Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Infinite. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Infinite. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Infinite: Darkness Rozdział 13 THE END

 Ostatnio zastanawiałam się nad wieloma rzeczami. Minęło już sporo czasu od kąt przyjechałam z Zuzą do Korei. Pamiętam to, jakby to było wczoraj. Zuza pośpieszała mnie z pakowaniem się, żebyśmy się nie spóźniły na samolot. Pierwsze spotkanie z Kingą po 3 latach. Pierwszy dzień w nowej szkole.Pierwszy dzień w nowej pracy. Ciężko było tym bardziej, jak nie zna się języka.  Kto by pomyślał, że po tym minionym czasie Kinga zaręczy się z Baro, a Zuza zajdzie w ciąże z Woohyun'em. Cieszę się, e wszystko się dobrze ułożyło. Rodzice Baro zgodzili się na małżeństwo, a Woohyun nie opuścił Zuzy. Wokół mnie jest tyle szczęścia. Kinga już zaczęła planować ślub, a Zuza przez ostatni czas ogląda dziecięce ubranka.A co ze mną? Udało mi się poznać swojego biasa i sprawić, że mnie zauważył spośród wielu kobiet. Zaakceptował mnie taką jaką jestem i pokochał mimo wszystko. Straciłam go już raz i nie pozwolę na to, żeby to się powtórzyło. Dowiem się prawdy o nim i jego rodzinie. Chcę wiedzieć co się stało i gdzie był, kiedy zniknął.


  Nastąpił kolejny weekend. Basia jak za każdym razem, została w domu, kiedy przyjaciółki wymknęły się z domu z swoimi miłościami. Polka wzięła prysznic, po kremowała ciało i przebrała się w piżamę. Otworzyła okno, położyła się na swoim łóżku i zaczęła oglądać koreańskie dramy na laptopie. Mijały godziny, a Basia prawie zasypiała. Próbowała powstrzymać się i nie zamknąć oczu, ale to nie pomogło. Oczy jej same się zamknęły, jedynie dźwięk dramy jeszcze docierał do jej uszu. Nagle wszystko ucichło. Tą przeraźliwą ciszę przerwał męski szept:
- Basia - usłyszała. Otworzyła oczy i zobaczyła leżącego obok niej Sunggyu.
- Oppa? - zapytała. Uśmiechnął się i pogłaskał jej policzek. Chłopak leżał w pół mroku, lecz jego oczy wciąż można było dostrzec wśród ciemności.
- Zmęczona? -zapytał.
- N-nie - ziewnęła - Troszkę - stwierdziła po chwili ocierając oczy.
- Jak spędziłaś ostatnie dni?
- Nie uwierzysz co się wydarzyło.
- Zamieniam się w słuch.
- Baro oświadczył się Kindze.
- Naprawdę?
- Tak, ale to nie wszystko. Zuza i Woohyun będą mieć dziecko.
-Niesamowite - stwierdził nie odrywając od niej wzroku.
- Ale to też jeszcze nie wszystko.
- Jest jeszcze coś?
- Byłam u twoich rodziców - nagle jego uśmiech zszedł z jego twarzy.
- Że gdzie byłaś? -podniósł się.
- Pamiętasz, jak opowiadałeś mi gdzie mieszkają? Poszłam do nich. Poznałam twoją matkę. Miła z niej kobieta. Cieszyła się, że mnie w końcu poznała. Zaprosiła mnie na obiad na drugi dzień,więc poszłam i poznałam resztę twojej rodziny. Masz bardzo uprzejmych rodziców i zabawną siostrę.
- Cieszę się,że ich poznałaś i polubiliście się.
- Ja też. Twoja matka świetnie gotuje.
- Nie możesz więcej do nich przychodzić - powiedział z troską w głosie.
- Dlaczego? -usiadła obok niego.
- Bo nie.
- Bo nie?To nie jest odpowiedź.
- Po prostu nie chcę, żebyś do nich przychodziła. To bardziej skomplikowane niż myślisz. Nie zrozumiesz.
- Ale chce zrozumieć. Oppa... przecież wiesz, że mi możesz powiedzieć o wszystkim. Powiedz mi,czy to jest związane z twoim znaniem na biodrze?
-Skąd o tym wiesz?! -spanikował odwracając się do niej plecami.
- Widziałam... złożyli cię w ofierze?... twoi rodzice? - zapytała dotykając jego ramienia.
-Przepraszam... że ci wcześniej o tym nie powiedziałem. Bałam się twojej reakcji.
- Nie potrzebnie.Nie ważne co się dzieje. Ja zawsze będę przy tobie oppa - odwrócił się do niej. Spojrzeli sobie w oczy.
- Jestem satanistą.
-Wiem.
- Przepraszam - przytulił ją do siebie. Dziewczyna odwzajemniła uścisk.
- Powiedz mi... ty żyjesz... prawda? - zapytała się nerwowo wyszeptując mu słowa do ucha. Piosenkarz nic nie odpowiedział. Jedynie spojrzał się jej w oczy - Żyjesz? - powtórzyła głośniej.
- Jak inaczej stałbym teraz przed tobą? Przecież nie jestem duchem.
- Jesteś... demonem.
- Nie mów tak.
- Ale to prawda, mam racje? - wziął głęboki oddech i przytulił ją do siebie.
- Kocham cię - wyszeptał.
- Ja ciebie też kocham.
- Będziesz przy mnie pomimo wszystko?
- Tak oppa... chcę być przy tobie.
- Na zawsze?
- Po wieki.
- Pamiętaj,że cokolwiek by się stało, ja wrócę po ciebie.
- Jak to wrócę? O czym ty mówisz? Nie mogę cię znowu stracić.
- I nie stracisz mnie. Już nigdy. Zawsze będziemy razem. Zawszę będę za tobą podążał. To tylko z twojego powodu, ja wciąż mogę istnieć w miejscach w których mnie już nie powinno być.
-Obiecaj mi... obiecaj, że mimo wszystko będziemy razem... na zawsze.
-Obiecuję ci - spłynęła mu łza po policzku. Pocałował ją w czoło przez co zamknęła oczy. Gdy je otworzyła, jego już przy niej nie było. Tej nocy znów wróciły jej koszmary. Ciemny i opuszczony parking. Miejsce przed którym zaginął Sunggyu. Nie mogąc spać po nocach znowu wróciła do swoich tabletek z przepisu psychologa. Dziewczyny zauważyły, że ich przyjaciółka wróciła do leków. Przejęte tym zaczęły z nią rozmawiać w kuchni.
- Basia, wszystko w porządku? - zapytała Kinga.
- Tak, dlaczego pytasz?
- Znowu wróciłaś do leków - powiedziała Zuza.
- Tak, to prawda. Wróciły mi koszmary, ale to nic. Nie przejmujcie się mną.
- Myślę, że to przez to, że ja wychodzę za maż, a Zuza zaszła w ciążę - rzekła Kinga.
- Sądzisz, że jestem zazdrosna?
-To nie tak, ale u nas, można powiedzieć, że zaczął się nowy etap w życiu, a ty...
- A ty przez to przypomniałaś sobie o Sunggyu i koszmary wróciły - wtrąciła Zuza- Nie chcemy, żebyś znowu przez to przechodziła. Rozumiem, że ostatnio wiele się stało, ale proszę cię... nie zamykaj się w sobie. Nie tym razem.
- Potrzebujemy cię.
- Wiem... a ja potrzebuje was. Nie martwcie się o mnie.Teraz najważniejszy jest ślub i dziecko. Ja dam sobie radę - uśmiechnęła się - Jutro idę do lekarza więc poproszę ją o silniejsze leki i wszystko będzie dobrze - następnego dnia po południu, Basia udała się do lekarza i zaczęła z nią rozmawiać o swoich koszmarach które wróciły.
- Więc, śni ci się cały czas jeden i ten sam sen?
- Tak,cały czas ten podziemny parking.
- Czy boisz się tego snu?
- Tak i to bardzo.
- A co odczuwasz podczas tego snu? Jakie masz obawy?
- Boje się tego co w nim jest. Tej... ciemności.
- Boisz się ciemności?
- Nie, jedynie tego miejsca.
- Wiesz, proponuje ci, żebyś pokonała swój strach.
- To znaczy?
- Żeby twoje koszmary zniknęły, musisz udać się w tamto miejsce i wejść do tego parkingu. Musisz zobaczyć co jest w środku, żeby przekonać się, że nie masz się tak naprawę czego bać, a koszmary same znikną.
- Dobrze, tak zrobię.
- Więc do tego czasu nic nie przypisuje. Proszę wróć do mnie za tydzień i opowiesz mi o swoich przeżyciach.
- Dobrze,dziękuj pani bardzo. Do widzenia.
- Do zobaczenia za tydzień - Basia wyszła z przychodni i udała się w tamto miejsce. Stanęła w miejscu w którym stała tamtej nocy wraz z Sunggyu.  Doskonale przypomniała sobie tamtejszy dzień. Odwróciła się i spojrzała się w głąb ciemnego, starego parkingu podziemnego. Przełknęła głośno ślinę i wzięła oddech. Ruszyła przed siebie. Idąc powolnymi krokami zmierzała w głąb ciemności. Kiedy już prawie była w środku opętał ją strach i wybiegła z środka. Biegła tak szybko i bezmyślnie, że przewróciła się. Obolała podniosła się na rękach i zaczęła głośno oddychać. Odwróciła głowę do tyłu i przestraszona tym widokiem uciekła do domu. Postanowiła, że wróci do biegania i może w ten sposób przewalczy strach i wejdzie do środka. Przebiegała codziennie obok tego miejsca, lecz za każdym razem oplata ją strach i uciekała. W końcu postanowiła, że uda się w to miejsce z dziewczynami.
- To tutaj - Basia wskazała dziewczyną miejsce.
- Więc to miejsce śni ci się po nocach? - zapytała Kinga.
- Tak.
- Powiedziała, że jak wejdziesz do środka i przewalczysz swój strach to koszmary miną, ale ty nie masz odwagi tam wejść? - zapytała Zuza.
- Zgadza się.
- Wejdźmy tam razem - rzekła Kinga.
-Tak, zróbmy to razem - powiedziała Zuza - Razem pomożemy ci przewalczyć strach - obydwie chwyciły dłonie przyjaciółki. Polka wzięła głęboki oddech i powolnym krokiem zmierzyły ku ciemności. Nagle Basia powiedziała:
- Nie, ja... idę sama.
- Sama?Jesteś tego pewna? -zapytała Kinga.
- Tak, muszę to zrobić sama. Inaczej koszmary nie miną. Wy dałyście mi siłę, żebym tam weszła.
- Dasz radę. Zobaczysz, że to nie takie straszne.W końcu co tam możesz takiego zobaczyć? - zapytała żartobliwie Zuza. Basia zostawiła dziewczyny, zamknęła oczy i weszła w dół. Szła i szła, aż w końcu otworzyła oczy. Była już pod ziemią. Odwróciła się do tyłu, ale przez ciemność nie było widać nikogo.
- Basia! I jak?! - zapytała Kinga.
-Jesteś tam?! Nie widzimy cię!
- Tak, jestem! Wszystko w porządku! Pójdę się rozejrzeć! - dziewczyna objęła swym wzrokiem cały parking. Była zaniedbany i ciemny. Ulica nieco popękana, a  w niektórych miejscach żarówki nie świeciły, lecz nie było tak źle. Basia zrobiła nie pewnie kilka kroków na przód. Po chwili przebiegł jej między nogami czarny kot. Przestraszona krzyknęła. Widząc, że to tylko kot odetchnęła z ulgą. Zobaczyła,że kot pobiegł w najciemniejsze miejsce. Zniknął za metalowym ogrodzeniem. Zainteresowana, ale i nieco przestraszona poszła za kotem by sprawdzić co te tajemnicze miejsce skrywa. Podeszła do ogrodzenia i przeszła przez urwaną dziurę na dole. Prześlizgnęła się dołem i weszła w głąb ciemności. Nagle poczuła okropny odór stęchlizny. Zobaczyła stertę kartonów i potarganych ubrań które oświetlała jednie jedna żarówka, która migotała. Na ścianie zobaczyła namalowany, czerwony pentagram. Smród był nie do zniesienia. W pewnej chwili zobaczyła tego samego, czarnego kota, który coś wygrzebywał spod kartonu. Dziewczyna zatykając nos i usta podeszła w to miejsce i podniosła karton do góry. W tym momencie zaniemówiła. Zobaczyła zakrwawioną, męską rękę z tym samym wisiorkiem, którą miał Sunggyu. Przerażona zaczęła się cofać i przewróciła się na brudną podłogę. Patrzyła się na tą stertę kartonów i przeróżnych materiałów wiedząc, że pod nimi leży martwy, rozkładający się Sunggyu. Po chwili smród stęchlizny i rozkładającego się mięsa zmienił się w słodki, przyjemny zapach wanilii.
- Basia - usłyszała męski szept znikąd - Nie powinno cię tutaj być - usłyszała wyraźnie za swoimi plecami. Przerażona odwróciła się i zobaczyła stojącego za nią w ciemności mężczyznę z zakrwawioną ręką z której kapała jeszcze krew. Odwróciła głowę z powrotem na rękę za sobą której już tam nie było. Zaczęła krzyczeć po czym straciła przytomność.

Ostre światła rażące w oczy, białe ściany jak z horroru, metolowe łóżko od którego bolą mięśnie. Te ciche pikanie urządzeń i kapiąca woda w zepsutym kranie. Tak, jestem w szpitalu. Znowu. W tym samym pokoju, leżąc na tym samym starym łóżku. Jest lepiej niż ostatnim razem, kiedy tutaj trafiłam. Krew, siniaki, bandaże...Kto by pomyślał, że trafię tutaj kolejny raz przez tą samą osobę? Nie obwiniam tej osoby... bo niczego nie żałuje. Ludzie mają rację. Korea Południowa potrafi zmienić życie człowieka na zawsze.

Minęło już sporo czasu od tamtej chwili w tamtym przerażającym parkingu. A tak właściwie minął już okrągły rok. Tym razem kiedy przechodzę obok tamtego miejsca widzę już odnowiony parking z którego wyjeżdżają samochody. Kinga i Baro wzięli ślub.Był naprawdę piękny. Pełno czerwonych róż i białych świec. Kinga wyglądała wtedy ślicznie w tej białej, ślubnej sukni. I ten piękny moment, kiedy ksiądz powiedział "Możesz już pocałować pannę młodą", Baro odchylił biały, koronkowy welon z jej twarzy i pocałował ją. Miesiąc miodowy spędzili na wyspie Jeju i kupili duży,bogaty dom za miastem, a Kinga poszła na studia. Zuza urodziła zdrowego syna. Zaczęła rodzić w pobliskim parku. Gdy rodziła w szpitalu Woohyun był przy niej na sali porodowej. Z bólu wyzywała go i wykecała rękę. Gdy maluch już wychodził na świat Woohyun zemdlał. Kupili sobie świetny apartament w centrum Seulu z pięknym widokiem na miasto. A co u mnie? Wyprowadziłam się i wynajęłam sobie pokój u pewnej starej kobiety za miastem. Wciąż pracuję u ojca Kingi i będę właśnie kończyła szkołę. Od tamtego wydarzenia przestałam mieć koszmary, a Sunggyu już więcej do mnie nie przyszedł. Pogodziłam się z tym i przestałam nawet otwierać mu okno w nocy. Postanowiłam,że zacznę wszystko od nowa. Po liceum pójdę na studia i podejmę inną pracę.Pomimo, że minął już rok wciąż pamiętam słowa Sunggyu. Pamiętam, jak mówił, że kocha mnie i nie ważne co by się stało wróci po mnie. W końcu obiecał mi, że będziemy razem... 
na zawsze.

Nadszedł grudzień. Na dworze robiło się coraz zimniej,a całe miasto przykrył biały, gruby śnieg. Pewnego zimowego wieczoru Basia kończyła pracę. Ubrała się ciepło, pożegnała z wszystkimi i wyszła z budynku tylnymi drzwiami. Tego wieczoru było wyjątkowo przyjemnie. Nie wiał zimny wiatr. Jedynie padał powoli biały śnieg. Idąc w stronę przystanku Basia poczuła coś czego wcześniej nie czuła. Zapach, który zniknął z jej życia. Słodki zapach który utworzył się znikąd na środku zimowej ulicy. Był to słodki, intensywny zapach wanilii. Usłyszała jak ktoś za nią stoi. Zatrzymała się i z radością zaciągnęła się cudnym zapachem. Nie odwracając się jedynie rzekła:
- Wróciłeś... tak jak obiecałeś - uśmiechnięta odwróciła głowę do tyłu po czym zniknęła bez śladu.
Już na zawsze.








***************
Jak się podoba?
Wybaczcie, ale nie było mnie w weekend w domu w dodatku babcia zabrała mi laptopa i nie miałam jak pisać.Więc jest małe opóźnienie. Jutro oczekujcie "Dziewczynę Gangstera".

poniedziałek, 28 lipca 2014

Infinite: Darkness Rozdział 12

 Następnego dnia, Zuza zdenerwowana zeszła na dól do kuchni, gdzie dziewczyny jadły śniadanie.
- Ja zaraz zwariuje!
- Poznałaś już rodziców Baro?
- Nie, jeszcze nie. Ale kiedy wracaliśmy mówił, że w tym tygodniu do nich pojedziemy i mnie ich przedstawi.
- To fajnie.
- Nie wiesz nawet jak się cieszę.
- Nie wątpię - rozmawiały dalej nie zwracając uwagi na przyjaciółkę. Zuza wyciągnęła sobie miskę i zrobiła płatki z mlekiem. Usiadła do dziewczyn i zaczęła jeść. Kiedy skończyła zrobiła sobie drugą porcję.
- Będziesz jeszcze jeść? - zapytała zaskoczona Kinga.
- Tak, żałujesz mi?
- Nie, nie, no co ty. Po prostu mnie to zdziwiło.
- Jestem głodna - wymamrotała - Okres mi się zbliża i jestem głodna.
- To jeszcze nie masz? - zapytała Basia.
- Nie, spóźnia mi się - zaskoczone dziewczyny spojrzały się na siebie i wybuchły śmiechem.
- Co?... Co? Z czego się śmiejecie?
- Z niczego - odpowiedziała Kinga.
- Tak po prostu się zaśmiałyśmy. Już nam nie wolno się śmiać? - zapytała Basia. Polka szybko zjadła i poszły do szkoły. Kilka godzin później podczas drugiego śniadania dziewczyny usiadły razem przy jednej ławce. Każda z nich wyciągnęła swoje pudełko śniadaniowe z plecaka. Nagle Zuza wyciągnęła dużą kanapkę z warzywami,dużymi plastrami mięsa i musztardą. Do tego wyciągnęła średni jogurt truskawkowy. Obydwie spojrzały się przerażone.
- Myślałam ,że się odchudzasz - rzekła Kinga.
- Będziesz mi wypominać co jem?
- No nie, ale to nie dziwne powiązanie? Kapaka z mięsem i musztardą plus jogurt?
- Jeszcze ogórki mam. Kiszonee~
- Ogórki? - ugryzła ogórek po czym zjadła łyżeczkę jogurtu. Zuza spojrzała się na dziewczyny.
- Chcecie ogórka?
- Boże nie! - krzyknęły w tym samym czasie z obrzydzeniem. Resztę dnia Zuza jadła dosyć dużo. Po szkole zjadła dwa razy obiad, później czekoladowego batona i dwa pączki, a następnego dnia w nocy Basia usłyszała trzaskanie się w kuchni. Zdziwiona i lekko przestraszona zeszła na dół sprawdzić kto tak hałasuje. Zaczajona zerknęła do środka. Zobaczyła siedzącą na podłodze przed otwartą lodówką Zuzę, która wyjadała resztki z dzisiejszego obiadu. Dwa dni później Baro ubrany w garnitur przyjechał po Kingę i pojechali razem do restauracji na spotkanie z jego rodzicami. GDY zajechali na miejsce ujrzała dużą, bogatą i wykwintną restaurację. Ubrana w kwiecistą sukienkę i delikatnie pomalowana weszła do środka, a tuż za nią Baro. Raper specjalnie wybrał to miejsce, by fani nie mieli wstępu do środka, ani też ich nie podglądali przez okna. Podeszli razem do stolika przy którym już czekali jego rodzice. Na widok dziewczyny byli lekko zdziwieni, że ich przyszła synowa nie jest Koreanką, ale cieszyli się, że przynajmniej jest ładna.
- Przepraszam, że dopiero teraz przyjechaliśmy, ale straszne orki na ulicach - wyjaśnił.
- Nic nie szkodzi kochanie - pocieszyła go matka.
- Mamo, tato. Chciałbym wam przedstawić moją dziewczynę o której już wam opowiadałem. To jest Kinga.
- Dzień dobry państwu. Bardzo mi miło państwa poznać - uśmiechnęła się.
- Nam również miło cię poznać.
- Witaj Kingo - przywitał ją ojciec - przysiedli się do nich.
- Mamo, tato. Ja i Kinga chodzimy razem półtora roku i... chcemy się pobrać.
- Pobrać? - zapytał zaskoczony.
- Jak to się pobrać?
- Ja i Kinga bardzo się kochamy i nie potrafimy żyć bez siebie. Dlatego chcemy wsiąść ślub. Ostatnio uświadczyłem się jej i zgodziła się.
- Jesteście jeszcze tacy młodzi. Tyle życia przed wami. Czy na pewno jesteście pewni tego co chcecie zrobić? - zapytał zaniepokojony ojciec.
- Jesteś w ciąży? - zapytała matka.
- N-nie. Oczywiście, że nie.
- Mieszkasz sama?
- U przyjaciółki.
- Pracujesz?
- Jeszcze nie. Właśnie będę kończyła szkołę?
- Jesteś licealistą?
- T-tak.
- Masz jakieś plany na przyszłość? Studia? Własna działalność?
- Nie myślałam jeszcze nad czymś tak na poważnie, ale chcę iść na studia.
- Jakie?
- Rachunkowość i zarządzanie.
- I wy chcecie wsiąść ślub?
- Wiem ,jak to może wyglądać, ale damy sobie radę. Kinga pójdzie na studia, a ja będę nadal idolem - wyjaśnił.
- No właśnie... a co dalej z twoją karierą po ślubie? - zapytał ojciec.
- Dalej będę w zespole, ale będziemy to trzymać w tajemnicy.
- W tajemnicy?
- Tak. Dla dobra zespołu. Wyjawię to dopiero... za kilka lat.
- Wstydzisz się jej?
- Co? Nie, to nie tak. Ja...
- Sunwoo chodzi o to, że kiedy fanki dowiedzą się, że ma żonę mogą go znienawidzić za to i odwrócą się od niego. No bo w końcu każda fanka marzy, żeby wyjść za mąż za swojego idola, prawda? Wierzę, że damy radę. Niektóre sławne osoby wyjawiają swój wiązek dopiero po siedmiu latach. Myślę, że to nie będzie problem. My... naprawdę się kochamy - rodzice spojrzeli się na siebie.
- No cóż... nie możemy wam zabronić ślubu - rzekną ojciec.
- Pomożemy wam przy tym.
- Dołożymy pieniądze. Pomożemy z wybraniem lokalu, dekoracji, orkiestry. Oczywiście, jeżeli tego będziecie chcieli.
- Z chcęcią skorzystamy z waszej pomocy - powiedział.
- Bardzo chciałabym z tobą pójść wybrać sukienkę.
- Też bym tego bardzo chciała - uśmiechnęła się. Resztę wieczoru rozmawiali o ślubie oraz swoich rodzinach. Ta rozmowa bardzo ich związała ze sobą. Tym czasem Zuza cały czas jadła i chodziła głodna. Dwa tygodnie później dziewczyny usłyszały krzyk Zuzy z pokoju. Przestraszone szybko do niej pobiegły.
- Co się stało?!
- Spodnie... nie mieszczę się. Nie mieszczę się w spodnie! - stała próbując zapiąć guzik - Przecież jeszcze nie dawno zapinałam się w nich. Co jest?
- Może przytyłaś? - zapytała Kinga.
- Nie mów tak nawet! Włożę inne - szybko je ściągnęła i wyciągnęła drugie, które zatrzymały się na udach.
- Aaaaaaa! - zaczęła płakać - Przytyyyyłaaaam!
- Dziwisz się? Ostatnio cały czas się obżerasz. Jesz nawet w nocy - powiedziała Kinga.
- Zamknij się!
- Masz okres? - zapytała Basia.
- Co?
- Pytam czy masz okres.
- Jeszcze nie. A co? - Basia zeszła na dół.
- Co ona robi? - włożyła buty i weszła z domu. Przeszła się do najbliższej apteki i to ci miała kupić. Gdy wróciła, rzuciła butami i biegła na górę.
- Masz - wręczyła jej do ręki.
- Co to jest?
- Test ciążowy.
- Test ciążowy? Żartujesz sobie? Nie jestem w ciąży.
- Powiedz mi, kiedy ostatni raz uprawiałaś seks z Woohyun'em.
- Przecież się zabezpieczamy... Zaraz... - coś sobie przypomniała i szybko pobiegła do łazienki. Wyciągnęła test z opakowania i przeczytała instrukcję. Dziewczyny czekały na nią na dole w salonie. Dziesięć minut później, Zuza przyszła do dziewczyn.
- Zrobiłam test.
- I co? - zapytała zaciekawiona Kinga.
- Jestem w ciąży - zaśmiała się - Co ja teraz zrobię?
- Nie martw się. Wszystko będzie dobrze - uspokajała ją Basia.
- A co jak on nie będzie chciał tego dziecka?
- Nawet tak nie mów. Musisz z nim porozmawiać - rzekła Kinga. Zuza rozpłakała się nie wiedząc co z sobą zrobić - Jeżeli chcesz to zawiozę cię juro z Sunwoo'em.
- Dziękuję - następnego dnia po szkole Kinga i Baro zawieźli Zuzę do wytwórni INFINITE.
- Na pewno chcesz iść tam sama?
- Tak.
- Dobrze, poczekamy na ciebie tutaj - przytaknęła i weszła do środka. Podeszła do recepcji i zapytała.
- Dzień dobry. Chciałabym się dowiedzieć, gdzie mogę znaleźć Infinite.
- Dzień dobry. Pani umówiona?
- N-nie... muszę zobaczyć się z Woohyun'em.
- Przepraszam, ale nie mogę panią wpuścić do środka.
- Dlaczego? My się znamy.
- Przykro mi. Musi pani stąd wyjść. Do widzenia.
- Ale ja...
- Do widzenia - zdenerwowana wyszła z budynku i podeszła do auta.
- I jak? - zapytał raper.
- Nie chcą mnie wpuścić.
- Poczekaj, ja się tym zajmę.
- Co chcesz zrobić? - zapytała Kinga.
- Zobaczysz. Chodź - cała ich trójka weszła do środka i podeszli do recepcji. Tym razem Baro mówił.
- Dzień dobry. Jestem Baro z B1A4, zna pani może?
- T-tak, znam, ale...
- To fajnie. Chciałbym spotkać się z Infinite. Jestem dobrym przyjacielem Woohyun'a.
- D-dobrze. Już panu pokazuję drogę. A te panie?
- Są ze mną.
- Dobrze, proszę za mną - weszli do windy i wjechali na drugie piętro. Minęli kilka drzwi i trafili do sali ćwiczeń - Tutaj są.
- Dziękuję pani bardzo. Do widzenia.
- Ale ja...
- Do widzenia! - krzyknęła wyganiając kobietę Zuza.
- Dobra, jesteś gotowa? - zapytał.
- Tak.
- Więc głęboki wdech i wchodź - jak powiedział tak zrobiła. Wzięła głęboki wdech i weszła do środka.
- Cześć chłopaki~
- O! Zuza! - zawołał Hoya.
- Cześć Zuza! Co u ciebie? - zapytał Dongwoo.
- A wszystko w porządku. A co u was?
- Jakoś leci. Co ty tutaj robisz? - zapytał L.
- Jest Woohyun? Muszę z nim poważnie porozmawiać.
- Jest w szatni. Przebiera się.
- Ok, dzięki - Zuza weszła do męskiej szatni w której był tylko Woohyun - Cześć skarbie - przywitała się nerwowo.
- O! Cześć skarbie. Co ty tutaj robisz? - zapytał całując ją w usta.
- Muszę z tobą porozmawiać. Siadaj - usiedli.
- Coś się stało?
- Pamiętasz może tamta noc, jak nie kupiłeś gumek? Wtedy u ciebie w pokoju.
- Tak pamiętam.
- Nie mam okresu.
- Co?
- Zrobiłam sobie wczoraj test ciążowy.
- Co?!
- Będziemy mieli dziecko.
- Że co?! - wstał przerażony łapiąc się za głowę - Żartujesz?
- Czy ja wyglądam, żebym sobie żartowała?
- O boże! - zaczął chodzić nerwowo po szatni. Polka widząc jego reakcję siedziała bojąc się, że ją zostawi.
- Jak to mogło się stać?
- Nie patrz się tak na mnie. Sama sobie dziecka nie zrobiłam.
- Czyli to moja wina?
- Tego nie powiedziałam.
- Świetnie... Po prostu świetnie!
- Woohyun? Wszystko w po...?
- Muszę się nad tym wszystkim teraz zastanowić.
- Zastanowić?
- Pomyśleć. Przemyśleć wszystko.
- Co masz na myśli?... Nie chcesz naszego dziecka?! Chcesz mnie teraz tak po prostu zostawić?!... Nie wierzę. Nie mogę w to uwierzyć, że jesteś takim zakłamanym tchórzem! Myślałam, że mnie kochasz.
- Bo cię kocham, ale...
- Ale co? Dziecko ci przeszkadza? Boisz się obowiązków jako ojciec? Odpowiedzialności? To masz na myśli?! - nic nie powiedział.
- Dasz mi po prostu czas, bym to wszystko przemyślał?!
- Proszę bardzo! Masz czasu pod dostatkiem! ... Nie przyjeżdżaj do mnie, nawet do mnie nie dzwoń, rozumiesz?! Nie chce cię widzieć! - zapłakana wybiegła z szatni. Cała rozmowę słyszeli wszyscy z zespołu. Zuzia wybiegła z sali i biegła przed siebie.
- Zuza! - krzyknęła Kinga, lecz ta nie słuchała tylko biegła dalej - Poczekaj tutaj. Zuza! - pobiegła za przyjaciółką, która siedziała na końcu korytarza na podłodze. Kinga ojąc się najgorszego podbiegła do dziewczyny i usiadła naprzeciwko niej.
- Zuza, co się stało? Dlaczego płaczesz?
- On nie chce tego dziecka.
- Jak to?! Co powiedział?
- Powiedział... powiedział, że musi to wszystko przemyśleć. Był przerażony. Nawet nie starał się mnie zatrzymać.
- O boże, Zuza. Chodź do mnie - przytuliła ją do siebie - Nie płacz już. Nie warto. Wszystko będzie dobrze.
- Dobrze? Już nic nie będzie dobrze. On mnie zostawił - przez kolejne trzy dni Woohyun nawet do niej nie zadzwonił, a ona płakała. Dziewczyną było bardzo szkoda Zuzy, ale obiecały jej, że pomogą jej przy dziecku. Czwartego dnia ktoś zapukał do drzwi. Zuza otworzyła i zobaczyła w drzwiach stojącego Woohyun'a.
- Cześć skarbie.
- Co ty tutaj robisz?
- Chcę z tobą porozmawiać.
- Nie mamy o czym rozmawiać. Czekają cię wysokie alimenty.
- Poczekaj! Daj mi powiedzieć. To ważne. Ostatnio dużo nad tym myślałem.
- I?
- Kiedy mi o tym powiedziałaś byłem przerażony. Nie wiedziałem co robić, nie wiedziałem czego tak naprawę chcę. Teraz już wiem czego najbardziej potrzebuję. Potrzebuję ciebie. Kocham cię najmocniej na świecie... i nasze dziecko. Chcę być ojcem naszego dziecka. Nigdy was nie opuszczę.
- Obiecujesz?
- Obiecuję.
- Pabo! - rzuciła mu się w ramiona dając mu słodkiego całusa.

niedziela, 27 lipca 2014

Infinite: Darkness Rozdział 11

- Nie... nie,nie,nie. To nie może być prawda - mówiła do siebie - Dobra, zobaczmy co tutaj jest napisane... Ten specyficzny znak na ciele człowiek jest częstym zjawiskiem ofiar złożonych w ofierze. Na znakowane w ten sposób osoby są ugryzione przez szatana. Ofiary znikają bez wieści by po śmierci oddając duszę szatanowi stanąć się posłusznym mu demonem. Przemieszczają się w miejscach publicznych nie zwracają na siebie uwagi, gdyż nie różnią się niczym od zwykłego śmiertelnika. Rozpoznać je można po piętnie zostawionym na ciele jeszcze za życia. Coraz częstszym przypadkiem ofiar stają się ludzie przynależących  do sekty lub sataniści - poniżej wyczytanego tekstu ujrzała zdjęcia napiętnowanych ludzi - To straszne - wyszeptała wstrząśnięta zdjęciami - Jak to w ogóle może być możliwe? - następnego dnia po szkole, Basia udała się do domu rodziny Sunggyu. Dom ten był umieszczony na przedmieściu. Dwu piętrowy, skromny domek ogrodzony kamiennym, niskim płotem. Wzięła głęboki wdech i zadzwoniła domofonem. Za firanki wyjrzała starsza kobieta. Spojrzała się na Polkę i schowała się z powrotem. Po chwili drewniane drzwi wejściowe otworzył się, a w nich stanęła kobieta.
- Dzień dobry. Słucham?
- Dzień dobry. Mam na imię Basia i jestem dziewczyną pani syna.
- Basia?
- Tak, niestety nie miałyśmy jeszcze możliwości się poznać.
- Wejdź do środka - dziewczyna weszła do wnętrza domu. Ściągnęła buty i usiadła w salonie.
- Widzę, że dopiero wróciłaś ze szkoły. Jesteś głodna? Może chcesz się czegoś napić?
- Nie, dziękuję. Szklanka wody wystarczy - po chwili z kuchni wróciła matka Sunggy'ego i wręczyła dziewczynie szklankę z wodą. Basia upiła łyk i podziękowała.
- Skąd wiedziałaś, gdzie mieszkam?
- Oppa mi kiedyś mówił. Sama pani tu mieszka?
- Nie, z mężem. Jesteś zupełnie taka sama, jaką mi Sunggyu ciebie przedstawiał. Dużo mi o tobie opowiadał.
- Naprawdę?
- Tak. Mówił, że jesteś bardzo ładna, inteligentna, skromna, pogodna. Często o tobie mówił, kiedy tutaj przychodził. Bardzo chciałam cię poznać.
- Ja panią równierz. Sunggyu oppa wspominał, byśmy razem państwa odwiedzili. Mieliśmy już taki zamiar, lecz... potoczyło się inaczej.
- Jak się z tym czujesz?
- Źle, okropnie... nie potrafiłam się z tego odsząść. Bardzo za nim tęsknię. A pani jak to przechodzi?
- Po zaginięciu Sunggyu przepłakałam wiele nocy. Nie mogłam jeść, ani spać. Cały czas myślałam tylko o nim. Co się z nim stało, czy żyje, gdzie teraz jest i co robi, czy jest zdrowy i bezpieczny. Ten rok był dla mnie katuszą. Codziennie czekam w domu na jego powrót. Cały czas mi się wydaje, że zaraz wejdzie drzwiami cały zdrowy i bezpieczny. Nawet podczas nakrycia stoły przynoszę dodatkowy, pusty talerz, że gdy wróci to na pewno będzie głodny i zje razem z nami obiad czy kolację. Ja również bardzo za nim tęsknię, ale obie musimy być przy dobrej nadziei i żyć dalej. Chodź to nie takie łatwe, prawda?
- Niestety.
- Cieszę się, że w końcu postanowiłaś nas odwiedzić. Wreszcie mogłam cię poznać.
- Ja również się cieszę.
- Mam nadzieję, że częściej będziesz nas odwiedzać i poznasz resztę naszej rodziny.
- Też mam taką nadzieję - uśmiechnęła się. Resztę dnia spędziła z matką Sunggyu. Rozmawiały i śmiały się cały dzień. Basia dowiedziała się więcej o rodzinie chłopaka, jaki był za czasów szkolnych, jakim był dzieckiem, oglądały wspólnie stare zdjęcia. W zamian Polka opowiedziała więcej o sobie. Mówiła o swojej pracy, szkole, rodzinie, przyjaciółkach, jak poznała się z Sunggyu i jak to się stało, że zaczęli być razem. Dzień spędzony na rozmowach sprawił, że polubiły się i stworzyły między sobą więź. Gdy nastąpił wieczór, Basia zaczęła zbierać się do wyjścia.
- Może przyjdziesz jutro do nas na obiad?
- Nie chcę się narzucać.
- Nie narzucasz się. Ja cię zapraszam. Poznasz mojego męża i córkę.
- No... dobrze.
- Świetnie, że się zgodziłaś. Przyjdź jutro od razu do nas o szkole. Tak jak dzisiaj, dobrze?
- Dobrze, to ja już będę szła. Do widzenia.
- Do widzenia Basia. Do jutra.
- Do jutra - po powrocie od razu powiedziała dziewczyną, że spotkała się z matką Sunggyu i spędziła z nią dzień. Przejęte dziewczyny rozmawiały o tym cały wieczór. Następnego dnia, Basia od razu po szkole poszła w odwiedziny do rodziców piosenkarza. Pani Kim otworzył jej drzwi i uśmiechnięta wpuścił do środka. Wypiła razem gorącą herbatę i posły razem do sklepu po parę przypraw, których potrzebowała pani Kim. Gdy wróciły zastały w domu pana Kim i starszą siostrę Sunggyu.
- O! Już przyszliście?
- Tak, już wróciliśmy mamo - dziewczyna spojrzała się na Polkę, która jeszcze ściągała buty - Mamo, kto to jest?
- Zaraz wam wszystko opowiem. Idź z ojcem do jadalni. Zaraz przyjdziemy.
- Dobrze.
- Basia, chodź. Muszę cię przedstawić reszcie - weszły razem do jadalni.
- To jest Basia, dziewczyna Sunggyu. To ta o której nam tyle opowiadał. Przyszła do nas wczoraj w odwiedziny, więc już zdążyłyśmy się poznać. Zaprosiłam ją na dzisiejszy obiad, byśmy ją lepiej poznali.
- Dzień dobry - przywitała się. Obydwoje cieszyli się, że w końcu ją poznali. Kiedy razem zasiedli do stołu dużo rozmawiali podczas obiadu. Po obiedzie przeszli do salonu i pili razem gorącą herbatę. Po pewnym czasie rozmowy, Basia zapytała:
- Czy... Sunggyu oppa, należał może do jakiejś sekty lub wyznawał inną wiarę? - cała trójka zamilkła.
- Inną wiarę? - zapytała siostra - Jaką?
- No nie wiem... na przykład... satanizm? - od razu spoważnieli.
- Dlaczego pytasz? - zapytał ojciec.
- Pytam, ponieważ... tak dużo się teraz o tym mówi i słyszy. Dlatego byłam ciekawa, czy Sunggyu...
- Nie. Mój syn nigdy nie należał do żadnej sekty, ani nie wyznawał satanizm - wyjaśniła stanowczo matka.
- Jak w ogóle śmiesz się nas o takie rzeczy pytać? Nagle się u nas zjawiasz i myślisz, że ci wszystko wolno?! Po tym, jak nasz syn zaginał?!- zdenerwował się pan Kim.
- Bardzo państwa przepraszam. Nie chciałam nikogo urazić. Nie pytałam się o to państwa w złej intencji. Muszą państwo wiedzieć, że nawet gdyby tak było. Gdyby państwa syn należał do sekty lub wyznawał satanizm, to i tak bardzo bym go kochała i nie opuściłabym go z tego powodu... Ta wiara i sekty... były od zawsze, prawda? Ludzie potrafią normalnie z tym żyć. Potrafiłabym to zaakceptować... Muszą państwo uwierzyć mi na te słowa. Bardzo mi zależało na Sunggyu i do tej pory go kocham. Byłabym w stanie oddać za niego życie. Od zaginięcia Sunggyu z nikim nawet nie byłam. Jestem wierna waszemu synowi. Już chyba nigdy, nikogo tak nie pokocham, jak jego. Dlatego proszę was o przebaczenia. Naprawdę nie chciałam nic złego powiedzieć.
- Nie szkodzi. Nie przepraszam... To piękne o czym teraz mówisz i wierzymy ci na słowo, że tak jest - uspokoiła ją pani Kim - Ale teraz... chyba już czas na ciebie.
- Tak, ma pani rację. Ja... będę się już zbierać. Bardzo dziękuję państwu za ten pyszny obiad i gościnę. To dla mnie wiele znaczy.
- Dla nas również. Musisz nas jeszcze kiedyś odwiedzić. Odprowadzę cię do drzwi - zaproponowała.
- Do widzenia państwu - pożegnała się i wyszła.
- Jak ona mogła?! - usłyszała Polka krzyk mężczyzny.
- Nie krzycz już! Pewnie ją przestraszyłeś! Nie trzeba było na nią podnosić głosu! - zaciekawiona Basia podeszła do okna, kucnęła i nadsłuchiwała.
- Myślicie... że ona coś podejrzewa? - zapytała siostra.
- Mam nadzieję, że nie - odpowiedziała matka.
- Na pewno tak! Niby po co by się o takie rzeczy pytała? - zapytał zezłoszczony ojciec.
- Ale skąd niby miałaby to wiedzieć?
- Czyżby jednak wrócił? - zapytała z nadzieją córka.
- Nie opowiadaj bzdur! Sunggyu po takim doświadczeniu, na pewno jeszcze odpoczywa. Nie ma szans, żeby tak szybko...
- Ona może mieć rację... Sunggyu pewnie odwiedza Basię i widziała bliznę - rzekła matka przerywając mężowi.
- To ma sens - rzekną.
- Ona nie może się o tym dowiedzieć - powiedziała siostra piosenkarza - To musi zostać w tajemnicy.
- Mam się ją zajęć? - zapytał - Sprawię, że zniknie bez śladu, a jej szczątki będą gniły w szczękach zmor.
- Zgłupiałeś?! Gdyby Sunggyu dowiedział się, że Basi stała się przez nas krzywda nie wybaczyłby nam tego! ... On tak bardzo ją kocha. Nie zdziwiłabym się teraz, jakby ją odwiedzał zamiast nas. Pamiętaj, że jest teraz po stronie pana. To już nie jest ten sam synek. Już nie należy do nas, rozumiesz?... Jeszcze by nas wszystkich zabił, lub co gorsza... zabrał w ciemność.
- Więc co zrobimy?- zpytała.
- Nic - odpowiedział - Nic nie zrobimy. Będziemy nadal trzymać to w sekrecie i nie pozwolimy, żeby się o tym dowiedziała. Nawet nie próbujcie jej o niczym napomknąć. Zrozumiały?
- Tak - odpowiedziały w tym samym momencie. Przerażona Basia uciekła spod domu.

* Muszę się spotkać z Sunggyu. Co oni mu zrobili?... Co zrobili z Sunggyu? Czy on naprawdę... nie żyje? (Basia)*

Tego samego wieczoru, Kinga poszła na randkę z Baro. Raper zabrał ją do kina na japońską komedie, gdzie byli razem sami. Cała sala była tylko dla nich. Kupili duży popcorn i dwie średnie cole. Po filmie udali się do restauracji na kolacje. Baro zamówił dla nich po jednym, gorącym daniu, przystawce oraz deser. Podczas jedzenia rozmawiali, śmiali się i karmili nawzajem. Po kolacji, najedzeni do syta wsiedli do samochodu i odjechali. Raper twierdził, że ma dla niej niespodziankę. Baro zabrał Kingę za miasto. Pojechali do lasu. Jadąc po ciemnym lesie cały czas wjeżdżali pod górę. Pół godziny później całej tej przejażdżki trafili do bardziej jasnego miejsca. Wjechali na samą górę, gdzie nie było niczego, ale za to był przepiękny widok na rozświetlony Seul. Zachwycona Polka wysiadła z samochodu i podeszła bliżej metalowej barierki. Po chwili uśmiechnięty Sunwoo podszedł do niej i objął ją z tyłu.
- Jest pięknie - powiedziała nie mogąc oderwać wzroku od widoku.
- Podoba ci się?
- Bardzo... to świetna niespodzianka.
- Tak właściwie, to ten widok nie jest niespodzianką.
- Nie? - zapytała zdziwiona odwracając się do ukochanego.
- Mam coś dla ciebie.
- Naprawdę? Kupiłeś mi coś?... Kochany jesteś, ale nie trzeba było.
- Zaraz zmienisz zdanie. Przynajmniej mam taką nadzieję.
- To znaczy? - Raper klęknął przed dziewczyną na prawym kolanie i wyciągnął z kieszeni małe, czarne pudełeczko. Złapał je obydwoma rękoma i otworzył je. W środku pudełeczka znajdował się mały, srebrny pierścionek i oczkiem.
- Kinga... czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną? - dziewczyna zaniemówiła. Była mile zaskoczona. Nigdy by się nie spodziewała, że będzie chciał wziąć z nią ślub.
- Wiem, że znamy się dopiero półtora roku, a ludzie wychodzą za siebie dopiero po 30-dziestce, ale kocham cię i chcę spędzić z tobą resztę swojego życia. Oczywiście zrozumiem, jeżeli nie przyjmiesz moich zaręczyn, jeżeli nie jesteś gotowa na małżeństwo. Jeszcze tyle życia przed nami i mamy jeszcze czas na ślub. Nie musimy się spieszyć, jeżeli tego nie chcesz. Zaczekam na ciebie, ponieważ... kocham cię.
- Ale ja chcę za ciebie wyjść.
- Naprawę? - zapytał zaskoczony.
- Tak, kocham cię - łzy radości napłynęły jej do oczu. Koreańczyk szybko stał z ulicy i mocno przyciągając ukochaną do siebie obdarował ją gorącym pocałunkiem, ujmując jej twarz w swoje dłonie. Po chwili całując się zachłannie  nie mogli złapać oddechu. Raper złapał ją za nogi i podrzucił do góry. Kinga obiegła go w pasie nogami nie przerywając pocałunków. Zabrał ją do auta przez to prawie się nie przewracając. Ułożył ja na tylnich siedzeniach i zamknął drzwi. Ściągnął z siebie koszulkę i wrócił do gorących, zachłannych pocałunków. Przechodząc do szyi całował ją pieszcząc jej piersi pod koszulką. Dziewczyna zaczęła odczuwać podniecenie spowodowane dotykiem Koreańczyka. Nagle ściągnęła z siebie koszulkę i stanik. Obejmując się całowali się dalej dotykając nawzajem swoich nagrzanych ciał. Baro przyssał się do jej karku robiąc na jej ciele małą malinkę. Polka nawet nie zauważyła, kiedy chłopak ściągnął z niej spodnie. Sam też bez nich był. Delikatnie przejeżdżał opuszkami palców po jej jasnym ciele. Siedząc na jej nogach oglądał jej nagie ciało, które zwijało się z podniecenia. Spojrzał na jej zastudzoną twarz i oczy, które patrzyły tylko na niego. Ich wzrok napotkał się na siebie.
- Coś nie tak... oppa? - poczuła się dziwnie, kiedy obserwował jej ciało. Bała się, że coś nie spodobało mu się w niej, że zaraz z wszystkiego zrezygnuje.
- Nie, nie... -jeszcze raz szybko obejrzał jej ciało, a potem spojrzał w jej oczy - Jesteś... taka piękna. Zrobię ci pełno dzieciaczków - rozśmieszając ją zaczęła się śmiać. Pocałował ją czule, po czym powoli zsuwał z niej bieliznę. Gdy już ją ściągnął, całując i liżąc jej szyję oraz obojczyki, delikatnie masował jej krocze. Kinga przez pieszczoty narzeczonego cicho postękiwała. Nagle, powoli wszedł w nią. Dziewczyna poczuła ból przez co stęknęła z bólu i zacisnęła zęby. Chłopak poczekał chwilę, jak jego narzeczona przyzwyczai się i po chwili zaczął powoli się w niej poruszać. Ich jęki i sapania wypełniły samochód. Poruszał się w niej powoli, delikatnie i dokładnie po czym przyspieszył, a jego ruchy stawały się coraz szybsze, mocniejsze i bardziej zachłanne, lecz wciąż delikatne. Tak bardzo ją w tym momencie pragnął. Przytulili się do siebie przyspieszając i czując, że zaraz obydwoje dojdą. Ich dźwięki synchronizowały się. Raper dokończył kilkoma mocniejszymi ruchami po czym obydwoje doszli. Zdyszani i spoceni spojrzeli sobie w oczy uśmiechając się do siebie. Leżeli nadzy wtuleni w swoich ramionach jeszcze tak przez pięć minut.  Później ubrali się i usiedli razem na masce samochodu podziwiając piękny widok. Chłop wziął z powrotem pudełeczko. Otworzył je i wyciągnął jego zawartość. Ujął dziewczyny dłoń i nałożył na palec obrączkę. Kinga spojrzała się na pierścionek i uśmiechnęła się opierając głowę o ramie ukochanego.
- Robi się już późno. Chyba czas już wracać- powiedział.
- Tak, masz rację. Wracajmy - wsiedli do samochodu i odjechali. Gdy weszła do domu zauważyła, że dziewczyny jeszcze nie śpią. Ściągnęła buty i weszła na górę. Wchodząc do pokoju zobaczyła siedzącą Zuzę z Basią, które oglądały razem film.
- Cześć wam. Wróciłam - powiedziała cicho.
- O! Kinga... już wróciłaś? Co u Baro? - zapytała Zuzia.
- Wszystko w porządku. Trochę zmęczony pracą, ale tak to wszystko ok.
- To dobrze.
- Jak było? - zapytała Basia.
- Było... świetnie - uśmiechnęła się radośnie.
- Czuję, że coś się dzieje - rzekła Zuza.
- Coś ty taka radosna? Stało się coś szczególnego? - ucieszona podniosła rękę do góry pokazując dziewczyną swoją zewnętrzną stronę dłoni. Obydwie widząc pierścionek zaczęły krzyczeć z radości.
- Boże! On ci się oświadczył! - krzyknęła Basia. Przytaknęła jedynie nie potrafiąc w ty momencie wypowiedzieć żadnego słowa.
- Nasza Kindzia wychodzi za mąż za swojego biasa! - krzyknęła uradowana Zuza. Obydwie przytuliły przyjaciółkę gratulując jej zaręczyn.



poniedziałek, 14 lipca 2014

Infinite: Darkness Rozdział 10

 -  Co ty tutaj robisz? - zapytała. Chłopak był ubrany w jasne jeansy , białą koszulkę na ramiączkach i w czarną, sportową bluzę . Uśmiechnięty odpowiedział:
- Przyszedłem po ciebie. Chciałem się z tobą spotkać.
- Jak to? Przecież powiedziałeś, że nie możemy.
- Wiem... ale, to silniejsze ode mnie. Nie cieszysz się?
- Cieszę się... i to bardzo - odwzajemniła uśmiech.
- No to chodźmy - złapał ją za rękę i ruszył przed siebie.
- Ale gdzie?
- Coś zjeść. Umieram z głodu.

* Boże dziękuję ci, że mi go zwróciłeś (Basia)*

 Udali się do jednej z miejskich restauracji na świeżym powietrzu pod namiotem. Serwowali tam stare, tradycyjne potrawy. Usiedli razem przy plastikowym stoliku i zamówili posiłki. W między czasie, kiedy jedli Basia wysłała dziewczyną sms'a, że wróci później.
- Sunggyu, powiedz mi, gdzie mieszkasz?
- G-gdzie? - zapytał zmieszany - Za miastem.
- Za miastem?
- Tak, w starych dzielnicach.
- Dobrze ci się tam mieszka? Nie tęsknisz za dormem? Za chłopakami?
- Tęsknię, ale nie mam jak na razie innego wyboru... a jeżeli chodzi o mój nowy dom, to jest dosyć mały i stary, ale da się żyć.
- Chciałabym go kiedyś zobaczyć. Zabierzesz mnie tam kiedyś?
- Yyymm, taa... pewnie. Ale nie rozmawiajmy teraz o mnie. Co u ciebie? Jak dzień?
- Dosyć dobrze. Dzisiaj skończyłam wcześniej lekcje, a w pracy ciężko, jak to w każdej innej. Pracujesz?
- C-co?
- Pytam się, czy pracujesz. Masz gdzieś nową pracę?
- Tak.
- Jaką?
- W tej chwili pracuję w sklepie u pewnego, starego człowieka. Dobry z niego mężczyzna.
- Dobrze płaci?
- Tak, ale nie tak wysoko, jak w wytwórni - uśmiechnął się - A teraz powiedz aaa~ - powiedział wbijając widelec w kawałek mięsa i wymierzając nim w usta Basi. Dziewczyna zaczerwieniła się - No dalej~ - otworzyła usta i pozwoliła się nakarmić chłopakowi - Grzeczna dziewczynka. Nie jest ci zimno? Robi się chłodno.
- Nic mi nie będzie.
- Weź to - powiedział ściągając z siebie bluzę i wręczając ją dziewczynie.
- Nie, nie mogę. A co z tobą?
- Mną się nie przejmuj. Nic mi nie będzie - wstał i zarzucił swoją bluzą odkryte ramiona Polki zakrywając jej czerwoną koszulkę na ramiączkach.
- Dziękuję Oppa - wyszeptała, lecz na tyle głośno, że Sunggyu usłyszał i uśmiechnął się. Kiedy zjedli poszli dalej. Spacerowali razem po mieście przytuleni do siebie. Kiedy zaczęło robić się późno odprowadził ją do domu.
- Dziękuję, że spędziłaś ze mną czas Basia.Mam nadzieję, że jeszcze to powtórzymy. To do zobaczenia.
- Poczekaj - zatrzymała go - Może chcesz jeszcze wejść do środka?
- Do środka? Ale przecież...
- Nie ma nikogo w domu. Kinga niedawno do mnie napisała sms'a. Więc?
- Z chęcią - uśmiechnął się szeroko. Weszli do środka i ściągnęli buty - Dawno tu nie byłem. Pamiętasz może, jak ścigaliśmy się po domu?
- Jak mogłabym zapomnieć? Spadliśmy wtedy razem ze schodów - zaśmiała się - Idź do salonu. Zaraz do ciebie przyjdę.
- Dobrze.
- Może się czegoś napijesz?
- A masz może, no wiesz?
- A mam - zaśmiała się - Chcesz?
- Jeszcze się pytasz - zaśmiali się w tym samym momencie. Po dziesięciu minutach, Basia wróciła do Sunggyu do salonu trzymają w rękach dwa kubki z gorącą czekoladą w której pływały kawałki słodkich pianek.
- Ach, dziękuję, dziękuję, dziękuję - cieszyła się jak dziecko, kiedy podawała mu nagrzany kubek z czekoladą. Upił łyk i rozmarzył się - Pyszne~ - usiadła koło niego na kanapie i włączyła telewizor. Pół godziny później, kiedy oglądali dramę wybiło korki.
- No nie! Teraz nie będziemy wiedzieć czy pocałują się - narzekał Sunggyu.
- Co się dzieje? - zapytała przestraszona.
- Nie wiem. To chyba przez tą burzę na dworze - wyjaśnił.
- Jaką burzę? Przecież nawet nie pada - nagle zagrzmiało - Aaa! - przestraszyła się zakrywając twarz dłońmi. Po chwili spojrzała się w okno, a za nim rozpętała się ulewa - A-ale jak to? Przecież... ale.
- Ach, nie marudź tylko chodź poszukać latarki.
- Mam jedną w pokoju, chodź - słysząc to kącik jego ust podniósł się. Idąc w stronę schodów potknęła się i już miała się przewrócić, kiedy nagle chłopak złapał ją.
- Mam cię.
- Dzięki - złapała go za rękę i zaprowadziła na górę. Prawie by się przewrócili na schodach przez otaczającą ich ciemność. Docierając do pokoju usiedli na łóżko Basi. Mrok zapanował już w każdym koncie i zakamarku tego domu, jedynie światła lamp ulicznych i błyski burzy oświetlały wnętrze domu, a uderzające krople wody zabijały panującą tam ciszę. Polka grzebała w schowanych pudełkach pod łóżkiem - Znalazłam - włączyła latarkę i oświetliła pokój przynajmniej po części. Nagle poczuła dłoń Sunggyu na swojej, która trzymała latarkę. Spojrzeli sobie w oczy. W tym momencie czas dla nich zatrzymał się w tej małej sekundzie. Pociągnął ją delikatnie w swoją stronę tak, że tylko latarka oddzielała ich twarze. Przełknęła nerwowo ślinę. Koreańczyk nachylił się powoli nad jej twarzą. Czym był bliżej, tym latarka gorzej świeciła. Gdy w końcu ich usta złączyły się w słodki pocałunek, latarka przestała całkowicie świecić. Basia poczuła się jakby była z waty i upuściła latarkę na podłogę. Czuli, że ich delikatne i pełne uczuć pocałunki są początkiem czegoś nowego. Powoli ułożył j na pościeli i zawisnął nad nią. Zaczął ją namiętniej całować. Nie potrafili się od siebie oderwać. Bardzo w tym momencie siebie pragnęli. Delikatnie dotykał jej ciała powodując u niej gęsią skórkę. Włożył swoje dłonie pod jej koszulkę i trzymał ją jak najbliżej siebie. Po chwili ściągnęła z siebie koszulkę ukazując swoje wyrzeźbione ciało, którym nie potrafił się napatrzeć. Podniosła rękę do góry i od góry po sam dół przejechała dłonią po jego torsie. Czuła, że swoim dotykiem sprawia, że Sunggyu dostaje gęsiej skórki. Nigdy by nie sądziła, że u kogoś wywoła taką reakcje zwykłym dotknięciem. Uśmiechnął się do niej delikatnie i ucałował usta. Swymi pełnymi ustami pieścił jej szyję oraz dekolt. Delikatnie ssał i podgryzał skórę. Ściągnęła koszule, dzięki czemu mógł kontynuować. Odpiął jej stanik i całował piersi wywołując u niej cisze jęki. Masował je i lizał każdy skrawek jej nabrzmiałych piersi. Po chwili zszedł niżej całując jej brzuch . Dochodząc do rozporka odpiął guzik i ściągnął z niej spodnie. Zaczął ssać jej wewnętrzną stronę ud i delikatnie masował jej łechtaczkę przez cienki materiał. Podniecenie jeszcze bardziej ją dopadło. Nagle ściągnął spodnie , dzięki czemu mogła zobaczyć, że jego mały przyjaciel wcale nie jest taki mały i bardzo się cieszy pod bokserkami. Basia jedynie wytrzeszczyła oczy. Piosenkarz spojrzał się na jej zaskoczenie, a potem ciężko dysząc spojrzał się na swoje krocze po czym uśmiechnął się.
- Wybacz - wyszeptał przez ciężki oddech.
- Spoko - przełknęła nerwowo ślinę. Zawisnął nad nią i znów złączyli swoje usta w namiętny pocałunek. Swymi dużymi dłońmi pieścił jej ciało, a Basia obejmowała go głaszcząc po plecach - Oppa - wyszeptała mu do uch.
- Tak?
- Ja... ja jeszcze nigdy, tego nie robiłam.
- Nie martw się tym. Każdy kiedyś miał swój pierwszy raz.
- A ty? Miałeś?
- Szczerze?
- Tak.
- Jesteś moją pierwszą i mam nadzieję, że ostatnią z którą to przeżywam. Ważne jest to czy tego chcesz.
- Chce, ale nie rozumiem. Nie rozumiem dlaczego właśnie ja. Przecież jestem taka...
- Piękna - przerwał jej i pocałował w usta - Kocham cię.
- Ja ciebie też kocham - zsunęła z siebie majtki. Sunggyu widząc to zrobił to samo i powoli wszedł w nią. W tym samym momencie nie mogli złapać oddechu, kiedy uspokoili się poczuła ból. Łzy popłynęły po jej policzkach . Zamknęła oczy i wtuliła się w ramie chłopaka. Powoli i delikatnie zaczął się poruszać w jej wnętrzu. Gdy ból przerodziło się podnieceni jej mięśnie rozluźniły się. Oderwał ją od swojego ramienia i spojrzał się w jej oczy nie przestając się w niej poruszać.
- Chcę żebyś cały czas się na mnie patrzyła - powoli otworzyła swe zawstydzone oczy. Jej policzki były rozgrzane i czerwone, a oddech stał się ciężki. Spojrzała się nia niego. Na jego piękne, wyrzeźbione ciało, które doprowadzało ją do szaleństwa. W tej ciemności wyglądał jak demon, który ją pragnął. Nagle zaczął się w niej szybciej poruszać. Ich głos synchronizowały się i dopasowały do rytmu uderzających kropel deszczu. A błyski burzy od czasu do czasu oświetlał całe ich nagie ciała. Spoceni nie potrafili się od siebie odłączyć. To była dla nich magiczna chwila, która trwała wieki. Po chwili poruszał się w niej drapieżnie i gwałtownie. Mocno uderzając swymi biodrami o jej ciało. Ich jęki stawały się coraz głośniejsze. Nagle poczuli, że zaraz dojdą. W tym momencie wyszeptał jej do ucha - Chcę żebyś już zawsze była tylko moja - Po kilku mocnych uderzeniach doszli w tym samym momencie. Jej ciało z rozkoszy wygięło się w łuk. Zmęczony położył jej na jej ciele po czym głośno oddychali.
- Też tego bardzo chce - odpowiedziała mu. Pocałował jej spocony brzuch. Uniósł się do góry i spojrzał w jej oczy. Nagle zaczęli się do siebie śmiać.
- Tak bardzo cię kocham - powiedział.
- A ja ciebie jeszcze mocniej - pocałowała jego czoło. Położył głowę na jej klatkę piersiową i przytulił się do jej ciała po czym zasnęli. Następnego dnia, Basia obudziła się  spojrzała w sufit. Podniosła się do góry i spojrzała na łóżka przyjaciółek, który byłe puste, nawet nie używane. Przestraszona odwróciła głowę i zobaczyła nagiego Sunggyu przykrytego kołdrą w swoim łóżku. Położyła się z powrotem koło niego i powiedziała - Wstawaj śpiochu - chłopak słysząc jej głos otworzył zaspane oczy. Widząc twarz dziewczyny o poranku uśmiechnął się i z powrotem zamknął oczy - Nie śpij, musisz wstać. Zanie długo dziewczyny wrócą.
- Noo doobraa~ - wstał i nagi zmierzył w kierunku wspólnej łazienki - idę wziąć prysznic - Basia zauważyła coś dziwnego na ciele ukochanego. Na lewym biodrze znajdowała się blizna, ale nie taka byle jaka blizna. To wyglądało jakby ktoś go ugryzł. Ktoś z bardzo szeroką szczęką i długimi zębami. Nie wyglądało to za dobrze. Jak z jakiegoś horroru. Tym czasem Basia ubrała się i posprzątała pokój. Nagle do pokoju wpadły dziewczyny.
- O! Basia już nie śpisz? - zapytała Zuza.
- N-nie. Co w tutaj robicie?! - zapytała przestraszona.
- Mieszkamy? Mniejsza o to, przez tą ulewę nie mogłyśmy wrócić do domu. - powiedziała Zuza.
- Coś ty tak przestraszona? - zapytała Kinga.
- Ktoś jest w łazience? - zapytała Zuza słysząc spływającą wodę z prysznica - Kto tu jest?
- Poznałaś kogoś?
- Spędziłaś z nim noc? No mów!
- Przystojny jest?
- Aż z ciekawości podejrzę.
- Co? Nie! Nie rób tego! - kiedy Zuza uchyliła drzwi obydwie wpadły do środka, lecz zobaczyły jedynie włączony prysznic.
- Więc jednak zapomniałaś go wyłączyć?
- T-tak. Właśnie tak. Bałam się, że dużo wody się nalało.
- Dziwna jesteś - wstała z podłogi i wyłączyła prysznic - Co tutaj tak pachnie?
- Niby czym?
- Nie wiem. Jakby tak... wanilią?
- Ja też to czuje - powiedziała Kinga. Basia spojrzała się na otwarte okno.

* Muszę dowiedzieć się skąd ma ten znak na ciele. Gdzieś już go widziałam, ale gdzie? (Basia)*

Tego samego dnia, wieczorem Basia postanowiła sprawdzić to w internecie. Blizna naprawdę nie wyglądała za dobrze. Żaden człowiek ani zwierze nie zrobiło by z jego ciałem takich szkód. W internecie znalazła różne zdjęcia ludzi, którzy mieli takie same blizny na swoich ciałach. Znalazła również stronę na której pisało: 

" Opętania i satanistyczne rytuały"
- Cooooo?!

*********
Hey, przepraszam was bardzo, że taki krótki i jest dopiero tak późno, ale pisałam go na ostatnią chwilę i jeszcze miałam problemy z opublikowaniem go. Mam nadzieję, że wam się podoba. Wróciłam już ze szpitala, więc teraz systematycznie będą dodawane rozdziały. Komentujcie, proszę :D

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Infinite: Darkness Rozdział 9

Przez najbliższe tygodnie Basia tryskała energią. Przestała płakać, zagnębiać się i izolować od ludzi. Częściej się śmiała i uśmiechała. Zdrowiej jadła i przyłożyła się do nauki. Znów poczuła szczęście, które ją kiedyś wypełniało. Znów poczuła się potrzebna i ważna. Poczuła się kochana. To takie proste, a tak bardzo ważne dla ludzi.
 King i Zuza od razu zauważyły zmianę u przyjaciółki. Któregoś dnia na przerwie udały się do szkolnej ubikacji, żeby poprawić makijaż.
 - Basia, coś ty ostatnio taka wesoła? - zapytała Kinga.
 - To znaczy?
 - No wiesz, ostatnio jesteś inna niż zwykle. Częściej się śmiejesz, rozmawiasz. W końcu wyszłaś z domu do ludzi.
 - Nie wiem o czym ty mówisz.
 - Daj spokój. Nie zachowujesz się tak od dnia zagi... - w pewnym momencie Zuza przymknęła usta, żeby nic więcej nie mówić.
 - Od zaginięcia Sunggyu? - zapytała.
 - Tak, ja...
 - Nic nie szkodzi - uśmiechnęła się uspokajając zakłopotaną przyjaciółkę.
 - No to więc mów. Kim on jest? - zapytała Kinga.
 - Kto?
- Oj przestań udawać głupią, dobrze wiesz o co nam chodzi - dodała Zuza.
- Ale ja naprawdę nie wiem.
- W kim się zakochałaś?
- Spotykasz się z kimś? - zapytała Kinga.
- Że co? Nie. Skąd taki pomysł?
- Daj spokój~ Widać to po tobie - powiedziała Zuzia.
- Co widać? Że jestem zakochana? Przestań, niby w kim?
- No właśnie nie wiem. Obydwie nie wiemy, więc się pytamy. Kim jest ten chłopak, który ci tak zawrócił w głowie?
- Nie ma żadnego chłopaka. Mówię prawdę. Po prostu...
- Po prostu?
- Od dłuższego czasu nie potrafiłam sobie poradzić z tym, że Sunggyu zaginął. Miłość do niego jest tak silna, że nie pozwalała mi na zapomnieniu o nim. Wciąż go kocham i wciąż wierzę, że żyje i jest tak gdzieś mimo wszystko. Ale nie mogę też popaść w obsesje, prawda? Czas dać mu już odejść i... i zacząć wszystko od początku. Pogodziłam się już z tym, że go przy mnie nie ma i prawdopodobnie już nigdy nie wróci. Ból minął, a rany się zagoiły, lecz blizny zawsze pozostaną. Pogodziłam się z tym, zaczynam wszystko na nowo, lecz nigdy o nim nie zapomnę. Zawsze zostanie w moim sercu. Już na zawsze. Nie chcę go wspominać przez łzy. Chcę się uśmiechać, kiedy wspomnę jego twarz. Dlatego się może zmieniłam.
- Cieszymy się, że w końcu dałaś sobie z tym radę - powiedziała Kinga.
- Tak, jesteśmy z ciebie bardzo dumne.
- Dziękuję, że byłyście przy mnie, kiedy przechodziłam ten trudny okres w moim życiu.
- Nie ma za co - powiedziała Kinga.
- Daj spokój~ Przecież jesteśmy przyjaciółkami. Zawsze o siebie dbamy.
- Jesteśmy jak siostry, prawda? - zapytała Kinga.
- To prawda - uśmiechnęła się Basia - No więc, chodźmy dziewczyny. Nie możemy się spóźnić na angielski.
 Po lekcjach Basia wsiadła do autobusu i od razu pojechała do przychodni na kolejną wizytę z psychologiem. Nienawidziła do niej przychodzić. Czuła się jakby należała do nienormalnych ludzi, którzy na każdym kroku chcą popełnić samobójstwo. Chodzi do tego samego lekarza od czasu rozstania. Na ten pomysł wpadła Kinga z Zuzą próbując pomóc Basi z swoim problemem. Podczas tej wizyty, Basia opowiedziała jej jak spędziła dzisiejszy dzień i jak się czuje. Mówiła o swoich zmianach w charakterze. O tym jak czuje się lepiej. W pewnym momencie wyznała:
 - Muszę o czymś pani powiedzieć.
- Słucham, mów.
- Sunggyu wrócił.
- Jak to wrócił?
- Pewnej nocy, kiedy dziewczyny umówiły się z swoimi chłopakami na randki, ja zostałam sama w domu. Kiedy kładłam się spać, ktoś wszedł do pokoju oknem. Myślałam, że to Zuza, bo ona często się tak wykrada z domu, żeby rodzice nie zobaczyli, ale tej nocy to... to nie była ona. To był Sunggyu. Rozmawiałam z nim, mówił, że musiał odejść, ponieważ ma problemy. Kłopoty.
- Kłopoty? Jakie?
- Nie wiem, nie chciał mi powiedzieć. Mówił jedynie, że to dla moje dobra.
- Kiedy do ciebie przyszedł?
- Minęły już prawie... dwa miesiące.
- Dwa miesiące? hymm... Wrócił później?
- Tak, przychodzi do mnie raz w tygodniu. Czasami raz na dwa tygodnie.
- Rozumiem. Czy ktoś jest wtedy w domu?
- Nie, jesteśmy sami. Kazał mi nikomu o tym nie mówić.
- Rozumiem... czy jesteś pewna na 100%, że widzisz Sunggyu?
- T-tak. Nie wierzy mi pani?
- To nie tak, że ci nie wierzę. Po prostu czasami nasz mózg stwarza ludzi za którymi tęsknimy, których potrzebujemy. Bez których nie potrafimy żyć lub się ich boimy. Wydaje się nam wtedy, że ci wytworzeni ludzie istnieją, ale tak naprawdę nie jest.
- To nie możliwe. On... on jest taki realny. Jego głos czy dotyk.
- Jest jedyny sposób, żeby się przekonać. Każdego dnia, kiedy będziesz czuła, że Sunggyu do ciebie przyjdzie zamontuj w pokoju kamerę.
- Kamerę?
- Tak i włącz ją na całą noc. Jeżeli przyjdzie. Następnego dnia będziesz mogła sprawdzić, czy siedział z tobą w pokoju, czy tak naprawdę tylko śniłaś. Nie mówię, że to nie prawda, bo być może Sunggyu naprawdę wrócił. Ale, żeby się przekonać na 100% czy to prawda, zrób to - wręczyła jej do ręki kamerę - Trzymam ją zawsze w swoim gabinecie i korzystam z niej podczas sesji. Mogę ci ją pożyczyć, żeby ci tylko pomóc. Oczywiście, nie musisz tego robić. To wszystko zależy od ciebie - po sesji podziękowała, wzięła kamerę i wyszła. Siedząc na przystanku i czekając na autobus wpatrywała się w urządzenie i myślała:

* A co, jeżeli ma rację? Co jeżeli on stał się tylko moją wyobraźnią? Tak bardzo się tego boje. Boje się, że to wszystko jest tylko fikcją. Każde jego słowo, każdy jego dotyk... każdy jego uśmiech. (Basia)*

    Kiedy wróciła do domu, pierwsze co zrobiła to ukryła kamerę pod poduszką i zeszła na dół na obiad. Każdego dnia myślała o tym czy to zrobić, lecz za bardzo się bała, że kiedy dowie się, że Sunggyu jest tylko jej wyobraźnią, już nigdy do niej nie wróci. Nigdy go już więcej nie zobaczy, nie usłyszy. Wolała żyć w pięknym kłamście niż żyć z bolącą prawdą.
  Tydzień później cała trójka udała się na imprezę. Świetnie się bawiły. Tańczyły i piły, a Basia cały czas kontrolowała swój zegarek. Parę godzin później Basia zatracona w dobrej zabawie przypadkowo spojrzała na zegar zamieszczony na ścianie.
- Już jest 2:50?! O nie! Spóźnię się! - spanikowała.
- Spóźnisz się? O tej godzinie? Na co? - zapytała Zuza.
- Nie mogę teraz rozmawiać. Muszę już iść. Bawcie się beze mnie - wybiegła z klubu. Podbiegła do pierwszej lepszej taksówki i wróciła do domu. Szybko wbiegła na górę do pokoju. Wyciągnęła kamerę i załączoną zamieściła na szafie. Założyła szybko piżamę, otworzyła okno i wskoczyła do łóżka. Nagle usłyszała głos:
- Myślałem, że już nie przyjdziesz - przestraszona odwróciła głowę. Z ciemności wyszedł Sunggyu - Troszkę mi się przysnęło. Gdzie byłaś?
- Dziewczyny zabrały mnie do klubu i troszkę się zapomniałam.
- Pobawiłaś się?
- No trochę.
- Trochę? Widzę jakie masz mętne oczy. Pewnie nieźle popiłyście - zaśmiał się.
- Oppa~ - założyła naburmuszona ręce na klatce.
- No już, nie obrażaj się. Dobrze, że w końcu wyszłaś z domu. Ciężko pracujesz. Należy ci się odpoczynek - uśmiechnięty musnął dłonią jej prawy policzek.
- Chciałabym z tobą gdzieś wyjść.
- Wiesz, że nie możemy.
- Wiem - smutna odwróciła wzrok.
- Ale nie smuć się. Wynagrodzę ci to.
- Jak?
- Zobaczysz - nachylił się nad nią i namiętnie pocałował jej usta. Odwzajemniła jego pocałunek. Jedną dłoń zanurzył w jej ciemnych włosach, a drugą złapał za biodro. Całując ją namiętnie dotykał delikatnie jej ciała. Położył ją na pościeli i swymi pełnymi ustami muskał jej delikatnej szyi. Powoli wkładając rękę pod jej bluzkę zatrzymał się. Spojrzał się w jej oczy i uśmiechnięty rzekł:
- Czas iść spać.
- Kiedy ja...
- Cii~ Kocham cię - palcami przejechał po jej twarzy zamykając jej powieki. Gdy znów otworzyła oczy był już dzień. Przetarła oczy i uniosła się. Łóżka dziewczyn były puste, a na szafie leżała kamera. Widząc ją szybko sobie przypomniała swój plan. Wybiegając z łóżka podbiegła do kamery. Była wciąż włączona. Usiadła z powrotem na łózko i przewinęła taśmę. Zobaczyła siebie jak łodzie urządzenie na swoje miejsce. Potem prawie się nie zabijając w pośpiechu przebiera się piżamę, gasi światło, otwiera okno i wskakuje do łóżka. Siedzi wpatrując się w okno, gdy nagle ekran staje się cały szary, jakby podczas nagrywania nastąpiły zakłócenia. Kiedy zakłócenia ustąpiła zobaczyła siebie śpiącą w łóżku. Przewinęła jeszcze raz taśmę, lecz w tym samym momencie nie było widać obrazu. Przerzuciła nagranie na laptopa, lecz to nie pomogło. Po śniadaniu wyszykowała się i z kamerą udała się do punktu naprawień urządzeń. Pokazała facetowi nagranie i poprosiła, żeby je naprawił. Miała wrócić po nie następnego dnia. Nazajutrz przybyła po naprawione nagranie jak najwcześniej potrafiła, lecz niestety nie udało się. Nagranie było tak zniszczone w pewnym momencie, że nadawało się tylko do wycięcia lub po prostu usunąć w całości.

* To takie dziwne. Dlaczego w momencie, kiedy mam zobaczyć Sunggyu nagranie się psuje? Tak samo było tamtego wieczoru, kiedy zaginął. Wtedy obok tego podziemnego, starego parkingu. Policja przeglądając nagranie z kamery ulicznej też była uszkodzona w momencie zniknięcia Sunggyu, a następnie dalej nagrywała, kiedy sama, nieprzytomna leżałam na chodniku. Sunggyu na pewno istnieje. Nie jest tylko wytworem mojej wyobraźni. To nie jest zwykły przypadek, że kiedy Sunggyu jest nagrywana taśma się tak po prostu psuje. Tu coś dzieje się dziwnego. (Basia)* 

 Tydzień później w środę, kiedy tego wieczora Basia pracowała w u ojca Kingi wszystko było w porządku. Nic nadzwyczajnego. Dzień jak każdy inny, lecz kiedy skończyła pracę poszła się przebrać w swoje codzienne ciuchy. Wyszła tylnymi drzwiami dla personelu.
- Cześć Basia~ - usłyszała przywitanie za swoimi plecami.
- Sunggyu?! - zawołała zaskoczona -  Co ty tutaj robisz?

***************
Przepraszam, że takie krótkie, ale następnym razem postaram się napisać dłuższy rozdział.
Jak wam się podoba? Komentujcie :D

sobota, 24 maja 2014

Infinite: Darkness Rozdział 8

- Sunggyu?! - z łzami w oczach rzuciła się w ramiona chłopaka i przytuliła go mocno do siebie. Nagle oderwała się od jego ciała i zaczęła mówić:
- Nie, to nie prawda. Ty, to nie możesz być ty. To pewnie tylko sen - zamknęła oczy - Zaraz się pewnie obudzę, a ciebie już nie będzie obok mnie - po chwili poczuła ciepłego całusa na swoich ustach. Przyciągnął ją bliżej do siebie i pogłębił swój pocałunek. Trzymał ją mocno w ramionach, jakby bał się, że ją zaraz straci. Był to ich pierwszy pocałunek. Spojrzeli sobie głęboko w oczy.
 - Tęskniłam za tobą - powiedziała przez łzy.
- Ja za tobą też - wyszeptał, po czym wtuliła się mocno w jego klatkę piersiową.
- Dlaczego mnie zostawiłeś? ... Dlaczego odeszłeś?... Co się stało?
- Zbyt dużo by opowiadać.
- Gdzie byłeś?
- Czy to teraz ważne? Ważne, że znów mogę cię zobaczyć.
- Tak długo cię nie było. Nie wiesz nawet, jak bardzo przejęłam się twoim zaginięciem, jak bardzo bałam się o ciebie.Myślałam... myślałam, że nie żyjesz.  Modliłam się dzień i noc, żebyś wrócił. Wszyscy z czasem zaczęli wątpić, że kiedykolwiek wrócisz. Ale ja nigdy. Nigdy nie traciłam nadziei... Wszyscy będą szczęśliwi, kiedy znów cię zobaczą.
-Nie mogą.
- Jak to? - zapytała zdziwiona.
- Nie mogę tak po prostu wrócić.
- Dlaczego?
- Mam kłopoty. Robiłem rzeczy, których nie powinienem był robić. Ścigają mnie.
- Ścigają?
- Muszę się ukrywać.
- Trzeba zgłosić to na policję.
- Nie, to tylko by pogorszyło sprawę.
- Chcę ci pomóc.
- Nie możesz mi pomóc. Nikt nie może... Muszę sam to wszystko załatwić.
- Ale...
- Obiecaj mi, że nikomu o mnie nie powiesz i, że nie będziesz próbowała mi pomóc.
- Przecież...
-Obiecaj mi Basia... obiecaj - było widać, że mu nie na żarty. Był bardzo przejęty tym o czym mówił.
- Obiecuję- wyszeptała.
- Muszę już iść - zmierzał w stronę okna.
- Gdzie idziesz?
- Już czas na mnie.
- Czekaj! - złapała go za ramię- Kiedy...kiedy się znów zobaczymy?
- Już nie długo, obiecuję... wrócę - nachylił się nad nią i wyszeptał jej do ucha - już nigdy cię nie zostawię.
- Sunggyu! - wykrzyknęła budząc się gwałtownie zalana potem. Był już ranek, a dziewczyny spały w swych łóżkach.

*Więc... więc to był tylko zwykły sen?(Basia)*

 Poszła do łazienki i polała twarz zimną wodą. Spojrzała się na swoje odbicie w lustrze.
- Dlaczego?... Dlaczego nie mogę o tobie zapomnieć?! - zdenerwowana krzyknęła po czym bez sił opadła na zimne kafelki i zalała się łzami. W szkole nie mogła skupić się na lekcji, ponieważ cały czas myślała o swoim śnie.

*Był taki realistyczny... że do tej pory czuję jego dotyk na swoim ciele.(Basia)*

Tego samego dnia wieczorem, Basia spoglądała na okno, jakby miała nadzieję, że Sunggyu znów wejdzie tym oknem.
- Na co się tak patrzysz? - zapytała Zuzia.
- Nie, nic. Na nic.
- Wszystko w porządku? Dzisiaj w szkole wyglądałaś na nieobecną - rzekła Kinga.
- Nic mi nie jest. Wydaje ci się. Przestańcie się martwić, bo u mnie naprawdę wszystko jest w porządku - uśmiechnęła się - Ja idę już spać. Dobranoc dziewczyny.
- Dobranoc - odpowiedziały i zgasiły światło. Basia nie mogą spać, cały czas obserwowała okno, aż w końcu zasnęła. Czekała na niego z nadzieją, że znów się pojawi. Dzień w dzień. Każdej nocy czekała, ale on się nie zjawił. Piątkowego wieczoru po pracy, udały się na imprezę. Za to w sobotni wieczór Basia znów została sama. Dziewczyny ulotniły się z chłopakami, a rodzice Kingi poszli do pracy. Sama leżąc w łóżku do późna oglądała dramy na laptopie zajadając się pocky. Zmęczona zaczęła zasypiać. Kiedy przysnęła poczuła słodki zapach wanilii po czym usłyszała znajomy szept:
- Śpisz już? - otworzyła oczy, a na jej łóżku siedział Sunggyu.
- A więc... to nie był sen?
- Mówiłem przecież, że wrócę, prawda? -przytuliła go mocno do siebie i ucałowała w policzek.
- Nie wiesz jak bardzo się cieszę, że znowu cię widzę.
- Połóż się, jest już późno.
- Nie chcę iść spać. Chcę siedzieć z tobą.
- Jeszcze się ze mną nasiedzisz -położył się obok niej.
- Boje się, że to tylko sen, że tak naprawę cię tutaj nie ma.
- Ale jestem tutaj - pogłaskał jej policzko.
- A co jeżeli jesteś tylko moją wyobraźnią?
- To masz bardzo seksowną wyobraźnię - zaśmiała się.
- Brakowało mi twojego poczucia humoru.
- A mi twojego śmiechu. Tylko ono mnie uszczęśliwia -uśmiechnął się uroczo - A teraz... idź... spać - ucałował jej czoło przez co przymknęła oczy. Kiedy z powrotem je otworzyła było już widno. Podniosła się i spojrzała na łóżka dziewczyn w których już dawno spały. Pierwszy raz od dłuższego czasu obudziła się z uśmiechem na ustach.

poniedziałek, 5 maja 2014

Infinite:Darkness Rozdział 7

   Dzisiejszego dnia,Basia znów postanowiła pobiegać po parku. Kiedy postanowiła wracać, przebiegła obok ciemnego, opuszczonego, podziemnego parkingu. Zatrzymała się patrząc, jak zahipnotyzowana w jego głąb. Ciemność zaczęła ją pochłaniać, a strach paraliżować. Wtedy rozległ się jedynie męski głos,mówiący: "Basia". Nagle przebudziła się w środku nocy. Była godzina trzecia nad ranem. Dziewczyny jeszcze smacznie spały. Zimny pot zalał jej ciało, a ręce nie przestawały się trząść. Nie rozumiejąc swojego strachu, próbowała się uspokoić. Po chwili z powrotem położyła się do łóżka. Zamknęła oczy i poczuła dziwny zapach. Słodki, a jednocześnie drażniący jej nos. Zapach, który kusił , a jednocześnie nie dawał  spać przez swoją intensywność. Był to zapach wanilii, który zniknął równie szybko, jak się pojawił.
 O godzinie szóstej rano dziewczyny wstały i podążyły do kuchni, by zjeść pyszne śniadanie przyszykowane przez matkę Kingi. Jej rodzice długo pracowali, więc często nie było ich w domu. Wychodzili wcześnie rano i wracali późną nocą. Cóż poradzić? Uroki pracy w zabieganym Seul'u. Swoją nie obecnością w domu próbuję nadrobić chociażby zwykłym śniadaniem z rana. Przyrządziła dziewczyną naleśniki i zaparzyła gorącą herbatę z miodem,po czym szybko się wyszykowała i wyszła do pracy, żegnając się z dziewczynami.
 - Co tak dziwnie w nocy pachniało? - zapytała Basia.
 - Pachniało? -powtórzyła Zuza.
 - Tak. Nad ranem. Tak jakby... wanilią. Nie czułyście? - dziewczyny zaprzeczyły głowami.
 - Może śniło ci się? - zapytała Zuzia.
 - Był bardzo... intensywny.
- Sny bywają dość realistyczne. Gdyby, rzeczywiście czymś pachniało, to byśmy też poczuły.
- No może.
- Dobra dziewczyny!Koniec pogaduch! Szykować się do szkoły! - zaczęła je zaganiać Zuza.Kiedy były już wyszykowane i miały wychodzić,Kinga coś zauważyła na stoliku.
 -Co to? - zapytała, po czym podeszła do tego - To drugie śniadanie -oznajmiła.
- Mimo, że twoja mam jest zapracowana, to o wszystkim pamięta- powiedziała Basia.
- Kocham twoją mamę! - krzyknęła radośnie. Każda wzięła po swoim pudełeczku i poszły na lekcję. Po lekcjach, jak zawsze poszły do pracy. Dostały ciepły posiłek od kucharza,który bywa za przeproszeniem upierdliwy, ale to dobry człowiek.Szybko zjadły, przebrały się i ruszyły do pracy. Obsługiwały klientów jak zawsze. Jak zawsze o godzinie 19:20, Basia wypatrywała czegoś lub raczej kogoś w restauracji. Zawsze wpatrywała się w drzwi wejściowe z nadzieją, że znów go zobaczy. Dzisiejszego dnia,Basia nawet nie spojrzała na zegarek. Była skupiona na pracy. Dziewczyna z dnia na dzień czuła się lepiej. Wychodziła do ludzi i uśmiechała się. Była bardziej skupiona na nauce i pracy, a w weekendy szalała po sklepach i kawiarniach z przyjaciółkami, zaś nocą imprezowała z Infinite. Pogodziła się z faktem, że może już nigdy nie zobaczy się z Sunggyu. Musiała przestać żyć przeszłością i zacząć żyć teraźniejszością. Koszmary zniknęły, a dziwny incydent z wanilią nigdy się nie wyjaśnił,raczej o nim już zapomniała.
  W pewien piątkowy wieczór, dziewczyny postanowiły, że tego wieczoru nigdzie nie będą wychodzić, tylko będą razem oglądać dramy.  Po chwili Kinga dostała sms'a.
- Kto to? - zapytała ciekawska Basia.
-To Woohyun. Chcę się ze mną spotkać. Boże, tak dawno się razem nie widzieliśmy.
- To idź do niego - powiedziała Kinga.
- Serio?Jesteście tego pewne? Przecież miałyśmy razem oglądać dra...
- Dawno się przecież nie widzieliście. Nam nic się nie stanie -rzekła Basia.
-Dzięki dziewczyny,kocham was -przytuliła radośnie przyjaciółki. Odpisała na sms'a i szybko poszła się szykować.
- Jaka ona jest radosna -powiedziała Basia.
-To prawda. Woohyun ma na nią dobry wpływ - Zuza wybiegła z łazienki i uciekła na dół, gdzie czekał na nią Woohyun w samochodzie.
- Pa dziewczyny! -po 15 minutach oglądania Kinga również dostała sms'a.
- Baro?
-Tak... zaraz,co?
- Co się stało? -pokazała jej wiadomość.
,,Wyjrzyj przez okno"
 Szybko podleciały do okna. Na podwórku stał Baro.
- Co on tutaj robi?
- Nie wiem,zaraz się dowiemy - rzekła i zadzwoniła do niego. Chłopak sięgnął do kieszeni i odebrał.
- Oppa, co ty tutaj robisz?... Ja kto? Zwariowałeś? Moi rodzice są na dole. Jak cię zobaczą, to po nas... Och,jaki ty jesteś kochany... no wiem, wiem... że co mi zrobisz? - uśmiechnęła się zadziornie.
- Jacy wy jesteście zboczeni - powiedziała Basia i wróciła do oglądania.
- To się nie uda... niby jak?... dobry pomysł,daj mi 5 minut- rozłączyła się i ruszyła do łazienki.
- Jak to 5 minut? Gdzie ty się wybierasz?
- Idę z Baro.
- Żartujesz sobie? Miałyśmy dzisiaj oglądać razem dramy.
- Zmiana planów.
- Jak to zmiana planów?!
- Przepraszam,ale muszę się z nim spotkać.
- Twoi rodzice będą wściekli,kiedy się dowiedzą, że z nim wychodzisz.
- Dlatego o niczym się nie dowiedzą. Będziesz mnie kryła.
-Co?! Mnie też chcesz w to wmieszać? A niby jak chcesz wyjść z domu, żeby się nie zorientowali?
-Przez okno.
-Tak, przez okno...Co?!
- To co usłyszałaś - otworzyła okno i wystawiła nogę.
- Poczekaj! -złapała przyjaciółkę za ramię - Nie możesz tego zrobić.
-Dlaczego?
-To niebezpieczne.
- Dam sobie radę - wyrwała się z ucisku Basi wyszła za okno . Ostrożnie przeszła na palcach po parapecie i zeszła na dół po krzewach. Kiedy była już na dole, przytulili się do siebie i pomachali na pożegnanie Basi.

*Fajnie, zostałam sama...Znowu(Basia)*

  Kinga i Baro szybko podbiegli do auta, które stało troszkę dalej od domu i odjechali.
- Gdzie jedziemy?
- Jadłaś już?
- Jeszcze nie.
- To pójdziemy coś przekąsić - udali się do restauracji na kolację po czym poszli na spacer. Tymczasem Zuza już była dawno w dormie Infinite. Chłopcy wyszli gdzieś umówieni z dziewczynami, ale cii, to tajemnica. Cały dorm był tylko dla nich. Postanowili,że będą oglądać razem film w salonie zajadając się lodami i chrupkami. Po pewnym czasie usłyszeli przerażający odgłos.
- Co to było?! - zapytała przestraszona.
-To mój brzuch - zaśmiali się.
- Co byś zjadł? Ugotuję ci.
- Kurczaka.
- Kurczaka?A wy w ogóle macie kur...?
-Mamy.
- No dobra... to chodź -udali się do kuchni - Przyrządzimy go razem.
- Co?
- No.
- Raczej wolałbym poczekaj w salonie - już miał uciec, kiedy nagle Zuza zatrzymała go.
- O nie, nie, nie. Razem to zrobimy. Zobaczysz, będzie fajnie.
- Może... mamy książkę kucharską.
-Świetnie! Daj mi ją - piosenkarz wyciągnął z szuflady książkę i otworzył na stronie z kurczakiem wręczając ją swojej dziewczynie.
- Ja bym coś innego porobił - poruszał zarywając brwiami .
- ... Nie.
- Jak możesz?
- Dobra, cicho. Najpierw trzeba przyszykować składniki. Wyciągnij to wszystko z lodówki, a ja rozmrożę kurczaka.
-Ok - przeczytał listę z książki i po kolei wszystkie składniki położył na blacie wraz z przyrządami,które pomogą im tego kurczaka zrobić.
- Gotowy?
- Ja zawsze jestem gotowy.
-Przestań! - odepchnęła go od siebie - Dobra, co trzeba najpierw zrobić? - zajrzała do książki - Nabij kurczaka i dokładnie nafaszeruj go od środka - słysząc to chłopak znacząco zagryzał wargę patrząc się na dziewczynę.
- Z chęcią nabiję tego kurczaczka.
- Serio? To dobrze. Wystaw rękę.
-Po co?
-No wystaw- wzięła jego dłoń i nałożyła na nią kurczaka -Teraz ją nabiłeś... od tyłu -przewrócił oczami.
-Co teraz?- zapytał.
-Nafaszeruję go -starała się go dokładnie nafaszerować od środka z drugiej strony - Czujesz dłonią?Dobrze jest?
- No.
-Ok. Co dalej? - chłopak podszedł do dziewczyny i delikatnie zaczął opuszkami palców dotykać jej karku. Dziewczyna nie zwracała na to uwagi i czytała dalej. Czytając dalsze polecenia,jej głos zadrżał, a oddech przyspieszył.
- Następnie, delikatnie... wmasuj olej... na skórę kurczaka -nie wytrzymała -Chrzanić kurczaka! - odwróciła się i pocałowała chłopaka w usta. Ich pocałunki zaczęły stawać się dłuższe i bardziej namiętne. Objęła jego głowę, a jego ręce wędrowały po jej jasnym ciele. Po chwili złapał ją za uda i podniósł do góry usadzając ją na blacie kuchennym. Trzymając jej biodra,ustami zeszedł na jej szyję, którą ssał i podgryzał zarazem. Oddech dziewczyny przyspieszył wydając z siebie cichutkie pomruki. Odchyliła głowę do tyłu, przez co objął jej kar swoją dłonią i ssając jej wystające obojczyki,wzdłuż linii przeszedł językiem w stronę brody. Oblizał jej dolną wargę i wgryzł się w jej usta. Zaczął rozpinać rozporek, za to ona złapała go za dolną część koszulki i ściągnęła ją z niego. Widząc jego podniecający,wyrzeźbiony abs przejechała po nim swoją drżącą dłonią otwierając lekko usta. Delikatnie zaczęła całować jego klatkę piersiową. Pocałunek po pocałunku swymi ustami kierowała się ku górze. Złapała jedną ręką jego kark i zmusiła go do tego, by się nachyli nad nią. Całowała jego szyję ocierając swoje wargi po jego delikatnej skórze. Dłońmi wędrowała po mięśniach które napinał. Z podniecenia zamknął oczy i pozwolił się dotykać i całować. Przełknął głośno ślinę i cicho postękiwał jej do ucha. Nagle niespodziewanie oderwał się od dziewczyny i zrzucił wszystko z blatu. Cała mąka wysypała się na podłodze, jajka potrzaskały, garnki leżały w każdym koncie,a kurczak jedynie natłuścił podłogę. Położył Polkę na blacie i usiadł na niej krokiem. Ściągnął z siebie spodnie przez co było wyraźnie widać zarysy jego podniecenia w slipkach. Zuza widząc przyjaciela Woohyuna, który cieszył się na jej widok zarumieniła się. Piosenkarz spojrzał na jej zawstydzoną twarz,a potem na swój krok po czym uśmiechnął się zadziornie. Zrzucił z niej spodnie  i już zabierał się za koszulkę.
- Co z nią?Nie mogę sobie poradzić - mówił siłując się z zapięciami na koszulce.
-Poczekaj, pomogę ci
- Kurwa! W takim momencie?!- zaczął się denerwować. Ale niestety,ani ona,ani on nie mogli rozpiąć ubrania. Zawisnął nad nią i patrzył się na jej koszulkę. Zamilkł.
- Co chcesz zrobić?
- Pieprzyć to! - złapał za dwa końce koszulki i rozszarpał ją na dwa kawałki. Zębami odgryzł ramiączka od stanika i wyrzucił go na podłogę. Zaczął całować jej dekolt. Delikatnie i z uczuciem schodząc w dół.
- Mam pomysł -zszedł z niej i podszedł do lodówki. Wyciągnął z niej sos czekoladowy - Zawsze chciałem to zrobić - usiadł na niej z powrotem u rozlał sos na jej ciele. Był zimny przez co drażnił gorące ciało Zuzy. Nachylił się i drapieżnie zaczął go zlizywać z ciała ukochanej. Zasysał jej skórę i pieścił piersi językiem, by jak najdokładniej wszystko z niej zlizać. Paznokciami rysowała z rozkoszy po jego plecach przez co go to jeszcze bardziej nakręcało. Ustami zszedł do jej majtek. Delikatnie palcem przeszedł wzdłuż jej kroku przez co pisk rozkoszy uniósł się nad nimi. Słysząc to ucieszył się.
- Chcesz?... Bo wiesz, nie chcę cię do niczego zmuszać.
- Kocham cię -rzekła zadyszanym głosem. Słowa te uderzyły jego serce. Poczuł się wspaniale.
- Dokończmy to na górze - złapał ją w ramiona i podniósł do góry. Trzymając ją na rękach zmierzał w kierunku wyjścia,ale przez nie mały bałagan w kuchni, poślizgnął się i obydwoje przewrócili.
- Przepraszam. Nic ci nie jest? - spanikował.
- Nie nic - spojrzeli na siebie i zaczęli się śmiać. Pocałowali po czym wrócili do wcześniejszej czynności.
- Zostańmy tutaj - wyszeptała.
-Dobry pomysł - położył się na niej i powoli ściągnął z niej majteczki. Czubkiem swojego przyjaciela drażnił jej łechtaczkę. Zwijała się z podniecenia na zimnych kafelkach. Po woli wszedł w nią.Obydwoje nie mogli złapać oddechu. Uspokoili się i powoli poruszał się w niej samym początkiem penisa. Starał się to robić jak najdelikatniej potrafił. Bał się zrobić jej krzywdę.
- Mogę?
-T-tak - wszedł w nią głębiej. Krzyknęła, a łzy po płynęły po jej policzkach. Przytulił ją do niebie. Poruszał się w niej jednocześnie całując ją po szyi. Jej ból przerodziło się w większe pożądanie. Wszedł w nią cały i zaczął szybciej poruszać biodrami. Posuwał ją na  podłodze przez co byli cali umazani w oleju, mące i jajkach. Ich ciała się kleiły. Nagle podniósł ją do góry i usiadł opierając się plecami o szafkę. Umiejscowił ją na swoim kroku i zaczął ją podrzucać ku górze biodrami. Jęcząc z podniecenia trzymała się rękami jego bioder, a jej piersi podskakiwały wraz z nią. Nie musiała się nawet ruszać, bo on sam się wszystkim zajął. Przytulił ją mocno do siebie i trzymając ją za pośladki wbił się w nią do samego końca. Wtuleni w siebie dochodzili jedno po drugim przekrzykując się nawzajem. Zdyszana położyła głowę na jego ramieniu, a on wciąż trzymając ją w objęciach wyciągał kawałki skorupek z jej włosów.
- Też cię kocham skarbie - tym czasem Kinga i Baro spacerowali po parku trzymając się za ręce. Rozmawiali o szkole, pracy, planach na przyszłość,przyjaciołach. Nagle wyciągnął coś z kieszeni.
- Mam coś dla ciebie.
- Co takiego?
- Mały prezent - wręczył jej małe, fioletowe pudełeczko.
- Nie trzeba było -otworzyła je, a w środku był złoty wisiorek - Jest przepiękny! - zachwycała się nim. Od razu było widać, że machy pieniędzy nie wydał na prezent - Zapniesz mi go?
- Pewnie - podniosła włosy do góry, a ten zapiął wisiorek na jej szyi.
- Zobacz,spójrz! - wskazała na rozgwieżdżone niebo - Szybko! Pomyśl życzenie!- zamknęli oczy w tym samym czasie - O czym pomyślałeś?
- Nie powiem ci, o się nie spełni.

*Żebyśmy już zawsze byli razem(Baro)*

 W tej samej chwili Basia już dawno spała w łóżku. Nagle poczuła znów ten sam słodki zapach, który nie dawał jej żyć. Zapach wanilii sprawił, że przebudziła się i zaciągnęła nim.

*To tylko sen(Basia)*

   Nagle usłyszała dźwięk otwierającego się okna. Pomyślała, że Kinga wróciła do domu,więc nie zawracała na to uwagi. Po chwili okno się zamknęło, a dźwięk kroków zbliżających się w jej kierunku  ucichły. Wtedy usłyszała męski szept.
- Basia - otworzyła oczy i przerażona odwróciła się. Nie mogła uwierzyć własnym oczom.
- Sunggyu?!

środa, 26 marca 2014

Infinite: Rozdział 6

Na sali prób w agencji Woollim Entertainment całe Infinite wykończone treningiem leżało na podłodze. Zaczęli rozmawiać w busie podczas powrotu do domu.
 - Jaki ja jestem wykończony - marudził Sungjong.
 - Ja tak samo. Nie czuję własnych nóg - rzekł Sungkyu.
 - Coś czuję, że będę miał jutro zakwasy - dodał Hoya.
 - Jedziemy gdzieś? - zapytał L.
 - No chyba cię coś pogięło. Chce ci się jeszcze gdzieś wychodzić? - zapytał Sungyeol.
 - Czemu by nie. Napiłbym się czegoś zimnego - stwierdził.
 - Może pojedziemy do tej restauracji co ostatnio w niej był Rphabet? - zaproponował Donwoo.
 - To dobry pomysł. Muszę się zrelaksować czymś skoro jutro znowu mamy tak pracować - powiedział Sunggyu.
 - Dobra, no to ile osób chce jechać? - zapytał L - Co? Tylko ja, Dongwoo i Sunggyu? A co z wami?
 - Na mnie nawet nie patrz - powiedział Hoya.
 - Nie ma siły - stwierdził Sungkyu. Za to Sungjong tylko pokręcił głową.
 - No ok. To pojedziemy tylko w trójkę.
 - A co z Woohyun'em? - zapytał Dongwoo spoglądając na nieprzytomnego przyjaciela.
 - Niech sobie pośpi biedaczyna - powiedział Sunggyu. L , Dongwoo i Sunggyu wysiedli pod restauracją, a reszta pojechała do dormu.
 - Ach! W końcu gdzieś indziej niż tylko ta wytwórnia - zachwycał się L. Weszli do środka i usiedli przy stoliku. Przejrzeli karty menu i żartowali z biednego Woohyun'a, który dziwnie spał w busie. Nagle podeszła do nich jedna z kelnerek.
-  Dobry wieczór! Witamy w naszej restauracji! Czym mogę służyć? - powiedziała uśmiechnięta Europejka od ucha do ucha.
- Chcielibyśmy zamówić dwa szejki czekoladowe i jedną kawę karmelową i bitą śmietaną - powiedział Dongwoo.
- Już się robi! – dziewczyna przyjęła zamówienie i odeszła.
 - To tutaj pracują też białe dziewczyny? - zapytał zdziwiony L.
 - Nie sądziłem, że na żywo też są takie ładne - powiedział Dongwoo patrząc na odchodzącą kelnerkę. Chłopcy zaczeli się z niego śmiać. Po paru minutach wróciła z tacą na której znajdowało się ich zamówienie.
- Proszę bardzo! Oto państwa zamówienie - Sunggyu zauważył, że jest coś nie tak z tym zamówieniem.
- Przepraszam, ale chciałem kawę o smaku karmelu, a nie o jogurt truskawkowy - poprawił ją.
- Och, przepraszam! Ja już to... - zakłopotana zaczęła się jąkać, kiedy nagle podbiegła inna dziewczyna przerywając jej.
- Oto pana kawa! – podbiegła szybko inna Europejka podając piosenkarzowi kawę.
- Dziękuję - wziął filiżankę i upił z niej kilka łyków, a następnie odłożył ją na stolik. Obydwie dziewczyny zaczęły do siebie szeptać w nieznanym dla nich języku.
 - Ciekawe o czym one rozmawiają - zastanawiał się Dongwoo.
 - A co jak dowiedziały się kim jesteśmy - spanikował Sunggyu.
 - Nie no co ty - zaczął go uspokajać Dongwoo - To przecież nie są Azjatki.
 - Pewnie nas obgadują - stwierdził L. Nagle jedna z nich niechcący uderzyła ręką w kubek, który całą swoją zawartość wylał na Sunggyu upadła na podłogę.
- Och! Tak bardzo pana przepraszam, ja...- zatkało ją kiedy okazało się , że właśnie wylała szejka na spodnie piosenkarza.
- Sunggyu? – powiedziały zdziwione w tym samym czasie, kiedy zorientowały się, że obok niego siedzą Dongwoo i L. Cała trójka dziwnie spojrzała się na dziewczyny. Polki spaliły się ze wstydu. Były zaskoczone. Zaniemówiły. W tej chwili podszedł do nich szef ratując sytuację.
- Przepraszam was najmocniej za nie. Dziewczyny idźcie do kuchni! –wygonił je zdenerwowany z Sali i podał mu ścierkę, którą mógł się wytrzeć. Sunggyu przez cały ten czas wychylał się i spogląda w stronę dziewczyn.
- No to nieźle się zaczyna - powiedział L.
- Ale, że co? - zapytał.
-Już nie udawaj takiego głupka.
- On nie udaje. On ma tak od urodzenia - stwierdził L.
- Ej! No ale serio się pytam.
- Przecież dobrze wiesz o co nam chodzi - powiedział Dongwoo.
- Podoba ci się - rzekł L.
- Że niby co?!
- Ta co wylała na ciebie szejka. Widzieliśmy jak się na nią patrzysz. Idź do niej zagadaj - powiedział Dongwoo.
- Wyście chyba oszaleli.
- Co ci szkodzi? Pewnie fanki. Dasz sobie radę - powiedział L.
- Bardzo ładne fanki.
- A ty już się uspokój! - szturchnął przyjaciela z boku.
- Ale co ja powinienem zrobić? Przecież ona jest...
- Biała?
- Tak.
- Dziewczyna to dziewczyna. Idź.
- Ale...
- Idź stąd i nie wracaj dopóki nie zagadasz.  - nagle usłyszeli kłócące się dziewczyny. Spojrzeli się w ich kierunku i nagle niespodziewanie schowały się pod blatem.
- To było dziwne - powiedział Sunggyu.
- Speszyły się dziewczynki. Idź - powiedział Dongwoo.
- No dobra... idę - wstał od stolika i podszedł do blatu.
- Mógłbym poprosić o rachunek? Chciałem zrobić to wcześniej, ale schowałyście się pod blatem – zwrócił się tylko do jednej dziewczyny mimo, żeby były tam w dwie.
- T-T-tak. Już panu podaje rachunek – powiedziała szybko lekko jąkając się. Zaczęła szybko szukać cennika.
- Gdzie ten cennik? – rzekła po polsku.
- Basia – wyszeptała druga dziewczyna wskazując jej palcem na tabliczkę zawieszoną na ścianie. Dziewczyna szybko zwróciła na nią uwagę.
- Ach, no tak! Proszę jeszcze chwilkę zaczekać.
- Spokojnie – tym razem wiedząc już co ile kosztowało, szukała kodu którego mogła wbić. Otwierała szuflady przekładając w nich przeróżne rzeczy i papiery. Była bardzo zawstydzona i wszystko robiła szybko.
- Może ci pomóc? – zaproponował nachylając się nad nią. Polka poczuła jego ciepły oddech na swoich karku. Szybko podniosła głowę do góry.
- Nie, nie trzeba – powiedziała jak poparzona uderzając piosenkarza swoją głową. Sunggyu złapał się z bólu za nos.
- O Boże! – zakryła usta z przerażenia – Wszystko w porządku?
- Tak... leci mi krew?
- N-nie. To było niechcący. Tak bardzo cię przepraszam.  Te szejki i ta kawa będą na koszt restauracji – powiedziała szybko nie wiedząc co mówić.
- Serio? – spojrzał się na nią zdziwiony podnosząc jedną brew.
- Tak, pewnie.
- Dzięki.
- Nie ma sprawy.
- Na razie.
- Do widzenia! – na te słowa znów się na nią spojrzał dziwnie po czym się uśmiechnął i wyszedł z resztą z restauracji.
- I co? I co? - pytał przejęty Dongwoo.
- Dostałem w nos... ale za to napoje na koszt firmy.
- Coś ty jej powiedział ty zboku?! - oburzył się L.
- Co? Co ty znowu wygadujesz?! Nic jej złego nie powiedziałem. Poprosiłem tylko o rachunek, a one speszona tak była poplątana, że niechcący uderzyła mnie głową w nos.
- Co za dziewczyna. Najpierw wylewa na ciebie szejka, a potem uderza ci w twarz. Czy w europie tak się podrywa? - zapytał zaciekawiony Dongwoo.
- Jesteście nienormalni - zaśmiał się Sunggyu.
- A ona jaka była?
- Urocza - zawstydził się.
- A masz jej numer?
- No... n-nie.
- Ale ty głupi jesteś! - rzekł L.
 Parę dni później chłopcy podjechali pod szkołę Woohyun'a. Nagle do vana wsiadły jakieś dziewczyny. Jedna z nich nie wyglądała za dobrze.
 - Kim one są? – zapytał Hoya.
- Co się jej stało? – dodał Dongwoo patrząc na  dziewczynę.
- Niechcący wpadłem na nią i uderzyła się w głowę. Zawieziemy je do ich domu. Tak będzie bezpieczniej –  rzekł Woohyun. Nagle do środka weszła trzecia dziewczyna. Sunggyu nie mógł uwierzyć własnym oczom
- To ty?! – krzyknęli razem zdziwieni w tym samym momencie. Wszyscy spojrzeli się na nich zdziwieni.
- To wy się znacie? – zapytał zaciekawiony Sungjong.
- Ta... w pewnym sensie – powiedział piosenkarz. W tym momencie Polka strzeliła buraka.

*Jak ona jest słodka(Sunggyu)*

  Kiedy Woohyun wprowadził Polkę do domu tym czasem Sunggyu czeka na niego z kelnerką.
 - Basia? - powiedział jej imię usłyszanę wcześniejszego wieczoru. Dziewczyna spojrzała się na niego dziwnie.
- Jesteś Basia, tak?
- Tak.
- Miło mi – podał jej swoją dłoń – Jestem Sunggyu.

- Mi również – odwzajemniła uścisk.
- Nie sądziłem, że się jeszcze zobaczymy.
- Ja też nie... jak nos?
- Już lepiej, dzięki... widzę, że nie tylko ty jesteś ciamajda – uśmiechnął się.
- To Woohyun Oppa wpadł na Kingę, a nie ona na niego... i nie jestem ciamajda.
- Skąd wiesz jak mam na imię?
- No bo ja...
- Fanki?
- Co? Nie. Znaczy, no wiesz, ja, znaczy my.
- Dobra, nie tłumacz się, bo komuś znowu zrobisz krzywdę – wskazał na swój nos.
- Przepraszam – spuściła głowę.
- Nic się nie stało. Żartowałem – uśmiechnął się ponownie. Basia odwzajemniła uśmiech.
- Ładnie się uśmiechasz.
- Dziękuję - z domu wyszedł Woohyun.
- Idziemy? – zapytał.
- Tak. To do zobaczenia Basiu.
- Do zobaczenia Sunggyu Oppa!

Chłopcy szykowali się w garderobie.
 - Za 5 minut prosimy na halę - ogłosiła jedna z pracownic. Całe Infinite wyszło z garderoby i poszli na halę, gdzie czekało ok. tysiąca fanów. Usiedli w loży dla idoli obok Shinee i zaczęli rozmawiać czekając na rozpoczęcie się występów. Nagle Sunggyu zauważył znajomą twarz w loży dla vip'ów.

*Czyżby to... Basia? Jak ona ślicznie wygląda. (Sunggyu)*

Wpatrywał się w nią jak w obrazek. Nagle zauważył, że ona też na niego patrzy. Speszony szybko odwrócił głowę w przeciwnym kierunku. Po festiwalu spacerował po korytarzu.

* Skoro siedziała w loży dla vip'ów to na pewno gdzieś tutaj jest. Muszę się z nią koniecznie zobaczyć(Sunggyu)*

 Nagle wpadł na kogoś przewracając się.
- Sunggju? - usłyszał swoje imię. Nie mógł uwierzyć własnym oczom. Jednak udało mu się.
- Dla ciebie Oppa, Basiu.
- Basiu?... znaczy, przepraszam... pamiętasz mnie jeszcze?
- No jakbym mógł zapomnieć? Nie każdy oblewa cię piciem w kawiarni.
- ...
- Śledzisz mnie?
- Co? Ja? Nigdy w życiu!
- Dlaczego ja ci nie wierzę? – mówił do niej kucając przed nią – No nic – wstał i podał jej rękę – Wstawaj – spojrzała się pierw na jego dłoń a potem na jego twarz. Złapała go za dłoń, a on pomógł jej wstać.
- Przepraszam, że nie mogę teraz rozmawiać, ale spieszy mi się.
- Ach... no tak... nie ma sprawy.
- Ale miło cię było znowu zobaczyć – uśmiechnął się wywołując u niej rumieńce – To na razie!
- Pa Oppa!

*Ty kretynie! Jak ty się zachowujesz? Najpierw ją szukasz jak opętany, a teraz mówisz, że nie masz czasu? Co za ze mnie debil! Co ona takiego w sobie ma, że nie potrafię z nią normalnie rozmawiać? A co jak ją więcej nie zobaczę?(Sunggyu)*

Załamany wrócił do garderoby. Ubrał się i szybko wyszedł z budynku.
- Sunggyu? A ty gdzie tak pędzisz? - zapytał Hoya.
- Idę naprawić swój błąd - szybko wybiegł na zewnątrz zastanawiając się czy nie jest już za późno. Nagle usłyszał czyjś głos za swoimi plecami. Był taki szczęśliwy, że ją znowu usłyszał, że jednak mu się udało na czas. Ale oczywiście ukrył swoje zadowolenie.
- Przepraszam pana. Czy wie pan może która jest...? –nie zdążyła dokończyć, kiedy spojrzał się na nią i rzekł.
- Boże! To znowu ty?!
- Oppa?
- Zaczynam się ciebie bać kobieto.
- Przepraszam, nie wiedziałam, że to ty. Co ty tutaj robisz sam?
- Właśnie spóźniłem się na swój bus który miał mnie zawieść prosto pod dorm. Gdyby wtedy na mnie nie wpadła już dawno byłbym u siebie.

*Co ja kurwa wygaduję?!(Sunggyu)*
- Przepraszam. Tak bardzo mi przykro z tego powodu.

- Nie przepraszaj – nastała chwila ciszy.

*Co powinienem zrobić?(Sunggyu)*

Niezręczna chwila ciszy. Było jej tak głupio i wstyd. Po chwili rzekł.
- Chodź.
- Gdzie? – zapytała zdziwiona.
- Czegoś się napić. Może coś zjeść... jesteś mi to winna – powiedział żartobliwie uśmiechając się szczerze. Pod koniec spotkania odprowadził ją pod dom i dał jej swój numer telefonu. To był jego najszczęśliwszy dzień.
*Teraz już cię nie opuszczę(Sunggyu)*










- Nieeeee! - krzyk Basi rozniósł się po całym domu. Dziewczyny słysząc przeraźliwy krzyk przyjaciółki, zostawiły wszystko i pobiegły do pokoju.
 - Co się stało?!
 - Słyszałyśmy krzyki i... - Kinga nie dokończyła, kiedy zobaczyła skuloną Basię przed laptopem - Basiu... wszystko w porządku? - zapytała niepewnie Zuza.
 - Oni muszą być razem!
 - Czy ty znowu czytasz fanfic'ki? - zapytała Zuza.
- To nie może się tak skończyć. Muszę dowiedzieć się co będzie dalej. Ja chcę kolejny rozdział~!
 - Zachowujesz się jak dziecko - stwierdziła Kinga.
 - No wiem.
 - Już szósty raz w tym tygodniu przybiegamy do ciebie w panice, że coś się stało! A tu się okazuje, że fanficki czytasz! - krzyknęła zdenerwowana Zuza - I może jeszcze yaoi czytasz?! - zapadła cisza. Dziewczyny czekały jedynie na odpowiedź Basi.
 - ... możliwe.
 - Musisz w końcu coś z sobą zrobić. Nie możesz przez cały ten czas siedzieć tylko w pokoju i za przeproszeniem wpieprzać lody. Rozumiem, że jest ci bardzo ciężko, ale nie możesz się załamać na całe życie. Musisz w końcu wyjść do ludzi.
 - Kiedy ja nie chcę!
 - Ale przecież nie możesz... - Zuza nie dokończyła, kiedy Basia jej przerwała.
 - Nie.
 - No ale przecież...
 - Nie.
 - Ale nie...
 - Nie.
 - Przecież w końcu...
 - Nie.
 - Ty mi...
 - Nie.
 - Dobra! Skoro chcesz sobie tutaj sama siedzieć to sobie siedź!... Ale pamiętaj, że to nie załatwi wszystkich twoich problemów. Zastanów się nad tym. Przemyśl wszystko. Chodźmy Kinga - obydwie Polki wyszły z pokoju zostawiając Basię samą jak palec w pokoju.

    " Minął już rok od zaginięcia Sunggyu. Policja starała się go odnaleźć, ale bez skutku. Nie miał z nikim żadnych problemów i był czysty. Nie mogli znaleźć żadnej poszlaki. Zupełnie jakby rozpłyną się w powietrzu.  Po kilku miesiącach zrezygnowali z dalszych poszukiwań. Najdziwniejsze jest to, że kamery uliczne zarejestrowały nas tamtego wieczoru, lecz w momencie, kiedy mnie przytulał kamera dostała zakłóceń, a kiedy znowu poprawie chodziła to ja już leżałam nieprzytomna na ulicy. Fani nie dowiedzieli się o zaginięciu Sunggyu. Wmówiono im, że odszedł z zespołu z powodów zdrowotnych na czas nieokreślony. Nie radzę sobie z własnym życiem od tamtego dnia. Nie co mam z sobą zrobić. On był moim szczęściem, które tak po prostu straciłam. Nie mogę przestać o nim myśleć. Nie wychodzę z domu, tylko siedzę cały czas przed laptopem i czytam romansidła w internecie. Mój umysł nie działa już tak samo jak kiedyś. Cały czas mi się wydaję, że Sunggyu gdzieś jest w pobliżu i mnie obserwuję z ukrycia. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie zdążyłam mu powiedzieć, jak bardzo mi na nim zależy. Wierzę, że któregoś dnia znów się spotkamy."

  Mijały kolejne dnia, a Basia wciąż siedziała z kocykiem oglądając kolejne dramy. Dziewczyny martwiąc się o nią zapisały ją do psychologa. Lekarz pomagał jej wyleczyć się z tęsknoty i zacząć akceptować to, że jego już przy niej nie ma. Po kilku wizytach zaczęła czuć się lepiej. Częściej wychodziła z domu, skupiła się na pracy i na nauce. Zaczęła biegać po szkolę by zapomnieć o kłopotach. Przebiegała obok opuszczonego parkingu przy którym ostatni raz widziała Sunggyu. Wtedy przypomniała sobie jego ostatnie słowa.

"Czy wybaczyłabyś mi najgorszą rzecz jaką mógłbym ci zrobić?... Przepraszam."

*O czym on wtedy mówił?(Basia)*

Odruchowo spojrzała się w stronę parkingu. Zjazd w dól był cały ciemny. Nie było w nim nic widać. Stała i patrzyła się w jego głąb, jakby była sparaliżowana. Czym dłużej patrzyła się w tamtą stronę tym bardziej ogarniał ją strach. Nagle poczuła słodki zapach wanilii. Przerażona uciekła z tamtego miejsca. Przez cały czas biegła nie oglądając się za siebie. Szybko wbiegła do domu i wpadła do pokoju, gdzie siedziała Kinga z Zuzą. Szybko zamknęła drzwi i oparła się o nie. Zaczęła dyszeć. Była przerażona.
- Basia... co się stało? - zapytała Zuza. Ona jedynie upadła na podłogę i zaczęła płakać. Dziewczyny o nic więcej nie pytała po prostu ją do siebie przytuliły.