Translate

poniedziałek, 16 lutego 2015

EXO: Just say you love Rozdział 31

- O czym ty mówisz? - zapytała przełykając nerwowo ślinę.
- Nie udawaj głupiej. Wiem, że Sehun był w szpitalu, bo próbował odebrać sobie życie... z twojego powodu.On cię kocha.
- A tam od razu kocha. To zwykłe nie porozumienie - spojrzał się na nią znacząco - Wziął coś, a potem wymyślił jakąś głupotę.
- Nie kłam! - krzyknął na nią w taki sposób, że podskoczyła przestraszona - Za dobrze cię znam. Wiem, kiedy kłamiesz. Jak możesz w ogóle mnie tak okłamywać w żywe? - spuściła głowę nic nie mówiąc - Spójrz się na mnie - nie zareagowała - No spójrz! - przestraszona podniosła głowę do góry i spojrzała mu się w oczy - Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś?
- A co miałam ci powiedzieć?
- Prawdę. Czy wymagam zbyt wiele? Jestem dla ciebie zły? Zaniedbuje cię? Za mało ci daje? Mam za mało czasu dla ciebie?
- Nie.
- Więc dlaczego taka dla mnie jesteś?!... Dlaczego nie potrafisz być ze mną szczera?
- Przecież nic złego nie zrobiłam! - krzyknęła na niego.
- Kochasz go?
- Co?
- Pytam się, czy kochasz Sehun'a?
- Nie.
- Tylko mnie nie okłamuj.
- Nie kłamię... nic do niego nie czuję. Przecież wiesz, jaka jestem. Wychowałam się bez jakiejkolwiek miłości. Nie wiem jak to jest być kochanym czy kogoś kochać. Nie potrafię kochać. Moje serce nie potrafi bić, rozumiesz?
-  Ty po prostu boisz się miłości. Jesteś tchórzem.
- Ja tchórzem? I kto to mówi? Powiedział trzydziestoletni facet, który woli kupić sobie dziewczynę niż znaleźć sobie żonę!
- W tym momencie przeginasz!
- A co? To nie prawda?! Przecież chcesz, żebym mówiła prawdę, więc mówię!
- Wyjdź stąd.
- Że co?
- Wynoś się! Zejdź mi z oczu!
- Jak sobie życzysz! - zabrała swoje rzeczy - Nienawidzę cię! - wyszła trzaskając drzwiami.
- Wypierdalaj! - wydarł się rzucając wazonem w drzwi. Wróciła do dormu z płaczem. Tym czasem zdenerwowany Feng zaczął krzyczeć uderzając pięścią w ścianę do krwi. Po chwili osunął się na podłogę z pojedynczymi łzami.

*Jak mogła tak powiedzieć? (Feng)*

 Tego samego wieczoru Luhan siedząc sam w pokoju rozmyślał nad wieloma sprawami zastanawiając się nad wszystkim. Nagle sięgnął do komórkę i wybrał numer. Przyłożył telefon do ucha, a po chwili usłyszał znajomy, damski głos.
- Halo? 
- Natalia?
- Tak, kto mówi?
- Cześć z tej strony Luhan. Możemy porozmawiać?
- Em, pewnie. Coś się stało?
- Chciałbym zapytać o Amandę.
- Pytaj.
- Jak się dowiedzieć, że jest zakochana?
- Skąd takie pytanie? 
- Chciałbym coś sprawdzić. 
- Podejrzewasz, że nasza Amanda się zakochała?
- Nie wiem... może... nie ważne, powiesz mi? 
- To trochę trudno do stwierdzenia, ponieważ po Amandzie nie widać, kiedy jej się ktoś podoba tak na poważnie. Wydaje mi się, że ona sama nie jest świadoma tego kiedy coś do kogoś czuje. 
- Ach, rozumiem - jęknął zawiedziony.
- Ale...
- Ale?
- Wiem, że jak kogoś lubi to potrafi przy tej osobie siorpać zupę. 
- Siorpać? Przecież Amanda wychowała się w Korei. To raczej naturalne zachowanie w Azji podczas jedzenia.
- No tak, ale dla niej jest to raczej rzecz krępująca. Słyszałeś kiedykolwiek, żeby Amanda siorpała? 
- Noo... nie.
- Właśnie.
- Coś jeszcze?
- Uśmiecha się do tej osoby i na pewno podzieli się z nią zieloną herbatą. 
- Zieloną herbatą?
- Ona uwielbia zieloną herbatę. Kiedy ją pije to nikogo nią nie poczęstuje. Przy herbacie jest bardzo samolubna. 
- Coś jeszcze? 
- Przy nawiązaniu z nią dłuższego kontaktu wzrokowego weźmie głęboki, ciężki oddech.
- Skąd ty to wszystko wiesz?
- Jestem jej najlepszą przyjaciółką. Wiem, jak ona się zachowuję. Zauważyłam to. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że robi to nieświadomie - zaśmiała się 
- Jak to?
- No zachowuje się w ten sposób, a potem okazuje się, że kogoś bardzo lubi. Już widziałam raz, jak się tak zachowała,  ale niestety... tylko jeden raz. Potem... już nigdy czegoś takiego nie zrobiła przy żadnym mężczyźnie. Więc, skoro raz tak zrobiła to na pewno za drugim razem znowu tak zrobi. Dlatego nie wierzę w to, że nie potrafi kochać. Jeżeli coś takiego zauważysz, to okaże się, że kocha tą osobę całym sercem, ale prawdopodobnie nawet nie będzie tego świadoma. Przestała przyjmować do siebie takie uczucia. Wydaje mi się, że boi się zakochać, dlatego taka jest. 
- To smutne.
- Też tak uważam. A teraz mów kogo masz na myśli. 
- Co? N-nie, zaraz. Najpierw muszę być w stu procentach pewny, że mam rację. Potem dopiero się dowiesz. 
- Ach, niech ci będzie. 
- Dobra, będę kończyć. Pozdrów Kai'a obok siebie.
- Skąd wiesz, że Kai jest ze mną?
- Przez cały czas do ciebie gada o chrupkach. Tego nie da się nie słyszeć. Do zobaczenia - rozłączył się. Zaciekawiony chciał zrobić mały eksperyment na Amandzie sprawdzając czy podoba jej się ktoś z exo. Przez cały wieczór obserwował jej zachowanie. Wszyscy siedzieli razem w jednym pomieszczeniu więc było łatwiej. 

* Ciekawe kogo by wybrała spośród nas. Może Chanyeol'a? Jest miły, zabawny i jeszcze ten jego głos. On za często chce przesiadywać z Amandą. Muszę mieć na niego oko. Xiumin? W końcu znają się od gimnazjum. Wiele ich łączy, ale nie widać, żeby szczególnie często spędzali ze sobą czas. Baekhyun? Często jej pomaga, uśmiecha się i jest miły... za miły. Czy ona lubi miłych chłopaków? Hymm... Kris? No raczej, że nie. Już na pierwszy rzut oka widać, że siebie nie znoszą. No chyba, że skrycie go pożąda. O nie! A co jeżeli to Kris? Jest wysoki, przystojny, charyzmatyczny, męski i nie okłamujmy się, wszystkie dziewczyny go pragną. Może to Tao? Typ uroczej i przystojnej pandy. Chociaż nie wydaje mi się, żeby to był Tao. Wystarczy na niego spojrzeć. A co jeżeli tak naprawdę odwzajemnia uczucia Sehun'a tylko... tak jak powiedziała Amanda, boi się swoich uczuć. Dlatego odrzuca go... O boże! Nie! Ona wzięła oddech! Głęboki oddech! To nie był taki zwykły oddech tylko głęboki. Głęboki! A więc pośród nas jest ktoś. JEST KTOŚ! Ale kto?! Na kogo ona się spojrzała? NA KOGO?! Zaraz, chwileczkę. No nie... spojrzała się albo na Chanyeol'a albo na D.O. Kobieto czemu oni?! (Luhan)*


Nagle wstała i ruszyła ku wyjścia. Po chwili odezwał się Chen.
- Gdzie idziesz?
- Idę albo się czegoś napić albo kogoś zabić. Jeszcze nie wiem co zrobię. Zastanowię się po drodze, a co? 
- Cole byś przyniosła - przewróciła jedynie oczami i ruszyła ku kuchni. 
- Pójdę z tobą. Zrobię jakieś kanapki - odezwał się D.O i ruszył za dziewczyną. Zaciekawiony Luhan po cichu wyszedł z salonu i poszedł za nimi. Schował się za ścianą i podejrzał ich zachowanie. Amanda śmiała się i uśmiechała.

* A więc to D.O?! O-ona... ona kocha D.O (Luhan)*

Zszokowany wrócił z powrotem i usiadł na fotelu.
- Luhan, wszystko w porządku? - zapytał Xiumin. 
- T-tak. 
- Na pewno? - zapytał Tao. Po chwili wrócili. Chłopcy rzucili się na przepyszne kanapki D.O zapominając o dziwnym zachowaniu Luhan'a.
- A ty nie jest? - zapytał D.O
- Nie... KYUNGSOO!
- A temu co? 
- Przyniosłaś cole?
- Nie, zieloną herbatę.
- Miałaś przynieś cole.
- Nie powiedziałam, że ci ją przyniosę.
- To daj się napić herbaty.
- Nie ma mowy.
- Dlaczego?
- Bo to moja herbata. 
- Amando, daj się napić - powiedział z pełnymi ustami Baekhyun.
- Nie!
- Ale jesteś sknera.
- A wy zachowujecie się gorzej niż dzieci - Tao chciał wziąć od niej kubek, ale Amanda trzasnęła do w rękę i powiedziała - Nie tykaj - następnego dnia, Amanda po pracy udała się do swojej wytwórni. Kiedy była już prawie przy budynku zauważyła, że ktoś ją śledzi i idzie za nią od początku drogi. 
- Yah! - krzyknęła - Czemu mnie śledzicie? - zapytała z pretensjami do pustej przestrzeni. Nagle za budynku wyłoniły się trzy uczennice szkoły średniej w szkolnych mundurkach i plecakach na plecach - Czemu za mną cały czas chodzicie? 
- Widziałyśmy twój ostatni występ - odezwała się jedna z nich - Kiedy tańczyłaś z MBLAQ. 
- I?
- Byłaś niesamowita! - krzyknęła z radości druga.
- Emm... dzięki.
- Wyglądasz jeszcze ładniej na żywo. Jesteś naprawdę śliczna - odezwała się druga.
- D-dziękuję - zawstydziła się lekko nie spodziewając się czegoś takiego.
- Jesteś tancerka? - zapytała pierwsza uczennica. 
- N-nie, trainee.
- Trainee?! - zapytała zdumiona cała trójka. 
- Co w tym dziwnego?
- Nie, nic. Czy ty będziesz debiutowała? - zapytała druga uczennica.
- Nie wiem... może kiedyś. Cały czas trenuję, więc...
- Ale super! - krzyknęły. 
- Przerażacie mnie.
- Jak masz na imię? - zapytała trzecia uczennica.
- Amanda. 
- Nie możemy się doczekać twojego debiutu Amando - rzekła pierwsza. 
- Taa, fajnie. To do zobaczenia - weszła do wytwórni - Dziwne - w szatni spotkała Natalię - Ej Nats! Właśnie spotkała mnie coś bardzo dziwnego. Przed chwilą... 
- Zobacz! - wymachiwała jej przed twarzą bukietem kwiatów - To dla ciebie.
- Dla mnie? Od kogo?
- Od fanów. My mamy fanów! - zaczęła się cieszyć - Zobacz! Ja też dostałam. Bardzo chcą, żebyśmy zadebiutowały. To jest świetne, prawda? 
- Napalone nastolatki mają być świetne?
- Oj daj spokój - po treningu Amanda pojechała na motorze do rezydencji Feng'a. Zapukała kilka razy, a po chwili drzwi otworzyły się. Stał w nich Feng lekko zdziwiony pojawieniem się Amandy u niego.
- Co ty tutaj robisz? - zapytał szorstko. 
- Przepraszam - rzekła smutnie.
- Nie chcę się z tobą już nigdy więcej kłócić. Ja też przepraszam. 
- Mogę się znowu z tobą widzieć?
- Musisz. Nie możesz mnie zostawić - przytulił ją mocno do siebie - Naprawdę mnie nienawidzisz? - zapytał załamanym głosem.
- Nie - wyszeptała - Mam tylko ciebie.
- Nigdy więcej tego nie mów, dobrze?
- Dobrze.
- Wejdź, porozmawiajmy - tej nocy nie wróciła do dormu. Została u Feng'a. Następnego dnia, obudziła się w wielkim łożu przytulona do ciała Feng'a. Przetarła oczy i udała się do łazienki. Szybko się umyła, pomalowała i ubrała. Spięła włosy, pocałowała Feng'a w czoło i zostawiła mu kartkę w salonie wychodząc z jego domu. Z samego rana pojechała do pracy na motorze. W wytwórni przebrała się i poszła spotkać z chłopakami. 
 Trzy godziny później udała się z nimi do jadalni zjeść śniadanie. Dosiadła się do stolika, gdzie siedział Luhan z Xiuminem. Przyniosła ze sobą miskę z gorącą zupą i kubek zielonej herbaty. Rozmawiali przez chwilę, a Luhan znów podejrzewając każego z osobna obserwował ich zachowanie. 
- Idę po coś do picia. Chcecie coś? - zapytał wstając od stolika Xiumin.
- Nie, dzięki- rzekł Luhan.
- Ja mam - powiedziała Amanda.
- Dobra, to ja zaraz wracam - powiedział i poszedł. Po chwili wrócili do dalszego jedzenia. Nagle Luhan zauważył coś dziwnego w Amandzie.
- C-co ty robisz? - zapytał zdziwiony.
- Jem? Nie widzisz? 
- Siorpiesz. 
- Nie prawda.
- Prawda.
- Od kiedy ci to przeszkadza? Ty chyba nie widziałeś, jak wy jecie - jadła dalej kontynuując siorpanie. Zdezorientowany powiedział:
- J-ja chyba pójdę po coś do picia. Zaraz wrócę.  
- Masz - wręczyła mu kubek - Napij się. 
- Co ty robisz?
- Daję ci picie.
- Co w nim jest?
- Zielona herbata, bierz - wręcza mu znowu.
- Nie chcę - odepchnął jej ręce.
- No weź.
- Nie.
- Bierz.
- Nie chcę - odpychali tak swoje ręce nawzajem.
- Dziwnie się zachowujesz - zaśmiała się. 
- Nie śmiej się.  
- Dlaczego? - uśmiechnęła się.
- A nie nie uśmiechaj. 
- Coś w tym złego?
- Nie, ale... - nie dokończył, gdyż spojrzał w niej oczy. Patrzeli tak na siebie prze chwilę. Po chwili spuściła wzrok i spojrzała się na kubek biorąc głęboki, ciężki oddech. 
- No trudno, więc sama wypiję skoro nie chcesz. Wiesz co, wczoraj, jak... Coś nie tak? - zapytała zdziwiona patrząc na Luhan'a, który siedział bez ruchu z rumieńcami na twarzy. 
- T-tak. 
- Na pewno? Rumieńce ci wyszły. Może masz gorączkę? - przyłożyła dłoń do jego czoła - Jesteś gorący. 
- J-jaki? - zająknął się.
- Na pewno dobrze się czujesz? Może jesteś chory? - znów spojrzeli sobie w oczy, a ona wzięła głęboki oddech.
- Aaaa! - krzyknął przerażony przewracając się na krzesełku. 
- Oppa! - krzyknęła. Upadł na podłogę - W porządku? - spojrzał się na nią i z krzykiem uciekł z stołówki, aż wszyscy spojrzeli się na panikującego Luhan'a, a potem na zdezorientowaną Amandę - Co się tak patrzycie? Przecież nic mu nie zrobiłam. 
- Czyżby, czyżby? - zapytał Baekhyun.
- Chciałam mu dać tylko napić się herbaty, a on uciekł z krzykiem. 
- Chciałaś go otruć! - krzyknął Lay.
- Wypraszam sobie! 
- Daj, ja sprawdzę czy jest zatrute - zaproponował Chanyeol.
- Nie ma mowy. To jest moje - klepnęła go w tył głowy i zabierawszy herbatę obejrzała się jeszcze za Luhan'em i wyszła. 

* O Boże! A więc to nie chodziło o Kyungsoo. O-ona kocha... mnie? O Boże! ONA MNIE KOCHA! Pieprzone rumieńce! Czemu ona musi tak na mnie działać? A-ale dlaczego ja? Dlaczego ona wybrała właśnie mnie? O Jezu, jak mi wali serce. Moje serce bije mi teraz jak szalone. Co teraz powinienem zrobić? Przecież... kocham ją (Luhan)*



piątek, 6 lutego 2015

EXO: Just say you love me Rozdział 30

Był już wieczór. Kai podenerwowany wyszedł z budynku i spotkał Natalię.
- C-co ty tutaj robisz? - zapytał zdziwiony.
- Przecież mieliśmy się spotkać.
- No tak, ale... myślałem, że będziesz u siebie albo w wytwórni i przyjadę po ciebie - mówił szybko.
- No to się nie dogadaliśmy - rzekła cicho. Podrapał się jedynie nerwowo po karku - A więc... - zaczęła po chwili - Chciałeś się ze mną spotkać.
- Ymm... tak, tak, rzeczywiście.
- Coś się stało? - zapytała widząc, że chłopak jakoś dziwnie się zachowuje.
- N-nie, dlaczego pytasz?
- A nic, tak jakoś. Ostatnio... kiedy mnie pocałowałeś... nic nie powiedziałeś.
- Ah... no widzisz.
- Chciałabym ci tylko powiedzieć, że bardzo się cieszę, że cię poznałam. Dzięki tobie wiele się nauczyłam. Bardzo miło z tobą spędziłam czas na próbach.
- Tak, naprawdę było fajnie - uśmiechnął się.
- Lubię cię.
- C-co?
- A może i nawet... kocham. Tak... - uśmiechnęła się - Kocham cię oppa - spojrzeli na siebie - T-to tyle co chciałam ci powiedzieć.
- J-ja... ja...
- Spokojnie. Nie musisz się spieszyć z odpowiedzią. Po prostu musiałam ci to powiedzieć, żeby więcej siebie nie okłamywać.
- A-ale... - zauważyła jego dziwną reakcję.
- Albo wiesz co... zapomnijmy o tym co się tutaj stało. Jakbym nigdy ci o tym nie powiedziała. Lepiej... żeby było jak dawniej. Po co coś zmieniać, prawda? Więc... ja może już pójdę. Muszę jutro wcześnie wstać. To... do zobaczenia oppa - uśmiechnęła się, odwróciła i odchodziła, a Kai dalej stał nie wierząc w to co właśnie usłyszał.

* A więc Natalia. Mnie. Kocha? Natalia. Mnie. Kocha... Boże! Natalia mnie kocha! A ja głupi nawet nie potrafię się odezwać. Myśl Kai, myśl, bo zaraz odejdzie i złamiesz jej biedne serduszko. Odezwij się. Kai! Odezwij się! Krzycz! (Kai)*


- KOCHAM CIĘ!!! - Nats słysząc to z daleka stanęła nieruchomo. Powoli odwróciła się i zaskoczona spojrzała na piosenkarza - Zależy mi na tobie. Cały czas myślę tylko o tobie. Tak bardzo bałem się swoich uczuć, ale teraz nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że je odwzajemniasz... Kocham cię Natalio - dziewczyna dalej stała nieruchomo. Nagle odszedł do niej i gwałtownie pocałował jej usta. Ten gwałtowny pocałunek znienacka odwzajemniła i zmienił się na delikatny, pieszczotliwy pocałunek. Kiedy tylko ich usta oderwały się od siebie spojrzeli sobie w oczy. Wciąż nie mógł uwierzyć w to co się dzieje - Czy... my...? - nawet nie skończył, gdyż Natalia po prostu uśmiechnęła się i delikatnie kiwnęła głową.
 Po pewnym czasie szczęśliwy Kai wrócił do dormu. Zakochany wpadł do dormu i wydarł się na całe gardło.
- Chłopaki! Udało mi się! Natalia się zgodziła! Tak!! - przez jego krzyki obudził Amandę. Otworzyła oczy i zauważyła, że jest w czyimś pokoju. Chciała wstać, lecz zobaczyła, że jej ręce są przywiązane do łóżka. Poszarpała nimi kilka razy, lecz bez skutku. Podniosła głowę i zobaczyła w drzwiach chłopaka.
- Chanyeol - zawołała łagodnie. Raper przestraszony ostrożnie się na nią spojrzał i zapytał.
- Tak?
- Możesz mi do cholery powiedzieć, dlaczego jestem związana?! - wybuchła przez co, aż podskoczył.
- W końcu ci przeszło - odetchną z ulgą opierając się o ścianę.
- Co mi przeszło? O czym ty mówisz? Rozwiąż mnie, jeżeli nie chcesz !
- Już, już - podszedł do niej i szybko zaczął ją rozwiązywać.
- Ała! Strasznie mocno - zaczęła masować nadgarstki - Czemu mnie przywiązaliście?! - uderzyła go z pięści w biodro siedząc na łóżku. Ten zgiął się z bólu.
- Ah! Ała! Przedawkowałaś coś...
- Hę?
- Wymieszałaś viagrę z prochami Baekhyun'a i chciałaś się z wszystkimi przespać.
- Z wami? Chyba żartujesz. Jeszcze mi zostały resztki godności mieszkając tutaj.
- Nie wierzysz? To obejrzyj nagranie.
- Jakie nagranie?
- Chen cię nagrał - mówił ledwo z bólu opierając się o szafkę. Po chwili Amanda wpadła do salonu, gdzie wszyscy siedzieli.
- Jakie nagranie?! - wrzasnęła, że aż wszyscy podskoczyli ze strachu.
- Już ci przeszło? - zapytał Tao.
- Chen! Pokaż nagranie - chłopak szybko włączył nagranie na telefonie i podał jej do ręki. Oglądała siebie z szokiem i zawstydzeniem. Reszta tylko słuchała nagrania i nic się nie odzywała. Nagle padł tekst:


  Tak! Czuję to! Bądźmy psami! Ty będziesz rottweilerem a ja małym pekińczykiem 


Nie wytrzymując wybuchli śmiechem. Zawstydzona Amanda oburzyła się.
- To nie jest śmieszne! 
- Przyznaj, tak naprawdę to byś tak chciała z nami - mówił przez śmiech Chen. Aż ją przeszły ciarki i od razu zemdliło na samą myśl. 
- Nie bądź obrzydliwy. Zaraz mnie zemdli. 
- Nie musisz być taka wredna - powiedział Tao. 
- A teraz ... skasuję to! 
- Nawet nie próbuj - podszedł do niej Chen i wyrwał telefon z ręki - To teraz jest moje. 
- Chyba sobie żartujesz. Nie będziesz mnie oglądał w takim stanie zboczeńcu!
- Ja jestem zboczeńcem?! To nie ja mówiłem takie rzeczy. 
- Nigdy bym nie powiedziała takich rzeczy, nawet bym nie pomyślałabym o was w taki sposób.
- Ale powiedziałaś.
- Jak człowiek coś przedawkuje to gada głupoty niezgodne z prawdą.  A teraz skasuj to nagranie.
- Żartujesz? To jest komiczne. Wszyscy muszą to zobaczyć - zaczął się śmiać.
- Że co?! - uderzyła go w rękę przez co komórka wypadłą mu z ręki.
- Tylko się nie napal za bardzo.
- Zabiję! - zdenerwowana rzuciła się na Chena próbując ją udusić. W końcu doszło do tego, że związali jej nadgarstki i nogi, a następnie usadzili na kanapie.
- Czy to na pewno jest koniecznie? - zapytał Sehun.
- Inaczej nas pozabija - wyjaśnił Baekhyun.
- Rozwiążcie mnie!
- Jak się uspokoisz. To dla twojego dobra, żebyś nie zrobiła nikomu krzywdy, ani sobie. A ty Chen skasuj teraz to nagranie.
- Co? Dlaczego?
- Skasuj to idioto! Wystarczy, że się już upokorzyła - powiedział Kris - Naprawdę chcesz, żeby ktoś to jeszcze zobaczył? Skasuj to - Amanda bardzo się zdziwiła postawą Kris'a. Nigdy jej nie bronił. Sądziła, że zacznie się śmiać, dokuczać jej czy coś w tym stylu.
- Dlaczego ją tak bronicie? Cały czas jest dla nas wredna - rzekł Lay - Wyzywa nas i się znęca.
- Nie ważna jaka jest. Jest naszą przyjaciółką. Było zabawnie, pośmialiśmy się, ale już koniec z tym - wstawił się za nią Luhan.
- A ty Yifan? Ponoć się nie lubicie - powiedział Lay. Chłopak spojrzał się na dziewczynę, a następnie odpowiedział:
- Bo się nie lubimy, ale... tylko ja jej mogę dokuczać.
- Ty ją lubisz~ Przyznaj się~ - zaczął mu dokuczać Xiumin.
- Głupi jesteś - trzasnął Xiumina w tył głowy.
- Skasuję to - rzekł w końcu Chen robiąc to o co go prosili. Godzinę później, kiedy Kris sam siedział w swoim pokoju przyszła do niego Amanda. Weszła do środka i zobaczyła rapera leżącego na łóżku ,opierającego się o poduszkę i słuchającego muzyki przez słuchawki. Podniósł głowę do góry i spojrzał się na dziewczynę. Wyciągną słuchawki i uszu i czekał na to co powie.
- Dziękuję ci, że wstawiłeś się w mojej obronie - był lekko zaskoczony takimi słowami.
- To nic takiego. Nie bierz sobie tego za bardzo do serca. Dalej jesteś denerwująca.
- A ty dalej jesteś głupi.
- Jędza.
- Idiota - wyszła naburmuszona z pokoju. Kiedy tylko wyszła obydwoje uśmiechnęli się. Po chwili spotkała na korytarzu Luhan.
- Wybacz, że tak się stało.
- Spoko, nic się nie stało. Ale następnym razem, jak ktoś będzie mnie nagrywać, to obiecuję, że wyrzucę telefon przez okno - zaśmiali się.
- A słyszałaś już o Kai'u?
- Co z nim?
- Spotkał się dzisiaj z Natalią.
- Faktycznie! Zupełnie o tym zapomniałam. Muszę z nim koniecznie porozmawiać. Dzięki, że mi przypomniałeś - szybko wyminęła Luhan'a i wpadła do pokoju Kai'a i D.O. Wskoczyła na łóżko chłopaka i podekscytowana zaczęła się pytać.
- I co? I co?
- Ale co, co?
- No słyszałam, że spotkałeś się z Natalią.
- No tak.
- No więc?
- Zgodziła się - powiedział z bananem na twarzy.
- Tak! A nie mówiłam? Jestem z ciebie taka dumna. W końcu znalazłeś swoje jajca - powiedziała to z uśmiechem na ustach. Zapanowała cisza.
- ... To było dziwne.
- No tak, było - Następnego dnia , Amanda spotkała się z Natalią w spa.
- Wow! Nigdy tutaj jeszcze nie byłam - zachwycała się Nats.
- Bo to dość drogie spa. Ja też tutaj zwykle się nie zjawiam.
- Fundnął nam?
- No a jak? - zaśmiały się - Chodź do recepcji. Muszę pokazać kartę.
- Jaką kartę?
- Zaraz zobaczysz. - podeszły do recepcjonistki.
- Dzień dobry, czym mogę służyć?
- Dzień dobry. Mamy tutaj zarezerwowane dwa karnety - recepcjonistka spojrzała się podejrzliwie na dziewczyny.
- Na pewno tutaj?
- Tak - wręczyła jej kartę. Kobieta, aż podskoczyła z zachwytu.
- Pani jest...?
- Tak, to ja. A to moja przyjaciółka.
- Och, przepraszam najmocniej. Nie wiedziałam. Już panie zaprowadzam.
- Co się właśnie stało? - zapytała Nats.
- Zorientowała się, że jesteśmy od Feng'a - poszły za recepcjonistą i po chwili już leżały obydwie na łóżkach, a dwóch przystojniaków przeprowadzało na nich masaże.
- Jak dobrze - wzdychała Natalia.
- Słyszałam, że jesteś z Kai'em.
- Już ci o wszystkim powiedział? - kiwnęła głową - Jestem taka szczęśliwa. Okazało się, że obydwoje czujemy do siebie to samo od jakiegoś czasu, ale obydwoje baliśmy się, że druga osoba tego nie zaakceptuje. Powiedział mi, że mnie kocha.
- Chyba dobrze mieć kogoś takiego, prawda?
- Tak~ Ty też powinnaś sobie kogoś znaleźć.
- Feng.
- Ach, no tak, ale przecież... nie musi o tym wiedzieć.
- Daj spokój, nie wybaczył by mi tego.
- Kochasz go?
- ... Pomiędzy nami jest tylko kontrakt, nic więcej.
-  Tak myślałam. Nawet po tylu latach nic do siebie nie czujecie.
- A co mamy czuć? Nigdy nic do siebie nie czuliśmy.
- Chciałabym cię znowu zobaczyć zakochaną. Jesteś wtedy zupełnie inną osobą.
- Nie chcę nikogo kochać.
- Dlaczego?
- Nie nadaję się do takich rzeczy. Już nie umiem kochać.
- Tak ci się tylko wydaję.
- Moje serce zwiędło i nic już nie czuję.
- Kiedyś poznasz kogoś kto sprawi, że twoje serce znowu zacznie czuć.
- To będzie jakiś cud - nagle Amanda dostała sms.
- Od kogo?
- Od Feng'a. Chce, żebym przyszła dzisiaj do niego o 19. Chce ze mną poważnie porozmawiać.
- Coś się stało?
- Właśnie nie wiem - cały dzień dziewczyny spędziła razem miło czas. Siedziały w saunie, miały różne maseczki, kąpiele błotne, gorące kamienie itp.
 Wieczorem, kiedy wybiła godzina 19:00, Amanda udała się do domu Feng'a.
- Cześć - nic się nie odezwał, jedynie wpuścił ją do domu - Chciałeś się ze mną widzieć. Coś się stało?
- Wiem już o wszystkim.
- O czym?
- O tym co stało się niedawno. O tobie i Sehunie- przestraszyła się.

poniedziałek, 2 lutego 2015

EXO: Just say you love me Rozdział 29

Tuż po tym, jak Amanda zawiozła swojego brata do dormu, pojechała prostu do pracy. Już na wstępie spotkała Junsu.
- Witaj Amando.
- Witam - spojrzeli na siebie krzywo.
- Prosiłbym cię, żebyś następnym razem nie wtrącała się w nie swoje rzeczy, jeżeli chcesz zatrzymać pracę.
- Grozi mi pan?
- Nie grożę, mówię tylko co cię czeka, jeżeli nie będziesz wypełniać swoich obowiązków.
- Moim obowiązkiem jest pilnowanie i bronienie całego exo przez niebezpieczeństwem i właśnie to robię. Dbanie o ich zdrowie również jest moim obowiązkiem. Gdym tamtego dnia pozwoliła panu zabrać Sehun'a, to rzeczywiście nie wypełniłabym swojego obowiązku, ale tego nie zrobiłam.
- Czyli chcesz przez to powiedzieć, że w tamtym momencie nie myślałaś o tym jak o czymś osobistym, tylko, jak o pracy? Gdybyś nie była wtedy w pracy to postąpiłabyś tak samo?
- Oczywiście, że tak.
- Wątpię w to.
- Jest moim przyjacielem!
- Ale on tak o tobie nie sądzi, prawda? - zatkało ją - Jeżeli naprawdę zależy ci na ich przyjaźni, to dobrze ci radze, nie zbliżaj się do nich za bardzo. Nie próbuj nikogo z nich w sobie rozkochać, nawet nie próbuj się z kimkolwiek z nich wiązać, jeżeli nie chcesz, żeby potem były kłopoty. Nie zrobisz tym na złość sobie, ani mi, tylko im. Sama widzisz co zrobił Sehun. Pomyśl, co jeszcze może się stać. Ucierpią na tym jeszcze bardziej. Oni mają tutaj pracować, a nie się zakochiwać. Ciebie to też dotyczy. Pilnuj się, bo jeżeli dopuści się jeszcze raz do czegoś takiego, to nie będziecie mogli razem mieszkać, albo i nawet pracować. Zrozumieliśmy się?
- ... Tak.
- Teraz wracaj do pracy - przytaknęła i odeszła.

*On ma rację. Nie mogę na to pozwolić. Muszę ignorować swoje uczucia i spływać chłopaków. Po resztą co by na to powiedział Feng? Och, nie. Nie mogę do tego dopuścić ( Amanda)*


Kiedy weszła na salę ćwiczeń by przywitać się z chłopakami zauważyła, że Kai siedzi sam przygnębiony na fotelu i patrzy się w telefon. Podeszła do niego i usiadła obok pytając:
- Wszystko w porządku? 
- Noona? - szybko schował telefon - Tak, w porządku.
- Na pewno? Nie wyglądasz najlepiej. 
- Wydaje ci się.
- Yah! Przecież widzę, że coś się stało. Mnie tak łatwo nie oszukasz. No już! Mów mi tu natychmiast co się dzieję.
- Ale...
- Żadne ale. Chodzi o Natalię, prawda? 
- S-skąd wiesz? 
- Kobieca intuicja, a po resztą zauważyłam twojego sms'a na telefonie zanim zdążyłeś go schować - zaśmiał się - A więc? 
- Mam mały problem.
- Jaki?
- Chciałbym... zapytać się ją o chodzenie.
- To wy nadal nie jesteście razem? -zapytała zdziwiona - Przecież się spotykacie. Pocałowałeś ją. 
- Skąd to wiesz?! - spanikował. 
- Yyymm... zgaduję? - zająknęła się - Yah! No daj spokój. Jak ją pocałowałeś to i o chodzenie możesz zapytać. 
- Wtedy to był spontan. Nawet nie wiedziałem, że tak zrobię, po prostu to zrobiłem. Spojrzałem się na nią, a ona wyglądała wtedy tak cudnie i... stało się. A teraz będę musiał mówić.
- A próbowałeś chociaż?
- Tak.
- I?
- Zacząłem się jąkać, a ona patrzyła się na mnie dziwnie. Zrobiłem z siebie kretyna. 
- Przesadzasz. Na pewno nie było tak źle. 
- Dobrze, że mnie nie widziałaś w takim stanie. Ja się zaraz załamię~ - nie mogła już wytrzymać jego widoku. Nagle wstała i zaczęła się rozglądać.
- Co ty robisz? - zapytał zdezorientowany. 
- Szukam.
- Czego szukasz?
- Twoich jaj! Człowieku, wieś się wreszcie w garść! - poszarpała nim - Nigdy w życiu nie poznasz takiej samej, świetnej dziewczyny, jak ona. Dlatego teraz bierz telefon i dzwoń do niej. Zobaczymy się później, bo jak mnie teraz ktoś zobaczy, że jestem tutaj z wami to mnie zwolnią - godzinę później wszyscy spotkali się w stołówce.
- Kai! - zawołała podbiegając do niego szybko - I co? 
- Zadzwoniłem.
- I jak? 
- Nie dałem rady. 
- Że co? 
- Nie potrafię. 
- Gdzie one są? - zaczęła szukać i rozglądać się. 
- Czego ona szuka? - zapytał Chen.
- Moich jaj.
- Przepraszam państwa bardzo! - zwróciła się do wszystkich - Szukam jaj Kai'a z exo, bo je gdzieś zgubił, gdy próbował zagadać do dziewczyny. Wiecie, one są takie małe. Czasami można je nie dostrzec na pierwszy rzut oka. Są gdzieś takiej wielkości - pokazywała rękami - Można je nawet jako breloczek użyć do kluczy. Trochę jak u małej dziewczynki. Gdyby małe dziewczynki miały jaja, to właśnie by tak wyglądały. Więc, gdyby ktoś, gdzieś je zobaczył, bo teraz mogły poturlać się wszędzie chociażby za śmietnik, to bardzo bym prosiła je oddać. No sami wiecie, facet bez jaj to nie facet, prawda? Więc, dziękuję za uwagę - reszta exo po prostu wybuchła śmiechem. Nie mogli się powstrzymać od śmiechu, kiedy wszyscy tamtejsi ludzie uważnie z lekkim uśmiechem słuchało wypowiedzi Amandy. Nagle podeszła do Kai'a wyciągnęła mu telefon z tylnej kieszeni i podała do ręki mówiąc:
- A teraz dzwoń.
- A co jeżeli...?
- Spokojnie, weź głęboki oddech. Będzie dobrze, pomogę ci.
- Jak? - wzięła długopis od kucharki, kilka serwetek i zaczęła po nich pisać mówiąc:
- A teraz dzwoń, a ja się wszystkim zajmę. Zaufaj mi - przytaknął i wybrał numer. Po chwili przyłożył komórkę do ucha i usłyszał głos Natalii.
- Halo? Oppa? - zaniemówił. Nagle Amanda zaczęła wymachiwać mu serwetką przed oczami. Spojrzał na nią i przeczytał co było na niej napisane.
- Co u ciebie? - zapytał.
- Wszystko dobrze, jestem właśnie w szkole. Czy coś się ostatnio stało? Dziwnie się zachowywałeś.
- Yyy - spojrzał na serwetkę - Spotkasz się dzisiaj ze mną? Muszę ci coś bardzo ważnego powiedzieć. Pasuje ci 20?
- Pewnie, to do zobaczenia.
- Pa - rozłączył się.
- I co? Takie to trudne było? 
- I to jeszcze jak. Ja nie mogę się z nią dzisiaj spotkać.
- Dlaczego?
- Nie dam rady.
- Czy ktoś...?!
- Przestań noona! Rozumiem co chcesz właśnie zrobić, ale boję się. 
- Nie masz czego. Jesteś jednym z najbardziej pożądanych chłopaków w Korei. Każda chciałaby się się z tobą umówić. Możesz mieć każdą, ale ty chcesz Natalię. 
- Dlaczego chłopaków, a nie mężczyzn?
- Bo nie masz jaj, ale to nie o to mi teraz chodzi. Wierzę w ciebie. Dasz radę, tak samo, jak dajesz radę codziennie. Nie załamuj się, a wszystko będzie dobrze. 
- Dobra, masz rację. Dam radę.
- I to ja rozumiem takie nastawienie! - parę godzin później wymieniała się zmianą z innych ochroniarzem i udała się do swojej wytwórni na trening. Kiedy tylko zbliżała się do budynku czuła się cały czas obserwowana i wydawało jej się, że ktoś za nią chodzi, ale nikogo nie widziała. To było dla niej bardzo dziwne. Trening skoczyła o 21:30 i była wykończona. Wsiadła na motor i wróciła do dormu. Bardzo bolała ją głowa. Kiedy wróciła, wzięła prysznic, a następnie przeszukała szafki w kuchni i połknęła pierwsze lepsze tabletki mieszając je by ból szybciej minął. Następnie udała się do salonu, usiadła na kanapie i czekała, jak tabletki zaczną działać. 
 Pół godziny później Suho przyszedł do niej. 
- Cześć Amanda, kiedy wróciłaś?
- Jakieś pół godziny temu.
- Co robisz?
- Oglądam telewizję. Gdzie reszta?
- Siedzą w swoich pokojach i coś robią. 
- Hymm... rozumiem - nagle złapała go za kolano delikatnie je masując. Suho przestraszył się odskakując od niej.
- C-co ty robisz? - zająknął się. 
- Weź mnie! 
- Co?!
- Nikt się nie dowie.
- Zwariowałaś?! Przecież wiesz, że wolę facetów. 
-Tej nocy przymknij na to oko - rzuciła się na niego próbując go pocałować.
- Nie! - odpychał ją od siebie, lecz nie potrafił. Za bardzo się na nim wiła. Usiadła na nim okrokiem i krzyczała z podniecenia:
- Weź mnie tu i teraz! 
- Co ty wyprawiasz? - zauważył, że ma mętne oczy. Zaczęła go całować po policzkach i szyi wbijając w jego krocze swoje kolano - Piłaś coś? Jesteś pijana? 
- Jestem opita seksem - złapała jego głowę i przyłożyła ją do swoich nabrzmiałych piersi. Wyrywał się przez co ocierał swoją twarz o nią - Och~ Tak~! - nagle Chenyeol i Kris weszli do salonu.
- Co tutaj jest tak głośno? - zapytał burzony Kris. Jakie było ich zaskoczenie, kiedy zobaczyli jak Amanda dotyka Suho trzymając jego głowę w swoich piersiach. Uspokoiła się, kiedy zobaczyła dwójkę. 
- Czworokącik~ - zsunęła się na podłogę.
- Co wy robicie?! - zapytał zdenerwowany Chenyeol. 
- Nic, ona rzuciła się na mnie.
- Akurat! 
- Tylko spójrz na nią! Amanda się tak nie zachowuję. Musiała coś wziąć - tymczasem dziewczyna dotykała się leżąc na plecach na podłodze i puszczając oczka do Krisa. 
- Kris~ Pobaw się ze mną~ - chłopak zaczerwienił się.
- Nie patrz się tak na nią! - zwrócił Krisowi uwagę Chenyeol. Po chwili sytuacja zaczęła się wymykać spod kontroli i przywiązali Amandę do łóżka. Już wszyscy w dormie wiedzieli co się dzieję. 
- Tak! Zwiążcie mnie mocniej - rzucała się na łóżku. Nie wiedzieli czy mają się śmiać czy martwić. Chen oczywiście wpadł na niezły pomysł, żeby ją nagrać. 
- Chen~ Skarbie, zgwałć mnie
- Może innym razem - zaśmiał się nagrywając ją. 
- Ale ja chcę teraz tatuśku - uderzała biodrami o łóżko rozkładając nogi. 
- Już chyba wiem co się z nią stało - rzekł Tao - Wymieszała prochy Baekhyun'a z viagrą menadżera. Wzięła tego dosyć sporo. 
- To dlatego się teraz tak zachowuję - rzekł Xiumin. 
- Może powinniśmy gdzieś zadzwonić? - zapytał Lay.
- Po co? To jest zabawne - zaśmiał się dalej ją nagrywając. 
- To nie jest śmieszne - oburzył się Luhan. 
- No co wy? Pierwszy raz możemy zobaczyć w takim stanie Amandę. To się raczej więcej nie powtórzy. 
- Nie możemy nigdzie dzwonić! Za często tu karetka przyjeżdża. Jeszcze psy przyjadą - powiedział Sehun.
- Tak! Czuję to! Bądźmy psami! Ty będziesz rottweilerem, a ja małym pekińczykiem - syczała z podniecenia po czym zaczęła szczekać - Będę twoją suczką Luhan~ Bardzo nie posłuszną. Będziesz musiał przynieść smycz. 
- Uspokój się Amando! Nikt nie będzie się z tobą bzykać - uspokajał ją Suho. 
- Taki zły jesteś? Zbij mnie! - jęczała rzucając się na łóżku. 
- A czemu by niby nie? Może by tak... - zasugerował Lay.
- Nawet nie próbuj! - uderzył go w tył głowy Luhan 
- Mama chce lizaka~ - uderzała biodrami o łóżko wijąc nogami po pościeli. 
- Wyjdźmy lepiej, żeby się uspokoiła. Jak jej nie przejdzie to wtedy po doktora - wyjaśnił Baekhyun. Wszyscy tak zrobili i udali się do salonu, lecz ona cały czas krzyczała:
- Chłopaki! Nie zostawiajcie mnie! Nie możecie mnie po prostu wyrżnąć, brutalnie zgwałcić? Cokolwiek? Chociaż klepnąć, no! - po jakimś czasie zamilkła. Chanyeol poszedł sprawdzić czy wszystko z nią w porządku , lecz ona już spała. Nagle ktoś wpadł do dormu. Był to Kai.
- Chłopaki! Udało mi się! Natalia się zgodziła! Tak!! - przez jego krzyki, obudził Amandę. 
- Chanyeol - zawołała.
- Tak? zapytał niepewnie.
- Możesz mi do cholery powiedzieć, dlaczego jestem związana?! 

poniedziałek, 26 stycznia 2015

EXO: Just say you love me Rozdział 28

- To nie możliwe - na ramionach nic nie było.
- Mówiłem.
- Ale ja... byłam pewna, że ty... nie. Jaka ja głupia jestem. Przepraszam.
- Nic się nie stało.
- Tak bardzo cię przepraszam - rozpłakała się i uciekła do dormu.
- Amando! Noona! - wołał za nią, lecz nie odwróciła się. Patrzył tylko jak z płaczem ucieka. Nie pobiegł za nią. Stał tylko i będąc w szoku nie mógł w to uwierzyć. 
- Ja... jestem jej bratem - powiedział sam do siebie- Nie, to nie prawda - sam sobie zaprzeczał. Włożył dłonie do kieszeń, odwrócił się i wrócił do dormu. Podczas powrotu próbował się do niej dodzwonić, lecz nie odbierała. Całą noc nie mógł spać. Przez cały czas myślał tylko o wcześniejszej rozmowie z Amandą. Czuł się winny, że nie powiedział jej prawdy, że w wieku 15 lat usunął bliznę z ramienia. 
 Następnego dnia, całe BTS zauważyło, że z ich Kookiem jest coś nie tak. Postanowili, że na przerwie pomiędzy próbami w wytwórni porozmawiają z nim. 
- Coś się stało? - zapytał z troską w głosie Jin. 
- Co? - zapytał, jakby wyrwał go z transu - N-nie, nic. 
- Na pewno? Bo nie wyglądasz najlepiej.
- Na pewno. Nie martw się o mnie hyung.
- Przestań ściemniać, bo cię kopnę! - zagroził mu V.
- Przecież widzimy, że jest coś z tobą nie tak - rzekł Suga.
- Od samego rana nic się nie odzywasz, cały czas siedzisz sam i jesteś ciągle zamyślony - powiedział J-hope.
- Wiesz, że z nami możesz porozmawiać o wszystkim - powiedział spokojnym głosem Rapmon siadając obok niego. Kookie spojrzał się jeszcze raz na wszystkich, wziął głęboki oddech i rzekł:
- No dobra... chodzi o Amandę. 
- Ktoś tu się zakochał - dokuczał mu uśmiechnięty Jimin. 
- Co?! To nie tak. Nie jestem w niej zakochany. 
- Oj nie wstydź się. Wszyscy dobrze wiemy, że kręcicie ze sobą.
- Nie kręcimy ze sobą. Chodzi o coś innego. 
- To jeszcze się z nią nie umówiłeś? - zapytał zdziwiony J-hope.,
- Stary, to nie takie trudne - rzekł Suga. 
- Nie o to chodzi!
- Powiedziała, że masz za małego? - zapytał Jin.
- Ma kogoś? - zapytał Jimin.
- Nie trafiłeś w nią? - zapytał V.
- Nie masz się czym przejmować. Zdarza się. Czasami się nawet wyślizguje z dziewczyny- wyjaśnił Rapmon.
- Najlepiej wtedy podłożyć pod jej tyłek poduszkę. Takie niby nic, a działa - wyjaśnił Suga. 
- I pamiętaj, żeby się zabezpieczać - rzekł Jin. 
- Powiedz jej, żeby dodatkowo brała tabletki, bo z gumkami bywa różnie - powiedział J-hope. 
- Chyba nie chcesz, żeby przydarzyło ci się to samo co Jin'owi, prawda? - zapytał Jimin. 
- Pękła w trakcie, a potem musiałem jej dawać na aborcję - wyjaśnił. 
- Zamknijcie się w końcu! Ona jest chyba moją siostrą! - wszyscy zamilkli. 
- Sypiasz z własną siostrą? - zapytał V. 
- Pabo! - uderzył go w głowę Suga. 
- Fajny żart, prawie się nabraliśmy - zaśmiał się Jimin. 
- To nie jest żart. 
- Ale jak to? - zapytał zaskoczony J-hope. Nagle Jungkook zaczął szybko wyjaśniać:
- No wczoraj się z nią spotkałem, żeby dać jej te kwiaty od nas. Wtedy trochę rozmawialiśmy i opowiedziała mi o swoim młodszym bracie, którego straciła, jak była mała. Mówiła, że bardzo go jej przypominam. Chciała, żebym pokazał jej swoje ramiona, a ja nie chciałem, bo jej brat skaleczył się w tym miejscu, jak był mały. Jak zobaczyła, że nie mam żadnej blizny na ramieniu to popłakała się i uciekła, a ja tą bliznę usunąłem, jak byłem w gimnazjum. Teraz nie wiem co ma robić. Dzwoniłem do niej, ale nie odbiera ode mnie i jeszcze chyba jestem adoptowany - schował twarz w dłoniach. Reszta nie wiedziała jak się w takim momencie zachować i co powiedzieć. Byli w szoku - Co robić?
- Na początku to najlepiej porozmawiaj o tym z rodzicami, a potem już sam będziesz wiedział co robić - powiedział Rapmon. 
 Minęło kilka dni od tamtego dnia. Całe BTS mieni dzień wolny. Tego właśnie dnia Kookie został zaproszony przez rodziców na obiad do domu. Kiedy tam przyszedł, przywitał się z nimi i razem zasiedli do stołu. Rozmawiali o różnych rzeczach. Opowiadali o tym co ich ostatnio spotkało i wspominali oraz rozmawiali o dalszych planach BTS. Miło razem spędzali czas. Brakowało mu takiej rozmowy z rodzicami, gdyż bardzo rzadko się z nimi widywał. Nagle przypomniał sobie zdarzenie, które ni dawało mu spokoju. Wiedział, że tego dnia musi z nimi o tym porozmawiać. Bardzo bał się tej rozmowy, lecz wziął głęboki oddech i zaczął:
- Mogę się was o coś zapytać? - zapytał niepewnie. 
- Pewnie skarbie, pytaj - rzekła matka.
- Czy... czy ja... jestem adoptowany? - rodzice zaniemówili. Byli zdziwieni, że zapytał ich o coś takiego. Po chwili zaczęli się śmiać. 
- Skąd ci coś takiego przyszło do głowy? - zapytała.
- Przecież jesteś naszym synem - wyjaśnił uśmiechnięty ojciec. 
- Ostatnio poznałem pewną dziewczynę, która jest bardzo do mnie podobna. Twierdzi, że jestem jej młodszym bratem. Dlatego chciałem się was zapytać czy mnie zaadoptowaliście.
- Yyyy... co to za dziwna dziewczyna? Jakieś głupoty ci naopowiadała - rzekł ojciec.
- No może tak... ale powiedziała mi, że jak jej brat był mały przewrócił się i zranił w ramie, a potem miał bliznę. Taką samą jaką ja miałem i usunąłem - zamilkli. 
- Powiedzmy mu - powiedziała matka do ojca.
- Nie mamy innego wyboru. 
- To prawda? - zapytał. Przytaknęli. 
- Nie jesteśmy twoimi biologicznymi rodzicami. Zaadoptowaliśmy cię, kiedy byłeś mały - wyjaśnił ojciec. 
- Jak to? Kiedy mieliście zamiar mi o tym powiedzieć?
- Nie złość się skarbie. To, że jesteś zaadoptowany jeszcze o niczym nie świadczy. Cały czas ja i twój ojciec bardzo cię kochamy. Staraliśmy się, żebyś miał wszystko. Chcieliśmy dobrze.
- Dlaczego jej też nie zaadoptowaliście? - zapytał z smutkiem ale i także złością w głosie. 
- Nie mogliśmy - oznajmił ojciec.
- Ale... d-dlaczego? Nie rozumiem.
- Jak mogliśmy zaadoptować białą dziewczynkę? 
- Żartujecie sobie ze mnie, prawda?! - oburzył się. 
- Nie unoś się tak.
- Jak mam się nie unosić?! Rozdzieliliście nas! Przez waszą cholerną dumę, ona cierpiała całe życie! Szukała mnie! Mamy tylko siebie! A wy?! Jak mogliście?!
- Jak zwracasz się do ojca?! - zwróciła mu uwagę
- On nie jest moim ojcem! A ty nie jesteś moją matką! Nie jesteście moimi rodzicami! Za to co zrobiliście, nie chcę was znać! - zdenerwowany wybiegł z domu. Nie wytrzymując z nerwów, łzy same zaczęły mu płynąć po policzkach. Biegł przed siebie ile starczyło mu sił. W końcu zmęczony stanął i usiadł na ławce chowając twarz w dłoniach. 
- Co ja mam teraz robić? Namjoon mówił, że będę wiedział - wyszeptał sam do siebie - zaczęło kropić po czym pojedyncze krople deszczu przerodziły się w deszcz. Cały zmókł siedząc dalej bez ruchu na mokrej ławce. Po pewnym czasie uniósł głowę do góry i coś zauważył. Rozpoznawał miejsce w którym się znajdował. Nie daleko niego mieszkała Amanda w dormie exo. Nie wiedząc czy dobrze robi postanowił, że do niej pójdzie. Powolnym krokiem ruszył w stronę dormu exo. Wszedł do budynku, pojechał windą na górę i stojąc już przed odpowiednimi drzwiami zapukał w nie niepewnie, lecz nikt nie otwierał. Zrobił to ponownie i kolejny raz. Nagle usłyszał czyjeś kroki. Drzwi otworzyły się, a w nich stanęła Amanda. Była bardzo zdziwiona widząc chłopaka. 
- Co ty tutaj robisz? - zapytała.
- Chciałem się z tobą zobaczyć. Dzwoniłem do ciebie i pisałem, ale nie odbierałaś. Nawet nie odpisałaś.
-Przepraszam cię za tamto. Nie wiem co mnie wtedy napadło, ale teraz nie mam siły, żeby rozmawiać. Wybacz, ale muszę jeszcze skoń...
- Miałem zabieg - przerwał jej szybko.
- O czym ty mówisz?
- Usunąłem bliznę z ramienia, kiedy miałem piętnaście lat - przeżyła szok. Nie wiedziała co powiedzieć - Mogę wejść? - zapytał cichym głosem.
- Tak, tak - wyrwała się z transu - Wejdź - wpuściła go do środka i zamknęła drzwi - Jesteś cały przemoczony. Ściągaj buty i daj mi tą bluzę. Musisz wyschnąć i ogrzać się, bo jeszcze zachorujesz - zrobił jak kazała. Ściągnął obłocone buty i ściągnął mokrą bluzę. Amanda wzięła od niego rzeczy i rzuciła je szybko do łazienki nie patrząc, gdzie lecą. Po chwili objęła go i zaprowadziła do salonu - Jesteś cały zimny. Usiądź - posadziła go na kanapie. Wyciągnęła gruby koc z szafy i powiedziała:
- Ściągnij tą mokrą koszulkę. Zawieszę ją, żeby wyschła i okryj się tym kocem. Będzie ci cieplej. Ogrzejesz się - Jungkook nic się nie odzywał, jedynie wykonywał posłusznie polecenia. Ściągnął koszulkę i okrył się kocem.
- Zrobię ci gorącej herbaty. Zaraz wrócę - zabrała koszulkę ze sobą i wyszła. Wykręciła ją po czym zawiesiła na kaloryferze. Następnie wzięła się za przyrządzanie herbaty. Tak bardzo się denerwowała, że ręce się jej trzęsły i wszystko jej wypadało z rąk. Kiedy tylko się jej udało przyniosła ją Kook'owi wraz z cukrem i łyżeczką. Chłopak grzecznie podziękował, posłodził i upił łyk herbaty. Amanda usiadła naprzeciwko niego w bezpiecznej odległości. Przyglądając mu się uważnie, jak pije herbatę, powiedziała: 
- Pójdę się zająć twoimi rzeczami - wstała i już miała wychodzić z salonu, gdy nagle się odezwał:
- Nie porozmawiasz ze mną? - zapytał zdziwiony - Właśnie dowiedziałem się od rodziców, że jestem adoptowany. Całe moje życie stanęło do góry nogami. Jestem zagubiony - zaczął panikować. Amanda widząc to, że zaraz wybuchnie płaczem podeszła do niego, usiadła obok i szybko go przytuliła do siebie. Od razu się do niej przytulił - Boje się.
- Wiem, że jest ci ciężko - łzy popłynęły mu po policzkach - Masz mieszane uczucia i jesteś zagubiony. Ale nie martw się. Nie jesteś sam. Pamiętaj, że masz jeszcze mnie. Wiem, że teraz w żaden sposób nie będę potrafiła cię pocieszyć, bo niestety, ale nie jestem dobra w wyrażaniu tego co czuję i ... ja... jeżeli chcesz to...
- To takie dziwne - rzekł przytulony do jej ciała.
- Co takiego?
- Że teraz kiedy jestem w ciebie wtulony to czuję się lepiej. Uspokoiłem się, jakbym był w domu. 
- Zawsze kiedy płakałeś, to przytulałeś mnie w ten sposób - uśmiechnęła się - Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że cię odnalazłam. 
- Przepraszam, że ci nie powiedziałem prawdy od początku. 
- Nic się nie stało, nie przepraszaj. 
- Noona? 
- Tak?
- Czy możemy się teraz częściej widywać? 
- P-pewnie - zaskoczyło ją takie pytanie. Nie sądziła, że od razu będzie tego chciał.
- Wiem, że wychowywałaś się bez rodziny. Dlatego nie chcę cię teraz opuszczać, kiedy wreszcie się poznaliśmy. 
- Nie musisz, jeżeli nie chcesz. 
- Ale ja chcę cię teraz lepiej poznać... Myślisz, że uda nam się nadrobić stracony czas?  - spojrzał się na nią. 
- Jasne, że tak - od razu się uśmiechnął. Odwzajemniła uśmiech. 
- Rzeczywiście się podobnie uśmiechamy - roześmiała się.  Po chwili znów zaczęli normalnie rozmawiać po czym Jungkook opowiedział mu o sytuacji z rodzicami. Amanda wytłumaczyła mu, że nie powinna ich za to wszystko obwiniać, że musi zrozumieć, że tak naprawę go kochają i powinien z nimi jeszcze raz porozmawiać na spokojnie. Po pewnym czasie, kiedy Amanda wycierała jego buty z błota i suszyła jego ubrania, Kook'ie zasnął na kanapie. Widząc go w takim stanie uśmiechnęła się, po czym przykryła go i podłożyła mu poduszkę pod głowę, a następnie przedzwoniła do Namjoon'a mówiąc mu, że Jungkook śpi u niej. Następnego dnia, Amanda zawiozła go do jego dormu. 



***
Przepraszam że tak długo i że takie krótkie. Już nie umiem pisać opowiadań.

niedziela, 18 stycznia 2015

EXO: Just say you love me Rozdział 27

Upadła na ziemię, a krew popłynęła jej z nosa. Szarpany Sehun widząc to z ostatkiem sił uderzył z pięści w twarz Junsu przez co odsunął się od niego, a chłopak zasłabł.
- Sehun! - krzyknęła podbiegając szybko do niego na czworaka. Ujęła jego ciało w ramiona - Co pan wyprawia?! Oszalał pan?! Nie widzi pan w jakim on jest stanie?!
- Właśnie widzę! Jeżeli ma tyle siły, żeby mnie tak uderzyć, to i będzie miał siłę, żeby pracować! Wstawaj Sehun! - już miał do niego podejść i postawić słabego Sehuna na nogi, gdy nagle Amanda objęła go lewą ręką, a prawą wyciągnęła pistolet z kieszeni i wymierzyła w Junsu. Zaskoczony zatrzymał się - Nawet nie próbuj go dotknąć! Nie dam go skrzywdzić! Rozumiesz?! - Sehun cały czas obserwował Amandę nie mogąc nic zrobić. Junsu posunął się do przodu -  Jeszcze jeden ruch, a obiecuję, że strzelę.
- Nie odważysz się.
- Chcesz się przekonać?
- Tak bardzo chcesz go bronić, a zapominasz, że to właśnie przez ciebie tutaj trafił. To twoja wina, że tutaj trafił. Tylko i wyłącznie twoja wina. W ogóle jakim prawem rozkochujesz ich w sobie? Zapominasz, gdzie twoje miejsce szmato?!
- N-nie... nie mów tak o niej. Nie masz prawa tak o niej mówić, rozumiesz? - mówił ledwo Sehun.
- Dlaczego wciąż ją bronisz? Po tym wszystkim co ci zrobiła?
- To, że nie odwzajemnia moich uczuć, nie oznacza od razu, że pozwolę na to, żeby ktoś ją poniżał czy krzywdził - serce jej zadrżało - Nie zabieraj go, proszę... daj mu chociaż jeszcze jeden dzień na odpoczynek - spojrzał się na nią srogo. Opuściła broń - Błagam.
- Nigdy bym nie sądził, że kiedykolwiek usłyszę te słowa od ciebie - zaśmiał się - Jeden dzień.
- Dziękuję - oburzony wyszedł z sali trzaskając drzwiami.
- Noona... - spojrzała się na niego - Dlaczego mnie bronisz?
- Bo ja... - nie skończyła zdania, gdyż Sehun wtulił się w nią mocno i zamykając oczy wywołał u niej przyjemną, gęsią skórkę na ciele - Musisz się położyć na łóżku i odpoczywać - chciała go oderwać od siebie, lecz za mocno był w nią wtulony, jakby bał się, że ucieknie - Sehun, proszę cię... - puścił ją i rękami próbował oprzeć się o łóżko. Pomogła mu się podnieść i usadziła go na łóżku. Nagle załapał ją za rękę i lekko pociągną do siebie ujmując jej twarz w dłonie. Nie sądziła, że tak postąpi. Jej oddech zrobił się cięży, kiedy ich twarze dzieliły milimetry.
- Nie rób tego... - położyła swoje dłonie na jego i ściągnęła je z swojej twarzy.
- Krwawisz - wyszeptał. Położył z powrotem prawą dłoń na jej policzku i kciukiem wytarł jej krew spod nosa po czym uśmiechnął się lekko.
- Muszę już iść.
- Wiem.
- Odpoczywaj. Do zobaczenia.
- Pa - wyszła z sali zamykając drzwi. Wzięła głęboki oddech i wyszła z szpitala. Kiedy dotarła do dormu nikogo jeszcze w nim nie było. Jakieś pół godziny później chłopcy wrócili. Luhan zastał Amandę siedzącą w kuchni i pijącą gorącą herbatę.
- Dawno wróciłaś? - zapytał.
- Z jakieś pół godziny temu - wzięła łyk herbaty.
- Nigdy bym nie sądził, że Sehun będzie do tego zdolny - przysiadł się.
- Ja też nie. Myślisz, że szybko z tego wyjdzie?
- Mam taką nadzieję. Czy ty... czujesz coś do niego?
- Nie, przecież gdybym go kochała i nie odrzuciła go, on nigdy by tego nie zrobił.
- Nie obwiniaj się za to.
- Tak bardzo się teraz o niego boję. Dlaczego w ogóle pytasz się mnie o coś takiego?
- Tak tylko... zapytałem. Pomyślałem, że może jednak zmieniłaś zdanie.
- Nie można się w kimś zakochać z dnia na dzień. A co? Chciałbyś, żebym coś do niego czuła?
- Znaczy, no wiesz... to raczej twój wybór. Nie powinienem ingerować w twoje uczucia - nagle spojrzał na jej nos - Co ci się stało z nosem?
- Nic, uderzyłam się.
- Zaczął ci puchnąć.
- Co?! - zaskoczona chciała go dotknąć.
- Nie dotykaj! - uderzył ją w dłoń - Poczekaj chwilę - wstał od stołu i zamoczył kawałek szmaty w lodowatej wodzie po czym usiadł obok niej - Może troszkę zaboleć - delikatnie przyłożył ją do jej twarzy. Syknęła - Przepraszam - rzekł po czym znów przyłożył jej zimny okład do nosa.
- Dziękuję - wzięła od niego okład łapiąc go za rękę. Zarumienił się lekko.
- Ale z ciebie ciamajda! - powiedział szybko - O co się uderzyłaś?
- Poślizgnęłam się w łazience i uderzyłam o umywalkę.
- Sierota, ale u ciebie to normalne.
- Ej...
- Jesteś urocza jak się naburmuszasz - uśmiechnął się kładąc dłoń na jej ramieniu. Spojrzała się na niego, potem na jego dłoń,  następnie znów na niego. Zorientowała się co się dzieje. Odwzajemniła jedynie uśmiech. W pewnym momencie do kuchni wpadł wesoły Chanyeol.
- O ! Amanda! Już wróciłaś?
- Tak.
- Co ci się stało?
- Uderzyłam się.
- Pokaż - podbiegł do niej szybko spoglądając na nos - Ale spuchł. Bardzo cię boli? - zapytał z troską w głosie.
- Nie, teraz już nie. Luhan zrobił mi zimny okład.
- Moje ty biedactwo - ignorując całkowicie Luhana zrzucił go z krzesła i usiadł na jego miejscu - Ale nie masz gorączki? - przyłożył rękę do jej czoła.
- No... nie.
- Nie boli cię głowa? Nie kręci ci się w głowie?
- Uderzyłam się w nos, a nie w głowę.
- Ale i tak się martwię. Idziesz tam do nas?
- Ale teraz siedzę z ... - nawet nie dał jej skończyć, gdyż złapał ją za rękę i wyciągnął szybko z kuchni. Luhan jedynie zdenerwowany spojrzał się na nich jak wychodzą z kuchni. Następnego dnia, Sehun wyszedł z szpitala. Czuł się już lepiej. Dostał lekarstwa, więc automatycznie mógł dalej pracować. Przez ostatnie dni Amanda była coraz rzadziej w pracy i w dormie. Przez cały czas szykowała się wraz z Natalią na występ.
 Dwa tygodnie później w wytwórni do której chodzi Amanda rozpoczęły się szykowania do wieczornego występu. Tego dnia mają wystąpić same znane zespoły wraz z exo. Specjalnie na tą okazję wzięła sobie wolne, żeby móc przyszykowywać się od samego rana.  Wstała o szóstej rano, wzięła szybki prysznic, zjadła śniadanie, ubrała się w pierwsze lepsze ciuchy, związała włosy i wybiegła z dormu jadąc motorem do wytwórni. Tam trenowali do godziny piętnastej, a potem zjedli obiad. Następnie wzięła kolejny prysznic, uczesała włosy, przebrała się i wraz z innymi treinee, które miały wystąpić wyszła z budynku i wsiadła do osobnego vanu. Na miejsce jechali półtorej godziny. Na miejscu wypiła kawę i zrobili próbę generalną. Po próbie zaczęli szykować się do występu. Miały nawet własną garderobę. Prze chwilę czuła się jak gwiazda. Stylistki układały jej włosy, pomalowały, a na końcu ubrały w długie, seksowne, czarne sukienki. Amanda wraz z Natalią wyglądały zniewalająco. Na osobnym ekranie w garderobie mogły oglądać występy. Jakieś pół godziny później ktoś z personelu wszedł do środka i oznajmił, że zostało pięć minut. Wszyscy od razu szybko stanęli na równe nogi i wybiegli z garderoby zmierzając w stronę sceny. Gdy wszystko było już gotowe wyszli na scenę i rozpoczęły występ z mblaq.
 Exo bardzo oczekiwali występu przyjaciółek, więc kiedy wyszły na scenę od razu zaczęli krzyczeć i gwizdać. Wyglądały cudownie i równie cudownie się poruszały. Było widać, że mają talent i smykałkę do show biznesu. Chłopcy byli zachwyceni występem. Kiedy tylko skończyli od razu wstali i zaczęli głośno klaskać. Przed występem dziewczyny odczuwały ogromny stres, ale kiedy tylko zaczęły występować stres znikł. Były w swoim żywiole.
 Po występie, kiedy tylko zeszli ze sceny od razu zaczęli sobie gratulować, a mblaq pochwalili dziewczyny po czym od razu udały się do garderoby odpocząć. Jakąś godzinę później całe exo przyszło do dziewczyn z wielkimi bukietami kwiatów gratulując występu. Posiedzieli przez chwilę spędzając ten czas na rozmowie, a później musieli już się zbierać, więc pożegnali się. Dziewczyny przebrały się, zmyły makijaż i uczesały z powrotem. Następnie wyszły z garderoby i wychodząc z budynku wsiadły do van'a razem z mblaq, którzy zawołali trainee do siebie. Całą drogę rozmawiali o występie, żartowali i śmiali się. Po drodze van zawoził wszystkich do domu. Kiedy Amanda była już na miejscu, pożegnała się z wszystkimi i już miała wchodzić do bloku, kiedy nagle kogoś zauważyła.
- Jungkook?! Co ty tutaj robisz? - zapytała zaskoczona Amanda.
- Przyszedłem się z tobą spotkać. Nie zastałem cię w garderobie, więc pomyślałem, że tutaj cię spotkam. To dla ciebie - wręczył jej bukiet kwiatów.
- Naprawdę to dla mnie?
- Od zespołu. Widzieliśmy twój występ. Byłaś świetna.
- Dziękuję. To bardzo miłe z waszej strony.
- Przejdziemy się?
- Pewnie - uśmiechnęła się. Spacerowali po okolicy rozmawiając na różne tematy. Po pewnym czasie Amanda specjalnie zmieniła temat odnośnie rodzeństwa. Pytała się go o jego rodzeństwo po czym zaczęła opowiadać o swoim bracie.
- Pamiętasz dobrze swoje brata?
- Tak. Był naprawdę uroczym dzieckiem. Tak naprawdę to my... wychowaliśmy się w domu dziecka. Pewnego dnia, kiedy byliśmy jeszcze mali jakaś rodzina zaadoptowała mojego brata. Tak bardzo za nim płakałam. Do tej pory pamiętam, jak mnie wołał. Nie chciał mnie opuścić. Bardzo za nim tęsknie .
- To przykre. Współczuję.
- Ponoć byliśmy trochę do siebie podobni.
- Myślisz, że kiedyś odnajdziesz brata noona?
- Myślę, że tak. Wiesz co, znamy się już trochę i czasami imprezowaliśmy - zaśmiali się - I tak się zastanawiam, znaczy... ach, nie ważne.
- Co?
- Nie, nic.
- No powiedz.
- Nie, to głupie.
- Nad czym się zastanawiałaś?
- Wiesz... bardzo przypominasz mojego młodszego brata.
- Naprawę?
- Tak - uśmiechnęła się - Czym częściej się z tobą widzę, to tym częściej wydaje mi się, jakbyś nim był ale tak naprawdę mnie po prostu nie pamiętasz. Bo w końcu jak byś miał mnie pamiętać? Byliśmy wtedy tacy mali.
- To miłe, że przypominam i twojego brata, ale nie jestem nim.
- Nawet macie tyle samo lat. Dziwny zbieg okoliczności.
- To prawda.
- Pamiętam, że kiedy był mały, zrobił sobie poważną ranę na ramieniu. Została mu po tym blizna.
- Blizna? - zapytał zaskoczony.
- Tak, blizna. Rana ciężko się goiła... Czy ty...?
- Nie, no co ty. Nie mam żadnej blizny - zaśmiał się.
- Powiedziałbyś mi?
- Tak, pewnie. Dlaczego miałbym nie powiedzieć? - zapytał nerwowo.
- Pokaż mi ramiona.
- Że co?!
- Proszę.
- Żartujesz sobie noona, prawda?
- Nie.
- Nie będę ci ramion pokazywać.
- Jestem pewna, że jesteś moim bratem.
- Nie jestem. Nigdy nie byłem adoptowany.
- A co jeżeli jednak? Jesteś tego pewien na 100%?
- Tak, jestem. Po resztą rodzice w końcu by mi o tym powiedzieli.
- Proszę tylko na chwilkę.
- Nie.
- Tylko zerknę. Chcę się upewnić.
- Noona, ja tylko go przypominam. Nie jestem twoim bratem.
- Nic mi po nim nie zostało. Jedynie wspomnienia. Bardzo za nim tęsknię. Proszę cię. Na pewno masz bliznę.
- Dobrze - przełknął nerwowo ślinę niepewnie odkrywając ramiona. Była w szoku, kiedy je zobaczyła. Łzy napłynęły jej do oczu.
- To nie możliwe - na ramionach nic nie było.
- Mówiłem.
- Ale ja... byłam pewna, że ty... nie. Jaka ja głupia jestem. Przepraszam.
- Nic się nie stało.
- Tak bardzo cię przepraszam - rozpłakała się i uciekła do dormu.
- Amando! Noona! - wołał za nia, lecz nie odwróciła se. Zapłakana biegła przed siebie prosto do dormu. Wpadła do środka i zamknęła się w salonie płacząc w poduszkę. Kookie dzwonił do niej kilka razy, lecz nie odbierała telefonu. Chłopcy szybko dowiedzieli się co się stało. Już jakiś czas opowiadała im z podekscytowaniem, że jestem tego pewna. Nawet oni zaczynali w to wierzyć, bo przecież byli do siebie tacy podobni, podobni się uśmiechali. Było im ją bardzo szkoda. Wszyscy mili nadzieję, że w końcu odnalazła jedynego członka rodziny. Przez cały czas spała, nie wychodziła z salonu, nie jadła, nie piła, nie myła się tak przez kolejne trzy dni. Zaczynali się o nią poważnie martwić. Nie chciała się z nikim widzieć, ani z nikim rozmawiać. Wzięła tydzień wolnego i leżał w domu codziennie płacząc w poduszkę. Była załamana. Straciła wszystko w co wierzyła.
 Parę dni później, kiedy wszyscy z exo udali się do pracy, Amanda ostała sama w dormie. Tego dnia wieczorem rozpadało się. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Ignorowała to oglądają dalej telewizje, lecz ten ktoś był bardzo nachalny i cały czas dobijał się do drzwi. W końcu zdenerwowana podeszła o drzwi i otworzyła je. Jakie było jej zdziwienie, kiedy zobaczyła w drzwiach zmokniętego Kookiego.
- Co ty tutaj robisz?
- Chciałem się z tobą zobaczyć. Dzwoniłem do ciebie i pisałem, ale nie odbierałaś. Nawet nie odpisałaś.
-Przepraszam cię za tamto. Nie wiem co mnie wtedy napadło, ale teraz nie mam siły, żeby rozmawiać. Wybacz, ale muszę jeszcze skoń...
- Miałem zabieg - przerwał jej szybko.
- O czym ty mówisz?
- Usunąłem bliznę z ramienia, kiedy miałem piętnaście lat.

niedziela, 11 stycznia 2015

"Nigdy o tobie nie zapomnę" #Fahrenheit *Aaron Yan*

Zamówienie dla Juli 



  Dzisiejszego dnia, znów siedzę znudzona w szkolnej ławce na lekcji języka polskiego i wpatruję się w niebo za oknem, zastanawiam się, co czeka mnie w wielkim świecie, kiedy już skończę szkołę, ile wspaniałych przygód przeżyję w swoim życiu, co będę robić i gdzie się pojawię. 
 Marzę o wielkich rzeczach, przygodach, podróżach i wielkiej, pięknej miłości. Marzę o świecie idealnym w którym mogłabym robić wszystko, być wolna i szczęśliwa, lecz niestety o takim świecie mogę tylko marzyć. 


Julia, jak codziennie po ciężki, długim dniu w szkole wracała do domu, zjadała pyszny, gorący obiad, odrabiała pracę domową i uczyła się do różnych niechcianych testów oraz żmudnych kartkówek, a gdy robiło się już ciemno i czas było kłaść się spać, by następnego dnia znów wstać do codzienności, Julia kładła się do łóżka i obserwując cienie ukazujące się na suficie marzyła. Gdy tylko zamknęła oczy i zasnęła, śniła. Otwierając oczy zobaczyła nad sobą gałęzie drzew porośnięte zielonymi liśćmi, które poniekąd zakrywały promienie słońca, a delikatny, przyjemny wiatr muskał jej skórę. Zastanawiając się gdzie jest, usiadła na zielonej trawie i rozejrzała się. Była w bujnym lesie. Po chwili zorientowała się, że jest ubrana w śliczną, niebieską sukienkę z krótkim rękawem, białe rajtuzy i jasnobrązowe chodaki. Po chwili zauważyła dróżkę ,którą postanowiła pójść. Idąc nią i podziwiając rosnące tam dzikie, kolorowe kwiaty, które były niebieskie w krwiste paski, bądź żółte w różowe kropki, zauważyła puchatego królika. Nic by nie było w nim takiego dziwnego, gdyby nie sięgał jej do kolan.
- Jaki duży królik - zdziwiła się. Zwierzę usiadło na swoim kuperku i przyjazną mordką przyglądał się jej przekrzywiając głowę na bok - Jaki ty jesteś uroczy - zachwycała się nim. Podeszła do niego i kucnęła przy nim - Kto ma taki śliczny brzuszek - po miziała go.
- Ej, ej, ej! - krzyknął oburzony odpychając jej rękę od siebie - Co ty wyprawiasz?! Masz coś do mojego brzuch?
- On... on gada.
- No pewnie, że gadam! A ty co? Z choinki się urwałaś?
- P-przepraszam.
- Co mi po twoich przeprosinach, jak poczochrałaś mnie po brzuchu? I jeszcze uroczy... - krzyżował łapki na piersi.
- Nie chciałam cię urazić. To było niechcący.
- Niechcący... akurat - odwrócił głowę - Idź lepiej do domu.
- Do domu? Ach, tak... tylko... gdzie ja mieszkam? - zapytała samą siebie.
- Chyba w mieście, prawda?
- Chyba tak.
- Jesteś nadnaturalsem?
- Nie.
- Człowiekiem?
- Tak.
- Więc mieszkasz w mieście.
- A gdzie jest miasto? - uderzył się łapką w czoło stojąc na tylnych nogach.
- Ty jesteś taka dziwna!
- Czego ty się znowu wydzierasz?! - usłyszała drugi głos. Odwróciła głowę i zobaczyła na drzewie czerwonego węża z głową smoka - Słychać cię w całym lesie.
- Dziwisz się? Tylko spójrz - wskazał na przestraszoną dziewczynę.
- To człowiek. Ludzie zazwyczaj nie zapuszczają się tutaj. Zgubiłaś się?
- Tak.
- A ty jeszcze się na nią wydzierasz.
- Poczochrała mi brzuch, mówiąc, że jestem uroczy!
- Cicho bądź, bo cię zjem! - uderzył go w tył głowy swoim ogonem - Nie przejmuj się moim bratem. On jest za bardzo obrażalski.
- Bratem? Wy jesteście braćmi?
- No tak, czasami sam się dziwię.
- Ej!
-  Jak ci na imię? - zapytał niskim głosem patrząc się na nią swymi dużymi, żółtymi oczami i lekko pokazując swoje kły.
- Julia.
- Więc, Julio idź prosto tą ścieżkom, a na pewno się odnajdziesz.
- No dobrze. Dziękuję za pomoc.
- Nie ma sprawy. Do zobaczenia Julio.
- Do zobaczenia wam - pożegnała się i poszła dalej. Doszła do kamiennego, małego mostu. Woda tam była krystalicznie czysta. Po chwili nad jej głową zobaczyła przelatujące motyle, lecz one były znacznie szybsze i miały inny kształt - Wróżki? - zapytała samą siebie ze zdziwienia widząc małych ludzików przelatujących nad jej głową. Odwracając głowę zobaczyła z oddali idącego, białego jelenia. Miał z około dwa metry wzrostu, a jego rogi były tak duże i rozgałęzione, że wyglądały jak korona. Spacerował powolnym krokiem wśród drzew. Nagle wróżki przeleciały nad nim, a jego głowa skierowała się w jego kierunku. Była nim zachwycona. Pierwszy raz zobaczyła tak piękne i majestatyczne zwierzę. Jeleń spojrzał się na nią i stanął. Patrzeli na siebie z oddali, lecz po chwili odwrócił się i poszedł dalej, a Julia jeszcze odprowadziła go wzrokiem. Był niesamowity. Idąc dalej przez las przejeżdżał obok niej drewniany pojazdy zaprzężony w dwa czarne konie. Pojazd ten miał duże koła ozdobione złotymi liśćmi, a na nim siedział wysoki, przystojny mężczyzna ubrany w długi, ciemnobrązowy płaszcz z dużym, szpiczastym, ciemnym kapeluszem na głowie. Przystanął obok niej i paląc fajkę zapytał:
- Idziesz w stronę miasta? - przytaknęła - Może cię podwieść... Julio? -
- Skąd pan wie jak mam na imię?
- Wsiądź, a się dowiesz. będąc świadomą tego, że to tylko sen zgodziła się i usiadła obok staruszka po czym odjechali.
- Jestem tutejszym czarodziejem. Znam wszystkich i wiem wszystko co się tutaj dzieje. Nazywam się Siwon. Tu ni jesteś stąd, zgadza się?
- Tak, ale podoba mi się tutaj. Tu jest zupełnie inaczej niż u mnie.
- Wiem o tym.
- Skąd? A no tak...
- Pewnie wydaje ci się, że to tylko sen, że to świat, który tak naprawdę nie istnieje, prawda?
- A tak nie jest? - uśmiechnął się
- Dowiesz się Julio w swoim czasie.
- Zapewne już spotkałaś nadnaturalsów?
- Kim oni są?
- Nadnaturalsi to ludzie, którzy potrafią przemieniać się w zwierzęta, ale oprócz tego nie różnią się niczym innym od nas.
- Co to jest za świat?
- To Shaiyla. Ten świat bardzo różni się od tego w którym ty mieszkasz.
- Zauważyłam.
- No to już jesteśmy - powiedział. Po chwili zobaczyła ogromne miasto na wodzie do którego można wejść tylko dzięki mostom.

Ten widok zaparł jej dech w piersiach. Pierwszy raz zobaczyła coś tak pięknego. Był zachód słońca przez co ten widok stał się jeszcze wspanialszym. Wjechali do miasta główną bramą, górnym, lewym mostem.
- Tutaj musimy się już pożegnać Julio. Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy.
- Też mam taką nadzieję - zsiadła z pojazdu i poszła swoją drogą zwiedzając miasto. Mijała piękne budowle kierując się po kamiennych drogach mijając tutejszych mieszkańców, którzy byli dziwnie ubrani. Po chwili zatrzymała się przy jeden z restauracji, gdyż zrobiła się głodna. Obserwowała pięknie pachnące smakołyki nie wiedząc co by tu zjeść. Nagle zobaczyła idącego przez ulicę białego jelenia, tego samego, którego wcześniej spotkała w lesie. Podszedł do jednego ze sklepów i po chwili przemienił się w mężczyznę. Zawstydziła się, gdy tylko przypomniała sobie, że tak go obserwowała w lesie. Nagle gruba kobieta w białym fartuchu zapytała:
- Czym mogę służyć?
- Poproszę...  - rozejrzała się ostatni raz - To - wskazała palcem, po czym kucharka nałożyła jej jedzenie na talerz i powiedziała ile ma zapłacić. Julia sięgnęła do kieszeni, lecz w nich nic nie miała.
- Ja za to zapłacę i jeszcze jedno to samo poproszę - usłyszała męski. Usiadł obok niej na krześle wyciągając pieniądze z kieszeni i wręczając je kobiecie.
- Dziękuję - spaliła się ze wstydy, kiedy zorientowała się, że to ten sam chłopak. Był to wysoki , przystojny brunet o ciemnych, skośnych oczach.
- Nie ma za co. Widziałem cię wcześniej w lesie na moście. Jesteś nowa? - zapytał.
- Tak.
- Jestem Aaron Yan, a ty?
- Julia.
- Co cię tutaj sprowadza?
- Sama nie wiem.
- Zwiedzasz?
- Tak.
- I jak ci się podoba?
- Jest tutaj... niesamowicie. Piękne miasto.
- Ja bym pozmieniał tu i owdzie, ale może być - uśmiechnął się zawstydzając ją. Miał piękny uśmiech - Długo tutaj jesteś?
- Pierwszy raz.
- Na prawdę? Więc musisz koniecznie poznać miasto. Z chęcią cię oprowadzę, jeżeli nie masz nic przeciwko.
- Nie no skąd - rzekła szybko - Było by miło - uśmiechnęła się.
- No to chodźmy - nagle usłyszała dzwonek.
- Co to jest? - zapytała przymykając oczy, a po chwili otwierając je znalazła się w swoim łóżku. Był to dźwięk budzika - W takim momencie? - tego dnia czuła się bardziej żywa i szczęśliwa. Przez cały dzień przeżywała swój sen. Był taki realistyczny i wciąż nie mogła zapomnieć Aarona ze swojego snu.  Tego samego dnia, gdy położyła się spać obudziła się w zupełni innym łóżku. Było całe drewniane,a pościel cała biała. W drewnianym pokoju nie było nic innego, jak to łóżko, szafa, nocna szafka z lampką i krzesło na którym leżały jej ubrania. Wstała, ubrała się i wyszła z pokoju. Dom ten był cały drewniany i przytulny.
- Już wstałaś? - usłyszała męski głos z salonu. Przeszła do salonu i ujrzała czarodzieja Siwon'a, który siedział na fotelu i palił fajkę. Spojrzał się na nią i powiedział:
- Dzień dobry.
- Dzień dobry - przywitała się - Co ja tutaj robię?
- Spałaś.
- Spałam?
- Tak.
- Ale jak ja tutaj trafiłam?
- Tego nie wiem. Po prostu wszedłem do pokoju i zobaczyłem cię śpiącą w łóżku, a twoje ubrania już leżały ułożone na krześle. Może napijesz się herbaty?
- Z chęciom - zaparzył jej herbatę w starym czajniku i podał ją w drewnianym kubku - Dziękuję - ujęła kubek w ręce i upiła łyk.
- Wydaje mi się, że w jakiś dziwny sposób, kiedy kładziesz się spać przedostajesz się do naszego świata. Jeszcze nie wiem, jak to się dzieję i dlaczego tutaj znów trafiłaś, ale się dowiem.
- Ale przecież to sen.
- Zawsze śni ci się to samo? - nic nie odpowiedziała - Tak myślałem.
- Mogę się rozejrzeć po okolicy?
- Oczywiście - wypiła do końca herbatę i wyszła z domu. Dom znajdował się obok lasu przy morzu. Piękne miejsce. Można było podziwiać naturę oraz miasto, które było tak blisko. Z daleka zobaczyła siedzące na skałach przy wodzie trzy, piękne, młode kobiety rozmawiające ze sobą i śmiejące się. Czarodziej wyszedł za Julią. Wtedy zapytała się:
- Kto to jest? - Dan spojrzał się na kobiety z oddali.
- To syreny.
- Syreny? - dopiero po chwili zobaczyła ich lśniące, rybie ogony. Nagle usłyszeli z daleka galop, kiedy się odwrócili, zobaczyli biegnącego, białego jelenia. Zdziwiony zatrzymał się przy domie i powiedział:
- Witaj Siwon.
- Witaj Aaaron. Piękny dzień, prawda?
- Cudowny - spojrzał się na dziewczynę - Wszędzie cię szukałem.
- Naprawę?
- Zniknęłaś wczoraj bez słowa. Myślałem, że coś się stało.
- Przepraszam, ale to było bardzo ważne.
- Och, rozumiem, ale mam nadzieję, że dzisiaj oprowadzę cię po mieście.
- Pewnie.

*Pierwszy raz w życiu rozmawiam z jeleniem ( Julia)*

 Nagle podpłynęły do nich tamtejsze syreny, które adorowały Aaron'a, lecz ten nie przejął się nimi i zabrał Julię na przejażdżkę na swoim grzbiecie. Kiedy oprowadzał ją po mieście napotkali dwóch chłopaków. 
- Cześć Aaron - zawołał jeden z nich.
- Cześć wam. Ty już chyba poznałaś ich Julio? - dziewczyna uważnie przyjrzała się chłopakom . Jeden z nich miał urocze spojrzenie, a drugi duże, żółte oczy.
- To wy! - zasiali się - To was spotkałam wtedy w lesie. 
- I poczochrałaś mnie po brzuchu. 
- Przepraszam, nie wiedziałam.
- Znowu zaczynasz? Ja jestem Jonghyun, a mój młodszy brat to Jimin - poczochrał go po głowie. 
- Nie szkodzi, już zdążyłem się przyzwyczaić - uśmiechnął się cudownie. Cały dzień spędził z nimi czas. Poszli coś zjeść następnie udali się nad wodę, żeby popływać. Wtedy zobaczyła ich piękne urzeźbione brzuchy. Pod wodą również było bajecznie. Pod koniec dnia udali się do miasta na tańca, gdzie świetnie się bawili przy szybkiej muzyce. 
 Świat Shaiyla śnił się Juli codziennie i codziennie przeżywała różne przygody przez co uzależniła się od tego wspaniałego miejsca. Przez to coraz częściej zasypiała, żeby tylko się tam zjawić i spotkać się z Aaronem. Zasypiała od razu jak wracała ze szkoły do domu i robiła małe drzemki w szkole co nie spodobało to się nauczycielom oraz rodzicom. Całe jej życie stało się jednym, wielkim snem. 
 Pewnego dnia, jej rodzice na prośbę wychowawcy wysłali ją do psychologa, który miał z nią porozmawiać z jej problemem. 
- Julio pewnie wiesz dlaczego tutaj jesteś, prawda?
- Tak.
- Czujesz się cały czas śpiąca?
- Tak.
- Dlaczego? Mało śpisz, stres, przejmujesz się czymś?
- Nie.
- Więc co cię męczy?
- Nic.
- Ale czymś musi być spowodowane tym, że przez cały czas śpisz.
- Lubię spać - w tym momencie Julia opowiedziała pni psycholog o świecie Shaiyla. Mówiła o syrenach, mieście, czarodzieju Siwonie, Jonghyun'nie i Jimin, o nadnaturalsach i Aaronie, a szczególności o Aaronie. Tego dnia, Julia znów wróciła do Shaiyla, lecz tym razem było już ciemno. Minęły dwa okrągłe miesiąca od jej pierwszej wizyty w Shaiyla. Tego wieczoru była ubrana w piękną, długą sukienkę. Aaron kazał jej przyjść do magicznego miejsca w lesie, gdzie było pełno świecących kwiatów i świetlików. Po chwili z wśród drzew wyszedł Aaron w postaci białego jelenia. Powolnym krokiem podszedł do niej, a ona z uśmiechem pogłaskała go po mordce. Nagle przeistoczył się w człowieka, a jej dłoń spoczywała na jego policzku. Nachylił się nad nią i czule pocałował w usta przeradzając zwykły całus w namiętny pocałunek. Całując ją po szyi, zaczął ją rozbierać po czym oddali się chwili namiętności wśród świecących kwiatów. 
 Mijały kolejne miesiące, a sen coraz częściej władał nad Julią przez co coraz częściej śniła niż żyła, aż pewnego dnia zapadła w śpiączkę. Lekarze nie wiedzieli co się z nią stało. Jej bezwładne ciało leżało na szpitalnym łóżku, a dusza wędrowała po wspaniałym świecie Shaiyla. Była w śpiączce przez trzy miesiące. Wreszcie była szczęścili, spełniała marzenia, nic jej nie brakowało. Zamieszkała z Aaronem i byli razem żyjąc przygodom, lecz pewnego dnia, Julia po prostu zasłabła. 
- Wszystko w porządku? 
- T-tak.
- Na pewno?
- Tak, wszystko w porządku - mimo tego, gdy wstała z ziemi, znów upadła. Przemienił się w jelenia i na grzbiecie zabrał ją do domu. Następnego dnia, czuła się już lepiej, lecz osłabienia nastąpywały coraz częściej. Któregoś dnia, Aaron zabrał ją wieczorem na kolację. 
- Wiesz, chciałbym się coś ciebie zapytać.
- Pytaj.
- Wiesz, pamiętam dzień w który pierwszy raz cię zobaczyłem. Gdy stałaś wtedy na moście w lesie. Kiedy cię ujrzałem dech zaparł mnie w piersiach.  Słońce tak cudownie podkreślało twoją buzię, a wiatr rozczesywał twoje włosy. Już wtedy moje serce zaczęło szybciej bić na twój widok. Jakie ja miałem szczęście, że tego samego dnia spotkałem cię jeszcze w mieście i mogłem cię poznać. Wtedy nawet by mi myśl nie przeszła przez głowę, że kiedyś będziemy razem, że będę mógł chociażby na przykład przytulać cię każdego dnia czy całować na dobranoc. Dlatego, chciałbym się ciebie zapytać czy wyjdziesz za mnie?
- Ty tak na poważnie?- nie mogła w to uwierzyć. 
- Tak - odpowiedział niepewnie nie wiedząc co odpowie.
- Tak, tak, tak! Wyjdę za ciebie  - rzuciła mu się w ramiona całując w usta.  
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że się zgodziłaś. Nie potrafię bez ciebie żyć..
- Ja tak samo - nagle zemdlała.
- Julio! - krzyknął przestraszony. Wiedząc o tym, że jego ukochana nie należy do jego świata zabrał ją szybko za miasto do czarodzieja Siwon'a. Zapukał szybko do jego drzwi po czym mu je otworzył.
- Błagam pomóż! - krzyknął przerażony trzymając nieprzytomną dziewczynę na rękach. 
- Wejdź z nią - wpuścił ich do środka. Aaron położył ją na kanapie w salonie - Co się stało?
- Zemdlała.
- Często jej się to przydarza?
- Nie, ale...
- Ale?
- Coraz częściej czuje się osłabiona. 
- Osłabiona mówisz? Wiedziałem, że kiedyś ten dzień nastąpi.
- Ten dzień? Co masz na myśli? - Siwon zaczął szukać czegoś w swoich szufladach. Nagle wyciągnął z szuflady słoik z fioletowym płynem po czym nalał troszkę płynu do ręki i wylał ją na jej twarz. Nagle gwałtownie się przebudziła, odkrztuszając się powietrzem. 
- Julio! - przerażony Aaron objął jej twarz w dłonie.
- A więc jednak miałem rację.
- Z czym? 
- Julia za długo przebywa w naszym świecie. To ją wykańcza. Ona umiera.
- Umiera?! Jak to?!
 - Jej dusza jest tutaj, ale jej ciało zostało w jej świecie. Zapewne już po takim czasie zapadła w śpiączkę w swoim świecie, a jak dobrze wiem, to ciało nie może żyć bez duszy, a dusza bez ciała. Ona musi odejść. 
- Dopiero... dopiero co się zaręczyliśmy. 
- Aaron ja... przepraszam - powiedziała. 
- Nie przepraszaj. Nic się nie stało. To nie twoja wina - łzy mu popłynęły po policzkach. 
- Musisz zabrać ją do miejsca, gdzie pierwszy raz się pojawiła. Jeszcze dzisiaj, bo być może nie dożyje jutra. 
- Za mostem... - wyszeptała. Aaron zawiózł ją na grzbiecie na most, gdzie pierwszy raz się przebudziła. Ubrana w płaszcz trzymała w ręce latarkę oświetlając im drogę - To tutaj - rzekła. Zatrzymał się po czym zsiadła. Objęła jego jelenią głowę w dłonie po czym przemienił się z powrotem w człowieka - Tak mi przykro Aaron. 
- Niepotrzebnie. To był najlepszy czas w moim życiu.
- W moim też. Nie wiem, jak dam sobie bez ciebie radę. Jak będę żyła w swoim świecie. 
- Dasz sobie radę. Jesteś silna.  
- Tak bardzo będę za tobą tęsknic. Nie chcę odejść.
- Wiem, ja też nie chcę, żebyś odchodziła, ale musisz. Musisz żyć. Gdybyś nagle umarła nie darowałbym sobie tego - łza popłynęła mu po policzku. 
- Nie płacz.
- Będę tęsknić. Kocham cię.
- Ja ciebie też kocham.
- Daj rękę - położyła swoją dłoń na jego, a on włożył jej pierścionek zaręczynowy na palec - Nie zapomnij o mnie. 
- Nigdy o tobie nie zapomnę - pocałowali się - Zawsze zostaniesz w moim sercu. Myślisz... że kiedyś się jeszcze spotkamy. 
- Na pewno - uśmiechnął się. Jego świat zaczął się rozmazywać i po części znikać, a on zniknął ostatni całując jej czoło.
 Przebudziła się w białej sali. Zdziwiona zauważyła, że jeży w szpitalu.
- To koniec - rzekła cicho do siebie. Siadając na łóżku zauważyła swój pierścionek zaręczynowy na palcu. Przeszedł z nią do jej świata - Nigdy o tobie nie zapomnę Aaron.