Translate

niedziela, 27 lipca 2014

Infinite: Darkness Rozdział 11

- Nie... nie,nie,nie. To nie może być prawda - mówiła do siebie - Dobra, zobaczmy co tutaj jest napisane... Ten specyficzny znak na ciele człowiek jest częstym zjawiskiem ofiar złożonych w ofierze. Na znakowane w ten sposób osoby są ugryzione przez szatana. Ofiary znikają bez wieści by po śmierci oddając duszę szatanowi stanąć się posłusznym mu demonem. Przemieszczają się w miejscach publicznych nie zwracają na siebie uwagi, gdyż nie różnią się niczym od zwykłego śmiertelnika. Rozpoznać je można po piętnie zostawionym na ciele jeszcze za życia. Coraz częstszym przypadkiem ofiar stają się ludzie przynależących  do sekty lub sataniści - poniżej wyczytanego tekstu ujrzała zdjęcia napiętnowanych ludzi - To straszne - wyszeptała wstrząśnięta zdjęciami - Jak to w ogóle może być możliwe? - następnego dnia po szkole, Basia udała się do domu rodziny Sunggyu. Dom ten był umieszczony na przedmieściu. Dwu piętrowy, skromny domek ogrodzony kamiennym, niskim płotem. Wzięła głęboki wdech i zadzwoniła domofonem. Za firanki wyjrzała starsza kobieta. Spojrzała się na Polkę i schowała się z powrotem. Po chwili drewniane drzwi wejściowe otworzył się, a w nich stanęła kobieta.
- Dzień dobry. Słucham?
- Dzień dobry. Mam na imię Basia i jestem dziewczyną pani syna.
- Basia?
- Tak, niestety nie miałyśmy jeszcze możliwości się poznać.
- Wejdź do środka - dziewczyna weszła do wnętrza domu. Ściągnęła buty i usiadła w salonie.
- Widzę, że dopiero wróciłaś ze szkoły. Jesteś głodna? Może chcesz się czegoś napić?
- Nie, dziękuję. Szklanka wody wystarczy - po chwili z kuchni wróciła matka Sunggy'ego i wręczyła dziewczynie szklankę z wodą. Basia upiła łyk i podziękowała.
- Skąd wiedziałaś, gdzie mieszkam?
- Oppa mi kiedyś mówił. Sama pani tu mieszka?
- Nie, z mężem. Jesteś zupełnie taka sama, jaką mi Sunggyu ciebie przedstawiał. Dużo mi o tobie opowiadał.
- Naprawdę?
- Tak. Mówił, że jesteś bardzo ładna, inteligentna, skromna, pogodna. Często o tobie mówił, kiedy tutaj przychodził. Bardzo chciałam cię poznać.
- Ja panią równierz. Sunggyu oppa wspominał, byśmy razem państwa odwiedzili. Mieliśmy już taki zamiar, lecz... potoczyło się inaczej.
- Jak się z tym czujesz?
- Źle, okropnie... nie potrafiłam się z tego odsząść. Bardzo za nim tęsknię. A pani jak to przechodzi?
- Po zaginięciu Sunggyu przepłakałam wiele nocy. Nie mogłam jeść, ani spać. Cały czas myślałam tylko o nim. Co się z nim stało, czy żyje, gdzie teraz jest i co robi, czy jest zdrowy i bezpieczny. Ten rok był dla mnie katuszą. Codziennie czekam w domu na jego powrót. Cały czas mi się wydaje, że zaraz wejdzie drzwiami cały zdrowy i bezpieczny. Nawet podczas nakrycia stoły przynoszę dodatkowy, pusty talerz, że gdy wróci to na pewno będzie głodny i zje razem z nami obiad czy kolację. Ja również bardzo za nim tęsknię, ale obie musimy być przy dobrej nadziei i żyć dalej. Chodź to nie takie łatwe, prawda?
- Niestety.
- Cieszę się, że w końcu postanowiłaś nas odwiedzić. Wreszcie mogłam cię poznać.
- Ja również się cieszę.
- Mam nadzieję, że częściej będziesz nas odwiedzać i poznasz resztę naszej rodziny.
- Też mam taką nadzieję - uśmiechnęła się. Resztę dnia spędziła z matką Sunggyu. Rozmawiały i śmiały się cały dzień. Basia dowiedziała się więcej o rodzinie chłopaka, jaki był za czasów szkolnych, jakim był dzieckiem, oglądały wspólnie stare zdjęcia. W zamian Polka opowiedziała więcej o sobie. Mówiła o swojej pracy, szkole, rodzinie, przyjaciółkach, jak poznała się z Sunggyu i jak to się stało, że zaczęli być razem. Dzień spędzony na rozmowach sprawił, że polubiły się i stworzyły między sobą więź. Gdy nastąpił wieczór, Basia zaczęła zbierać się do wyjścia.
- Może przyjdziesz jutro do nas na obiad?
- Nie chcę się narzucać.
- Nie narzucasz się. Ja cię zapraszam. Poznasz mojego męża i córkę.
- No... dobrze.
- Świetnie, że się zgodziłaś. Przyjdź jutro od razu do nas o szkole. Tak jak dzisiaj, dobrze?
- Dobrze, to ja już będę szła. Do widzenia.
- Do widzenia Basia. Do jutra.
- Do jutra - po powrocie od razu powiedziała dziewczyną, że spotkała się z matką Sunggyu i spędziła z nią dzień. Przejęte dziewczyny rozmawiały o tym cały wieczór. Następnego dnia, Basia od razu po szkole poszła w odwiedziny do rodziców piosenkarza. Pani Kim otworzył jej drzwi i uśmiechnięta wpuścił do środka. Wypiła razem gorącą herbatę i posły razem do sklepu po parę przypraw, których potrzebowała pani Kim. Gdy wróciły zastały w domu pana Kim i starszą siostrę Sunggyu.
- O! Już przyszliście?
- Tak, już wróciliśmy mamo - dziewczyna spojrzała się na Polkę, która jeszcze ściągała buty - Mamo, kto to jest?
- Zaraz wam wszystko opowiem. Idź z ojcem do jadalni. Zaraz przyjdziemy.
- Dobrze.
- Basia, chodź. Muszę cię przedstawić reszcie - weszły razem do jadalni.
- To jest Basia, dziewczyna Sunggyu. To ta o której nam tyle opowiadał. Przyszła do nas wczoraj w odwiedziny, więc już zdążyłyśmy się poznać. Zaprosiłam ją na dzisiejszy obiad, byśmy ją lepiej poznali.
- Dzień dobry - przywitała się. Obydwoje cieszyli się, że w końcu ją poznali. Kiedy razem zasiedli do stołu dużo rozmawiali podczas obiadu. Po obiedzie przeszli do salonu i pili razem gorącą herbatę. Po pewnym czasie rozmowy, Basia zapytała:
- Czy... Sunggyu oppa, należał może do jakiejś sekty lub wyznawał inną wiarę? - cała trójka zamilkła.
- Inną wiarę? - zapytała siostra - Jaką?
- No nie wiem... na przykład... satanizm? - od razu spoważnieli.
- Dlaczego pytasz? - zapytał ojciec.
- Pytam, ponieważ... tak dużo się teraz o tym mówi i słyszy. Dlatego byłam ciekawa, czy Sunggyu...
- Nie. Mój syn nigdy nie należał do żadnej sekty, ani nie wyznawał satanizm - wyjaśniła stanowczo matka.
- Jak w ogóle śmiesz się nas o takie rzeczy pytać? Nagle się u nas zjawiasz i myślisz, że ci wszystko wolno?! Po tym, jak nasz syn zaginał?!- zdenerwował się pan Kim.
- Bardzo państwa przepraszam. Nie chciałam nikogo urazić. Nie pytałam się o to państwa w złej intencji. Muszą państwo wiedzieć, że nawet gdyby tak było. Gdyby państwa syn należał do sekty lub wyznawał satanizm, to i tak bardzo bym go kochała i nie opuściłabym go z tego powodu... Ta wiara i sekty... były od zawsze, prawda? Ludzie potrafią normalnie z tym żyć. Potrafiłabym to zaakceptować... Muszą państwo uwierzyć mi na te słowa. Bardzo mi zależało na Sunggyu i do tej pory go kocham. Byłabym w stanie oddać za niego życie. Od zaginięcia Sunggyu z nikim nawet nie byłam. Jestem wierna waszemu synowi. Już chyba nigdy, nikogo tak nie pokocham, jak jego. Dlatego proszę was o przebaczenia. Naprawdę nie chciałam nic złego powiedzieć.
- Nie szkodzi. Nie przepraszam... To piękne o czym teraz mówisz i wierzymy ci na słowo, że tak jest - uspokoiła ją pani Kim - Ale teraz... chyba już czas na ciebie.
- Tak, ma pani rację. Ja... będę się już zbierać. Bardzo dziękuję państwu za ten pyszny obiad i gościnę. To dla mnie wiele znaczy.
- Dla nas również. Musisz nas jeszcze kiedyś odwiedzić. Odprowadzę cię do drzwi - zaproponowała.
- Do widzenia państwu - pożegnała się i wyszła.
- Jak ona mogła?! - usłyszała Polka krzyk mężczyzny.
- Nie krzycz już! Pewnie ją przestraszyłeś! Nie trzeba było na nią podnosić głosu! - zaciekawiona Basia podeszła do okna, kucnęła i nadsłuchiwała.
- Myślicie... że ona coś podejrzewa? - zapytała siostra.
- Mam nadzieję, że nie - odpowiedziała matka.
- Na pewno tak! Niby po co by się o takie rzeczy pytała? - zapytał zezłoszczony ojciec.
- Ale skąd niby miałaby to wiedzieć?
- Czyżby jednak wrócił? - zapytała z nadzieją córka.
- Nie opowiadaj bzdur! Sunggyu po takim doświadczeniu, na pewno jeszcze odpoczywa. Nie ma szans, żeby tak szybko...
- Ona może mieć rację... Sunggyu pewnie odwiedza Basię i widziała bliznę - rzekła matka przerywając mężowi.
- To ma sens - rzekną.
- Ona nie może się o tym dowiedzieć - powiedziała siostra piosenkarza - To musi zostać w tajemnicy.
- Mam się ją zajęć? - zapytał - Sprawię, że zniknie bez śladu, a jej szczątki będą gniły w szczękach zmor.
- Zgłupiałeś?! Gdyby Sunggyu dowiedział się, że Basi stała się przez nas krzywda nie wybaczyłby nam tego! ... On tak bardzo ją kocha. Nie zdziwiłabym się teraz, jakby ją odwiedzał zamiast nas. Pamiętaj, że jest teraz po stronie pana. To już nie jest ten sam synek. Już nie należy do nas, rozumiesz?... Jeszcze by nas wszystkich zabił, lub co gorsza... zabrał w ciemność.
- Więc co zrobimy?- zpytała.
- Nic - odpowiedział - Nic nie zrobimy. Będziemy nadal trzymać to w sekrecie i nie pozwolimy, żeby się o tym dowiedziała. Nawet nie próbujcie jej o niczym napomknąć. Zrozumiały?
- Tak - odpowiedziały w tym samym momencie. Przerażona Basia uciekła spod domu.

* Muszę się spotkać z Sunggyu. Co oni mu zrobili?... Co zrobili z Sunggyu? Czy on naprawdę... nie żyje? (Basia)*

Tego samego wieczoru, Kinga poszła na randkę z Baro. Raper zabrał ją do kina na japońską komedie, gdzie byli razem sami. Cała sala była tylko dla nich. Kupili duży popcorn i dwie średnie cole. Po filmie udali się do restauracji na kolacje. Baro zamówił dla nich po jednym, gorącym daniu, przystawce oraz deser. Podczas jedzenia rozmawiali, śmiali się i karmili nawzajem. Po kolacji, najedzeni do syta wsiedli do samochodu i odjechali. Raper twierdził, że ma dla niej niespodziankę. Baro zabrał Kingę za miasto. Pojechali do lasu. Jadąc po ciemnym lesie cały czas wjeżdżali pod górę. Pół godziny później całej tej przejażdżki trafili do bardziej jasnego miejsca. Wjechali na samą górę, gdzie nie było niczego, ale za to był przepiękny widok na rozświetlony Seul. Zachwycona Polka wysiadła z samochodu i podeszła bliżej metalowej barierki. Po chwili uśmiechnięty Sunwoo podszedł do niej i objął ją z tyłu.
- Jest pięknie - powiedziała nie mogąc oderwać wzroku od widoku.
- Podoba ci się?
- Bardzo... to świetna niespodzianka.
- Tak właściwie, to ten widok nie jest niespodzianką.
- Nie? - zapytała zdziwiona odwracając się do ukochanego.
- Mam coś dla ciebie.
- Naprawdę? Kupiłeś mi coś?... Kochany jesteś, ale nie trzeba było.
- Zaraz zmienisz zdanie. Przynajmniej mam taką nadzieję.
- To znaczy? - Raper klęknął przed dziewczyną na prawym kolanie i wyciągnął z kieszeni małe, czarne pudełeczko. Złapał je obydwoma rękoma i otworzył je. W środku pudełeczka znajdował się mały, srebrny pierścionek i oczkiem.
- Kinga... czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną? - dziewczyna zaniemówiła. Była mile zaskoczona. Nigdy by się nie spodziewała, że będzie chciał wziąć z nią ślub.
- Wiem, że znamy się dopiero półtora roku, a ludzie wychodzą za siebie dopiero po 30-dziestce, ale kocham cię i chcę spędzić z tobą resztę swojego życia. Oczywiście zrozumiem, jeżeli nie przyjmiesz moich zaręczyn, jeżeli nie jesteś gotowa na małżeństwo. Jeszcze tyle życia przed nami i mamy jeszcze czas na ślub. Nie musimy się spieszyć, jeżeli tego nie chcesz. Zaczekam na ciebie, ponieważ... kocham cię.
- Ale ja chcę za ciebie wyjść.
- Naprawę? - zapytał zaskoczony.
- Tak, kocham cię - łzy radości napłynęły jej do oczu. Koreańczyk szybko stał z ulicy i mocno przyciągając ukochaną do siebie obdarował ją gorącym pocałunkiem, ujmując jej twarz w swoje dłonie. Po chwili całując się zachłannie  nie mogli złapać oddechu. Raper złapał ją za nogi i podrzucił do góry. Kinga obiegła go w pasie nogami nie przerywając pocałunków. Zabrał ją do auta przez to prawie się nie przewracając. Ułożył ja na tylnich siedzeniach i zamknął drzwi. Ściągnął z siebie koszulkę i wrócił do gorących, zachłannych pocałunków. Przechodząc do szyi całował ją pieszcząc jej piersi pod koszulką. Dziewczyna zaczęła odczuwać podniecenie spowodowane dotykiem Koreańczyka. Nagle ściągnęła z siebie koszulkę i stanik. Obejmując się całowali się dalej dotykając nawzajem swoich nagrzanych ciał. Baro przyssał się do jej karku robiąc na jej ciele małą malinkę. Polka nawet nie zauważyła, kiedy chłopak ściągnął z niej spodnie. Sam też bez nich był. Delikatnie przejeżdżał opuszkami palców po jej jasnym ciele. Siedząc na jej nogach oglądał jej nagie ciało, które zwijało się z podniecenia. Spojrzał na jej zastudzoną twarz i oczy, które patrzyły tylko na niego. Ich wzrok napotkał się na siebie.
- Coś nie tak... oppa? - poczuła się dziwnie, kiedy obserwował jej ciało. Bała się, że coś nie spodobało mu się w niej, że zaraz z wszystkiego zrezygnuje.
- Nie, nie... -jeszcze raz szybko obejrzał jej ciało, a potem spojrzał w jej oczy - Jesteś... taka piękna. Zrobię ci pełno dzieciaczków - rozśmieszając ją zaczęła się śmiać. Pocałował ją czule, po czym powoli zsuwał z niej bieliznę. Gdy już ją ściągnął, całując i liżąc jej szyję oraz obojczyki, delikatnie masował jej krocze. Kinga przez pieszczoty narzeczonego cicho postękiwała. Nagle, powoli wszedł w nią. Dziewczyna poczuła ból przez co stęknęła z bólu i zacisnęła zęby. Chłopak poczekał chwilę, jak jego narzeczona przyzwyczai się i po chwili zaczął powoli się w niej poruszać. Ich jęki i sapania wypełniły samochód. Poruszał się w niej powoli, delikatnie i dokładnie po czym przyspieszył, a jego ruchy stawały się coraz szybsze, mocniejsze i bardziej zachłanne, lecz wciąż delikatne. Tak bardzo ją w tym momencie pragnął. Przytulili się do siebie przyspieszając i czując, że zaraz obydwoje dojdą. Ich dźwięki synchronizowały się. Raper dokończył kilkoma mocniejszymi ruchami po czym obydwoje doszli. Zdyszani i spoceni spojrzeli sobie w oczy uśmiechając się do siebie. Leżeli nadzy wtuleni w swoich ramionach jeszcze tak przez pięć minut.  Później ubrali się i usiedli razem na masce samochodu podziwiając piękny widok. Chłop wziął z powrotem pudełeczko. Otworzył je i wyciągnął jego zawartość. Ujął dziewczyny dłoń i nałożył na palec obrączkę. Kinga spojrzała się na pierścionek i uśmiechnęła się opierając głowę o ramie ukochanego.
- Robi się już późno. Chyba czas już wracać- powiedział.
- Tak, masz rację. Wracajmy - wsiedli do samochodu i odjechali. Gdy weszła do domu zauważyła, że dziewczyny jeszcze nie śpią. Ściągnęła buty i weszła na górę. Wchodząc do pokoju zobaczyła siedzącą Zuzę z Basią, które oglądały razem film.
- Cześć wam. Wróciłam - powiedziała cicho.
- O! Kinga... już wróciłaś? Co u Baro? - zapytała Zuzia.
- Wszystko w porządku. Trochę zmęczony pracą, ale tak to wszystko ok.
- To dobrze.
- Jak było? - zapytała Basia.
- Było... świetnie - uśmiechnęła się radośnie.
- Czuję, że coś się dzieje - rzekła Zuza.
- Coś ty taka radosna? Stało się coś szczególnego? - ucieszona podniosła rękę do góry pokazując dziewczyną swoją zewnętrzną stronę dłoni. Obydwie widząc pierścionek zaczęły krzyczeć z radości.
- Boże! On ci się oświadczył! - krzyknęła Basia. Przytaknęła jedynie nie potrafiąc w ty momencie wypowiedzieć żadnego słowa.
- Nasza Kindzia wychodzi za mąż za swojego biasa! - krzyknęła uradowana Zuza. Obydwie przytuliły przyjaciółkę gratulując jej zaręczyn.



piątek, 18 lipca 2014

ONE SHOT dla Karoliny YAOI *B.A.P #3* +18

Tytuł: Vampire Boy
Pairing: Youngup
Zespół: B.A.P
Związki: Homoseksualne
Uwagi: + 18
Dedykacja: Dla Karoliny

Opis: Youngjae jest Koreańskim uczniem szkoły średniej. Jest przystojny, miły, dojrzały. Nauczyciele lubią go za jego inteligencję i dobre maniery, a uczennice przez jego tajemniczość, chcą się z nim umówić. Można rzec, że jest idealnym materiałem na przedstawienie swoim rodzicom. Gdyby nie to, że jest wampirem. A może, jednak nie do końca? By stać się wiecznie żywy i piękny, musi pierw wypić krew kobiety, która będzie mu przeznaczona. Younjae przekona się , że to nie jest takie proste, jak może się wydawać. Czy Youngjae uda się to, zanim będzie za późno? 


  - Wujku, skąd będę wiedział, że to ta jedyna?
- Kiedy ją poznasz, przy najbliższym kontakcie wyrosną ci kły, które będą pragnęły jej delikatnej szyi. 




  Pewnego, wiosennego dnia, Jongup, uczeń szkoły średniej, tak jak zawsze szykował się do szkoły. Umył się, ubrał, zjadł śniadanie i w swym mundurku szkolnym ruszył do szkoły na rowerze. Jadąc mijał różne domu, sklepy oraz kawiarnie i restauracje. Był już prawie na miejscu. Musiał jedynie przejechać jeszcze przez szkolną bramę. Kiedy to zrobił, nie zauważając innego ucznia potrącił go. Obydwoje przewrócili się. Obolały Jongup podniósł głowę i spojrzał na leżącego obok niego chłopaka. Nigdy wcześniej nie widział go w szkole. Na swój szkolny mundurek nosił czarną bluzę z dużym kapturem na głowię. Tajemniczy chłopak podniósł się, spojrzał się na Jongup'a i odszedł. Chłopak nie potrafił wypowiedzieć żadnego słowa. Oczy poszkodowanego chłopaka sparaliżowały go. Były takie...

- Piękne - rzekł do siebie wpatrując się w oddalającego się ucznia. Nagle zauważył, że przez niego skaleczył się w rękę, a krew spływała mu po dłoni - Jest ranny - po chwili usłyszał dźwięk szkolnego dzwonka. Szybko wstał, wziął swój rower i podbiegł do szkoły. Wbiegł szybko do klasy i zasiadł na swoje miejsce. Na szczęście udało mu się w porę. Pod koniec lekcji nauczyciel zauważył, że Jongup ma zadrapanie na szczęce. 

- Jongup, jesteś ranny. Co się stało? 
- Przewróciłem się na rowerze przed szkołą - cała klasa zaczęła się śmiać. 
- Cisza! - uspokoił ich nauczyciel - Idź do pielęgniarki. 
- Dobrze - wziął swoje rzeczy i wyszedł z klasy słysząc jedynie za sobą " Idiota!". Jongup jest dobrze zbudowanym z ładnym uśmiechem chłopakiem, lecz nie za bardzo bystrym, przez co czasem słyszy jakieś nie miłe słowa na swój temat od swoich rówieśników. Kiedy siedział na krześle w gabinecie pielęgniarki i czekał, jak pielęgniarka opatrzy mu ranę, usłyszał krzyki dziewczyn na korytarzu. Nie były to krzyki strachu ani bólu. Wręcz przeciwnie. Przez otwarte drzwi zobaczył ucznia w czarnej bluzie z kapturem na głowie, a za nim pełno radosnych uczennic mówiących : "Jesteś świetny oppa", " Masz dzisiaj czas po szkole?", " Pijesz kawę? Może pójdziemy do kawiarni oppa?", " Pokażemy ci miasto", " Może wyjdziemy razem do kina oppa?". Był to ten sam chłopak, którego wcześniej potrącił. Przejęty tym wszystkim wybiegł z gabinetu, tuż po tym, jak pielęgniarka przykleiła mu plaster na brodę. Szukał go po całej szkole, lecz go nie znalazł. Dwie godziny później, klasa Jongup'a miała w-f z o rok starszą klasą. Chłopcy grali w piłkę nożną, a dziewczyny w siatkówkę. Nagle piłka wyleciała po za boisko i poturlała się na trawnik na którym siedział w cieniu nowy uczeń.  
- Podaj! - krzyknął jeden z starszych kolegów, lecz chłopak zignorował go i odszedł - Co za palant!
- Kto to jest? Pierwszy raz go tutaj widzę - zapytał Jongup.
- Nowy uczeń od nas z klasy. Ma na imię Youngjae. 
- Jest strasznie dziki.
- I cały czas chodzi w tym swoim kapturze.
- Nie wiem co one w nim wszystkie widzą! - wskazał na ćwiczące dziewczyny, które machały do odchodzącego chłopaka - Zamknijcie się wreszcie! Jesteście strasznie głośne! 
- Sam się zamknij!
- Zachowujecie się irytująco! To dlatego was ignoruje! Jesteście uciążliwe! - Jongup jedynie słuchał krzyczących na siebie uczniów i wpatrywał się w tajemniczego, nowego ucznia. Po szkole wieczorem, Jongup podczas odrabiania lekcji wspominał przystojną twarz Youngjae.
- Youngjae - powiedział zamyślony. Jongup już od pewnego czasu bardziej lubił chłopców od dziewczyn, lecz ukrywał się z tym. Nie chciał, żeby ktokolwiek się o tym dowiedział. Żył ze swoją tajemnicą przed wszystkimi. Przed przyjaciółmi, rodziną, sąsiadami. Mimo tego, że jest homoseksualny, nigdy jeszcze nie był z żadnym mężczyzną. Jest za bardzo nieśmiały i nie ma odwagi, by się z kimś umówić, tym bardziej, że boi się ujawnić ludziom swoją orientację seksualną. Przez piękne oczy nowego ucznia, Jongup nie mógł przestać o nim myśleć. Następnego dnia, na korytarzu znów minął się z Youngjae i jego fankami. Chłopak przechodząc obok zawstydzonego Jongup'a spojrzał się na niego i poszedł dalej. Mógł znów zobaczyć jego piękne oczy, które w tej jednej sekundzie patrzyły się tylko na niego. Jego serce mocniej zaczęło bić. Bardzo chciał znów spotkać chłopaka i przeprosić go za wczorajszy dzień. Na kolejnej przerwie spotkał go na dworze, kiedy sam siedział na schodach. 
- Cześć - szybo powiedział. Chłopak spojrzał się na niego - Jesteś nowy, prawda? - nic nie odpowiedział - Mam na imię Jongup. A ty jesteś Youngjae?
- Taa...
- Jak podoba ci się nasza szkoła? Ludzie są mili? - nic nie odpowiedział. Jedynie wstał i odszedł.
- Poczekaj! - podbiegł do niego - Przepraszam cię za wczorajszy dzień. Nie chciałem na ciebie wjechać rowerem. To był przypadek. Naprawdę, bardzo cię przepraszam - ukłonił się.
- Nie przepraszaj. Zdarza się. 
- Cieszę się, że nie jesteś zły - uśmiechnął się - Po chwili spacerowali już razem - Zwiedziłeś już całą szkołę?
- Tak.
- Dziewczyny są bardzo uciążliwe?
- Są głupie...
- Taa, nie dają żyć człowiekowi. Powiedz, skąd jesteś?
- Z przedmieścia. 
- O! To tak jak ja. Dlaczego do nas się przepisałeś? 
- Szukam dziewczyny, która będzie mi przeznaczona. 
- Przeznaczona?
- Tak.
- A co, jeżeli jej nie znajdziesz?
- Będę szukał dalej - po przerwie na lekcji, Youngjae obserwował szyje dziewczyn z klasy i dotykał językiem swoje zęby. Po lekcjach obserwował inne uczennice na korytarzach oraz różne kobiety mijające go na ulicy. Te które siedziały w kawiarniach, szły z zakupami czy po prostu stały i czekały na zielone światło. Wieczorem udał się na dach swojego bloku i usiadł na krawędzi budynku. Nagle znikąd pojawił się jego wuj. Usiadł obok niego i wręczył mu do ręki kartonik z sokiem. Youngjae wbił słomkę w kartonik i zaczął pić.
- Widzę, że znów ci się nie udało. Co cię powstrzymuje?
- Sam mówiłeś, że kły urosną mi dopiero wtedy, kiedy spotkam tą wybraną. 
- No tak, ale możemy to szybciej załatwić.
- Jak?
- Chodź ze mną - poszli do rezydencji wujka. Wnętrze mieszkania było czerwono-czarne i wszędzie można było zobaczyć zapalone świece, które oświetlało pomieszczenia. Weszli do sypialni w której leżała naga kobieta w łóżku. Leżała na brzuchu z zamkniętymi oczami i była przykryta kołdrą do pasa. 
- Czy... czy ona nie żyje?
- Wampiry to szlachetna rasa. Żaden wampir nie skosztowałby trupa. Dlatego żerujemy na ludziach. To oni są naszym pożywieniem... wybrałem ją specjalnie dla ciebie. Jest młoda, piękna i... pyszna - mężczyzna nachylił się nad kobietą i wbił w jej szyję swoje kły, a jego oczy momentalnie zrobiły się czerwone. Wytarł dłonią usta i rzekł:
- Wystarczy jak ją ugryziesz, a kły same wyrosną - wujek ustąpił mu miejsca. Nastolatek usiadł obok niej i nachylił się nad nią. Już miał ją ugryźć, lecz zrezygnował:
- Nie mogę. Nie chcę.
- To nie możesz czy nie chcesz?
- I to i to. Nie potrafię.
- Owszem, potrafisz. Wystarczy, że ją ugryziesz, a kły same zrobią swoje. Ona nawet tego nie poczuje,jeżeli o to ci chodzi. Podczas ogryzienia, ludzie nic nie czują. Nasze kły są dla nich jak znieczulenie, a podczas tego, czują ekstazę.  
- Nie będę jej gryzł. Nie chcę jej. 
- Co cię przed tym powstrzymuje? Jesteś za słaby i delikatny. Nie chcesz skosztować tak pięknej kobiety. Dlaczego? Dlaczego nie chcesz wypić jej krwi? Przecież ludzie... są tacy pyszni.
- Ludzie są głupi. Nie chcę się z nimi spoufalać. 
- Spoufalać? Nikt ci tego nie każe. Wystarczy, jak będziesz miły i czarujący, a ludzie sami do ciebie będą lgnąć. My wampiry, już tak mamy, rozumiesz? Jeżeli dalej chcesz szukać tej wybranej, to szukaj. Nie zatrzymuje cię, ale mógłbyś mieć już to z głowy. I pamiętaj, jedynie krew kobiety da ci możliwość życia wiecznego. Więc, nie masz za dużo czasu. 
- Tak, wiem. Wampir nie pijący krwi nie jest stuprocentowym wampirem. 
- Umrzesz, jeżeli tego nie zrobisz... twój organizm... po prostu tego nie wytrzyma - powiedział po czym znikł, a Youngjae wrócił do domu. Następnego dnia, przy gabinecie pielęgniarki ustawiły się w kolejce wszystkie dziewczyny. Były podekscytowane. Jedna z nauczycielek zauważyła to całe zamieszanie i kolejkę, która ciągła się, aż na zewnątrz.
- Co tutaj się dzieję? 
- Przykro mi pani, ale musi się pani najpierw ustawić do kolejki - powiedziała jedna z uczennic.
- Co to za kolejka?
- Do Youngjae.
- Youngjae? Idę tam! Z drogi dziewczęta! Proszę już iść do swoich klas! - szła wzdłuż kolejki dochodząc do gabinetu. Weszła do środka i zobaczyła zasłoniętą kurtynę. Odsłoniła ją i zobaczyła leżącą uczennicę na łóżku, a nad nią Youngjae, który czaił się do jej szyi. 
- Youngjae! Zejdź z niej! - zgoniła ucznia z dziewczyny - A ty marsz do klasy - wygoniła uczennicę. Wyszła z gabinetu i wygoniła także resztę dziewczyn po czym wróciła do Youngjae.
- Youngjae. Powiedz mi, co tu właśnie wyprawiasz?- Po chwili chłopak podszedł o niej bliżej przypierając nauczycielkę do ściany. Odsłonił delikatnie dłonią jej długie włosy z szyi. Przybliżył się do niej przytrzymując ją. Podniósł głowę, spojrzał się na nią po czym powiedział:
- Chyba jednak wolę młodsze- wyszedł.
- Młodsze? Że co?! - siedząc na schodach przyszedł do niego Jongup.
- Co ty robiłeś w gabinecie pielęgniarki? Wszystkie dziewczyny robiły zamieszania, żeby cię tam zobaczyć - usiadł obok niego.
- Szukałem przeznaczonej mi dziewczynę.
- I co? Udało się? - Youngjae spojrzał się na szyję Jongup'a, potem w jego oczy, a na końcu odwrócił głowę i rzekł:
- Nie... dlaczego ci tak szybko bije serce?
- Że co?
- Twoje serce... szybo bije... dlaczego?
- Naprawę? - zawstydził się.
- Jesteś czerwony.
- Czerwony? - złapał się za policzka.
- Dziwny jesteś.
- Często to słyszę. Że jestem dziwny, głupi idiota. Że jestem za słaby i za delikatny. Dlatego jestem cały czas sam, ale... 
- Ale?
- Już zdążyłem się do tego przyzwyczaić.
- Przyzwyczaić? - przytaknął - Jesteś samotnikiem. Tak jak ja.
- Chyba tak... - spuścił głowę uśmiechając się. 
- Czemu się uśmiechasz?
- Nie uśmiecham się.
- Przecież widzę.
- Cieszę się... że mam przyjaciela. 
- Przyjaciel - wyszeptał. Dla Youngjae to wszystko było całkiem obce i nowe. Słowa jak przyzwyczajenie się czy przyjaciel. Słyszał już wcześniej o takich rzeczach, lecz nigdy w życiu nie przeżył. Tak samo, jak miłość. Dwa tygodnie później, Youngjae przechodził obok klasy Jongup'a.
- Hej! Jongup! Co u ciebie? Dalej jesteś taki głupi? - powiedział jeden z uczniów, a reszta zaczęła się śmiać. 
- Nie nazywaj mnie tak!
- Bo co? Powiesz mamie?
- Zaraz oberwiesz! - popchnął ucznia, który po chwili mu oddał. Youngjae przyglądając się, jak się biją wszedł do środka.
- Zostaw Jongup'a! 
- O! Kolejny heros się znalazł. Ty też chcesz oberwać?! - rzucił się na wampira, lecz ten za każdym razem robił bardzo szybkie uniki, które ciężko było zauważyć. Nagle złapał przeciwnika i urwał mu głowę, a krew pryskała po całej klasie wywołując strach w uczniach. Żartuję, tak naprawdę złapał go i uderzył z pięści w twarz. Złapał Jongup'a za rękę i wyprowadził z klasy. 
- Dziękuję ci hyung, że stanąłeś w mojej obronie. 
- Nie dziękuj. 
- Hyung! Masz dzisiaj czas wieczorem?
- Tak.
- Może wyjdziemy gdzieś razem ? Może do jakiejś kawiarni albo do kina? - spytał zawstydzony.
- Nie. 
- Na spacer?
- Nie.
- Z przyjacielem nie wyjdziesz na miasto? Co chcesz innego robić? - kiedy Youngjae przypomniał obie, że musi się użerać z wujkiem, kory będzie mu kazał ugryźć dziewczynę, powiedział:
- Na moście, o dziewiętnastej, nie spóźnij się.
- D-dobrze - kiedy Jongup wrócił do domy, był bardzo szczęśliwy. Przejął się dzisiejszym wieczorem, jak nastolatka. Wykąpał się po czym szykował ubranie przymierzając wszystko po kolei. 

* Nie mogę uwierzyć, że idę na randkę z Youngjae!... Ale zaraz... randkę?... jaki ja jestem naprawdę głupi. Jaką randkę? Przecież Youngjae nie czuje do mnie tego samego, co ja czuję do niego... Cholera!(Jongup)*

 Chłopak wyszykował się, wyperfumował i poszedł na umówione miejsce. Był ubrany w brązowy bezrękawnik z kolorowym nadrukiem i w jasne jeansy. Gdy był już na miejscu zobaczył stojącego Youngjae.
- Cześć hyung!
- Spóźniłeś się... dwie minuty.
- Serio? Znaczy... przepraszam. 
- Jongup... co to jest miłość?
- Miłość?
- Tak.
- Miłość do drugiego człowieka objawia się tym, że zaczynasz lubić jego dziwactwa, akceptujesz go takim jakim jest. Wszystkie jego wady i zalety. Osobę którą kochasz chcesz chronić i opiekować się nią. Nie chcesz, żeby tej osobie stała się krzywda. Zaczynasz kochać to, co ona kocha. Przy tej osobie czujesz się wspaniale. Chcesz cały czas spędzać z nią czas. Słyszeć jej głos, czuć jej dotyk. Patrzeć jej w oczy.
- Czy gdy się z kim przyjaźnisz to też chcesz chronić tą osobę, spędzać z nią czas.
- Ale to coś innego.
- Więc czym się różni miłość od przyjaźni?
- Tym, że gdy kogoś kochasz to chcesz z tą osobą spędzić całe swoje życie. Chcesz, żeby zawsze była przy tobie bez względu na wszystko. Na zawsze... przez wieki.
- Na zawsze? - przytaknął.
- To głupie.
- Dlaczego tak uważasz?
- Nie można być z kimś na zawsze. Ludzie umierają, a kiedy umrzesz to nie będziecie razem. Więc nie można powiedzieć, że będzie się przy kimś na zawsze. Nie to co wampiry.
- Wampiry?
- Wampiry żyją wiecznie. Nie starzeją się, nie chorują, są wiecznie piękne. Wampiry są lepsze od ludzi pod każdym względem. 
- Może i tak. Pewnie świetnie by było być wampirem. Móc żyć wiecznie, ale niestety... wampiry nie istnieją.
- Dlaczego tak uważasz?
- Bo to prawda.
- A co jeżeli nie. Co jeżeli istnieją? 
- Nie wiem. 
- Chciałbyś być wampirem?
- M-może... hyung, dlaczego tak dziwnie na mnie patrzysz? 
- A co gdybym ci udowodnił, że wampiry istnieją? Co gdybym ja nim był?
- Brałeś coś? 
- Nie.
- Dziwnie się zachowujesz. 
- Coś ci pokaże, ale obiecaj, że nikomu o tym nie powiesz.
- Obiecuję - Youngjae wyciągnął z kieszeni scyzoryk i wbił ją w sobie w rękę, a krew spłynęła mu do wody.
- Hyung! Zwariowałeś?!
- Patrz teraz - wyciągnął ostrze z ręki i schował je, a po chwili rana sama zaczęła się goić po czym zniknęła bez śladu.  
- Ty... ale... jak... przecież - zaniemówił - Jesteś wampirem! Aaaaa! - przestraszony uciekł w popłochu. Youngjae zdziwiony jego reakcją rzekł:
- Głupi człowiek.
- A więc jednak mu się przyznałeś? - zapytał wujek stojący mu za plecami - Powiedziałeś mu, że jesteś wampirem. Po co?
- Jongup ostatnio powiedział, że jesteśmy przyjaciółmi. Przeczytałam trochę o przyjaźni i pisało, że z przyjacielem można dzielić się sekretami, że można z nim o wszystkim porozmawiać. 
- A więc przyjaciela sobie znalazłeś? A co z dziewczyną?!
- Staram się.
- Pamiętaj, że nie masz za dużo czasu, rozumiesz?
- Chyba się go nie pozbędziesz?
- Jongup'a? Nie i tak mu nikt nie uwierzy. A ty co? Zacząłeś się o niego martwić?
- Nie, ja tylko...
- Wymówki... sądzisz, że ludzie są głupi, a sam zaczynasz się do nich upodabniać - powiedział po czym zniknął. Następnego dnia, Youngjae idąc do szkoły zobaczył przed sobą idącego Jongup'a.
- Jongup! - zawołał. Przestraszony chłopak zaczął uciekać, lecz Youngjae zatrzymał go w szybkim tępię - Stój.
- Ale jak ty? Tak szybko...
- Wciąż się dziwisz?
- Proszę nie rób mi krzywdy.
- Nie mam zamiaru. Ach, wy naprawę jesteście głupi. Nie wierzę, że wuj mnie do was porównał.
- To... jest was więcej?
- Na całym świecie.
- Co?!
- Jesteś moim przyjacielem, tak?!
- No tak...
- Więc trochę zaufania Jongup. 
- ... pijesz krew?
- ... jeszcze nie...
- Ale przecież jesteś wampirem.
- Nie wyrosły mi jeszcze kły! - zdenerwował się. Na przerwie kontynuowali rozmowę.
- Czy szukanie swojej wybranki...
- Przeznaczonej.
- Tak, właśnie, przeznaczonej. Czy to jest związane z tym, że nie urosły ci kły?
- Tak,żeby mógł się stać prawdziwym wampirem, muszę wypić krew przeznaczonej mi kobiety. Wujek mówi, że mogę wypić z każdej kobiety, ale to nie jest takie łatwe. Jeżeli tego nie zrobię... umrę.
- Ale przecież wampiry żyją wiecznie. Sam tak mówiłeś.
- Tylko te, które piją krew. Pierwszy łyk krwi kobiety sprawi, że będę wiecznie żywy i piękny. Jeżeli tego nie zrobię jak najszybciej, mój organizm tego nie wytrzyma. Stanę się słaby i zniknę. 
- Ty... nie możesz zniknąć... pomogę ci.
- Jak?
- Będę cię umawiał z różnymi kobietami. Będziesz chodził na randki w ciemno, pójdziemy na miasto i... zaraz... skąd będziesz wiedział, że kobieta, która stoi przed tobą będzie ci przeznaczona?
- Przy bliższym kontakcie urosną mi zęby.
- Ach, rozumiem - mijały tygodnie, lecz nie mogli znaleźć mu idealnej kobiety. Umawiał się z kobietami w różnym wieku. Chodzili po sklepach, centrach handlowych, restauracjach, kawiarniach. Bez skutku. Chodzili razem do publiczne biblioteki i czytali o wampirach by się dowiedzieć, co zrobić, by mu pomóc. W pewnym momencie Youngjae zasłabł. 
- Youngjae! Nic ci nie jest?! Odezwij się do mnie! Pomocy! Niech ktoś zadzwoni na karetkę! Błagam! Youngjae! Żyj! - krzyczał zapłakany Jongup przytulając do siebie przyjaciela. Gdy trafili do szpitala, Youngjae spał na łóżku szpitalnym. Jongup przez cały czas przy nim siedział i martwiąc się o niego czekał, jak w końcu się obudzi, aż w zasnął. Następnego dnia, kiedy Jongup obudził się, Youngjae już nie było w łóżku. Przeszukał cały szpital, lecz bez skutku. Tym czasem Youngae leżał w rezydencji wujka i odpoczywał.
- Widzisz coś sobie narobił Youngjae? Widzisz słaby, biedny chłopcze? Przez to, że nie piszesz krwi twoje ciało słabnie. Umierasz Youngjae. Musisz pić.
- Wiem. Co z Jongup'em?
- Całą noc siedział przy tobie. Opiekował się tobą i płakał. Boi się, że stanie ci się krzywda. Zakochał się w tobie.
- Zakochał?
- Tak, jest gejem. Nie zauważyłeś tego? Jego serce bije szybko przy tobie. Znam się nad tym. Wszystkie moje ofiary tak mają.
- Zakochał się... we mnie?
- Śmieszne prawda? Ludzie tak już mają. Ludzie potrafią zakochać się w tej samej płci, ale do rzeczy. Co chcesz zrobić z swoim nie piciem krwi?
- Zrobię to.
- Zuch chłopak - Youngjae udał się do domu swojej nauczycielki. Widząc, że już śpi, otworzył okno i wszedł do środka. Podszedł do jej łóżka i usiadł obok niej. Delikatnie odgarnął jej włosy z karku. Spojrzał się na jej odkrytą skórę i nachylił się. Kiedy dotknął jej ciała oparzył się. Na jej koszulce widniał duży, różowy krzyż. Przestraszony uciekł nie mogąc nic zrobić. Następnego dnia, spotkał się z Jongup'em, który martwił się o niego.
- Youngjae jak dobrze, że cię znowu widzę. Co się stało? Powinieneś być w szpitalu. Gdzie byłeś?
- U wujka.
- Jak się czujesz?
- Lepiej, ale już nie tak dobrze, jak wcześniej... umieram.
- Nie, ty nie możesz umrzeć. Nie możesz zniknąć. Musisz żyć, rozumiesz? Musisz żyć wiecznie. Pomogę ci. Znajdzie ci idealną kobietę, żebyś...
- Po co? Dlaczego tak się o mnie martwisz? Dlaczego tak bardzo zależy ci na tym, żeby żył?
- Ponieważ, jesteśmy przyjaciółmi. 
- Na pewno?
- Nie rozumiem cię.
- Jongup... czy ty jesteś gejem?
- Co?
- Nie ukrywaj. Twoje serce nie potrafi kłamać. Zbyt szybo przy mnie bije. Czy ty... kochasz mnie.
- Youngjae hyun ja... przepraszam. Nie powinienem cokolwiek do ciebie czuć. Chciałem ci to wcześniej powiedzieć, ale bałem się, że mnie nie zrozumiesz i nie będziesz chciał już więcej mnie widzieć. Ludzie mnie nie akceptują. Zawsze byłem sam, ale nagle poznałem ciebie. Nie chcę cię stracić. Zrozumiem, jeżeli nie odwzajemnisz moich uczuć. 
- Wampiry... nie kochają. Nie potrafią. 
- R-rozumiem. 
- Czas już na ciebie... Jongup.
- T-tak. Masz rację - łzy wypełniły oczy Jongup'a. Uśmiechnął się i odszedł. Tydzień później Youngjae i Jongup zostali dłużej w szkole, żeby posprzątać w sali muzycznej. Niestety za karę. Jongup znów wdał się w bójkę, a Youngjae go ratował. Nie mówili już więcej o tym o czym ostatnio rozmawiali. O wyznaniu Jongup'a. Udawali, że nic się nie stało.
- Hyung... dlaczego to zrobiłeś?
- Ale co takiego?
- Dlaczego znów stanąłeś w mojej obronie? Nie musiałeś.
- Ale chciałem. Jesteś moim przyjacielem. Nie dam cię skrzywdzić, rozumiesz? Ja... ostatnio myślałem nad tym co mi powiedziałeś wtedy na moście. Dużo czytałem o miłość, ale nie potrafiłem tego zrozumieć. Teraz... kiedy myślę o tobie... czuję takie... dziwne uczucie. Lubię spędzać z tobą czas i nie chcę, żeby stała ci się krzywda. Chcę, żebyś był bezpieczny. Nie wiem jak nazwać to dziwne uczucie... ale ja, chyba... - nie dokończył, ponieważ, kiedy do niego podszedł potknął się o zmiotę i wpadł na przyjaciela. Obydwoje przewrócili się leżąc na sobie. Spojrzeli sobie w oczy, a Youngjae powiedział:
- Kocham cię - te słowa rozgrzały serce Jongup'a. Nie mógł w to wierzyć. Wtedy zobaczył coś dziwnego.
- Youngjae... twoje zęby one... - wampir dotknął je językiem. Nie mogąc uwierzyć w to co czuje dotknął je dłońmi - Urosły.
- Wyrosły mi kły. To ty... ty jesteś mi tym przeznaczonym. 
- Ale mówiłeś, że to musi być kobieta. 
- Ostatnio czytałem, że nie. Że wampiry również piją krew z mężczyzn. 
- Yougnjae ja... - nie dokończył, gdyż Youngjae pocałował go. 
- Kocham cię - powtórzył pocałunek, który został odwzajemniony. Dotykali swoich ciał nawzajem czując to przyjemne ciepło w środku. Po chwili ściągnęli z siebie koszulki i  wznowili pocałunki. Youngjae lizał jego obojczyki i całował umięśnioną klatkę piersiową delikatnie dotykając jego bioder. Schodząc w dół odpiął jego rozporek i ściągnął spodnie, a następnie bokserki. Widząc jego nabrzmiałego penisa wziął go do ust i zaczął go lizać oraz ssać masując dłonią jego nóg. Jongup czuł ogromne podniecenie. Zaczął stękać i sapać. Kiedy czuł ,że już zaraz nie wytrzyma, Youngjae wstał i ściągnął swoje spodnie oraz bokserki. Podniósł biodra chłopaka do góry i założył na siebie jego nogi po czym oblizaną dłonią rozszerzał go od środka. Po skończeniu wszedł w niego, a łzy Jongup'a spłynęły po jego policzkach. 
- Youngjae... chcę z tobą żyć wiecznie - po tych słowach zaczął się w nim poruszać. Z powolnych ruchów przyspieszył. Dźwięk uderzających się o siebie bioder mieszał się z dźwiękiem ich jęków i sapań. Momentalnie w całej klasie zrobiło się gorąco. 
- J-jesteś... jesteś tego pewien... ż-że chcesz... żyć... w-wiecznie... ze mną? - pytał nie przerywając seksu. 
- Ach!...T-tak... hyung. Ach!... boli?
- N-nie... zaufaj mi - Youngjae oblizał jego delikatną skórę po czym wbił w nią swoje kły. Jongup poczuł nie przyjemne ukłucie i przez chwilę nie mógł złapać oddechu. Po chwili nawet nie czuł, że ma w sobie czyjeś kły. Czuł jedynie jego pełne wargi i podniecenie. Większe podniecenie. Dreszcze przeszły po całym jego ciele przez co wtulił się w ciało Youngjae i spuścił mu się prosto na brzuch, a Youngjae tuż po nim w jego wnętrzu, lecz nie przestała swoje uczty. Czuł się jakby przez miesiąc nie jadł. Nie potrafił się opanować. Pił, pił i pił. Gdy skończył zlizał skrew cieknącą z jego karku i otarł usta. Spojrzał się na uśmiechniętego Jongup'a, który momentalnie zrobił się blady.
- Kocham cię - wyszeptał i umarł. Tydzień później Youngjae trzymając martwego Jongup'a w trumnie otworzył ją. 
- Czas wstawać - wyszeptał mu do ucha. Jongup otworzył oczy. 
- Youngjae? T-ty żyjesz.
- Gotowy na nowe, wieczne życie? 
- Tak - następnego dnia Jongup nie przyszedł do szkoły, w domu się nie pojawił przez co jego rodzina zaniepokojona zdzwoniła na policję. Youngjae i Jongup zniknęli bez śladu. Razem... na zawsze. 



**************
Moje pierwsze yaoi. Czekam na wasze miłe komentarze i hejty.

środa, 16 lipca 2014

EXO: Just say you love me Rozdział 8

- Proszę cię, zawieś mnie do mojej babci.
- Ale przecież...
- Proszę - spojrzała mu się w oczy. Przełknął ślinę widząc jej zapłakane oczy - Nie chce tam wracać.
- D-dobrze - uległ. Wsiedli razem do czerwonego auta Luhan'a i odjechali. Całą tą sytuację widział Sehun, który nie mógł uwierzyć własnym oczom. Luhan przytulający Amandę. Złapał się za serce i uderzył głową w ścianę.
- Proszę cię noona - wyszeptał do siebie. Tym czasem podczas drogi w aucie panowała cisza. Zapłakana Amanda opierała głowę o szybę i obserwowała miasto.
- Amanda - zaczął - Jeżeli chcesz ze mną porozmawiać, to ja zawsze cię wysłucham.
- Nie trzeba... dam sobie radę - znów wróciła jej bez emocjonalna natura. Nawet się na niego nie spojrzała. Po prostu siedziała wyprostowana patrząc się przed siebie.
- Ale...
- Wystarczy jak mnie zawieziesz do babci, rozumiesz? - zapytała patrząc się prosto w oczy chłopaka. Luhan widząc jej chłodne spojrzenie spuścił wzrok. W końcu dotarli na miejsce. Znaleźli się na jednej z starych ulic Seulu na którym znajdowały się tradycjonalne domu w stylu hanok. Dom ten był cały drewniany z białymi ścianami i z skośnym dachem. Cała posiadłość była otoczona białym,niskim, kamiennym murem, a brama była duża i drewniana z ozdobnymi wstawkami i kamiennym poddaszem.
- Więc, jesteśmy na miejscu - rzekł Luhan. Dziewczyna już miała wychodzić z pojazdu, kiedy nagle piosenkarz zatrzymał ją łapiąc za rękę. Zdziwiona spojrzała się na niego - Nie wstydź się. Pamiętaj, że nie takie rzeczy spotyka ludzi. Jeżeli będziesz chciała ze mną o tym porozmawiać, to możesz na mnie liczyć. Pamiętaj, że nie jesteś sama. Po prostu mi zaufaj - ostatnie słowa ją mocno dotknęły. Spojrzała się w oczy chłopaka i rzekła:
- Dziękuję oppa - po czym wysiadła z samochodu i zniknęła za bramą. Zamykając ją usłyszała dźwięk odjeżdżającego samochodu, a łzy same popłynęły po jej policzkach.
- Amanda - usłyszała kobiecy głos za plecami. W drzwiach stała niska, osiwiała, stara Koreanka. Ta staruszka była jej babcią - Co ty tutaj robisz? Nie powinnaś być już dawno w dormie? - odwróciła się i nie wytrzymując popłakała się - Ty płaczesz? Co się stało? - przejęta podeszła do niej.
- O-oni dowiedzieli się - wpadła w histerię.
- O czym się dowiedzieli? Kto?
- C-chłopcy... że... ja - mówiła przez łzy - Jestem sierotą!
- Skarbie - rzekła skruszonym głosem przytulając wnuczkę - Wejdźmy do środka. Robi się zimno - przytulone do siebie przeszły przez kamienną drużkę i weszły do zabytkowego domu. Ściągnęły buty i udały się do kuchni.
- Usiądź przy stole, a ja zaparzę ci herbaty wnusiu - dziewczyna usiadła na podłodze przy niskim stoliku. Babcia podała jej chusteczki i kubek gorącej herbaty.
- Dziękuję - powiedziała powstrzymując płacz. Otarła łzy i upiła łyk herbaty, a starsza kobieta usiadła obok niej. Nie wytrzymując zaczęła płakać go kubka. Babcia przytuliła ją do siebie.
- Spokojnie. Nie płacz już. Jestem przy tobie.  A teraz mi powiedz, co się stało?
- K-kiedy wróciłam od ciebie do dormu, to zobaczyłam, że wszyscy siedzą razem w salonie. Była tam również moja przyjaciółka, Natalia, która im o tym powiedziała.
- Ale, jak to?
- No tak, ale sądzę, że nie zrobiła tego specjalni. Oni są uparci i ciekawscy. Na pewno wypytali ją. Jak ja ich nie znoszę! Mam ich dość!
- Uparci i ciekawscy? Zupełnie tak jak ty, kiedy byłaś mała.
- No może, ale to o niczym nie świadczy.
- Rozumiem cię, że jest to dla ciebie bardzo ciężkie i wstydzisz się tego, gdzie się wychowałaś. Przez to co przeżyłaś w młodym wieku zmieniło cię i przestałaś ufać ludziom. Ale musisz pamiętać, że nie możesz całe życie uciekać od tego co kiedyś było, nie możesz uciekać przed ludźmi.
- To nie jest takie proste. Chce mieć przyjaciół, ale nie potrafię. Jedynie jakimś cudem Natalia ze mną wytrzymuje.
- No cóż, znacie się długo, jeszcze za czasów szkolnych.
- To prawda.
- Powiedz mi z kim przyjechałaś? Kto cię tutaj zawiózł?
- Luhan, jeden z exo.
- Przystojny jest?
- Co to ma wspólnego?
- Nic, tak pytam. Zmusiłaś go czy własnowolnie cię tutaj zawiózł?
- Myślisz, że byłabym do czegoś takiego zdolna?
- Tak.
- Tym razem nie.
- Więc, jak to było?
- Kiedy wybiegła z dormu pobiegł za mną. Uspokajał mnie i przytulił.
- Jak się wtedy poczułaś?
- To było... miłe.
- Wydaje ci się, że jesteś sama, że masz tylko mnie oraz wujka i nikogo poza tym, ale to nie prawda. Pamiętaj, że jeżeli ktoś chroni cię i dba o ciebie to tej osobie zależy na tobie. To są tak zwani przyjaciele, a przyjaciele stają się częścią rodziny. Więc, jeżeli poznasz takie osoby lub już poznałaś to nie odtrącaj ich. Dbaj o nich tak samo, jak oni dbają o ciebie, a zobaczysz, że któregoś dnia, zwrócisz wiarę w ludzi.
- Myślisz, że istnieją takie osoby?
- Myślę, że tak, a Luhan? Jest twoim przyjacielem?
- Nie mam pojęcia, oni mnie nie znoszą.
- Nie mów tak.
- A co jeżeli dowiedzą się więcej? Dowiedzą się o rzeczach o których nie powinni byli wiedzieć?
- Nie dowiedzą się. Nie masz co się martwić na zapas. Będzie dobrze.
- Tak myślisz?
- Jestem tego pewna, a teraz chodź. Czas iść spać. Jutro pójdziemy razem na targ.
- Dobrze babciu - kobieta ucałowała czoło dziewczynie wywołując u niej uśmiech. Pościeliła jej matę w pokoju i dała swoją piżamę. Następnego dnia wstały wcześnie rano. Po śniadaniu wyszykowały się do wyjścia i udały się na pobliski targ. Na targu było pełno ludzi. Wszędzie były różne stragany z warzywami, owocami oraz z ceramiką. Można było tam zjeść tradycyjne, koreańskie jedzenie oraz przeróżne słodkości domowej roboty. Kupiły potrzebne składniki na obiad i wróciły do domu z pełnymi torbami. Po drodze krocząc kamienną ulicą i mijając stare, a jednocześnie piękne domy, rozmawiały na przeróżne tematy. Kiedy były już prawie przed bramą zobaczyły terenowe auto z którego wysiadł menadżer exo, wujek Amandy.
- Amanda, dobrze, że jesteś. Luhan powiedział że cię tutaj znajdę.
- Cześć skarbie - rzekła kobieta.
- Witaj mamo, daj pomogę ci - wziął zakupy kobiety i całą trójką weszli do środka. Ściągnął buty po czym zaniósł siatki do kuchni kładąc je na niskim, drewnianym stoliku.
- Dziękuję ci, że nam pomogłeś.Może napijesz się czegoś?
- Nie dziękuję. Przyjechałem po Amandę, ponieważ musi jechać już do pracy.
- Ach, rozumiem... więc kiedy w końcu weźmiesz ślub?
- Mamo, nie poganiaj mnie.
- Wciąż słyszę tylko, żebym cię nie poganiała. Nie jesteś już młody, czas w końcu założyć rodzinę! - po całej tej niezręcznej rozmowie Amanda podziękowała babci za gościnę i wsiadła do auta wraz z menadżerem.
- Słyszałem co się stało. Chłopcy mi opowiedzieli. Jak się czujesz?
- Paskudnie. Po co po mnie przyjechałeś? Wystarczyło napisać. Przecież sama bym dotarła do SM.
- Tak wiem, ale chcieli po ciebie pojechać. Chcą wiedzieć jak się czujesz i chcą z tobą porozmawiać, a żeby nie robić niepotrzebnego namieszania postanowiłem, że sam po ciebie przyjadę.
- Oni chcieli...
- Dzisiaj mamy ciężki dzień. Za niedługo zostanie wydany teledysk chłopaków. Muszą przygotować się do comeback'u. Sami nie dadzą sobie rady.
- Więc trzeba ich niańczyć?
- No dokładnie..
- Może powinnam zmienić pracę.
- Jak to? Nie chcesz już chronić ludzi?
- Chyba się do tego nie nadaję. Nie chcę się za bardzo do nich przyzwyczajać. Nie chcę, żeby wszystkiego się o mnie dowiedzieli. Wystarczy, że wiedzą, że jestem z domu dziecka. Odejdę. Od razu po comeback'u zgłoszę rezygnację.
- Może i nawet lepiej.
- Taa. - oparła głowę o szybę. Kiedy dotarli pod wytwórnię od razu zaparkowali w podziemnym parkingu. Mijając kilka samochodów weszli do windy i wjechali na górę po czym rozdzielili się. Amanda poszła do szatni. Otworzyła swoją metalową szafkę i wyciągnęła z niej robocze ubrania. Przebrała się w czarny mundur z napisem ochrona, zamknęła szafkę i poszła na górę. Szła pewna siebie z uniesioną głową do góry. Gdy dotarła do sali ćwiczeń zatrzymała się. Złapał za klamkę i wzięła głęboki oddech słysząc głośną muzykę i śmiechu exo. Weszła do środka, a wzrok całej dwunastki spoczął na niej. Ignorując ich zachowanie usiadła na kanapie i założyła okulary. Po chwili wrócili do tańca. Było tak każdego dnia. Praktycznie przestali ze sobą rozmawiać. Ona nie chciała o niczym mówić, a chłopcy nie chcieli pytać, bo wiedzą, że to jest dla niej trudne. W dniu wydania growl Amanda udała się do swojej wytwórni na trening. Tego dnia miała wole, więc miała możliwość trenowania cały dzień. Ćwiczyła na siłowni, uczęszczała na zajęciach z języka chińskiego oraz uczyła się tańczyć oraz śpiewać. Po kilkunastu godzinach wzięła prysznic w damskiej łazience, przebrała się i wzięła swoje rzeczy. Przemierzając wzdłuż korytarza usłyszała znajomy głos.
- Unnie! - podbiegła do niej Natalia. Natalia jest niższa od Amandy. Ma 162 cm wzrostu i długie do ramion, proste włosy o kolorze ciemnego blondu . Była ubrana w różową koszulkę z krótkim rękawkiem i w czarne leginsy - Co ciebie unnie?
- W porządku - odpowiedziała i poszła dalej.
- Przepraszam, że im o tym powiedziałam. Ja... ja nie wiedziałam, że oni...
- Nic nie szkodzi. Nie obwiniaj się. Nic się nie stało. I tak wcześniej czy później dowiedzieli by się. Baekhyun jest za bardzo ciekawską osobą - Natalia uśmiechnęła się przez co Amanda odwzajemniła uśmiech i poczochrała włosy młodszej.
- Unnie~ Nie traktuj mnie jak dziecka~
- Ale przecież nim jesteś hahaha. Dobra, nie złość się już tak, bo inaczej nie zaprowadzę cię do exo.
 - No doobrze, a tak w ogóle to co u nich?
- Wiesz, nawet nie wiem. Od czasu tamtego wydarzenia nie rozmawiamy za bardzo.
- Jak to? Nie pytali o nic?
- Też mnie to zdziwiło.
- Pewnie nie chcą robić ci łopotu. Wiedzą, że nie chcesz o tym rozmawiać.
- Taa...
- A co z hunhan?
- hunhan? Ach, no tak! yymmm... pogodzili się.
- Nie brzmisz przekonywując.
- No wiesz co~ Jeszcze zobaczysz, że jest inaczej. Jeszcze będą się przytulać, oj ja o to zadbam - zacierała ręce.
- W tym momencie brzmisz przerażająco. Chyba nic nie wymyśliłaś?
- Ja? Nie no co ty.
- Nie wierzę ci.
- Nie musisz, Kai'em też się zajmę.
- Co ty chcesz od Kai'a!?
- Ja? nic, ale ty chyba tak - przyjaciółka zaczerwieniła się. Po wyjściu z wytwórni Polka zapytała:
- Unnie, może pójdziemy na lody?
- Pewnie, pojedziemy moim motorem - nagle coś zauważyła za rogiem - Znaczy, zapomniałam, że dzisiaj nie mogę. Przypomniałam sobie, że muszę się jeszcze z kimś spotkać.
- Z...?
- Tak z nim - szybko jej przerwała.
- No dobra, to innym razem. Do jutra unnie~
- Do jutra - Amanda odwróciła się i przeszła na drugą stronę ulicy do kawiarni, a Baekhyun już czaił się za budynkiem, żeby sprawdzić, gdzie udaje się Amanda.
- Detektyw Bekon znów wkracza do akcji dudududum! - ubrany w czarny płaszcz, kapelusz i przeciwsłoneczne okulary przebiegł przez ulicę i schował się na latarnią, która była dużo cieńsza od niego. Wychyliła się za niej by sprawdzić czy może bezpiecznie przejść dalej . Zrobił niezdarnego fiłkołka na chodniku w stronę kosza w który wpadł i zajrzał przez okno kawiarni.
- Co ona tam robi? Kupuje cappuccino. Dwie? Dla kogo ta druga? - mówił do siebie. Jego monolog usłyszał mały chłopiec stojący obok niego. Patrzył się na niego jak na przybysza z kosmosu.
- Uciekaj stąd mały jestem na tajnej misji - lecz mały Koreańczyk nie reagował. W końcu piosenkarz zdenerwował się i zaczął na niego szczekać. Przestraszony dzieciak uciekł zostawiając go samego. Zajrzał z powrotem przez okno, lecz tam już jej nie było - Gdzie ona polazła?
- Tobie nigdy się to nigdy nie znudzi, prawda panie detektywie Bekonie? - zapytała Amanda stojąca za jego plecami.
- O, Amanda. Co za miłe spotkanie - przełknął ślinę nerwowo się śmiejąc. Wstał i dodał - Proszę nie zabijaj mnie - stęknął przerażony. Amanda jedynie wyciągnęła za pleców papierowy kubek pełen cappuccino. Zdziwiony spojrzał się na kubek, a potem na dziewczynę po czym wziął je do ręki.
- Nie za gorąco ci w tym płaszczu i damskim kapeluszu? SNSD ci go pożyczyły?
- Yyy... nie. Skąd masz takie pomysły dziewczyno? - zaczął się teatralnie śmiać.

* A dziewczyny mówiły, że nikt się nie zorientuje (Baekhyun)*

- Słucham, co tym razem?
- Możemy porozmawiać? - pojechali motorem do parku, gdzie mogli być sami. Stanęli razem na moście wpatrując się w przepływającą wodę. Baekhyun rozejrzał się i spokojnie ściągnął swoje "przebranie".
- Więc Amanda, ja...
- Miałam sześć lat, kiedy trafiła do sierocińca. To było tak dawno, że już nawet nie pamiętam dlaczego tam trafiłam. Nawet dobrze nie pamiętam swoim rodziców. Wiem jedynie, że matka była polką, a ojciec Koreańczykiem. W domu dziecka byłam wraz z swoim bratem.
- Masz rodzeństwo?
- Tak, młodszego brata. Między nami jest cztery lata różnicy. Ma na imię Changyun. Zawsze się nim opiekowałam. Dbałam o niego, żeby zawsze był najedzony, wykąpany i wyspany. Chroniłam go. Zastępowałam mu matkę, mimo, że sama wtedy byłam jeszcze dzieckiem.
- Czy on też jest jest biały? To znaczy, to nie tak miało to zabrzmieć. Chodzi mi o to, czy...
- Nic nie szkodzi. Nie, on jest inny. Nikt by nigdy nie powiedział, że ma matkę europejkę, ale mimo tego, zawsze nam mówili, że jesteśmy do siebie  podobni. Pamiętam, że kiedy miał trzy lata przewrócił się na dworze, gdy bawił się z innymi dziećmi z domu dziecka. Do tej pory pamiętam jego płacz. Miał straszną ranę na prawym ramieniu. Na szczęście szybko się zagoiła i pozostała mu tylko mała blizna.
- Co było dalej? Gdzie teraz jest Changyun?
-  Po ukończeniu swoich ośmiu lat do domu dziecka przyszła pewna para... zaadoptowali go. Rozdzielili nas - rozpłakała się - Już go nigdy więcej nie zobaczyłam.
- Tak mi przykro.
- Do tej pory pamiętam, jak nas od siebie odrywali. Jak krzyczał.
- A co z tobą?
- Mnie nie chcieli... bo jestem, tak jak to określiłeś... biała. Czekałam wiele lat, jak ktoś mnie zechce, ale na mnie nawet nie chcieli patrzeć. W podstawówce śmiali się ze mnie, że jestem sierotą i nikt mnie nie chce. Żadne dziecko nie chciało się ze mną bawić. Byłam całkowicie sama. Dopiero w gimnazjum znalazłam koleżanki. Wymyśliłam imię, narodowość oraz przeszłość, by nikt nie dowiedział się prawdy.
- Narodowość? Imię?
- W papierach tak naprawę mam wpisane, że jestem Koreanką, a na imię mam Hyorin, a raczej miałam. Po ukończeniu pełnoletności zmieniłam imię w dokumentach na Amandę. W gimnazjum poznałam Minseok'a. Nigdy nie miałam odwagi przyznać mu się. Za bardzo zależało mi na jego przyjaźni - nagle usłyszały z daleka.
- To Baekhyun! - rozszalałe fanki rzuciły się na nich.
- W nogi! - krzyknął łapiąc Amandę za rękę. Zaczęli uciekać. Wskoczyli razem na motor i ruszyli. Podczas jazdy powiedziała:
- Obiecaj mi, że nie powiesz o tym chłopakom.
- Dlaczego?
- Nie możesz, rozumiesz? Obiecaj.
- Dobra - dwa dni exo miało mieć występ na Music Bank. Przyjechali czarnym vanem pod budynek. Na zewnątrz znajdowało się pełno dziewczyn, które zrobiłyby wszystko by zobaczyć swoich "przyszłych mężów". Trzymały transparenty i krzyczały imiona idoli. Pierwsza z vanu wyszła Amanda ubrana w mundur. Samo jej spojrzenie wywoływało lęk u młodszych Koreanek. Każdy z exo wychodził po kolei. Szli wszyscy razem, a za nimi wizażystki i garderobiani z torbami pełnych kosmetyków i ubrań. Ochroniarzom ciężko było chronić chłopaków. Wszystkie się pchały i popychały naruszając przy tym przestrzeń osobistą chłopaków. Amanda była nawet zdolna popychać je i wydzierać się na nie. Kiedy byli już w środku szybko ruszyli w stronę garderoby. Przez całą godzinę szykowali się na występ, by wszystko było idealnie. W końcu po uciążliwym czekaniu poddenerwowani wyszli na scenę. Amanda wraz z resztą czekali za kulisami i obserwowali występ exo. Byli niesamowici. Śpiewali na żywo i jeszcze tańczyli jednocześnie. Amanda była nimi zachwycona. Już rozumiała co ci wyszczy fani w nich widzą. Te głosy, te ruchy, to zupełnie coś innego niż na próbach. Widziała setki razy ten układ, ale nigdy nie wyszedł im tak dobrze. Po występie zeszli ze sceny po czym od razu podbiegły do nich asystentki z ręcznikami i butelkami z wodą. Byli szczęśliwi, że po wolf szybko wrócili z kolejną piosenką. W garderobie odpoczywali i czekali, jak miną wszystkie występy i w końcu ogłoszą zwycięzce. Każdy występ z osobna mogli oglądać na telewizorze, który również się tam znajdywał. Amanda zaciekawiona oglądała występy girlsbandów licząc na to, że to jej pomoże jako trainee. Podekscytowany Sehun podszedł do dziewczyny.
- Noona~ I jak podobał ci się nasz występ?
- Byliście świe... - nie dokończyła, żeby opanować swoje emocje po czym dodała z opanowaniem - Odwaliliście kawał dobrej roboty.
- A mi jak poszło?
- Nie sądziłam, że tak dobrze tańczysz - maknae zawstydził się.
- Dziękuję noona. Sądziłaś, że mogłoby być inaczej?
- I tak za wiele na scenie nie robisz - dopiekł mu Luhan.
- Jak ja cię zaraz...!
- Uspokójcie się! - krzyknął Suho - Zachowujecie się jak dzieci. Lepiej usiądźcie i czekajcie na koniec programu.
- A jego co ugryzło? - zapytała Minseok'a.
- Suho bardzo denerwuje się dzisiejszym występem. Marzy o tym, by otrzymać nagrodę.
- Chyba jak wy wszyscy.
- Tak, ale Suho jest trochę jak matka exo.
- Matka?
- Tak. Matka zawsze opiekuję się i dba o swoje dzieci. Przejmuje się ich osiągnięciami. Taki sam jest Suho. Gdy program dochodził końca wszystkie zespoły wyszły razem na scenę oczekując na wyniki. Oczywiście, exo wygrali i dostali nagrodę. Suho, jak lider zespołu wypowiadał swoją przemowę do mikrofonu i dziękował wszystkim. Płakał jak dziecko ze szczęścia nie mogąc wypowiedzieć słów. Reszta chłopaków również miała łzy w oczach, lecz nie wszyscy chcieli to pokazać. Szczęśliwi i zapłakani wrócili do garderoby by zmyć makijaż i przebrać się. Kiedy byli już gotowi do wyjścia wyszli z budynku, gdzie czekały szczęśliwe fanki. Krzyczał ich imiona i gratulowały im. Byli pod wrażeniem, że ich fani tak ich wspierają i razem z nimi przeżywają takie piękne chwilę, lecz mimo tego wciąż się pchały, jak niewychowane bachory. W pewnym momencie poddenerwowana Amanda zachowaniem nastolatek zauważyła, że jedna z nich podnosi z ziemi kamień i celuje nim w Lay'a.
- Lay! Uważaj! - krzyknęła przestraszona ochroniarka. Piosenkarz nie wiedział co się dzieje. Wtedy Amanda rzuciła się na chłopaka. Osłaniając go własnym ciałem oberwała kamieniem w głowę po czym nieprzytomna upadła na chodnik.
- Amanda! - krzyknął przerażony Sehun widząc co się stało. Podbiegł do niej i wziął ją w ramiona - Amanda mów do mnie! Noona! - łzy napłyneły do jego oczu, a Lay nie wiedząc co robić kleknął obok niej. Zauważając, że krew spływa po jej czole, krzyknął:
- Niech ktoś zadzwoni po karetkę! - po chwili Luhan wychodząc z budynku zobaczył nieprzytomną Amandę w objęciach Sehun'a.
- Co się stało?! - podbiegł przerażony.
- Jakaś fanka chciała mnie uderzyć kamieniem, a Amanda mnie osłoniła własnym ciałem, żeby nic mi się nie stało - wszystko wytłumaczył Lay. Zdenerwowany Luhan widząc niewyżyte dziewczyny, które nie potrafiły zrobić miejsca dla nich krzyknął:
- Wynoście się stąd! Nie chcę was tu widzieć! - łza spłynęła mu po policzku. Gdy karetka podjechała, Sehun wziął ją na ręce i szybko podbiegł do pojazdu. Parę godzin później, Amanda ocknęła się na szpitalnym łóżku. Otworzyła oczy i zobaczyła cała zmartwioną dwunastkę.
- Gdzie jestem?
- W szpitalu - odpowiedział jej Kris.
- Naprawę? Pamiętaj jedynie dziewczynę... Koreankę, która rzuciła kamieniem. Wtedy Lay... ała! - jęknęła próbując się podnieść - Moja głowa - wyszeptał z bólu.
- Dlaczego to zrobiłaś? - zapytał Lay.
- Nie chciałam, żeby stała ci się krzywda. Muszę was chronić.
- Dziękuję Amando.
- Nie dziękuj, to moja praca.
- W poczekalni Baekhyun powiedział nam o wszystkim - powiedział Chanyeol.
- Dlaczego wcześniej mi o tym nie powiedziałaś? - zapytał Xiumin.
- Oppa, ja... tak bardzo cię przepraszam. Proszę cię, wybacz mi za wszystko. Po prostu bałam się.
- Czego?
- Że kiedy dowiesz się prawdy, to stracę cię. Miałam wtedy tylko ciebie.
- Byłaś zdolna zmienić nawet własne imię - rzekł Tao.
- Musiałam. Nie potrafiłam inaczej z tym żyć. Życie już dość mnie ukarało.
- Wiemy, że przez to boisz się ludzi - powiedział D.O
- Ustalmy sobie jedno D.O. Ja. Niczego. Się. Nie. Boję. Zrozumiano?
- T-tak - wytrzeszczył oczy ze strachu.
- Kyungsoo chodziło o to, że obawiasz się, że kiedy ludzie dowiedzą się o twojej przeszłości nie będą potrafili cię zaakceptować. Tak samojak nie potrafili w podstawówce - powiedział Kai.
- Ale my mimo wszyscy akceptujemy cię taką jaką jesteś - dodał Baekhyun.
- Byłaś sama, ale to nie oznacza, że zawsze tak będzie - powiedział Kris.
- Tak, masz nas. Możesz na nas liczyć - rzekł Chanyeol.
- Zawsze będziemy przy tobie - powiedział Chen.
- Dokładnie, nie ważne co było między nami na początku. Nie można oceniać książki po okładce - powiedział Tao.
- Zaopiekuje my się tobą - rzekł Xiumin
- Ostatnio stałaś się dla nas jak siostra. Martwimy się o ciebie - powiedział D.O
- Jesteś jedną z nas - rzekł Sehun.
- W końcu jesteśmy przyjaciółmi - powiedział Luhan.
- Jesteśmy rodziną - dodał Lay.
- . My jesteśmy przyjaciółmi, jesteśmy dla siebie jak bracia. Mimo wszystko wspieramy się nawzajem, chronimy i opiekujemy się. Jak w rodzinie. Jest nam przykro, że to co cię spotkało zmusiło cię do zmiany swojej osobowości, ale nie musisz być przez to sama. To, że tak się czujesz, wcale nie oznacza, że tak naprawdę jest. Masz nas, a my nigdy cię nie zostawimy. Nie damy cię skrzywdzić, jesteś częścią naszej rodziny, a my chcemy być twoją rodziną. Wiem, że niektórzy są nieznośni, hałaśliwi, brudzą, nie potrafią się zachować, ale no cóż, nie ma idealnych rodzin. Każdy ma swoje wady i zalety, ma swoje dziwactwa, ale akceptujemy się za to jakimi jesteśmy. Odkąd mieszkasz z nami, jesteś jedną z nas. Pamiętaj, że możesz nam ufać i powiedzieć wszystko. Jesteś naszym trzynastym członkiem exo, a więc jakie jest nasze motto? - zapytał Suho.
- WE ARE ONE! - krzyknęli wszyscy razem. Amanda zaniemówiła. Nie sądziła, że chłopcy będą w stanie coś takiego jej powiedzieć. Od razu przypomniała sobie słowa babci:

"Wydaje ci się, że jesteś sama, że masz tylko mnie oraz wujka i nikogo poza tym, ale to nie prawda. Pamiętaj, że jeżeli ktoś chroni cię i dba o ciebie to tej osobie zależy na tobie. To są tak zwani przyjaciele, a przyjaciele stają się częścią rodziny. Więc, jeżeli poznasz takie osoby lub już poznałaś to nie odtrącaj ich. Dbaj o nich tak samo, jak oni dbają o ciebie, a zobaczysz, że któregoś dnia, zwrócisz wiarę w ludzi. "

W tym momencie potrafiła wypowiedzieć tylko dwa słowa:
- Dziękuję wam - nagle usłyszeli na korytarzu jakieś krzyki:
- Z drogi ludzie! - do pokoju wpadła Natalia. Widząc siedzącą na łóżku z zabandażowaną głową Amandę szybko do niej podbiegła.
- Unnie! Jak się czujesz? Bardzo boli? - panikowała. W tym momencie zorientowała się, zę nie są same. Widząc zaskoczonych chłopaków zaniemówiła.
- Cz-cześć wam - zarumieniła się.
- Natalia! Skup się - zawołała Amanda.
- Ach, no tak, tak! Co się stało?
- Jakaś fanka chciała zaatakować Lay'a - wyjaśnił Chen.
- Rzuciła w niego kamieniem - dodał Tao.
- Ale osłoniła mnie swoim ciałem - rzekł Lay.
- Naprawę?... Unnie, moja bohaterko! - wyściskała przyjaciółkę.
- Ach, d-dusisz mnie.
- Przepraszam - po dwóch godzinach rozmów skończył się czas wizyt. Amanda mogła dopiero na następny dzień wyjść ze szpitala, więc całe exo postanowiło, że już pójdą i dadzą jej wypoczęć. Pożegnali się i wyszli. Dopiero w tym momencie, Amanda zauważyła, że chłopcy przyszykowali dla niej piżamę, ręczniki oraz kosmetyki, które przydadzą jej się do kąpieli. Gdy cała dwunastka razem z Natalią wyszli z pokoju Kai zapytał:
- Natalia, masz jak wrócić do domu?
- N-nie, ale to nie szkodzi. Pójdę na autobus, albo przeję się.
- Jest już ciemno, nie powinnaś sama wracać do domu. O tej porze robi się już niebezpiecznie na dworze.
- Może chcesz z nami pojechać? Odwieziemy cię do domu - zaproponował Kris.
- Dobrze, dziękuję - po chwili potknęła się o własną nogę wpadając na Kai'a. Kiedy Natalka podniosła głowę zobaczyła, że leży na zawstydzonym Kai'u. Ich wzrok napotkał się na siebie. Jongin nie potrafił nic powiedzieć, jedynie ona się zająknęła.
- J-ja... przepraszam - szybko od niego odskoczyła. Widząc jej zawstydzenie wstał i pomógł jej wstać.
- Nic się nie stało - uśmiechnął się.
- Przepraszam - usłyszeli męski głos. Przed nimi stał bardzo wysoki, gdzieś 190 cm wzroku Azjata ok. 30-dziestki. Był ubrany w czarny garnitur z siwym krawatem. Wyglądał przystojnie i męsko - Z wami pracuje Amanda, prawda? W którym pokoju leży? - zapytał swym ciepłym głosem.
- To te drzwi - wskazał Kris, który poczuł się niższy.
- Dziękuję - otworzył drzwi i wszedł do środka. Całą drogę zastanawiali się kim jest tajemniczy mężczyzna. Tym czasem:
- Cześć Amando.
- Feng? Co tu robisz?

********
Jak wam się podoba? Czekam na wasze komentarze

poniedziałek, 14 lipca 2014

Infinite: Darkness Rozdział 10

 -  Co ty tutaj robisz? - zapytała. Chłopak był ubrany w jasne jeansy , białą koszulkę na ramiączkach i w czarną, sportową bluzę . Uśmiechnięty odpowiedział:
- Przyszedłem po ciebie. Chciałem się z tobą spotkać.
- Jak to? Przecież powiedziałeś, że nie możemy.
- Wiem... ale, to silniejsze ode mnie. Nie cieszysz się?
- Cieszę się... i to bardzo - odwzajemniła uśmiech.
- No to chodźmy - złapał ją za rękę i ruszył przed siebie.
- Ale gdzie?
- Coś zjeść. Umieram z głodu.

* Boże dziękuję ci, że mi go zwróciłeś (Basia)*

 Udali się do jednej z miejskich restauracji na świeżym powietrzu pod namiotem. Serwowali tam stare, tradycyjne potrawy. Usiedli razem przy plastikowym stoliku i zamówili posiłki. W między czasie, kiedy jedli Basia wysłała dziewczyną sms'a, że wróci później.
- Sunggyu, powiedz mi, gdzie mieszkasz?
- G-gdzie? - zapytał zmieszany - Za miastem.
- Za miastem?
- Tak, w starych dzielnicach.
- Dobrze ci się tam mieszka? Nie tęsknisz za dormem? Za chłopakami?
- Tęsknię, ale nie mam jak na razie innego wyboru... a jeżeli chodzi o mój nowy dom, to jest dosyć mały i stary, ale da się żyć.
- Chciałabym go kiedyś zobaczyć. Zabierzesz mnie tam kiedyś?
- Yyymm, taa... pewnie. Ale nie rozmawiajmy teraz o mnie. Co u ciebie? Jak dzień?
- Dosyć dobrze. Dzisiaj skończyłam wcześniej lekcje, a w pracy ciężko, jak to w każdej innej. Pracujesz?
- C-co?
- Pytam się, czy pracujesz. Masz gdzieś nową pracę?
- Tak.
- Jaką?
- W tej chwili pracuję w sklepie u pewnego, starego człowieka. Dobry z niego mężczyzna.
- Dobrze płaci?
- Tak, ale nie tak wysoko, jak w wytwórni - uśmiechnął się - A teraz powiedz aaa~ - powiedział wbijając widelec w kawałek mięsa i wymierzając nim w usta Basi. Dziewczyna zaczerwieniła się - No dalej~ - otworzyła usta i pozwoliła się nakarmić chłopakowi - Grzeczna dziewczynka. Nie jest ci zimno? Robi się chłodno.
- Nic mi nie będzie.
- Weź to - powiedział ściągając z siebie bluzę i wręczając ją dziewczynie.
- Nie, nie mogę. A co z tobą?
- Mną się nie przejmuj. Nic mi nie będzie - wstał i zarzucił swoją bluzą odkryte ramiona Polki zakrywając jej czerwoną koszulkę na ramiączkach.
- Dziękuję Oppa - wyszeptała, lecz na tyle głośno, że Sunggyu usłyszał i uśmiechnął się. Kiedy zjedli poszli dalej. Spacerowali razem po mieście przytuleni do siebie. Kiedy zaczęło robić się późno odprowadził ją do domu.
- Dziękuję, że spędziłaś ze mną czas Basia.Mam nadzieję, że jeszcze to powtórzymy. To do zobaczenia.
- Poczekaj - zatrzymała go - Może chcesz jeszcze wejść do środka?
- Do środka? Ale przecież...
- Nie ma nikogo w domu. Kinga niedawno do mnie napisała sms'a. Więc?
- Z chęcią - uśmiechnął się szeroko. Weszli do środka i ściągnęli buty - Dawno tu nie byłem. Pamiętasz może, jak ścigaliśmy się po domu?
- Jak mogłabym zapomnieć? Spadliśmy wtedy razem ze schodów - zaśmiała się - Idź do salonu. Zaraz do ciebie przyjdę.
- Dobrze.
- Może się czegoś napijesz?
- A masz może, no wiesz?
- A mam - zaśmiała się - Chcesz?
- Jeszcze się pytasz - zaśmiali się w tym samym momencie. Po dziesięciu minutach, Basia wróciła do Sunggyu do salonu trzymają w rękach dwa kubki z gorącą czekoladą w której pływały kawałki słodkich pianek.
- Ach, dziękuję, dziękuję, dziękuję - cieszyła się jak dziecko, kiedy podawała mu nagrzany kubek z czekoladą. Upił łyk i rozmarzył się - Pyszne~ - usiadła koło niego na kanapie i włączyła telewizor. Pół godziny później, kiedy oglądali dramę wybiło korki.
- No nie! Teraz nie będziemy wiedzieć czy pocałują się - narzekał Sunggyu.
- Co się dzieje? - zapytała przestraszona.
- Nie wiem. To chyba przez tą burzę na dworze - wyjaśnił.
- Jaką burzę? Przecież nawet nie pada - nagle zagrzmiało - Aaa! - przestraszyła się zakrywając twarz dłońmi. Po chwili spojrzała się w okno, a za nim rozpętała się ulewa - A-ale jak to? Przecież... ale.
- Ach, nie marudź tylko chodź poszukać latarki.
- Mam jedną w pokoju, chodź - słysząc to kącik jego ust podniósł się. Idąc w stronę schodów potknęła się i już miała się przewrócić, kiedy nagle chłopak złapał ją.
- Mam cię.
- Dzięki - złapała go za rękę i zaprowadziła na górę. Prawie by się przewrócili na schodach przez otaczającą ich ciemność. Docierając do pokoju usiedli na łóżko Basi. Mrok zapanował już w każdym koncie i zakamarku tego domu, jedynie światła lamp ulicznych i błyski burzy oświetlały wnętrze domu, a uderzające krople wody zabijały panującą tam ciszę. Polka grzebała w schowanych pudełkach pod łóżkiem - Znalazłam - włączyła latarkę i oświetliła pokój przynajmniej po części. Nagle poczuła dłoń Sunggyu na swojej, która trzymała latarkę. Spojrzeli sobie w oczy. W tym momencie czas dla nich zatrzymał się w tej małej sekundzie. Pociągnął ją delikatnie w swoją stronę tak, że tylko latarka oddzielała ich twarze. Przełknęła nerwowo ślinę. Koreańczyk nachylił się powoli nad jej twarzą. Czym był bliżej, tym latarka gorzej świeciła. Gdy w końcu ich usta złączyły się w słodki pocałunek, latarka przestała całkowicie świecić. Basia poczuła się jakby była z waty i upuściła latarkę na podłogę. Czuli, że ich delikatne i pełne uczuć pocałunki są początkiem czegoś nowego. Powoli ułożył j na pościeli i zawisnął nad nią. Zaczął ją namiętniej całować. Nie potrafili się od siebie oderwać. Bardzo w tym momencie siebie pragnęli. Delikatnie dotykał jej ciała powodując u niej gęsią skórkę. Włożył swoje dłonie pod jej koszulkę i trzymał ją jak najbliżej siebie. Po chwili ściągnęła z siebie koszulkę ukazując swoje wyrzeźbione ciało, którym nie potrafił się napatrzeć. Podniosła rękę do góry i od góry po sam dół przejechała dłonią po jego torsie. Czuła, że swoim dotykiem sprawia, że Sunggyu dostaje gęsiej skórki. Nigdy by nie sądziła, że u kogoś wywoła taką reakcje zwykłym dotknięciem. Uśmiechnął się do niej delikatnie i ucałował usta. Swymi pełnymi ustami pieścił jej szyję oraz dekolt. Delikatnie ssał i podgryzał skórę. Ściągnęła koszule, dzięki czemu mógł kontynuować. Odpiął jej stanik i całował piersi wywołując u niej cisze jęki. Masował je i lizał każdy skrawek jej nabrzmiałych piersi. Po chwili zszedł niżej całując jej brzuch . Dochodząc do rozporka odpiął guzik i ściągnął z niej spodnie. Zaczął ssać jej wewnętrzną stronę ud i delikatnie masował jej łechtaczkę przez cienki materiał. Podniecenie jeszcze bardziej ją dopadło. Nagle ściągnął spodnie , dzięki czemu mogła zobaczyć, że jego mały przyjaciel wcale nie jest taki mały i bardzo się cieszy pod bokserkami. Basia jedynie wytrzeszczyła oczy. Piosenkarz spojrzał się na jej zaskoczenie, a potem ciężko dysząc spojrzał się na swoje krocze po czym uśmiechnął się.
- Wybacz - wyszeptał przez ciężki oddech.
- Spoko - przełknęła nerwowo ślinę. Zawisnął nad nią i znów złączyli swoje usta w namiętny pocałunek. Swymi dużymi dłońmi pieścił jej ciało, a Basia obejmowała go głaszcząc po plecach - Oppa - wyszeptała mu do uch.
- Tak?
- Ja... ja jeszcze nigdy, tego nie robiłam.
- Nie martw się tym. Każdy kiedyś miał swój pierwszy raz.
- A ty? Miałeś?
- Szczerze?
- Tak.
- Jesteś moją pierwszą i mam nadzieję, że ostatnią z którą to przeżywam. Ważne jest to czy tego chcesz.
- Chce, ale nie rozumiem. Nie rozumiem dlaczego właśnie ja. Przecież jestem taka...
- Piękna - przerwał jej i pocałował w usta - Kocham cię.
- Ja ciebie też kocham - zsunęła z siebie majtki. Sunggyu widząc to zrobił to samo i powoli wszedł w nią. W tym samym momencie nie mogli złapać oddechu, kiedy uspokoili się poczuła ból. Łzy popłynęły po jej policzkach . Zamknęła oczy i wtuliła się w ramie chłopaka. Powoli i delikatnie zaczął się poruszać w jej wnętrzu. Gdy ból przerodziło się podnieceni jej mięśnie rozluźniły się. Oderwał ją od swojego ramienia i spojrzał się w jej oczy nie przestając się w niej poruszać.
- Chcę żebyś cały czas się na mnie patrzyła - powoli otworzyła swe zawstydzone oczy. Jej policzki były rozgrzane i czerwone, a oddech stał się ciężki. Spojrzała się nia niego. Na jego piękne, wyrzeźbione ciało, które doprowadzało ją do szaleństwa. W tej ciemności wyglądał jak demon, który ją pragnął. Nagle zaczął się w niej szybciej poruszać. Ich głos synchronizowały się i dopasowały do rytmu uderzających kropel deszczu. A błyski burzy od czasu do czasu oświetlał całe ich nagie ciała. Spoceni nie potrafili się od siebie odłączyć. To była dla nich magiczna chwila, która trwała wieki. Po chwili poruszał się w niej drapieżnie i gwałtownie. Mocno uderzając swymi biodrami o jej ciało. Ich jęki stawały się coraz głośniejsze. Nagle poczuli, że zaraz dojdą. W tym momencie wyszeptał jej do ucha - Chcę żebyś już zawsze była tylko moja - Po kilku mocnych uderzeniach doszli w tym samym momencie. Jej ciało z rozkoszy wygięło się w łuk. Zmęczony położył jej na jej ciele po czym głośno oddychali.
- Też tego bardzo chce - odpowiedziała mu. Pocałował jej spocony brzuch. Uniósł się do góry i spojrzał w jej oczy. Nagle zaczęli się do siebie śmiać.
- Tak bardzo cię kocham - powiedział.
- A ja ciebie jeszcze mocniej - pocałowała jego czoło. Położył głowę na jej klatkę piersiową i przytulił się do jej ciała po czym zasnęli. Następnego dnia, Basia obudziła się  spojrzała w sufit. Podniosła się do góry i spojrzała na łóżka przyjaciółek, który byłe puste, nawet nie używane. Przestraszona odwróciła głowę i zobaczyła nagiego Sunggyu przykrytego kołdrą w swoim łóżku. Położyła się z powrotem koło niego i powiedziała - Wstawaj śpiochu - chłopak słysząc jej głos otworzył zaspane oczy. Widząc twarz dziewczyny o poranku uśmiechnął się i z powrotem zamknął oczy - Nie śpij, musisz wstać. Zanie długo dziewczyny wrócą.
- Noo doobraa~ - wstał i nagi zmierzył w kierunku wspólnej łazienki - idę wziąć prysznic - Basia zauważyła coś dziwnego na ciele ukochanego. Na lewym biodrze znajdowała się blizna, ale nie taka byle jaka blizna. To wyglądało jakby ktoś go ugryzł. Ktoś z bardzo szeroką szczęką i długimi zębami. Nie wyglądało to za dobrze. Jak z jakiegoś horroru. Tym czasem Basia ubrała się i posprzątała pokój. Nagle do pokoju wpadły dziewczyny.
- O! Basia już nie śpisz? - zapytała Zuza.
- N-nie. Co w tutaj robicie?! - zapytała przestraszona.
- Mieszkamy? Mniejsza o to, przez tą ulewę nie mogłyśmy wrócić do domu. - powiedziała Zuza.
- Coś ty tak przestraszona? - zapytała Kinga.
- Ktoś jest w łazience? - zapytała Zuza słysząc spływającą wodę z prysznica - Kto tu jest?
- Poznałaś kogoś?
- Spędziłaś z nim noc? No mów!
- Przystojny jest?
- Aż z ciekawości podejrzę.
- Co? Nie! Nie rób tego! - kiedy Zuza uchyliła drzwi obydwie wpadły do środka, lecz zobaczyły jedynie włączony prysznic.
- Więc jednak zapomniałaś go wyłączyć?
- T-tak. Właśnie tak. Bałam się, że dużo wody się nalało.
- Dziwna jesteś - wstała z podłogi i wyłączyła prysznic - Co tutaj tak pachnie?
- Niby czym?
- Nie wiem. Jakby tak... wanilią?
- Ja też to czuje - powiedziała Kinga. Basia spojrzała się na otwarte okno.

* Muszę dowiedzieć się skąd ma ten znak na ciele. Gdzieś już go widziałam, ale gdzie? (Basia)*

Tego samego dnia, wieczorem Basia postanowiła sprawdzić to w internecie. Blizna naprawdę nie wyglądała za dobrze. Żaden człowiek ani zwierze nie zrobiło by z jego ciałem takich szkód. W internecie znalazła różne zdjęcia ludzi, którzy mieli takie same blizny na swoich ciałach. Znalazła również stronę na której pisało: 

" Opętania i satanistyczne rytuały"
- Cooooo?!

*********
Hey, przepraszam was bardzo, że taki krótki i jest dopiero tak późno, ale pisałam go na ostatnią chwilę i jeszcze miałam problemy z opublikowaniem go. Mam nadzieję, że wam się podoba. Wróciłam już ze szpitala, więc teraz systematycznie będą dodawane rozdziały. Komentujcie, proszę :D

sobota, 5 lipca 2014

Dziewczyna Gangstera Rozdział 17 " Złapali Hyunę"



 Po odbytej każe, cała ich trójka wyszła ze szkoły.
- Hyosung! - usłyszeli wołanie za sobą. To była jej matka siedząca w aucie. Pożegnała się z przyjaciółmi i wsiadła do auta. Odjechały - Mam nadzieję, że to zdarzyło się pierwszy i ostatni raz. Jak ty się zachowujesz?
- Przepraszam.
- Dziewczyny nie powinny się tak zachowywać.
- To niby dlaczego?
- Dziewczyną to nie wypada.
- Taa, jasne. Dziewczyną nic nie wolno. Głupio być dziewczyną. Zmieniam płeć.
- Tylko spróbuj ! - po kolacji, Japonka poszła na górę do swojego pokoju odrobić pracę domową. Nie mogła się skupić, ponieważ cały czas zastanawiała się jak zyskać informacje. Postanowiła, że zejdzie na dół i wkradnie się do gabinetu matki. Wyszła z pokoju i schodząc po schodach rozglądała się czy nikogo nie ma. Zajrzała do salonu, by upewnić się, że obydwoje są w jednym miejscu. Na całe szczęście mogła bezpiecznie podkraść się do środka. Kiedy podeszła do drzwi, pociągła za klamkę.
- Szlak! Zamknięte - zrezygnowana odeszła. Następnego dnia w sobotni poranek od razu po śniadaniu zaczęła przeszukiwać cały dom. Szukała wszędzie. W łazience, w salonie, w kuchni, lecz na daremno.
- Czegoś szukasz? - zapytał ojciec.
- Ja?... szukam... szukam spinki.
- Spinki?
- Tak, spinki. Spinki do włosów - próbowała się szybko wytłumaczyć. Zrezygnowana wymyśliła, że podejdzie do sprawy inaczej. Schowała się za zasłonami, które były naprzeciwko gabinetu. Kiedy jej matka podeszła do drzwi, wyciągnęła klucz z kremowego wazonu, kory leżał na półce. Włożyła klucz w drzwi i weszła do środka. Następnego dnia, wieczorem, Biały Kieł miał mieć nową akcje w centrum miasta. Hyosung tym czasem postanowiła zostać w domu, żeby przeszukać gabinet. Wykorzystała to i powiedziała matce, że wychodzi z Hyuną do sklepu. Ubrała się i wyszła z domu. Schowała się w najbliższych krzakach czekając na własną matkę. Kiedy Pani Jeon wyszła z domu na spotkanie z informatorem, Hyosung szybko wróciła do środka,podkradła się do drzwi, sięgnęła do wazonu, wzięła klucze i weszła do środka. Po cichu przymknęła drzwi. Podeszła do biurka i zaczęła go przeszukiwać.

* Tutaj nic nie ma (Hyosung)*

 Po chwili zauważyły metalowe szafki stojące przy komodzie. Próbując znaleźć dowody, zaczęła wyciągać ich zawartość z szuflad.
- Znalazłam - powiedziała sama do siebie. Wyciągnęła telefon z kieszeni i zaczęła robić zdjęcia dokumentom i zdjęciom. Nagle usłyszała, jak drzwi od domu otwierają się. Przestraszona nadsłuchiwała. Usłyszała nadchodzącą panią Sakurę. Szybko powkładała zawartość szuflady z powrotem do środka i nie wiedząc jak uciec schowała się pod biurkiem. W tym momencie drzwi się otworzyły, a do środka weszły dwie osoby. Jedną z nich była matka Hyosung, a drugą mężczyzna zgadując po ubraniach i sposobie chodzenia. Obydwoje zasiedli do biurka.
- Więc mówił pan, że kim pan jest?
- Szef nie mógł się dzisiaj z panią spotkać. Wyjechał w interesach. Kazał mi go zastąpić i podać pani wszystkie zebrane informacje.
- A więc, dobrze. Wezmę tylko kartkę i coś do pisania, żeby to wszystko zanotować- nagle długopis spad z biurka i przeturlał się pod nim w stronę Japonki. Pani Jeon już miała się po niego schylić, kiedy nagle:
- Nie trzeba - oznajmił - To dość krótka i łatwa do zapamiętania informacja. Za pół godziny Biały Kieł będzie miał akcje w mieście.
- Gdzie?
- W Gangnam. Ze względu na sytuację nie będą mieli przy sobie żadnej broni. To wszystko co kazał szef przekazać.
- Trzeba działać - wyciągnęła komórkę i wybiła numer - Biały Kieł za pół godziny w Gangnam!Sprowadzić posiłki! Zaraz tam będę! - powiedziała głośnym i stanowczym tonem po czym odłożyła telefon-  Dziękuję, ale już czas na pana.
- Rozumiem.
- Odprowadzę pana do drzwi - wyszli z gabinetu i zamknęli drzwi.

* O nie! Są w niebezpieczeństwie! Muszę ich szybko ostrzec zanim wpakują się w kłopoty! (Hyosung)*

 Wyskoczyła przez okno, wsiadła na rower i odjechała.
- No odbierz w końcu - rzekła do siebie próbując się dodzwonić do Joon'a. Kiedy zajechała na miejsce widząc ich z daleka rzuciła rowerem i krzyknęła:
- Przerwać akcje!
- Hyosung!? - zawołał Mir.
- Co ty tutaj robisz? - zapytał Hyunseung.
- Miałaś zostać w domu i zebrać informacje - powiedział Changsun.
- Mam je, ale nie to teraz jest najważniejsze. Policja zaraz tutaj przyjedzie!
- Jak to?! - zawoła z niedowierzaniem Zinger.
-  Matka się dowiedziała! Powiedział jej! Oni o wszystkim wiedzą! Uciekajmy skąd!
- Dlaczego nie dzwoniłaś?
- Próbowała się do ciebie dodzwonić przez pół godziny. Chodźmy już! - w tym momencie zaczeły nadjeżdżać radiowozy.
- Dobra, koniec akcji! Odwrót! - wszyscy rozdzielili się i zaczęli uciekać. Changsun i Hyosung uciekali razem. Nagle usłyszeli kobiecy krzyk.
- Aaaa! Niee! - policja złapała jedną z nich.
- Hyuna! - zawołała Hyosung. Już miała pobiec jej na ratunek, kiedy nagle Joon powstrzymał ją - Co ty robisz?! Trzeba jej pomóc!
- Wpakowując się razem z nią do pierdla nie pomożesz jej.
- Ona mnie potrzebujesz.
- Nie ryzykuj. Twoja matka jest w FBI. Dowie się - nie słuchając go wyrwała się z jego objęć i pobiegła - Hyosung! - podbiegła do nich i zamachując się uderzyła mężczyznę w głowę z pięści. Następnie kopnęła go w krocze przez co zgiął się z bólu. Hyuna wyrywając się z jego rąk odwróciła się, złapała mężczyznę za ramiona i kopnęła go w twarz kolanem. Zaczęły uciekać, kiedy trzech policjantów złapało dziewczyny. Dwóch trzymało Hyunę, a trzeci Hyosung. Próbowały się wyrywać, lecz bez skutku. Próbowali jej rozdzielić. Hyosung uderzyła policjanta głową w twarz i wyszarpując się podbiegła do przyjaciółki. Objęła ją i powiedziała z łzami w oczach do ucha:
- O niczym im nie mów. Nie wierz w żadne ich słowo.  Bądź silna.  - nagle zmieniła temat, kiedy trzeci policjant próbował oderwać Hyosung od Hyuny - Byłyśmy na zakupach. Czekałaś na mnie na dworze, kiedy ja byłam jeszcze w łazience- nagle usłyszeli strzały k zauważając dziewczyny w tarapatach zaczął strzelać do policjantów. Trafił w tego, który trzymał Hyosung. Japonka widząc, że mężczyzna oberwał zaczęła uciekać zostawiając przyjaciółkę - Wyciągnę cię z tego! - Kikwang zdążył jeszcze jednego zranić w ramię i razem uciekli, a Hyunę wpakowali do radiowozu.
- Skąd masz broń? - pytała w biegu.
- A widzisz? Tym razem nie posłuchanie Joon'a jednak się przydało - Następnego dnia na posterunku w sali przesłuchań, Pani Jeon wraz ze swoim partnerem przejęli przesłuchanie i zajęli miejsca policjantów. Hyosung przyjechała na posterunek by broni Hyuny. Zgodziła się by policja również ją przesłuchała.
- Mów prawdę!
- Mówię cały czas!
- Twierdzisz, że pojechałaś z przyjaciółką na zakupy. Więc dlaczego zaczęłaś uciekać przed policją?
- Wymierzyli we mnie broń. Przestraszyłam się. Zaczęli strzelać.
- Złapali cię w miejscu, gdzie przebywał gang. Mam w to uwierzyć, że policja tak po prostu zaczęła do ciebie strzelać?!
- Na Gangnam nie przebywają tylko gangi. Tam chodzą też normalni ludzie, którzy chcą zrobić zakupy!
- Skąd wiesz, że gang przebywał właśnie w Gangnam? Nie powiedzieliśmy ci o tym.
- Tam są sklepy, tam mnie złapano bez powodu! Cały czas wam tłumaczę, że poszłam na zakupy! Mówię prawdę, przysięgam! - tłumaczyła się mężczyźnie.
- A gdzie była twoja przyjaciółka, skoro jej tam nie było?
- Czekałam na nią na zewnątrz. W łazience była.
- Czemu z nią nie poszłaś?
- A co ja jestem? Mam słuchać jak sika? Czego pan oczekuje? Że majtek jej popilnuje?
- Kim była ta kobieta?
- Jaka kobieta?
- Ta która próbowała ci pomóc!
- Nie znam jej.
- Owszem znasz! Bez powodu nie podbiegłaby do ciebie! Co ci mówiła?!
- Co?
- Na ucho!
- Nic!
- Kłamiesz!
- Nie prawda! Pan próbuje zrobić ze mnie tylko przestępce i nie słucha co się do pana mówi! Ja nie jestem w żadnym gangu i nigdy nie byłam! Ja nic nie zrobiłam! To pomyłka! Wypuście mnie wreszcie i złapcie odpowiednią osobę! - po chwili do środka weszła matka Hyosung i usiadła do nich.
- I jak? - zapytała.
- Nic nie chce powiedzieć.
- Rozumiem... Hyuna, przed chwilą rozmawiałam z Hyosung. Zgodziła się, że przejdzie przesłuchanie i o wszystkim nam opowie.
- To znaczy?
- Przestań udawać, bo to nie wyjdzie ci na dobre Hyuna. Hyosung nam o wszystkim opowiedziała. Więc, nie kłam, bo my już znamy prawdę. To koniec. Wiem Hyuna, że jesteś dobrym dzieckiem, dlatego proszę,przyznaj się. Przyznaj się, że tak naprawdę nie poszłaś z Hyosung na zakupy. Poszłaś z Białym Kłem na akcje, która miała odbyć się w Ganganm. Dlatego nie miałaś broni przy sobie. Broń by was zdradziła.

- Hyosung nie mogłaby wam tego powiedzieć.
- A jednak powiedziała. Bała się, że jak złoży fałszywe zeznania to będzie miała sprawę w sądzie z której tak łatwo nie wyjdzie. Dlatego postanowiła, ze powie nam prawdę. A teraz zacznijmy od początku. Przyznaj się i powiedz co to była za akcja i po co tam poszliście.
- Przyszłam na Gangnam z Hyosung, żeby zrobić zakupy. Później poszła do łazienki, a ja poczekałam na nią na zewnątrz. Policja zaczęła strzelać, więc uciekłam.
- A ty wciąż trzymasz się tej wersji - rzekł mężczyzna i wyłączył magnetofon zostawiając Hyunę samą w środku. 25 minut wcześniej Pani Sakura rozmawiała z Hyosung.
- Dobra, no to zaczynamy? - zapytała.
- Tak - włączyła magnetofon - Przedstaw się.
- Nazywam się Hyosung Jeon.
- Jak już wiesz Hyuna jest oskarżona za bycie w jednym z najniebezpieczniejszych gangów zwany Biały Kieł. Czy kiedykolwiek mówiła ci o nim?
- Nigdy.
- Opowiedz wszystko od początku. Jak to było? Co się wydarzyło wczoraj wieczorem?
- Poszłam z Hyuną na zakupy.
- Gdzie?
- Na ulice Gangnam.
- Słuchaj, sprawa jest poważne. To bardzo poważne oskarżenie. Hyunie grozi więzienie. Jeżeli złożysz fałszywe zeznania, ciebie to też będzie dotyczyło. A więc?
- Już mówiłam. Byłyśmy razem na zakupach. Później poszłam do łazienki, a Hyuna postanowiła, że poczeka na mnie na zewnątrz, kiedy do niej przyszłam, jej już tam nie było.
- Rozumiem. Zaraz tutaj wrócę - wyłączyła urządzenie i wyszła. Po przesłuchaniu Hyuny obydwoje omówili całą sytuacje na korytarzu po czym wróciła do córki. Włączyła z powrotem magnetofon i powiedziała:
- Przed chwilą byłam u Hyuny, która właśnie przeszła przesłuchanie. Powiedzieliśmy jej co jej grozi i... złamała się. Powiedziała o wszystkim. Po co tam udaliście się i kto dowodzi Białym Kłem.
- Jak to o wszystkim?
- Przyznała się - Hyosung nie mogła w to uwierzyć - Wiemy, że kobieta, która próbowała pomóc Hyunie w ucieczce jest tobą. Dlatego skarbie przyznaj się. Przyznaj się, że razem byłyście z Białym Kłem, a ominie cię więzienie.
- Już mówiłam, byłyśmy na zakupach.
- Na zakupach?
- Tak.
- Więc gdzie są zakupy?
- U mnie w pokoju - zdenerwowana matka wyszła z sali i poszła do Hyuny.
- Hyuna, więc jeżeli byłyście na zakupach to gdzie one są?
- G-gdzie? - zająknęła się - U Hyosung - wymyśliła szybko. Wróciła do Hyosung.
- Gdzie dokładnie są te zakupy?
- Pod łóżkiem - kobieta kazała pilnować mężczyźnie dziewczyn i szybko pojechała do domu. Wbiegła na górę i zajrzała pod łóżko pod którym znajdowały się torby z zakupami.
- Nie! To nie może być prawda! One są z Białego Kła! Muszą być! Hyuna na pewno jest! - krzyczała zdenerwowana sama do siebie. Zabrała pakunki i wróciła na posterunek. Wpadła do Hyuny - Tutaj są wasze ciuchy z wczorajszych zakupów. Co kupiłaś? - zapytała.
- Koszulkę - powiedziała niepewnie.
- Jaką?
- Czerwoną z czarnym napisem - zgadywała. Wróciła do partnera.
- I jak? - zapytał.
- Obydwie trzymają się tej samej wersji mimo wszystko. To są niby ich zakupy. Hyuna zgadła co jest w torbie.
- Więc może jednak myliliśmy się?
- Sądzisz, że mówią prawdę?
- Nie mamy żadnych innych dowodów. Zróbmy tak, wypuścimy je, ale będą pod całkowitą obserwacją.
- Dobra, zróbmy tak. Rodzice Hyuny ciągle się niepokoją i czekają w poczekalni. Idź do nich i ich uspokój, a ja zajmę się dziewczynami - weszła do obydwóch i rzekła:
- Jesteś wolna, możesz iść - Hyuna została zaprowadzona do rodziców, a Hyosung wróciła z matką do domu. Na następny dzień w szkole:
- Hyuna! - zawołała - Wszystko w porządku?
- Tak, a co u ciebie?
- Dobrze. Matka chciała mi wmówić, że nas wsypałaś.
- Mi tak samo, ale cały czas trzymałam się tego co mi mówiłaś. A tak w ogóle, skąd ubrania?
- Rano poszłam je na szybko kupić i prosiłam kierownika, żeby na rachunku widniała wcześniejsza data, ale nie zgodził się. Więc poprosiłam chłopaków, żeby pomogli włamać się do komputera sklepu i zrobili nowy rachunek.
- Twoja matka kazała mi powiedzieć co kupiłam, więc zmyśliłam, że czerwoną koszulkę z czarnym napisem.
- Mówisz o tej? - zapytała wyciągając ją z plecaka - Skąd wiedziałaś co kupię?
- Ostatnio mówiłam ci, że bardzo chciałabym ją mieć. Więc pomyślałam, że to jednak to. I jest to! Dziękuję!
- Nie ma za co. Nie dziękuj. Mówiłam przecież, że wyciągnę cię z tego, prawda? A co na to wszystko twoi rodzice?
- Byli źli i przerażeni, ale kiedy dowiedzieli się, że to pomyłka od razu odpuścili.
- To dobrze... Ona mnie widziała. Wtedy jak uciekałam z Kikwang'iem. Na przesłuchaniu mówiła mi, że przyznałaś, że kobieta, która ci pomagała w ucieczce to ja.
- Ale dobrze, że jest już po wszystkim.
- Tego bym nie powiedziała. Ona jest uparta i nie zaprzestanie dopóki nam tego nie udowodni. Musimy się pilnować.

************
I jak?

środa, 2 lipca 2014

EXO: Just say you love me Rozdział 7

Tym czasem na korytarzu.
- Dlaczego najpierw nie zadzwoniłaś do mnie i mnie nie uprzedziłaś?
- Chciałam zrobić ci niespodziankę. Nie cieszysz się?
- Cieszę się.
- Jesteś zła, że przyszłam?
- Nie, ale... no dobra, chodź. Przedstawię cię z nimi.
- Jak fajnie~ Ale poczekaj! Dobrze wyglądam?
- Tak, chodź już.
- Nawet się nie spojrzałaś~ - weszły z powrotem do sali.
- Chłopaki! - zawołała Amanda - Chcę wam kogoś przedstawić. To Natalia. Moja przyjaciółka i wasza wielka fanka - dziewczyna lekko zawstydzona przywitała się i ukłoniła. Chłopcy od razu zwrócili na nią uwagę. Pierwszy podszedł Suho. Jako lider zespołu przywitał dziewczynę i ugościł. Amanda widząc, jak rozmawiają i nie zwracają na nią uwagi powiedziała:
- Idę kupić sobie coś do picia - żaden nawet się nie odwrócił. Włożyła okulary i wyszła. Podeszła do automatu i wrzuciła kilka drobnych do środka. Nagle usłyszała za sobą głos:
- Cześć Amanda - odwróciła się gwałtownie.
- Cześć Taemin - powiedziała obojętnie i odwróciła się z powrotem, że sięgnąć po puszkę.
- Co nowego?
- Nic... a u ciebie?
- Wszystko dobrze. Jadłaś już?
- Tak.
- To dobrze - poczochrał jej włosy - Znów jesteś z chłopakami w sali?
- Tak - zmierzyła go wzrokiem i poprawiła fryzurę.  Odwróciła się i poszła przed siebie. Piosenkarz nagle ją dogonił.
- Co dzisiaj robisz wieczorem?
- Uczę się.
- A jesteś wolna jutro?
- Jutro pracuję cały dzień.
- A masz czas w tym tygodniu?
- Chłopcy szykują się do comeback'u muszę im pomóc.
- Ach, rozumiem - posmutniał, lecz po chwili uśmiechnięty rzekł - No to powodzenia.
- Pa- odrzekła i wyminęła go.
- Do zobaczenia - powiedział. Wracając do sali zobaczyła, że wciąż razem rozmawiają i dobrze się przy tym bawią.
- Hey! - zawołała - Czemu nie ćwiczycie?
- Zaraz, zaraz... - odrzekł Chen.
- Gdzie wasz choreograf?
- U dyrektora - odpowiedział jej Kai. Zdenerwowana wyszła z hukiem z sali i zmierzyła do gabinetu. Wpadła do środka i powiedziała:
- Co pan wyprawia?! Przyszedł pan sobie na pogaduchy czy do pracy?! Exo ma za tydzień comeback, a pan tak po prostu sobie siedzi i nic nie robi! W tej chwili proszę wrócić do chłopców i z nimi pracować!
- Ale...
- I to już!
- Nie dam sobą pomiatać jakiejś małolacie! - postawił jej się . W pewnym momencie zamilkła. Ściągnęła okulary, spojrzała się na mężczyznę i wyrzuciła z gabinetu... dosłownie.
- Jeszcze ma pan coś do dodania? - zapytała spokojnym głosem zakładając z powrotem okulary na nos. Przestraszony pracownik wstał z podłogi i pobiegł do sali.
- Jak śmiesz Amando tak się zachowywać?! - zwrócił jej uwagę szef - Jeszcze raz coś takiego się powtórzy, a czekają cię surowe konsekwencje.
- Konsekwencje powiada pan? - zapytała patrząc się na niego zalotnie za okularów. Powolnym krokiem podeszła do niego. Usiadła na jego biurku i założyła nogę na nogę. Ściągnęła okulary, nachyliła się nad nim i przejeżdżając dłonią po jego torsie zapytała:
- Dlaczego się tak denerwujesz oppa? - zeszła z biurka, stanęła za nim obejmując jego ciało. Zapytała go szeptem:
- O czym marzysz oppa?
- J-Ja? - zająknął się, kiedy ustami musnęła opuszka jego ucha.
- Mogę spełnić twoje marzenia - Odwrócił się i zmierzył ją wzrokiem od dołu do góry. Uśmiechając się do niej zadziornie zapytał:
- Może przyjdziesz po pracy do mojego gabinetu i poznamy się lepiej? - przygryzła wargę, złapała go za krawat i mocnym ruchem przyciągnęła do siebie lekko go podduszając.
- Wiesz oppa, czasami... warto tylko marzyć - puściła go i zmierzyła w kierunku wyjścia. Zatrzymałą się w drzwiach i rzekła na pożegnanie:
- Ale marzenia się spełniają. Na przykład przy podwyżce ?
- Pewnie, załatwione - uśmiechnęła się na potwierdzenie i wyszła zamykając po sobie drzwi. Wracając do swojej pierwotnej postaci, założyła okulary i ruszyła przed siebie.
- Naiwny - rzekła do siebie i wróciła do sali, gdzie chłopcy pracowali, a Natalia siedząca na kanapie przyglądała się im. Amanda usiadła obok niej i zapytała:
- I jak?
- Są świetni.
- Wiedziałam, że ich polubisz.
- Tak ciepło mnie przywitali i uważnie słuchali co mówię. Są naprawdę bardzo mili i uroczy. Są inni niż mi o nich opowiadałaś. Wcale nie są denerwujący i nieznośni. Wręcz przeciwnie.
- Zależy dla kogo - spojrzała się na zapatrzoną przyjaciółkę - Wciąż ci się podoba, prawda?
- Co? Kto?
- Nie udawaj głupiej. Dobrze wiesz o kim mówię.
- Nie wiem o czym ty mówisz.
- Nie udawaj. Mnie nie oszukasz.
- Tak bardzo widać?
- Nie... troszkę.
- No nie.
- Nie martw się. On jest za głupi, żeby się zorientować.
- Nie mów tak o nim~ - zaśmiała się Amanda widząc naburmuszenie Natalii . Kiedy skończyli pracę Chen zaproponował:
- Natalia~ Może chciałabyś z nami pójść coś zjeść ? - wszyscy słysząc propozycje z ust Chen'a przytaknęli i zaczęli namawiać dziewczynę, żeby się zgodziła.
- Pewnie - odpowiedziała zadowolona. Cała dwunastka ruszyła do przebieralni, a dziewczyny wyszły wcześniej i zaczekały na nich przed wejściem SM.  Gdy przyszli już naszykowany, wsiedli do samochodu i pojechali do restauracji, a Amanda jechała za nimi na motorze. Kazała przyjaciółce jechać z nimi w samochodzie, mimo, że bardzo się ich wstydziła. Wiedziała, że zawsze chciała ich poznać, więc nie mogła stracić takiej okazji. Tym bardziej, że nie wiadomo, kiedy znowu się z nimi zobaczy. Usiedli razem do jednego, duże stolika i rozmawiali jedząc wspólnie.
- Więc Natalia, skąd pochodzisz? - zapytał Lay.
- Jestem z Polski.
- Co cię tutaj sprowadza? - zapytał Kris.
- Jestem trainee w  J. Tune Camp. W tej wytwórni skąd jest MBLAQ - wszyscy od razu zaczęli ją zachwalać, dzięki czemu Natalia się zawstydziła - Dziękuję.
- Ile masz lat? - zapytał Kai.
- Jestem od niej o dwa lata młodsza.
- A tak właściwie to skąd się znasz z Amandą? - zapytał Luhan.
- J-ja? - zająknęła się niewiedzą co odpowiedzieć. Spojrzała się na przyjaciółkę, która zaprzeczała głową - Ze szkoły oczywiście - uśmiechnęła się - Chodziłyśmy razem do jednej klasy.
- Więc ty też jesteś ze szkoły wojskowej?- zapytał podejrzliwie Baekhyun.
- W naszej szkole były różne profile. Klasa bio-chemiczna, humanistyczna oraz wojskowa - wytłumaczyła ją szybko Amanda.
- Jaka była Amanda w liceum? - zapytał Sehun.
- Rozrywkowa i popularna - odpowiedziała.
- No co ty? Amanda? - zapytał z niedowierzaniem Lay.
- A czemu niby nie? - zapytała Amanda - Byłam popularna w liceum. Nauczyciele mnie lubili, dziewczyny zazdrościły, a chłopcy podkochiwali się we mnie.
- To prawda - potwierdziła Natalia - ale była za to dość nieśmiałą osobą.
- I co się stało? - zapytał Baekhyun. Dziewczyna zmierzyła go wzrokiem i odrzekła - Ludzie się zmieniają - podczas dalszej rozmowy zaniepokojony Sehun, który siedział obok niej zapytał:
- Noona~ Wszystko w porządku? Dobrze się czujesz?
- Tak. Dlaczego pytasz?
- Nie tknęłaś jedzenia.
- Nie jestem głodna.
- N-na pewno? Może powinnaś zjeść chociaż troszkę? - patrzył się na nią z troską w oczach. Spojrzała się na kawałek mięsa.
- Nie chcę jeść.
- Jesteś jakaś blada noona - przyłożył dłoń do jej czoła - i gorąca - na jej policzkach pojawiły się duże rumieńce. Luhan siedzący naprzeciwko nich przyglądał się całej tej sytuacji. Widząc jej zawstydzone rumieńce rzekł:
- Powiedziała, że wszystko w porządku. Po prostu nie jest głodna. Nie widzisz, że ją męczysz?- podniósł głos.
- A ciebie co ugryzło? - zapytał.
- Nic, ale jesteś nachalny - założył ręce na piersi.
- Kto chce zjeść moją porcje? - zapytała Amanda. Reszta rzuciła się na kawał mięsa jak jakaś zwierzyna niewyżyta.
- Nie rozumiem co ty ciągle się tak na mnie złościsz.
- Myślisz, że jak jesteś seksoholikiem to ci wszystko ruchać wolno? Amanda jest następną twoją ofiarą?!
- Jaką ofiarą?! Nie wygaduj bzdur! Gdyby chciała to by się ze mną przespała. To jej wybór. Nigdy nie zrobiłbym jej krzywdy, jeżeli o to ci chodzi.
- Ach, teraz mówisz jej wybór? Przespać się? A gdzie twoje podziały się twoje teksty typu wyruchałbym tą łanię?!
- Chłopcy, przestańcie się kłócić - uspokajała ich Natalia.
- Jak wy się zachowujecie przy gościu? - zwrócił im uwagę Suho.
- My?! To on zaczął! - wskazał na Luhan'a.
- Zamknij mordę psie.
- Jak ty do mnie powiedziałeś?!
- Tak jak usłyszałeś! - mieli już rzucić się na siebie, kiedy Amanda zareagowała. Złapała obydwóch i odrzuciła od siebie, po czym każdego z nich uderzyła w twarz.
- Natalia, idziemy? - zapytała.
- Pewnie - wzięła swoje rzeczy i odeszła od stołu.
- Gdzie wy idziecie? - zapytał Chanyeol.
- Zabieram Natalię do domu - powiedziała stanowczo.
- Cześć wszystkim - pożegnała się i wyszły. Wsiadły na motor po czym odjechały. Kiedy Amanda już zawiozła przyjaciółkę pod akademik należący do wytwórni powiedziała:
- Przepraszam cię za nich. Nie wiem co w nich napadło.
- Nie przepraszaj. Mieli po prostu gorszy dzień, ale myślałam, że hunhan naprawę istnieje.
- Bo istnieje, naprawę. Jeszcze zobaczysz, że hunhan jest prawdziwe, obiecuję - przyjaciółka uśmiechnęła się po obietnicy - Ale, podobało ci się?
- Tak, było naprawdę fajnie. Nigdy bym nie przypuszczała, że są tak sympatyczni i kochani. To było moje marzenie, żeby móc ich poznać. Dziękuję ci unnie~
- Cieszę się - odwzajemniła uśmiech
- Uśmiechnęłaś się, to nie spotykane u ciebie.
- Uśmiecham się jedynie przy osobach na których mi naprawdę zależy. To do jutra?
- Pewnie. Dobranoc unnie.
- Dobranoc - włożyła z powrotem kask i odjechała. Wróciwszy do dormu wzięła prysznic i przebrana poszła się położyć do salonu. Wyciągnęła spod poduszki zdjęcie małego chłopca i uśmiechnęła się. Z łzą w oku schowała je z powrotem i poszła spać. Dwa dni później chłopcy zaprosili Natalię do swojego dormu na kolację.
- Dziękuję za zaproszenie - uśmiechnęła się.
- To nic takiego. Dobrze, że przyszłaś. Proszę, usiądź tutaj - powiedział Kai.
- Dziękuję, a tak właściwie, to gdzie Amanda? - zapytała.
- Amanda pojechała pomóc babci. Powiedziała, że się troszkę spóźni - wytłumaczył Kris. D.O wraz z Chanyeol'em nałożyli do stołu.
- Smakuje? - zapytał Tao.
- Tak, jest bardzo pyszne - powiedziała z przejęciem.
- Bardzo ładnie się uśmiechasz noona - rzekł Kai.
- D-dziękuję - zawstydziła się.
- Tylko szkoda, że Amanda tak nie potrafi - powiedział Chanyeol.
- Uwierz mi, że Amanda ślicznie się uśmiecha.
- To prawda - potwierdził Xiumin - W gimnazjum cały czas się uśmiechała.
- Więc dlaczego teraz jest taka ponura i zimna? - zapytał Tao.
- Musicie ją zrozumieć. Ciężko jest ufać ludziom, jak praktycznie całe życie jest się samemu... bez rodziny.
- Jak to... bez rodziny? - zapytał Sehun.
- Nie mówiła wam?
- Ona nie jest zbytnio rozmowna - wyjaśnił D.O.
- Wychowała się w domu dziecka - chłopcy nie dowierzali.
- Wiedziałeś? - zapytał Luhan Minseok'a.
- N-nie. Nigdy mi o tym nie powiedziała. Już wiem dlaczego nigdy nie chciała, żeby ją odprowadził do domu.
- Obydwie pochodzimy z tego samego kraju, lecz Amanda nigdy nie była w Polsce. Nawet nie potrafi mówić w tym języku.
- To dlatego mówi tak dobrze i płynnie - rzekł Chen.
- A co z menadżerem? - zapytał Lay - Nie jest jej wujkiem?
- N-nie. On tylko jej pomaga - odrzekła - Kiedy była mała na ulicy spotkała starszą kobietę z ciężkimi zakupami. Amanda od razu widząc ją, podbiegła do niej i pomogła jej. Od tamtego czasu ta starsza kobieta zaprasza Amandę do swojego domu. Przez to, że jej syn nigdy nie założył rodziny poprosiła Amandę, żeby mówiła do niej babciu.
- Nikt jej nie zaadoptował? - zapytał Kris.
- Nie - odpowiedziała smutno
- Powiedziałaś im ?
- Amanda?! - zawołała Natalia.
- D-dlaczego to zrobiłaś? - pierwszy raz z w tym momencie chłopcy zobaczyli na jej twarzy emocje. Przełknęła ślinę i spojrzała się na idoli, po czym wybiegła z dormu. W tym momencie chciała zniknąć, zapaść się pod ziemię, żeby nikt już więcej na nią nie patrzył.
- Amanda! - zawołała przejęta przyjaciółka, lecz tej już nie było w dormie. Nagle Luhan zerwał się z miejsca i wybiegł za nią. Zobaczył ją z daleka, jak próbuje włączyć motor.
- Amanda! - zawołał i podbiegł do niej - Co ty robisz?
- Zostaw mnie! - krzyczała przez łzy.
- Nie rób głupstw  - próbował ją ściągnąć z maszyny.
- Nie dotykaj mnie...Nie potrzebuje twojej litości! - przez panikę nie potrafiła odjechać z pod budynku.  Skryła twarz w dłoniach - Zostaw mnie samą - po tych słowach nie wytrzymał. Złapał ja za ręce i siłą ściągnął z motoru po czym szybko przytulił ją do siebie. Nie protestowała. Przytuliła się mocno do klatki starszego kolegi - Tak mi wstyd - wyszeptała - Przepraszam... przepraszam za wszystko - wypłakiwała słowa w koszulkę Luhan'a, który nie miał zamiaru ją w tym momencie puścić.

***********
Czekam na komentarze! :D