Translate

sobota, 29 marca 2014

EXO: Just say you love me Rozdział 1





 Była piękna, ciepła pogoda. Dzień, jak każdy inny. Słoneczko świeciło, ptaszki śpiewały, a Exo...
 - Kurwa!
No właśnie...
 - Mam już tego dość! - wydzierał się na pół dormu Kris - Ja nie wiem jak one to robią. To jest jakaś czarna magia!
 - Zamknij w końcu tą nieogoloną dupę! - krzyknął zezłoszczony Chen.
 - Jak ty się zwracasz do swojego hyung'a? - poprawił go oburzony.
 - Normalnie.
 - ...
 - No co? Przecież cię nie obraziłem. Mówię tylko prawdę.
 - Prawdę?
 - Następnym razem zamykaj pokój jak ro...
 - Zamknij się!
 - Spokojnieee. Po co te neeerwyyy? - uspokajał ich suchy Suho - Zaraz pójdziemy do pokojuuu i sprawdzimy co małemu Krisiusiowi znów zginęło. Dobrze? - mówił jak do dziecka głaszcząc go po plecach - A teraz mów. Co ci znów zginęło? Znowu ci biedaczku skończyły się prezerwatywy?
 - Nie śmiej się ze mnie. To nie jest zabawne. No tak, skończyły się, ale to teraz nie jest najważniejsze. Okradli mnie, rozumiesz?!
 - Jak to cię okradli? Co ci ukradli?
 - Majtki.
- Majtki?
 - Tak, majtki!
 - Te w panterkę? - zapytał Tao stojąc w łazience i myjąc zęby.
 - Chodzi ci o te z ogonkiem?
 - Tak.
 - Nie, na szczęście nie. Ale za to ukradli mi te ze skóry.
 - Te niebezpiecznie ciasne? - zapytał podejrzliwie Suho.
 - Tak - potwierdził Kris.
 - Te swag?! - krzyknęła niedowierzająca panda.
 - Tak, te.
 - Nieee.
 - Taaaak.
 - Za cooo?! - krzyknął Tao rzucając się na kolana.
 - Nawet nie wiem kiedy mi je wyciągnęły z torby! - oburzał się wysoki.
 - Pupcio! Pupcio! - nawoływał Luhan w przedpokoju. Po chwili zajrzał do pokoju i zapytał - Widzieliście może Pupcia?
 - Nie,nie widzieliśmy - stwierdził Suho. Zrezygnowany Jelonek poszedł dalej szukać zwierzaka.
 - Trzeba coś z tym koniecznie zrobić. One za dużo sobie pozwalają. Dlaczego mi to robią? Bo jestem sławny? Bo jestem piosenkarzem? Bo jestem zniewalająco przystojny? Bo jestem swag?! Mam już dość tracenia swojej bielizny! Które tym razem?! Te z dziurką?!
 - Nieeee! - krzyknął zrozpaczony Tao wciąż leżący na kafelkach.
 - Nie martw się. Ja się tym zajmę.
 - No oby! Byle szybko! - poprawił dumnie swą blond grzywę. Suchy, przepraszam, Sucho przewrócił jedynie oczami i wyszedł z pokoju.
 - Suho hyung! - zawołał z salonu Sehun.
 - Co się znów stało?
 - Sam zobacz - lider po wejściu do salonu zobaczył wybitą szybę w oknie.
 - Co się stało?! - krzyknął przerażony i zdezorientowany.
 - Znowu się włamały - stwierdził poważnie Sehun.
 - Ale jak one się tutaj wspięły? Przecież mieszkamy na piętrzę  - wychylili się przez okno sprawdzając sposób wejścia na górę. Zobaczyli drewnianą drabinę przyłożoną do ściany.
 - Hyung... wydaje mi się, że weszły tu po drabinie - rzekł Sehun.
 - Naprawdę?
 - Nieeee! - usłyszeli rozpaczliwy krzyk Luhana za sobą. Obaj odwrócili się i zobaczyli rozpłakanego Luhan'a klęczącego na podłodze.
 - Pupcio - wyszeptał z smutkiem w głosie.
 - To już ósmy pies w tym miesiącu. Tego już za wiele! - oburzył się Sehun uderzając pięścią w ścianę. Nagle usłyszeli dziwne dźwięki wydobywające się z szafy.
 - Słyszałeś to? - zapytał Sehun.
 - Myślisz, że to one? - młodszy jedynie pokręcił głową na wznak. Obydwaj wzięli pierwsze, lepsze przedmioty, które mieli pod ręką i po cichu podeszli do szafy. Nagle gwałtownie ją otworzyli.
 - Mamy cię! - krzyknął Suho. Widząc znajomą twarz schowaną pośród wieszaków zapytał jedynie - D.O?
 - Ty suko!
- Sehun!
 - Tak?
 - To D.O debilu.
 - Aaa...
 - D.O co ty tutaj robisz?
 - Ja już tak nie mogę więcej. One przez cały czas tutaj przychodzą. Ja już szaleję!
 - Opanuj się idioto! - złapał Suho za koszulę D.O i go spoliczkował - Nie możesz się poddawać! Nie teraz... nie w takim momencie... D.O - wyszeptał jego imię - Żyj! - potrząsł nim z całej siły.
 - Może przestaniecie się wygłupiać i  zadzwonić  w końcu na policję? - zapytał zrezygnowany Lay.
 - Tak, masz rację Lay - uspokoił się lider poprawiając swoje ubranie - Już idę dzwonić - powiedział te zacne słowa i ruszył do telefonu. Jakąś godzinę później zjawiła się i zaczęła przeszukiwać  dorm pobierając odciski palców z okna i drabinki. Przy okazji zrobili sobie z nimi zdjęcia, poprosili o autografy dla córek i wyszli. Chłopcy posprzątali szkło, pozbyli się drabiny i zajeli się przygotowywaniem kolacji. Po jakiejś godzinie menadżer Exo-K zawitał w ich dormie.
 - Cześć chłopaki! - zawołał radośnie. Kiedy wszedł do kuchni przywitał go jedynie ich bez emocji wzrok.
 - Co wyście tacy bez humoru?
 - A jak myślisz? - zapytał Chanyeol krojąc nerwowo kapustę.
 - One znowu tutaj były. To robi się już niebezpieczne - powiedział Xiumin.
 - Ach, przesadzacie. Jak zwykle wszystko koloryzujecie.
  - Wszystko koloryzujemy? - zapytał z niedowierzaniem Chanyeol - Koloryzujemy?! - powtórzył nerwowo - Była dzisiaj u nas policja, bo wkradły się przez okno, a ty twierdzisz, że wszystko koloryzujemy?! Nie dość, że ciężko pracujemy od świtu do późnego wieczoru przez co nie mamy, ani chwili dla siebie, to jeszcze mamy coś takiego tolerować?! Nie zgadzam się z tym!
 - Pracujecie dla wytwórni, więc będziecie tak ciężko pracować, jak to tylko możliwe. Więc, nie wypominaj mi o ciężkim pracy! Dopóki macie podpisany kontrakt, będziecie je znosić, czy wam się to podoba czy nie! W tym przypadku nie macie nic do gadania! Ale, jeżeli nie potraficie sobie poradzić z bandą nastolatek to zaraz przydzielę wam jednego z ochroniarzy SM - wyciągnął komórkę z kieszeni i udal się do salonu, by zadzwonić.
 - Z bandą nastolatek?! - Luhan złapał oburzonego Kai'a i usadził go z powrotem na krześle.
 - Nie warto. Tylko sobie problemów narobisz.
 - To nie są nastolatki. Nastolatki się tak nie zachowują. To potwory!
 - Uspokój się D.O! - uderzył go w twarz.
 - Ała! - złapał się za rozbolały policzek - Dzięki Lay - po chwili menadżer wrócił do kuchni i oznajmił.
 - Wasz prywatny ochroniarz przyjdzie jeszcze dzisiaj i zamieszka z wami. Dopilnuje, żeby wam się nie stała krzywda. Ja już muszę niestety iść. Mam jeszcze parę spraw do załatwienia. I żadnej mi tutaj policji nie wołać. Tak porządna wytwórnia nie potrzebuje żadnych problemów. Do jutra! - pożegnał się i wyszedł.
 - Nienawidzę go - stwierdził Tao.
 - Ciesz się, że to nie twój menadżer - powiedział do niego Baekhyun. Jakieś dwie godziny później wszyscy oglądali telewizję w piżamach. Nagle ktoś zapukał do drzwi.
 - Ja otworzę - powiedział Xiumin. Jak powiedział, tak zrobił. Wstał z kanapy i ruszył w stronę drzwi wyjściowych. Otworzył zamki i pociągnął za drzwi. Ujrzał przed sobą umięśnionego, dwu metrowego Koreańczyka z torbą w ręku.
 - Czy tutaj mieszka Exo? - zapytał swym grubym głosem.
 - Tak, zapewne pan jest nowym ochroniarzem, prawda? Proszę, niech pan wejdzie - zaprosił go do środka i zamknął drzwi. Olbrzym wszedł jakby nigdy nic do salonu i powiedział.
 - Nazywam się Kim Jin, ale wszyscy mówią mi Rex. Jestem waszym ochroniarzem - rzucił torbą na podłogę. Mężczyzna zrobił duże wrażenie na chłopakach. D.O z wrażenia zemdlał, a Kris poczuł się przy nim niski, ale jego duma nie pozwalała mu na przyznanie się do tego.
 - Wciąż jestem wysoki - wymamrotał pod nosem. Minęły już dwa tygodnie odkąd Rex zamieszkał z Exo. To dziwne, że wystarczą tylko dwa tygodnie, żeby znienawidzić człowieka. Rex straszliwie chrapał prze co nie mogli spać. Nie sprzątał po sobie, był straszliwym leniem. Nawet wody po sobie nie spuszczał. W końcu Chanyeol nie wytrzymał. Podszedł do niego zastawiając mu cały telewizor i rzekł.
 - WYNOŚ SIĘ STĄD!
 - Nie chce mi się.
 - Przydaj się w końcu na coś i idź do sklepu!
 - Nie.
 - Dam ci piątaka.
 - Zgoda - Kim wziął pieniądze i wyszedł z dormu.
 - Zważyliście że przez te dwa tygodnie nikt nam jeszcze nic nie zrobił? - powiedział Tao.
 - No właśnie... jeszcze - odrzekł D.O zabijając go swoim wyłupiastym spojrzeniem. Jakiś czas Rex nie wracał do dormu. Wszyscy cieszyli się, że mają w końcu święty spokój. Na następny dzień, wszyscy wyspani od tak dawna szykowali się do pracy. Mimo, że musieli wstać o piątej nad ranem byli wypoczęci, bo nikt im nie przeszkadzam podczas snu. Kiedy byli już gotowi otworzyli drzwi, żeby wyjść. Wtedy zobaczyli coś czego nigdy by się nie spodziewali. Przed ich drzwiami leżał związany Kim z wciśniętą chusteczką w buzi.
 - Nienawidzę SM - stwierdził Tao spoglądając na Rex'a. Na jego koszulce była przyklejona karteczka.

,, Kochamy was"

 Przeczytawszy to od razu wrócili z powrotem do dormu zostawiając samego ochroniarza przed drzwiami. Tego samego dnia dzwonili do menadżera z skargą na Jin'a. Menadżer obiecał im, że następnego dnia przyjdzie do nich ktoś nowy. Zrezygnowani zbuntowali się i postanowili, ze dzisiejszy dzień zostaną w dormie dla bezpieczeństwa. Kiedy siedzieli wspólnie w salonie Xiumin rzekł.
 - Mam pomysł! - zerwał się z kanapy i pobiegł do swojego pokoju. Po chwili wrócił z zdjęciem w ręku.
 - Już wiem kto może nam pomóc. Moja przyjaciółka za czasów gimnazjum poszła do szkoły wojskowej i ...
 - Zaraz. Chcesz powiedzieć, że ma nas chronić dziewczyna? - zapytał Kris.
 - No... tak - wszyscy wybuchli śmiechem.
 - Ty chyba naprawę nie rozumiesz powagi sytuacji, prawda?
 - Odkąd pamiętam zawsze była silną i odważną dziewczyną. Potrafiła radzić sobie ze wszystkim i z każdym, więc...
 - A to co? - zapytał zaciekawiony Chen wyrywając mu zdjęcie z ręki - To wy? Jakie pączusie - zaczął się śmiać - Jedno większe od drugiego - nie mógł powstrzymać śmiechu.
 - Nie mów tak! - uderzył go w głowę.
 - Nie wygląda tutaj na gimnazjalistkę - powiedział Lay spoglądając na zdjęcie.
 - Bo jest młodsza. Jest z 93.
 - Noona?! - krzyknęli jednocześnie z nutą radości w głosie Sehun z Kai'em.
 - Nawet nie próbujcie! - zagroził im Xiumin - Nie wolno wam jej dotknąć! A tym bardziej ty Sehun.
 - Ja? Dlaczego ja?
 - Dobrze wiesz dlaczego. Nie wolno ci, rozumiesz?
 - Jasne.
- Sehun!
 - Nie dotknę jej hyung.
 - Obiecaj.
 - Dobrze, obiecuję, że jej nie dotknę hyung. Jeżeli będzie wyglądać tak jak na tym zdjęciu to w życiu jej nie dotknę. Obiecuję.
 - Muszę do niej zadzwonić - wyciągnął komórkę i wybił numer - Halo? Cześć! Co u ciebie?... A u mnie też dobrze. Masz dzisiaj czas?... nie nic tak tylko pytam. Chciałbym się dzisiaj z tobą spotkać. Co ty na to?... to świetnie!... zgoda, nie ma problemu... ok, przyjadę po ciebie... no to zaraz będę - rozłączył się - Wychodzę chłopaki. Przyjdę później - i tak po prostu wyszedł z dormu. Mijały godziny, a Xiumin wciąż się nie zjawiał w dormie. Wrócił dopiero ok. 23. Następnego dnia chłopcy oczekiwali dziewczyny, która miała przyjść do nich przed południem. Ok. godziny 11 ktoś zapukał do drzwi. Xiumin poszedł sprawdzić kto przyszedł. Reszta grzecznie czekała w salonie.
 - Cześć Oppa! - usłyszeli damski, uroczy głos wydobywający się z przed pokoju. Szybko zerwali się z swoich miejscy i wybiegli na korytarz. Ujrzeli białą, zgrabną dziewczynę z dużym biustem i długimi nogami. Miała długie, czarne, pofalowane włosy i duże, jasnoniebieskie oczy, a w prawym uchy znajdował się niewielki tunel.  Była ubrana w jasne jeansy i czarną bokserkę, dzięki której odkrywała swoje tatuaże na lewej ręce w postaci rękawu. Od ramienia do samego nadgarstka.
 - Chłopcy to jest moja przyjaciółka o której wam mówiłem.
 - Cześć! - przywitała się z uśmiechem na ustach.
 - Hyung... coś czuję, że nie mogę dotrzymać obietnicy - powiedział Sehun.

****
Jak się podoba? Czekam na komentarze :D

środa, 26 marca 2014

Infinite: Rozdział 6

Na sali prób w agencji Woollim Entertainment całe Infinite wykończone treningiem leżało na podłodze. Zaczęli rozmawiać w busie podczas powrotu do domu.
 - Jaki ja jestem wykończony - marudził Sungjong.
 - Ja tak samo. Nie czuję własnych nóg - rzekł Sungkyu.
 - Coś czuję, że będę miał jutro zakwasy - dodał Hoya.
 - Jedziemy gdzieś? - zapytał L.
 - No chyba cię coś pogięło. Chce ci się jeszcze gdzieś wychodzić? - zapytał Sungyeol.
 - Czemu by nie. Napiłbym się czegoś zimnego - stwierdził.
 - Może pojedziemy do tej restauracji co ostatnio w niej był Rphabet? - zaproponował Donwoo.
 - To dobry pomysł. Muszę się zrelaksować czymś skoro jutro znowu mamy tak pracować - powiedział Sunggyu.
 - Dobra, no to ile osób chce jechać? - zapytał L - Co? Tylko ja, Dongwoo i Sunggyu? A co z wami?
 - Na mnie nawet nie patrz - powiedział Hoya.
 - Nie ma siły - stwierdził Sungkyu. Za to Sungjong tylko pokręcił głową.
 - No ok. To pojedziemy tylko w trójkę.
 - A co z Woohyun'em? - zapytał Dongwoo spoglądając na nieprzytomnego przyjaciela.
 - Niech sobie pośpi biedaczyna - powiedział Sunggyu. L , Dongwoo i Sunggyu wysiedli pod restauracją, a reszta pojechała do dormu.
 - Ach! W końcu gdzieś indziej niż tylko ta wytwórnia - zachwycał się L. Weszli do środka i usiedli przy stoliku. Przejrzeli karty menu i żartowali z biednego Woohyun'a, który dziwnie spał w busie. Nagle podeszła do nich jedna z kelnerek.
-  Dobry wieczór! Witamy w naszej restauracji! Czym mogę służyć? - powiedziała uśmiechnięta Europejka od ucha do ucha.
- Chcielibyśmy zamówić dwa szejki czekoladowe i jedną kawę karmelową i bitą śmietaną - powiedział Dongwoo.
- Już się robi! – dziewczyna przyjęła zamówienie i odeszła.
 - To tutaj pracują też białe dziewczyny? - zapytał zdziwiony L.
 - Nie sądziłem, że na żywo też są takie ładne - powiedział Dongwoo patrząc na odchodzącą kelnerkę. Chłopcy zaczeli się z niego śmiać. Po paru minutach wróciła z tacą na której znajdowało się ich zamówienie.
- Proszę bardzo! Oto państwa zamówienie - Sunggyu zauważył, że jest coś nie tak z tym zamówieniem.
- Przepraszam, ale chciałem kawę o smaku karmelu, a nie o jogurt truskawkowy - poprawił ją.
- Och, przepraszam! Ja już to... - zakłopotana zaczęła się jąkać, kiedy nagle podbiegła inna dziewczyna przerywając jej.
- Oto pana kawa! – podbiegła szybko inna Europejka podając piosenkarzowi kawę.
- Dziękuję - wziął filiżankę i upił z niej kilka łyków, a następnie odłożył ją na stolik. Obydwie dziewczyny zaczęły do siebie szeptać w nieznanym dla nich języku.
 - Ciekawe o czym one rozmawiają - zastanawiał się Dongwoo.
 - A co jak dowiedziały się kim jesteśmy - spanikował Sunggyu.
 - Nie no co ty - zaczął go uspokajać Dongwoo - To przecież nie są Azjatki.
 - Pewnie nas obgadują - stwierdził L. Nagle jedna z nich niechcący uderzyła ręką w kubek, który całą swoją zawartość wylał na Sunggyu upadła na podłogę.
- Och! Tak bardzo pana przepraszam, ja...- zatkało ją kiedy okazało się , że właśnie wylała szejka na spodnie piosenkarza.
- Sunggyu? – powiedziały zdziwione w tym samym czasie, kiedy zorientowały się, że obok niego siedzą Dongwoo i L. Cała trójka dziwnie spojrzała się na dziewczyny. Polki spaliły się ze wstydu. Były zaskoczone. Zaniemówiły. W tej chwili podszedł do nich szef ratując sytuację.
- Przepraszam was najmocniej za nie. Dziewczyny idźcie do kuchni! –wygonił je zdenerwowany z Sali i podał mu ścierkę, którą mógł się wytrzeć. Sunggyu przez cały ten czas wychylał się i spogląda w stronę dziewczyn.
- No to nieźle się zaczyna - powiedział L.
- Ale, że co? - zapytał.
-Już nie udawaj takiego głupka.
- On nie udaje. On ma tak od urodzenia - stwierdził L.
- Ej! No ale serio się pytam.
- Przecież dobrze wiesz o co nam chodzi - powiedział Dongwoo.
- Podoba ci się - rzekł L.
- Że niby co?!
- Ta co wylała na ciebie szejka. Widzieliśmy jak się na nią patrzysz. Idź do niej zagadaj - powiedział Dongwoo.
- Wyście chyba oszaleli.
- Co ci szkodzi? Pewnie fanki. Dasz sobie radę - powiedział L.
- Bardzo ładne fanki.
- A ty już się uspokój! - szturchnął przyjaciela z boku.
- Ale co ja powinienem zrobić? Przecież ona jest...
- Biała?
- Tak.
- Dziewczyna to dziewczyna. Idź.
- Ale...
- Idź stąd i nie wracaj dopóki nie zagadasz.  - nagle usłyszeli kłócące się dziewczyny. Spojrzeli się w ich kierunku i nagle niespodziewanie schowały się pod blatem.
- To było dziwne - powiedział Sunggyu.
- Speszyły się dziewczynki. Idź - powiedział Dongwoo.
- No dobra... idę - wstał od stolika i podszedł do blatu.
- Mógłbym poprosić o rachunek? Chciałem zrobić to wcześniej, ale schowałyście się pod blatem – zwrócił się tylko do jednej dziewczyny mimo, żeby były tam w dwie.
- T-T-tak. Już panu podaje rachunek – powiedziała szybko lekko jąkając się. Zaczęła szybko szukać cennika.
- Gdzie ten cennik? – rzekła po polsku.
- Basia – wyszeptała druga dziewczyna wskazując jej palcem na tabliczkę zawieszoną na ścianie. Dziewczyna szybko zwróciła na nią uwagę.
- Ach, no tak! Proszę jeszcze chwilkę zaczekać.
- Spokojnie – tym razem wiedząc już co ile kosztowało, szukała kodu którego mogła wbić. Otwierała szuflady przekładając w nich przeróżne rzeczy i papiery. Była bardzo zawstydzona i wszystko robiła szybko.
- Może ci pomóc? – zaproponował nachylając się nad nią. Polka poczuła jego ciepły oddech na swoich karku. Szybko podniosła głowę do góry.
- Nie, nie trzeba – powiedziała jak poparzona uderzając piosenkarza swoją głową. Sunggyu złapał się z bólu za nos.
- O Boże! – zakryła usta z przerażenia – Wszystko w porządku?
- Tak... leci mi krew?
- N-nie. To było niechcący. Tak bardzo cię przepraszam.  Te szejki i ta kawa będą na koszt restauracji – powiedziała szybko nie wiedząc co mówić.
- Serio? – spojrzał się na nią zdziwiony podnosząc jedną brew.
- Tak, pewnie.
- Dzięki.
- Nie ma sprawy.
- Na razie.
- Do widzenia! – na te słowa znów się na nią spojrzał dziwnie po czym się uśmiechnął i wyszedł z resztą z restauracji.
- I co? I co? - pytał przejęty Dongwoo.
- Dostałem w nos... ale za to napoje na koszt firmy.
- Coś ty jej powiedział ty zboku?! - oburzył się L.
- Co? Co ty znowu wygadujesz?! Nic jej złego nie powiedziałem. Poprosiłem tylko o rachunek, a one speszona tak była poplątana, że niechcący uderzyła mnie głową w nos.
- Co za dziewczyna. Najpierw wylewa na ciebie szejka, a potem uderza ci w twarz. Czy w europie tak się podrywa? - zapytał zaciekawiony Dongwoo.
- Jesteście nienormalni - zaśmiał się Sunggyu.
- A ona jaka była?
- Urocza - zawstydził się.
- A masz jej numer?
- No... n-nie.
- Ale ty głupi jesteś! - rzekł L.
 Parę dni później chłopcy podjechali pod szkołę Woohyun'a. Nagle do vana wsiadły jakieś dziewczyny. Jedna z nich nie wyglądała za dobrze.
 - Kim one są? – zapytał Hoya.
- Co się jej stało? – dodał Dongwoo patrząc na  dziewczynę.
- Niechcący wpadłem na nią i uderzyła się w głowę. Zawieziemy je do ich domu. Tak będzie bezpieczniej –  rzekł Woohyun. Nagle do środka weszła trzecia dziewczyna. Sunggyu nie mógł uwierzyć własnym oczom
- To ty?! – krzyknęli razem zdziwieni w tym samym momencie. Wszyscy spojrzeli się na nich zdziwieni.
- To wy się znacie? – zapytał zaciekawiony Sungjong.
- Ta... w pewnym sensie – powiedział piosenkarz. W tym momencie Polka strzeliła buraka.

*Jak ona jest słodka(Sunggyu)*

  Kiedy Woohyun wprowadził Polkę do domu tym czasem Sunggyu czeka na niego z kelnerką.
 - Basia? - powiedział jej imię usłyszanę wcześniejszego wieczoru. Dziewczyna spojrzała się na niego dziwnie.
- Jesteś Basia, tak?
- Tak.
- Miło mi – podał jej swoją dłoń – Jestem Sunggyu.

- Mi również – odwzajemniła uścisk.
- Nie sądziłem, że się jeszcze zobaczymy.
- Ja też nie... jak nos?
- Już lepiej, dzięki... widzę, że nie tylko ty jesteś ciamajda – uśmiechnął się.
- To Woohyun Oppa wpadł na Kingę, a nie ona na niego... i nie jestem ciamajda.
- Skąd wiesz jak mam na imię?
- No bo ja...
- Fanki?
- Co? Nie. Znaczy, no wiesz, ja, znaczy my.
- Dobra, nie tłumacz się, bo komuś znowu zrobisz krzywdę – wskazał na swój nos.
- Przepraszam – spuściła głowę.
- Nic się nie stało. Żartowałem – uśmiechnął się ponownie. Basia odwzajemniła uśmiech.
- Ładnie się uśmiechasz.
- Dziękuję - z domu wyszedł Woohyun.
- Idziemy? – zapytał.
- Tak. To do zobaczenia Basiu.
- Do zobaczenia Sunggyu Oppa!

Chłopcy szykowali się w garderobie.
 - Za 5 minut prosimy na halę - ogłosiła jedna z pracownic. Całe Infinite wyszło z garderoby i poszli na halę, gdzie czekało ok. tysiąca fanów. Usiedli w loży dla idoli obok Shinee i zaczęli rozmawiać czekając na rozpoczęcie się występów. Nagle Sunggyu zauważył znajomą twarz w loży dla vip'ów.

*Czyżby to... Basia? Jak ona ślicznie wygląda. (Sunggyu)*

Wpatrywał się w nią jak w obrazek. Nagle zauważył, że ona też na niego patrzy. Speszony szybko odwrócił głowę w przeciwnym kierunku. Po festiwalu spacerował po korytarzu.

* Skoro siedziała w loży dla vip'ów to na pewno gdzieś tutaj jest. Muszę się z nią koniecznie zobaczyć(Sunggyu)*

 Nagle wpadł na kogoś przewracając się.
- Sunggju? - usłyszał swoje imię. Nie mógł uwierzyć własnym oczom. Jednak udało mu się.
- Dla ciebie Oppa, Basiu.
- Basiu?... znaczy, przepraszam... pamiętasz mnie jeszcze?
- No jakbym mógł zapomnieć? Nie każdy oblewa cię piciem w kawiarni.
- ...
- Śledzisz mnie?
- Co? Ja? Nigdy w życiu!
- Dlaczego ja ci nie wierzę? – mówił do niej kucając przed nią – No nic – wstał i podał jej rękę – Wstawaj – spojrzała się pierw na jego dłoń a potem na jego twarz. Złapała go za dłoń, a on pomógł jej wstać.
- Przepraszam, że nie mogę teraz rozmawiać, ale spieszy mi się.
- Ach... no tak... nie ma sprawy.
- Ale miło cię było znowu zobaczyć – uśmiechnął się wywołując u niej rumieńce – To na razie!
- Pa Oppa!

*Ty kretynie! Jak ty się zachowujesz? Najpierw ją szukasz jak opętany, a teraz mówisz, że nie masz czasu? Co za ze mnie debil! Co ona takiego w sobie ma, że nie potrafię z nią normalnie rozmawiać? A co jak ją więcej nie zobaczę?(Sunggyu)*

Załamany wrócił do garderoby. Ubrał się i szybko wyszedł z budynku.
- Sunggyu? A ty gdzie tak pędzisz? - zapytał Hoya.
- Idę naprawić swój błąd - szybko wybiegł na zewnątrz zastanawiając się czy nie jest już za późno. Nagle usłyszał czyjś głos za swoimi plecami. Był taki szczęśliwy, że ją znowu usłyszał, że jednak mu się udało na czas. Ale oczywiście ukrył swoje zadowolenie.
- Przepraszam pana. Czy wie pan może która jest...? –nie zdążyła dokończyć, kiedy spojrzał się na nią i rzekł.
- Boże! To znowu ty?!
- Oppa?
- Zaczynam się ciebie bać kobieto.
- Przepraszam, nie wiedziałam, że to ty. Co ty tutaj robisz sam?
- Właśnie spóźniłem się na swój bus który miał mnie zawieść prosto pod dorm. Gdyby wtedy na mnie nie wpadła już dawno byłbym u siebie.

*Co ja kurwa wygaduję?!(Sunggyu)*
- Przepraszam. Tak bardzo mi przykro z tego powodu.

- Nie przepraszaj – nastała chwila ciszy.

*Co powinienem zrobić?(Sunggyu)*

Niezręczna chwila ciszy. Było jej tak głupio i wstyd. Po chwili rzekł.
- Chodź.
- Gdzie? – zapytała zdziwiona.
- Czegoś się napić. Może coś zjeść... jesteś mi to winna – powiedział żartobliwie uśmiechając się szczerze. Pod koniec spotkania odprowadził ją pod dom i dał jej swój numer telefonu. To był jego najszczęśliwszy dzień.
*Teraz już cię nie opuszczę(Sunggyu)*










- Nieeeee! - krzyk Basi rozniósł się po całym domu. Dziewczyny słysząc przeraźliwy krzyk przyjaciółki, zostawiły wszystko i pobiegły do pokoju.
 - Co się stało?!
 - Słyszałyśmy krzyki i... - Kinga nie dokończyła, kiedy zobaczyła skuloną Basię przed laptopem - Basiu... wszystko w porządku? - zapytała niepewnie Zuza.
 - Oni muszą być razem!
 - Czy ty znowu czytasz fanfic'ki? - zapytała Zuza.
- To nie może się tak skończyć. Muszę dowiedzieć się co będzie dalej. Ja chcę kolejny rozdział~!
 - Zachowujesz się jak dziecko - stwierdziła Kinga.
 - No wiem.
 - Już szósty raz w tym tygodniu przybiegamy do ciebie w panice, że coś się stało! A tu się okazuje, że fanficki czytasz! - krzyknęła zdenerwowana Zuza - I może jeszcze yaoi czytasz?! - zapadła cisza. Dziewczyny czekały jedynie na odpowiedź Basi.
 - ... możliwe.
 - Musisz w końcu coś z sobą zrobić. Nie możesz przez cały ten czas siedzieć tylko w pokoju i za przeproszeniem wpieprzać lody. Rozumiem, że jest ci bardzo ciężko, ale nie możesz się załamać na całe życie. Musisz w końcu wyjść do ludzi.
 - Kiedy ja nie chcę!
 - Ale przecież nie możesz... - Zuza nie dokończyła, kiedy Basia jej przerwała.
 - Nie.
 - No ale przecież...
 - Nie.
 - Ale nie...
 - Nie.
 - Przecież w końcu...
 - Nie.
 - Ty mi...
 - Nie.
 - Dobra! Skoro chcesz sobie tutaj sama siedzieć to sobie siedź!... Ale pamiętaj, że to nie załatwi wszystkich twoich problemów. Zastanów się nad tym. Przemyśl wszystko. Chodźmy Kinga - obydwie Polki wyszły z pokoju zostawiając Basię samą jak palec w pokoju.

    " Minął już rok od zaginięcia Sunggyu. Policja starała się go odnaleźć, ale bez skutku. Nie miał z nikim żadnych problemów i był czysty. Nie mogli znaleźć żadnej poszlaki. Zupełnie jakby rozpłyną się w powietrzu.  Po kilku miesiącach zrezygnowali z dalszych poszukiwań. Najdziwniejsze jest to, że kamery uliczne zarejestrowały nas tamtego wieczoru, lecz w momencie, kiedy mnie przytulał kamera dostała zakłóceń, a kiedy znowu poprawie chodziła to ja już leżałam nieprzytomna na ulicy. Fani nie dowiedzieli się o zaginięciu Sunggyu. Wmówiono im, że odszedł z zespołu z powodów zdrowotnych na czas nieokreślony. Nie radzę sobie z własnym życiem od tamtego dnia. Nie co mam z sobą zrobić. On był moim szczęściem, które tak po prostu straciłam. Nie mogę przestać o nim myśleć. Nie wychodzę z domu, tylko siedzę cały czas przed laptopem i czytam romansidła w internecie. Mój umysł nie działa już tak samo jak kiedyś. Cały czas mi się wydaję, że Sunggyu gdzieś jest w pobliżu i mnie obserwuję z ukrycia. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie zdążyłam mu powiedzieć, jak bardzo mi na nim zależy. Wierzę, że któregoś dnia znów się spotkamy."

  Mijały kolejne dnia, a Basia wciąż siedziała z kocykiem oglądając kolejne dramy. Dziewczyny martwiąc się o nią zapisały ją do psychologa. Lekarz pomagał jej wyleczyć się z tęsknoty i zacząć akceptować to, że jego już przy niej nie ma. Po kilku wizytach zaczęła czuć się lepiej. Częściej wychodziła z domu, skupiła się na pracy i na nauce. Zaczęła biegać po szkolę by zapomnieć o kłopotach. Przebiegała obok opuszczonego parkingu przy którym ostatni raz widziała Sunggyu. Wtedy przypomniała sobie jego ostatnie słowa.

"Czy wybaczyłabyś mi najgorszą rzecz jaką mógłbym ci zrobić?... Przepraszam."

*O czym on wtedy mówił?(Basia)*

Odruchowo spojrzała się w stronę parkingu. Zjazd w dól był cały ciemny. Nie było w nim nic widać. Stała i patrzyła się w jego głąb, jakby była sparaliżowana. Czym dłużej patrzyła się w tamtą stronę tym bardziej ogarniał ją strach. Nagle poczuła słodki zapach wanilii. Przerażona uciekła z tamtego miejsca. Przez cały czas biegła nie oglądając się za siebie. Szybko wbiegła do domu i wpadła do pokoju, gdzie siedziała Kinga z Zuzą. Szybko zamknęła drzwi i oparła się o nie. Zaczęła dyszeć. Była przerażona.
- Basia... co się stało? - zapytała Zuza. Ona jedynie upadła na podłogę i zaczęła płakać. Dziewczyny o nic więcej nie pytała po prostu ją do siebie przytuliły.

piątek, 14 marca 2014

Dziewczyna Gangstera Rozdział 15 ,, Od teraz jest wojna"

 - Mama?! Ja... tylko.
 - Ile razy mam ci powtarzać, że nie wolno ci tutaj wchodzić?!
 - Ja... - pierwszy raz nie wiedziała jak ma się zachować. Była przerażona - Co to jest?
 - To nie twoja sprawa Hyosung. A teraz wyjdź stąd.
 - Ale mamo.
 - Powiedziałam wyjdź! Natychmiast! - zdenerwowana matka złapała Hyosung za ramię i wyrzuciła ją z gabinetu trzaskając za nią drzwiami. Biła pięściami w drzwi domagając się jakichkolwiek wyjaśnienia, ale bez skutku.  Szybko pobiegła do swojego pokoju zamykając drzwi na klucz. Rzuciła się na swoje łóżko wpadając w panikę. Przerażona nie mogła złapać oddechu, a kolejne łzy spływały po jej drobnej twarzy. Momentalnie zrobiło jej się gorąco, a serce waliło jak opętane. Czuła się jakby została przyłapana na gorącym uczynku. Położyła się plecami na podłodze łapiąc głębokie oddechy. Wytarła łzy i wstała na równe nogi. Zaczęła chodzić po pokoju w tą i z powrotem.
 - Co to ma znaczyć? Skąd ona to ma? Kim ona jest do cholery?! Co ja mam robić? Co ja mam robić? Hyosung, myśl. Myśl! Weź się w garść kobieto, bo wszyscy będą mieć kłopoty! - mówiła sama do siebie.   Nagle kucnęła na środku pokoju łapiąc się za głowę  - Myśl. Co robić? Co ja mam zrobić?
 - Hyosung - usłyszała wołanie swojej matki za drzwi - Hyosung, mogę wejść? - nic się nie odezwała. Nagle klamka sama zaczęła się ruszać - Skarbie otwórz. Chciałabym z tobą porozmawiać. Słyszysz? - klamka przestała się ruszać, a głos matki ucichł. Japonka podeszła na kolanach do drzwi i przystawiła ucho do nich. Nagle, gwałtownie coś uderzyło w nie. Jeon odskoczyła i schowała się pod łóżkiem.
 - HYOSUNG! OTWIERAJ TE ZASRANE DRZWI! ROZUMIESZ?! - kobieta darła się próbując za wszelka cenę wejść do środka szarpiąc za klamkę i uderzając pięściami.
 - OTWIERAJ! SŁYSZYSZ?! NIECH JA CIĘ TYLKO DOPADNĘ TY MAŁA JĘDZO! OTWIERAJ! KURWA! WYŁAŹ STAMTĄD! WYCHODŹ! POŻAŁUJESZ TEGO! ROZUMIESZ?!
 - Czego się tak drzesz kobieto?! Co ty wyprawiasz?! - usłyszała głos ojca.
 - OTWIERAJ!
 - Popierdoliło cię?! Zostaw w końcu te drzwi, rozumiesz? Odejdź!
 - Ty nic nie rozumiesz! Ona tam była.
 - O czym ty mówisz?
 - Była tam! Widziała! - krzyczała z załamanym głosem.
 - Gdzie była?
 - W gabinecie. Widziała zdjęcia. Widziała wszystko.
 - Nie mów, że... Hyosung! Otwórz drzwi! Musimy z tobą porozmawiać, słyszysz? - wołał ją stanowczo ojciec czekając na reakcję córki, ale na próżno.
 - To nic nie da! Zamknęła się tam i nie chce wyjść! Ma jedyny klucz do tych drzwi!
 - Uspokój się w końcu! Wszystko będzie dobrze, rozumiesz? A teraz idź na dół i ochłoń, bo tak wpadłaś w panikę, że ją pewnie przestraszyłaś. I dziwisz się, że nie chcę wyjść?!
 - Masz rację. Ja zejdę... zejdę na dół - mówiła już uspokojonym głosem.
 - A ty Hyosung - zaczął ojciec - Też ochłoń i nie bój się. Chcemy tylko z tobą porozmawiać. Za 20 minut będzie kolacja. Więc, zejdź na dół, dobrze? - Japonka pisałam sms'a do Joon'a.

,, Spotkajmy się o 00:00 w parku pod fontanną. Musimy poważnie porozmawiać. "

  Po 20 minutach Hyusung wzięła się w garść i niepewnie zeszła na dół do jadalni. Tam czekał już na nią ojciec czytając gazetę.
 - Już jestem - powiedziała cicho.
 - To dobrze - odłożył gazetę - Siadaj. Zaraz będzie kolacja - uśmiechnął się. Nastolatka usiadła na krześle i siedziała w ciszy. Po chwili przyszła jej matka z kuchni.
- O! Widzę, że jednak wyszłaś z swojego pokoju - przytaknęła - To dobrze - nakryła do stołu i przysiadła się również. Życzyli sobie nawzajem smacznego i zaczęli jeść.
 - Przepraszam skarbie, że tak na ciebie nakrzyczałam. Jest mi teraz naprawdę wstyd za to co zrobiłam. Nie powinnam była tego robić.
 - Nic się nie stało. To ja powinnam była cię przeprosić. Zakazałaś wchodzić mi do swojego gabinetu. Nie powinnam była tego robić. Przepraszam.
 - Nie szkodzi. Każdy popełnia błędy - zapanowała cisza. Państwo Jeon zachowywali się jakby nic się nie stało i już nie drążyli tego tematu z nadzieją, że o nic nie będzie pytała. Jenak mylili się.

*Nie wiem co tutaj się dzieję, ale muszę z nimi o tym porozmawiać. Możliwe, że o nic mnie nie podejrzewają, więc może mam szanse się czego dowiedzieć. Jeżeli nie zapytam, to wszyscy mogą mieć kłopoty. (Hyosung)*

 - Mówiliście, że przyjechaliśmy tutaj w interesach.
 - Bo to prawda córcia - odrzekł ojciec.
 - Co to za interesy?... Biały Kieł?
 - Skąd wiesz o Białym Kle? - zapytała podejrzliwie matka. Hyosung od razu zmieniła swoje nastawienie. Zaczęła się zachowywać jak Joon podczas rozmów z klientami czy choćby z innymi gangsterami. Starała się zachować zimną krew i bez żadnych emocji odpowiadać na zadawane pytania. Nie wychylała się.
 - Tak pisało w gabinecie. Biały Kieł.  Co ukrywacie?
 - Mieliśmy zamiar ci o tym powiedzieć, ale...
 - Ale stwierdziliście, że lepiej będzie trzymać mnie w jednym, wielkim kłamstwie? O co tu chodzi? Żądam wyjaśnień - powiedziała pewnym siebie głosem i stanowczym głosem.
 - Nie będziemy tego tak ciągle ciągnąć. Trzeba jej powiedzieć - odrzekł pan Jeon.
 - Tak... nie mamy wyjścia.
 - Czekam...
 - Tak... twój ojciec jest biznesmenem, ale to nie on dostał tutaj pracę, tylko ja. Pracuję w policji. Jestem tajnym agentem należącym  do amerykańskiej  agencji państwowej zajmującej się przestępstwami wykraczającymi poza granice Stanów Zjednoczonych.
 - Federalne biuro śledcze... FBI?
 - Zgadza się. Współpracuję z innymi agencjami federalnymi poza terenem stanów.
 - Chodź. Pokażę ci coś - rzekł zachęcająco matka. Obydwie weszły do gabinetu - Pytałaś wcześniej o Białego Kła, zgadza się? - przytaknęła -  Biały Kieł to koreańska mafia do której należą nastoletni gangsterzy. Mogło by się to wydawać niemożliwe, ale tak właśnie jest. Jedna z najbardziej niebezpiecznych gangów w państwie. Możliwe, że nawet na kontynencie. Współpracują z Yakuzą oraz mają kontakty z Ruskimi i Sycylijskimi mafiozami. Stali się tak niebezpieczni, że już nawet policja nie daje sobie z nimi rady. Dlatego poprosili FBI o pomoc, by się ich pozbyć. Biały Kieł stał się za bardzo niebezpieczny dla społeczeństwa, dlatego trzeba zaprzestać ich działaniom. Staramy się za wszelką cenę odnaleźć ich kryjówkę, by w końcu ich dopaść. Kiedy znajdziemy ich siedzibę, znajdziemy również ich przywódcę. Założyciela Białego Kła, a kiedy go znajdziemy trafi tam, gdzie jego miejsce.
 - Jest, aż tak źle?
 - Hyosung, jemu grozi kara śmierci. Czasami wydaje się, że jest tak blisko, a zarazem tak daleko od schwytania go. Kiedy on zniknie, to zniknie również cały kłopot. - dziewczyna przeglądając zdjęcia z archiwum zobaczyła znajomą jej twarz.
 - Kikwang?
 - Co?
 - Nie, nic.
 - Znasz go?
 - Widzę go pierwszy raz na oczy.
 - Na pewno?
 - Tak.
 - Hyosung, jeżeli znasz tego chłopca to nie bój się mi o tym powiedzieć. To bardzo ważne, żeby dowiedzieć się kim jest. On...
 - Już powiedziałam. Nie znam go.
 - Dobrze... ale gdybyś coś wiedziała, to powiedz mi, dobrze?
 - Nie ma sprawy, a... skąd masz te wszystkie zdjęcia? Sama je zrobiłaś? - nagle zadzwonił telefon matki.
- Mam swoich informatorów. Wybacz na chwilkę. To z pracy - odebrała - Tak?... Tak... naprawdę?... rozumiem... zrozumiano... . Hyosung muszę już iść. Wzywają mnie do pracy. Pamiętaj nikomu nie mówić o tym co się dowiedziałaś, rozumiesz? To ściśle ważne, zrozumiano?
 - Tak
 - To dobrze - wyszły z gabinetu. Pani Jeon zamknęła drzwi na klucz i wyszła z domu. Japonka wróciła do jadalni dokończyć kolację. Wszystkie jej myśli i obawy, nagle zebrały się w jej głowie przez co nie mogła jeść. Wyszła z jadalni zostawiając napoczęty posiłek i wróciła do swojego pokoju. Wzięła prysznic, żeby trochę ochłonąć. Przeprała się w koszulę nocną i stanęła przed lustrem. Spojrzała w swoje odbicie.
 - Muszę coś zrobić zanim oni wszyscy się pozabijają. Changsun musi się o wszystkim dowiedzieć zanim moja matka go dopadnie. Kara śmierci? To niemożliwe... agentka FBI. To wszystko jest niewiarygodne. Jak to się wszystko mogło stać? Jedno jest pewne... jeżeli nic nie zrobię oni... teraz wszystko zależy ode mnie - Była godzina 23:30. Jej ojciec wraz z matką weszli do jej pokoju sprawdzić czy już śpi.
 - Zasnęła już. Chodźmy zanim ją niepotrzebnie obudzimy - rzekła pani domu. Oczywiście Hyosung już dawno nie spała, jedynie miała zamknięte oczy. Po cichu wyszła z pokoju i położyła się na podłodze przy schodach. Stamtąd było wszystko dobrze słychać.
 - I jak zareagowała, kiedy jej o tym wszystkim powiedziałaś?
 - Była chyba lekko zmieszana i zdziwiona, ale mimo to starała się tego nie okazywać.
 - Myślisz, że ona naprawdę?
 - Oby nie... znaczy... mam taką nadzieję. Na niektórych zdjęciach widać nastolatkę, która jest do niej bardzo podobna.
 - Kiedy te zdjęcia zobaczyłaś?
 - Dzisiaj, kiedy spotkałam się z swoim informatorem. Ona jest o niej tak podobna. Nie mogę w to uwierzyć. Żałuję że jej to pokazałam.
 - Nie martw się. Na pewno da się to wszystko racjonalnie wytłumaczyć.
 - Mam tak nadzieję. Hyosung nie jest przecież zdolna do morderstwa, prawda? Już sama nie wiem co o tym wszystkim myśleć. W dzisiejszych czasach jest wszystko możliwe. A co jeżeli wdała się w złe towarzystwo?
 - Wierzę, że to nie jest ona. Nasza córka nie byłaby do tego zdolna. Nie tak ją wychowaliśmy.
 - Masz rację, ale mimo tego trzeba ją pilnować. Jak już mówiłam, wszystko jest możliwe.
 - Tak, to prawda. Trzeba ją mieć na oku - Hyusung wróciła po cichu do swojego pokoju.

* Nie wierzę. Podejrzewają mnie? Ktoś musiał zrobić mi zdjęcia. Ale kto? Kto jest jej informatorem? Robi się coraz gorzej(Hyosung)*

 Pół godziny później, Hyosung, która był już ubrana i gotowa do wyjścia wyszła przez okno swojego pokoju. Ostrożnie na palcach szła wzdłuż parapetu. Łapiąc się za ściankę wychyliła rękę chwytając gałąź. Wskoczyła na nią i powoli przeczołgała się po niej. Ostrożnie schodziła z drzewa stawiając jedną nogę za drugą. Po chwili poślizgnęła się i spadła prosto na plecy. Z bólu nie mogła się ruszać, ani tym bardziej złapać oddechu. Leżała z bólu na gołej ziemi po czym wstała i obeszła cały dom. Ledwo przeskoczyła przez furtkę i poszła w stronę parku. Była już spóźniona z jakieś 10 minut przez bolące plecy. Z daleka zobaczyła idącego w jej stronę mężczyznę. Był ubrany w luźne spodnie i dużą bluzę z kapturem, który zakrywam połowę jego twarzy.
 - Jesteś już. Co tak długo? Mieliśmy się spotkać w parku - wyszeptał.
 - Joon?
 - Ciii! - uciszył ją. Złapał ją za ramię i pociągnął ze sobą. Szli razem spacerując po ulicy -  Coś się stało? Nie wyglądasz za dobrze.
 - Spadłam z drzewa.
 - Wszystko w porządku?
 - Tak, tylko obiłam troszkę plecy - objął ją jedną ręką w pasie podtrzymując ją mocno - Powinno teraz mniej boleć. Zaraz przejdzie.
 - Dziękuję. Dlaczego szepczemy?
 - Ktoś mnie śledzi.
 - Naprawę?
 - Nie odwracaj się, bo się zorientuje. Chciałaś ze mną porozmawiać, prawda? O co chodzi?
 - To właśnie będzie związane z tym, że cię śledzą.
 - Jak to?
 - Nie uwierzysz czego się dzisiaj dowiedziałam. Weszłam do gabinetu matki i znalazłam u niej tajne zdjęcia z archiwum.
 - Jakie zdjęcia?
 - Białego Kła. Matka jest z FBI i cię szukają. Chcą pozbyć się wszystkich z gangu. Zniszczyć całą mafię. Chcą za wszelką cenę cię znaleźć. Grozi ci kara śmierci.
 - No to nieźle - załamał się.
 - To nie wszystko. Znalazłam u matki zdjęcie Kikwang'a. Chcą się dowiedzieć kim jest. Wiedzą jedynie, że należy do ciebie. W dodatku podejrzewa również i mnie.
 - Jak to?
 - Dzisiaj spotkała się z swoim informatorem, który zdobył zdjęcia na których jestem. Podejrzewa, że ja też maczam w tym wszystkim palce. Od teraz mam być bardziej pilnowana.
 - To teraz wyjaśnia śledzenie. Wiadomo kim on jest?
 - Nic nie wiem.
 - Dobra, zrobimy tak. Trzeba dowiedzieć się, kim jest jej informator i pozbyć się go. Za dużo on wie. Porozmawiaj jeszcze z matką. Może coś jeszcze z niej wyciągniesz. Tylko bądź ostrożna. Nie zapominaj, że jest z FBI. Jej obowiązkiem jest pozbyć się wszystkich z Białego Kła. Nawet jeżeli będą to najbliżsi. Poinformuje o tym resztę załogi i będę kazał Kikwang'owi bardziej się pilnować. On jest pierwszy na celowniku - obeszli prawie całe osiedle i znaleźli się pod domem Hyosung. Nagle przyciągnął ją do siebie i wyszeptał do ucha - Nie ufaj nikomu. Uważaj na to co mówisz i patrz gdzie chodzisz. Od teraz nie możemy rozmawiać przez telefon. Prawdopodobnie założy ci podsłuch. Nie zdziw się, jeżeli jutro zapyta się ciebie o dzisiejszą noc. Nie ważne, że uciekłaś, ona jutro i tak się o tym dowie. Już nie ma żartów. Od dzisiaj jest wojna, która zdecyduje czy zginiemy, czy może uda nam się jakoś przeżyć wszystkim. Na pewno nie obejdzie się bez ofiar - ostatnimi słowami przeraził ją. Spojrzał się jej w oczy obejmując jej twarz dłońmi.
 - Nie bój się. Musisz być silna, rozumiesz? Musisz zrobić wszystko, żeby przeżyć, rozumiesz? - przytaknęła. Po chwili pocałował ją w usta i wyszeptał do ucha - Niech myśli, że byłaś na randce - cmoknął ją czule w czoło i uśmiechnął się - Dasz radę - odszedł zostawiając ją samą przed domem.

piątek, 7 marca 2014

Infinite: Darkness Rozdział 5

        
"Będziesz żyć w ciemności z swym stęchłym ciałem żerując w koszmarach najbliższych nie mogąc zapomnieć o swojej przeszłości... Demonie."



         Minęły już dwa miesiące od ostatniej "randki" Basi  z Sunggju. Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Zuza i Woohyun zaczęli z sobą romansować potajemnie. Pomiędzy Kingą i Baro utworzyło się zaufanie. Dziewczyna nawet zabrała go do psychologa, żeby wyleczyć jego strach przed fanami. Basia w końcu wzięła się w garść i zadzwoniła do Sunggju umawiając się z nim na kolejne spotkanie. W każdy weekend od piątku do niedzieli, zawsze o tej samej godzinie 19:20 ,przychodził do restauracji na kolację z resztą Infinite. Siedział przy stoliku dopóki nie zamkną restauracji czekając cierpliwie na Basię przy drzwiach wyjściowych dla personelu, zabierając ją na długie spacery po mieście. Po kilku spotkaniach Sunggju kupił w prezencie dla Basi srebrną bransoletkę, a raczej dwie bransoletki dla par tłumacząc się, że to na znak ich przyjaźni. Każda bransolet miała przyczepiony połowę breloczka. Razem tworzyły pięknego motyla.


   Dzisiejszego wieczoru, Basia i Zuza czekały z niecierpliwością w kuchni na Kingę, która właśnie tego wieczoru umówiła się na spotkanie z Baro. Nagle usłyszały jakieś głosy za drzwiami wejściowymi.
  - Chyba już Kinga wróciła - powiedziała Zuza.
  - Słyszysz?... Ktoś z nią jest - szybko podbiegły do salonu i ukrytkiem zajrzały przez okno. Zobaczyły Kingę stojącą z Baro przed drzwiami. Rozmawiali i uśmiechali się do siebie. Po chwili Kinga stanęła lekko na palcach i pocałowała w policzek idola. Chłopak był w szoku. Zarumienił się jednocześnie z nieśmiałą Polką. Kiedy dziewczyna miała już wchodzić do domu, Baro zatrzymał ją łapiąc za ramię. Dziewczyna odwróciła się w stronę chłopaka, a ten gwałtownie przyparł ją do drzwi całując ją w usta. Przerywając pocałunek spojrzał się na zdziwioną dziewczynę oczekując na jej reakcję. Ta jedynie się spojrzała i pocałowała go. Wtulili się w swoje ramiona oddając się w słodkim pocałunku. Zuza i Basia prawie piszczały z radości widząc Kingę z Baro. Nagle usłyszały dźwięk otwierających się drzwi i zobaczyły zaświecone światło w przed pokoju. Obydwie szybko pobiegły do przyjaciółki i zaczęły panikować z radości. Kinga nic nie powiedziała. Jedynie stała jak zahipnotyzowana.
  - Kinga... Kinga, wszystko w porządku? - zapytała Zuza.
  - Ej! - pomachała jej przed twarzą Basia. Polka z uśmiechem powoli zsunęła się po drzwiach siadając na podłogę.
  - Powiedział... że mnie kocha. On... on mnie kocha - mówiła to nie wierząc własnym słowom. Obydwie otworzyły szeroko oczy niepotrafiące nic wypowiedzieć. Spojrzały się na siebie i po chwili zaczęły się śmiać.
  - Idziemy to utcić! - krzyknęła przejęta Zuza - Idziemy! - złapała Kingę za rękę i wyprowadziła ją z domu. Szybko założyły buty, bluzy i wyszły. Całą drogę śmiały się i rozmawiały o dzisiejszym wydarzeniu. Za nimi jechało czarne, duże auto. Podjechało do dziewczyn i zatrzymało się. Zdziwione również się zatrzymały i spojrzały  na pojazd. Szyby były przyciemniane, więc nie było nikogo widać w środku. Nagle drzwi same się otworzyły, a za nich wyskoczyli trzej, silni mężczyźni ubrani w kominiarki. Złapali je i wciągnęli  do środka zasłaniając usta dłońmi. Usiedli koło nich, zamknęli drzwi i odjechali. Nie wiedziały co się dzieje.
  - Co wy wyprawiacie?! Kim wy jesteście?! - krzyknęła przerażona Zuza. Nagle mężczyźni ściągnęli kominiarki. Okazało się, że to byli Woohyun, L i Sunggyu.
  - No więc jak dziewczyny? Gotowe na imprezę?! - powiedział zachęcająco Woohyun.
  - Wy debile! To waszym zdaniem miało być zabawne?! - krzyknęła zdenerwowana Basia.
  - Mówiłem, że to może by zły pomysł - rzekł L.
  - Oj! Daj spokój. Troszkę adrenaliny im nie zaszkodzi - rzekł Sunggyu.
  - Adrenaliny?... Adrenaliny?! - krzyknęła z niedowierzaniem Kinga.
  - Myśleliśmy że nas porwano! - krzyknęła Kinga.
  - Spójrzmy prawdzie w oczy. Kto by was chciał - powiedział żartobliwie Woohyun.
  - Ty mała, wredna, poczwaro! Niech ja cię tyko dopadnę! - już miała zabić piosenkarza, kiedy powstrzymała ją Basia.
  - Zuza! Nie rób głupstw! Jesteś za młoda, żeby wylądować w więzieniu!
  - Ale za to będzie warto!
  - No dobra, więc gdzie jedziemy? - zapytała Zuza.
  - Zabieramy was do jednej z tutejszym klubów - odrzekł Dongwoo siedzący za kierownicą. Koło niego siedział Sungkyu.
  - To wy też tutaj jesteście? - zapytała zdziwiona Zuza.
  - A co? Przeszkadzamy? - zapytał Sungkyu. Świetnie bawili się na imprezie. Tańczyli, śpiewali, wygłupiali si i przede wszystkim pili... i to dużo. Po ok. dwóch, trzech godzinach, kiedy chłopcy byli już wstawieni, dziewczyny postanowiły, że zadzwonią po taksówkę i ich odwiozą. Woohyun'owi zrobiło się niedobrze, więc Zuza zabrała go na zewnątrz, żeby pooddychał świeżym powietrzem. Wziął kilka głębokich oddechów.
  - Jak się czujesz? Już ci lepiej? - zapytała troskliwie.
  - Tak naprawdę to źle się nie czuję.
  - Jak to? Nie rozumiem.
  - Zuza... muszę ci coś powiedzieć.
  - Co takiego?
  - Kocham cię - po tych słowach pocałował ją czule w usta. Po chwili wtulił się w jej kark i wyszeptał do ucha.
  - I to bardzo... proszę... nie zostawiaj mnie- Zuza nie mogła spać przez całą noc. Nie mogła zapomnieć tego co się stało. Do tej pory czuła jego pełne, miękkie wargi na swoich ustach i ten ciepły, przyjemny oddech na swoim karku. Wciąż słyszała jego delikatne słowa w głowie.

,, Kocham cię... i to bardzo... proszę... nie zostawiaj mnie"

*A co jeżeli powiedział to tylko dlatego, bo był pijany i tak naprawę te słowa nic dla niego nie znaczą?(Zuza)*

  Następnego dnia, Zuza obudziła się dopiero ok. 13:00. Zmęczona zeszła na dół. Zobaczyła dwie zmęczone i skacowane przyjaciółki jedzące śniadanie.
  - Dzień dobry kochane - powiedziała Zuza po czym jej odpowiedziały. Kiedy szykowała sobie płatki z mlekiem Kinga rzekła.
  - Twój telefon przez cały ten czas dzwonił i dzwonił. Wytrzymać się nie dało.
  - Kto dzwonił?
  - Nie wiem. Byłyśmy tak zmęczone ,że nawet nie miałyśmy siły, żeby sprawdzić - powolnym krokiem wzięła telefon do ręki. Sześć nieodebranych połączeń  i jedna nie przeczytana wiadomość od Woohyun'a.

*Czyżby jednak pamiętał?(Zuza)*

,, Nie martw się, nie zapomniałem o wczorajszym pocałunku. Nieważne czy jestem trzeźwy czy pijany. Wciąż cię kocham. Proszę oddzwoń."

  Dwa dni później Basia została zaproszona przez Sunggyu do wytwórni. Chciał jej bardzo pokazać jak ciężko pracuje. Bardzo się cieszył, kiedy przyszła do niego. Po całym dniu spędzonym w wytwórni udali się na kolację. Śmiali się i dokuczali sobie nawzajem. Czas mijał niebłagalnie i trzeba było wracać do domu. Odprowadzał ją przez skróty do domu. Mijając stary parking pod ziemią, stanęli.
  - Basia... ja... bardzo cię lubię.
  - Ja ciebie też lubię Oppa.
  - Czy wybaczyłabyś mi gdybym zrobił ci przykrość?
  - Tak, przecież jesteśmy przyjaciółmi, prawda?
  - Tak -uśmiechnął się. Jego wyraz twarzy był smutny, ale i także wesoły. Patrzył na nią jakby widział ją ostatni raz. Po chwili przytulił ją do siebie wyszeptując do ucha.
  - Przepraszam.
  - Za co?
  - Basia! Uważaj!
  - Aaaaaa! - Polka otworzyła oczy i zobaczyła przed sobą światło. Bardzo jasne światło, które wydawało się zbliżać do niej. Nagle ujrzała przed sobą ciemną sylwetkę , która krzyknęła.
  - Mamy ją! Ona żyje! - po chwili wszystko zaczęło do niej docierać.
  - Gdzie... gdzie ja jestem? - próbowała wstać - Ach! - jęknęła z bólu.
  - Proszę nie wstawać. Pomożemy pani - pełno ludzi biegało wokół niej. Była w szpitalu na sali operacyjnej. Reanimowali ją. Była cała w ranach i siniakach. Z rozciętą wargę i podbitym okiem.
  - C-co się dzieje?
  - Została pani napadnięta.
  - Jak to... napadnięta? - rozejrzała się - Gdzie... gdzie on jest? Gdzie on jest?! - zaczęła wpadać w panikę wyrywając się lekarzom, którzy ją uspokajali.
  - Gdzie?! - złapała za nadgarstek jedną z pielęgniarek.
  - Gdzie on jest? - wyszeptała z łzami w oczach - Czy coś mu się stało?
  - Nie rozumiem o czym pani mówi.
  - On... on był ze mną. Ja...
  - Kiedy karetka po panią przyjechała nikogo oprócz pani nie było.
  - Co? Jak... jak to? Nie, to nie możliwe - zemdlała. Okaleczona leżała pod aparaturą szpitalną w swoim pokoju. Spała na łóżku z maską tlenową na twarzy.
  - Basia... Basiu...Basiu wstań - usłyszała męski szept koło ucha.
  - S...Sunggyu? - wyjęczała. Otworzyła oczy - Sunggyu? To ty? - odwróciła głowę,ale nikogo w pokoju nie było. Zauważyła, że drzwi od jej pokoju są otwarte. Wykończona ściągnęła maskę i w samej koszuli nocnej na bosaka, wolnym krokiem zmierzała ku drzwiom. Wyszła z pokoju na ciemny korytarz. Rozejrzała się dookoła. Zimne kafelki na podłodze drażniły jej gołe stopy. Nagle ujrzała z daleka jakąś sylwetkę, która śmigła przez korytarz.
  - Sunggyu?... Sunggyu! - ledwo ruszyła za postacią. Zmierzała ku wyjściu. Zobaczyła, jak szpitalne drzwi wyjściowe zamykają się. Wybiegła na dwór. Było bardzo zimno. Nagły powiew wiatru uderzył ją prosto w twarz. Zmarznięta rozglądała się wokoło ciemnej ulicy.
  - Sunggyu! - krzyknęła oczekując na czyjąś reakcję - Oppa! - krzyknęła znów z łzami w oczach. Zamknęła je i pozwoliła ,żeby łzy popłynęły po jej policzkach. Nagle usłyszała coś za rogiem. Czyżby ktoś skrył się w cieniu?
  - Sunggyu?... Czy to...? - nie zdążyła dokończyć, kiedy wybiegła za nią pielęgniarka.
  - Co pani robi? Chce pani być chora? Jest strasznie zimno na dworze. Proszę ze mną wracać do środka. W pani stanie nie powinna pani w ogóle wstawać z łóżka. Musi pani przez cały czas leżeć pod aparaturą. Chodźmy - zabrała ją z powrotem do środka. Dwa tygodnie później wyszła z szpitala. Próbowała z kontaktować się za wszelką cenę z piosenkarzem, ale bez skutku. Spróbowała znów zadzwonić. Ktoś odebrał.
  - Sunggyu?
  - Nie, to ja, Woohyun.
  - O! Cześć Oppa.
  - Cześć. Słyszałem, że wyszłaś z szpitala. Jak się czujesz?
  - Już lepiej, ale nadal mnie wszystko boli. Czy jest tam gdzieś z tobą Sunggyu?
  - To ty nie wiesz?
  - O Czym?
  - Zuza ci nie powiedziała?
  - Co takiego? Mów w końcu!
  - Sunggyu zaginął.

wtorek, 11 lutego 2014

Dziewczyna Gangstera Rozdział 14 ,,Choroba"

    Tydzień później Joon przyszedł z odwiedzinom do państwa Jeon.
 - O! Changsun! Jak dobrze cię znowu widzieć. Proszę, wejdź do środka - przywitała go z uśmiechem na twarzy matka Hyosung.
 - Jak się czuje?
 - Fatalnie. Pierwszy raz ją w takim stanie widziałam. Zaczęła majaczyć.
 - Majaczyć?
 - Tak. Chodź, zaprowadzę cię do niej - matka Hyosung zaprowadziła Koreańczyka do córki pokoju. Kiedy weszli do środka zobaczyli chorą Hyosung leżącą w swoim łóżku. Była blada i wykończona.
 - Rzeczywiście nie wygląda to najlepiej - podszedł do dziewczyny przykładając swój dłoń do jej czoła - Ma gorączkę.
 - Jesteś pewny, że daje sobie radę?
 - Oczywiście, że tak. Proszę się o to nie martwić. Zaopiekuję się Hyosung jak własną córką.
 - Dobrze. W kuchnia na lodówce znajdziesz jej lekarstwa. Czerwone tabletki musisz zażyć dwa razy dziennie. Jedną rano, a drugą wieczorem. Znajdziesz tam również syrop, który musi spożyć po każdym posiłku. W lodówce znajdziesz posiłki dla Hyosung na każdy dzień i każdą porę dnia. Ty również będziesz mógł się poczęstować oczywiście. W salonie na komodzie zostawiłam wam pieniądze gdybyście czegoś potrzebowali. Na szafce nocnej obok jej łóżka przyszykowałam wam termometr oraz chusteczki. Rób jej chłodne okłady i ziołowe inhalacje. Ziółka znajdziesz w szafce obok lodówki. Pamiętaj również o gorącej kąpieli dla Hyosung. Wszystko zapamiętałeś, czy mam ci to wszystko zapisać?
 - Nie, nie trzeba pani Jeon. Wszystko jest pod kontrolą.
 - Będę jeszcze dzwonić. Wrócimy w niedzielę wieczorem.
 - Dobrze pani Jeon. Do widzenia! - odprowadził ją do drzwi zamykając je.

*Co za nadopiekuńcza matka(Joon)*

Wrócił do pokoju Hyosung. Usiadł obok niej głaszcząc ją po głowie.
 - Mama? - wyszeptała.
 - Nie, to ja. Joon. Twoi rodzice wyjechali w interesy. Twoja mama poprosiła mnie, żebym się tobą zaopiekował dopóki nie wrócą.
 - Mama! - krzyknęła uderzając go pluszakiem w głowie po chwili uspokajając się.
 - Twoja mama wyjechała.
 - Mama! - znów oberwał w głowę.
 - Czy ty mnie w ogóle słu...? Ała! To boli!
 - Aigoo! - wymamrotała w poduszkę próbując znów go uderzyć, ale w ostatniej chwili złapał ją za nadgarstki.
 - Yah! Uspokój się! Przestań mnie bić - ona jedynie spojrzała się na niego zamglonymi oczami. Nagłym ruchem przechyliła głowę do tyłu i zamknęła oczy. Lee nie wiedział co ona robi.
 - Hyosung, co ty robisz? - nie usłyszał odpowiedzi - Hyosung? - nadal nic - Yah! - potrząsnął ją lekko. Odpowiedziała mu jednym chrapnięciem.
 - Ty ... śpisz? To żart? - przewrócił oczami nie rozumiejąc chorej Japonki. Położył ją do łóżka i przykrył kołdrą. Wyszedł z pokoju i poszedł do salonu obejrzeć telewizję. Jakieś 20 minut później usłyszał huk. Przestraszony podskoczył do góry i pobiegł w stronę pokoju dziewczyny. Zobaczył leżącą Japonkę na podłodze.
 - Hyosung! - szybko do niej podbiegł - Nic ci się nie stało? - nagle niespodziewanie zaczęła czołgać się po podłodze - A-ale... o ty robisz?
 - Żółwia - powolnym ruchem zmierzała przed siebie w samej piżamie. Była ubrana jedynie w różową koszulę nocną, a pod spodem miała na sobie jedynie majtki. Spojrzał się na nią zmierzając ją wzrokiem.
 - W innych okolicznościach twoje czołganie po podłodze skończyłoby się inaczej - podniósł jedną brew do góry przygryzając dolną wargę - Jeżeli będziesz się tak czołgać po podłodze to w końcu ktoś dobierze się do tych twoich majteczek i zgadnij kto to będzie - dziewczyna nie reagowała na jego testy tylko czołgał się dalej.
- Ty nawet nie reagujesz. W normalnych okolicznościach już dawno bym oberwałbym za takie zachęty. Z tobą naprawdę jest źle. Dobra, koniec żółwia, bo w tym tempie nie dojdziesz do drzwi przed zmrokiem - złapał ją za boki podnosząc do góry i zaprowadzając do łóżka - Musisz dużo wypoczywać w łóżku, żebyś szybko wyzdrowiała - włożył termometr do jej ust i poszedł do kuchni zrobić jej zimne okłady oraz zaparzając herbatę. Kiedy zalewał jej herbatę do filiżanki usłyszał za osobą cichutkie słowo ,,Oppa".
 - Tak?
 - Jestem głodna~ - mówiła cichutko z termometrem w ustach.
 - Dobrze, zaraz zrobię ci coś do jedzenia. Teraz wracaj do łóżka. Dobrze? - jedynie przytaknęła głową i wróciła do pokoju.

*Jaka ona jest słodka, kiedy jest chora. Jest taka delikatna i urocza. Dlaczego nie możesz być taka na co dzień zamiast bić mnie za cokolwiek? Chociaż... gdyby przez cały czas taka była to robiłaby w szkole żółwia w piżamie. A tego raczej wolałbym uniknąć. Niech lepiej zostanie tak jak jest. Ach... powiedziała do mnie tak słodko Oppa~. Stary! Weź się w garść! (Joon) *

Wyjął z lodówki plastikowy pojemnik z napisem ,,Dzisiejszy obiad". Przygrzał go w mikrofali i zabrał go wraz z herbatą i zimnym ręcznikiem. Siedziała uroczo na łóżku czekając na Koreańczyka przez co chłopak znów się rozpłynął na jej widok. Wyciągnął jej termometr z ust.
 - Masz stan podgorączkowy. Trzeba szybko go zbić - płożył ręcznik na jej czole i podał gorącą herbatkę. Upiła jednego, dużego łyka. Odłożyła filiżankę, a po chwili otworzyła szeroko usta.
  - No co?
  - A! - jedynie wykrztusiła przez otwarte usta.

*Ona chyba nie chce żebym ja...(Joon)*

  Nałożył troszkę jedzenia na widelec i nakarmił ją. Kiedy zjadła zażądała sobie oglądania telewizji w salonie. Wystawiła ręce do góry ja małe dziecko. Zawstydzony wziął ją na ręce. Objęła go nogami w pasie, położyła ręce wokół jego szyi i położyła głowę wtulając się w jego kark. Jej dotyk wywołał u niego niespodziewany uśmiech. Usadził ją na kanapie i zarzucił na jej głowę gorący ręcznik wymoczony w ziołach. Jakieś pół godziny później oglądania telewizji ktoś niespodziewany zapukał do drzwi.
 - Zaczekaj tutaj. Pójdę sprawdzić kto puka - otworzył drzwi i zobaczył przed sobą bardzo znajomą twarz.
 - Kikwang?!
 - Joon?!
 - Co ty tutaj robisz?! - krzyknęli jednocześnie.
 - Ja przyszedłem spotkać się z Hyosung. A ty?
 - Opiekuję się domem państwa Jeon pod ich nieobecność.
 - Jest Hyosung?
 - Nie mam jej. Wyjechała z rodzicami.
 - Gdzie?
 - Za miasto.
 - Po co?
 - Nie wiem. Nie wypytuję się ich o takie rzeczy. To są ich prywatne sprawy.
 - I powierzyli ci ich dom pod opiekę?
 - Tak cię to dziwi? Mi przynajmniej ufają.
 - Nie wierzę ci.
 - Nie musisz... nikt ci nie każe.
 - Kiedy wrócą?
 - Dopiero wieczorem w niedziele.
 - Dobra... - miał już się wycofywać, kiedy nagle zatrzymał się i zapytał.
 - Czyli... twierdzisz, że Hyosung wyjechała z rodzicami?
 - Głuchy jesteś czy głupi?
 - A to, to co?! - wskazał ręką na okno w którym stała Hyosung z spłaszczonym nosem do szyby i wystawionym językiem wywołując parę na oknie - Glonojad?! - zaskoczony chłopak zrobił face pal i rzekł.
 - Właź do środka - wpuścił go.
 - A teraz mów. Co wy tu wyprawiacie?
 - Pabo! Hyosung jest chora. Jej matka poprosiła mnie o to, żebym się nią zaopiekował pod ich nieobecnością. Wyjechali gdzieś w interesy. Muszę się nią zająć, bo zachowuje się jak dziecko i w dodatku majaczy mi o kosmitach. Twierdzi, że na obserwują i z 5 razy schowała mi się do szafy.
 - Hahahaha!
 - To nie jest śmieszne! - uderzył go w tył głowy.
 - Ała! No dobra! Lepiej zaprowadź mnie do niej. Pomogę wam .
 - Chcesz mi pomóc?
 - Pomogę jej. Nie mogę jej zostawić na pastwę ciebie - zostawił go w przedpokoju i wszedł do salonu, a Joon szedł za nim i przedrzeźniał go. Kiedy weszli do salonu Hyosung już tam jej nie było.
 - Hyosung? Gdzie jesteś? - wołał ją Kikwang - Widzisz? Chwilę ją zostawiłeś sama i uciekła.
 - Nie znikłaby gdybyś tutaj nie przychodził, a po resztą nie uciekła mi - otworzył szafę - Wciąż tutaj jej - wskazał na nią. Kikwang na widok Hyosung zaczerwienił się.
 - Jaka ona słodka!~~ - już miał się na nią rzucić żeby ją poprzytulać, kiedy nagle Joon zatrzymał go, uderzył i przewrócił na podłogę.
 - Nie waż się jej tknąć. Jeszcze jakieś zaraski na nią zejdą z ciebie. Chodź Hyosung - wystawił ręce do przodu, a Japonka wskoczyła w jego ramiona. Chłopak wziął ja na ręce.
 - Oppa~! Dlaczego uderzyłeś Kikwang'a?
 - To nie Kikwang. To kosmita - przestraszona jeszcze mocniej objęła chłopaka. Joon zaprowadził ja do pokoju. W tym momencie Hyosung przymrużyła oczy i obserwowała uważnie Kikwng'a. Lee położył ją do łóżka i podał herbatę. Nadszedłszy czas zażycia lekarstwa. Hyosung nie chciała połknąć tabletki i cały czas wyrywała się. W końcu zaczęła biegać po całym domu i uciekać przed chłopakami. Złapali ją na korytarzu.
 - Kikwang! Trzymaj ją! - chłopak trzymał mocno dziewczynę i nie pozwolił jej się wyrywać, a Joon starał się jej na siłę wepchnąć tabletkę do jej ust. Kiedy tabletka już wylądowała w jej ustach, wypluła ją uderzając przy tym Joon'a w oko. Kikwang zaczął się z tego śmiać. Przez swoja nieuwagę uderzyła go w głowę. Wypuścił ja zwijając się z bólu. Zaczęła go kopać i okładać pięściami, a w tym momencie Joon włożył jej znowu tabletkę do ust przytrzymując przy tym jej usta, by znów tego nie wypluła. Połknęła go. Po wieczór Kikwang przygotował kąpiel dla dziewczyny, a Joon nową piżamę.
 - Więc, jak to zrobimy? - zapytał speszony Kikwang.
 - Przecież nie możemy się z nią kąpać. Trzeba coś wymyśleć.
 - Czemu nie?
 - Pabo! Nawet o tym nie myśl. Musi sama się wykąpać.
 - Co? Ty chyba sobie żartujesz. A co jak się zacznie topić? Mam pomysł. Ty tutaj poczekaj za drzwiami, a ja wykąpię się z Hyosung.
 - Spróbuj tylko, a gwarantuje ci domowe obrzezanie -jednak doszli do porozumienia i w końcu Hyosung poszła się sama kąpać. Co jakiś czas pytali się jej czy wszystko w porządku i przez cały ten czas stali pod drzwiami łazienki czekając na dziewczynę. Półtorej godziny później wyszła z łazienki i udała si do kuchni.Tam zjedli wspólnie kolację. Wybiła godzina 21:30, a Hyosun już zaczęła ziewać. Kikwang postanowił pójść już do domu a Joon został z Hyosung. Ułożył ją na łóżku i poczekał jak zaśnie. Kiedy był już w 100% pewny, zgasił światło. Miał zamiar wyjść z pokoju ale nagle usłyszał jej głos.
 - Joon Oppa - wyszeptała.Gdy odwrócił się zobaczył że dziewczyna siedzi na łóżku z opuszczoną głową. Wrócił się i usiadł obok niej.
 - Coś się stało? - zapytał - Dlaczego nie śpisz?
 - Czy... możesz ze mną spać?- nie spodziewał się takiego pytania. Zakłopotany nie wiedział co odpowiedzieć. Jedynie skinął głową i położył się obok Jeon. Przykrył ją kołdrą i zamknął oczy. Nagle coś poczuł. Coś przyjemnego i ciepłego. Otworzył oczy i zobaczył, ze Hyosung całuje jego usta. Skamieniał. Był w szoku. Zaskoczenie sparaliżowało jego ciało. Gdyby już go pocałowała przytuliła się do niego i rzekła.
 - Wybacz, że nie jestem dla ciebie zbyt dobra. Dziękuję ci za wszystko co dla mnie robisz. Dziękuję za to, że jesteś... Kocham cię... Oppa - Lee wpatrując się w ścianę pomrugał kila razy, a łza sama popłynęła po jego policzku.

*Nigdy więcej tak nie mów. To za bardzo boli Hyosung(Joon)*

  Następny dzień wyglądał tak samo. Wspólne posiłki, oglądanie telewizji, siłowanie się przy lekach oraz szukanie swojego przyczajonego żółwia. Wieczorem wrócili rodzice dziewczyny. Podziękowali mu za opiekę, a on z uśmiechem na twarzy pożegnał się z Hyosung oraz z jej rodzicami. Ubrał si i wyszedł z domu. Po drodze przypomniał sobie wczorajszą noc. Jej słowa które tak bardzo dotknęły jego serca.
Kiedy Hyosung wyzdrowiała poszła szukać swojej mamy, ponieważ potrzebowała pomocy przy nauce. Nie pewnie zapukała w drzwi od gabinetu matki. Nikt się nie odezwał. Weszła powoli do środka. Nigdy nie była jeszcze w jej gabinecie. Zawsze jej nie pozwalała wchodzić do pomieszczeń w których pracowała. Pomieszczenie to wyglądało jak każdy inny gabinet. Półki z książkami, biurko z laptopem, skórzana sofa, kolorowe obrazy na ścianach. Zaciekawiona nowego miejsca zaczęła przeglądać książki oraz papiery, które pozostawiła na biurku. Wtedy zobaczyła coś czego nigdy by się nie spodziewała. Na biurku swej matki zobaczyła zaznaczone miejsca wypadów Białego Kła, zdjęcia ich kryjówek i co najgorsze... zdjęcia członków należących do Białego Kła.

*To... to nie możliwe. (Hyosung)*

 - Co ty tutaj robisz?!

niedziela, 9 lutego 2014

Infinite: Darkness Rozdział 4

 - Więc Basija przyznaj... śledzisz mnie.
- Co? Nie prawda!
- Jesteś jakimś psychicznym fanem?
- Nie.
- Jesteś zboczeńcem?
- Zgaduj dalej.
- Wiem... chcesz mnie zabić.
- Znowu nie zgadłeś.
- Ale to zbyt podejżane. Za często się widzimy. Pewnie jesteś z przyszłości.
- Też nie.
- UFO?
- Uspokój się! - wybuchł śmiechem.
- C-co?... z czego się śmiejesz? - po chwili uspokoił się i z poważnym wyrazem twarzy rzekł jakby nigdy nic się nie stało.
- Z niczego.
- Jesteś dziwny.
- A ty za to normalna?
- Normalność jest nudna.
- No w tym przypadku muszę się z tobą zgodzić - zaśmiali się w tym samym momencie
 - To tutaj. Jesteśmy na miejscu - wskazał na restauracje.
Weszli do środka i usiedli przy stoliku.  Zamówili pełno jedzenia przez co nie było wolnego miejsca na stoliku. Przez cały wieczór rozmawiali i śmiali się. Dobrze bawili się w swoim towarzystwie.
- Skąd pochodzicie?
- Z polski
- Ty, Zuzaa i Kwinga dobrze się znacie?
- Hahahaha!
- Z czego się śmiejesz?
- Z tego jak mówisz.
- A co ja powiedziałem źle?
- Imiona dziewczyn. Często ci się zdarza przekręcać czyjeś imiona?
- Przecież dobrze powiedziałem.
- Nie, właśnie, że nie. One mają na imię Zuza i Kinga, a nie Zuzaa i Kwinga. Hahaha!
- Zuza i Kwinga?
- Kinga.
- Kwinga.
- Kinga.
- Kwinga.
- Gdzie ty znalazłeś tam "w"?
- Nie wiem.
- Hahaha!
- Ale ty masz na imię Basija.
- Hahahaha!
- Basia, a nie Basija. Przecież dobrze to wcześniej wypowiadałeś.
- Na prawdę?... Basija.
- Basia.
- Basija.
- Basia.
- Basija.
- Nie ma tam...
- Basija.
- Ale nie ma...
- Basija.
- Daj mi dojśc do...
- Basija.
- Ale...
- Basija.
- Przecież...
- Basija.
- ...
- ...
- ...
- ...
- ...
- Basija.
- Poddaje się - zaśmiał się przez co od powiedziała mu na to również śmiechem. Widząc jej śmiech uśmiechną się do niej.
- C-co?
- Co, co?
- Mam coś na twarzy?
- Nie.
- Jesteś niemożliwy.
- No wiem.
- Robi się już późno. Chyba powinnam już wracać do domu.
- Odprowadzę cię.
- Ok! - kiedy doszli już pod dom Kingi stanęli na pożegnanie przed furtką.
- Dziękuję, że zabrałeś mnie na kolację.
- Nie ma za co. Coś trzeba było robić skoro przez ciebie spóźniłem się na pojazd do dormu. Po takim wykańczającym dniu człowiek jest zmęczony i głodny - powiedział surowo przez co Basia spuściła wzrok.
- Ale i tak nie żałuje tego wieczoru. Dobrze, że się spóźniłem - uśmiechnął się doprowadzając ją do rumieńców na twarzy.
- Będziesz teraz sam wracał do dormu?
- Nie mam innego wyjścia.
- Zadzwoń chociaż na taksówkę.
- Nie trzeba. Przejdę się.
- Jesteś pewien? Dasz sobie radę? A co jeżeli ktoś cię zobaczy i rozpozna?
- Nie martw się o mnie. Jestem już dużym chłopcem mamo - powiedział słodkim głosem.
- No, tak.To... ja będę już szła - już miała przekroczyć granicę pomiędzy ulic na domowym trawnikiem, kiedy nagle ją zatrzymał.
- Poczekaj! - odwróciła się.
- To jest mój numer. Zadzwoń jeżeli będziesz chciała jeszcze kiedyś gdzieś wyjść - powiedział mało pewnym siebie głosem czekając na jej reakcję. Spojrzała się na kartkę z numerem i wzięła go do ręki. Schowała kawałek papieru do kieszeni i z uśmiechem powiedziała.
- Pewnie - odwzajemnił uśmiech. Wyglądał jakby mu kamień z serca spadł - No to pa.
- Pa Basia! - przekroczyła tą granicę i zmierzając w kierunku drzwi wejściowych jeszcze ostatni raz obejrzała się za nim. Z uśmiechem na twarzy pomyślała.

*Wiedziałam, że potrafisz wypowiedzieć to poprawnie.  (Basia)*

 Następnego dnia w szkole dziewczyny przeżywały wczorajszy dzień. Opowiadały sobie nawzajem to co przeżywały wraz z swoimi biasami. Kinga i Zuza nie mogły w to uwierzyć, że Basia umówiła się na kolację z Sunggju.
- To wcale nie była randka. Ile ja mam wam to mówić? Nic nie dociera do tych waszych małych główek?!
- Więc, jak chcesz nazwać tą waszą kolację? - zapytała Kinga.
- Zwykłym spotkaniem.
- Tak, jasne. Gdyby to nie była randka, to nie dałby ci swojego numeru - powiedziała Zuza.
-No, coś w tym jest - rzekła Kinga.
- Dziewczyny, przestańcie.
- A jak zawsze swoje... A właśnie! Kinga. Jak tam z twoim Baro? Nadal uważacie za swoją psychopatkę? - zapytała żartobliwie Zuza przez co wraz z Basią zaczęły się z tego śmiać.
- Przestańcie! To wcale nie jest zabawne! - spuściła wzrok wbijając go w podłogę z smutku - Nie wiem co mam robić - rzekła smutna - Nie chcę, żeby tak o mnie myślał.
- Oj Kindzia - powiedziała skruszonym głosem Zuzia.
- Nie przejmuj się tym. Przecież to nie twoja wina, że tak cię potraktował - dodała Basia.
- Wiem co zrobię! Dzisiaj jest fansing w centrum B1A4, prawda? Wystarczy, jak uda mi się wylosować wejściówkę. Kiedy do niego podejdę z płytą przeproszę go za wszystko i wytłumaczę mu jak jest naprawdę.
- To dobry plan,ale...
- Wiesz jak trudno jest wylosować taką wejściówkę? - Dodała Zuza.
- To musi się udać! - krzyknęła podekscytowana i pobiegła w stronę klasy po swoje rzeczy.

 Po lekcjach Kinga udała się na fansing B1A4. Weszła do budynku i podeszła do stolika z głosami. Wypełniła kartę i włożyła ją to czerwonego kartonu. Zapłaciła odpowiednią sumę za wstęp i usiadła na fotelu. Za godzinę miała być wywieszona lista z nazwiskami osób, które będą mogły podejść do swoich idoli. Reszta osób, które przybyły na to spotkanie, ale nie udało im się, również mogły wejść na salę, ale mogły jedynie podziwiać swoich piosenkarzy z daleka. Po godzinie oczekiwania przybyła kobieta zawieszając listę. Wszystkie rozszalałe fanki podbiegły do plakatu. Kinga nie mogąc się dostać do listu prześlizgał się pomiędzy Koreankami czołgając się po podłodze między ich nogami. Kiedy w końcu udało jej się dostać do odpowiedniej ściany wstała, otrzepała ubrania i zaczęła siebie szukać. Na szczęście udało się. Znalazła swoje nazwisko na końcu listy. Szczęśliwa zaczęła podskakiwać z radości i szybko podbiegła do ochroniarza, który wpuszczał fanów z listy osobnym wejściem. Pokazała mu swój dowód, a ten wyszukał jej nazwiska z listy, którą miał przy sobie wpuszczając ją. Szybko podbiegła do kolejki, bo kto pierwszy ten lepszy. Jakieś pół godziny wystała się w kolejce,by w końcu móc do nich podejść. Podchodziła do każdego z nich z uśmiechem na twarzy. Zamówiła z nimi parę słów grzecznie czekając na podpisanie płyty. Baro siedział na końcu stolika machając do fanek, które stały dalej za barierką. Zanim do niego podeszła wzięła głęboki oddech i stanęła przed nim. Piosenkarz od razu rozpoznał ją i pierwsze co powiedział, a raczej krzyknął to było słowo ,,Ochrona!". Polka nie mogąc uwierzyć w to co się właśnie dzieje zobaczyła ochroniarza, który miał zamiar ją z tamtą zabrać.
- Nie! Poczekaj! Oppa! Musisz mnie wysłuchać! To nie jest tak jak myślisz! Oppa! - ochroniarz wyrzucił ją z budynku. Dobijała się do drzwi, ale to nic nie pomogło.
- No nie mogę z tym gościem! Co za wstyd! Jaki on jest niemożliwy! Co za kretyn! Taką głupią osobą to trzeba się już urodzić! Nic tu po mnie! - włożyła rękę do kieszeni - Zaraz... gdzie mój album?! - przeszukiwała nerwowo wszystkie kieszenie
* Musiałam ją zostawić na stoliku, kiedy mnie ochroniarz wyniósł. Muszę ją odzyskać . (Kinga)*
 Polka wróciła się do budynku, ale już jej nie wpuścili na salę. Tłumaczyła ochroniarzom, że zostawiła tam swój album nawet próbowała tam wejść siłą, ale bez skutku. Jeden z nich powiedział, że odzyska go po fansing'u, kiedy B1A4 opuszczą budynek. Z niechęcią zgodziła się i wróciła z powrotem po dwóch godzinach. Zauważyła, że chłopcy wychodzą z budynku oprócz jednego z nich. Gong chan zapytał się pozostałych ,,Gdzie jest Baro?". Wszyscy zaczęli się rozglądać twierdząc, że trzeba go znaleźć. Menadżer zaczął ich uspokajać i kazał im wejść do pojazdy, a ochrona pójdzie go poszukać. Kinga weszła do środka i poprosiła o swój album.
- Niestety, ale nie znaleźliśmy na sali żadnego albumu.
- Jak to go nie znaleźliście?!
- Bardzo nam przykro - Kinga jeszcze bardziej się zdenerwowała.
*Pewnie nawet go nie szukali. Sama pójdę go znaleźć(Kinga)*

 Weszła na sale i szukała go w każdym możliwym miejscu przy stoliku. Nagle usłyszała jakieś krzyki za kulisami. Poszła w ich kierunku. Zobaczyła prze straszonego Baro przypartego do ściany przez saesang. Polka szybko podbiegła do nich taranując saesange. Złapała go za rękę i pobiegła ciągnąc go za sobą. Nie wyrywał się. Chyba nawet nie wiedział, kim jest dziewczyna, która go za sobą ciągnie. Kinga po drodze zauważyła jakieś otwarte drzwi. Wbiegła do środka razem z nich zamykając drzwi. Był to schowek woźnego. Przez małe pomieszczenie i mnóstwa rzeczy musieli stać naprzeciwko siebie bardzo blisko. Tak blisko,, że prawie dotykali się klatkami piersiowymi.
- To ty?!
- Ciii...! - rzuciła się na niego zakrywając mu usta. Nagle usłyszeli fanki za drzwiami. Obydwoje byli prze straszeni. W pewnym momencie głosy ucichły i wtedy Kinga wrzuciła się do swojego Oppy.
- Dobra... teraz zabiorę ręce, ale obiecaj, że nie będziesz krzyczeć, dobrze? - jedynie pokiwał głową na tak, lecz kiedy zabrała ręce zaczął krzyczeć.
- Pomocy!
- Zwariowałeś już do końca?! Chcesz żeby saesang nas znalazły tutaj?! - zakryła mu znów usta - A teraz milcz i mnie słuchaj!... Oppa, ja nie jestem taka sama jak tamte dziewczyny. Nie jestem żadną psychofanką, saesang, ani również zboczeńcem. Jestem twoją fanką, która wspiera B1A4 od samego początku. Nie chcę ci zrobić krzywdy. Chce tylko was chronić jak na prawdziwego fana przystało. Nie chcę, żebyś się mnie bał. Nawet nie masz powodu, żeby się mnie bać. Jeżeli przestraszyłam cię, to bardzo cię przepraszam za to - słuchając ją uważnie złapał ją za rękę i rzekł.
- A wtedy na koncercie, jak mnie goniłaś?
- Nie zrobiłabym tego, gdybyś nie wpadł w panikę i nie zaczął uciekać. Chciałam tylko z tobą porozmawiać i wyjaśnić wcześniejszą sytuację w parku... Przepraszam cię Opp.
- Nie, to ja powinienem cię przeprosić. Byłem tak przejęty saesang, że nawet nie zwróciłem uwagi na tych normalnych, prawdziwych fanów. Przestałem ich nawet już rozróżniać. Zachowałem się jak kretyn. Przepraszam.
- Rozumiem... Nie ma za co - uśmiechnęła się przez co odwzajemnił jej uśmiech. Po chwili zauważyli, że stoją od siebie w bardzo niebezpiecznej odległości oraz to, że prze cały ten czas trzymał ją za ręce. Baro zarumienił się i puścił jej ręce mówiąc.
- Może już stąd wyjdziemy?
- Pewnie. Wyję pierwsza. Sprawdzę czy już ich tam nie ma - otworzyła lekko drzwi i wychyliła się za nich - Czysto - wyszli na zewnątrz. Kinga odprowadziła bezpiecznie Baro pod budynek, gdzie czekali na niego chłopcy w aucie. Przez całą tą drogę rozmawiali i śmiali się z wcześniejszej sytuacji.
- A no właśnie! Zapomniałbym.
- O czym takim?
- To chyba należy do ciebie - wyciągnął mały przedmiot z torby.
- Mój album! - krzyknęła szczęśliwie.
- Zostawiłaś go na stole, kiedy...
- Taa...
- Głupio mi za to.
- I powidło - zażartowała.
- Wiesz, coś jeszcze na nim brakuje.
- Co takiego? - po chwili wciągnął z torby marker i podpisał się na opakowaniu płyty.
- Proszę bardzo.
- Dziękuję.
- Nie, to ja dziękuję. Jesteś świetna - te słowa wywołały u niej rumieńce. Baro nie wiedząc jak się z nią pożegnać przytulił ją szybko do siebie.
- No to na razie Kinga!
- Do zobaczenia Baro! - wsiadł do pojazdu. Nagle wychylił się przez okno i krzyknął.
- Skąd wiesz czy się jeszcze zobaczymy?!
- Spotkaliśmy się już trzy razy! Jestem tego pewna, że za czwartym razem znów się zobaczymy!
- Do zobaczenia Kinga!
- Do zobaczenia Oppa!

środa, 5 lutego 2014

Just say you love me


   Co się stanie, kiedy siostrzenica menadżera sławnego na całym świecie, k-pop'owego boysband'u 
zamieszka w ich dormie?

Tylko ona i 12 przystojnych mężczyzn. 

A co jeżeli nie są tacy jacy mogą wydawać się w telewizji?

Wyobraź sobie, że jesteś uwięziona w jednym domu z zazdrosnym homoseksualista, seksownym tancerzem, przestraszoną owieczkę, najlepszym przyjacielem, seksoholikiem, heterochromofilem i ozolaginem w jednym, dwoma chłopakami palących marihuanę każdego wieczoru, obwiniającym o wszystko tancerzem, dwoma całkiem normalnych mężczyznami oraz z chłopakiem, który sam nie wie jakiej jest orientacji seksualnej. Nie zapominając, że praktycznie każdy z nich już dawno nie spał z kobietą. 

Co zrobisz?



*Heterochromofilia - (rodzaj fetyszyzmu seksualnego) polegająca na osiąganiu podniecenia jedynie w wypadku kontaktu seksualnego z partnerem o odmiennym kolorze skóry.
*Ozolagnia -  (rodzaj fetyszyzmu seksualnego) polegająca na osiąganiu podniecenia zapachem partnera. Istnieją jej różne odmiany, w których bodźcem jest wyłącznie naturalny zapach narządów płciowych partnera, naturalny zapach jego potu lub zapach jego kosmetyków (perfumy, dezodoranty)





JUŻ ZA NIEDŁUGO NA BLOGU!!!