Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą B1A4. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą B1A4. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Infinite: Darkness Rozdział 13 THE END

 Ostatnio zastanawiałam się nad wieloma rzeczami. Minęło już sporo czasu od kąt przyjechałam z Zuzą do Korei. Pamiętam to, jakby to było wczoraj. Zuza pośpieszała mnie z pakowaniem się, żebyśmy się nie spóźniły na samolot. Pierwsze spotkanie z Kingą po 3 latach. Pierwszy dzień w nowej szkole.Pierwszy dzień w nowej pracy. Ciężko było tym bardziej, jak nie zna się języka.  Kto by pomyślał, że po tym minionym czasie Kinga zaręczy się z Baro, a Zuza zajdzie w ciąże z Woohyun'em. Cieszę się, e wszystko się dobrze ułożyło. Rodzice Baro zgodzili się na małżeństwo, a Woohyun nie opuścił Zuzy. Wokół mnie jest tyle szczęścia. Kinga już zaczęła planować ślub, a Zuza przez ostatni czas ogląda dziecięce ubranka.A co ze mną? Udało mi się poznać swojego biasa i sprawić, że mnie zauważył spośród wielu kobiet. Zaakceptował mnie taką jaką jestem i pokochał mimo wszystko. Straciłam go już raz i nie pozwolę na to, żeby to się powtórzyło. Dowiem się prawdy o nim i jego rodzinie. Chcę wiedzieć co się stało i gdzie był, kiedy zniknął.


  Nastąpił kolejny weekend. Basia jak za każdym razem, została w domu, kiedy przyjaciółki wymknęły się z domu z swoimi miłościami. Polka wzięła prysznic, po kremowała ciało i przebrała się w piżamę. Otworzyła okno, położyła się na swoim łóżku i zaczęła oglądać koreańskie dramy na laptopie. Mijały godziny, a Basia prawie zasypiała. Próbowała powstrzymać się i nie zamknąć oczu, ale to nie pomogło. Oczy jej same się zamknęły, jedynie dźwięk dramy jeszcze docierał do jej uszu. Nagle wszystko ucichło. Tą przeraźliwą ciszę przerwał męski szept:
- Basia - usłyszała. Otworzyła oczy i zobaczyła leżącego obok niej Sunggyu.
- Oppa? - zapytała. Uśmiechnął się i pogłaskał jej policzek. Chłopak leżał w pół mroku, lecz jego oczy wciąż można było dostrzec wśród ciemności.
- Zmęczona? -zapytał.
- N-nie - ziewnęła - Troszkę - stwierdziła po chwili ocierając oczy.
- Jak spędziłaś ostatnie dni?
- Nie uwierzysz co się wydarzyło.
- Zamieniam się w słuch.
- Baro oświadczył się Kindze.
- Naprawdę?
- Tak, ale to nie wszystko. Zuza i Woohyun będą mieć dziecko.
-Niesamowite - stwierdził nie odrywając od niej wzroku.
- Ale to też jeszcze nie wszystko.
- Jest jeszcze coś?
- Byłam u twoich rodziców - nagle jego uśmiech zszedł z jego twarzy.
- Że gdzie byłaś? -podniósł się.
- Pamiętasz, jak opowiadałeś mi gdzie mieszkają? Poszłam do nich. Poznałam twoją matkę. Miła z niej kobieta. Cieszyła się, że mnie w końcu poznała. Zaprosiła mnie na obiad na drugi dzień,więc poszłam i poznałam resztę twojej rodziny. Masz bardzo uprzejmych rodziców i zabawną siostrę.
- Cieszę się,że ich poznałaś i polubiliście się.
- Ja też. Twoja matka świetnie gotuje.
- Nie możesz więcej do nich przychodzić - powiedział z troską w głosie.
- Dlaczego? -usiadła obok niego.
- Bo nie.
- Bo nie?To nie jest odpowiedź.
- Po prostu nie chcę, żebyś do nich przychodziła. To bardziej skomplikowane niż myślisz. Nie zrozumiesz.
- Ale chce zrozumieć. Oppa... przecież wiesz, że mi możesz powiedzieć o wszystkim. Powiedz mi,czy to jest związane z twoim znaniem na biodrze?
-Skąd o tym wiesz?! -spanikował odwracając się do niej plecami.
- Widziałam... złożyli cię w ofierze?... twoi rodzice? - zapytała dotykając jego ramienia.
-Przepraszam... że ci wcześniej o tym nie powiedziałem. Bałam się twojej reakcji.
- Nie potrzebnie.Nie ważne co się dzieje. Ja zawsze będę przy tobie oppa - odwrócił się do niej. Spojrzeli sobie w oczy.
- Jestem satanistą.
-Wiem.
- Przepraszam - przytulił ją do siebie. Dziewczyna odwzajemniła uścisk.
- Powiedz mi... ty żyjesz... prawda? - zapytała się nerwowo wyszeptując mu słowa do ucha. Piosenkarz nic nie odpowiedział. Jedynie spojrzał się jej w oczy - Żyjesz? - powtórzyła głośniej.
- Jak inaczej stałbym teraz przed tobą? Przecież nie jestem duchem.
- Jesteś... demonem.
- Nie mów tak.
- Ale to prawda, mam racje? - wziął głęboki oddech i przytulił ją do siebie.
- Kocham cię - wyszeptał.
- Ja ciebie też kocham.
- Będziesz przy mnie pomimo wszystko?
- Tak oppa... chcę być przy tobie.
- Na zawsze?
- Po wieki.
- Pamiętaj,że cokolwiek by się stało, ja wrócę po ciebie.
- Jak to wrócę? O czym ty mówisz? Nie mogę cię znowu stracić.
- I nie stracisz mnie. Już nigdy. Zawsze będziemy razem. Zawszę będę za tobą podążał. To tylko z twojego powodu, ja wciąż mogę istnieć w miejscach w których mnie już nie powinno być.
-Obiecaj mi... obiecaj, że mimo wszystko będziemy razem... na zawsze.
-Obiecuję ci - spłynęła mu łza po policzku. Pocałował ją w czoło przez co zamknęła oczy. Gdy je otworzyła, jego już przy niej nie było. Tej nocy znów wróciły jej koszmary. Ciemny i opuszczony parking. Miejsce przed którym zaginął Sunggyu. Nie mogąc spać po nocach znowu wróciła do swoich tabletek z przepisu psychologa. Dziewczyny zauważyły, że ich przyjaciółka wróciła do leków. Przejęte tym zaczęły z nią rozmawiać w kuchni.
- Basia, wszystko w porządku? - zapytała Kinga.
- Tak, dlaczego pytasz?
- Znowu wróciłaś do leków - powiedziała Zuza.
- Tak, to prawda. Wróciły mi koszmary, ale to nic. Nie przejmujcie się mną.
- Myślę, że to przez to, że ja wychodzę za maż, a Zuza zaszła w ciążę - rzekła Kinga.
- Sądzisz, że jestem zazdrosna?
-To nie tak, ale u nas, można powiedzieć, że zaczął się nowy etap w życiu, a ty...
- A ty przez to przypomniałaś sobie o Sunggyu i koszmary wróciły - wtrąciła Zuza- Nie chcemy, żebyś znowu przez to przechodziła. Rozumiem, że ostatnio wiele się stało, ale proszę cię... nie zamykaj się w sobie. Nie tym razem.
- Potrzebujemy cię.
- Wiem... a ja potrzebuje was. Nie martwcie się o mnie.Teraz najważniejszy jest ślub i dziecko. Ja dam sobie radę - uśmiechnęła się - Jutro idę do lekarza więc poproszę ją o silniejsze leki i wszystko będzie dobrze - następnego dnia po południu, Basia udała się do lekarza i zaczęła z nią rozmawiać o swoich koszmarach które wróciły.
- Więc, śni ci się cały czas jeden i ten sam sen?
- Tak,cały czas ten podziemny parking.
- Czy boisz się tego snu?
- Tak i to bardzo.
- A co odczuwasz podczas tego snu? Jakie masz obawy?
- Boje się tego co w nim jest. Tej... ciemności.
- Boisz się ciemności?
- Nie, jedynie tego miejsca.
- Wiesz, proponuje ci, żebyś pokonała swój strach.
- To znaczy?
- Żeby twoje koszmary zniknęły, musisz udać się w tamto miejsce i wejść do tego parkingu. Musisz zobaczyć co jest w środku, żeby przekonać się, że nie masz się tak naprawę czego bać, a koszmary same znikną.
- Dobrze, tak zrobię.
- Więc do tego czasu nic nie przypisuje. Proszę wróć do mnie za tydzień i opowiesz mi o swoich przeżyciach.
- Dobrze,dziękuj pani bardzo. Do widzenia.
- Do zobaczenia za tydzień - Basia wyszła z przychodni i udała się w tamto miejsce. Stanęła w miejscu w którym stała tamtej nocy wraz z Sunggyu.  Doskonale przypomniała sobie tamtejszy dzień. Odwróciła się i spojrzała się w głąb ciemnego, starego parkingu podziemnego. Przełknęła głośno ślinę i wzięła oddech. Ruszyła przed siebie. Idąc powolnymi krokami zmierzała w głąb ciemności. Kiedy już prawie była w środku opętał ją strach i wybiegła z środka. Biegła tak szybko i bezmyślnie, że przewróciła się. Obolała podniosła się na rękach i zaczęła głośno oddychać. Odwróciła głowę do tyłu i przestraszona tym widokiem uciekła do domu. Postanowiła, że wróci do biegania i może w ten sposób przewalczy strach i wejdzie do środka. Przebiegała codziennie obok tego miejsca, lecz za każdym razem oplata ją strach i uciekała. W końcu postanowiła, że uda się w to miejsce z dziewczynami.
- To tutaj - Basia wskazała dziewczyną miejsce.
- Więc to miejsce śni ci się po nocach? - zapytała Kinga.
- Tak.
- Powiedziała, że jak wejdziesz do środka i przewalczysz swój strach to koszmary miną, ale ty nie masz odwagi tam wejść? - zapytała Zuza.
- Zgadza się.
- Wejdźmy tam razem - rzekła Kinga.
-Tak, zróbmy to razem - powiedziała Zuza - Razem pomożemy ci przewalczyć strach - obydwie chwyciły dłonie przyjaciółki. Polka wzięła głęboki oddech i powolnym krokiem zmierzyły ku ciemności. Nagle Basia powiedziała:
- Nie, ja... idę sama.
- Sama?Jesteś tego pewna? -zapytała Kinga.
- Tak, muszę to zrobić sama. Inaczej koszmary nie miną. Wy dałyście mi siłę, żebym tam weszła.
- Dasz radę. Zobaczysz, że to nie takie straszne.W końcu co tam możesz takiego zobaczyć? - zapytała żartobliwie Zuza. Basia zostawiła dziewczyny, zamknęła oczy i weszła w dół. Szła i szła, aż w końcu otworzyła oczy. Była już pod ziemią. Odwróciła się do tyłu, ale przez ciemność nie było widać nikogo.
- Basia! I jak?! - zapytała Kinga.
-Jesteś tam?! Nie widzimy cię!
- Tak, jestem! Wszystko w porządku! Pójdę się rozejrzeć! - dziewczyna objęła swym wzrokiem cały parking. Była zaniedbany i ciemny. Ulica nieco popękana, a  w niektórych miejscach żarówki nie świeciły, lecz nie było tak źle. Basia zrobiła nie pewnie kilka kroków na przód. Po chwili przebiegł jej między nogami czarny kot. Przestraszona krzyknęła. Widząc, że to tylko kot odetchnęła z ulgą. Zobaczyła,że kot pobiegł w najciemniejsze miejsce. Zniknął za metalowym ogrodzeniem. Zainteresowana, ale i nieco przestraszona poszła za kotem by sprawdzić co te tajemnicze miejsce skrywa. Podeszła do ogrodzenia i przeszła przez urwaną dziurę na dole. Prześlizgnęła się dołem i weszła w głąb ciemności. Nagle poczuła okropny odór stęchlizny. Zobaczyła stertę kartonów i potarganych ubrań które oświetlała jednie jedna żarówka, która migotała. Na ścianie zobaczyła namalowany, czerwony pentagram. Smród był nie do zniesienia. W pewnej chwili zobaczyła tego samego, czarnego kota, który coś wygrzebywał spod kartonu. Dziewczyna zatykając nos i usta podeszła w to miejsce i podniosła karton do góry. W tym momencie zaniemówiła. Zobaczyła zakrwawioną, męską rękę z tym samym wisiorkiem, którą miał Sunggyu. Przerażona zaczęła się cofać i przewróciła się na brudną podłogę. Patrzyła się na tą stertę kartonów i przeróżnych materiałów wiedząc, że pod nimi leży martwy, rozkładający się Sunggyu. Po chwili smród stęchlizny i rozkładającego się mięsa zmienił się w słodki, przyjemny zapach wanilii.
- Basia - usłyszała męski szept znikąd - Nie powinno cię tutaj być - usłyszała wyraźnie za swoimi plecami. Przerażona odwróciła się i zobaczyła stojącego za nią w ciemności mężczyznę z zakrwawioną ręką z której kapała jeszcze krew. Odwróciła głowę z powrotem na rękę za sobą której już tam nie było. Zaczęła krzyczeć po czym straciła przytomność.

Ostre światła rażące w oczy, białe ściany jak z horroru, metolowe łóżko od którego bolą mięśnie. Te ciche pikanie urządzeń i kapiąca woda w zepsutym kranie. Tak, jestem w szpitalu. Znowu. W tym samym pokoju, leżąc na tym samym starym łóżku. Jest lepiej niż ostatnim razem, kiedy tutaj trafiłam. Krew, siniaki, bandaże...Kto by pomyślał, że trafię tutaj kolejny raz przez tą samą osobę? Nie obwiniam tej osoby... bo niczego nie żałuje. Ludzie mają rację. Korea Południowa potrafi zmienić życie człowieka na zawsze.

Minęło już sporo czasu od tamtej chwili w tamtym przerażającym parkingu. A tak właściwie minął już okrągły rok. Tym razem kiedy przechodzę obok tamtego miejsca widzę już odnowiony parking z którego wyjeżdżają samochody. Kinga i Baro wzięli ślub.Był naprawdę piękny. Pełno czerwonych róż i białych świec. Kinga wyglądała wtedy ślicznie w tej białej, ślubnej sukni. I ten piękny moment, kiedy ksiądz powiedział "Możesz już pocałować pannę młodą", Baro odchylił biały, koronkowy welon z jej twarzy i pocałował ją. Miesiąc miodowy spędzili na wyspie Jeju i kupili duży,bogaty dom za miastem, a Kinga poszła na studia. Zuza urodziła zdrowego syna. Zaczęła rodzić w pobliskim parku. Gdy rodziła w szpitalu Woohyun był przy niej na sali porodowej. Z bólu wyzywała go i wykecała rękę. Gdy maluch już wychodził na świat Woohyun zemdlał. Kupili sobie świetny apartament w centrum Seulu z pięknym widokiem na miasto. A co u mnie? Wyprowadziłam się i wynajęłam sobie pokój u pewnej starej kobiety za miastem. Wciąż pracuję u ojca Kingi i będę właśnie kończyła szkołę. Od tamtego wydarzenia przestałam mieć koszmary, a Sunggyu już więcej do mnie nie przyszedł. Pogodziłam się z tym i przestałam nawet otwierać mu okno w nocy. Postanowiłam,że zacznę wszystko od nowa. Po liceum pójdę na studia i podejmę inną pracę.Pomimo, że minął już rok wciąż pamiętam słowa Sunggyu. Pamiętam, jak mówił, że kocha mnie i nie ważne co by się stało wróci po mnie. W końcu obiecał mi, że będziemy razem... 
na zawsze.

Nadszedł grudzień. Na dworze robiło się coraz zimniej,a całe miasto przykrył biały, gruby śnieg. Pewnego zimowego wieczoru Basia kończyła pracę. Ubrała się ciepło, pożegnała z wszystkimi i wyszła z budynku tylnymi drzwiami. Tego wieczoru było wyjątkowo przyjemnie. Nie wiał zimny wiatr. Jedynie padał powoli biały śnieg. Idąc w stronę przystanku Basia poczuła coś czego wcześniej nie czuła. Zapach, który zniknął z jej życia. Słodki zapach który utworzył się znikąd na środku zimowej ulicy. Był to słodki, intensywny zapach wanilii. Usłyszała jak ktoś za nią stoi. Zatrzymała się i z radością zaciągnęła się cudnym zapachem. Nie odwracając się jedynie rzekła:
- Wróciłeś... tak jak obiecałeś - uśmiechnięta odwróciła głowę do tyłu po czym zniknęła bez śladu.
Już na zawsze.








***************
Jak się podoba?
Wybaczcie, ale nie było mnie w weekend w domu w dodatku babcia zabrała mi laptopa i nie miałam jak pisać.Więc jest małe opóźnienie. Jutro oczekujcie "Dziewczynę Gangstera".

poniedziałek, 5 maja 2014

Infinite:Darkness Rozdział 7

   Dzisiejszego dnia,Basia znów postanowiła pobiegać po parku. Kiedy postanowiła wracać, przebiegła obok ciemnego, opuszczonego, podziemnego parkingu. Zatrzymała się patrząc, jak zahipnotyzowana w jego głąb. Ciemność zaczęła ją pochłaniać, a strach paraliżować. Wtedy rozległ się jedynie męski głos,mówiący: "Basia". Nagle przebudziła się w środku nocy. Była godzina trzecia nad ranem. Dziewczyny jeszcze smacznie spały. Zimny pot zalał jej ciało, a ręce nie przestawały się trząść. Nie rozumiejąc swojego strachu, próbowała się uspokoić. Po chwili z powrotem położyła się do łóżka. Zamknęła oczy i poczuła dziwny zapach. Słodki, a jednocześnie drażniący jej nos. Zapach, który kusił , a jednocześnie nie dawał  spać przez swoją intensywność. Był to zapach wanilii, który zniknął równie szybko, jak się pojawił.
 O godzinie szóstej rano dziewczyny wstały i podążyły do kuchni, by zjeść pyszne śniadanie przyszykowane przez matkę Kingi. Jej rodzice długo pracowali, więc często nie było ich w domu. Wychodzili wcześnie rano i wracali późną nocą. Cóż poradzić? Uroki pracy w zabieganym Seul'u. Swoją nie obecnością w domu próbuję nadrobić chociażby zwykłym śniadaniem z rana. Przyrządziła dziewczyną naleśniki i zaparzyła gorącą herbatę z miodem,po czym szybko się wyszykowała i wyszła do pracy, żegnając się z dziewczynami.
 - Co tak dziwnie w nocy pachniało? - zapytała Basia.
 - Pachniało? -powtórzyła Zuza.
 - Tak. Nad ranem. Tak jakby... wanilią. Nie czułyście? - dziewczyny zaprzeczyły głowami.
 - Może śniło ci się? - zapytała Zuzia.
 - Był bardzo... intensywny.
- Sny bywają dość realistyczne. Gdyby, rzeczywiście czymś pachniało, to byśmy też poczuły.
- No może.
- Dobra dziewczyny!Koniec pogaduch! Szykować się do szkoły! - zaczęła je zaganiać Zuza.Kiedy były już wyszykowane i miały wychodzić,Kinga coś zauważyła na stoliku.
 -Co to? - zapytała, po czym podeszła do tego - To drugie śniadanie -oznajmiła.
- Mimo, że twoja mam jest zapracowana, to o wszystkim pamięta- powiedziała Basia.
- Kocham twoją mamę! - krzyknęła radośnie. Każda wzięła po swoim pudełeczku i poszły na lekcję. Po lekcjach, jak zawsze poszły do pracy. Dostały ciepły posiłek od kucharza,który bywa za przeproszeniem upierdliwy, ale to dobry człowiek.Szybko zjadły, przebrały się i ruszyły do pracy. Obsługiwały klientów jak zawsze. Jak zawsze o godzinie 19:20, Basia wypatrywała czegoś lub raczej kogoś w restauracji. Zawsze wpatrywała się w drzwi wejściowe z nadzieją, że znów go zobaczy. Dzisiejszego dnia,Basia nawet nie spojrzała na zegarek. Była skupiona na pracy. Dziewczyna z dnia na dzień czuła się lepiej. Wychodziła do ludzi i uśmiechała się. Była bardziej skupiona na nauce i pracy, a w weekendy szalała po sklepach i kawiarniach z przyjaciółkami, zaś nocą imprezowała z Infinite. Pogodziła się z faktem, że może już nigdy nie zobaczy się z Sunggyu. Musiała przestać żyć przeszłością i zacząć żyć teraźniejszością. Koszmary zniknęły, a dziwny incydent z wanilią nigdy się nie wyjaśnił,raczej o nim już zapomniała.
  W pewien piątkowy wieczór, dziewczyny postanowiły, że tego wieczoru nigdzie nie będą wychodzić, tylko będą razem oglądać dramy.  Po chwili Kinga dostała sms'a.
- Kto to? - zapytała ciekawska Basia.
-To Woohyun. Chcę się ze mną spotkać. Boże, tak dawno się razem nie widzieliśmy.
- To idź do niego - powiedziała Kinga.
- Serio?Jesteście tego pewne? Przecież miałyśmy razem oglądać dra...
- Dawno się przecież nie widzieliście. Nam nic się nie stanie -rzekła Basia.
-Dzięki dziewczyny,kocham was -przytuliła radośnie przyjaciółki. Odpisała na sms'a i szybko poszła się szykować.
- Jaka ona jest radosna -powiedziała Basia.
-To prawda. Woohyun ma na nią dobry wpływ - Zuza wybiegła z łazienki i uciekła na dół, gdzie czekał na nią Woohyun w samochodzie.
- Pa dziewczyny! -po 15 minutach oglądania Kinga również dostała sms'a.
- Baro?
-Tak... zaraz,co?
- Co się stało? -pokazała jej wiadomość.
,,Wyjrzyj przez okno"
 Szybko podleciały do okna. Na podwórku stał Baro.
- Co on tutaj robi?
- Nie wiem,zaraz się dowiemy - rzekła i zadzwoniła do niego. Chłopak sięgnął do kieszeni i odebrał.
- Oppa, co ty tutaj robisz?... Ja kto? Zwariowałeś? Moi rodzice są na dole. Jak cię zobaczą, to po nas... Och,jaki ty jesteś kochany... no wiem, wiem... że co mi zrobisz? - uśmiechnęła się zadziornie.
- Jacy wy jesteście zboczeni - powiedziała Basia i wróciła do oglądania.
- To się nie uda... niby jak?... dobry pomysł,daj mi 5 minut- rozłączyła się i ruszyła do łazienki.
- Jak to 5 minut? Gdzie ty się wybierasz?
- Idę z Baro.
- Żartujesz sobie? Miałyśmy dzisiaj oglądać razem dramy.
- Zmiana planów.
- Jak to zmiana planów?!
- Przepraszam,ale muszę się z nim spotkać.
- Twoi rodzice będą wściekli,kiedy się dowiedzą, że z nim wychodzisz.
- Dlatego o niczym się nie dowiedzą. Będziesz mnie kryła.
-Co?! Mnie też chcesz w to wmieszać? A niby jak chcesz wyjść z domu, żeby się nie zorientowali?
-Przez okno.
-Tak, przez okno...Co?!
- To co usłyszałaś - otworzyła okno i wystawiła nogę.
- Poczekaj! -złapała przyjaciółkę za ramię - Nie możesz tego zrobić.
-Dlaczego?
-To niebezpieczne.
- Dam sobie radę - wyrwała się z ucisku Basi wyszła za okno . Ostrożnie przeszła na palcach po parapecie i zeszła na dół po krzewach. Kiedy była już na dole, przytulili się do siebie i pomachali na pożegnanie Basi.

*Fajnie, zostałam sama...Znowu(Basia)*

  Kinga i Baro szybko podbiegli do auta, które stało troszkę dalej od domu i odjechali.
- Gdzie jedziemy?
- Jadłaś już?
- Jeszcze nie.
- To pójdziemy coś przekąsić - udali się do restauracji na kolację po czym poszli na spacer. Tymczasem Zuza już była dawno w dormie Infinite. Chłopcy wyszli gdzieś umówieni z dziewczynami, ale cii, to tajemnica. Cały dorm był tylko dla nich. Postanowili,że będą oglądać razem film w salonie zajadając się lodami i chrupkami. Po pewnym czasie usłyszeli przerażający odgłos.
- Co to było?! - zapytała przestraszona.
-To mój brzuch - zaśmiali się.
- Co byś zjadł? Ugotuję ci.
- Kurczaka.
- Kurczaka?A wy w ogóle macie kur...?
-Mamy.
- No dobra... to chodź -udali się do kuchni - Przyrządzimy go razem.
- Co?
- No.
- Raczej wolałbym poczekaj w salonie - już miał uciec, kiedy nagle Zuza zatrzymała go.
- O nie, nie, nie. Razem to zrobimy. Zobaczysz, będzie fajnie.
- Może... mamy książkę kucharską.
-Świetnie! Daj mi ją - piosenkarz wyciągnął z szuflady książkę i otworzył na stronie z kurczakiem wręczając ją swojej dziewczynie.
- Ja bym coś innego porobił - poruszał zarywając brwiami .
- ... Nie.
- Jak możesz?
- Dobra, cicho. Najpierw trzeba przyszykować składniki. Wyciągnij to wszystko z lodówki, a ja rozmrożę kurczaka.
-Ok - przeczytał listę z książki i po kolei wszystkie składniki położył na blacie wraz z przyrządami,które pomogą im tego kurczaka zrobić.
- Gotowy?
- Ja zawsze jestem gotowy.
-Przestań! - odepchnęła go od siebie - Dobra, co trzeba najpierw zrobić? - zajrzała do książki - Nabij kurczaka i dokładnie nafaszeruj go od środka - słysząc to chłopak znacząco zagryzał wargę patrząc się na dziewczynę.
- Z chęcią nabiję tego kurczaczka.
- Serio? To dobrze. Wystaw rękę.
-Po co?
-No wystaw- wzięła jego dłoń i nałożyła na nią kurczaka -Teraz ją nabiłeś... od tyłu -przewrócił oczami.
-Co teraz?- zapytał.
-Nafaszeruję go -starała się go dokładnie nafaszerować od środka z drugiej strony - Czujesz dłonią?Dobrze jest?
- No.
-Ok. Co dalej? - chłopak podszedł do dziewczyny i delikatnie zaczął opuszkami palców dotykać jej karku. Dziewczyna nie zwracała na to uwagi i czytała dalej. Czytając dalsze polecenia,jej głos zadrżał, a oddech przyspieszył.
- Następnie, delikatnie... wmasuj olej... na skórę kurczaka -nie wytrzymała -Chrzanić kurczaka! - odwróciła się i pocałowała chłopaka w usta. Ich pocałunki zaczęły stawać się dłuższe i bardziej namiętne. Objęła jego głowę, a jego ręce wędrowały po jej jasnym ciele. Po chwili złapał ją za uda i podniósł do góry usadzając ją na blacie kuchennym. Trzymając jej biodra,ustami zeszedł na jej szyję, którą ssał i podgryzał zarazem. Oddech dziewczyny przyspieszył wydając z siebie cichutkie pomruki. Odchyliła głowę do tyłu, przez co objął jej kar swoją dłonią i ssając jej wystające obojczyki,wzdłuż linii przeszedł językiem w stronę brody. Oblizał jej dolną wargę i wgryzł się w jej usta. Zaczął rozpinać rozporek, za to ona złapała go za dolną część koszulki i ściągnęła ją z niego. Widząc jego podniecający,wyrzeźbiony abs przejechała po nim swoją drżącą dłonią otwierając lekko usta. Delikatnie zaczęła całować jego klatkę piersiową. Pocałunek po pocałunku swymi ustami kierowała się ku górze. Złapała jedną ręką jego kark i zmusiła go do tego, by się nachyli nad nią. Całowała jego szyję ocierając swoje wargi po jego delikatnej skórze. Dłońmi wędrowała po mięśniach które napinał. Z podniecenia zamknął oczy i pozwolił się dotykać i całować. Przełknął głośno ślinę i cicho postękiwał jej do ucha. Nagle niespodziewanie oderwał się od dziewczyny i zrzucił wszystko z blatu. Cała mąka wysypała się na podłodze, jajka potrzaskały, garnki leżały w każdym koncie,a kurczak jedynie natłuścił podłogę. Położył Polkę na blacie i usiadł na niej krokiem. Ściągnął z siebie spodnie przez co było wyraźnie widać zarysy jego podniecenia w slipkach. Zuza widząc przyjaciela Woohyuna, który cieszył się na jej widok zarumieniła się. Piosenkarz spojrzał na jej zawstydzoną twarz,a potem na swój krok po czym uśmiechnął się zadziornie. Zrzucił z niej spodnie  i już zabierał się za koszulkę.
- Co z nią?Nie mogę sobie poradzić - mówił siłując się z zapięciami na koszulce.
-Poczekaj, pomogę ci
- Kurwa! W takim momencie?!- zaczął się denerwować. Ale niestety,ani ona,ani on nie mogli rozpiąć ubrania. Zawisnął nad nią i patrzył się na jej koszulkę. Zamilkł.
- Co chcesz zrobić?
- Pieprzyć to! - złapał za dwa końce koszulki i rozszarpał ją na dwa kawałki. Zębami odgryzł ramiączka od stanika i wyrzucił go na podłogę. Zaczął całować jej dekolt. Delikatnie i z uczuciem schodząc w dół.
- Mam pomysł -zszedł z niej i podszedł do lodówki. Wyciągnął z niej sos czekoladowy - Zawsze chciałem to zrobić - usiadł na niej z powrotem u rozlał sos na jej ciele. Był zimny przez co drażnił gorące ciało Zuzy. Nachylił się i drapieżnie zaczął go zlizywać z ciała ukochanej. Zasysał jej skórę i pieścił piersi językiem, by jak najdokładniej wszystko z niej zlizać. Paznokciami rysowała z rozkoszy po jego plecach przez co go to jeszcze bardziej nakręcało. Ustami zszedł do jej majtek. Delikatnie palcem przeszedł wzdłuż jej kroku przez co pisk rozkoszy uniósł się nad nimi. Słysząc to ucieszył się.
- Chcesz?... Bo wiesz, nie chcę cię do niczego zmuszać.
- Kocham cię -rzekła zadyszanym głosem. Słowa te uderzyły jego serce. Poczuł się wspaniale.
- Dokończmy to na górze - złapał ją w ramiona i podniósł do góry. Trzymając ją na rękach zmierzał w kierunku wyjścia,ale przez nie mały bałagan w kuchni, poślizgnął się i obydwoje przewrócili.
- Przepraszam. Nic ci nie jest? - spanikował.
- Nie nic - spojrzeli na siebie i zaczęli się śmiać. Pocałowali po czym wrócili do wcześniejszej czynności.
- Zostańmy tutaj - wyszeptała.
-Dobry pomysł - położył się na niej i powoli ściągnął z niej majteczki. Czubkiem swojego przyjaciela drażnił jej łechtaczkę. Zwijała się z podniecenia na zimnych kafelkach. Po woli wszedł w nią.Obydwoje nie mogli złapać oddechu. Uspokoili się i powoli poruszał się w niej samym początkiem penisa. Starał się to robić jak najdelikatniej potrafił. Bał się zrobić jej krzywdę.
- Mogę?
-T-tak - wszedł w nią głębiej. Krzyknęła, a łzy po płynęły po jej policzkach. Przytulił ją do niebie. Poruszał się w niej jednocześnie całując ją po szyi. Jej ból przerodziło się w większe pożądanie. Wszedł w nią cały i zaczął szybciej poruszać biodrami. Posuwał ją na  podłodze przez co byli cali umazani w oleju, mące i jajkach. Ich ciała się kleiły. Nagle podniósł ją do góry i usiadł opierając się plecami o szafkę. Umiejscowił ją na swoim kroku i zaczął ją podrzucać ku górze biodrami. Jęcząc z podniecenia trzymała się rękami jego bioder, a jej piersi podskakiwały wraz z nią. Nie musiała się nawet ruszać, bo on sam się wszystkim zajął. Przytulił ją mocno do siebie i trzymając ją za pośladki wbił się w nią do samego końca. Wtuleni w siebie dochodzili jedno po drugim przekrzykując się nawzajem. Zdyszana położyła głowę na jego ramieniu, a on wciąż trzymając ją w objęciach wyciągał kawałki skorupek z jej włosów.
- Też cię kocham skarbie - tym czasem Kinga i Baro spacerowali po parku trzymając się za ręce. Rozmawiali o szkole, pracy, planach na przyszłość,przyjaciołach. Nagle wyciągnął coś z kieszeni.
- Mam coś dla ciebie.
- Co takiego?
- Mały prezent - wręczył jej małe, fioletowe pudełeczko.
- Nie trzeba było -otworzyła je, a w środku był złoty wisiorek - Jest przepiękny! - zachwycała się nim. Od razu było widać, że machy pieniędzy nie wydał na prezent - Zapniesz mi go?
- Pewnie - podniosła włosy do góry, a ten zapiął wisiorek na jej szyi.
- Zobacz,spójrz! - wskazała na rozgwieżdżone niebo - Szybko! Pomyśl życzenie!- zamknęli oczy w tym samym czasie - O czym pomyślałeś?
- Nie powiem ci, o się nie spełni.

*Żebyśmy już zawsze byli razem(Baro)*

 W tej samej chwili Basia już dawno spała w łóżku. Nagle poczuła znów ten sam słodki zapach, który nie dawał jej żyć. Zapach wanilii sprawił, że przebudziła się i zaciągnęła nim.

*To tylko sen(Basia)*

   Nagle usłyszała dźwięk otwierającego się okna. Pomyślała, że Kinga wróciła do domu,więc nie zawracała na to uwagi. Po chwili okno się zamknęło, a dźwięk kroków zbliżających się w jej kierunku  ucichły. Wtedy usłyszała męski szept.
- Basia - otworzyła oczy i przerażona odwróciła się. Nie mogła uwierzyć własnym oczom.
- Sunggyu?!

piątek, 7 marca 2014

Infinite: Darkness Rozdział 5

        
"Będziesz żyć w ciemności z swym stęchłym ciałem żerując w koszmarach najbliższych nie mogąc zapomnieć o swojej przeszłości... Demonie."



         Minęły już dwa miesiące od ostatniej "randki" Basi  z Sunggju. Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Zuza i Woohyun zaczęli z sobą romansować potajemnie. Pomiędzy Kingą i Baro utworzyło się zaufanie. Dziewczyna nawet zabrała go do psychologa, żeby wyleczyć jego strach przed fanami. Basia w końcu wzięła się w garść i zadzwoniła do Sunggju umawiając się z nim na kolejne spotkanie. W każdy weekend od piątku do niedzieli, zawsze o tej samej godzinie 19:20 ,przychodził do restauracji na kolację z resztą Infinite. Siedział przy stoliku dopóki nie zamkną restauracji czekając cierpliwie na Basię przy drzwiach wyjściowych dla personelu, zabierając ją na długie spacery po mieście. Po kilku spotkaniach Sunggju kupił w prezencie dla Basi srebrną bransoletkę, a raczej dwie bransoletki dla par tłumacząc się, że to na znak ich przyjaźni. Każda bransolet miała przyczepiony połowę breloczka. Razem tworzyły pięknego motyla.


   Dzisiejszego wieczoru, Basia i Zuza czekały z niecierpliwością w kuchni na Kingę, która właśnie tego wieczoru umówiła się na spotkanie z Baro. Nagle usłyszały jakieś głosy za drzwiami wejściowymi.
  - Chyba już Kinga wróciła - powiedziała Zuza.
  - Słyszysz?... Ktoś z nią jest - szybko podbiegły do salonu i ukrytkiem zajrzały przez okno. Zobaczyły Kingę stojącą z Baro przed drzwiami. Rozmawiali i uśmiechali się do siebie. Po chwili Kinga stanęła lekko na palcach i pocałowała w policzek idola. Chłopak był w szoku. Zarumienił się jednocześnie z nieśmiałą Polką. Kiedy dziewczyna miała już wchodzić do domu, Baro zatrzymał ją łapiąc za ramię. Dziewczyna odwróciła się w stronę chłopaka, a ten gwałtownie przyparł ją do drzwi całując ją w usta. Przerywając pocałunek spojrzał się na zdziwioną dziewczynę oczekując na jej reakcję. Ta jedynie się spojrzała i pocałowała go. Wtulili się w swoje ramiona oddając się w słodkim pocałunku. Zuza i Basia prawie piszczały z radości widząc Kingę z Baro. Nagle usłyszały dźwięk otwierających się drzwi i zobaczyły zaświecone światło w przed pokoju. Obydwie szybko pobiegły do przyjaciółki i zaczęły panikować z radości. Kinga nic nie powiedziała. Jedynie stała jak zahipnotyzowana.
  - Kinga... Kinga, wszystko w porządku? - zapytała Zuza.
  - Ej! - pomachała jej przed twarzą Basia. Polka z uśmiechem powoli zsunęła się po drzwiach siadając na podłogę.
  - Powiedział... że mnie kocha. On... on mnie kocha - mówiła to nie wierząc własnym słowom. Obydwie otworzyły szeroko oczy niepotrafiące nic wypowiedzieć. Spojrzały się na siebie i po chwili zaczęły się śmiać.
  - Idziemy to utcić! - krzyknęła przejęta Zuza - Idziemy! - złapała Kingę za rękę i wyprowadziła ją z domu. Szybko założyły buty, bluzy i wyszły. Całą drogę śmiały się i rozmawiały o dzisiejszym wydarzeniu. Za nimi jechało czarne, duże auto. Podjechało do dziewczyn i zatrzymało się. Zdziwione również się zatrzymały i spojrzały  na pojazd. Szyby były przyciemniane, więc nie było nikogo widać w środku. Nagle drzwi same się otworzyły, a za nich wyskoczyli trzej, silni mężczyźni ubrani w kominiarki. Złapali je i wciągnęli  do środka zasłaniając usta dłońmi. Usiedli koło nich, zamknęli drzwi i odjechali. Nie wiedziały co się dzieje.
  - Co wy wyprawiacie?! Kim wy jesteście?! - krzyknęła przerażona Zuza. Nagle mężczyźni ściągnęli kominiarki. Okazało się, że to byli Woohyun, L i Sunggyu.
  - No więc jak dziewczyny? Gotowe na imprezę?! - powiedział zachęcająco Woohyun.
  - Wy debile! To waszym zdaniem miało być zabawne?! - krzyknęła zdenerwowana Basia.
  - Mówiłem, że to może by zły pomysł - rzekł L.
  - Oj! Daj spokój. Troszkę adrenaliny im nie zaszkodzi - rzekł Sunggyu.
  - Adrenaliny?... Adrenaliny?! - krzyknęła z niedowierzaniem Kinga.
  - Myśleliśmy że nas porwano! - krzyknęła Kinga.
  - Spójrzmy prawdzie w oczy. Kto by was chciał - powiedział żartobliwie Woohyun.
  - Ty mała, wredna, poczwaro! Niech ja cię tyko dopadnę! - już miała zabić piosenkarza, kiedy powstrzymała ją Basia.
  - Zuza! Nie rób głupstw! Jesteś za młoda, żeby wylądować w więzieniu!
  - Ale za to będzie warto!
  - No dobra, więc gdzie jedziemy? - zapytała Zuza.
  - Zabieramy was do jednej z tutejszym klubów - odrzekł Dongwoo siedzący za kierownicą. Koło niego siedział Sungkyu.
  - To wy też tutaj jesteście? - zapytała zdziwiona Zuza.
  - A co? Przeszkadzamy? - zapytał Sungkyu. Świetnie bawili się na imprezie. Tańczyli, śpiewali, wygłupiali si i przede wszystkim pili... i to dużo. Po ok. dwóch, trzech godzinach, kiedy chłopcy byli już wstawieni, dziewczyny postanowiły, że zadzwonią po taksówkę i ich odwiozą. Woohyun'owi zrobiło się niedobrze, więc Zuza zabrała go na zewnątrz, żeby pooddychał świeżym powietrzem. Wziął kilka głębokich oddechów.
  - Jak się czujesz? Już ci lepiej? - zapytała troskliwie.
  - Tak naprawdę to źle się nie czuję.
  - Jak to? Nie rozumiem.
  - Zuza... muszę ci coś powiedzieć.
  - Co takiego?
  - Kocham cię - po tych słowach pocałował ją czule w usta. Po chwili wtulił się w jej kark i wyszeptał do ucha.
  - I to bardzo... proszę... nie zostawiaj mnie- Zuza nie mogła spać przez całą noc. Nie mogła zapomnieć tego co się stało. Do tej pory czuła jego pełne, miękkie wargi na swoich ustach i ten ciepły, przyjemny oddech na swoim karku. Wciąż słyszała jego delikatne słowa w głowie.

,, Kocham cię... i to bardzo... proszę... nie zostawiaj mnie"

*A co jeżeli powiedział to tylko dlatego, bo był pijany i tak naprawę te słowa nic dla niego nie znaczą?(Zuza)*

  Następnego dnia, Zuza obudziła się dopiero ok. 13:00. Zmęczona zeszła na dół. Zobaczyła dwie zmęczone i skacowane przyjaciółki jedzące śniadanie.
  - Dzień dobry kochane - powiedziała Zuza po czym jej odpowiedziały. Kiedy szykowała sobie płatki z mlekiem Kinga rzekła.
  - Twój telefon przez cały ten czas dzwonił i dzwonił. Wytrzymać się nie dało.
  - Kto dzwonił?
  - Nie wiem. Byłyśmy tak zmęczone ,że nawet nie miałyśmy siły, żeby sprawdzić - powolnym krokiem wzięła telefon do ręki. Sześć nieodebranych połączeń  i jedna nie przeczytana wiadomość od Woohyun'a.

*Czyżby jednak pamiętał?(Zuza)*

,, Nie martw się, nie zapomniałem o wczorajszym pocałunku. Nieważne czy jestem trzeźwy czy pijany. Wciąż cię kocham. Proszę oddzwoń."

  Dwa dni później Basia została zaproszona przez Sunggyu do wytwórni. Chciał jej bardzo pokazać jak ciężko pracuje. Bardzo się cieszył, kiedy przyszła do niego. Po całym dniu spędzonym w wytwórni udali się na kolację. Śmiali się i dokuczali sobie nawzajem. Czas mijał niebłagalnie i trzeba było wracać do domu. Odprowadzał ją przez skróty do domu. Mijając stary parking pod ziemią, stanęli.
  - Basia... ja... bardzo cię lubię.
  - Ja ciebie też lubię Oppa.
  - Czy wybaczyłabyś mi gdybym zrobił ci przykrość?
  - Tak, przecież jesteśmy przyjaciółmi, prawda?
  - Tak -uśmiechnął się. Jego wyraz twarzy był smutny, ale i także wesoły. Patrzył na nią jakby widział ją ostatni raz. Po chwili przytulił ją do siebie wyszeptując do ucha.
  - Przepraszam.
  - Za co?
  - Basia! Uważaj!
  - Aaaaaa! - Polka otworzyła oczy i zobaczyła przed sobą światło. Bardzo jasne światło, które wydawało się zbliżać do niej. Nagle ujrzała przed sobą ciemną sylwetkę , która krzyknęła.
  - Mamy ją! Ona żyje! - po chwili wszystko zaczęło do niej docierać.
  - Gdzie... gdzie ja jestem? - próbowała wstać - Ach! - jęknęła z bólu.
  - Proszę nie wstawać. Pomożemy pani - pełno ludzi biegało wokół niej. Była w szpitalu na sali operacyjnej. Reanimowali ją. Była cała w ranach i siniakach. Z rozciętą wargę i podbitym okiem.
  - C-co się dzieje?
  - Została pani napadnięta.
  - Jak to... napadnięta? - rozejrzała się - Gdzie... gdzie on jest? Gdzie on jest?! - zaczęła wpadać w panikę wyrywając się lekarzom, którzy ją uspokajali.
  - Gdzie?! - złapała za nadgarstek jedną z pielęgniarek.
  - Gdzie on jest? - wyszeptała z łzami w oczach - Czy coś mu się stało?
  - Nie rozumiem o czym pani mówi.
  - On... on był ze mną. Ja...
  - Kiedy karetka po panią przyjechała nikogo oprócz pani nie było.
  - Co? Jak... jak to? Nie, to nie możliwe - zemdlała. Okaleczona leżała pod aparaturą szpitalną w swoim pokoju. Spała na łóżku z maską tlenową na twarzy.
  - Basia... Basiu...Basiu wstań - usłyszała męski szept koło ucha.
  - S...Sunggyu? - wyjęczała. Otworzyła oczy - Sunggyu? To ty? - odwróciła głowę,ale nikogo w pokoju nie było. Zauważyła, że drzwi od jej pokoju są otwarte. Wykończona ściągnęła maskę i w samej koszuli nocnej na bosaka, wolnym krokiem zmierzała ku drzwiom. Wyszła z pokoju na ciemny korytarz. Rozejrzała się dookoła. Zimne kafelki na podłodze drażniły jej gołe stopy. Nagle ujrzała z daleka jakąś sylwetkę, która śmigła przez korytarz.
  - Sunggyu?... Sunggyu! - ledwo ruszyła za postacią. Zmierzała ku wyjściu. Zobaczyła, jak szpitalne drzwi wyjściowe zamykają się. Wybiegła na dwór. Było bardzo zimno. Nagły powiew wiatru uderzył ją prosto w twarz. Zmarznięta rozglądała się wokoło ciemnej ulicy.
  - Sunggyu! - krzyknęła oczekując na czyjąś reakcję - Oppa! - krzyknęła znów z łzami w oczach. Zamknęła je i pozwoliła ,żeby łzy popłynęły po jej policzkach. Nagle usłyszała coś za rogiem. Czyżby ktoś skrył się w cieniu?
  - Sunggyu?... Czy to...? - nie zdążyła dokończyć, kiedy wybiegła za nią pielęgniarka.
  - Co pani robi? Chce pani być chora? Jest strasznie zimno na dworze. Proszę ze mną wracać do środka. W pani stanie nie powinna pani w ogóle wstawać z łóżka. Musi pani przez cały czas leżeć pod aparaturą. Chodźmy - zabrała ją z powrotem do środka. Dwa tygodnie później wyszła z szpitala. Próbowała z kontaktować się za wszelką cenę z piosenkarzem, ale bez skutku. Spróbowała znów zadzwonić. Ktoś odebrał.
  - Sunggyu?
  - Nie, to ja, Woohyun.
  - O! Cześć Oppa.
  - Cześć. Słyszałem, że wyszłaś z szpitala. Jak się czujesz?
  - Już lepiej, ale nadal mnie wszystko boli. Czy jest tam gdzieś z tobą Sunggyu?
  - To ty nie wiesz?
  - O Czym?
  - Zuza ci nie powiedziała?
  - Co takiego? Mów w końcu!
  - Sunggyu zaginął.

niedziela, 9 lutego 2014

Infinite: Darkness Rozdział 4

 - Więc Basija przyznaj... śledzisz mnie.
- Co? Nie prawda!
- Jesteś jakimś psychicznym fanem?
- Nie.
- Jesteś zboczeńcem?
- Zgaduj dalej.
- Wiem... chcesz mnie zabić.
- Znowu nie zgadłeś.
- Ale to zbyt podejżane. Za często się widzimy. Pewnie jesteś z przyszłości.
- Też nie.
- UFO?
- Uspokój się! - wybuchł śmiechem.
- C-co?... z czego się śmiejesz? - po chwili uspokoił się i z poważnym wyrazem twarzy rzekł jakby nigdy nic się nie stało.
- Z niczego.
- Jesteś dziwny.
- A ty za to normalna?
- Normalność jest nudna.
- No w tym przypadku muszę się z tobą zgodzić - zaśmiali się w tym samym momencie
 - To tutaj. Jesteśmy na miejscu - wskazał na restauracje.
Weszli do środka i usiedli przy stoliku.  Zamówili pełno jedzenia przez co nie było wolnego miejsca na stoliku. Przez cały wieczór rozmawiali i śmiali się. Dobrze bawili się w swoim towarzystwie.
- Skąd pochodzicie?
- Z polski
- Ty, Zuzaa i Kwinga dobrze się znacie?
- Hahahaha!
- Z czego się śmiejesz?
- Z tego jak mówisz.
- A co ja powiedziałem źle?
- Imiona dziewczyn. Często ci się zdarza przekręcać czyjeś imiona?
- Przecież dobrze powiedziałem.
- Nie, właśnie, że nie. One mają na imię Zuza i Kinga, a nie Zuzaa i Kwinga. Hahaha!
- Zuza i Kwinga?
- Kinga.
- Kwinga.
- Kinga.
- Kwinga.
- Gdzie ty znalazłeś tam "w"?
- Nie wiem.
- Hahaha!
- Ale ty masz na imię Basija.
- Hahahaha!
- Basia, a nie Basija. Przecież dobrze to wcześniej wypowiadałeś.
- Na prawdę?... Basija.
- Basia.
- Basija.
- Basia.
- Basija.
- Nie ma tam...
- Basija.
- Ale nie ma...
- Basija.
- Daj mi dojśc do...
- Basija.
- Ale...
- Basija.
- Przecież...
- Basija.
- ...
- ...
- ...
- ...
- ...
- Basija.
- Poddaje się - zaśmiał się przez co od powiedziała mu na to również śmiechem. Widząc jej śmiech uśmiechną się do niej.
- C-co?
- Co, co?
- Mam coś na twarzy?
- Nie.
- Jesteś niemożliwy.
- No wiem.
- Robi się już późno. Chyba powinnam już wracać do domu.
- Odprowadzę cię.
- Ok! - kiedy doszli już pod dom Kingi stanęli na pożegnanie przed furtką.
- Dziękuję, że zabrałeś mnie na kolację.
- Nie ma za co. Coś trzeba było robić skoro przez ciebie spóźniłem się na pojazd do dormu. Po takim wykańczającym dniu człowiek jest zmęczony i głodny - powiedział surowo przez co Basia spuściła wzrok.
- Ale i tak nie żałuje tego wieczoru. Dobrze, że się spóźniłem - uśmiechnął się doprowadzając ją do rumieńców na twarzy.
- Będziesz teraz sam wracał do dormu?
- Nie mam innego wyjścia.
- Zadzwoń chociaż na taksówkę.
- Nie trzeba. Przejdę się.
- Jesteś pewien? Dasz sobie radę? A co jeżeli ktoś cię zobaczy i rozpozna?
- Nie martw się o mnie. Jestem już dużym chłopcem mamo - powiedział słodkim głosem.
- No, tak.To... ja będę już szła - już miała przekroczyć granicę pomiędzy ulic na domowym trawnikiem, kiedy nagle ją zatrzymał.
- Poczekaj! - odwróciła się.
- To jest mój numer. Zadzwoń jeżeli będziesz chciała jeszcze kiedyś gdzieś wyjść - powiedział mało pewnym siebie głosem czekając na jej reakcję. Spojrzała się na kartkę z numerem i wzięła go do ręki. Schowała kawałek papieru do kieszeni i z uśmiechem powiedziała.
- Pewnie - odwzajemnił uśmiech. Wyglądał jakby mu kamień z serca spadł - No to pa.
- Pa Basia! - przekroczyła tą granicę i zmierzając w kierunku drzwi wejściowych jeszcze ostatni raz obejrzała się za nim. Z uśmiechem na twarzy pomyślała.

*Wiedziałam, że potrafisz wypowiedzieć to poprawnie.  (Basia)*

 Następnego dnia w szkole dziewczyny przeżywały wczorajszy dzień. Opowiadały sobie nawzajem to co przeżywały wraz z swoimi biasami. Kinga i Zuza nie mogły w to uwierzyć, że Basia umówiła się na kolację z Sunggju.
- To wcale nie była randka. Ile ja mam wam to mówić? Nic nie dociera do tych waszych małych główek?!
- Więc, jak chcesz nazwać tą waszą kolację? - zapytała Kinga.
- Zwykłym spotkaniem.
- Tak, jasne. Gdyby to nie była randka, to nie dałby ci swojego numeru - powiedziała Zuza.
-No, coś w tym jest - rzekła Kinga.
- Dziewczyny, przestańcie.
- A jak zawsze swoje... A właśnie! Kinga. Jak tam z twoim Baro? Nadal uważacie za swoją psychopatkę? - zapytała żartobliwie Zuza przez co wraz z Basią zaczęły się z tego śmiać.
- Przestańcie! To wcale nie jest zabawne! - spuściła wzrok wbijając go w podłogę z smutku - Nie wiem co mam robić - rzekła smutna - Nie chcę, żeby tak o mnie myślał.
- Oj Kindzia - powiedziała skruszonym głosem Zuzia.
- Nie przejmuj się tym. Przecież to nie twoja wina, że tak cię potraktował - dodała Basia.
- Wiem co zrobię! Dzisiaj jest fansing w centrum B1A4, prawda? Wystarczy, jak uda mi się wylosować wejściówkę. Kiedy do niego podejdę z płytą przeproszę go za wszystko i wytłumaczę mu jak jest naprawdę.
- To dobry plan,ale...
- Wiesz jak trudno jest wylosować taką wejściówkę? - Dodała Zuza.
- To musi się udać! - krzyknęła podekscytowana i pobiegła w stronę klasy po swoje rzeczy.

 Po lekcjach Kinga udała się na fansing B1A4. Weszła do budynku i podeszła do stolika z głosami. Wypełniła kartę i włożyła ją to czerwonego kartonu. Zapłaciła odpowiednią sumę za wstęp i usiadła na fotelu. Za godzinę miała być wywieszona lista z nazwiskami osób, które będą mogły podejść do swoich idoli. Reszta osób, które przybyły na to spotkanie, ale nie udało im się, również mogły wejść na salę, ale mogły jedynie podziwiać swoich piosenkarzy z daleka. Po godzinie oczekiwania przybyła kobieta zawieszając listę. Wszystkie rozszalałe fanki podbiegły do plakatu. Kinga nie mogąc się dostać do listu prześlizgał się pomiędzy Koreankami czołgając się po podłodze między ich nogami. Kiedy w końcu udało jej się dostać do odpowiedniej ściany wstała, otrzepała ubrania i zaczęła siebie szukać. Na szczęście udało się. Znalazła swoje nazwisko na końcu listy. Szczęśliwa zaczęła podskakiwać z radości i szybko podbiegła do ochroniarza, który wpuszczał fanów z listy osobnym wejściem. Pokazała mu swój dowód, a ten wyszukał jej nazwiska z listy, którą miał przy sobie wpuszczając ją. Szybko podbiegła do kolejki, bo kto pierwszy ten lepszy. Jakieś pół godziny wystała się w kolejce,by w końcu móc do nich podejść. Podchodziła do każdego z nich z uśmiechem na twarzy. Zamówiła z nimi parę słów grzecznie czekając na podpisanie płyty. Baro siedział na końcu stolika machając do fanek, które stały dalej za barierką. Zanim do niego podeszła wzięła głęboki oddech i stanęła przed nim. Piosenkarz od razu rozpoznał ją i pierwsze co powiedział, a raczej krzyknął to było słowo ,,Ochrona!". Polka nie mogąc uwierzyć w to co się właśnie dzieje zobaczyła ochroniarza, który miał zamiar ją z tamtą zabrać.
- Nie! Poczekaj! Oppa! Musisz mnie wysłuchać! To nie jest tak jak myślisz! Oppa! - ochroniarz wyrzucił ją z budynku. Dobijała się do drzwi, ale to nic nie pomogło.
- No nie mogę z tym gościem! Co za wstyd! Jaki on jest niemożliwy! Co za kretyn! Taką głupią osobą to trzeba się już urodzić! Nic tu po mnie! - włożyła rękę do kieszeni - Zaraz... gdzie mój album?! - przeszukiwała nerwowo wszystkie kieszenie
* Musiałam ją zostawić na stoliku, kiedy mnie ochroniarz wyniósł. Muszę ją odzyskać . (Kinga)*
 Polka wróciła się do budynku, ale już jej nie wpuścili na salę. Tłumaczyła ochroniarzom, że zostawiła tam swój album nawet próbowała tam wejść siłą, ale bez skutku. Jeden z nich powiedział, że odzyska go po fansing'u, kiedy B1A4 opuszczą budynek. Z niechęcią zgodziła się i wróciła z powrotem po dwóch godzinach. Zauważyła, że chłopcy wychodzą z budynku oprócz jednego z nich. Gong chan zapytał się pozostałych ,,Gdzie jest Baro?". Wszyscy zaczęli się rozglądać twierdząc, że trzeba go znaleźć. Menadżer zaczął ich uspokajać i kazał im wejść do pojazdy, a ochrona pójdzie go poszukać. Kinga weszła do środka i poprosiła o swój album.
- Niestety, ale nie znaleźliśmy na sali żadnego albumu.
- Jak to go nie znaleźliście?!
- Bardzo nam przykro - Kinga jeszcze bardziej się zdenerwowała.
*Pewnie nawet go nie szukali. Sama pójdę go znaleźć(Kinga)*

 Weszła na sale i szukała go w każdym możliwym miejscu przy stoliku. Nagle usłyszała jakieś krzyki za kulisami. Poszła w ich kierunku. Zobaczyła prze straszonego Baro przypartego do ściany przez saesang. Polka szybko podbiegła do nich taranując saesange. Złapała go za rękę i pobiegła ciągnąc go za sobą. Nie wyrywał się. Chyba nawet nie wiedział, kim jest dziewczyna, która go za sobą ciągnie. Kinga po drodze zauważyła jakieś otwarte drzwi. Wbiegła do środka razem z nich zamykając drzwi. Był to schowek woźnego. Przez małe pomieszczenie i mnóstwa rzeczy musieli stać naprzeciwko siebie bardzo blisko. Tak blisko,, że prawie dotykali się klatkami piersiowymi.
- To ty?!
- Ciii...! - rzuciła się na niego zakrywając mu usta. Nagle usłyszeli fanki za drzwiami. Obydwoje byli prze straszeni. W pewnym momencie głosy ucichły i wtedy Kinga wrzuciła się do swojego Oppy.
- Dobra... teraz zabiorę ręce, ale obiecaj, że nie będziesz krzyczeć, dobrze? - jedynie pokiwał głową na tak, lecz kiedy zabrała ręce zaczął krzyczeć.
- Pomocy!
- Zwariowałeś już do końca?! Chcesz żeby saesang nas znalazły tutaj?! - zakryła mu znów usta - A teraz milcz i mnie słuchaj!... Oppa, ja nie jestem taka sama jak tamte dziewczyny. Nie jestem żadną psychofanką, saesang, ani również zboczeńcem. Jestem twoją fanką, która wspiera B1A4 od samego początku. Nie chcę ci zrobić krzywdy. Chce tylko was chronić jak na prawdziwego fana przystało. Nie chcę, żebyś się mnie bał. Nawet nie masz powodu, żeby się mnie bać. Jeżeli przestraszyłam cię, to bardzo cię przepraszam za to - słuchając ją uważnie złapał ją za rękę i rzekł.
- A wtedy na koncercie, jak mnie goniłaś?
- Nie zrobiłabym tego, gdybyś nie wpadł w panikę i nie zaczął uciekać. Chciałam tylko z tobą porozmawiać i wyjaśnić wcześniejszą sytuację w parku... Przepraszam cię Opp.
- Nie, to ja powinienem cię przeprosić. Byłem tak przejęty saesang, że nawet nie zwróciłem uwagi na tych normalnych, prawdziwych fanów. Przestałem ich nawet już rozróżniać. Zachowałem się jak kretyn. Przepraszam.
- Rozumiem... Nie ma za co - uśmiechnęła się przez co odwzajemnił jej uśmiech. Po chwili zauważyli, że stoją od siebie w bardzo niebezpiecznej odległości oraz to, że prze cały ten czas trzymał ją za ręce. Baro zarumienił się i puścił jej ręce mówiąc.
- Może już stąd wyjdziemy?
- Pewnie. Wyję pierwsza. Sprawdzę czy już ich tam nie ma - otworzyła lekko drzwi i wychyliła się za nich - Czysto - wyszli na zewnątrz. Kinga odprowadziła bezpiecznie Baro pod budynek, gdzie czekali na niego chłopcy w aucie. Przez całą tą drogę rozmawiali i śmiali się z wcześniejszej sytuacji.
- A no właśnie! Zapomniałbym.
- O czym takim?
- To chyba należy do ciebie - wyciągnął mały przedmiot z torby.
- Mój album! - krzyknęła szczęśliwie.
- Zostawiłaś go na stole, kiedy...
- Taa...
- Głupio mi za to.
- I powidło - zażartowała.
- Wiesz, coś jeszcze na nim brakuje.
- Co takiego? - po chwili wciągnął z torby marker i podpisał się na opakowaniu płyty.
- Proszę bardzo.
- Dziękuję.
- Nie, to ja dziękuję. Jesteś świetna - te słowa wywołały u niej rumieńce. Baro nie wiedząc jak się z nią pożegnać przytulił ją szybko do siebie.
- No to na razie Kinga!
- Do zobaczenia Baro! - wsiadł do pojazdu. Nagle wychylił się przez okno i krzyknął.
- Skąd wiesz czy się jeszcze zobaczymy?!
- Spotkaliśmy się już trzy razy! Jestem tego pewna, że za czwartym razem znów się zobaczymy!
- Do zobaczenia Kinga!
- Do zobaczenia Oppa!