Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą shinee. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą shinee. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 stycznia 2015

"Nigdy o tobie nie zapomnę" #Fahrenheit *Aaron Yan*

Zamówienie dla Juli 



  Dzisiejszego dnia, znów siedzę znudzona w szkolnej ławce na lekcji języka polskiego i wpatruję się w niebo za oknem, zastanawiam się, co czeka mnie w wielkim świecie, kiedy już skończę szkołę, ile wspaniałych przygód przeżyję w swoim życiu, co będę robić i gdzie się pojawię. 
 Marzę o wielkich rzeczach, przygodach, podróżach i wielkiej, pięknej miłości. Marzę o świecie idealnym w którym mogłabym robić wszystko, być wolna i szczęśliwa, lecz niestety o takim świecie mogę tylko marzyć. 


Julia, jak codziennie po ciężki, długim dniu w szkole wracała do domu, zjadała pyszny, gorący obiad, odrabiała pracę domową i uczyła się do różnych niechcianych testów oraz żmudnych kartkówek, a gdy robiło się już ciemno i czas było kłaść się spać, by następnego dnia znów wstać do codzienności, Julia kładła się do łóżka i obserwując cienie ukazujące się na suficie marzyła. Gdy tylko zamknęła oczy i zasnęła, śniła. Otwierając oczy zobaczyła nad sobą gałęzie drzew porośnięte zielonymi liśćmi, które poniekąd zakrywały promienie słońca, a delikatny, przyjemny wiatr muskał jej skórę. Zastanawiając się gdzie jest, usiadła na zielonej trawie i rozejrzała się. Była w bujnym lesie. Po chwili zorientowała się, że jest ubrana w śliczną, niebieską sukienkę z krótkim rękawem, białe rajtuzy i jasnobrązowe chodaki. Po chwili zauważyła dróżkę ,którą postanowiła pójść. Idąc nią i podziwiając rosnące tam dzikie, kolorowe kwiaty, które były niebieskie w krwiste paski, bądź żółte w różowe kropki, zauważyła puchatego królika. Nic by nie było w nim takiego dziwnego, gdyby nie sięgał jej do kolan.
- Jaki duży królik - zdziwiła się. Zwierzę usiadło na swoim kuperku i przyjazną mordką przyglądał się jej przekrzywiając głowę na bok - Jaki ty jesteś uroczy - zachwycała się nim. Podeszła do niego i kucnęła przy nim - Kto ma taki śliczny brzuszek - po miziała go.
- Ej, ej, ej! - krzyknął oburzony odpychając jej rękę od siebie - Co ty wyprawiasz?! Masz coś do mojego brzuch?
- On... on gada.
- No pewnie, że gadam! A ty co? Z choinki się urwałaś?
- P-przepraszam.
- Co mi po twoich przeprosinach, jak poczochrałaś mnie po brzuchu? I jeszcze uroczy... - krzyżował łapki na piersi.
- Nie chciałam cię urazić. To było niechcący.
- Niechcący... akurat - odwrócił głowę - Idź lepiej do domu.
- Do domu? Ach, tak... tylko... gdzie ja mieszkam? - zapytała samą siebie.
- Chyba w mieście, prawda?
- Chyba tak.
- Jesteś nadnaturalsem?
- Nie.
- Człowiekiem?
- Tak.
- Więc mieszkasz w mieście.
- A gdzie jest miasto? - uderzył się łapką w czoło stojąc na tylnych nogach.
- Ty jesteś taka dziwna!
- Czego ty się znowu wydzierasz?! - usłyszała drugi głos. Odwróciła głowę i zobaczyła na drzewie czerwonego węża z głową smoka - Słychać cię w całym lesie.
- Dziwisz się? Tylko spójrz - wskazał na przestraszoną dziewczynę.
- To człowiek. Ludzie zazwyczaj nie zapuszczają się tutaj. Zgubiłaś się?
- Tak.
- A ty jeszcze się na nią wydzierasz.
- Poczochrała mi brzuch, mówiąc, że jestem uroczy!
- Cicho bądź, bo cię zjem! - uderzył go w tył głowy swoim ogonem - Nie przejmuj się moim bratem. On jest za bardzo obrażalski.
- Bratem? Wy jesteście braćmi?
- No tak, czasami sam się dziwię.
- Ej!
-  Jak ci na imię? - zapytał niskim głosem patrząc się na nią swymi dużymi, żółtymi oczami i lekko pokazując swoje kły.
- Julia.
- Więc, Julio idź prosto tą ścieżkom, a na pewno się odnajdziesz.
- No dobrze. Dziękuję za pomoc.
- Nie ma sprawy. Do zobaczenia Julio.
- Do zobaczenia wam - pożegnała się i poszła dalej. Doszła do kamiennego, małego mostu. Woda tam była krystalicznie czysta. Po chwili nad jej głową zobaczyła przelatujące motyle, lecz one były znacznie szybsze i miały inny kształt - Wróżki? - zapytała samą siebie ze zdziwienia widząc małych ludzików przelatujących nad jej głową. Odwracając głowę zobaczyła z oddali idącego, białego jelenia. Miał z około dwa metry wzrostu, a jego rogi były tak duże i rozgałęzione, że wyglądały jak korona. Spacerował powolnym krokiem wśród drzew. Nagle wróżki przeleciały nad nim, a jego głowa skierowała się w jego kierunku. Była nim zachwycona. Pierwszy raz zobaczyła tak piękne i majestatyczne zwierzę. Jeleń spojrzał się na nią i stanął. Patrzeli na siebie z oddali, lecz po chwili odwrócił się i poszedł dalej, a Julia jeszcze odprowadziła go wzrokiem. Był niesamowity. Idąc dalej przez las przejeżdżał obok niej drewniany pojazdy zaprzężony w dwa czarne konie. Pojazd ten miał duże koła ozdobione złotymi liśćmi, a na nim siedział wysoki, przystojny mężczyzna ubrany w długi, ciemnobrązowy płaszcz z dużym, szpiczastym, ciemnym kapeluszem na głowie. Przystanął obok niej i paląc fajkę zapytał:
- Idziesz w stronę miasta? - przytaknęła - Może cię podwieść... Julio? -
- Skąd pan wie jak mam na imię?
- Wsiądź, a się dowiesz. będąc świadomą tego, że to tylko sen zgodziła się i usiadła obok staruszka po czym odjechali.
- Jestem tutejszym czarodziejem. Znam wszystkich i wiem wszystko co się tutaj dzieje. Nazywam się Siwon. Tu ni jesteś stąd, zgadza się?
- Tak, ale podoba mi się tutaj. Tu jest zupełnie inaczej niż u mnie.
- Wiem o tym.
- Skąd? A no tak...
- Pewnie wydaje ci się, że to tylko sen, że to świat, który tak naprawdę nie istnieje, prawda?
- A tak nie jest? - uśmiechnął się
- Dowiesz się Julio w swoim czasie.
- Zapewne już spotkałaś nadnaturalsów?
- Kim oni są?
- Nadnaturalsi to ludzie, którzy potrafią przemieniać się w zwierzęta, ale oprócz tego nie różnią się niczym innym od nas.
- Co to jest za świat?
- To Shaiyla. Ten świat bardzo różni się od tego w którym ty mieszkasz.
- Zauważyłam.
- No to już jesteśmy - powiedział. Po chwili zobaczyła ogromne miasto na wodzie do którego można wejść tylko dzięki mostom.

Ten widok zaparł jej dech w piersiach. Pierwszy raz zobaczyła coś tak pięknego. Był zachód słońca przez co ten widok stał się jeszcze wspanialszym. Wjechali do miasta główną bramą, górnym, lewym mostem.
- Tutaj musimy się już pożegnać Julio. Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy.
- Też mam taką nadzieję - zsiadła z pojazdu i poszła swoją drogą zwiedzając miasto. Mijała piękne budowle kierując się po kamiennych drogach mijając tutejszych mieszkańców, którzy byli dziwnie ubrani. Po chwili zatrzymała się przy jeden z restauracji, gdyż zrobiła się głodna. Obserwowała pięknie pachnące smakołyki nie wiedząc co by tu zjeść. Nagle zobaczyła idącego przez ulicę białego jelenia, tego samego, którego wcześniej spotkała w lesie. Podszedł do jednego ze sklepów i po chwili przemienił się w mężczyznę. Zawstydziła się, gdy tylko przypomniała sobie, że tak go obserwowała w lesie. Nagle gruba kobieta w białym fartuchu zapytała:
- Czym mogę służyć?
- Poproszę...  - rozejrzała się ostatni raz - To - wskazała palcem, po czym kucharka nałożyła jej jedzenie na talerz i powiedziała ile ma zapłacić. Julia sięgnęła do kieszeni, lecz w nich nic nie miała.
- Ja za to zapłacę i jeszcze jedno to samo poproszę - usłyszała męski. Usiadł obok niej na krześle wyciągając pieniądze z kieszeni i wręczając je kobiecie.
- Dziękuję - spaliła się ze wstydy, kiedy zorientowała się, że to ten sam chłopak. Był to wysoki , przystojny brunet o ciemnych, skośnych oczach.
- Nie ma za co. Widziałem cię wcześniej w lesie na moście. Jesteś nowa? - zapytał.
- Tak.
- Jestem Aaron Yan, a ty?
- Julia.
- Co cię tutaj sprowadza?
- Sama nie wiem.
- Zwiedzasz?
- Tak.
- I jak ci się podoba?
- Jest tutaj... niesamowicie. Piękne miasto.
- Ja bym pozmieniał tu i owdzie, ale może być - uśmiechnął się zawstydzając ją. Miał piękny uśmiech - Długo tutaj jesteś?
- Pierwszy raz.
- Na prawdę? Więc musisz koniecznie poznać miasto. Z chęcią cię oprowadzę, jeżeli nie masz nic przeciwko.
- Nie no skąd - rzekła szybko - Było by miło - uśmiechnęła się.
- No to chodźmy - nagle usłyszała dzwonek.
- Co to jest? - zapytała przymykając oczy, a po chwili otwierając je znalazła się w swoim łóżku. Był to dźwięk budzika - W takim momencie? - tego dnia czuła się bardziej żywa i szczęśliwa. Przez cały dzień przeżywała swój sen. Był taki realistyczny i wciąż nie mogła zapomnieć Aarona ze swojego snu.  Tego samego dnia, gdy położyła się spać obudziła się w zupełni innym łóżku. Było całe drewniane,a pościel cała biała. W drewnianym pokoju nie było nic innego, jak to łóżko, szafa, nocna szafka z lampką i krzesło na którym leżały jej ubrania. Wstała, ubrała się i wyszła z pokoju. Dom ten był cały drewniany i przytulny.
- Już wstałaś? - usłyszała męski głos z salonu. Przeszła do salonu i ujrzała czarodzieja Siwon'a, który siedział na fotelu i palił fajkę. Spojrzał się na nią i powiedział:
- Dzień dobry.
- Dzień dobry - przywitała się - Co ja tutaj robię?
- Spałaś.
- Spałam?
- Tak.
- Ale jak ja tutaj trafiłam?
- Tego nie wiem. Po prostu wszedłem do pokoju i zobaczyłem cię śpiącą w łóżku, a twoje ubrania już leżały ułożone na krześle. Może napijesz się herbaty?
- Z chęciom - zaparzył jej herbatę w starym czajniku i podał ją w drewnianym kubku - Dziękuję - ujęła kubek w ręce i upiła łyk.
- Wydaje mi się, że w jakiś dziwny sposób, kiedy kładziesz się spać przedostajesz się do naszego świata. Jeszcze nie wiem, jak to się dzieję i dlaczego tutaj znów trafiłaś, ale się dowiem.
- Ale przecież to sen.
- Zawsze śni ci się to samo? - nic nie odpowiedziała - Tak myślałem.
- Mogę się rozejrzeć po okolicy?
- Oczywiście - wypiła do końca herbatę i wyszła z domu. Dom znajdował się obok lasu przy morzu. Piękne miejsce. Można było podziwiać naturę oraz miasto, które było tak blisko. Z daleka zobaczyła siedzące na skałach przy wodzie trzy, piękne, młode kobiety rozmawiające ze sobą i śmiejące się. Czarodziej wyszedł za Julią. Wtedy zapytała się:
- Kto to jest? - Dan spojrzał się na kobiety z oddali.
- To syreny.
- Syreny? - dopiero po chwili zobaczyła ich lśniące, rybie ogony. Nagle usłyszeli z daleka galop, kiedy się odwrócili, zobaczyli biegnącego, białego jelenia. Zdziwiony zatrzymał się przy domie i powiedział:
- Witaj Siwon.
- Witaj Aaaron. Piękny dzień, prawda?
- Cudowny - spojrzał się na dziewczynę - Wszędzie cię szukałem.
- Naprawę?
- Zniknęłaś wczoraj bez słowa. Myślałem, że coś się stało.
- Przepraszam, ale to było bardzo ważne.
- Och, rozumiem, ale mam nadzieję, że dzisiaj oprowadzę cię po mieście.
- Pewnie.

*Pierwszy raz w życiu rozmawiam z jeleniem ( Julia)*

 Nagle podpłynęły do nich tamtejsze syreny, które adorowały Aaron'a, lecz ten nie przejął się nimi i zabrał Julię na przejażdżkę na swoim grzbiecie. Kiedy oprowadzał ją po mieście napotkali dwóch chłopaków. 
- Cześć Aaron - zawołał jeden z nich.
- Cześć wam. Ty już chyba poznałaś ich Julio? - dziewczyna uważnie przyjrzała się chłopakom . Jeden z nich miał urocze spojrzenie, a drugi duże, żółte oczy.
- To wy! - zasiali się - To was spotkałam wtedy w lesie. 
- I poczochrałaś mnie po brzuchu. 
- Przepraszam, nie wiedziałam.
- Znowu zaczynasz? Ja jestem Jonghyun, a mój młodszy brat to Jimin - poczochrał go po głowie. 
- Nie szkodzi, już zdążyłem się przyzwyczaić - uśmiechnął się cudownie. Cały dzień spędził z nimi czas. Poszli coś zjeść następnie udali się nad wodę, żeby popływać. Wtedy zobaczyła ich piękne urzeźbione brzuchy. Pod wodą również było bajecznie. Pod koniec dnia udali się do miasta na tańca, gdzie świetnie się bawili przy szybkiej muzyce. 
 Świat Shaiyla śnił się Juli codziennie i codziennie przeżywała różne przygody przez co uzależniła się od tego wspaniałego miejsca. Przez to coraz częściej zasypiała, żeby tylko się tam zjawić i spotkać się z Aaronem. Zasypiała od razu jak wracała ze szkoły do domu i robiła małe drzemki w szkole co nie spodobało to się nauczycielom oraz rodzicom. Całe jej życie stało się jednym, wielkim snem. 
 Pewnego dnia, jej rodzice na prośbę wychowawcy wysłali ją do psychologa, który miał z nią porozmawiać z jej problemem. 
- Julio pewnie wiesz dlaczego tutaj jesteś, prawda?
- Tak.
- Czujesz się cały czas śpiąca?
- Tak.
- Dlaczego? Mało śpisz, stres, przejmujesz się czymś?
- Nie.
- Więc co cię męczy?
- Nic.
- Ale czymś musi być spowodowane tym, że przez cały czas śpisz.
- Lubię spać - w tym momencie Julia opowiedziała pni psycholog o świecie Shaiyla. Mówiła o syrenach, mieście, czarodzieju Siwonie, Jonghyun'nie i Jimin, o nadnaturalsach i Aaronie, a szczególności o Aaronie. Tego dnia, Julia znów wróciła do Shaiyla, lecz tym razem było już ciemno. Minęły dwa okrągłe miesiąca od jej pierwszej wizyty w Shaiyla. Tego wieczoru była ubrana w piękną, długą sukienkę. Aaron kazał jej przyjść do magicznego miejsca w lesie, gdzie było pełno świecących kwiatów i świetlików. Po chwili z wśród drzew wyszedł Aaron w postaci białego jelenia. Powolnym krokiem podszedł do niej, a ona z uśmiechem pogłaskała go po mordce. Nagle przeistoczył się w człowieka, a jej dłoń spoczywała na jego policzku. Nachylił się nad nią i czule pocałował w usta przeradzając zwykły całus w namiętny pocałunek. Całując ją po szyi, zaczął ją rozbierać po czym oddali się chwili namiętności wśród świecących kwiatów. 
 Mijały kolejne miesiące, a sen coraz częściej władał nad Julią przez co coraz częściej śniła niż żyła, aż pewnego dnia zapadła w śpiączkę. Lekarze nie wiedzieli co się z nią stało. Jej bezwładne ciało leżało na szpitalnym łóżku, a dusza wędrowała po wspaniałym świecie Shaiyla. Była w śpiączce przez trzy miesiące. Wreszcie była szczęścili, spełniała marzenia, nic jej nie brakowało. Zamieszkała z Aaronem i byli razem żyjąc przygodom, lecz pewnego dnia, Julia po prostu zasłabła. 
- Wszystko w porządku? 
- T-tak.
- Na pewno?
- Tak, wszystko w porządku - mimo tego, gdy wstała z ziemi, znów upadła. Przemienił się w jelenia i na grzbiecie zabrał ją do domu. Następnego dnia, czuła się już lepiej, lecz osłabienia nastąpywały coraz częściej. Któregoś dnia, Aaron zabrał ją wieczorem na kolację. 
- Wiesz, chciałbym się coś ciebie zapytać.
- Pytaj.
- Wiesz, pamiętam dzień w który pierwszy raz cię zobaczyłem. Gdy stałaś wtedy na moście w lesie. Kiedy cię ujrzałem dech zaparł mnie w piersiach.  Słońce tak cudownie podkreślało twoją buzię, a wiatr rozczesywał twoje włosy. Już wtedy moje serce zaczęło szybciej bić na twój widok. Jakie ja miałem szczęście, że tego samego dnia spotkałem cię jeszcze w mieście i mogłem cię poznać. Wtedy nawet by mi myśl nie przeszła przez głowę, że kiedyś będziemy razem, że będę mógł chociażby na przykład przytulać cię każdego dnia czy całować na dobranoc. Dlatego, chciałbym się ciebie zapytać czy wyjdziesz za mnie?
- Ty tak na poważnie?- nie mogła w to uwierzyć. 
- Tak - odpowiedział niepewnie nie wiedząc co odpowie.
- Tak, tak, tak! Wyjdę za ciebie  - rzuciła mu się w ramiona całując w usta.  
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że się zgodziłaś. Nie potrafię bez ciebie żyć..
- Ja tak samo - nagle zemdlała.
- Julio! - krzyknął przestraszony. Wiedząc o tym, że jego ukochana nie należy do jego świata zabrał ją szybko za miasto do czarodzieja Siwon'a. Zapukał szybko do jego drzwi po czym mu je otworzył.
- Błagam pomóż! - krzyknął przerażony trzymając nieprzytomną dziewczynę na rękach. 
- Wejdź z nią - wpuścił ich do środka. Aaron położył ją na kanapie w salonie - Co się stało?
- Zemdlała.
- Często jej się to przydarza?
- Nie, ale...
- Ale?
- Coraz częściej czuje się osłabiona. 
- Osłabiona mówisz? Wiedziałem, że kiedyś ten dzień nastąpi.
- Ten dzień? Co masz na myśli? - Siwon zaczął szukać czegoś w swoich szufladach. Nagle wyciągnął z szuflady słoik z fioletowym płynem po czym nalał troszkę płynu do ręki i wylał ją na jej twarz. Nagle gwałtownie się przebudziła, odkrztuszając się powietrzem. 
- Julio! - przerażony Aaron objął jej twarz w dłonie.
- A więc jednak miałem rację.
- Z czym? 
- Julia za długo przebywa w naszym świecie. To ją wykańcza. Ona umiera.
- Umiera?! Jak to?!
 - Jej dusza jest tutaj, ale jej ciało zostało w jej świecie. Zapewne już po takim czasie zapadła w śpiączkę w swoim świecie, a jak dobrze wiem, to ciało nie może żyć bez duszy, a dusza bez ciała. Ona musi odejść. 
- Dopiero... dopiero co się zaręczyliśmy. 
- Aaron ja... przepraszam - powiedziała. 
- Nie przepraszaj. Nic się nie stało. To nie twoja wina - łzy mu popłynęły po policzkach. 
- Musisz zabrać ją do miejsca, gdzie pierwszy raz się pojawiła. Jeszcze dzisiaj, bo być może nie dożyje jutra. 
- Za mostem... - wyszeptała. Aaron zawiózł ją na grzbiecie na most, gdzie pierwszy raz się przebudziła. Ubrana w płaszcz trzymała w ręce latarkę oświetlając im drogę - To tutaj - rzekła. Zatrzymał się po czym zsiadła. Objęła jego jelenią głowę w dłonie po czym przemienił się z powrotem w człowieka - Tak mi przykro Aaron. 
- Niepotrzebnie. To był najlepszy czas w moim życiu.
- W moim też. Nie wiem, jak dam sobie bez ciebie radę. Jak będę żyła w swoim świecie. 
- Dasz sobie radę. Jesteś silna.  
- Tak bardzo będę za tobą tęsknic. Nie chcę odejść.
- Wiem, ja też nie chcę, żebyś odchodziła, ale musisz. Musisz żyć. Gdybyś nagle umarła nie darowałbym sobie tego - łza popłynęła mu po policzku. 
- Nie płacz.
- Będę tęsknić. Kocham cię.
- Ja ciebie też kocham.
- Daj rękę - położyła swoją dłoń na jego, a on włożył jej pierścionek zaręczynowy na palec - Nie zapomnij o mnie. 
- Nigdy o tobie nie zapomnę - pocałowali się - Zawsze zostaniesz w moim sercu. Myślisz... że kiedyś się jeszcze spotkamy. 
- Na pewno - uśmiechnął się. Jego świat zaczął się rozmazywać i po części znikać, a on zniknął ostatni całując jej czoło.
 Przebudziła się w białej sali. Zdziwiona zauważyła, że jeży w szpitalu.
- To koniec - rzekła cicho do siebie. Siadając na łóżku zauważyła swój pierścionek zaręczynowy na palcu. Przeszedł z nią do jej świata - Nigdy o tobie nie zapomnę Aaron.



poniedziałek, 15 września 2014

" Szpitalna miłość" #Shinee *Onew*

 Zamówienie dla Magdy

 Magda była lekarzem na Seul'skim szpitalu. Sadziła, że swój dzisiejszy dyżur w szpitalu spędzi jak każdy inny, lecz tego dnia jej życie się zmieniło. Był to wieczór. Na dworze było już ciemno, wietrznie i rozpętała się straszliwa burza. Nagle pod szpital podjechały gwałtownie, aż cztery karetki. Przez burzę ciężko było wyciągnąć z pojazdów poszkodowanych. Było wielkie zamieszanie w szpitalu, gdyż poszkodowani przyjechali w strasznym stanie prosto z wypadku samochodowego. Zainteresowana Magda podeszła szybko do jednego z pielęgniarzy, pytając:
- Co się stało?
- Mieli wypadek. Wpadli w poślizg i zderzyli się z drugim samochodem. Trzech w stanie ciężkim przyjechali w osobnych karetkach, a trzej pozostali mają jedynie małe obrażenia.
- O mój boże! - do szpitala wpadli ratownicy z poszkodowanymi na przenośnych łóżkach lekarskich. Lekarze natychmiast do nich podbiegli - Nie wierzę... To Shinee?! - nie mogła uwierzyć własnym oczom. " Szybko! Tego zanieść na salę operacyjną!"," Nie zasypiaj! Ile widzisz palców?! Nie wolno ci zamykać oczów!", jedynie te słowa słyszała przekrzykujące się nawzajem. Wciąż stała jak osłupiona. Nagle jeden z ratowników podbiegł do dziewczyny.
- Potrzebujemy twojej pomocy doktorze.
- T-tak, pewnie - wyjąknęła przestraszona stanem idoli. Byli na wpół przytomni i zakrwawieni, a każdy z nich na twarzy miał maskę tlenową.
- Trzeba ich opatrzeć - wskazał na pozostałą trójkę. Był to Jonghyun, Taemin i ich menadżer. Ci którzy najmniej oberwali podczas wypadku.
- Dobrze - spojrzała na nich i powiedziała stanowczo. Szybko do nich podeszła - Posadźcie ich. Nie wiadomo czy nie mają wstrząśnienia mózgu - ratownicy zrobili co kazała - Tara! - zawołała jedną z pielęgniarek.
- Tak?
- Przynieś z gabinetu wszystkie potrzebne rzeczy. Od bandaży po słuchawki.
- Zgoda - Koreanka szybko podbiegła do gabinetu i natychmiast przyniosła wszystko.
- Dzięki. Dobra, odkaź rany i zabandażuj - nagle zwróciła się do jednego z piosenkarzy świecąc mu po oczach - Jak się nazywasz?
- Kim Jong-hyun.
- Pamiętasz swój zawód? Wiesz co się stało i dlaczego tutaj trafiłeś?
- Jestem piosenkarzem w zespole. Mieliśmy wypadek samochodowy.
- Pamiętasz jak tutaj trafiłeś?
- T-tak, chyba.
- Powiedz.
- Słyszałem dziwny dźwięk. Przyjechały karetki i... i... n-nie pamiętam. Pamiętam jedynie zmiażdżone nogi Onew'a.
- Tara, pomóż mi go posadzić na wózku. Zawieź go do wolnego pokoju, a z rana zrobimy koniecznie badania. Teraz ty - wskazała na następnego idola - Wiesz jak masz na imię? Pamiętasz cokolwiek? Wiesz kim jesteś?
- Tak. Nazywam się Lee Taemin i jestem maknae w Shinee. Pamiętam wypadek samochodowy.
- Dobrze. Powiedz, jak się czujesz?
- Boli mnie głowa .
- A pan? Czy cokolwiek...
- Tak, pamiętam wszystko. Jestem menadżerem Shinee. Ja akurat najmniej jestem poszkodowany.
- Jak się pan czuje?
- Dobrze.
- Może pan wstać o własnych siłach?
- Oczywiście.
- Proszę zrobić parę kroków - mężczyzna wstał bez problemu i zrobił kilka kroków.
- Dobrze. Tara, wieź tego pana na prześwietlenie czaszki, a ja zwiozę Taemin'a do sali, gdzie leży Jonghyun.
- Dobrze doktorze - Magda posadziła go na wózku i zmierzyła w kierunku windy. Wjechali na samą górę i przechodząc się wzdłuż korytarza doszła do sali 234. Pomogła mu położyć się do łóżka i natychmiast sprawdziła jeszcze Jonghyun'a.
- Jak się czujesz? Mam zawroty głowy?
- N-nie.
- A ty Taemin?
- Nie.
- To dobrze. Jeżeli będzie się coś działo, to dzwońcie pod ten alarm, a na pewno ktoś natychmiast do was przybiegnie, dobrze? - wyszła z sali zamykając po sobie drzwi i natychmiast udała się do reszty piosenkarzy. Cała trójka była na osobnych salach operacyjnych. Minho operowali, Onew'a również, a Key'a reanimowali. Na szczęście Key przeżył i od razu po reanimacji zawieźli go do wolnej sali. Minho operowali jeszcze z dwie godziny. Doszło do krwotoku wewnętrznego, lecz i on przeżył. Wykończony i blady również trafił do swojej sali. Niestety Onem miał najgorzej. Operowali go przez sześć godzin. Magda całą noc czuwała nad zespołem zamartwiając się Onew'em. Nie mogła spać przez całą noc. Następnego dnia, Magda od razu po wstaniu szybko zjadła płatki z mlekiem, wypiła gorącą kawę, szybko się ogarnęła i pojechała do szpitala. Tam założyła swój biały fartuch i udała się do chłopców. Na szczęście Jonghyun i Taemin następnego dnia czuli się już lepiej. Badania wyszły pozytywnie. Minho i Key wciąż odpoczywali śpiąc w swoich pokojach. Na samym końcu odwiedziła Onew'a, który pomyślnie przeszedł operację, lecz był w najgorszym stanie. Po chwili podszedł do niej drugi lekarz.
- I jak?
- Operacja się udała. Teraz musi dużo wypoczywać. Przeszedł to najgorzej z całego zespołu. Szybko nie wyjdzie ze szpitala, lecz... jest jeszcze coś.
- Co takiego? - czekała na najgorsze.
- Jego nogi ... są złamane, a w niektórych miejscach nawet zmiażdżone. Nie wiem jak dojdzie do siebie i czy... kiedykolwiek jego zdrowie pozwoli mu na powrót na scenę.
- C-co? - nie mogła uwierzyć w to co słyszy. Po chwili zostawił ją samą z piosenkarzem w pokoju. Magda jako fanka Shinee była zdruzgotana. Dwie godziny później cały świat dowiedział się o wypadku zespołu. Fani już zebrali się pod szpitalem, żeby duchowo wspierać chłopaków, a ich zapłakane rodziny siedziały z nimi przez cały dzień. Mijały dni, a Onew popadł w śpiączkę i nie wiadomo było, kiedy się obudzi. Po tygodniu zostali wypisani Jonghyun wraz z Taemin'em. Kolejne dwa tygodnie później ze szpitala wyszli Key i Minho, a One wciąż spał. Minęły cztery tygodnie od wypadku, a Onew wciąż się nie obudził. Przez ten czas odwiedzała go rodzina, przyjaciele oraz zespół, a Magda przez cały ten czas opiekowała się nim. Pewnego dnia, kiedy wszyscy już myśleli, że się nie obudził stał się cud. Onew otworzył oczy, lecz mimo wszystko to nie był szczęśliwy dzień, jak wszystkim mogło się wydawać. Onew dowiadując się, że nie może chodzić zaczął płakać i krzyczeć wyganiając wszystkich z sali. Płakał tak przez kolejne trzy dni nie wpuszczając nikogo do siebie, aż popadł w silną depresje. Magda w końcu postanowiła odwiedzić chłopaka.
- Dzień dobry - przywitała się na wstępie, ale piosenkarz nawet nie zwrócił na nią uwagi - Jak się czujesz? Wszystko w porządku?
- A jak myślisz? Nie mogę chodzić. Jestem kaleką! I wciąż się pytasz czy jest wszystko w porządku?!
- Wiem jak to może być dla ciebie trudne i teraz przemawia przez ciebie złość i zarazem strach. Pewnie zastanawiasz się, dlaczego to spotkało właśnie mnie? Tak naprawdę to mogło spotkać każdego.
- Nie pocieszasz mnie. Skąd możesz wiedzieć co czuję, co? Ja nie mam czucia w nogach!
- Doskonale wiem co czujesz.
- Czyżby?
- Tak, bo sama kiedyś miałam wypadek samochodowy tak jak ty. Byłam wtedy jeszcze mała i... straciłam mamę. A moja noga była złamana w kilku miejsca przez co nie mogłam chodzić. Musiałam się hospitalizować przez kilka miesięcy, ponieważ byłam, aż w tak złym stanie. Wtedy nie miałam nikogo. Byłam sama, ale ty... nie jesteś sam. Mogę ci pomóc. Wyzdrowiejesz. Razem to zwalczymy. Co ty na to? Chcesz się poddać czy będziesz walczył do końca?
- ... Będę walczył.
- I właśnie to chciałam usłyszeć! - zaśmiała się przez co Onew również się zaśmiał. Od razu poprawiła mu humor - Dobrze widzieć cię znowu uśmiechniętego - wstała z łóżka i już miała zmierzać ku wyjściu, kiedy nagle Onew ją zatrzymał.
- Poczekaj!
- Tak?
- Nawet nie wiem jak masz na imię.
- Jestem Magda.
- Magda? - powtórzył śmiesznie.
- Tak- zaśmiała się
- Ja nazywam się Lee Jinki
- Wiem, Onew. Zdrowiej - uśmiechnęła się, a chłopak odwzajemnił uśmiech. Następnego dnia, Magda znów wróciła do chłopaka.
- Cześć - przywitała się. Widząc ją od razu się uśmiechnął i się przywitał - Jak się czujesz?
- Dobrze.
- Gotowy, żeby wyjść na dwór?
- Na dwór?
- Tak.
- Ale tam jest pełno moich fanek.
- Tym nie musisz się przejmować. Pokaże ci coś - wróciła się i przywiozła mu wózek inwalidzki.
- To jest ta rzecz, którą chciałaś mi pokazać?
- Nie, no co ty. To co chcę ci pokazać jest na zewnątrz.
-  Nie jestem pewny czy chcę wyjść.
- Czym jest życie bez ryzyka? - pomogła mu usiąść na wózku po czym wywiozła go na sam dół i wyjechali tylnymi drzwiami. Za szpitalem znajdował duży, zielony ogród po którym można było spacerować. Chłopakowi bardzo spodobał się ten widok. Woziła go po całym ogrodzie rozmawiając z nim na różne tematy. Przychodziła do niego codziennie i zabierała go na spacer, a w między czasie miał przeprowadzane różne ćwiczenia, które miały mu pomóc w chodzeniu. Spotykali się codziennie. Mijały dni, tygodnie, a nawet miesiące na wspólnych spacerach po ogrodzie, lecz niestety Onew ni robił żadnych postępów w chodzeniu. Przez cały czas poruszał się tylko na wózku. Lekarze zaczęli mieć wątpliwości czy kiedykolwiek chłopak będzie mógł chodzić. Onew pogrążając się w swojej depresji przestał już myśleć nawet o tym, żeby wyzdrowieć. Teraz było mu już wszystko jedno, ponieważ doskonale wiedział, że już nigdy nie będzie mógł chodzić. Któregoś dnia, kiedy Magda jadła śniadanie u siebie w domu, ktoś zapukał do jej drzwi. Zostawiła śniadanie i od razu otworzyła.
- Key?! Co ty tutaj robisz? - zapytała zdziwiona.
- Proszę cię. Musisz coś zrobić.
- Ale co się stało? O czym ty mówisz?
- Chodzi mi o Onew'a. On już stracił swoją siłę walki. Wszyscy się boimy, że on już nigdy... Musisz coś zrobić!
- Ale co?
- On już nikogo nie chce się słuchać. Nie słucha się nas, ani swojej rodziny. On słucha się tylko ciebie. Musisz z nim o tym porozmawiać, błagam cię.
- Myślisz, że to cokolwiek da?
- Jestem tego pewien. Wszyscy jesteśmy. Masz na niego dobry wpływ. Myślę, że on może... cię kochać.
- Że co proszę? - była zaskoczona.
- Widzimy jak on na ciebie patrzy, jak się uśmiecha, kiedy jesteś obok. Mówi tylko o tobie i nigdy nie może się doczekać, kiedy przyjdzie Magda i wyjdzie z nim na spacer.  Więc dlatego tylko ty możesz mu dojść do rozumu.
- Dobrze, postaram się co w mojej mocy.
- Dziękuję - godzinę później Magda pojechała do szpitala myśląc cały czas o tym co jej powiedział Key. Czyżby mówił prawdę? Podczas drogi wymyśliła plan. Kiedy zjechała na miejsce od razu udała się do Onew'a.
- Wiem jak ci pomóc - powiedziała na wstępie.
- O! Magda, dobrze cię znowu widzieć.
- Później pogadamy. Teraz trzeba działać.
- Ale co masz na myśli?
- Zaraz zobaczysz - posadziła go na wózku - Jedziemy - zawiozła go do ogrodu. Naglę pomogła mu wstać.
- Co ty robisz? - zapytał zaskoczony.
- Obejmij mnie - odwróciła się i założyła jego rękę na swoje ramiona. Zawstydzony zrobił to co kazała - Idź.
- Ale ja nie potrafię.
- Potrafisz! Idź! - chłopak starał się robić kroki, lecz mu o nie wychodziło - Powoli, dasz radę. Wierzę w ciebie. Jeszcze raz - męczyła go tak jeszcze przez kilkanaście minut.
- Dlaczego to robisz? Dlaczego każesz mi iść skoro nie umiem?
- Ponieważ nie potrafię już patrzeć na to jak się poddajesz. My wszyscy nie potrafimy. Wszyscy martwimy się o ciebie. Chcę ci pomóc. Wiem, że potrafisz. Po prostu spróbuj. Proszę - ćwiczyli tak razem codziennie. Codziennie Magda zabierała Onew'a do ogrodu i opierając jego ciało o swoje zmuszała go do chodzenia i co ku zdziwieniu innych z dnia na dzień robił postępy. Powoli wracało czucie w nogach i już potrafił robić małe kroczki co bardzo cieszyło Magdę.Chłopak dostał motywacji. Któregoś dnia podczas ćwiczeń powiedziała:
- Onew, muszę ci coś wyznać.
- Co takiego?
- Ja... kocham cię - słowa te dotknęły jego serca. Jego nogi zrobiły się jak z wady przez co przygniótł swoim ciałem Magdę. Obydwoje się przewrócili i udali na trawę. Dziewczyna odwróciła się, a ich twarze dzieliły centymetry. Spojrzeli sobie w oczy po czym chłopak pocałował ją w usta. Odwzajemniła pocałunek.
- Też cię kocham. Od dawna - po czym znów ją pocałował, lecz tym razem bardziej śmielej i namiętniej. Niestety, następnego dnia Magda wyjechała na drugi koniec kraju na szkolenia przez co nie miała kontaktu z chłopakiem. Po dwóch tygodniach, kiedy wróciła do Seulu w pracy zobaczyła coś co sprawiło, że łzy napłynęły do jej oczu. Zobaczyła Onew'a, kory już swobodnie chodził podpierając się jedynie o kule. Kiedy zobaczyli się nawzajem ucieszyli się. Dziewczyna rzuciła się w ramiona chłopaka, który puścił kule, lecz stał na nogach o własnych siłach.
- Ale... ale jak?
- To dzięki tobie. Tylko... dzięki tobie. Dziękuję ci za wszystko. Tak bardzo cię kocham.

sobota, 3 maja 2014

EXO: Just say you love me Rozdział 3

Tego samego wieczoru, kiedy zmęczony zespół siedział już w dormie, ktoś zapukał do drzwi.
 - Ja otworzę - powiedziała Amanda i ubrana w szlafrok podeszła do drzwi. Stał w nich wysoki mężczyzna,który na jej widok zapomniał języka.
 - O co chodzi? - zapytała.
- Zaraz... dostałem od SM adres mieszkania w którym powinienem pracować i...
- I?
- Nie ważne. Jestem nowym ochroniarzem Exo.
- Exo?
- Tak - uśmiechnął się.
- Nie znam.
- Taki boysband... tutaj mam kartkę z adresem od szefa. Powiedział, że tutaj mieszkają - podał dziewczynie karteczkę. Wzięła ją do ręki i spojrzała.
- Rzeczywiście, ale przykro mi. To pomyłka. Nie mieszka tutaj żadne Exo, ani inny boysband.  Musiał pomylić bloki, bo tutaj nie mieszka nikt taki.
- Ach, rozumiem. Dziękuję i przepraszam za najście.
- Nic nie szkodzi. Dobranoc - uśmiechnęła się i zamknęła mu drzwi przed oczami, po czym przewróciła oczami i wróciła do salonu.
- Kto to był? - zapytał Beakhyun.
- Jakiś menel. Na sake prosił. Dobra, zmykać z salonu, bo chciałabym pójść już spać - chłopcy nic się nie odezwali, tylko wykonali polecenie i wyszli z salonu. Udali się do kuchni. Podczas, kiedy Amanda szykowała sobie kanapę, usłyszała ich głośną rozmowę. Zaciekawiła ją, kiedy usłyszała swoje imię.
 - Kogo ty w ogóle przyprowadziłeś tutaj? - oburzał się Lay.
- Nie rozumiem - rzekł Xiumin.
- Ona jest jak jakiś potwór.
- Amanda?
- A niby kto?  Dziewczyna nie powinna taka być.
- Nieźle ją tam wyszkolili - dodał Chen.
- Jest dziewczyną bez emocji - powiedział Chanyeol.
- Jest wręcz przerażająca - odrzekł D.O
- Widzieliście jaka jest silna? To nienaturalne - rzekł Luhan.
- Nie rozumiem jak w ogóle można się tak zachowywać - powiedział Tao.
- Jest za męska - dodał Kai.
- Zero w niej delikatności. Ciekawe, czy jest z jakiegoś gangu? - domyślał się Baekhyun.
- Nie zdziwiłbym się, gdyby była w mafii -odrzekł Kris.
- Czemu ona nie może być bardziej...? - Suho
- Dziewczęca? -zapytał Xiumin.
- Tak - Amanda słyszała to wszystko przez uchylone drzwi.
- Bądźcie cicho! Jeszcze to wszystko usłyszy - zdenerwował się Sehun, który zamknął drzwi od kuchni. Zdezorientowana Polka nie wiedziała co zrobić. Różne myśli przechodzili jej teraz przez głowę. Ściągnęła szlafrok i położyła się do łóżka. Wyciągnęła telefon z pod poduszki i napisała sms'a.

,,Oppa, spotkamy się jutro?"

Tym czasem w kuchni:
- Nie rozumiem waszego nastawienia do Amandy. Ona wcale nie jest taka, jak może się wam wydawać. Ocenicie ją po jednym spotkaniu. Znacie ją dopiero jeden dzień,a sądzicie, że jest zła. Amanda jest naprawdę miłą i zabawną dziewczyną.
- Jakoś tego nie widać. Mówisz nam zupełnie coś innego, niż widzimy - powiedział Lay.
- Zobaczyliście pierwszy raz dziewczynę, która nie stara się być na siłę słodka i nie robi na każdym kroku aegyo,żeby jej kupić markową torebkę. Na świecie są też silne i stanowcze dziewczyny. Zamiast krytykować innych,najpierw spójrzcie na siebie. Wcale nie jesteście tacy idealni, jak innym się wydaje. Gdyby fani dowiedzieliby się jacy jesteście naprawdę i co robicie, od razu by was zostawili. Udajecie ludzi, którymi nie jesteście. Ciekawe, czy gdyby ludzie dowiedzieliby się o waszych sekretach, to nadal by uważali, że jesteście tacy świetni.
- Ja ty niby co? Święty?! - oburzył się Kris.
- Nigdy nie powiedziałem, że jestem idealny, bo nikt nie jest! Nawet ty!
- W sumie najbardziej normalne osoby w tym zespole, które nie udają i nic nie ukrywają to ja, Xiumin i Tao - powiedział Chen.
- Wy najbardziej normalni?! - wybuchnął Luhan.
- A niby nie?!
- Uspokójcie się! Po co się złościć? Nie kłóćmy się. Każdy przecież ma jakieś wady i zalety. To musicie akurat przyznać. Ale po co robić nie potrzebie jakieś kłutnie? - zaczął ich uspokajać Suho.
- W sumie ty hyung też jesteś dziwny - powiedział Kai.
- No, bo przecież to nie jestnormalne, jak facet lubi... - zaśmiany Sehun nie dokończył, kiedy Suho mu przerwał.
- Zamknąć się gnoje!
- Zamknąć się! - usłyszeli znajomy, zdenerwowany głos. Wszyscy ucichli i spojrzeli się na osobę stojącą w drzwiach. Stała tam Amanda w koronkowej pidżamie na ramiączkach.
- Amanda?Przecież ty miałaś...
- Cicho bądź! - uciszyła Xiumina.
- Zgłupieliście?! Jest już późno, a wy się wydzieracie na pół mieszkania, zamiast iść spać! Już nie da się was słuchać!- spojrzała się na Kai'a i Sehun'a,którzy patrzeli się na jej nagie nogi.
-Przestać!- strzeliła ich po głowach - A teraz idźcie wszyscy spać, bo jutro rano nie wstaniecie -powiedziała łagodnym głosem i wygoniła z kuchni.
- Noona~ Utulisz mnie do spania?- zapytał słodkim głosem Sehun.
- Mnie też~ -dodał Kai.
- Wynocha do pokoju. Już! - przestraszeni jej tone uciekli do pokoju.
- Ale jest zdenerwowana, myślisz, że coś usłyszała? -zapytał Tao.
- Oby nie- odpowiedział Kris. Amanda jedynie zmierzyła ich wzrokiem i udała się do salonu trzaskając za sobą drzwiami. Po chwili przyszedł do niej Xiumin. Ujrzał leżącą już w łóżku przyjaciółkę, wtuloną w kołdrę.
- Amber, śpisz?
- Niby jak mam spać?
- Wszystko w porządku?
- Tak,czemu pytasz?
- Czy ty słyszałaś naszą...?
-Rozmowę? Nie, ale powinieneś iść już spać, Dobranoc Oppa~
- Dobranoc. Miłych snów.
- I nawzajem - wyszedł z pokoju i zamknął drzwi. Smutna wtuliła się w poduszkę i wyciągneła telefon.

,, Pewnie kocie. Przyjdź o której tylko chcesz. Mam wolne,wiesz co to oznacza?"

Uśmiechnęła się lekko i zasnęła. Po jakimś czasie Sehun coś usłyszał. Jakieś dziwne dźwięki wydobywające się z salonu nie dawały mu spać. Wyszedł z pokoju i podszedł bliżej do drzwi salonu. Nagle usłyszał dźwięk tuczącego się szkła.Przestraszony wpadł do środka. Zobaczył otwarte okno, a na podłodze Amber trzymała mocno inną dziewczynę.

* Zupełnie jak w moich snach(Sehun)*

-Będziesz tak dalej się patrzył,czy mi pomożesz?!
-Jasne! -podskoczył,jakby wyrwano go z transu.
- Otwórz drzwi wejściowe! - Sehun szybko pobiegł je otworzyć. Amanda złapała mocniej dziewczynę, Chinkę, która całą drogę do drzwi gadała coś po Chińsku.
- Taka, tak, jasne -zakryła jej usta, żeby nie obudzić pozostałych i dosłownie wrzuciła ją do windy. Kiedy wróciła do środka powiedziała:
- Dzięki.
- To było niezłe.
- Dzięki...idź spać - bez żadnego wyrazu wróciła z powrotem do salonu. Następnego dnia, kiedy szykowali się do wyjścia, Amanda wyszła z łazienki ubrana w mundur. Schowała broń, założyła okulary przeciw słoneczne i zapytała:
- Gotowi? -jedynie przytaknęli -Idziemy - wydała polecenie. Całą ich próby siedziała i przyglądała się jak pracują, przez co nauczyciele od śpiewu czy choreografowie zaczęli się jej bać. W pewnym momencie, kiedy mieli przerwę chłopcy zaczęli ją prosić oto, żeby poszła im po napoje.
- Nie.
-Ale Amanda ,prosimy.
- Nie - mówiła nie wzruszona.
- Noona!~
- Nie zaczynaj.
- Amanda,pójdziesz nam po te napoje? - zapytał Xiumin. Spojrzała się na niego i powiedziała.
- No dobrze,ale waszego choreografa mam cały czas na oku - przestraszony mężczyzna przełknął jedynie nerwowo ślinę. Ściągnęła okulary i nałożyła je na głowę. Szła przed siebie szukając jakiegokolwiek źródła picia. Nagle znalazła na swojej drodze automat z napojami. Włożyła pieniądze i jedno po drugim wyciągała z maszyny. Nagle jedna z napojów nie drgnęła.
- Co jest!? - powiedziała nie dowierzając po polsku. Nagle ktoś podszedł do niej, kopnął automat, a puszka sama wyskoczyła. Dziewczyna nachyliła się i wyciągnęła puszkę z środka.
- Dzięki - rzekła obojętnie.
- Zaczynają się już psuć  - Podniosła się i spojrzała na mężczyznę.
- Taemin?! - uśmiechnął się na samo jej zaskoczenie. Z wrażenia cofnęła się do tyłu i uderzyła o maszynę przez co wszystkie puszki wypuściła i potoczyły się po podłodze. Zakłopotana zaczęła je szybko zbierać.
- Poczekaj, pomogę ci.
- Nie trzeba. Dam sobie radę -kiedy razem zebrali już wszystkie, zapytał:
- Nie za dużo?
-To nie dla mnie.
- Ty jesteś ta nowa,która pracuje u Exo?
- Tak.
- Dobrze, że chłopcy mają kogoś, kto im pomoże. Ostatnio fani potrafią być nieznośni.
- Nieznośni to mało powiedziane. Wczoraj w nocy musiała jedną z mieszkania wyrzucać. Wlazła przez okno i jeszcze agresywna była. Chciała wazonem roztrzaskać mi głowę.
- Sama dałaś sobie z nią radę?
- No... tak - czekała na jego reakcję, oczekując odepchnięcia.
- Super!
- Że co słucham?!
- Musisz być naprawdę świetna, skoro jesteś ochroniarzem Exo.
- Taa...
- Taemin,upuściłeś coś? -podbiegł Sungmin podając chłopakom puszkę picia.
- Nie, to jest...
- Amanda.
-Amandy.
- Ach, przepraszam. Proszę - wręczył dziewczynie - Fajne tatuaże - powiedział spoglądając na tatuaże, które wyłoniły się z pod rękawu.
- Dziękuję - zakryła je szybko. Sungmin uśmiechnął się do niej.
- Jesteś wytatuowana? - zapytał zaskoczony.
- Tak, mam cały rękaw - powiedziała cicho.
- Ale fajnie!
- Idziemy? - pośpieszał Taemin'a.
- Tak, pewnie. To do zobaczenia Amanda.
- Do zobaczenia.

* To było dziwne. Albo z nimi jest coś nie tak, albo z Exo(Amanda)*
Kiedy weszła na salę,chłopcy rzucili się na nią spragnieni picia.

- Co tak długo? - zapytał Luhan.
- A coś taki ciekawski? -znów wróciła jest obojętna natura. Kiedy wrócili do dormu, Amanda szybko się przebrała,wzięła torbę i już miała wychodzić, kiedy nagle ktoś zapytał.
- Gdzie idziesz? - zapytał podejrzliwie Chanyeol.
- Do koleżanki.
- Aha, to spoko. Baw się dobrze - wszedł z powrotem do pokoju.
- Yyyy...dzięki?

*Co za dziwni ludzie(Amanda)*

Czas mijał niebłagalnie, a Polka wciąż nie wracała. Xiumin do niej dzwonił, ale nie odbierała. Napisała jedynie sms'a,że za nie długo wróci. Było już po dwunastej, a pod blok podjechało srebrne lamborghini. Dźwięk ten obudził Baekhyun'a,który zauważył przez okno, że z pojazdu wysiada Amanda. Po chwili dziewczyna weszła do dormu.
- Jaka ja jestem wykończona - rzekła zdyszana zmierzając w kierunku łazienki.

*Gdzie ona była? U koleżanki, tak? Detektyw Baekhyun wkracza do akcji (Baehyun)*