomniał. Czuli, że jest coś nie tak, ale doskonale wiedzieli, że menadżer nic im nie powie. Za dobrze go znali. 
 Po pewnym czasie wrócili do Korei bez Krisa. Jak zawsze wierni fani przywitali ich na lotnisku. Od razu zauważyli, że brakuje jeszcze jednej osoby. Wypytywali się gdzie jest Kris, ale nikt nie umiał nic powiedzieć. Wybuchł dyskucja w internecie na temat zniknięcia rapera. Minął tydzień, a chłopak nie wrócił nawet nie zadzwonił. Z nikim się nie skontaktował. Chłopcy parę razy próbowali się do niego dodzwonić, ale bez skutku. Zaczynali się o niego bać, a wytwórni nic nie chciał powiedzieć przez co sprawa stawała się jeszcze bardziej dziwna i tajemnicza. 
 Minął kolejny tydzień i nadal zero  Krisa. Zaczynali się zastanawiać czy może coś się stało. Tao, jak najlepszy przyjaciel Yifan'a nie mógł spać ani się skoncentrować przez ciągłe myśli o przyjacielu. Bał, że coś się stało. Ciągle go to męczyło. Minął tyle pytać i zero odpowiedzi. Jedyną osoba która o wszystkim wiedziała była Amanda, lecz dała słowo, że nie powie nic chłopakom. Nie mogła patrzeć na to jak Tao cierpi. 
 Następnego dnia, SM wreszcie ogłosiło, że Kris odszedł z zespołu pozywając wytwórnię z złe traktowanie. Chłopcy na wieści nie wiedzieli co powiedzieć. Po prostu ich zatkało. Byli smutki i jednocześnie zdenerwowani. Nie rozumieli tego dlaczego nic nie powiedział, ani nawet nie odezwał się. Martwili się o niego,a on tak po prostu odszedł bez słowa. Czuli do niego nienawiść i wstręt. Nie chcieli go widzieć na oczy. 
Jak mógł nas zdradzić? 


,,Nie na widzę go!" 


,,Zawsze chodziło mu tylko o pieniądze. "


,,Pieprzony księciunio! "


,,Jak zawsze myśli tylko o sobie. "


,, Zrobił to przed trasą... egoista"


  Z ust idoli padło wiele słów. W nocy po treningu cały zespół wyszedł z wytwórni chcąc wrócić do dormu. Na ich twarzach widniało zmęczenie, smutek, frustracja, gniew. Fani witali ich przed budynkiem dodając otuchy i wspierając ich. Z spuszczonymi głowami wsiedli do vana. Amanda cały czas podążała za nimi. Zaglądając do pojazdu zauważyła, że nie ma jednej osoby.

- Gdzie Tao? - zapytała.
- Może został jeszcze w środku - powiedział Kai. Nagle usłyszeli ich piosenkę z budynku,a dokładnie partię Krisa. Melodia wydobywał się z otwartego okna na drugim piętrze. Po chwili można było usłyszeć głośną rozpacz.

* Tao... (Amanda)*

 - Idę po niego... Nie czekajcie na nas - oznajmiła po czym zamknęła drzwi od vana i wróciła do wytwórni. Weszła do windy i pojechała na drugie piętro. Kiedy tylko wyszła z windy poszła do drzwi z których wydobywała się muzyka. Nie pewnie weszła do środka pomieszczenia i zobaczyła siedzącego przy stole Tao z opuszczoną głową. Zamknęła drzwi i bez słowa zamknęła również okno po czym zasłoniła je firankami. Wyłączyła głośną muzykę i podeszła bez słowa do chłopaka. Chińczyk podniósł głowę i czerwonymi, podpuchniętymi, zapłakanymi oczami spojrzał się na nią. 
- Och, Tao... - rzekła  zatroskanym głosem. Chłopak rozpłakał się jeszcze bardziej i rzucił się w jej ramiona. Przez ciężar ciała chłopaka przewrócił się z nim na podłogę. Tao mocno się do niej przytulił płacząc w ramię. Amanda głaskała go po włosach. 
- Dlaczego? ... Dlaczego on to zrobił?! Mówił, że zawsze będziemy się przyjaźnić! Że nigdy mnie nie zostawi! Okłamał mnie! Jak mógł?! ... Cała ta rodzina, to jedno, wielkie kłamstwo! Zostawił nas! Zostawił mnie! Nienawidzę go! - Amanda rozpłakała się, kiedy Tao wypłakiwał te słowa w jej ramię. Przytuliła go mocniej.
- Ciii... - uspokajała go - Wszystko będzie dobrze... musi. 


 Następnego dnia, Amanda spotkała się z swoim wujkiem, menadżerem exo w kawiarni. 
- Witaj wujku - przytulił go - Chciałeś się ze mną widzieć
- Witaj, tak to prawda. Proszę, usiądź, musimy porozmawiać - usiedli przy stoliku i zamówili kawę. Amanda zaczęła się bardzo przejmować tym spotkaniem. Nie wiedziała co się dzieje. 
- Coś się stało?
- Wiesz, mój dobry kolega potrzebuje dodatkowego pracownika ... ochroniarza w sejmie. 
- C-co? - była zaskoczona.
- Praca od poniedziałku do piątku. Bardzo dużo płacą, płatne chorobowe, nawet, jak zajdziesz w ciąże to nadal będziesz miała zachowaną pracę - nie była zbytnio zadowolona - Nie podoba ci się ta oferta?
- Podoba, tylko... co z chłopakami? Co z exo?
- No, nie będziecie już razem pracować. To już dorośli faceci, dadzą sobie radę. Zastanów się.,. drugi raz taka okazja może się nie trafić. Wystarczy tylko, jak zrobisz kilku miesięczne szkolenie w wojsku. Jak dobrze pamiętam zajmuje to ok. dwa może trzy miesiące. 
- No nie wiem.
- Zastanów się nad tym na spokojnie. Dobrze, jakbyś na wszelki wypadek jednak zrobiła to szkolenie nawet, jeżeli nie podejmiesz się tej pracy. Wiesz, dodatkowe kwalifikacje od razu jesteś przyjęta do wojska. 
- Na prawdę?
- No oczywiście. Wiem, że martwisz się o chłopców. Rozumiem to, ale nie możesz z nimi siedzieć całe życie. Każdy z was w końcu rozpocznie swoją własną drogę. Kariera, podróże, rodzina. 
- Może... może masz rację. Podejmę się tego szkolenia. 


***********
Wybaczcie, że takie krótkie. Wyszłam z pracy. Mam nadzieję, że się podobało. Następny rozdział już 6.01